Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 30 sierpnia 2010

Liczba wpisów: 7

nortus
 
Poems about

The Morning


The morning sun
Surrounds us
With its cosmic
Embrace

The Soulful
Morning smile
Is a treasure
Of the mind
And heart alike.

In the morning
The greatness of
The mind and
The goodness of
The heart are
Inseparable.

In the morning
Our hearts dawn
With sweetness-
Dewdrops.

Each morning
Is the birth
Of a new
Opportunity.

In the morning
Heaven descends
In all its glory
To become
The rising sun.

The morning light
Feeds our hearts
And guides our lives.

IN morning’s
Silence-delight,
The Supreme
Himself visits my
Heart-abode.

At the morning
Dawn, I hear the gentle whisper
Of my blessingful
inner guide.




by: Sri Chinmoy
  • awatar kryminalistyka.fr.pl: Nortus & Xylia: czy Ty sobie zdajesz sprawę jak wpływasz na mój nałóg kawowy tymi porannymi obrazkami?:)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @kryminalistyka.fr.pl: nie, nie wiedziałem ale to bardzo dobra sprawa, bo kawa jest dobra, bardzo dobra i dobrze widziana od rana do nocy. Miłej kawki i dnia. Dzień bez kawy to dzień stracony ;)
  • awatar Zenia&Emilia: dzień dobry,ale brzydki ;< :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Złowił halibuta-giganta - 196 kilogramów! Ryba wyciągnęła łódź na otwarty Atlantyk

Mariusz Lubkiewicz w Norwegii złowił 196-kilowego halibuta! - Przez półtorej godziny ryba robiła z nami, co chciała. Wyciągnęła łódź na otwarty Atlantyk. A gdy ją ujrzeliśmy, byliśmy przerażeni - opowiada.


Halibut i gigant i wędkarz. Wyciągniecie takiej ryby kosztowało Mariusza Lubkiewicza mnóstwo wysiłku. - Ale tego, co czułem podczas holowania nie da się opisać słowami - mówi szczęśliwy.


Pan Mariusz wraz z grupą dobrych znajomych od kilku lat poluje na rybę swojego życia.- Jeździmy do Norwegii i Szwecji. Nastawiamy się na duże okazy. W tym roku wybraliśmy się do ośrodka Arnoy Brygge w północnej Norwegii, na wyspie Nardarnoya - mówi wędkarz.

Organizatorami wypraw są Ireneusz i Mirosław Guzowscy.Wszystko załatwiamy z dużym wyprzedzeniem
nawet rok wcześniej - wyjaśnia I. Guzowski. Ekipa nigdy nie jest przypadkowa, to bliscy znajomi. Grupa liczy od czterech do dziesięciu osób. - Chodzi o to,by świetnie się rozumieć i dogadywać. Te kilkanaście dni spędzamy razem. Wszyscy łowią, a potem dzielimy się obowiązkami: jedni myją, inni gotują, jeszcze inni filetują - dodaje pan Ireneusz.

Na taką wyprawę nie wystarczy zabrać tylko wędkę. Na miejscu trzeba wypożyczyć duże łodzie (pięcioosobowa na dziewięć dni kosztuje 1.500 euro, plus koszty paliwa), bo wypływa się na ocean,zadbać o ich odpowiednie wyposażenie, czyli GPS i echosondy. Ekipa dzieli się na grupy. Każda ma swoją łódź z kapitanem,który odpowiada zarówno za bezpieczeństwo, jak i poszukiwanie dobrych łowisk. - Ostatnia nasza wyprawa trwała dwa tygodnie - mówi organizator.

Przed wypłynięciem w morze wszyscy szczegółowo studiują mapy i wybierają najciekawsze łowiska. - Szukamy wypłyceń na oceanie, bo tam najczęściej żerują ryby. W tym przypadku wiedzieliśmy, że okolica, która nas zaciekawiła, jest bogata w halibuty. Znajdowały się tam bardzo rzadko występujące w tym rejonie piaszczyste place, na których lubią żerować te ryby.

15 sierpnia po śniadaniu cała ekipa w składzie: kapitan Ireneusz Guzowski, Mariusz Lubkiewicz, Czesław Klasiński, Zbigniew Gmiński i Wit Starzyński, wypłynęła w morze. - Pogoda była słoneczna, ale Atlantyk przywitał nas niezbyt ciepło. Wiał wiatr i fale były duże. Zaczęliśmy szukać łowisk w archipelagu wysp oddalonych o około 10 mil morskich (18,5 km - dop. red.) od naszego portu. Niełatwo było napłynąć na dobre miejsce, bo fale strasznie przeszkadzały. Po przeszukaniu kilku podwodnych górek, na których złowiliśmy parę niedużych ryb, wybraliśmy następny punkt, gdzie znajdował się piaszczysty blat na głębokości 25 metrów. Tam zarzuciłem przynętę - opowiada Lubkiewicz. Wtedy zmienił wędkę na nieco mocniejszą, do łowienia halibutów. Jako przynętę użył gumową imitację małego czarniaka o długości 25 cm i posłał na dno.

Przez kilka minut nic się nie działo.Postanowiłem podciągnąć przynętę dwa, trzy metry wyżej. I nastąpiło branie. W pierwszej chwili wyglądało to, jak klasyczny zaczep. Szarpnąłem kilka razy i wtedy poczułem, że mam rybę. Udało się ją podciągnąć około 10 metrów do góry. Ale szybko pokazała swoją siłę i zeszła z powrotem na dno. Zaczęła się prawdziwa zabawa i ciężka walka. Wiedzieliśmy już, że to duży halibut. Początkowo oszacowaliśmy go na 50 kilo - przyznaje wędkarz.

Ryba zeszła na głębokość 25 m, wyciągnęła z kołowrotka 350 m plecionki. - Wyholowała łódź na otwarty Atlantyk. Przez półtorej godziny zadryfo-waliśmy 2 kilometry - relacjonuje Lubkiewicz. - Wtedy do naszej świadomości dotarło, że mamy do czynienia z okazem, który rzadko pojawia się w światowych rankingach.



Przez pierwsze pół godziny pan Mariusz trzymał wędkę. - Później zmęczenie dało się we znaki. Ręce nie wytrzymywały oporu ryby. Przekazałem sprzęt Irkowi - dodaje.

Mijały kolejne długie minuty. - Zdecydowałem, że jeśli zaraz nie oderwiemy tego halibuta od dna, to nigdy go nie wyciągniemy - mówi I. Guzowski. Gdy po pół godzinie wreszcie się udało, tym razem jemu zabrakło sił.Ostatni etap walki kontynuowali już we dwójkę.

Holowanie ryby do burty trwało kolejne 30 minut. - Gdy ujrzeliśmy ją, ogarnęła nas ogromna radość, a jednocześnie przerażenie. Co dalej? - wspomina pan Mariusz. - Chcieliśmy podebrać ją klasycznie, czyli na specjalnie przygotowane osęki. Ale po wbiciu ich w pysk, halibut zaczął się rzucać i wyprostował wszystkie haki.Wtedy Irek zdecydował, że nie ma innej możliwości, jak holować okaz obok łodzi aż do portu. Gdybyśmy wciągnęli go na pokład, mógłby zrobić komuś krzywdę. Zdarzały się już przypadki, że halibut połamał wędkarzowi nogi.

Podróż do portu trwała półtorej godziny. Dopiero gdy udało się wciągnąć rybę na pomost, można było ocenić jej wymiary. Ale największe zaskoczenie miało dopiero nastąpić. - Ten halibut przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Zadzwoniliśmy do właściciela obiektu z informacją, że mamy dużą rybę i że musi przywieźć większą wagę, bo ta, którą miał, była za mała - opowiada Lubkiewicz.

Zanim właściciel zdążył przyjechać, zebrał się już tłum podziwiających. Potem halibut trafił na wagę. *Miał 196 kg i 245 cm* ! - W tym momencie uświadomiliśmy sobie, jak niewiele zabrakło do rekordu świata, który wynosi 219 kg. Nasz okaz był prawdopodobnie trzecim co do wielkości na świecie halibutem złowionym na wędkę - dodaje pan Mariusz.

To wydarzenie odbiło się szerokim echem zarówno w norweskich, jak i szwedzkich mediach. Informacja o taaakiej rybie trafiła też do wielu europejskich portali internetowych.

gs24 za gazetalubuska



smacznego
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Telewizor 19" HANNspree Novelty
kosztuje ok. 1190 zł

Jak dla mnie to jest telewizor do pokoju dziecinnego raczej bo jakoś w salonie nie bardzo sobie wyobrażam żyrafę :D
  • awatar Alter_Ego: A może Xylii By się spodobał?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Alter_Ego: żeby jeździła na wielbłądzie ? :)
  • awatar myBaby: szkoda że misia nie pokazałeś ;) a są też takie fajne z plastiku jabłuszko zamykane, piłka do koszykówki, która może też być monitorem do kompa i autko
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 


Polacy lubią się całować. Obsypują się pocałunkami przy powitaniach i pożegnaniach, właściwie przy każdej nadarzającej się okazji. Jamie Stokes w felietonie Wirtualnej Polski nie narzeka, gdy musi czule przywitać się z niespok-rewnioną, atrakcyjną kobietą. Problem pojawia się, gdy chcą go zbyt czule witać krewni płci męskiej...


Powitania i pożegnania stanowią fundament relacji międzyludzkich. Jeśli popełnisz tu jakiś błąd, cała konstrukcja grozi rozsypaniem się w żenującą kupę gruzu – zupełnie jak w przypadku prawdziwego fundamentu. Różnica jest taka, że prawdziwy fundament można zbudować raz a dobrze i mieć na zawsze święty spokój.

Oparte na powitaniach i pożegnaniach relacje międzyludzkie budujemy codziennie i codziennie mamy okazję popełnić ogromne błędy konstrukcyjne. Na pierwszy rzut oka polskie i angielskie powitania i pożegnania wyglądają podobnie: w obu występują takie elementy jak pocałunek w policzek i uścisk ręki. Gdybym mieszkał w Japonii albo arktycznej części Kanady i musiał radzić sobie z tak dziwnymi rzeczami jak ukłony i pocieranie nosów, moja uwaga byłaby pewnie bardziej wyostrzona i popełniałbym być może mniej błędów.

Największym problemem jest całowanie koleżanek. W Anglii mężczyźni całują swoje żony,matki i siostry
Nie mam pojęcia, jak zabrać się za całowanie niespokrewnionej, atrakcyjnej kobiety, aby nie wyszło zbyt intymnie.Moje wcześniejsze doświadcze-
nia nie przygotowały mnie na tego typu wyzwanie, ćwiczyłem raczej przejmowanie pozycji, w której pocałunek z niespokrewnioną, atrakcyjną kobietą miał nabierać wszelkich znamion intymności. Nagle wokół mnie znajduje się mnóstwo atrakcyjnych kobiet i każda z nich oczekuje pocałunku.

Sytuacja taka przypomina bycie alkoholikiem i testerem wina jednocześnie:
litry trunku, a tu można ledwie zamoczyć usta.

Zdążyłem już się nauczyć, że nie powinno się automatycznie całować każdej napotkanej kobiety – jedna pani z Urzędu Skarbowego pewnie do tej pory pozostaje w szoku. Nie udało mi się za to jeszcze dowiedzieć, kiedy w znajomości następuje przejście do poziomu całowania. Pani z Urzędu Skarbowego nie odpowiada na moje telefony, nie mogę więc dokończyć całego eksperymentu. Kiedy poziom całowania zostaje już w znajomości usankcjonowany, pojawia się problem, kto ma wykonać pierwszy krok podczas następnego spotkania
Jeśli czekam,aż ona zrobi ruch w stronę całowania
wyglądam na niezdecydowanego i koleżanka może poczuć się obrażona.Jeśli to ja pierwszy wykonuję ruch,automatycznie popełniam błąd w języku ciała, który sugeruje,że zamierzam wziąć się za regularne
obłapianie. Ona zaczyna krzyczeć, wzywana jest policja i potem do końca wieczoru muszę siedzieć w kącie.

Wyzwaniem jest także ilość pocałunków. Polacy mówią ci, że powinny być trzy, ale kłamią – zdarza się, że jest tylko jeden. Pojedynczy pocałunek może znaczyć: „Nie przepadam za tobą, ale muszę to zrobić”, albo odwrotnie: „Jesteśmy tak dobrymi przyjaciółmi, że nie musimy za każdym razem przechodzić przez te wszystkie formalności.”
Polacy instynktownie wiedzą, czy pocałunek będzie jeden, czy też zapowiada się na całą serię i zawsze odchylają się we właściwym momencie. Ja nie mam takiego instynktu, często więc ufnie nachylam się do drugiego w chwili, gdy moja współcałowaczka już się wycofuje i kończę trzepocząc ustami w powietrzu lub przypadkowo muskając koniec jej nosa.

Bardzo ważna jest także kontrola warg. Staje się to jasne w momencie, gdy zdajemy sobie sprawę, że jednoczesny pocałunek dwojga ludzi w policzek jest fizycznie niemożliwy: nasze głowy mają po prostu nieodpowiedni kształt. W rzeczywistości, jedna osoba całuje ciało, a druga powietrze. Jeśli jesteś niedoświadczony, tak jak ja, i trafi ci się powietrze zamiast ciała, możliwe, że nieopatrznie wyślesz odgłos solidnego cmoknięcia prosto w jej ucho. Taka sytuacja nie pomoże raczej twojemu pieczołowicie budowanemu wizerunkowi obytego eleganta.

Całowanie koleżanek jest więc delikatną sprawą, dla Anglików mieści się jednak w granicach normalnego zachowania. Całowanie się z mężczyz-
nami to już inna sprawa. Kiedy wżeniasz się w polską rodzinę, odkrywasz alarmującą prawdę, że jej krewni płci męskiej także mogą cię okazjo-nalnie pocałować. Zdarza się to wprawdzie dość rzadko i zwykle po wcześniejszym otwarciu kilka butelek wódki, sam jednak fakt, że coś takiego może się zdarzyć, powoduje że tak naprawdę nigdy nie możesz się całkowicie zrelaksować.

Jedną z najgorszych rzeczy, które miały miejsce w czasach komunizmu, nie były wcale egzekucje czy brak towarów na półkach - było nią rozpowszech-nienie wśród aparatczyków rosyjskiego zwyczaju całowania się mężczyzn w usta. Widziałem zdjęcia Breżniewa i Honeckera zabierających się za to jak para nastolatków na randce. Praktyka była tak rozpowszechniona wśród rządzących we wschodnim bloku, że Jaruzelskiemu zdarzyło się ostatnio narzekać, że Honecker całował okropnie. Dlatego nigdy nie odniosę sukcesu w polskiej polityce – nie mogę być pewien, czy ten zwyczaj kiedyś nie wróci.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski


pozostałe wcześniejsze komentarze Angola #Jamie
  • awatar Anukett: ja nie lubię się całować na powitanie czy pożegnanie,moi teściowie to uwielbiali, i to można było przeżyć ale uwielbiają to też teściowie mojej siostry i tego przeżyć nie potrafię ;))
  • awatar Alter_Ego: Ja tam wolę lekki dystansik z tym całowaniem.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: też nie lubię całowania takiego. Co innego, od czasu do czasu zrobić zaskoczenie i cmoknąć kobitkę w łapkę, anie nie każdą i nie zawsze. Dlatego mnie np. śmieszyło jak jeden klon całował wszystkie panie w rączkę gdy witał się na zebraniach, drugi zresztą również to robił. I to jest śmieszne w takim przypadku. wchodzi szef i całuje wszystkie swoje podwładne - raz z rozpędu nawet Giertycha czy Sikorskiego pocałował w rękę. Rozumiem, jako wyraz szacunku, cmoknąć, ale nie wszystkie na sali :D
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

W Szczecinie powstało internetowe radio

Stowarzyszenie Obywateli Pomorza uruchamiło Radio Organizacji Pozarządowych, które informuje o sprawach społecznych oraz promuje lokalnych artystów.


Stowarzyszenie Obywateli Pomorza jest jedną z najnowszych organizacji w Szczecinie. Działają w niej młodzi wolontariusze. Najmłodszy ma 17 lat, pozostali nie przekroczyli trzydziestki.

– Postanowiliśmy uruchomić w Szczecinie Radio Internetowe Trzeciego Sektora, aby promować projekty oraz stowarzyszenia i fundacje – mówi prezes Stowarzyszenia. – Pierwotna nazwa była: Szczecińskie Radio Organizacji Pozarządowych jednak już dziś wiemy, że będziemy ogólnokrajowym radiem internetowym organizacji pozarządowych. Ponieważ zgłosiła się do nas ogromna liczba organizacji z innych województw, takich jak śląskie czy mazowieckie.

Radio Organizacji Pozarządowych będzie wizytówką Szczecina, będzie promowało lokalne kabarety i zespoły muzyczne.

– Pierwsze audycje już są nadawane, ale mamy jeszcze drobne problemy techniczne. Często gra autopilot. Projekt ten pod nazwą SOP-Kultura jest dobrze przyjęty przez środowisko, jednak przerósł nasze możliwości. Myśleliśmy, że będziemy nadawać lokalnie,tymczasem w chwili obecnej są prowadzone rozmowy z całą Polską.

Stowarzyszenie wcześniej na prośbę mieszkańców realizowało projekt Darmowe Porady Prawne, gdzie każdy mieszkaniec województwa mógł otrzymać bezpłatnie poradę w zakresie prawa cywilnego, administracyjnego oraz spadkowego. Projekt będzie kontynuowany w połowie września, po przerwie wakacyjnej

– Od kilku tygodni realizujemy nowy projekt na prośbę ludzi,którzy zgłaszali się do stowarzysze-
nia o pomoc prawną. Jest to Szczecińskie Biuro Praw Ojca.Struktura obecnie się buduje i rozwija. Odbyły się już dwa spotkania koła ojcowskiego.

Oprócz tego Stowarzyszenie prowadzi Darmowe Kursy Społeczne dla bezrobotnych. Jeśli ktoś chce posłuchać radia wystarczy wyszukać adres:

s2.eradia.pl:7560/listen.pls

s2.eradia.pl:7560/listen.pls

gs24

zobaczymy co tam będzie
  • awatar W Granatowych Kąkola: Zazdroszczę, choć to w necie to jednak macie swoje, kidy nam zlikwidowano Radio Północ poczułam się jakoś dziwnie, z nim dorastałqm można powiedzieć a tu z dnia na dzień przestało działać:(
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate: nie ma już Radia Północ? szok! lubiłem je
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Zdjęcia z urlopu na portalach Nasza-klasa lub Facebook mogą zaszkodzić karierze

Jeżeli właśnie wróciłeś z wakacji i masz ochotę umieścić swoje zdjęcia na Naszej Klasie lub Facebooku, dobrze się zastanów! Fotograficzne dowody wakacyjnego szaleństwa mogą Ci zaszkodzić!


Według badań przeprowadzonych przez Microsoft,43%
europejskich rekruterów,osoby,które sprawdzają
chętnych do pracy, rutynowo kontroluje "reputację online” potencjalnych kandydatów przed wysłaniem zaproszenia na rozmowę wstępną. 23 proc. osób odpowiedzialnych za rekrutację odrzuciło kandyda-
tów ze względu na nieodpowiednie komentarze lub zdjęcia umieszczane w serwisach społecznościowych czy na blogach.

Wielu internautów błędnie uważa, że tego typu rekonesans dotyczy osób rekrutowanych na wysokie stanowiska – na przykład w korporacjach. Tymczasem coraz częściej zdarza się, że o przyz-
naniu przeciętnie płatnej posady, na przykład w dużym sklepie sportowym, decyduje nasz profil na Naszej Klasie.

To jak prezentujemy się w sieci jest istotne nie tylko z punktu widzenia potencjalnych pracodawców
Jak zauważa Russell E. Perry z CEO 123people, największej wyszukiwarki osób na świecie, użytkow-
nicy poszukują w internecie przede wszystkim informacji o swoich partnerach biznesowych i współpracownikach. – Blisko dwadzieścia procent użytkowników 123people wyszukuje informacje o znajomych, jedenaście procent monitoruje opinie o sobie samych, a około dwóch procent użytkowników sprawdza informacje o swoich małżonkach – wylicza.

Statystyki 123people potwierdzają wyniki badań Pew Research Center, według których ponad 30proc. Internautów szuka w sieci informacji o ludziach, z którymi pracuje i o konkurencji, 16 proc. użytkowników sprawdzało, co pojawia się w internecie o osobach, z którymi umówiły się na randkę lub są w związku. Wśród użytkowników portali randkowych odsetek ten wynosił 34 proc.!

Zatem,nawet jeżeli szef nie zauważył na Facebooku zdjęcia z suto zakrapianej imprezy z nami w roli głównej, nie zapominajmy o życzliwych kolegach lub klientach,którzy również monitorują informacje
o nas w sieci i szybko mogą pozbawić nas pracy za pomocą jednego maila z odpowiednim linkiem.

Zarządzaj swoim wizerunkiem

Oto kilka prostych zasad, których stosowanie na co dzień pomoże Ci zadbać o Twój wizerunek w sieci.

Sprawdź co mówią o Tobie wyszukiwarki (uniwersalne, jak Google czy Yahoo oraz ludzi, jak 123people). To pierwsze miejsce, gdzie użytkownicy wpisują Twoje imię i nazwisko. Jeżeli znajdziesz treści, które Twoim zdaniem mogą Ci szkodzić – usuń je u administratora danej strony.

Przejrzyj swoje zdjęcia na Naszej Klasie i Facebooku. Usuń te, które przedstawiają Cię w sytuacjach dwuznacznych. Usuń tagi ze swoim nazwiskiem z niepożądanych fotografii znajomych. Pamiętaj: to, że nie masz swojego szefa na Facebooku czy Naszej Klasie nie oznacza, że nie zobaczy Twoich zdjęć czy komentarzy!

Przejrzyj listę swoich znajomych– jeżeli znajdują się na nich restauracje, postacie z bajek itp. – usuń je.Wchodząc w ustawienia prywatności ogranicz
dostęp do swojego profilu wszystkim tym, których nie znasz dobrze, a przede wszystkim osobom z Twojego otoczenia zawodowego.

Wykasuj ze swojego profilu wszystkie nieodpowied-
nie komentarze i linki, również te umieszczone przez inne osoby.

dgp
  • awatar Alter_Ego: Wielki Brat czuwa? Nie, sami dbamy o to, aby miał o nas komplet informacji :-D Mojego profilu nie ma na NK ani na facebooku. Jakoś nigdy mnie to n ie kusiło, bo i po co? Żeby wklejać słitaśne fotki i czekać na podziw "znajomych"???
  • awatar krzyslav: Utwierdziłeś mnie jedynie w przekonaniu co do słuszności decyzji pożegnania się z NK. Nowy reulamin NK podetknięty do akceptacji uznałem za przyzwolenie do handlu moimi personaliami. Nie "wyraziłem zgody" i zostałem "ukarany" wiadomością że za miesiąc członkostwo wygaśnie. Może jakby tak wszyscy zrobili do właściciei NK dotarłoby gdzie ich miejsce. Facebook jakoś mnie nie skusił :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: a ja nie usuwam konta, NK powstała by nawiązać kontakty ze starymi kumplami ze szkół - i tak to traktuję. i nie zamykam konta. trzeba tylko myśleć co się tam umieszcza, a to co niektórzy publikują pod swoim nazwiskiem to istny horror.
Pokaż wszystkie (12) ›
 

nortus
 
  • awatar Alter_Ego: Tak przeszkadzać w drzemce :-D !!!
  • awatar doll_divine: Spokojnej nocy i słodkich snów :*
  • awatar Stixi: Alez slodka ta kicia :))) Dobrej nocki zyczymy...
Pokaż wszystkie (4) ›