Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 13 sierpnia 2010

Liczba wpisów: 22

nortus
 

Nocne piski.

Kiedyś w drzwiach sypialni wisiała sobie zabawka Kosmita (chociaż podobno to jest papuga) dla Xylii

Ona się nią bawiła jak ja się bawiłem tym czymś.
Przy każdym szarpnięciu czy spotkaniu się z przeszkodą lub podłogą wydaje takie "pisk" .

Kiedyś ją zdjąłem i zapomniałem o niej. Ale wczoraj ją znalazłem w szufladzie i powiesiłem znowu w drzwiach sypialni.

I dzisiaj w środku nocy słyszę: pisk, pisk, pisk, pisk itd.
Cholera zaczęła się nią bawić w środku nocy!!!!!

Wiem, że jak chociaż raz zareaguję na jej "zabawy"
to już nie będę miał życia. Więc zacisnąłem zęby i dalej udawałem że śpię.
Po kilku minutach dała sobie spokój i poszła co innego kombinować, tym razem na balkonie.

Miłego dnia
  • awatar Zenia&Emilia: Dobry Dzień :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Zenia&Emilia: :*
  • awatar Alter_Ego: Witajcie kociaki. Xylia jak zawsze śliczna. Mój Baster ostatnio nabył zwyczaju upominania się o spacer o trzeciej w nocy. Nie ma wyjścia - trzeba wstawać i wypuszczać gadzinę, bo inaczej wyśpiewuje kocie serenady :-P
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 


131313.jpg



Piątek trzynastego jest uznawany za dzień pechowy w krajach anglojęzycznych, francuskojęzycznych i portugalskojęzycznych. Taki sam status posiada w takich krajach jak: Polska, Estonia, Niemcy, Finlandia, Austria, Irlandia, Szwecja, Dania, Słowacja, Norwegia, Czechy, Słowenia, Bułgaria, Islandia, Belgia i Filipiny.

W Grecji, Rumunii i Hiszpanii za pechowy jest uznawany wtorek trzynastego, zaś we Włoszech piątek siedemnastego.

Strach przed piątkiem trzynastego jest nazywany paraskewidekatriafobią. Słowo to powstało z greckiego słowa paraskevi (piątek), dekatreis co oznacza trzynasty, zaś fobia to po grecku strach.

Istnieje nieuzasadniony pogląd, że feralność tej daty bierze początek od faktu, że w ten dzień aresztowano Templariuszy, kłamliwie oskarżonych przez króla Francji Filipa IV m.in. o herezję, sodomię i bałwochwalstwo (w rzeczywistości był on u nich ogromnie zadłużony i chciał się pozbyć wierzycieli). Według tej hipotezy Ostatni Wielki Mistrz Zakonu, Jacques de Molay, tuż przed spłonięciem na stosie przeklął Filipa IV i papieża Klemensa V, a rok później obaj nie żyli. Przekonanie o pechowości tej daty pojawiło się dopiero na początku XX w.




Black_Cat_by_Midniterain.jpg




A ja się dałem wrobić dzisiaj w opiekę nad połamańcem, czyli Milusią. Co prawda miałem tylko przechować klucze bo sąsiadka wraca jutro z wywczasów ale wieczorem sąsiad sobie przypomniał, nie jest aż taki przebiegły, że przecież trzeba zająć się do przyjazdu ich kotem.
Jedna dobra rzecz, wreszcie Milusia spróbuje co to jest mięsko. Xylia się z nią podzieliła swoim śniadankiem.

A na odczarowanie dnia dla Was ...

koniczyna.jpg



Miłego dnia
  • awatar kochanica szkarłatna: to Milusia była wcześniej wegetarianką???
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @sefirota kinzetka: nie, ale oni uważają, że kot nie powinien nic kosztować. więc dają jej tak by nie kosztowało.
  • awatar Alter_Ego: Witaj w piątek trzynastego - magiczny (bynajmniej nie pechowy) dzień :-)
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

PiS alarmuje: internauci z krzyżami idą pod dom prezesa

Zastępy policji ściągniętej przez PiS zjechały pod dom Jarosława Kaczyńskiego, gdzie internauci mieli pikietować z krzyżami jak wcześniej pod Pałacem Prezydenckim. Nikt nie przyszedł.

W środowy wieczór w okolice ul. Mickiewicza na Żoliborzu zjechała niespotykana dawno liczba radiowozów.Krążyły na pl. Wilsona i Gwiaździstej. Patrole zapuszczały się na parkingi os. Potok. - Obława jakaś? Bandyty szukają? - komentowali między sobą mieszkańcy okolicznych bloków.

Trop podrzucił dopiero jeden z policjantów: - Chodzi o dom pana Jarosława. Tego Jarosława - dodał. Potem padło kilka haseł: - Krzyże, manifestacja, internet, szukajcie w Google'u - poradził.

Wczoraj wiceszef żoliborskiej komendy wyjaśnił nam, że policja dostała sygnał o nielegalnej manifestacji pod domem prezesa PiS. - Jej uczestnicy mieli się zwoływać przez internet - mówi podinsp. Sylwester Kunkowski. - Pojechały tam nasze patrole ze wsparciem jednej drużyny z oddziału prewencji.Informacja się nie potwierdziła

- Czyli nikt nie przyszedł? - pytamy. - No, tak - odpowiada.

Poruszenie w ratuszu

Zanim jednak do akcji wkroczyli policjanci, potencjalnym zagrożeniem domu Jarosława Kaczyńskiego zajmowała się ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Stanisław Kostrzewski, dyrektor generalny PiS i skarbnik tej partii,poprosił ratusz o interwencję "w związku z informacjami pojawiającymi się na portalach internetowych o mającym się odbyć w godzinach wieczornych zgromadzeniu publicznym".

Pismo autorstwa jednego z bliższych współpracow-
ników prezesa PiS wzbudziło poruszenie w urzędzie miasta.-To pierwszy przypadek, gdy ktoś informuje o podejrzeniu nielegalnego zgromadzenia-przyznaje Jarosław Joźwiak z gabinetu prezydent Warszawy. - W dodatku sygnał pochodzi od najwyższych władz partii politycznej.

Stołeczni urzędnicy sprawdzili, że manifestacji nikt nie zarejestrował. Odesłali więc pismo policji.

PiS analizuje nastroje

Stanisław Kostrzewski opowiada "Gazecie", że zdecydował się wezwać na pomoc urzędników i policję po lekturze wpisów na forum internetowym. Wysłał aż pięć stron cytatów. - Było tam o kamieniach, betoniarkach. Musiałem zareagować w imię spokoju. Wiadomo, jaka jest dziś ogólna atmosfera - mówi.

Internetowe fora śledzi pracownik centrali PiS. - Do jego obowiązków należy informowanie o każdej sytuacji, także o grożącym niebezpieczeństwie - zdradza Kostrzewski.

Ten właśnie mechanizm zadziałał w ostatnią środę, gdy na jego biurku znalazły się wydruki tego, co jego podwładny wyśledził na portalu TVN 24. Jak mówi, dotąd nie zdarzało się, by po zbadaniu nastrojów internautów alarmował urzędy publiczne. - Jednak ton tych skrzykiwań był wyjątkowy- uważa.

Internauci krążą

- Nie wiem, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie wspaniała akcja komendanta stołecznego - mówi "Gazecie" Stanisław Kostrzewski. - Wysłali dwa, trzy patrole, które zaczęły krążyć po okolicy. To wystarczyło, by odgonić chętnych do manifestacji.

Pytamy, czy widział demonstrantów nadciągających pod dom prezesa Kaczyńskiego. Odpowiada, że na Żoliborzu nie był, ale co godzina dostawał raporty od współpracowników.Oni też nie zauważyli nic niepokojącego. Dyrektor Kostrzewski jest przekonany: internauci czaili się wokół domu Jarosława Kaczyńskiego.

- I nie zdecydowali się podejść? - pytamy.

- Tylko dlatego, że była tam policja - uważa.

Podinsp. Kunkowski: -Od początku podejrzewaliśmy, że nikogo tam nie będzie. Te nawoływania internetowe nie brzmiały zbyt wiarygodnie.

Policjanci przyznają, że są już zmęczeni "polityczną awanturą wokół krzyża". W środę okolice domu Jarosława Kaczyńskiego pilnowało kilkunastu funkcjonariuszy. Ale kilkuset mundurowych od początku sierpnia pilnuje porządku na Krakowskim Przedmieściu. - To nam już wychodzi bokiem - słyszymy od oficera stołecznej policji. - Dzień, dwa to nie problem, ale jesteśmy na Krakowskim już dziesiąty dzień. Zamiast łapać przestępców, musimy pilnować, żeby ci spod krzyża nie skoczyli sobie do gardeł.

===

mania prześladowcza atakuje. Fobie wychodzą na jaw
Pamiętam jak kiedyś wspominał Wałęsa że jareczek chodził po Sejmie z bronią w kieszeni bo się bał zamachu?
A może za mało się dzieje i trzeba dalej podgrzewać atmosferę - ostatecznie w taki sposób Hitler doszedł do władzy przed laty.
  • awatar amator.fotografii: dali by już sobie spokuj cały świat sie śmieje z nich a pisiorkomm odpierdala zwłaszcza jarusiowi bo nie wygrał wyborów ehh zamiast walczyć o wspólne dobro to walczą między sobą a jak tak będzie to nigdy dobrze nie będzie i wypierdolta te dwie dechy i bedzie spokój...
  • awatar Lelumpolelum: za to Donald Tusk to polukrowane gówno. emerytury.wp.pl/(…)kat,title,Jest-szansa-na-zmiane-… Niue trzeba spłacać długu, wystarczy go inaczej "policzyć". A głupi polski naród to łyknie bo "Kaczory"
  • awatar Lelumpolelum: a artykuł naturalnie z Wyborczej, ostoi mądrości i wiarygodności rzetelność w ich wykonaniu wygląda tak, ale co tam, traktujcie Wyborczą jako wiarygodne źródło www.youtube.com/watch?v=tjdqa0I4jRk okłamują was a wy jak stado baranów pokornie idziecie za głosem Wyborczej, każdy odrobine choc myślący człowiek widzi manipulacje, co z Wami jest nie tak?
Pokaż wszystkie (29) ›
 

nortus
 


Pomnik ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej na stołecznych Wojskowych Powązkach powinien być gotowy już na 1 listopada - zapowiedział w czwartek autor projektu obelisku rzeźbiarz Marek Moderau.

Pomnik ma mieć formę bloku białego granitu przełamanego na dwie zapadające się w ziemię części, umieszczonego na ciemnej nawierzchni pomiędzy dwoma rzędami nagrobków z czarnego granitu.

Obelisk upamiętniający 96 ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem ma stanąć u wylotu Alei Profesorskiej Wojskowych  Powązkach
Część głównej białej bryły będzie umieszczona nad mogiłą, w której pochowane są spopielone szczątki 12 ofiar katastrofy. Na ścianach brył, które powstały w wyniku przełamania, umieszczono napis: "Pamięci 96 ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10.04.2010" oraz listę ofiar.

Poszczególne nagrobki wchodzące w skład memoriału będą zrobione z czarnego granitu. Na każdej z 28 mogił (szczątki tylu ofiar smoleńskiej katastrofy pochowano we wspólnej kwaterze na wojskowych Powązkach) umieszczona będzie tablica z białego granitu.

- Jutro mają trafić do analizy końcowe projekty realizacyjne pomnika. To powinno zamknąć prace projektowe i będzie już można zamawiać konkretne ilości materiałów, potrzebna będzie m.in. duża ilość kostki bazaltowej. Teraz pozostają też konkretne ustalenia dotyczące np.tytułów naukowych
ofiar i zamówienia materiału na relief. Potem prawdopodobnie zostanie zorganizowany przetarg lub sformułowana zostanie oferta na wykonanie fundamentów pod pomnik. Sądzę, że na 1 listopada obelisk powinien być gotowy - mówił Moderau.

Jak zaznaczył, chociaż w normalnym konkursie autor projektu dostaje,jako honorarium,realizację pomnika, w tym przypadku z racji uproszczenia procedur nie było to możliwe. -Wykonawca projektu realizacyjnego został wyłoniony na podstawie przetargu. Ostatecznie ja zachowuję prawa autorskie i we współpracy z biurem architektonicz-
nym zajmuję się stroną plastyczną, do architektów zaś należy analiza konstrukcyjna i obliczenia. Końcowy projekt wykonawczy powstawał podczas spotkań moich,pracowników biura architektonicznego
miejskiego Wydziału Architektury i Zarządu Cmentarzy Komunalnych - opowiadał rzeźbiarz.

Wedle jego relacji, podczas tych spotkań omawiano wiele szczegółowych kwestii np. wygląd samej bryły pomnika, która została nieco zmodyfikowana w stosunku do projektu pierwotnego. - Zmieniony został nieco układ tablic tekstowych, co bardziej uwidoczni pęknięcie głównej bryły i przez to wzbogaci relief - dodał Moderau.

Wspominał również współpracę z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w okresie, kiedy jej szefem był zmarły w smoleńskiej katastrofie Andrzej Przewoźnik. - Współpraca z nim to była bardzo dobra szkoła myślenia przy tworzeniu upamiętnień. Z natury jestem minimalistą, czemu sprzyjał tam również fakt, że były to cmentarze żołnierskie, gdzie nie było miejsca na jakieś szaleństwa. Z reguły sens i wyraz odnajdywałem w najprostszych rozwiązaniach. Mam w związku z tym dosyć spore doświadczenie w projektowaniu takich pomników - relacjonował rzeźbiarz.

Zwrócił również uwagę na fakt, że głównym założeniem jego projektu było stworzenie obelisku w formie jednego pomnika złożonego z obelisku centralnego i kwater indywidualnych. - I chociaż to było trudne, udało mi się przekonać rodziny ofiar do takiej wspólnej formy upamiętnienia. Dodatkowym argumentem były obawy rodzin, by pomiędzy mogiłami ich bliskich nie umieszczano potem innych przypadkowych grobów, a stworzenie jednolitego pomnika usuwa takie zagrożenie. Bliscy będą jednak mieli oczywiście możliwość wybrania spośród kilku wersji tych nagrobków indywidualnych - powiedział Moderau.

- Sama koncepcja pomnika nie nawiązuje, wbrew wielu interpretacjom, do lotniska ze strąconym samolotem. Chodziło mi raczej o przełamanie bryły monolitu, czyli tej jednej struktury, która nagle w sposób niekontrolowany i nieoczekiwany została przełamana i właśnie w jej środku są nazwiska ofiar. Pewnym dosłownym skojarzeniem z katastrofą jest tu raczej zarycie się w ziemię rogów obelisku. Natomiast nie było moim zamierzeniem, żeby się to kojarzyło z lotniskiem czy pasem startowym. Bardziej poprzez długi pas nagrobków chodziło mi o pokazanie skali tej tragedii - podsumował rzeźbiarz.


Marek Moderau jest artystą rzeźbiarzem, autorem wielu upamiętnień historycznych, zwłaszcza związanych ze Zbrodnią Katyńską m.in. szklanych drzwi z guzikiem z orzełkiem z oficerskich płaszczy w Kaplicy Katyńskiej w stołecznej Katedrze Polowej Wojska Polskiego oraz pomnika poświęconego krwawym wydarzeniom na Wołyniu na Ukrainie.On też zaprojektował tablicę upamiętnia-
jącą ofiary katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem, która zostanie odsłonięta i poświęcona 15 sierpnia w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie.


wp pl


Wojskowe Powązki - najbardziej prestiżowe miejsce w Warszawie. Pomnik wg mnie godny tych ofiar - ale ma jedną wadę - Lechu będzie jednym z wielu a nie jedynym.
 

nortus
 

Kuriozalne przepisy w komunikacji

W regulaminach stołecznych przewoźników wciąż można znaleźć nieżyciowe zakazy - ujawnia "Życie Warszawy".

I tak Koleje Mazowieckie zabraniają gry w karty, ponoć zagrażającej porządkowi publicznemu. Jeśli więc ktoś chciałby sobie umilić podróż grą np. w popularnego Tysiąca czy nawet Piotrusia, będzie to robił wbrew regulaminowi.

Tymczasem ustawa o transporcie kolejowym zabrania jedynie rozgrywania karcianych gier hazardowych: pokera, blackjacka i baccarata. Ale tego już urzędnicy Kolei Mazowieckich nie doczytali.


Inny, jedynie teoretyczny, zakaz dotyczy warszawskiego metra. Zarząd Transportu Miejskiego zabrania m.in. biegania po peronach i schodach na stacjach podziemnej kolejki. Osoba podążająca szybko do pociągu może zostać ukarana mandatem 100 zł. Na szczęście nikt tego, kuriozalnego przepisu nie egzekwuje.

Do niedawna, w niektórych autobusach miejskich, wisiały jeszcze piktogramy zakazujące prowadzenia rozmów przez telefony komórkowe. Na szczęście zniknęły - zauważa "Życie Warszawy".

wp pl

śmiać się czy płakać?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Mef's blog's: bo dziś 13 i piątek :D
  • awatar krzyslav: Pamiętam utarczkę z ochroniarzem w pewnym banku kilka lat temu. Odebrałem rozmowę i szukałem miejsca żeby spokojnie porozmawiać. Cieć zaczął głośno mnie wypraszać pokazując te idiotyczne piktogramy. Równie głośno odpowiedziałem że strach trzymać pieniądze w banku którego komputery można zakłócić komórką. Zlikwidowałem konto w tym banku! :-)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: i słusznie. nie ma przywiązania do banku, zwłaszcza że dla każdego z nich liczy się tylko nowy klient, mało który docenia lojalność.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Niemcy krzywo nakleili gwiazdki, ale tylko po polskiej stronie granicy



Gwiazdki symbolizujące Unię Europejską powinny tworzyć równy okrąg. Na tablicy informującej o wjeździe do Polski dwie z nich przyklejono za nisko i zamiast koła powstała elipsa.


Na znaku z napisem Rzeczpospolita Polska,gwiazdki symbolizujące Unię Europejską zamiast tworzyć okrąg układają się w elipsę.

Sprawa dotyczy tablicy znajdującej się przy wjeździe do Polski w Kołbaskowie. – Od wielu dni pokonuję trasę ze Szczecina do Berlina i z powrotem, i szlag mnie trafia, jak widzę tablicę z nazwą naszego kraju i te krzywe unijne gwiazdki – napisał na adres alarm.gs24@mediaregionalne.pl nasz Internauta. – Czemu po niemieckiej stronie mogli zrobić to należycie? "Republic Polen” i gwiazdki Unii Europejskiej równiutko naklejone, a kilka metrów dalej tablica Rzeczpospolita Polska i gwiazdki jakby dzieci w przedszkolu ponaklejały.
Żenada i wstyd. Może ktoś to wyprostuje, bo pół Europy przejeżdża przez Kołbaskowo,a w 2012 r będzie więcej osób, które będą wjeżdżały do naszego kraju.

Okazuje się, że za krzywe naklejenie gwiazdek nie odpowiadają Polacy, a nasi zachodni sąsiedzi.

Znak jest ich własnością, oni go postawili i odpowiadają za jego stan.
– Zostaliśmy już wcześniej poinformowani o krzywo naklejonych gwiazdkach i doskonale znamy problem, ale niestety nie możemy z tym nic zrobić, bo tablicą zarządza administracja niemiecka – tłumaczy dyrektor szczecińskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – Możemy jedynie zwrócić uwagę stronie niemieckiej odpowiedzialnej za tę tablicę i poprosić o wyrównanie gwiazdek.

Jeśli pismo w tej sprawie nie zostało do tej pory wysłane do naszych sąsiadów, na pewno wkrótce je wystosujemy.

gs24

typowe nasze podejście, zwróćcie uwagę na ostatnie
zdanie - na co oni czekają? aż może jakiś poseł pogoni ich do roboty.
A napis - cóż, oddaje nasze cechy - pijaństwo :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Niezbyt często zdarza się, że na organach grają kobiety. Tym bardziej warto wybrać się na piątkowy koncert do koszalińskiej katedry, by posłuchać artystki z Czech Hany Bartosovej.


44. Międzynarodowy Festiwal Organowy – jedna z najstarszych i najbardziej renomowanych imprez muzycznych w regionie – powoli zbliża się do końca. Ostatni koncert jest zaplanowany na 27 sierpnia. Zanim jednak zabrzmią końcowe organowe akcenty, już w najbliższy piątek zapowiada się bardzo interesujący koncert.

Na zabytkowych koszalińskich organach zagra Hana Bartosova z Czech. Artystka jest absolwentką Konserwatorium i Akademii Muzycznej w Brnie, zdobyła wiele nagród na krajowych i międzynarodo-
wych konkursach. Koncertuje w wielu krajach, m.in. reprezentowała Czechy na bachowskim festiwalu we włoskiej Lecca. Pani Hana nie tylko występuje, ale także uczy młodych ludzi trudnej sztuki gry na organach.

W tym samym koncercie melomani będą mogli usłyszeć Annę Firlus, również organistkę i klawesynistkę, studentkę V roku Akademii Muzycznej w Katowicach, współzałożycielkę zespołu Extempore specjalizującego się w muzyce dawnej wykonywanej na historycznych instrumentach.

Podczas koszalińskiego koncertu Anna Firlus zagra na klawesynie. Wystąpią również Tomasz Ślusarczyk i Stanisław Majerski – muzycy grający na clarino (to trąbka naturalna nawiązująca do dawnych barokowych instrumentów). Obaj muzycy to prawdziwie światowi artyści – Tomasz Ślusarczyk współpracuje z legendarną Orkiestrą XVII wieku pod dyrekcją Franza Bruggena w Amsterdamie, Stanisław Majerski koncertował z takimi sławami, jak Yehudi Menuhin czy Mścisław Rostropowicz.

gk24
  • awatar Alter_Ego: Katedra piękna.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Alter_Ego: fakt, pamiętam że kiedyś były jeszcze balkony - nie takie jak za Niemca ale były.
  • awatar Alter_Ego: @Nortus & Xylia: Faktycznie, jest różnica pomiędzy starymi a nowymi fotografiami.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Przegląd najgłupszych prowizji


200 zł za kwitek, prowizja za kartę, która nie dotarła, 110 zł opłaty za przelew i kara za awarię bankomatu - takie przygody mogą cię spotkać w banku.

Oto przegląd najdziwniejszych, najgłupszych, najbardziej wymyślnych prowizji bankowych w Polsce



Banki to nie instytucje dobroczynne, istnieją po to, żeby zarabiać pieniądze. Niektóre robią to w sposób nieciekawy i przewidywalny.Tu 5zł prowizji za prowadzenie konta, tam 3 zł za kartę albo 50 gr za przelew. Zero maestrii. Z nudów można umrzeć.

Na szczęście od czasu do czasu trafi się bankowy wizjoner, który wymyśli taką prowizję... że konkurenci aż jęczą z zachwytu! A klienci - z rozpaczy. Taką, na której wprowadzenie żaden "normalny" bankowiec, ten sztywny garniturowiec bez grama ułańskiej fantazji w głowie, by najzwyczajniej w świecie nie wpadł.

W magazynie "Biznes Ludzie Pieniądze" subiektywny przegląd najdziwniejszych, najgłupszych lub najbardziej pomysłowych prowizji, które zaobserwo-waliśmy w bankach w ostatnich miesiącach.

Jeśli właśnie siedzisz w jacuzzi albo leżysz na plaży, słuchając szumu morza, to ostrzegamy - albo się uśmiejesz, albo zdenerwujesz.


Kwitek dla skarbówki? Za 200 zł

Pan Adam kupił na kredyt w Polbanku działkę budowlaną. Kredyt bez problemu spłacił w kilka lat, działkę sprzedał z zyskiem. Życie stało się piękne, dopóki do jego drzwi nie zapukał... urząd skarbowy. Nie dlatego, że pan Adam miał coś na sumieniu. Był czysty jak łza. Niestety, skarbówka zażądała potwierdzenia, że pieniądze, za które kupił działkę, pochodziły z legalnego źródła.

Pan Adam grzecznie podreptał do Polbanku i poprosił o zaświadczenie, że to z jego skarbców pochodziła gotówka.Polbank,i owszem,zaświadczenie wystawił, ale zażyczył sobie za to... 200 zł prowizji. Pan Adam próbował udowadniać, że nie ma takiego świstka, którego wyprodukowanie mogłoby kosztować aż tyle. Ale nic nie wskórał. Widocznie używają tam wyjątkowo drogiego tuszu do drukarek.


Karty nie dostałeś, ale płacić trzeba

Pan Jacek, klient Alior Banku, zapragnął karty kredytowej. Poszedł do banku, podpisał umowę. Bank miał wysłać mu kartę pocztą.Wysłał ją 31maja
ale do pana Jacka dotarła dopiero 10 czerwca. Zwłoka nie wynikała z winy banku,ale z opiesza-
łości poczty. Zresztą nie w tym problem, bo dziwne rzeczy zaczęły się dziać później.

W umowie o kartę bank napisał, że zrezygnuje z miesięcznej opłaty za kartę w przypadku wykonania tą kartą czterech operacji płatniczych. Jakie było zdziwienie pana Jacka, gdy zobaczył, że bank ściągnął mu z konta 5 zł.Bo w maju nie użył karty.
I nie mógł - wszak nawet nie miał jej w ręku.



Nie kijem go, to pałką, czyli prowizja za konto

Pan Marek, klient Banku Millennium, czuje, że bank traktuje go według zasady "nie kijem go, to pałką". W połowie 2009 r. Millennium zmieniło taryfę opłat i prowizji, wprowadzając do niej zapis mówiący o pobieraniu 7 zł abonamentu za konto, jeśli średnie miesięczne saldo na rachunku jest niższe od 5000 zł.

Pan Marek nie ma aż tak wysokiego salda, bo stara się rozsądnie zarządzać nadwyżkami finansowymi i od razu wrzuca je na lokaty. Do ich zakładania Bank Millennium zachęca klientów licznymi promocjami i wyższym oprocentowaniem.

Wychodzi więc na to, że bank, zachęcając klientów do oszczędzania na lokatach, przygotowuje grunt pod to, żeby następnie tych klientów ukarać za zbyt niskie saldo na koncie. Genialne w swej prostocie, ale czy fair? Wojciech Kaczorowski, rzecznik Millennium, uważa, że wszystko jest OK. "Nie sądzę, żeby relacja depozyt - opłata za konto (bank prowadzi je przecież w celu realizowania zleceń klienta) miała związek z chęcią do oszczędzania. Jak pokazują badania, nadal zasadniczym czynnikiem wyboru lokaty pozostaje wysokość oferowanego oprocentowania".


Z karty pod rynnę

Pani Ania jest klientką Multibanku. Od kilkunastu miesięcy płaci po 2 zł miesięcznie za kartę debetową tylko dlatego, że nieopatrznie dała się namówić na drugą kartę w tym banku - kredytową. Bank dość długo zabiegał, by jej tę kartę wcisnąć -zrezygnował z prowizji za pierwszy rok używania, dwukrotnie podwyższył oferowany limit. W końcu pani Ania dała się skusić.

I znalazła się w pułapce. Bank wprowadził bowiem z jednej strony opłatę za brak transakcji kartą debetową, a z drugiej - identyczną opłatę za brak transakcji kartą kredytową. "Czyli im częściej będę używała karty kredytowej (co jest,zdaje się, bardzo pożądane przez bank), tym bardziej narażam się na prowizję za niewystarczająco częste używanie karty debetowej. I odwrotnie"



Bankomat nawalił? Płać za zastrzeżenie karty!

Pan Jarosław ma konto w banku spółdzielczym. Od czasu do czasu korzysta z karty płatniczej do tego konta. Niestety, któregoś pięknego dnia, kiedy korzystał z bankomatu należącego do tegoż banku spółdzielczego, maszyna zachrobotała, załomotała i... się zresetowała. A karty już nie oddała.

Pan Jarosław udał się do banku po pomoc. A tam już czekała na niego szeroko uśmiechnięta pani w okienku z propozycją... zastrzeżenia karty i zamówienia nowej. Pani oświadczyła, że procedury zabraniają wyjmowania karty z bankomatu i przekazywania jej z powrotem w ręce klienta. Stara karta zostanie komisyjnie zniszczona, a klient musi zamówić nową.

Czytelnik machnął ręką i zaczął wypełniać wniosek o nową kartę. Ale pani z okienka pogroziła mu palcem. "Proszę pana, najpierw musi pan zapłacić prowizję za zastrzeżenie karty - 25 zł". Pan Jarosław się zbiesił: "Jak to, przecież to w waszym bankomacie straciłem kartę, jeszcze mam płacić za to, że macie zepsutą maszynę?". Pani posmutniała. "Takie procedury...".


Zastanów się, nim weźmiesz drugą kartę

Lukas Bank pozwala nie płacić rocznej prowizji za kartę płatniczą,o ile klienci jej często używają. Pan Jacek miał taką właśnie kartę. Aby bank odstąpił od naliczenia prowizji, należało wydać kartą w ciągu roku 22 tys. zł. Klientowi zabrakło do spełnienia tego limitu 300 zł (czyli 1 proc.). W związku z tym bank ochoczo pobrał 75zł prowizji
I nie pomogła argumentacja, że za pomocą karty dodatkowej,powiązanej z główną, partnerka klienta wydała 16 tys. zł więcej, niż wynosił limit uprawniający do bezpłatnego użytkowania karty dodatkowej. Bank nie umożliwia sumowania kwot. Klient złożył reklamację - została rozpatrzona odmownie, tak samo jak odwołanie.


110 zł prowizji za przelew 100 euro

Pan Michał miał kaprys nadać przelew walutowy z Multibanku (tam ma własne konto osobiste) do BZ WBK (tam ma ROR jego kontrahent). "Zrobiłem przelew z taką opcją, że to ja pokrywam prowizję. Wiadomo,miałem wpłacić dokładną kwotę, uzgodnioną z kontrahentem" - pisze pan Michał.

Co stało się dalej? "Naliczyli mi 30 zł prowizji Multibanku, a potem jeszcze 80 zł drugiej prowizji w BZ WBK. Wow! Za przelew o wartości 102 euro zapłaciłem 110 zł prowizji! Zadzwoniłem do Multibanku, gdzie pani z infolinii wylistowała mi wszystkie prowizje: 20 zł za przelew zagraniczny walutowy, 5 zł za skorzystanie z systemu SWIFT,5zł
opłaty za potwierdzenie przelewu zagranicznego walutowego i 80 zł za przelew walutowy w koszt beneficjenta, naliczone przez BZ WBK".

Pan Michał wpadł w zrozumiałe oburzenie. Za każdą złotówkę przelaną z banku do banku zapłacił złotówkę prowizji. Czyli stopa prowizji wyniosła jakieś 25 proc. przelewanej kwoty. I to mimo że klient nie przelewał pieniędzy do banku w Bangladeszu, Haiti albo Panamie, co wymagałoby pośrednictwa kilku banków i nabiłoby prowizje. Przelał pieniądze między dwoma polskimi bankami, bez pośredników. Czy mogło być taniej? Ano, jak twierdzi Piotr Gajdziński,rzecznik BZ WBK - mogło.

"Płatność była wysłana z opcją OUR, czyli taką, że to zleceniodawca pokrywa wszystkie koszty, także koszty banku beneficjenta. W takim wypadku BZ WBK rzeczywiście pobiera od banku zlecenio-
dawcy prowizję 80 zł" - napisał Gajdziński. Ale zaraz dodał, że nie jest to jedyna możliwość dokonania przelewu walutowego. "Gdyby klient wybrał opcję kosztową SHA (tani przelew), to BZ WBK nie pobrałby żadnych pieniędzy, a Multibank mógłby wysłać płatność systemem SEPA, którą oferuje w swojej taryfie za 5 zł". Miło, tylko skąd klient ma o tym wszystkim wiedzieć?


Przegląd kwiatków i kwiatuszków

Chcecie jeszcze? Przejrzeliśmy bankowe tabele opłat i prowizji bez nadziei, że znajdziemy tam coś ciekawego. Ale gdzie tam.

•  Alior Bank: „Za błędne podanie numeru rachunku beneficjenta IBAN dla przelewu zagranicznego oraz europejskiego - 20 zł”. Czyli - nieprawidłowo wypełnisz zlecenie przelewu, to nie tylko nie dojdzie on do celu, ale bank jeszcze dodatkowo uderzy cię po kieszeni.

•  Bank Pekao: „Sporządzenie zestawienia obrotu w formie wydruku komputerowego za cały rok: w roku bieżącym 30 zł, w latach poprzednich 50 zł”. Skąd taka różnica w cenie? Pewnie pracownik musi wykonać taką samą pracę?

•  PKO BP: Mając Złote Konto i Rachunek Platinum i chcąc zmienić je na pakiet mniej ekskluzywny (a więc tańszy), zapłacisz 20 zł kary.

•  PKO BP po raz drugi: „Zamknięcie rachunku na wniosek klienta w terminie wcześniejszym niż 90 dni od daty jego otwarcia: 20 zł (Superkonto Student),20 zł (Superkonto), 40 zł (Złote Konto), 100 zł (Rachunek Platinum)”.Słowem: pomyśl, zanim otworzysz ROR w PKO BP. I nie wpłacaj waluty w bilonie: „Wpłaty walutowe wnoszone w monetach na rachunki walutowe - od kwoty operacji -50 proc.”. Ta ostatnia opłata w BZ WBK wynosi 60 proc. wartości wpłacanego bilonu.

•  W Banku BPH: tak jak w Aliorze, nie wybaczają błędów. „Obsługa odrzuconego przez system polecenia przelewu ze względu na błędne dane beneficjenta - 14,99 zł”.I nie cenią nielojalnych
Zamknięcie rachunku otwieranego w ramach ofert promocyjnych przed upływem roku - 50 zł.

•  W mBanku nie lubią zapominalskich: „Sporządzenie i wysłanie na życzenie klienta potwierdzenia posiadania karty kredytowej - 15zł”.
W Banku Pekao - też: „Opłata za sporządzenie na pisemny wniosek Klienta oraz przekazanie Klientowi
przez Bank pisemnej informacji o wysokości najbliższej spłaty kredytu (z określeniem wysokości raty kapitałowo-odsetkowej przypadającej do spłaty) - 5 zł”.

gw
  • awatar wygazowana: Te banki to jednak nie mają sumienia.A co by było gdyby taki emeryt miał kartę i ją zgubił.?Tei ich procedury są coraz bardziej bezmyślne ;/I źle wpływają na portfele klientów...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @wygazowana: klient musi wiedzieć czego chce. i co podpisuje.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Basen olimpijski już prawie gotowy

Na placu budowy u zbiegu ul. Niedziałkowskiego i Wąskiej kładą kafelki w niecce basenowej, wykańczają przeznaczone dla zawodników i trenerów pomieszczenia pod trybunami. Potem zostanie już tylko montaż krzesełek na trybunach i stalowej przegrody dzielącej basen na dwie części. Z zewnątrz obiekt jest już ukończony.

Budowa trwa od marca ubiegłego roku. Pływalnię zaprojektowali szczecińscy architekci Marek Orłowski i Marek Szymański.Szczególnie efektownie ma się prezentować górna fasada budynku. Została wyłożona przezroczystymi kształtkami szklanymi przypominającymi literę "U" o szerokości 26 cm i grubości 7 cm.Szklane panele przepuszczają światło
i po zakończeniu inwestycji będą od środka "podświetlone", np. podczas imprez sportowych lub gdy w basenie będą trenować pływacy.Taki materiał stosuje się przy budowie dużych konstrukcji: hal przemysłowych, sportowych i centrów handlowych. Wykorzystano go m.in. w tak znanym budynku jak poznański Stary Browar.

Nowy basen ma osiem torów pływackich (inni twierdzą że są jeszcze 2 po bokach). Uzupełniają go pomieszczenia dla prasy,ratowników oraz szatnie
dla sportowców i widzów. Obok ma powstać basen treningowy z tzw. przeciwprądem (570 cm długości i 250 cm szerokości). Jego montaż rozpocznie się na początku września.

- Stworzy on optymalne warunki do poprawy wyników u zawodników oraz eliminowania popełnianych przez nich błędów. Basen działa na podobnej zasadzie, co "dzika rzeka" w parkach wodnych. Zawodnik płynie pod prąd, a trener ma możliwość regulacji siły nurtu.Dzięki przezroczystym elementom basenu (dno i boki) ma także możliwość obserwacji ćwiczącego zawodnika.Daje to szanse na wyelimino-
wane błędów oraz zmianę złych nawyków u pływaków. Do tej pory polscy pływacy, którzy chcieli skorzystać z takiego urządzenia, musieli wyjeżdżać do Drezna czy Hamburga.

Przed pływalnią jest parking na 100 samochodów i sześć autobusów. Dzięki połączeniu z mniejszą 25-metrową pływalnią SDS obiekt spełniać ma normy klasy olimpijskiej, co pozwoli na organizowanie imprez o randze mistrzowskiej. Pierwsze takie zawody będą miały miejsce w grudniu przyszłego roku, kiedy w Szczecinie odbędą się mistrzostwa Europy na krótkim basenie. Do naszego miasta przyjedzie 600 zawodników z ok. 40 państw.

Pływalnia nie będzie jednak przeznaczona tylko dla sportowców. Biuro prasowe miasta zapewnia, że będą mogli z niej korzystać wszyscy szczecinianie.

Koszt inwestycji to 62 mln zł. Połowę pieniędzy zapewniło miasto, resztę dołoży Ministerstwo Sportu i Turystyki.

gw


wreszcie coś nowego i dobrego powstaje. Ale jakieś zawody mistrzowskie mają być w listopadzie bieżącego roku i dlatego tak się spieszą.
A co do aquaparku - najbliższy jest ciągle w Gryfinie :D
 

nortus
 

Sztuka dopadła energetykę

W czasie podróży różnymi środkami lokomocji, zwłaszcza kiedy jedziecie wzdłuż pól i łąk, mijacie z obojętnością... słupy linii wysokiego napięcia.
Stalowe, masywne konstrukcje, podtrzymujące kable. Nic szczególnego ani godnego uwagi.

Tymczasem w Islandii, rok w rok, odbywa się konkurs na zaprojektowanie nowego wizerunku takich podpór. Oglądając zdjęcia, przeżyliśmy szok. Nawet nie byliśmy w stanie wyobrazić sobie co można wymyślić w temacie słupów energetycznych.

Niestety, żadne z tych prac nie doczekają się realizacji. System kratownicy w tradycyjnych podporach jest sprawdzony i solidny, a nikt nie kwapi się do wyważania otwartych drzwi. Więc po co konkurs? Ot, tak - dla zabawy.

banzaj
  • awatar antybohaterka: te ludziki są genialne
  • awatar krzyslav: No to jesteś w błędzie! Na Dolnym Śląsku niedaleko Wrocka jest linia energetyczna z czasów komuny której słupy wyróżniają się estetyką mimo tradycyjnej kratownicowej konstrukcji. Konstruktora który okazał się przy okazji niezłym architektem uhonorowano nawet jakąś nagrodą! Jutro odwiedzę na letnisku mego wujka - emerytowanego inżyniera który mi ją pokazał i wypytam o szczegóły. Wychodzi na to że Islandczycy robią wielkie ale z tematu który z powodzeniem podjęto kilkadziesiąt lat temu za żelazna kurtyną!
  • awatar ♥ ♡ ♥ londynka♥ ♡ ♥: świetne!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 





Kiedyś opisywałem już historię "rzeźnika z Niebuszewa".

Facet, Polak z Opola, który po wojnie przeniósł się do Szczecina przerabiał ludzi na kotlety mielone i kiełbasę.

Było to na początku lat 50.

Na zdjęciach jest dom, w którym mieszkał. Vis a vis niego mieściło się kino "Polonia"/"Młoda Gwardia", w którym pracowała jego wspólniczka i podsyłała  mu dzieci, którym zabrakło kilka złotych na bilety do kina.

W jeziorku Rusałka,  niedaleko domu, znaleziono kilka czaszek, gdyż tam wyrzucał obcięte głowy.

W 1952r niewiele brakowało na kotlety przerobił by moją mamę. Gdy rozmawiała z nim na temat [racy czuła, ze coś jest nie tak tam. I powiedziała, że przed wejściem do domu czeka na nią jej brat (powiedziała brat bo pomyślała sobie, że gdyby ją zabił to mąż może by poszedł a brat na pewno będzie szukał siostry - tak sobie pomyślała i powiedziała mu, że czeka na nią brat).
Gdy tylko to powiedziała facet kazał jej natychmiast wyjść z domu.

Pół roku później dowiedziała się, że facet przerabiał ludzi na kotlety i kiełbasy. Można było je kupić na targowisku gdzie dzisiaj jest dworzec PKS.

Facet mieszkał w tym domu, na parterze.
PO skazaniu go na śmierć i wykonaniu wyroku, długo nikt nie chciał mieszkać w tym mieszkaniu.
Ostatecznie przerobiono je na część gospodarczą oraz zrobiono tam toalety dla mieszkańców kamienicy.

W ogóle Niebuszewo zawsze miało złą opinię, i za Niemca i po wojnie. W sąsiednich domach było wiele zabójstw i znajdowano wiele trupów.
Taka dzielnica.


A po sąsiedzku mieści się taka współczesna plomba
  • awatar Nortus & Potworna spółka: wreszcie będąc obok w bibliotece się rozpytałem trochę i ustaliłem dokładnie dom rzeźnika.
  • awatar J.K.: Kocham ten Wasz Szczecin. Zwłaszcza taki zwyczajny jakim go pokazujecie.
  • awatar J.K.: A rzecz niebywała,słyszałem o tym kiedys ale nie pamietałem w jakim mieście brrr...
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Jedyna taka Ewa w Polsce i jedna z pięciu w Europie


W Szczecinie pracuje jedyna w Polsce i jedna z pięciu w Europie maszyna do ciągłej wymiany podtorza AHM 800 R., nazwana familiarnie Ewą. Dziennie układa 400-600 m nowego podłoża bez potrzeby zdejmowania torów.


Ewa to niesamowita maszyna. Do jej obsługi potrzeba zaledwie pięciu osób, choć współpracuje z nią około 50. Sama podnosi do góry tory, zmienia podłoże, kładzie tory i jedzie dalej.

Tuż za Szczecinem, w kierunku Gryfina, zmieni podłoże na długości 2,5 km. W tym miejscu ze względu na stan torów i podłoża, pociągi mogły do tej pory jeździć z prędkością zaledwie 30 km/h. Po renowacji tego odcinka mają rozpędzać się do prędkości nawet 120 km/h.

Prace trwają w związku z modernizacją linii Wrocław - Szczecin. To największa taka powojenna inwestycja kolejowa. Prace modernizacyjne linii powinny zakończyć się w 2020 roku. Jak nas zapewniono, wówczas pojadą po nowej trasie pociągi z prędkością do 160 km/h.

ga24
 

nortus
 

Skandal! Nie chcieli wpuścić Kameruńczyków na mecz. "Jak nie mają biletów, to sobie mogą stać za płotem"


Piętnastu Kameruńczyków przyjechało na mecz z Polską z Berlina. Nie kupili biletów w przedsprze-
daży, ponieważ trzeba było podać PESEL, którego oczywiście nie mieli. W Szczecinie usłyszeli od działacza PZPN-u, że mogą obejrzeć mecz stojąc za płotem.


Nasz Internauta opisuje bulwersującą sytuację, której był świadkiem.Grupa czarnoskórych,kolorowo ubranych kibiców reprezentacji Kamerunu próbowała wejść na stadion, nie mogli porozumieć się z ochroniarzami, więc "Kibic" znając francuski postanowił im pomóc.

- Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że przybyli w 15 osób z Berlina chcąc kibicować swojej reprezentacji, ale nie mogą wejść na stadion, gdyż nie są w stanie kupić biletów - pisze nasz Internauta. - Nie dlatego, że są niezorganizowani, tylko dlatego, że PZPN w swojej mądrości przewidział jedynie sprzedaż internetową lub przedsprzedaż, gdzie warunkiem kupna biletu było podanie nr PESEL! Jak więc oni mieli to uczynić? Zdziwieni założyli, że na stadionie nabędą bilety z puli, którą organizator zwyczajowo zapewnia kibicom gości.

Jednak na miejscu napotkali na problemy, i to nie tylko językowe.Internauta skłonił ochroniarzy do skontaktowania się z organizatorami meczu, czyli z działaczami Polskiego Związku Piłki Nożnej.

- Po kilkudziesięciu minutach, gdy tzw. "leśne dziadki" z PZPN odpowiedziały poprzez łączność radiową, że... "jak nie mają biletów to sobie mogą stać za plotę" - opisuje "Kibic" - Dramat!

- Czy tak się traktuje niewielką, ale barwną i wielce sympatyczną grupę kibiców innej reprezen-tacji? - pyta retorycznie nasz Internauta.
- Czy na tym polega organizacja meczu TOWARZYSKIEGO, że dystrybuuje się bilety jedynie pośród Polaków, a innych ma się w głębokim poważaniu?
-Czy na tym polega polska (PZPN-owska) gościnność?
Żenada!

Na szczęście cała ta historia ma dobre zakończenie

- Organizacja meczu była beznadziejna. 10 minut przed rozpoczęciem tysiące ludzi wciąż koczowało przed bramami. Udało nam się bez zgody "wielkiego organizatora"po cichu wprowadzić kibiców Kamerunu bez biletów.
Świetnie się razem bawiliśmy dopingując naprzemiennie oba zespoły i fotografując się z polskimi kibicami – dodaje "Kibic". - Przynajmniej nie było wstydu, a i PZPN nie dostał kolejnych pieniędzy za sprzedaż biletów, które pewnie i tak by rozdał pośród swoich...

gs24