• Wpisów: 16376
  • Średnio co: 5 godzin
  • Ostatni wpis: 120 dni temu, 21:30
  • Licznik odwiedzin: 985 839 / 3867 dni
 
nortus
 

Jesz ile chcesz i płacisz ile chcesz - nadchodzi rewolucja w restauracjach.

Amerykańscy restauratorzy szykują prawdziwą rewolucję. Nie chodzi jednak o nowe wymyślne potrawy, tylko o sposób regulowania należności za spożyty posiłek.
Wymyślili zasadę: jesz ile chcesz i płacisz ile chcesz.

Pomysłodawcą jest amerykańska firma Panera Bread Co. Jej szefowie wyjaśniają, że stosowne napisy będą informowały klientów, by płacili za swoje posiłki tyle, ile będą chcieli, jednego centa albo sto dolarów. Wszystko będzie zależało tylko od ich uznania.

Pierwszy taki lokal właśnie ruszył w Clayton na przedmieściach miasta St. Louis. To dopiero początek, bo plany zakładają, że podobne powstają w całych Stanach Zjednoczonych. Ronald Shaich ze wspomnianej firmy jest już dziś przekonany, że to będzie udany biznes.

Powodzenie eksperymentu uzależnione jest od tego, czy przyszli klienci właściwie odczytają motto tej firmy. A brzmi ono mniej więcej tak: bierz, ile potrzebujesz, zostaw jednak godną zapłatę. Mówi się nawet o utworzeniu 1400 tego typu restauracji. Do tego mają też dojść kuchnie, w których to sami klienci będą ustalali ceny.

Pomysł uruchomienia tego typu lokali podsunął ponoć szefom firmy pewien sprzedawca sklepowy, który opowiedział historię klientki, niejakiej Dawn Frierdich. Kobieta przyszła kupić u niego trzy bochenki chleba i mrożoną herbatę. A kiedy zapytała, ile ma zapłacić za napój, usłyszała, że 1,85 dol. Zapytała więc, ile będą ją kosztować całe zakupy? To jakieś 12 dol. - usłyszała w odpowiedzi. I wtedy sprzedawca zauważył, że klientka sprawiała wrażenie osoby, która nie musi płacić, bo nie chce. Po namyśle jednak wyłożyła 12 dol., a wtedy sprzedawca zaproponował jej, by pieniądze wrzuciła do specjalnego dzbana, przeznaczonego na datki na najrozmaitsze cele.

To było dla mnie ciężkie przeżycie,nie wiedziałam,
jak postąpić w takim momencie - mówiła sprzedawcy Frierdich. A ten wyjaśniał jej, by tak właśnie zrobiła. I ta obserwacja podsunęła pomysł, by podobnie potraktować klientów w restauracjach czy piekarniach.

Klientela w Clayton, gdzie ruszyła już pierwsza nietypowa restauracja, to ludzie dobrze zarabiający: prawnicy, oraz uprawiający inne wolne zawody, i tam nie ma raczej obaw, że będą dokładać do interesu. Personel lokalu twierdzi, że klienci znakomicie orientują się nie tylko co do jakości, ale też wartości potraw, płacą więc z zasadzie tyle, ile wynosiłby prawdziwy rachunek.

Aby jednak nie było niespodzianek, firma Panera będzie wspomagała się swoją fundacją, z której pochodzić będą środki na pensje personelu,wynajem lokali, zakup żywności. Pod koniec każdego miesiąca będzie następowało rozliczenie i okaże się, czy trzeba dopłacać do interesu, czy nie.

Podobny eksperyment już działa w USA. Chodzi o restaurację One World w Salt Lake City. Ruszyła ona w roku 2003. Jej założycielem była Denise Cerreta.
- Wszystko opiera się na wierze,że ludzie są dobrzy - ocenia Cerreta, ale jej plany, by z takimi restauracjami wyjść w Amerykę, na razie nie wyszły. Teraz ruch należy do Panery.


wp pl

jak widziałem tych cwaniaczków kilka razy próbujących podchodzić do barów sałatkowych albo pakujących do miseczek tyle, że bokami wyłaziło z nich to już widzę jak uczciwie by nasi płacili.
To znaczy płaciliby uczciwie tylko oceniali by obiad wart 200zł może na 10 zł a i to jeszcze by narzekali że drogo i napiwek muszą dać.
A może się mylę?
Ale jakie tabuny bezdomnych by tam chodziły, bary mleczne i jadłodajnie by padły pierwszego dnia otwarcia takich restauracji.
A może się mylę?

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @Ps.do jutra: marża w gastronomii jest horrendalna a koszty produktów nie tak wielkie - a pozostałe towary też nie wyrzuca się tylko powstają nowe wyroby.
     
  •  
     
    @Nortus & Xylia:  ale tu nie chodzi mi o uczciwosc - zastanawiam sie jak im sie oplaca miec jedna,stala cene ,ludziska jedza na potege (a musialbys zobaczyc ile nakladaja,co nakladaja i ile zostawiaja na talerzu biorac nowy i dalej powtorka...) i nie zaliczaja plajty. Bo duzo jedzenia sie marnuje w kuble...
     
  •  
     
    @Nortus & Xylia: dokładnie tak! :)

    a co do biedaków: pracowałem kiedyś na dziale monopolowym w markowym supermarkecie. klient kupił Łyskacza za 800 zeta i domagał się darmowej torebki: "za te pieniądze, które u pana zostawiam, należy mi się". dałem mu ją, niech się wypcha, bo nie chciało mi się z nim kłócić, że jego osiem stów to nic w porównaniu z tym, co klienci potrafili u mnie zostawić. do końca życia zapamiętam faceta, który kupił litr Martella za 6400 złotych!!!!
     
  •  
     
    @Ps.do jutra: owszem, tylko to jest pewna miara uczciwości społeczeństwa. wiem, ze mamy niższe dochody niż oni ale nawet ci co nie źle zarabiają (powiedzmy 5000 zł) patrzą jak się wymigać czy zaniżać rachunki do zapłacenia. o dziwi ci biedni są uczciwsi od dorobkiewiczów.
     
  •  
     
    @Mirko: zawsze mówiono, że komunizm powstanie w USA a nie w Rosji.
     
  •  
     
    w hiszpanii juz sa takie, nie cala siec, tylko sporadyczni pogromcy wiatrakow.
     
  •  
     
    w Niemczech sa restauracje Chinskie gdzie placisz 14,90 euro i jesz ile mozesz i na co masz ochote. Mies do wyboru do koloru (kangury,strusie itd tez, gdzie stoi ekstra kucharz i przygotowuje Ci to na grilu na Twoich oczach),owoce,lody,na kwasno,pikantnie,wszelkiego rodzaju owoce morza,suschi,czego dusza zapragnie.I im sie to oplaca.
     
  •  
     
    toż to prawdziwa utopia! albo komunizm w czystej postaci! :)
     
  • awatar
     
     
    Alter_Ego
    U nas bankructwo restauratora pewne jak w kasa w szwajcarskim banku.