Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 6 czerwca 2010

Liczba wpisów: 13

nortus
 
Pokaż wszystkie (11) ›
 

nortus
 
  • awatar amator.fotografii: się nie obijamy ja ciężko pracuje a efekt zobaczysz hmm jak skończę czyli nie wiem kiedy:D ale wiem że czeka mnie dużooooo pracy ale chyba warto:)
  • awatar Alter_Ego: Mrrr... Witaj Xylia.
  • awatar Stixi: Prorok jakis czy co? :D To prawda przyznajemy sie ale za to wczoraj pracowalismy w pocie czola...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Krążąc po parku Kownasa odkryłem prehistoryczną kamienną (?) bramę - wrota do magicznej krainy śpiewem i kolorem płynącej.

Na jednym ze zdjęć widać surowiec kamienny :D z którego powstała brama - Wrota Kultury.

Tam, gdzie takie odgłosy dochodzą z podziemi

 

nortus
 

Grzywną w wysokości 1000 euro została ukarana turystka na plaży w Jesolo koło Wenecji za to, że od wędrownego sprzedawcy kupiła za 7 euro podrobioną torebkę z metką znanej firmy.

To kolejny nagłośniony we Włoszech przykład walki z plagą handlu podróbkami.

Pechowa turystka jest Austriaczką, straż miejska przyłapała ją na gorącym uczynku w chwili, gdy kupowała torebkę.

Od kilku dni w obleganym przez cudzoziemców z wielu krajów Jesolo obowiązują surowe przepisy o walce z handlem nielegalnym towarem. Aby walka ta była jeszcze bardziej skuteczna, podobnie jak wcześniej w innych włoskich miastach,postanowiono karać nie tylko handlarzy, ale również ich klientów.

Wszystkie włoskie plaże są latem opanowane przez wędrownych sprzedawców,przede wszystkim imigrantów
z Trzeciego Świata, oferujących podrobione artykuły znanych firm; na przykład okulary przeciwsłoneczne i torebki oraz płyty CD.

- Trzeba walczyć z tym zjawiskiem, bo wkrótce będzie to nie do zniesienia -powiedział burmistrz Jesolo Francesco Calzavara.Podkreślił, że każdego dnia napływają do niego skargi od turystów. Powiedział, że jedna z kobiet zadała sobie trud i policzyła,że kiedy opalała się na plaży, podeszło do niej aż 48 handlarzy. Tego lata nie będzie u nas żadnej tolerancji wobec tego, co się dzieje - zapowiedziały władze popularnego nadmorskiego kurortu.

W poprzednich latach w niektórych miastach Włoch wprowadzono rekordowe kary dla klientów,kupujących
podróbki. W Rzymie niektórzy turyści, w tym - jak informowała prasa - kilkoro Polaków, otrzymało grzywny w wysokości 3333 euro.

gw


Snobizm kosztuje. Po co się pchać z podróbami - przecież ot wstyd z czym takim pokazać się na mieście skoro i tak wszyscy wiedzą, że cie nie stać na oryginał a łazi to to później i si.ę chwali podróbami.
  • awatar W spodniach czy w su: no bywa:)
  • awatar catalana: w hiszpanii to samo-wszedzie na chodnikach pelno GUCCI, LV, CHANEL, i od tego reku kupowanie na ulicy bedzie slono karane...taniej juz wyniesie kupienie oryginalu.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 


Warszawski skyline należy dziś do jednych z najbardziej imponujących w tej części Europy.

Przedstawiamy wam 10 najwyższych wieżowców Warszawy, szeregując je według wysokości całkowitej.

Przegląd rozpoczyna Pałac Kultury i Nauki, który wciąż jest najwyższym budynkiem w Polsce.

Który z wieżowców lubisz najbardziej?

Na zdjęciu od lewej: Hotel Marriott, Skylight (Złote Tarasy), InterContinental, Warsaw Financial Center, Rondo 1, Budynek TP SA




bryla/gw



cóz, nie powiedziałbym że Warszawa ma piękne skyline - jak to uwielbiamy mówić z obca, jakby naszych wyrazów nie było.
Choćby przedwojenne niebotyki

Stolica-pnie-sie-do-nieba--Warszawski-skyline-nalezy.jpg




Palac-Kultury-i-Nauki-to-wciaz-najwyzszy-budynek-w.jpg
  • awatar ByMy.....: 4 od góry REWELACJA ;]
  • awatar Alter_Ego: PEKIN - zdecydowanie - socrealizm jest niesamowity. Uwielbiam starą, "komunistyczną" część Nowej Huty, nowoczesne osiedla niech się przy tym schowają.
  • awatar jamnick: Mam lęk wysokości i ciężko mi patrzeć na wieżowce a co dopiero mówić o ich lubieniu. Szanuję twórców i wszystkich, którzy przyczynili się do powstania ich, ale...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Wracając spotkałem świetnego psiaka (z ładniutką wyprowadzającą go panienką :D ) - jest to Grzywacz

Grzywacz chiński - jedna z ras psów należąca do grupy psów do towarzystwa, w sekcji psów nagich.

W Szczecinie podobno są tylko takie dwa, hmmm jeden jest moim sąsiadem z osiedla.

Fajna psina
  • awatar Nortus & Potworna spółka: i jeśli dobrze usłyszałem to pies wabi się .... Monte Christo [ale fajnie wygląda]
  • awatar Zenia&Emilia: pies fajny, ale te kozaczki w taki skwar-przegięcie :P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Zenia&Emilia: @Myosotis Arvensis: wiecie co, to tylko kobitka mogła zwrócić uwagę, że dziewczyna ma kozaczki. Ja owszem widziałem białe buty, jak buty. A Wy proszę - jakie bystrzaki :D
Pokaż wszystkie (12) ›
 

nortus
 

Linie lotnicze robią konkurencję kolejom na trasach krajowych

W Hiszpanii 40% klientów lotnisk, to pasażerowie lotów krajowych, w Norwegii - aż 65%. W Polsce są wciąż nikłym odsetkiem. LOT liczy, że uda mu się to zmienić. Od jesieni jego samoloty będą łączyć lotniska regionalne z pominięciem Warszawy


W Hiszpanii 40 proc. klientów lotnisk, to pasażerowie lotów krajowych, w Norwegii - aż 65%. W Polsce są wciąż nikłym odsetkiem. LOT liczy, że uda mu się to zmienić.

- Pomysł rozbudowy regionalnej siatki połączeń to sposób na szybkie wzmocnienie obecności LOT w Polsce - mówi "Gazecie" prezes LOT Sebastian Mikosz. - Dziś to jeden z dwóch najbardziej strategicznych projektów LOT. Chcemy pokazać, że jest środek komunikacji, który pozwala dotrzeć w 1 godz. 15 min. np. z Gdańska do Krakowa czy Katowic.Chcemy,by pasażerowie nie musieli wreszcie
latać np. z Rzeszowa do Szczecina przez inne porty- dodaje. Na razie zdarza się, że mieszkańcy Rzeszowa do Szczecina latają nawet przez Berlin (wszystko zależy od ceny połączenia).

W dużej części Europy latanie wewnątrz państw jest powszechne. W Norwegii zarówno kształt kraju, jak i górzysta powierzchnia powodują, że samolot jest często jedynym sensownym środkiem transportu. W 2009 r. według statystyk Avinor - państwowej spółki zarządzającej 46 lotniskami - norweskie lotniska obsłużyły 37,9 mln pasażerów. Aż 24,7 mln z nich w ruchu krajowym. [ a dodam że tam jest 4,7 miliona ludzi mieszka tylko ]


Według statystyk Urzędu Lotnictwa Cywilnego w 2003 r. z połączeń lotniczych między polskimi miastami skorzystało niecałe 833 tys. pasażerów. W zeszłym roku takich pasażerów było 866 tys. W tym samym czasie liczba wszystkich pasażerów obsłużonych przez polskie lotniska wzrosła z 7,1 mln do 18,9 mln.

- Niechęć Polaków do latania wewnątrz kraju to skutek braku oferty i konkurencji, a co za tym idzie - wysokich cen biletów - uważa Katarzyna Krasnodębska, rzeczniczka ULC.

Może jednak na rynku wreszcie coś się zmieni? - Wstępnie udało się nam przekonać LOT, by zdecydował się na otwarcie bezpośrednich połączeń między naszymi lotniskami. Na wszelki wypadek toczę jednak wstępne rozmowy z zagranicznymi przewoźnikami - mówi Jan Pamuła, szef lotniska w podkrakowskich Balicach, który jest zarazem prezesem Związku Regionalnych Portów Lotniczych, ale nie chce zdradzać szczegółów.

Pamuła przygotował wstępne szacunki, która pokazują, jakie trasy miałyby szanse opłacalności w Polsce. Kraków powinien mieć więc bezpośrednie połączenia z Gdańskiem, Poznaniem i ze Szczecinem
później z Bydgoszczą. Rzeszów miałby szansę na loty do Szczecina,a Wrocław do Warszawy i Gdańska.
- Taką siatkę mogłyby obsługiwać dwa, trzy samoloty - dodaje Pamuła.

- Chcemy, by już w siatce zimowej pojawiły się pierwsze bezpośrednie krajowe loty omijające Warszawę -potwierdza Sebastian Mikosz. - Niedawno spotkałem się z prezesem portu we Wrocławiu. Rozmawiamy już o konkretnej siatce połączeń. Rozmawiam też z prezesami portów w Poznaniu i Krakowie - dodaje.

Na polskim rynku obecna jest jeszcze tylko jedna firma, która oferuje loty regionalne - Jet Air. Lata z Krakowa do Gdańska i Poznania, z Rzeszowa do Gdańska oraz z Warszawy do Gdańska, Zielonej Góry i Drezna. - Na razie naszym najlepszym połączeniem jest Kraków - Gdańsk. Niemal każdy lot przynosi nam dochody - mówi Ireneusz Dylczak z Jet Air.

Według Dylczaka Polaków trudno jednak przekonać do latania. Nawet przedsiębiorcy uważają, że samochodem lub pociągiem będzie im wygodniej dotrzeć na spotkanie. - Nie zwracają uwagi, że dzięki samolotowi oszczędzają często cały dzień.

Plany LOT Dylczak ocenia jednoznacznie: - Powinni wejść z nami we współpracę. Inaczej ich plany mogą się skończyć źle zarówno dla nas, jak i dla nich. Polski wewnętrzny rynek lotniczy wciąż nie jest na tyle duży, by mogła na nim funkcjonować normalna konkurencja.

Jet Air lata samolotami mieszczącymi 18pasażerów; LOT będzie musiał zapełniać maszyny co najmniej 40-osobowe.

Prezes Mikosz jest jednak dobrej myśli. - Jeśli ludzie się bogacą, to więcej jeżdżą. Polska się bogaci, więc połączenia regionalne mają przed sobą przyszłość - mówi Mikosz.

Cztery lata temu Kraków miał już bezpośrednie połączenie z Gdańskiem obsługiwane przez przewoźnika Direct Fly. Połączenie przetrwało jednak zaledwie cztery miesiące. - Latali tylko raz dziennie. Skazywało to klientów na nocleg i podniesienie kosztów podróży - ocenia Dylczak. - Dlatego my latamy rano i wieczorem.

Kolejarze nie boją się ofensywy LOT. - Oczywiście pewną grupę klientów samoloty mogą zyskać. Ale chyba w żadnym kraju transport lotniczy nie spowodował, że kolej zaczęła tracić pasażerów - mówi Michał Wrzosek, rzecznik PKP SA. - Samoloty nie są w stanie przewieźć tylu pasażerów co pociągi. Podróż pociągiem, chociaż dłuższa, jest dużo bardziej komfortowa - argumentuje.



gw

Oczywiście samolotem jest drożej, ale dużo szybciej. Chętnie bym wpadł do Krakowa czy Rzeszowa ale jak mam jechać 12 godzin to bardzo dziękuję. Chętnie zapłacę więcej niż za kolej byleby nie jechać pół doby - jakby Polska była wielkości Ameryki.
Pomysł, żeby wszystkie loty krajowe były przez Warszawę był chory i poroniony - pomijając koszty podróż do Rzeszowa teraz i tak trwa około 8 godzin- większość czekania na przesiadkę w stolicy

No i ważne jakie będą ceny biletów - nie muszą być kilkaset złotowe skoro promocyjnie LOTowi opłacało się latać do Warszawy za 200 zł - a bilet kolejowy kosztuje 110 zł - nie mówię o bydlęcych wagonach TLK.

Dzisiaj samolot Kraków-Gdańsk-Kraków kosztuje ok. 500 - 600 zł. Kolej IC kosztuje ok. 260 zł (TLK 140zł ale jedzie 11 godzin).
  • awatar amator.fotografii: jak by latali w lini prostej to bilety były by tańsze:P
  • awatar po stokroc...: Przypomniala mi sie historia,ktora miala miejsce 2 miesiace temu.Wracalam z Tarnowa do Warszawy.Pociag pospieszny(i co z tego skoro jechal 8 godzin)czysto,miejscowka wykupiona.Do przedzialu wsiada kobieta z dzieckiem.Po godzinie jazdy wyjmuje nocnik,stawia na podlodze i dziecko robi kupe-w przedziale.Ok,wszystko rozumiem ale dziecko ok piecioletnie wiec mogla wyjsc z nim do toalety.Jak to skwitowal jeden z wspolpasazerow-"g...o to g..o i zawsze bedzie smierdzialo jak g...o". W samolocie taka sytuacja nie mialaby racji bytu:)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @malakasia: o rany :(
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Wielopoziomowy parking to zazwyczaj bezduszna szafa na samochody, wszystkie takie miejsca są podobne do siebie i raczej nie goszczą na łamach prasy architektonicznej.

Ale parking 1111 Lincoln Road w Miami, projektu szwajcarskiego tandemu Herzog & de Meuron, to istna rewolucja w tym temacie.

Autorzy Stadionu Olimpijskiego w Pekinie stworzyli nowy typ parkingu - przekładaniec różnych funkcji!


Z daleka parking 1111 Lincoln Road wygląda jak ekstrawaganckie muzeum sztuki nowoczesnej albo jakaś nieukończona budowla. Z jednej strony prezentuje surową betonową konstrukcję,z rzeźbiars
kimi, agresywnymi w formie podporami, z drugiej pokazuje cienkie i delikatne płyty kolejnych pięter. Razem tworzą one przedziwną konstrukcję, która w żaden sposób nie przypomina zwykłego parkingu.


No bo jak wytłumaczyć fakt, że niektóre poziomy mają niezwykle wysoko sufit,inne znów nisko,
czasami występują też półpiętra. Ktoś powie, że to nieekonomiczne i nieuzasadnione funkcjonalnie. Być może, ale parking w Miami to coś więcej, niż miejsce na pozostawienie czterech kółek.

Jego właściciel i deweloper Robert Wennett zapragnął zbudować coś niezwykłego. Jak sam mówi o sobie, przez 20 lat stawiał tylko projekty stricte komercyjne, w końcu postanowił wybudować coś, co będzie jego dziedzictwem, śladem bardziej trwałym niż kolejne centrum handlowe.Do dyspozycji
miał działkę na końcu Lincoln Road, jednej z nielicznych ulic w Miami, gdzie można chodzić pieszo! Ten modny deptak słynie z najlepszych sklepów, barów, tutaj można też podziwiać historyczne budynki w stylu Art deco. Działka znajdowała się na styku dwóch światów - zmotoryzo-
wanej metropolii porozcinanej przez wielopasmowe arterie i kawałka normalnego miasta dla ludzi. Deweloper postanowił stworzyć bramę do tego drugiego, miejsce, gdzie zostawia się auto i przestawia na nogi, co w amerykańskich miasta jest naprawdę rzadkie.

Długo szukał odpowiednich architektów do realizacji swych zamierzeń, w końcu padło na szwajcarskie biuro Herzog & de Meuron, jego założyciele to jedni z ostatnich starchitektów, którzy wciąż jeszcze potrafią zaskakiwać i nie stracili artystycznej wiarygodności. Autorzy "ptasiego gniazda", czyli Olimpijskiego Stadionu w Pekinie czy Tate Modern, przebudowanej na muzeum dawnej elektrowni Bankside w Londynie postanowili jak zwykle pójść pod prąd.

Architekci pomieszali oba światy, na skraju których stanął parking:czyli ulice,wielopoziomowe estakady z deptakiem z kawiarniami i sklepami. Stworzyli przekładaniec, który jest parkingiem, ale oprócz tego zawiera handel i usługi w parterze, elegancki butik na piątym piętrze w formie szklanego pudełka ustawionego na betonowej platformie oraz miejsce do rekreacji na dachu. Od 2 do 5 poziomu pozostawili też sporo przestrzeni na różnego rodzaju instalacje artystyczne, które będą sukcesywnie wypełniać budynek.

"Parking miał być jak plaża w Miami, gdzie widać tylko mięśnie bez ubrań" - mówi o budynku, trochę żartobliwie Jacques Herzog. Istotnie wszystko jest tu wywalone na wierzch, trochę jak w słynnym paryskim Centrum Pompidou.Jednak w dziele Rogersa i Piano na widok publiczny wystawiono bebechy, wręcz wulgarnie pokazując wszystkie instalacje, w Miami zaś szwajcarski duet eksponuje raczej samą strukturę, szkielet, który w lubującej się w cukierkowości i fasadowości Ameryce zawsze otrzymuje jakieś opakowanie.Postawili na szczerość
architektury, pokazując ją właśnie "bez ubrania".

Udało się im przy tym uniknąć wszystkich tych elementów, które tak obrzydzają nam korzystanie z wielopoziomowych parkingów:niskiej klaustrofobicz-
nej przestrzeni, złego oświetlenia, braku jakichkolwiek widoków zewnętrznych, dezorientują-
cego planu, czy masy przewodów, tryskaczy i jarzeniówek u sufitu. Nic z tego nie znajdziecie w budynku Herzoga & de Meurona. Więcej, nawet oznakowanie jest tam dziełem sztuki,zaprojektował je Wolff Olins, który współpracował ze szwajcarskim tandemem przy londyńskim Tate Modern, dla którego wykonał nowe logo.

To wszystko powoduje, że korzystanie z nowego parkingu w Miami nie jest czynnością w żaden sposób prozaiczną, to raczej misterium odkrywania przestrzeni.Podobno wiele osób prosi taksówkarzy, by wjechali na sam szczyt parkingu, a potem zjechali na dół, od tak, dla zabawy, dla samej przyjemności poruszania się po budynku i eksplo-rowania jego tajemnic. Z każdego z jego poziomu roztacza się inny widok na okolice, a najwyższe stały się platformami widokowymi, których w mieście wcześniej nie było.

Czy 1111 Lincoln Road stanie się prawdziwym obywatelem swego miasta, czy zaskoczy wśród jego mieszkańców? Czy będą chcieli wdrapywać/wjeżdżać na 5. piętro by odwiedzić tamtejszy butik? Dla handlu już pierwsze piętro to samobójstwo, jednak w tym niecodziennym budynku architekci postawili na głowie nasze przyzwyczajenia.

Parking częściowo ożywia też stojący tuż obok budynek banku z lat 60. wyglądając jak biała forteca, połączone są schodami, na dachu banku postawiono kawiarnię, która ma wyjście na basen znajdujący się na szczycie parkingu. Na dachu banku zbudowano też kilka penthousów z wewnętrznymi dziedzińcami.

Przekładaniec od Herzoga & de Meurona to nowa jakość architektoniczna w Miami i nowa jakość w dziedzinie parkingów wielopoziomowych. Wpisuje się we współczesny trend wielozadaniowości, dziś wszystko musi być wielofunkcyjne,jak nasze telefo-
ny komórkowe. Podobnie z budynkami. To już chyba ostateczny koniec modernistycznego dogmatu segregacji funkcji. Architektura i urbanistyka jutra to mix i kolaż różnych funkcji!

wolf bryla pl    1111lincolnroad.com
 

nortus
 
Nienawidzę chodzić do fryzjera.

Byłem już strzyżony w Tokio, przycinany w Sheffield i podcinany w Krakowie, ale bez względu na miejsce, zawsze odbierałem to doświadczenie jako wysoce nieprzyjemne.


Uważam, że sytuacja, w której jakaś kompletnie obca osoba w miejscu publicznym dokonuje radykalnych zmian w moim wyglądzie, podczas gdy ja siedzę ubezwłasnowolniony duszącym śliniaczkiem, jest głęboko stresująca. Poważnie, wolałbym już mieć zęby wyrywane przez jakiegoś mechanika. Domyślam się, że większość mężczyzn tak się czuje u fryzjera, ale trudno mi znaleźć jakiś akceptowalny sposób, by podjąć ten temat przy piwie, więc pewny nie jestem.


W Polsce udawało mi się unikać fryzjera przez długi czas. Wiedziałem, że powinienem coś z tym zrobić, zwłaszcza, gdy pewien kominiarz, który przyszedł wyczyścić komin, wziął mnie za makaroniarza.Byłem naprawdę przyjemnie zaskoczony,
gdy w końcu odkryłem pewne zalety obcinania włosów w kraju biało-czerwonej flagi.

Najwspanialsza z nich jest taka, że ciągle istnieją u was zwykli fryzjerzy męscy. W Wielkiej Brytanii jest ich coraz mniej, właściwie mamy tam teraz same wypasione salony fryzjerskie.W momencie
w którym wkraczasz do takiego salonu, przestajesz być mężczyzną, który chce obciąć włosy, stajesz się mężczyzną, który będzie mieć fryzurę. Wszystko w porządku, jeśli jesteś celebrytą albo żigolakiem, ale ja się na to akurat nie piszę.

Przyznaję, raz popełniłem ten błąd i poszedłem do salonu fryzjerskiego. To naprawdę przerażające miejsce. Najbardziej przerażające, gdy ktoś nagle zadaje nam pytanie w stylu: "Jak Pan sobie wyobraża swą fryzurę?". Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi wtedy do głowy to: "Jako krótszą, choć i tak kończę na niewyraźnym „Errrm…". Nie czuję się wygodnie w miejscach, w których ktoś oczekuje ode mnie, bym wiedział, co to znaczy "ścieniowane", przecież to ich robota wiedzieć, nie moja. Gdyby doktor zapytał mnie, czy podoba mi się zasadowy odczyn mojej krwi, byłbym tak samo zdziwiony. Włosy są dla mnie jak chroniczna choroba, chcę żeby jej symptomy były leczone bezboleśnie i najszybciej, jak to możliwe. W końcu kiedyś wyłysieję i to zupełnie mnie wyleczy

Najgorzej, gdy nawet nie wiesz, jak odpowiadać na pytania i sugestie fryzjera w salonie fryzjerskim
Podczas mej pamiętnej wizyty na wszystkie odpowiadałem "tak”, bo nie chciałem, by mnie wzięto za ignoranta. Wyszedłem stamtąd,wyglądając jak kilka różnych stron magazynu o modzie. Moja żona nie mogła rozpoznać mnie z lewej strony. Musiałem kupić czapkę w sklepie na rogu, który, jak sądzę, był z moim salonem w zmowie.

Po kilku nieudanych próbach, znalazłem w końcu właściwego fryzjera. To gruby, wąsaty mężczyzna, który wyuczył się swego fachu na głowach setek tysięcy poborowych. Nikt nie wspomina tam o żelu. Za pierwszym razem fryzjer uznał, że skoro jestem obcokrajowcem, mam zapewne wyszukany gust. Wypróbował na mnie wszystkie znane sobie sztuczki.
Wyczesał na przykład obcięte pojedyncze włosy z mojej głowy i pokazał mi je na białej chusteczce. Nie miałem pojęcia, co należy powiedzieć w takiej chwili, nie znałem zresztą żadnego polskiego słowa, które nadawałoby się na skomentowanie pojedynczych obciętych włosów na chusteczce.

Na szczęście mój fryzjer zaniechał w końcu tego typu sztuczek i traktuje mnie teraz jak zwykłego klienta.Każda wizyta jest krótsza niż poprzednia. Mam nadzieję, że pewnego dnia czas, który muszę na nią przeznaczyć, stanie się ujemny - samo myślenie o wizycie będzie sprawiać, że będę wyglądał schludniej. W każdym razie uważam, że w Anglii potrzebujemy więcej podobnych fryzjerów. Mam taki pomysł, aby otworzyć w Londynie sieć punktów fryzjerskich dla mężczyzn, w których pracować będą jedynie Polacy niemówiący po angielsku i niemogący zadawać pytań, na które nikt nie chce odpowiadać. Stanę się tak bogaty, że będę mógł obsiać sobie głowę jakimiś mechanicznymi włosami, do których pilota dostanie moja żona.

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski



Jamie Stokes jest Anglikiem, pisarzem i felietonistą. Mieszka w Polsce już od kilku lat, ale, jak większość obcokrajowców, ciągle ma problemy ze zrozumieniem wielu dziejących się tu rzeczy.
  • awatar gość: całkim przyjemnie się czytało :D aż jestem zdziwiona że męzczyźni mogą tak bardzo przezywac i nie lubic wizyt u fryzjera :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @gość: przyznam się, że ja też nienawidzę fryzjera - i kompletnie nie rozumiem jak kobity mogą tam siedzieć godzinami - horror
  • awatar Alter_Ego: Uwielbiam te felietony, proszę o więcej. :-D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Jakby tu poleżeć sobie jeszcze wygodniej?

Przecież można się wyciągnąć na dwóch siedziskach,

znacznie wygodniej.


Kolorowych snów - kiedyś
  • awatar Alter_Ego: Akrobatka, słowo daję.
  • awatar stokrocisko: świetny kot, nie ma co:D i te oczy...!:D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Naukowcy przekonują, że całowanie to samo zdrowie

6 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Pocałunku. Niektórzy celebrują ten wyjątkowy dzień 6 lipca.


28 grudnia natomiast jest Międzynarodowy Dzień Całowania.

Jak próbowali dowieźć naukowcy całowanie się to samo zdrowie.

Całowanie może pomóc zachować paniom szczupłą sylwetkę. Podczas pocałunku spalamy od 3 do 12 kalorii na minutę w zależności od naszej wagi oraz "jakości" pocałunku. Daje to nawet do 720 spalonych kalorii na godzinę, czyli

Według naukowców regularne pocałunki wydłużają życie nawet o 5 lat.

Najdłuższy pocałunek trwał 32 godziny, 14 minut i 7 sekund. Rekord został pobity w 2009 roku przez niemiecką parę Matovic Nikoli i Reinhart Kristina. Prawdopodobnie najdłuższy pocałunek trwał ponad 34 godziny lecz rekord ten nie został zweryfikowany i oficjalnie uznany.

Za posiadaczkę najpiękniejszych ust świata bezspornie uznaje się Angelinę Jolie i większość panów marzy o pocałunku właśnie z nią. Na drugim miejscu znalazła się Scarlett Johansson.

gs24
  • awatar ponurnik: no to lipa :/ swiatowy dzien pocalunku minal mi bez kogos do...pocalunku ;) :/
  • awatar amator.fotografii: fajnie wiedzieć po fakcie i bes kobiety u boku ehhh miłej nocy..
  • awatar Alter_Ego: Ups... Nie całowałam się dzisiaj! Pędzę nadrobić zaległości.
Pokaż wszystkie (8) ›