Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 27 września 2010

Liczba wpisów: 20

nortus
 

Jesienny dzionek, smutny i może mokry będzie.
Smutny.

Tak smutny, że aż mnie dobija.

I tak naszły mnie wspomnienia.

I żałuję, że już nigdy tam nie będę.
A było tam tak cudownie kiedyś.
Żałuję ...


  • awatar W Granatowych Kąkola: Nigdy nie mów nigdy:) Miełgo dnia:)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Je Ne Suis Pas Ici Etla: miał tam być mój dom, ale cóż... nie będę się wciskał gdy ktoś mnie nie chce. Więc to czas pożegnań. pomęczę Was fotkami a później je wykasuję.
  • awatar Ajsi: Dzień dobry... O tak, paskudny dziś dzień :(
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 

A rzadko oni piszą o czymś co się dzieje poza Skandynawią. Ich cały świat to Skandynawia.

Więc to ich poruszyło.

Kolejny wypadek polskiego autokaru, chociaż tym razem zdaje się, że nie było winy Polaków.
  • awatar krzyslav: Przerażające jak znów pismaki-hieny rzucili się na żer! Współczuję z całego serca poszkodowanym i rodzinom ofiar. Mierzi mnie natomiast jak spekulują dziennikarze. Np nazywanie "małym" samochodu który spowodował wypadek! Toż ta bryka pusta waży 1,5 tony! Nie trzeba być biegłym specjalistą żeby wiedzieć ze taka masa wystarczy by wytrącić z toru jazdy kilkunastotonowy autobus! Pokonywałem ten zakręt dziesiątki razy gdy mieszkałem i pracowałem w Berlinie! Tam jest ograniczenie prędkości i naprawdę łatwo stracić panowanie nad autem jeśli się go nie przestrzega! Sprawczyni wypadku postawiono zarzut nieumyślnego zabójstwa! Znając solidnych Niemców nieskorych do szafowania nieuzasadnionymi oskarżeniami wobec rodaków - to mówi samo za siebie! Boje się natomiast że jak minie medialny szum - ofiary znów będą pozostawione samym sobie.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: czytałem gdzięś na jakimś forum, jak Polak mieszkający w Niemczech właśnie mówił, że gdy ostatnio jechał padał deszcz na autobahnie on jechał 90 km/h a wyprzedał go z prędkością minimum 120 km/h autokar turystyczny z nalepką PL. co jeszcze mówić. można być najlepszym kierowcą, mieć super wóz - ale jeszcze inni jeżdżą i nigdy nie wiesz czy jakiś idiota nie wjedzie ci pod wóz.
  • awatar krzyslav: @Nortus & Xylia: Pozostawmy spekulacje dziennikarzynom. Napisałem co myślę bo znam to miejsce z autopsji, jak zapewne wielu Polaków którzy spędzili część życia w Berlinie. Niezależnie jednak od domysłów - prawa fizyki pozostają niezmienne. Akurat większa prędkość oznacza większą energię kinetyczną i jadący wolniej autobus mógłby nie odbić się od podpór wiaduktu a wbić się w nie! Zostawmy śledztwo specjalistom.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
  • awatar W Granatowych Kąkola: Urocze są te stare tramwaje:)
  • awatar Wiedzma: Całkiem jak w szczecinie:P
  • awatar <P*E*N*E*T*R*A*T*O*R >: Piękne te tramwaje :) Szczególnie 183. :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
  • awatar gayaruthiel: Tydzień temu zabrałam ostatnie swoje bagaże i wrocilam na stale do Polski... A jesienia jest tam najladniej...
  • awatar Coffeee: meduzki! śliczne :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Coffeee: i wszędzie ich tam do cholery jest. cóż, wody czyste to wszystko chce pływać.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
  • awatar havier35: Wspaniała kolekcja zdjęć,które z przyjemnością oglądam.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @havier35: dzięki, ale zamęczę Cię :D
  • awatar Coffeee: wszystkie świetne ale pierwsze i ostatnie - nie da się opisać! cudowne!! :*
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 


Oleksy to lewica? "Ja żartowałem..."

Dziennikarze zapytali prezesa, czy powtórzyłby teraz hasła, które wypowiadał w trakcie kampanii wyborczej, np. że Józef Oleksy to polityk lewicy.

- Ja czasem w polityce żartuję, nawet jeśli jestem przygnębiony - odpowiedział Kaczyński. -

Powiedzenie, że to polityk lewicy starszo-średniego pokolenia, było takim żartem. Niczym więcej - dodał.

za dgp



I znowu nikt się nie poznał na jego żartach. A zaczęło się od żartu "nie będę premierem jak mój brat będzie prezydentem" - to też był żart.
Ale, jak wszystkie, nie śmieszny.
  • awatar babette.: masz rację. to niedopuszczalne, przecież mają jeszcze kawałki skóry. btw, widziałam wcześniej Twoją poprzednią notkę i ustawiłam sobie jedno z tych zdjęć na tapetę :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @I'm A Realist: OKI, a które zdjęcie? ( ciekawości pytam)
  • awatar Lelumpolelum: tylko czekać aż zażartuje że będziemy drugą Irlandią albo że obniży podatki
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Rodzą się bez oczu i rąk... Koszmarne skutki wojny



Wojna w Wietnamie zakończyła się ponad 30 lat temu, ale swoje żniwo zbiera do dziś. Z powodu toksycznej substancji o nazwie Agent Orange, rozpylanej przez amerykańskie wojska nad Wietnamem, ludzie chorują na raka, a dzieci rodzą się zdeformowane. Niektóre z ofiar tego konfliktu jeszcze nie przyszły na świat.


Powykrzywiane ciała. Brak rąk lub nóg. Twarze bez oczu. Dzieci, które nie słyszą i nie mówią. Taki widok to koszmar dla każdego rodzica. Taki widok nie jest rzadkością w wietnamskich szpitalach z tzw. „gorących miejsc” – rejonów, gdzie przez dekadę w latach 60. Amerykanie rozpylali i składowali środki zawierające duże ilości dioksyn. To jedne z najgroźniejszych dla zdrowia związków chemicznych uznanych za rakotwórcze. Ludzie narażeni na kontakt z dioksynami mogą cierpieć na choroby wątroby, płuc, serca, skóry, układu nerwowego, rozszczepienie kręgosłupa – lista jest długa i przerażająca. Substancje te powodują także wady wrodzone u dzieci, o ile ciąże są w ogóle donoszone. W Wietnamie już trzecie pokolenie po wojnie walczy ze schorzeniami wywołanymi przez te toksyny.

- W ubiegłym roku, gdy byłem w prowincji Dong Nai,
Poznałem kobietę, która miała dwie córki. Obie leżały na łóżku, nie mogły się ruszać, mówić, samodzielnie jeść poznałam kobietę, która miała dwie córki. Obie leżały na łóżku, nie mogły się ruszać, mówić, samodzielnie jeść. Ich matka musiała o nie dbać 24 godziny na dobę. Najstarsza córka miała 42 lata, młodsza 36. Proszę sobie wyobrazić tę matkę,która bez przerwy opiekuje się swoimi dziećmi, dorosłymi osobami, przez ponad 40 lat – mówi Len Aldis z Brytyjsko-Wietnamskiego Towarzystwa Przyjaźni. Ten niemal 80-letni Brytyjczyk od wielu lat jeździ do Wietnamu, gdzie pomaga ofiarom Agent Orange – jednej z mieszanek wykorzystywanych przez amerykańskie wojsko, która zawierała dioksyny.


Trucizna z nieba

Pomysł był prosty.Nad lasami,gdzie mogli ukrywać się partyzanci, rozpylić defolianty. To środki powodujące zrzucanie liści przez rośliny. Pozycje wroga zostałyby odsłonięte. Między 1961 a 1971 rokiem armia USA użyła w ten sposób prawie 80 mln litrów różnych mieszanek defoliantów, w tym Agent Orange.Nazwa pochodziła od koloru pasa malowanego na beczkach ze środkiem.Jak się okazało,chemikalia
zawierały także truciznę - dioksyny. Związki te były produktem ubocznym procesu wytwarzania Agent Orange. Skażone nimi herbicydy dostały się do gleby, wody i szybko zatruły cały łańcuch pokarmowy - rośliny, zwierzęta, ludzi. Największe stężenie dioksyn jest w miejscach dawnych amerykańskich baz lotniczych, gdzie składowano Agent Orange: Da Nang, Phu Cat i Bien Hoa. Czy Amerykanie wiedzieli, na jakie ryzyko narażają cywilów oraz własnych żołnierzy?

- Kiedy zaczęły się rodzić niepełnosprawne dzieci, stało się jasne, co się dzieje. Po wojnie żołnierze wracali do domów, pobierali się, ale coraz więcej dzieci przychodziło na świat chorych
Niedługo może się pojawić czwarta generacja – mówi Aldis. Brytyjczyk przez lata wysyłał listy do kolejnych amerykańskich prezydentów i firm, które produkowały felerne chemikalia. Napisał nawet do byłego sekretarza stanu USA, Colina Powella, który służył w Wietnamie i u którego wykryto raka prostaty – również wiązanego z Agent Orange. Bez odpowiedzi.

-Prosiłem amerykańskich ambasadorów, by zobaczyli dzieci dotknięte (przez Agent Orange). To łamie serce, gdy widzi się dziecko czołgające się po ziemi, bo nie może stać na własnych nogach, dziecko bez kończyn – rąk, nóg. Nie można wtedy odejść i zapomnieć – opowiada Aldis.

wp pl


dać politykom zabawkę to skutki widzimy po wielu latach jeszcze.
  • awatar lillix: "to ludzie ludziom zgotowali ten los"...
  • awatar gość: ludzie uważają się za mądre istoty, a teraz widzimy tą mądrość ... :/
  • awatar Bezedura: ..ale pretensje to wszyscy zawsze do Pana Boga mają...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

 

















Akordeonista Marcin Wyrostek. Jego debiutancka płyta "Magia del Tango” pokryła się potrójną platyną.


Urodził się w 1981 r. Obecnie jest wykładowcą Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach – wydz. instrumentalny oraz wydz. jazzu i muzyki rozrywkowej, a także wykładowcą Kolegium Nauczycielskiego w Bytomiu. Studiował pod kierunkiem prof. Joachima Pichury na AM w Katowicach. Na stałe współpracuje z Teatrem Muzycznym w Gliwicach, Śląskim Kwintetem Akordeonowym, Joanną Słowińską oraz zespołem Farfarello.


Właśnie koncertuje w Koszalinie.
  • awatar KALIPSO: ZASŁUZYŁ NA ZWYCIĘSTWO...MI SIE TEŻ PODOBAŁ :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @KALIPSO: zdolny.
  • awatar Czechofil: No i co.. platyna... Co z tego? kiedyś platyna była za 100 000 sztuk, teraz 30 000. a ile razy ściągnięto płytę z neta??? Phi!
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Świnoujście/Niemcy. Viva Polska i swastyka, wandale zniszczyli niemieckie miasteczko


Napisy Viva Polska, Fuck Ger, wymalowana swastyka itp. pojawiły się w weekend m.in. na prywatnych domach w miejscowości Kamminke, tuż obok Świnoujścia.
Podejrzenie padło na polskich wandali.


To już kolejne akty wandalizmu po niemieckiej stronie wyspy Uznam.


W najbliższą niedzielę planowana jest wycieczka świnoujścian do Kamminke, aby w ten sposób pokazać, że w Świnoujściu mieszkają przede wszystkim normalni ludzie.

Namalowane sprayem napisy "Viva Polska”, "PL” oraz "Fuck GER” pojawiły się także na prywatnym samochodzie, tablicach informacyjnych oraz skrzynkach energetycznych. Tuż obok cmentarza wojennego na wzgórzu Golm (pomiędzy Kaminnke a Świnoujściem) ktoś namalował z kolei dużą swastykę. Prawdopodobnie wandale działali nocą.

To nie pierwszy taki przypadek w Kamminke. Dotąd wandale najczęściej niszczyli cmentarz wojenny na wzgórzu Golm. Kilka tygodni temu ktoś ukradł trzy pamiątkowe tablice z nazwiskami ofiar nalotu na Świnoujście w marcu 1945 roku, które zostały pochowane na wzgórzu Golm. Wcześniej niszczono tam tablice informacyjne,włamano się do skarbonki
Dotąd nie udało się zatrzymać żadnego ze sprawców. Niemieckie gazety wychodzące przy granicy z Polską oraz Ośrodek Spotkań Młodzieży w Kamminke, który opiekuje się cmentarzem na Golmie starają się nie zaostrzać sytuacji.
W informacjach nie podają szczegółów, treści napisów itp. które mogłyby sugerować,że wandalami są Polacy. Faktem jest jednak, że w ostatnim czasie coraz częściej dochodzi także do drobnych kradzieży z posesji w Kamminke. Z podwórek giną rowery i inne drobniejsze przedmioty.

Świnoujska Organizacja Turystyczna chce w najbliższą niedzielę zorganizować wycieczkę do Kamminke dla mieszkańców Świnoujścia.

- Chcemy pokazać, że w naszym mieście mieszka większość normalnych ludzie.
- Dlatego chcielibyśmy, aby w tych odwiedzinach wzięło udział, jak najwięcej świnoujścian. Pójdziemy na cmentarz na Golmie, staramy się też o przewodnika, którzy oprowadziłby i opowiedział świnoujścianom o Kamminke. Potem poszlibyśmy do restauracji w tej miejscowości na obiad, kawę czy piwo.

gs24
  • awatar Zenia&Emilia: ale wstyd, że tacy ludzie jeszcze istnieją jeszcze :P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Zenia&Emilia: niestety. wzgórze Golm, gdzie spoczywają ofiary bombardowań Świnoujścia, jest ciągle okradane z metalowych elementów i dewastowane.
  • awatar Zenia&Emilia: @Nortus & Xylia: Nie dziwie się że tak jesteśmy postrzegani w Europie-przez takie elementy społeczne :/
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
  • awatar Wizzu: Spoko. Jaka zima by nie była, to media ją pokażą jako rekordowo złą pod jakimś względem. Jak wszystko teraz.
  • awatar mój jest ten kawałek: fotki... boskie
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

To najwyższy budynek Rogalandu - ma 19 pięter

W ciągu godziny niecałej jest:
piaszczysta plaża
kamienista plaża
góry
fiordy
lasy
 

nortus
 
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @ANINA: tak, to inna przyczyna. 504 Gateway Time-out The server didn't respond in time. 503 Service Unavailable No server is available to handle this request. mam na zmianę, 503 i 504. a człowieka szlag trafia.
  • awatar W Granatowych Kąkola: Mi się jeszcze dziś nie trafiło:D:D:P:P:P:P:P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Je Ne Suis Pas Ici Etla: klucze może być słowo: JESZCZE :D :D :D wczoraj przecież w ogóle nie działał ;)
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 


Napieralski z listy SLD do opolskiego sejmiku, a z listy PiS-u - Gosiewski.

Coraz częściej partie szukają kandydatów o tym samym nazwisku, co ich partyjni liderzy, by zdobyć jak najwięcej głosów.

Marketing polityczny czy wyborcze oszustwo?


Że metoda się sprawdza, dowodem jako żywo są dwaj opolscy posłowie: Łukasz Tusk, który startował z list PO i wszedł do Sejmu z aż 22. miejsca. Miał wtedy 22 lata i pochodził z małej miejscowości na północy województwa. Na dalekie miejsce wtedy nie narzekał. Uważał, że wystarczy dobre do zapamiętania przez wyborców nazwisko. Tym bardziej że jest spokrewniony z Donaldem Tuskiem, liderem PO, obecnie premierem.

Z 13. miejsca listy PiS-u wszedł do Sejmu wówczas 62-letni działacz "Solidarności" Jan Religa - nie lekarz, a absolwent Politechniki Śląskiej i specjalista od chemii energetycznej. Nie był spokrewniony z nieżyjącym już znanym kardiochirurgiem, ministrem zdrowia prof. Zbigniewem Religą.


W Warszawie o rząd prezydenta stolicy kandyduje ... Jarosław Kaczyński. Ale nie ten znany.



Partie: dobre nazwisko przy okazji

SLD znalazło trenera o tym samym imieniu i nazwisku co szef partii - Grzegorz Napieralski - i wystawia go do sejmiku. PiS ma na czwartym miejscu do sejmiku przedsiębiorcę z Ozimka o nazwisku Gosiewski. Tylko ma inne bo nie Przemysław, a Maciej.

Czy to jednak fair tak co wybory fundować mniej zorientowanym wyborcom znane nazwiska partyjnych liderów w nadziei, że się nabiorą?



Nieświadomość nie usprawiedliwia?

Szef opolskiej delegatury PKW Rafał Tkacz przyznaje, że wystawianie kandydatów o takim samym nazwisku i imieniu, jakie noszą liderzy partyjni, jest jak najbardziej zgodne z ordynacją wyborczą. Odmawia jednak komentarza, kiedy pytamy, czy jest to fair w stosunku do wyborców. - Lepiej niech się wypowiedzą obserwatorzy sceny politycznej - uśmiecha się.



A pamiętacie taki film "Senator" z Eddiem Murphym? To działa dokładnie tak samo.

Podobnie jak w Stanach wybrano na burmistrza kandydata, który w czasie kampanii wyborczej zmarł ale figurował na "kartce" wyborczej. Bo ludzie go znali od lat, a że nie żyje? Co za różnica.

To tylko potwierdza, że ludzie nie myślą w czasie wyborów. Gdyby na prezydenta Polski kandydowała Doda to ona by wygrała.

Taki urok demokracji. Ale jak na razie lepszego ustroju nie ma.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Qualle (Jellyfish): dokładnie, nie ważne kto byle był znany.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: U Lisa premier Tusk właśnie zacytował, powiedzmy, mądre słowa o demokracji. To nie jest idealny ustrój dla ludzi ale to ustrój, który chroni słabych przed władzą tyranów. Mniej więcej.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Po co szpitalowi ksiądz na etacie, z pensją


Ks. Bogusław Suszyło, psycholog,kapelan szpitalny od pięciu lat: - Sens mojej pracy? To, że chory nie jest sam. Dzięki rozmowie i modlitwie znajduje w sobie siłę do walki z cierpieniem



Kapelani podobnie jak lekarze czy pielęgniarki są etatowymi pracownikami szpitali. - Są potrzebni, ale czy na pewno za publiczne pieniądze? - mówią pielęgniarki ze szpitala w Bielsku-Białej

Pielęgniarka z bielskiego szpitala wojewódzkiego (chce pozostać anonimowa) wspomina, że gdy ponad 20 lat temu zaczynała pracę, kapelani społecznie pełnili posługę wśród chorych.-Posługę,nie pracę. Do szpitala,w którym wtedy pracowałam, przychodził
po prostu ksiądz z najbliższej parafii. W razie potrzeby można go było wezwać o każdej porze dnia i nocy - opowiada.

Dzisiaj w szpitalu, w którym pracuje, jest dwóch kapelanów na etatach. - Na wszystko brakuje pieniędzy, chorzy czekają na przyjęcie do specjalisty czy na zabieg, a na etatowych kapelanów są fundusze.

Czy to etyczne? - pyta pielęgniarka.

Ryszard Batycki, dyr. Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, przyznaje, że ze względu na bliskość Śląska Cieszyńskiego w szpitalu kapelanów jest dwóch: katolicki i ewangelicki. - Szpital jest bardzo duży, mamy ponad 600 łóżek, nic dziwnego, że jest też kaplica - mówi szef bielskiego szpitala.

Ile kosztują szpital? - Ich wynagrodzenie zasadnicze to 1,8 tys. zł. Do tego wysługa lat - tłumaczy Batycki. I dodaje, że reguluje to rozporządzenie ministra zdrowia z 8 czerwca 1999 roku, według którego kapelani są w tzw. XV grupie zaszeregowania. Razem z pielęgniarką oddziałową, specjalistą technikiem dentystycznym czy specjalistą technik radioterapii. Z tego tytułu otrzymują według siatki płac wynagrodzenie w granicach 1,3-2,8 tys. zł - na rękę.

Kapelani to ustawowy obowiązek,a nie mój wymysł. Lepiej zawrzeć z nimi dobrą umowę, niż płacić za każdy przyjazd do szpitala, w tym także nocami - odpowiada dyrektor Batycki. - Kapelani są bardzo potrzebni, a opieka duszpasterska ma ogromne znaczenie podczas pobytu pacjenta w szpitalu. Pomagają chorym, spowiadają, wierzącym pozwala to szybciej wrócić do zdrowia - dodaje.

Szpital Powiatowy w Żywcu zatrudnia jednego kapelana - katolickiego. Zarabia 2,1 tys. zł brutto plus dodatek za wysługę lat. To obowiązek - mówi Antoni Juraszek, dyrektor żywieckiego szpitala.


Sprawdziliśmy. Etatowych kapelanów jest w Polsce około tysiąca. Jakie mają obowiązki? Wytyczne daje im diecezja, na której terenie pracują. Np. według wytycznych katowickiej diecezji oprócz udzielania sakramentów i odprawiania mszy (przynajmniej w niedzielę, święta i pierwsze piątki miesiąca) to m.in. nawiązywanie kontaktów z rodzinami chorych, zorganizowanie gablotki, rozprowadzanie religijnych książek i prasy. Do praw kapelana należy natomiast m.in. miesięczny urlop. Zgodnie z wytycznymi diecezji etatowy kapelan ma prawo także do zabierania pieniędzy z intencji mszalnych ze szpitalnej kaplicy, natomiast część swej państwowej pensji powinien dobrowolnie przeznaczyć na cele związane z duszpasterstwem szpitalnym - np. zakup książek do biblioteki.

Czy szpitalni kapelani na etatach są potrzebni? Bartosz Arłukowicz, poseł SLD, jest lekarzem pediatrą, ma za sobą pracę na oddziale onkologii dziecięcej I Kliniki Chorób Dzieci Pomorskiej Akademii Medycznej. Wielokrotnie stykał się z kapelanami i uważa, że są potrzebni chorym. - Ci, którzy potrzebują bliskości duchownego w swojej chorobie, muszą mieć do tego prawo. Ale już wątpliwości budzi, czy to prawo powinno być egzekwowane za publiczne pieniądze - zastanawia się Arłukowicz.

Marek Balicki od lat jest dyrektorem Szpitala Wolskiego w Warszawie. Były minister zdrowia, obecnie poseł, dba, by w jego szpitalu było zapewnione równe traktowanie wszystkich wyznań. Jest kapelan rzymskokatolicki, prawosławny, a od ubiegłego roku także luterański.

- Opowiadam się za zasadą świeckości państwa, generalnie środki publiczne nie powinny służyć do opłacania spraw związanych z religią. Gdyby jednak wprowadzić gradację, to niewątpliwie opłacanie religii w szkołach czy kapelanów w wojsku powinno zostać bezwarunkowo zniesione w pierwszej kolejności. Co do kapelanów w szpitalach, znając specyfikę szpitala, potrzeby chorych, naszą kulturę, ten radykalny krok uczyniłbym na samym końcu - dodaje Balicki.

gw

Owszem, ksiądz czy pastor jest dla wielu chorych potrzebny. Ale to chyba jest ich misja, powołanie a nie praca zawodowa.
Skandalem jest opłacanie ich jak pracowników szpitala !  Czy płacenie za każdą wizytę.
I dziwić się, że są tacy pazerni skoro ekstra się im płaci za ich posługę duchową.
A czy za sprzedaż książek i gazet wydają paragony z kasy fiskalnej?

Faktycznie uważam, że należy wprowadzić podatek i niech każdy płaci podatek na swój kościół, jak jest w Niemczech czy Skandynawii.
Będzie uczciwie.

Zaraz będzie krzyk, że przecież pracują itd. To może od razu w drzwiach kościołów wprowadzić kasowniki zamiast dobrowolnych datków na tacy.
  • awatar Czechofil: Widać na Waszych blogach ciężko jet uciec od polityki i spraw z nią związanych. Niestety za granicą, ale dalej mnie to dosięga i dotyczy, a szkoda.
  • awatar Alter_Ego: Ja tez uważam, że powinno się wprowadzić podatek na kościół a w zamian księża nie powinni przyjmować "co łaska".
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar SuZek: Ale słodka kicia :D
  • awatar Stixi: Spijcie spokojnie i snijcie przyjemnie... Stixi czuwa ;) Mrauuu
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Stixi: jeśli mamy takiego ochroniarza snów to będziemy spać spokojnie :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Uciekli, porwali ich? Wygrał 13 milionów złotych i zniknął z całą rodziną


Wygrana 13 mln zł w Lotto skazała milionera z Wydmin na banicję. Szalał ze szczęścia, a teraz musi się ukrywać.


Dwie szóstki,choć to szatański symbol,sprowadziły "szóstkę” w Lotto dla lokatora tego domu w Wydminach.

Szalał ze szczęścia, a teraz musi się ukrywać. Strasznie dużo ludzi pyta o Ryśka – mówi Marian,  kolega milionera z Wydmin. – Byli tu tacy ogoleni na łyso i szukali tego szczęściarza – opowiada miejscowa kioskarka.

Ryszard M. trafił "szóstkę” 18 września. Gra stale, to i w ten sobotni poranek po powrocie z grzybobrania obstawił za 6 zł dwa zakłady na "chybił trafił”.

Cieszył się jeden dzień

Dopiero w poniedziałek z rana usłyszał, że ktoś w Wydminach trafił "szóstkę”. Kupon miał ukryty w chlewiku. Oszalał ze szczęścia, gdy zobaczył, że stał się posiadaczem 13,3 mln zł. Tego dnia już wszyscy w Wydminach wiedzieli, że to właśnie Ryszard M. spod numeru 66 przy głównej ulicy we wsi wygrał.

– Jeszcze wieczorem cała rodzina była w domu, a we wtorek rano jakby się wszyscy pod ziemię zapadli. Za dużo ludzi o nich już pytało, więc chyba uciekli–mówi pani Janina,sąsiadka milionera.

Szczęśliwy los uśmiechnął się do rencisty, który miał na utrzymaniu za 1000 zł żonę i troje dzieci.

– Dobrze, że na biednego trafiło. Dawniej on w tartaku pracował. To schorowany człowiek, a i syn niepełnosprawny jest dla niego nie lada ciężarem – opowiadają o znajomym koledzy z ławeczki przy rynku.

– To by było parę milionów butelek wiśnióweczki! Rysiek też z nami czasem popił, a teraz nam uciekł – twierdzą niepocieszeni koledzy.

Apetyt na cudze pieniądze

Wydminy to 3-tysięczna wieś k. Giżycka. Nic tu się nie ukryje. – Niepotrzebnie się ujawnił. Takie pieniądze zawsze ściągają moc chętnych do podziału. Nie dziwię, że Rysiek uciekł – twierdzi Ryszard Borkowski. – Ja bym nic nikomu nie mówił, tylko żył spokojnie z lokaty bankowej.

Ludzie z malowniczej wsi nad Jeziorem Wydmińskim mają jeszcze inną teorię na temat zniknięcia rodziny W. – Zjechali jacyś dziwni ludzie. Takich dwóch ogolonych na łyso podawało się za dziennikarzy. Jeździli czarnym bmw. I potem nagle cała rodzina zniknęła – opowiadają wydminianie.

– To mój szwagier. Oni zwyczajnie wyjechali, żeby nie kusić losu – odpowiada na legendy kuzynka rodziny W.

Wydminy były za czasów pruskich miastem. Teraz jest to siedziba wiejskiej gminy, z budżetem 20 mln zł i 500 bezrobotnymi.

– Turyści nas omijają, a dawniej tłumy ich były – zamyśla się Grzegorz Stefaniak z domu nad jeziorem.

współczesna

No i musieli uciekać. Wcale się im nie dziwię, nie opędzili by się od kumpli i nowoodkrytej rodziny. A ile ofert inwestycji by mieli.
I ochrony (tych od ABSów również)
  • awatar Czechofil: Urodziłem się 30 km od Wydmin :D
  • awatar krzyslav: Będę dalej uparcie twierdził że kasa szczęście daje ...mądrym ludziom. A jak ktoś twierdzi inaczej - niech mi odda całe to swoje nieszczęście ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: mądrość - rzecz względna :D
Pokaż wszystkie (3) ›