• Wpisów: 16374
  • Średnio co: 4 godziny
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 18:37
  • Licznik odwiedzin: 927 696 / 3387 dni
 
nortus
 

Ostatnio, z przy okazji zwiedzania Niebuszewa, wrócił temat Rzeźnika z Niebuszewa. W sobotę Officyna przeprowadzała ostatnią w tym sezonie wycieczkę po dzielnicy Niebuszewo.


Wobec powyższego opiszę to co słyszałem od osoby będącej uczestnikiem, niedoszłą ofiarą, tego zdarzenia - od mojej Mamy.


Rodzice moi przyjechali do Szczecina w 1950r lub 1951r. Postanowili z Częstochowy pojechać na Ziemie Zachodnie, tak jak robiło to w tym czasie mnóstwo ludzi.

Po jakimś czasie w Szczecinie była bieda, wielka bieda. Rodzice zamieszkali w mieszkaniu razem z bratem mojego taty.

Byli rzemieślnikami, pracowali w Spółdzielni Rzemieślniczej Czas (do niedawna miała swoją siedzibę jeszcze przy ul. Krzywoustego, w wyburzonym piętrowym pawilonie za Barem Rab).

Bieda i głód była tak wielka, że ciocia rozcieńczała litr mleka litrem wody, by starczyło dla wszystkich.

Gdzieś w 1952r mama rozmawiając z kimś w mieście dowiedziała się, że przy Wilsona 7 mieszka człowiek, który ma różne znajomości i pomaga w znalezieniu pracy.

Wobec powyższego pewnego dnia poszła tam zapytać się o pracę.

Pamiętam, że mówiła, że do tego mieszkania szło się przez ciemną klatkę schodową, ze zbitą żarówką. Wchodziło się do ciemnego, wąskiego i długiego korytarza, być może czymś zastawionego.
W pokoju było ciemno, okna zasłonięte, panował półmrok.
Mama miała wtedy ok. 25 lat, była młodą mężatką, miała 7 letniego syna.
Rozmawiała z tym człowiekiem, że potrzebuje pracy. Mężczyzna obiecał jej pomoc, miała udać się do kogoś w mieście. I gdy miał podać jej ten adres, w pewnym momencie mężczyzna wyszedł z pokoju przez kotarę do innego pomieszczenia i za chwilę wrócił, trzymając coś w ręku. Stał z tyłu, za mamą.

W tym momencie mamę coś tknęło. I powiedziała, że nie przyszła tu sama, że przed kamienicą czeka na nią brat.Specjalnie nie powiedziała, że mąż tylko właśnie brat.Później mówiła,że przyszła jej myśl i powiedziała
brat bo brat będzie poszukiwał siostry gdyby coś się jej stało, a mąż mógłbym nie szukać tak gorliwie. Więzy krwi są mocniejsze.

I w momencie, gdy powiedziała, że czeka na nią brat przed budynkiem, mężczyzna odłożył coś ciężkiego (takie miała wrażenie) na jakiś stół czy inny mebel, i kazał jej natychmiast wyjść z mieszkania.
Mama wręcz uciekła z niego.

Po jakimś czasie dowiedziała się, że cudem uniknęła przerobienia na kiełbasę.

Człowiek ten miał układ z masarnią w rejonie Tobruku. Tam sprzedawano kiełbasę i mielone czy inne potrawy mięsne produkowane również z ... mięsa ludzkiego.

Prawdopodobnie latem,lub wczesną jesienią,tata wsiadł do jakiegokolwiek pociągu jadącego na wschód. Głód nadal był wielki w mieście i rodzice postanowili poszukać innego miejsca do życia.

Wysiadł na jakieś stacji po drodze. Był to Koszalin. Miasto równie zniszczone w rejonie dworca kolejowego.
Poszedł na targowisko i nie mógł uwierzyć na własne oczy.

Gdy w Szczecinie, mieście położonym około 150 km od Koszalina, ludzie głodowali a tu, na straganach na targowisku mięso walało się. Do wyboru mięsa i wyrobów według wszelkich marzeń.
Wrócił do Szczecina i wkrótce rodzice zamieszkali w Koszalinie.

Z tego co wiem,później również od znajomej pamiętają-
cej czasy Rzeźnika z sąsiedniej ulicy, mieszkał on na parterze. Później w tym mieszkaniu nikt nie chciał mieszkać, a osoby tam mieszkające podobno szybko umierały.
Wobec powyższego władze podzieliły to mieszkania i wynajęły na pomieszczenia usługowe. Dzisiaj mieści się tam szewc.

W zeszłym roku rozmawiałem ze starszą panią przy ul. Niemierzyńskiej (d. Wilsona), że w budynku gdzie kiedyś znajdowało się kino znaleziono również kilkanaście zwłok ludzkich,a raczej ich resztek.
Ale takie to były czasy, ludzie znikali po prostu.

Według ogólnych informacji człowiek ten był Polakiem, który osiadł się w Szczecinie po przyjeździe z Opola.
Vis a vis jego domu mieściło się kino Młoda Gwardia, później Polonia. Gdy jakiemuś dziecku brakowało pieniędzy na bilet to wysyłała go do tego człowieka, że on mu pomoże i dołoży się do biletu.
Rzekomo ciała swoich ofiar topił w Rusałce, jeziorze położonego nieopodal mieszkania. Znaleziono tam kilka czaszek dziecięcych, i nie tylko. Ale tylko kilka.

Mężczyzna został skazany na śmierć za zabicie swojej sąsiadki, nie za mordowanie ludzi na kotlety. Tego mu chyba nie udowodniono, nie wiadomo. Wyrok miał być wykonany podobno w ciągu kilku dni. Ale ... W istniejących wykazach ministerstwa sprawiedliwości z wykonanymi wyrokami śmierci nie ma jego nazwiska.
Jednak w dokumentacji jest wiele luk i braków.

A to budynek, gdzie mieszkał Rzeźnik z Niebuszewa.


cDSC07619.jpg


cDSC07616.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego