• Wpisów: 16376
  • Średnio co: 5 godzin
  • Ostatni wpis: 120 dni temu, 21:30
  • Licznik odwiedzin: 985 839 / 3867 dni
 
nortus
 

Dialog w Restauracji Antycznej w Sławie. - Dzień dobry. Czy mogę skorzystać z toalety? Zapłacę - pyta turystka. - Wyp...j stąd. I pamiętaj, sraj tam, gdzie jesz, a nie u mnie - wykrzykuje właściciel lokalu.

Letnie popołudnie na rynku w Sławie, perle turystycznej woj. lubuskiego. Kustosz Biblioteki Uniwersyteckiej w Zielonej Górze wybrała się tu z rodziną i przyjaciółmi, aby wypocząć.

Sławę widzi codziennie w pracy na starych pocztówkach. Interesuje się historią miasteczka, chciała zobaczyć, jak wygląda dzisiaj. Usiadła z
przyjaciółką w maleńkim barze z jednym stolikiem. Zamówiły kawę, porównują rynek do tego sprzed kilkudziesięciu lat. Jak wrócą do Zielonej Góry,
wymienią się pocztówkami. Ostatni łyk kawy. Pani kustosz wyrusza do toalety. Niestety, w barze nie ma. Od obsługi dowiaduje się, że klienci mogą
korzystać z toalety miejskiej 100 m dalej. Kobieta udaje się więc do sąsiedniej Restauracji Antycznej. Kulturalnie pyta o ubikację, proponuje
zapłatę.

- Co to szalet publiczny sobie znalazłaś?. To nie jest restauracja dla jakichś ku..w. Wyp...j stąd. I pamiętaj, s..j tam, gdzie jadłaś - wrzeszczy
właściciel restauracji.

Jak porażona prądem wybiega z lokalu.

Restaurator: wynocha

Restaurator miał zły dzień? A może taki jest standard obsługi turystycznej w Sławie - zastanawiam się w redakcji. Postanawiam sprawdzić.

Jest wtorek, do Sławy dojeżdżamy o godz. 13. Miasteczko prawie puste. Plastikowym, podświetla-nym szyldem kusi lokal: Stary Kormoran. Restauracja Antyczna. To tutaj rządzi Witold Sulewski, człowiek, którego nie warto pytać
o toaletę.

Z mocniejszym biciem serca wchodzę do środka. Na pomalowanych w róże ścianach wiszą pejzaże. Podłoga wyłożona czerwonym dywanem, a na stolikach nakrytych białym obrusem stoją świeczniki. Panuje półmrok, który zapewniają
okna przysłonięte kotarą. Oczom gości jako pierwsze ukazują się drzwi do sławetnej ubikacji. Nabieram powietrza i ryzykuję:

- Dzień dobry, czy mogłabym za opłatą skorzystać z toalety? - wygłaszam formułkę. Mam szczęście, trafiłam na pracownika knajpy.

- Nie - stanowczo odpowiada pulchny pan w fartuchu.

- A gdybym zamówiła herbatę? - drążę.

- Nie - nie ustępuje.

- Herbatę i ciastko? - dopytuję.

- Trzeba zamówić cały zestaw obiadowy. Wtedy toaleta otwarta - kończy podniesionym głosem.

Właściciele sąsiednich knajp i sklepików niewiele mówią o Sulewskim. Jak już to szeptem. - Wie pani, to jest choleryk. Turyści często wybiegają od niego w popłochu. Ale widocznie musi się czuć pewnie, skoro pozwala sobie na takie chamstwo - mówi mieszkaniec Sławy. Przypomina sytuację, kiedy grupa klientów chciała zamówić u Sulewskiego imprezę zamkniętą. Po omówieniu szczegółów, zanim wyszli, wstąpili jeszcze do toalety. - Sulewski wpadł w szał. Do bankietu nie doszło - opowiada.

Niewiele udało nam się zebrać informacji o restauratorze ze Sławy. Podobno przyjechał tu z Wielkopolski i nie jest tu zameldowany na stałe. Kiedyś pracował w masarni, restaurację prowadzi od kilkunastu lat.

Postanawiam jeszcze raz uderzyć do Antycznej, tym razem chcę porozmawiać z samym Sulewskim. Kucharz woła właściciela. Z czeluści zaciemnionego
pomieszczenia wyłania się filigranowy pan w okularach.

Przypominam mu historię z panią kustosz.

- Dlaczego pan tak traktuje turystów? - pytam.

Zaczęło się. Dłonie Sulewskiego zaczynają wirować w powietrzu, głos podnosi się o kilka decybeli. Ciężko za nim nadążyć. Rozumiem tylko niektóre zdania.

Toaleta jest moja, prywatna, P-R-Y-W-A-T-NA - sylabizuje Sulewski. - I mogę do niej wpuszczać, kogo mi się podoba. A kto myśli inaczej, jest komuchem.

- A gdzie dobre obyczaje? Turyści...... - nie mogę dokończyć zdania.

- Dosyć tego. Zaraz wezwę policję, nie boję się niczego, wynocha! - niemalże biega wokół własnej osi.

Burmistrz: co ja mogę?

Jednak okazało się, że pani kustosz nie trafiła na wyjątkowo zły dzień nerwowego restauratora. Niestety, Stary Kormoran wita tak turystów
codziennie.

Idę do burmistrza.

- Jako gmina nie mamy wpływu na kulturę osobistą przedsiębiorców. Nie mam oparcia w prawie, ośmieszyłbym się, ingerując w tę sprawę - uważa zaskoczony z-ca burmistrza Krzysztof Gruszewski. Przyznaje, że słyszał o impulsywnym zachowaniu restauratora. Dodaje jednak, że nie posądziłby jednak Sulewskiego o obrzucenie klienta stekiem obelżywych wyzwisk.



Sława (niem. Schlawa, 1937-1945 Schlesiersee) to miasto w woj. lubuskim, w powiecie wschowskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Sława. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. zielonogórskiego.

Według danych z 31 grudnia 2004, miasto miało 3 960 mieszkańców. Sława położona jest nad Jeziorem Sławskim (817 ha).

Przemysł drzewny, turystyczny i spożywczy. Nad Jeziorem Sławskim znajduje się wiele popularnych ośrodków turystyczno-wypoczynkowych i sportowych (pole namiotowe, baza gastronomiczna). Przemysł spożywczy to przede wszystkim duża liczba zakładów mięsnych. Sława jest znana z corocznie odbywającego się w tym mieście w lipcu Międzynarodowego Kongresu Brydża Sportowego, na który rok rocznie zjeżdża cała polska, a czasem nie tylko, elita polskich brydżystów.


A może zrobić wykaz takich kulturalnych, na światowym poziomie lokali i uczynić z tego atrakcję turystyczną. No bo gdzie jeszcze na świecie można coś takiego spotkać? Nawet na liste UNESCO wpisać.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego