Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 8 czerwca 2010

Liczba wpisów: 14

nortus
 
  • awatar Alter_Ego: Witaj Xylia, miłego dnia Nortus
  • awatar Zenia&Emilia: Witojcie:)
  • awatar mój jest ten kawałek: dzień dobry. czuję się jak na jamajce taki słoneczny
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Jak przeżyć polskie wesele - część 2

Polska kojarzona jest czasem z kulturą picia wódki, tak jak Anglia kojarzona jest z kulturą picia piwa. Mówiąc bardziej dokładnie, w Polsce mamy do czynienia z kulturą łykania, a w Anglii z kulturą sączenia - zwierza się Jamie Stokes w felietonie z cyklu "Okiem Angola".

Na szczęście miałem na sobie luźne spodnie. Na szczęście nie miałem nic ważnego do zrobienia przez cały następny tydzień, bo właśnie tyle czasu potrzebowałem, by móc na nowo zyskać jasność widzenia i stać bez pomocy. Całe doświadczenie było jednak niezmiernie przyjemne i pozwoliło mi zrozumieć, dlaczego tak niewiele dzieje się w Polsce podczas letnich miesięcy – wszyscy są wyczerpani po weselach.

Znajomy ostrzegł mnie, że będzie dużo jedzenia. Ostrzegł mnie nawet, abym nie próbował jeść wszystkiego, co zostanie przede mną położone, w przeciwnym razie może się to skończyć angloksz-tałtną eksplozją. Po godzinie trwania imprezy opadłem na krzesło, pokonawszy z wysiłkiem rosół, sporą ilość porcji przeróżnych mięs, talerz ziemniaków z kotletem i kilka kawałków pysznych ciast, które hojnie rozłożono wzdłuż całego stołu. „Cholera!” – pomyślałem. „To faktycznie było dużo jedzenia!” Jednocześnie poczułem duże zadowolenie z samego siebie, bo - mimo wszystko - dałem temu radę!

Kiedy godzinę później podano drugą kolację, założyłem, że musiała zajść jakaś pomyłka. Uśmiechnąłem się grzecznie do kelnerki i wyjaśniłem jej, że zapewne pomyliła stoliki, ponieważ przy naszym dopiero co zjedliśmy tyle, że wystarczyłoby to niedźwiedziowi na przetrwanie umiarkowanie mroźnej zimy. Pod nosami mych sąsiadów ze stolika pojawiły się złośliwe uśmieszki. Wtedy zdałem sobie sprawę, że chyba nie doceniłem weselnego wyzwania. Kilka godzin później, kiedy odstawiałem czwarty, opróżniony talerz, czułem, że jestem pokonanym i w dodatku znacznie zaokrąglonym człowiekiem. Wtedy ktoś wwiózł na salę całego upieczonego świniaka.

Wódka jest dość istotnym elementem każdego polskiego wesela, w podobnym sensie, jak powietrze jest dość istotnym elementem oddychania
Plany dotyczące jej zakupu zaczynają się na długo przed innymi, mniej ważnymi ustaleniami, takimi jak z kim będziemy się pobierać na przykład. Polska kojarzona jest czasem z kulturą picia wódki, tak jak Anglia kojarzona jest z kulturą picia piwa. Mówiąc bardziej dokładnie, w Polsce mamy do czynienia z kulturą łykania, a w Anglii – kulturą sączenia. Anglicy lubią duże napoje ze stosunkowo niewielką zawartością alkoholu, które mogą sączyć bez końca. Polacy lubią małe napoje z dużą zawartością alkoholu, które mogą wspólnie łykać w nieregularnych odstępach czasu. Francuzi, którzy reprezentują kulturę picia wina, mają upodobania znajdujące się gdzieś pomiędzy tymi dwoma ekstremami, dlatego sporo czasu mogą poświęcać na rozmowy o samym piciu. Nie jest łatwo przystosować się do kultury picia wódki.

Widziałem jednego swego rodaka zmuszonego przyzwyczajeniem do popijania piwa pomiędzy rundami wódki i widziałem koniec tej zabawy będący dość nieprzyjemną i mętnie pamiętaną katastrofą. Jednym z zagrożeń wynikających z bycia obcokrajowcem na polskim weselu jest to, że każda osoba znajdująca się na sali chce się z tobą napić. Moje językowe umiejętności były jeszcze wtedy ograniczone, w przeciwieństwie do teraz, kiedy są jedynie kiepskie. Zamiast więc zabawiać się z innymi gośćmi rozmową,zabawialiśmy się serią prostych, jednosłownych toastów. To była długa, bardzo długa seria. Zaczynało się zwykle toastem za Polskę, potem Anglię, wesela, samą wódkę, a kończyło na toastach za przeróżne inne przedmioty, których nazwy znajdowały się akurat w moim ograniczonym słowniku. Jestem prawie pewien, że w którymś momencie zapropono-
wałem toast za zasłony i kapcie, ponieważ akurat dzień wcześniej nauczyłem się tych właśnie słów.

Bardzo ważną rzeczą jest także taniec; to kobieca wódka.Taniec na polskim weselu przypomina trening komandosów: jest bezlitosny i trwa aż do momentu, w którym nabierasz przekonania, że za chwilę skonasz. Anglicy pojmują taniec jako coś, co zdarza ci się robić w ciemnym pokoju po spożyciu zbyt dużej ilości alkoholu. Taniec Anglika nie różni się tak bardzo od objawów epilepsji; powoduje go brak chemicznej równowagi w mózgu i jego rezultatem mogą być przeróżne obrażenia występujące u tych, którzy znajdują się najbliżej tancerza. Kiedy moja żona pierwszy raz zobaczyła mnie tańczącego,wsadziła mi skórzany pasek między zęby i wezwała pogotowie. Polski weselny taniec odbywa się w parach, w pełnej światła sali i nie zawiera prawie żadnych elementów grania na powietrznej gitarze. Gdybym nie był tak przejedzony, że po godzinie 11 nie mogłem się już dźwignąć z krzesła, z pewnością zakończyłbym ten wieczór w szpitalu.

Pamiętam także sporo śpiewania. Piosenkę „Sto lat” słyszałem ze sto razy. Było też chyba z tuzin innych hałaśliwych piosenek, do których śpiewania postanowiłem się dołączyć, mimo, że nie znałem ani słowa i od czasu do czasu robiłem z siebie głupka, włączając się do partii kobiecych. Nikt nie wydawał się mieć nic przeciwko.

Gospodarze byli najbardziej podekscytowani tym, że mogłem zobaczyć weselne, pijackie zabawy odbywające się pod koniec całej imprezy. Niestety były to takie same zabawy, które widziałem już na wielu angielskich weselach i one akurat okazały się jedyną rzeczą w całej tej polskiej weselnej przygodzie, która nie była dla mnie ogromnie miłą niespodzianką.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski
  • awatar Alter_Ego: Super. Poproszę o jeszcze.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 


Podczas groźnego pożaru domu 47-latka wyprowadziła
z budynku swoje cztery ukochane psy. Zapomniała jednak o swoim 11-letnim wnuczku, który spał na piętrze - czytamy na internetowej stronie dziennika "Daily Mail".

Mandy Hands uratowała swoje ulubione zwierzęta i swojego syna, ale w palącym się budynku zostawiła swojego wnuczka Curtisa. Szczęśliwie chłopca znaleźli strażacy i wynieśli go z ognia.

Babcia przyznała, że była tak spanikowana, że zapomniała o wnuczku. - Nie mogę pogodzić się z tym, że zostawiłam go w łóżku - powiedziała.


Cała rodzina trafiła do szpitala, ale ich życiu nic nie zagraża.

wp pl
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

W środę do Polski dotrze fala tropikalnego powietrza znad Sahary. Przez pięć kolejnych dni termometry w całym kraju pokażą co najmniej 30 stopni Celsjusza - w cieniu. Wieczorami możemy spodziewać się gwałtownych burz.

W środę w większości kraju termometry będą pokazywać 30 stopni Celsjusza w cieniu. Taka pogoda utrzyma się do soboty. Miejscami upał będzie jeszcze większy, do nawet 35-36 stopni na wschodzie kraju. Prawie każdy dzień będzie kończył się lokalnymi krótkimi burzami - prognozuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Specjaliści nie potrafią jednak powiedzieć, czy burze z opadami deszczu mogą spowodować znaczące podniesienie się poziomu wód w rzekach.

Szef IMGW Mieczysław Ostojski ostrzega, że będą występowały burze z silnym porywistym wiatrem do 90 km/h. Mogą wystąpić opady też lokalnie opady gradu.

wp pl
  • awatar Alter_Ego: Ciepło - tak. Grad - nieeeee!!!
  • awatar Zenia&Emilia: Skoro mają być taaakie upały to i burzę przeżyję, a nawet bede dziękować Bogu(?) za nią... ale przegięcie bedzie,ludzie w strojach kąpielowych beda latać po mieście :P
  • awatar mój jest ten kawałek: już zaczynam płakać nie lubię słońca, wiem wiem możecie mnie powiesić chce chłodu.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

Już od piątku - Dni Morza

Rejsy po Odrze, poszukiwanie skarbów, nurkowanie przy rafie koralowej, przejażdżka pociągiem z najsłynniejszym polskim parowozem - to tylko część atrakcji największej tegorocznej imprezy plenerowej w Szczecinie.

Żaglowiec Fryderyk Chopin. W sobotę o godz. 22 na jego pokładzie utwory Chopina zagra m.in. Leszek Możdżer

Dni Morza - Sail Szczecin będą rekordowe pod względem ilości żaglowców i innych statków, które będą zabierać chętnych w rejsy po Odrze. Pokłady dla szczecinian i turystów otwiera aż 11 jednostek
m.in. znana z regat The Tall Ships Races "Joanna Saturna".

Na wycieczkowe rejsy wyruszy też lodołamacz "Kuna"
Bilety kosztują 20 zł (10 zł dla dzieci). Do rozpoczęcia Dni Morza można je kupić w Miejskim Zakładzie Obsługi Gospodarczej, ul. Czesława 9, a w czasie imprezy przy każdej z jednostek, które będą organizować rejsy.

Sporą atrakcję przygotuje wydawca magazynu "Nurkowanie". Na Łasztowni w rejonie Nabrzeża Starówka stanie basen o wymiarach 9 na 4m,głęboki na 1,4 m. Na jego dnie znajdzie się sztuczna rafa koralowa z kolorowymi rybkami i roślinami. Każdy chętny dostanie profesjonalny sprzęt i pod opieką instruktorów będzie mógł zanurkować.

Będzie też coś dla miłośników kolejnictwa. Do Szczecina przyjedzie najsłynniejszy polski parowóz Pm36-2 zwany "Piękną Heleną", z wagonami w historycznym, oliwkowym kolorze. Lokomotywę będzie można zobaczyć w sobotę od 12.30 na nabrzeżu Bułgarskim na Łasztowni. O 13.15 pociąg wyruszy na wycieczkę wokół Śródodrza. Bilety - do kupienia na miejscu w cenie 10 zł (dzieci do lat 4 mogą jechać bezpłatnie).

W programie imprezy są też liczne koncerty (w piątek zagra zespół Hey), jarmarki, regaty, loty balonem, pokazy taneczne, warsztaty...

Szczegółowy program znajdziecie na www.szczecin.gazeta.pl  w piątek.
 

nortus
 

Zamek. Co to jest? Siatka na butelki!


Drewniane słupy, a na nich rozpięta stalowa sieć. Taka konstrukcja stanęła przed oczami tych, którzy chcą popatrzeć na panoramę portu z zamkowego tarasu


Stojąc przy armatach, nie da się już zrobić pamiątkowego zdjęcia. W kadrze znajdzie się przynajmniej część drutów z siatki,która rozpięta została na kilku wysokich na parę metrów palach. Wbite zostały zaraz przy murze okalającym zamkowy taras.

- To wygląda jak niekompletna zapora dla desperatów, którzy chcieliby skoczyć z tarasu i się zabić - dziwi się spotkany przez nas o poranku spacerowicz.


Kierownik budowy stojącej u podnóża zamkowej skarpy kamienicy, bez oporów przyznaje, że siatka to jego pomysł i wykonanie.
- Nie jest przez nią pięknie, ale nie mam wyjścia

Kierownik budowy tłumaczy, że siatka to zapora mająca utrudnić rzucanie butelkami z tarasu w kamienicę, którą buduje.

- A były takie przypadki? - pytam.

- Proszę pana, społeczeństwo jest obłędne - stwierdza krótko Szulc i wyjaśnia, co się dzieje przy zamku.

Zaczęło się jakieś dwa miesiące temu. Późnym wieczorem miejsce przy zamkowych armatach upodoba-
ła sobie grupka okolicznych typów z mrocznych bram. Pili piwo. Było w miarę spokojnie do czasu, gdy ktoś dla zabawy rzucił butelką w ścianę kamienicy,której ostatnie piętro jest na poziomie tarasu. Trafił, szkło pękło, był huk. To się najwyraźniej spodobało, bo kolejne libacje miały taki sam finał.

- Zaczęliśmy wzywać policję, już straciłem rachubę
z kilkanaście razy - mówi Szulc. - Raz nawet capnęli jakąś grupę. Przyszli z całym plecakiem butelek. Ponoć poszły jakieś sprawy do sądu grodzkiego. Tyle że to nic nie pomogło!

Dwa tygodnie temu kierownik budowy postawił siatkę. Drewniane słupy zostały solidnie zabetonowane w podłożu.

- Działka inwestora sięga do muru tarasu, więc wszystko jest legalnie - twierdzi kierownik. - I co ważne - od tego czasu już nie ma rzucania butelkami.

Idę do oddalonego o 200 metrów biura Wojewódz-
kiego Konserwatora Zabytków, które sprawuje pieczę na tym terenem. Pokazuję zdjęcia.

- Ręce opadają - mówi Ewa Stanecka, wojewódzki konserwator zabytków. - To niedopuszczalne. Nie można bez naszej zgody stawiać takich konstrukcji w tym miejscu. Zajmiemy się sprawą.

Ale kierownik budowy nie zamierza odpuścić.

- Jak ktoś mi zagwarantuje, że w nocy będzie na tarasie spokój, to następnego dnia siatki nie będzie - zapewnia Szulc.

Taras to teren zamku. Co na to ta instytucja? Dyrektor Wioleta Anders nie odbierała wczoraj telefonów.

Budowlańcy zapowiadają, że jeśli nic się nie zmieni, siatka zniknie najwcześniej za półtora miesiąca. Wtedy skończy się budowa i latające butelki będą już problemem właściciela budynku (wróci do Szczecina dopiero za 10 dni), a nie firmy budowlanej.

- Butelki robią w elewacji dziury, a elewacja jest taka, że nie da się załatać tylko fragmentu, bo łata będzie się wyróżniać - mówi Szulc. - Trzeba więc robić na nowo całą elewację. Inwestor za tę dodatkową pracę mi nie zapłaci.

Dziś w tej sprawie głos ma zabrać szczecińska policja.

gw

mamy nową zabawę w mieście, ups, w wiosce z tramwajami. to może odważni zaczną rzucać w posterunki policji butelkami - ciekawe czy też będą bezradni?
  • awatar krzyslav: Podziwiam determinacje i pomysłowość Kierownika budowy. Na jego miejscu rachunek za naprawianie elewacji wysłałbymi Policji a za siatkę przeciwbutelkową - Pani Konserwator Zabytków.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Ogromny wycieczkowiec w Szczecinie
Wielki potwór wpłynął do centrum miasta


Ma długość dwóch boisk do piłki nożnej. Bierze na pokład ponad 1,2 tysiąca osób. Jest niezwykle luksusowy, a rejs kosztuje majątek. Właśnie taki potwór zacumował przy Wałach Chrobrego w Szczecinie. Wycieczkowiec ma specyficzną budowę i dlatego mógł wpłynąć do samego centrum miasta.

M/v "Braemar" ma 195 metrów długości, należy do norweskiej kompanii z siedzibą w Wielkiej Brytanii, a pływa pod banderą Wysp Bahama. Dzięki stosunkowo niedużemu zanurzeniu (5,8 metra), mógł stanąć przy nabrzeżu Wałów Chrobrego w centrum
miasta. To rzadkość wśród dużych wycieczkowców, które z reguły cumują za Wyspą Grodzką przy Nabrzeżu Polskim.

Do Szczecina statek, który odbywa 16-dniowy rejs po Bałtyku, przypłynął z St. Petersburga. Wielkie wycieczkowce zawijają regularnie do Szczecina dopiero od pięciu lat. W tym roku przypłyną do miasta 13 razy.

"Każda wizyta takiego statku przynosi wymierne zyski miastu, nie tylko ze względów promocyjnych" - powiedział Włoch. Wyjaśnił, że porty do których wielkie wycieczkowce zawijają znacznie częściej (np. Rostock, Kopenhaga, Oslo) zbadały, że podczas jednodniowego pobytu w mieście pasażer takiego statku wydaje średnio 45 euro. Załogant pozostawia 40 euro. Dochodzą do tego opłaty za wycieczki - ok. 30 euro od osoby.

Z Braemar wyjechało dziewięć autokarów na wycieczki po mieście i okolicach. Zarabia również port przyjmujący jednostkę.

Kolejne dwa wycieczkowce Black Watch i Delphin Voyager przypłyną do Szczecina 11 czerwca.

dgp


i to podobno pisał szczecinianin? Gdzie on widział w centrum miasta port, ba, do którego wpływają wielkie potwory.
Proponuję spojrzeć na mapę wpierw
 

nortus
 

W Polsce było dwóch mężów stanu, a teraz został już tylko jeden - takie zapewnienie z ust śląskich naukowców, ekonomistów i ludzi kultury usłyszał Jarosław Kaczyński.

"Brat był mężem stanu, ja się będę starał" - odpowiedział prezes PiS i kandydat tej partii na prezydenta.

dgp


ale dowcip roku to będzie.
mały mąż = mężulek stanu - :D :D :D
Pokaż wszystkie (13) ›
 

nortus
 

W Sztokholmie znaleziono dwa opowiadania science-fiction napisane przez Stiega Larssona - poinformowała Szwedzka Biblioteka Narodowa.

Zmarły w 2004 roku dziennikarz jest autorem trylogii "Millenium", która cieszy się niebywałą popularnością na całym świecie.


Larsson napisał opowiadania, zatytułowane "Kryształowe Kule" i "Muchy", gdy miał 17 lat. Wysłał je do magazynu "Jules Verne" z nadzieją, że zostaną opublikowane, ale redakcja odrzuciła opowiadania.

- Archiwa magazynu zostały przekazane Bibliotece w 2007 roku - powiedział rzecznik placówki Hakan Farje - W liście do gazety Larsson napisał, że "jest 17-letnim chłopakiem z Umei, który marzy o tym, żeby zostać pisarzem i dziennikarzem", a opowiadanie nazwał swoimi pierwszymi próbami pisarskimi - dodał.


Larsson nie doczekał sukcesu swojej trylogii kryminalnej "Millenium", która sprzedała się na całym świecie w ponad 20 mln egzemplarzy. Pisarz zmarł na zawał serca w wieku 50 lat, rok przed opublikowaniem w Szwecji książki "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - pierwszej części trylogii.

Larsson początkowo planował napisać 10 książek w serii "Millenium", w chwili śmierci czwarta część przygód hakerki Lisbeth Salander i dziennikarza Mikaela Blomkvista była ukończona mniej więcej w połowie. Nie została ona jednak opublikowana z powodu toczącej się batalii o prawa do utworów pomiędzy ojcem i bratem pisarza a jego długotrwałą partnerką, Evą Gabrielsson.

Farje powiedział, że spadkobiercy Larssona będą musieli zdecydować, czy jego wczesne opowiadania zostaną opublikowane. Nie wiadomo jeszcze, czy czytelnicy będą mieli dostęp do prac w bibliotece


Źródło: Tokfm.pl   dgp
 

nortus
 

Masz zaburzenia erekcji?

Nie zwlekaj. W 95% przypadków można je wyleczyć!

Sprawność seksualna jest barometrem zdrowia mężczyzny, jej zaburzenia mogą być pierwszym objawem poważnych chorób - mówili uczestnicy konferencji zorganizowanej w związku z ogólnoeuro-pejską kampanią pod hasłem "Nie szukaj wymówek, porozmawiaj z lekarzem".


Często zaczyna się od innej choroby

Najczęściej zaburzenia erekcji to pierwszy objaw poważnych schorzeń, na przykład cukrzycy, nadciśnienia, miażdżycy, chorób neurologicznych. Mogą o kilka lat wyprzedzić zawał. Leczenie choroby podstawowej może przywrócić sprawność seksualną - mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, konsultant krajowy w dziedzinie seksuologii. Tymczasem - jak dodał - zaburzenia erekcji (ED) często nie są traktowane poważnie lub uważa się je za normalne dla średniego i starszego wieku. Mężczyźni niechętnie mówią o tych zaburzeniach, bo wiążą się ze sferą emocjonalną i poczuciem własnej wartości.

Stres czy problemy emocjonalne są przyczyną problemów z erekcją tylko w około 20%przypadków - uważa dr Andrzej Depko, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. Według niego, problemy z erekcją dotyczą na całym świecie około 189 milionów mężczyzn,w Polsce-około 2,6 miliona. 40% mężczyzn po 40. roku życia ma zaburzenia erekcji - jednak w 95% przypadków można je skutecznie leczyć.

Pigułka problemu nie rozwiąże

Jak zauważył dr Depko, zaburzenia erekcji nie są traktowane jako problem zdrowotny. Podczas gdy kobieta może się zgłosić do ginekologa bez skierowania, przyjęcia do urologa są limitowane, a do seksuologa nie zostały objęte koszykiem świadczeń. Także leki stosowane w zaburzeniach erekcji nie są refundowane, choć problemy w życiu seksualnym nie pozostają bez wpływu na zachowania społeczne. - Nie dbając o zdrowie, skazujemy się na problemy z erekcją - dodał dr Depko.

Według niego, mężczyźni nie mają nawyku dbania o zdrowie i zwykle uważają, że problem rozwiąże taka, czy inna pigułka, na przykład kupiona w internecie. Jak mówił, czasem kupują leki fałszowane gipsem czy glukozą. - Bywa też gorzej, trafiają się uzależniające podróbki, które zawierają narkotyki - alarmował.

Nie szukaj wymówek, porozmawiaj z lekarzem

Jak wykazały badania, opublikowane w zeszłym roku na łamach "Przeglądu Urologicznego" mężczyzna mający problemy z erekcją zwleka około dwóch lat, zanim zdecyduje się poszukać pomocy lekarskiej.

Wspierana przez Polskie Towarzystwo Urologiczne oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej kampania "Nie szukaj wymówek, porozmawiaj z lekarzem", której pomysłodawcą jest firma Eli Lilly opiera się na kampanii reklamowej (reklama telewizyjna w 14 krajach Europy), stronie internetowej i działaniach edukacyjnych w poradniach i placówkach specjalistycznych. Na stronie www.porozmawiajzlekarzem.pl można uzyskać informacje o zaburzeniach, a także wydrukować broszurkę z poradami dostosowanymi do objawów własnych czy - w przypadku kobiet - problemów partnera. Na stronie jest także wyszukiwarka, pozwalająca znaleźć najbliższy gabinet lekarski, aby zapewnić swobodę wyboru.

łopina, PAP - Nauka w Polsce
gw


tak, tak, panowie. nie oszukujmy się - jeśli masz jakiś problem z seksem idź do lekarza. nie oszukuj siebie.
  • awatar Anukett: coś jest na rzeczy , ostatnio oglądałam program poświęcony temu tematowi w "Galileo" zafascynował mnie chłopak pokazujący ćwiczenie - podnosił penisem ręcznik przewieszony przez niego :)hmmm
  • awatar KALIPSO: CO TAK KIEPSKO Z TYMI FACETAMI ??????????
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @KALIPSO: ktoś ich wykończył. jak myślisz kto taki? :D
Pokaż wszystkie (5) ›