• Wpisów: 16376
  • Średnio co: 5 godzin
  • Ostatni wpis: 66 dni temu, 21:30
  • Licznik odwiedzin: 977 398 / 3812 dni
 
nortus
 

(Iwona Kadłuczka, gw)

Wdowa po gen. Władysławie Andersie, Irena Anders:
"Polityk o nieskazitelnej reputacji", "wzór patrioty" i "prawdziwy dżentelmen" - tak zapamiętają ostatniego prezydenta II RP Ryszarda
Kaczorowskiego jego współpracownicy i przyjaciele na emigracji w Londynie.

Najpierw Ojczyzna, później rodzina, a dopiero na końcu on sam. Wierny ideałom do końca.

Znaleźć polityka,na którego,używając stwierdzenia z czasów PRLu, nie ma absolutnie żadnego haka nie jest łatwo - wyrokuje prof. Jerzy Ostoja-Koźniewski, ostatni minister skarbu Rządu RP na Uchodźstwie. - Pan Prezydent - mówi o Ryszardzie Kaczorowskim - był jednym z niewielu ludzi o
nieskazitelnej reputacji, był człowiekiem wybitnie uczciwym.

Profesor Ostoja-Koźniewski wspomina swojego współpracownika siedząc za dębowym stołem w gabinecie na drugim piętrze Polskiego Ośrodka
Społeczno-Kulturalnego w Londynie. Tuż za ścianą znajduje się puste biuro ostatniego prezydenta II RP.
- Poznałem go jako przywódca partii politycznej
Piłsudczyków -wspomina patrząc w stronę otwartych drzwi. - Pamiętam, gdy prezydent Kazimierz Sabat zasięgał naszej opinii, kogo widzielibyśmy na
następcę, podaliśmy nazwisko Kaczorowskiego, wtedy ministra ds. krajowych - wspomina.


- Z nowym prezydentem zaprzyjaźniłem się szybko. Kiedyś, już później zapytałem go, czemu nie startuje w wyborach prezydenckich w Polsce. Miał
ogromną szansę na wygraną. Ale on odparł, że nie ma zaplecza politycznego.
Przyznałem mu rację. On by tam się znalazł, jak śliwka w kompocie - zamyśla się.

Po chwili dodaje: - My byliśmy innym pokoleniem. Nam matki mówiły, żebyśmy nie marudzili przy jedzeniu szpinaku, bo musimy być silni, żeby kiedyś walczyć za Ojczyznę. A tam był wtedy niestety PRL na bis. Ale mimo wszystko on zawsze stawiał Polskę na pierwszym miejscu. Nie raz śmialiśmy się, że lata do kraju jak jojo - cały czas na służbie - podkreśla Koźniewski.

- Na jednym z takich oficjalnych wyjazdów podszedł do nas prezydent Kwaśniewski i powiedział: takiej popularności jak pan, to ja nigdy nie będę miał. Pan ma więcej honorowych obywatelstw miast niż ja mogę naliczyć. To
prawda, prezydent Kaczorowski był osobą szalenie popularną i tą pustkę będzie bardzo trudno wypełnić.


Druh Kaczorowski

Jacek Bernasiński, obecny v-ce dyrektor biura prezydenta w Londynie, pierwszy raz spotkał Ryszarda Kaczorowskiego w 1960 roku. Otrzymał wtedy z jego rąk list mianowania na podharcmistrza. Od tego czasu ich znajomość się
zacieśniała. Odkąd został pracownikiem biura, prezydenta widywał na co dzień.

- Pan Prezydent to był człowiek prawy, bogobojny, bezkompromisowy w sprawach moralnych i etycznych, przez co również bardzo szanowany. Prawdziwy wzór
patrioty. A przy tym człowiek z ogromnym poczuciem humoru - mówi Bernasiński. - Nawet jak opowiadał o Syberii to tak, że nie wzbudzał w nas
żalu. Pamiętam jak wspominał swój powrót z Kołymy. Było z nim kilku przyjaciół. W jakiś sposób udało im się zdobyć angielski mundur. Na
przystanku, gdy pociąg się zatrzymał, prezydent był jednym z pierwszych, który go ubrał. Wkroczył odważnie do restauracji, gdzie wojskowym wydawano
posiłki za darmo. Posiłek, czyli kromka chleba i lurowata zupa. Wrócił i oddał mundur komuś innemu. I tak następny i następny. Zanim obsługa się zorientowała, to wszyscy zdążyli coś zjeść - uśmiecha się.

Wyjazd na obchody 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej miał dla prezydenta szczególne znaczenie. Miała z nim nawet jechać starsza córka,ale nie otrzymała wizy rosyjskiej. - Inaczej to by się powtórzył Gibraltar, gdzie zginął gen. Władysław Sikorski i jego córka - zauważa Bernasiński.

Praca z Kaczorowskim była przyjemnością. - Zawsze był bardzo koleżeński.
Ponieważ znaliśmy się jeszcze z czasów harcerstwa kazał mi do siebie mówić druhu i sam do mnie tak mówił. Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś o nim źle
mówił, nawet prywatnie. To był człowiek bez skazy - kończy.

Dżentelmen w każdym calu

Jako były żołnierz 2 Korpusu gen. Władysława Andersa Ryszard Kaczorowski otaczał szczególną opieką wdowę po generale. 89-letnia dziś Irena Anders, która mieszka zaledwie kilka ulic od rodziny Kaczorowskich, tak wspomina przyjaźń z "wyjątkowym sąsiadem":

Kiedyś po jednym z wieczorów poezji w Instytucie Polskim przy lampce wina powiedziałam mu: "Panie Prezydencie pan jest o wiele bardziej przystojny w sile wieku niż dawniej". "Co też pani mówi?" - zawstydził się. Przeprosiłam najmocniej za swoją zuchwałość i zapytałam, czy się nie gniewa. A on
powiada, że jest mu bardzo miło, i że musi mi powiedzieć jedną rzecz:

“zawsze panią podziwiałem i nic się nie zmieniło.”



Irena Anders dodaje: - To był piękny komplement. Prezydent Kaczorowski to przemiły człowiek, jedna z najmilszych osób, jakie poznałam. Był wspaniale
wychowany. Miał cudowne maniery. Wszystkie panie zawsze całował w rękę pochylając się przy tym z szacunkiem. Sprawiał, że każda kobieta w jego
towarzystwie czuła się jak księżniczka. To był prawdziwy dżentelmen. To ogromna tragedia, że straciliśmy tak zacnego człowieka.

---
Panie Prezydencie, spoczywaj w spokoju.

Nie możesz dodać komentarza.