Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 30 czerwca 2010

Liczba wpisów: 22

nortus
 
  • awatar kokosowy'bananek: mega widoki:O witaaaaaj :*
  • awatar barbarella: Poczułam się taaaka maaaalutka, gdy sobie wyobraziłam, że na którymś z nich jestem.
  • awatar Jacek K: Ciekawe skąd zostały zrobione te fotki...? ;)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 
Przebudowa domu kostki we Wrocławiu.


Czarna Kostka powstała w konsekwencji przebudowy niczym nie wyróżniającego się domu jednorodzinnego
z lat 70., który wcześniej był typową "białą kostką". Młodzi architekci z pracowni Kameleon Lab oprócz koloru elewacji zmienili w nim znacznie więcej. Wnętrza stały się przestronne i widne, a bryła podwoiła swą kubaturę.


Dom powstał w jednej z wrocławskich dzielnic domków jednorodzinnych, gdzie dominuje typowa zabudowa z lat 60-tych i 70-tych XX w. Dom, który architekci nazwali Czarną Kostką do niedawna również nie wyróżniał się niczym szczególnym. Właściciele zdecydowali się na przebudowę, a o pomoc w jej przeprowadzeniu zwrócili się do młodych projektantów z Kameleon Lab, Rafała Specylaka i Kuby Woźniczki. Młodzi architekci zaprojektowali nowy plan domu i podpowiedzieli inwestorom nietypowy kolor elewacji. - Zastosowaliśmy tę inwersję kolorystyczną i zmianę materiałową, gdyż według nas czarna kostka lepiej wpisuje się w kontekst ciemnoszarych starych domów w sąsiedztwie - mówią młodzi architekci z pracowni Kameleon lab.




Projekt przebudowy kostki zakładał tzw. "face lifting", czyli ogólne poprawienie wyglądu elewacji. Przede wszystkim jednak jej celem było zwiększenie kubatury budynku. Poprzez przebudowę dom jednorodzinny zyskał prawie dwukrotnie więcej przestrzeni mieszkalnej. - Dla naszych klientów pierwotny dom był zdecydowanie za mały na potrzeby ich rodziny, rozbudowaliśmy więc go w dwu pasach. W północnym umieściliśmy nową strefę wejściowa oraz nocną strefę rodziców, w południowej zaś strefę dzienną z salonem, wysokim na dwie kondygnacje. Na piętrze umieściliśmy strefę dzieci. - tłumaczą architekci.


Dom zlokalizowany jest na niedużej działce, dlatego prywatność jego mieszkańców stała się od początku jedną z podstawowych kwestii projektowych. Od strony ogrodu powstała strefa, którą architekci nazwali "in between". - To strefa pośrednia, która już jest poza domem, ale nie jest jeszcze ogrodem - wyjaśniają autorzy projektu. To strefa tarasowa, która została stworzona poprzez duże nadwieszenie z sypialnią rodziców oraz ażurową stalową konstrukcję. - Strefa "in between" zapewnia maksymalne otwarcie salonu na ogród - dodają. Specjalnie zaprojektowane drewniane listwy lub zasłony tekstylne będą chronić taras przed słońcem oraz odizolują od sąsiadów.


Tym co niewątpliwie spaja cały projekt i nadaje mu nowoczesny wyraz jest wykończenie elewacji. Dom, łącznie ze strefą tarasu, pokrywają czarne deski. Części, w których "wyjęto" fragmenty kubatury, wykończono tynkiem w kontrastowych do czerni kolorach, co nadaje bryle lekkości. Od strony ogrodu zaprojektowano duże przeszklenia, a także zapewniono naturalne oświetlenie wnętrz. Ciekawym zabiegiem jest doświetlenie hallu wejściowego poprzez przeszklenie z profilitu o wysokości 5 metrów, a także przez klika świetlików dachowych.

bryla pl
  • awatar Bezedura: Hm, jako 'biała kostrka' domek wyglądał sympatyczniej.. a teraz wygrywa tym, że jest większy i zapewne ciekawszy w środku. Jak dla mnie - stanowczo zbyt ponura kolorystyka na zewnątrz :-)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Bezedura: kolor wejścia mi się podoba, ale za dużo czerni, wolałbym czegoś jaśniejszego chociaż jak zobaczy na zdjęcie ze schodami to nie jest czerń. ale za ciemny
  • awatar pushthebutton: nice, very nice
Pokaż wszystkie (10) ›
 

nortus
 

Q1, czyli "Queensland Number One", to wieżowiec w Gold Coast (Australii), do 2009r był najwyższym budynkiem mieszkalnym na świecie, o wysokości 275 m (z iglicą 323 m). Wyższy jest teraz D1 Tower w Dubaju.

Większość pomieszczeń Q1 stanowią mieszkania, znajduje się w nim również część hotelowa. Budynek ten nie posiada pomieszczeń biurowych (poza biurami obsługującymi Q1), mieści się w nim kilkanaście galerii handlowych na 1. piętrze. Z pozostałych 78 pięter 76 to piętra mieszkalne, natomiast 2 najwyższe są przeznaczone na tarasy widokowe. W budynku znajduje się również restauracja.

Ponieważ budynek stoi ok. 100 m od słynnej plaży Surfers Paradise, z jego tarasów można podziwiać plażę na odcinku kilkudziesięciu kilometrów oraz całe Gold Coast.

Q1 został otwarty dla zwiedzających 8 grudnia 2005.

Ciekawostki
w całym budynku zainstalowano ponad 1000 km kabli elektrycznych

budynek w całości pokryty jest szkłem, co daje prawie 19000 paneli szklanych

fundamenty budynku sięgają 40 pięter w głąb ziemi.

Q1 TOWER jest 20 najwyższym budynkiem na świecie.

jest drugim najwyższym budynkiem Australii - po Eureka Tower w Melbourne.
  • awatar Alter_Ego: Wyyyyyyyysssssssoooooookkkkkkiiiiiii.....
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
  • awatar Rika Yoshioka リカ吉岡: te nowe naprawdę są ładne.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Rika Yoshioka: tak, bo niemiecki Szczecin był pięknym, zadbanym i kolorowym miastem. Szarość wprowadziła tu PRL.
  • awatar Be Yourself !: Och gdyby tak we Wrocławiu odnowili wszystkie , piękne stare kamienice , i przywrócili im oryginalny wygląd .... <rozmarzyłam się>
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Witold Gadomski "Gazeta Wyborcza"


W tej kampanii mistrzem obietnic jest Kaczyński. Mówi wyborcom to, co chcą słyszeć


Im ważniejsza jest stawka w kampanii wyborczej, tym więcej politycy obiecują. Nie przejmują się ani prawem,które stoi w kolizji z ich obietnicami,
ani realiami,które mają się nijak do proponowanej przez polityków wizji, a najmniej możliwościami budżetu, czyli kieszeni podatników.

*Mistrz tych obietnic,Jarosław Kaczyński, rolnikom
przyrzeka wsparcie dla wsi,przedsiębiorcom likwidację biurokracji,obniżenie podatków i kosztów pracy,pracownikom podniesienie pensji,
studentom bezpłatne studia,a wszystkim-silną Polskę,doskonały system opieki medycznej i sprawne państwo*


Jego wypowiedzi dotyczące gospodarki są na tyle nieprecyzyjne,że rzadko można zarzucić mu ewident-
ne mijanie się z prawdą. Zwykle są to półprawdy sklejone z wyrwanych z kontekstu danych statystycznych, mitów i twardej wiary we własne przekonania.


Mit 1. Gospodarka kwitła za rządów PiS

To najczęściej powtarzana półprawda. Gospodarka rynkowa rozwija się cyklicznie.Są okresy szybszego
wzrostu i wolniejszego. Spowolnienie nastąpiło w latach 2000-02, a od roku 2003 wzrost był coraz szybszy. W I kwartale 2005 r. PKB wzrósł (w stosunku do roku poprzedniego) o 2,4 proc., w II o 3,2, w III o 4,3, a w IV o 4,4 proc. A więc gospodarka rozkręcała się za rządów Marka Belki.

Przyspieszenie było w dużej mierze wynikiem wejścia Polski do UE, przeciwko czemu głosowała część posłów PiS (choć nie Jarosław Kaczyński). Również inne kraje, które wraz z nami weszły do Unii Europejskiej, zanotowały w latach 2005-07 szybki wzrost. Słowacja rosła w tym czasie w średnim tempie 8,6proc.,Czechy 6,4proc., Słowenia 5,7 proc., Estonia 8,9 proc., Węgry 2,8 proc., Polska 5,5 proc. Byliśmy więc w grupie państw naszego regionu średniakami, a nie mistrzami. Na tytuł mistrza zasłużyliśmy natomiast w 2009 r., gdy uzyskaliśmy wzrost 1,7 proc. Tymczasem gospodarka Czech skurczyła się o 4,1 proc., Węgier o 6,3 proc., Słowacji o 4,7 proc., Słowenii o 7,8 proc., Estonii o 14,1 proc.

Sztuką nie jest osiągnięcie wysokiej dynamiki w krótkim okresie, lecz utrzymanie jej przez wiele lat. Aby to osiągnąć, gospodarkę trzeba reformować. Okres rządu PiS był pod tym względem stracony.

[no właśnie, najgorsze jest to, że nie dokonano żadnych reform finansów państwa, w czasie gdy były
środki i możliwości - przecież Lech nie blokował ustaw swemu bratu]


Mit 2. Niski deficyt budżetowy za rządów PiS

W stwierdzeniu tym jest jeszcze mniej prawdy niż w poprzednim. Deficyt budżetowy, czyli różnica między dochodami a wydatkami państwa, zależy w oczywisty sposób od tempa wzrostu gospodarczego. Tak jak dynamika PKB ma charakter cykliczny. Ekonomiści doskonale o tym wiedzą i dlatego, oceniając politykę budżetową rządu, koncentrują się na deficycie skorygowanym o wpływ wahań cyklu koniunkturalnego.

W 2006 r. deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 3,8 proc., a w 2007 2,0 proc. *Ponieważ był to szczytowy rok wysokiej koniunktury,Polska powinna osiągnąć budżetową nadwyżkę,a nie deficyt* . *Rząd PiS zmarnował dobrą koniunkturę, nie naprawiając w najmniejszym choćby stopniu finansów publicznych*  Dług publiczny wzrósł od grudnia 2005 do grudnia 2007 o 60,3 mld zł.

Jeżeli państwo zadłuża się w dobrych czasach, to w czasach gorszych ma problem. Rządy PiS miały szeroki gest, co rzecz jasna podobało się tym, którzy z tego gestu korzystali.Wydatki w budżecie na 2006r. wzrosły w stosunku do roku poprzedniego o 6,9 proc. , a w 2007 r. aż o 13,5 proc., czyli dwukrotnie szybciej, niż wyniosło tempo wzrostu PKB. Wydatki szły głównie na cele socjalne, a nie na inwestycje.
[nie sztuka rozdawać kasę na lewo i prawo. wiem, że pospólstwo to lubi ale polityk ma myśleć o rozwoju kraju za 10 i 50 lat do przodu. nie tylko na czas mojego rządzenia a później to niech inni się martwią]


Mit 3. Społeczna gospodarka rynkowa Adenauera to wzór PiS

Pojęcie "społeczna gospodarka rynkowa" jest w Polsce używane przez wielu polityków, nie tylko przez PiS,lecz mało kto pamięta, na czym polegała polityka gospodarcza powojennych Niemiec.
Termin "społeczna gospodarka rynkowa" został po raz pierwszy użyty przez niemieckich ordolibera-
łów Waltera Euckena oraz Alfreda Müllera-Armacka. Ich zdaniem miał to być system ekonomiczny oparty na wolnym rynku i własności prywatnej. Niemieccy liberałowie pojęcie "rynek" utożsamiali z pojęciem "społeczeństwo". Byli przeciwnikami interwencjonizmu i ręcznego sterowania gospodarką przez państwo.

Politycy chadeccy - bliski ordoliberałom Ludwig Erhard i Konrad Adenauer - chętnie posługiwali się terminem "społeczna gospodarka rynkowa", by osłodzić Niemcom bardzo twarde warunki, w jakich musieli po 1945 r. budować swój dobrobyt. Dopiero gdy go zbudowali,w drugiej połowie lat 50,zaczęto kłaść nacisk na partycypację wszystkich grup społecznych w dobrobycie. Zaczęły rosnąć podatki i wydatki socjalne.

PiS nie ma pomysłu na utrzymanie trwałego wzrostu gospodarczego i zbudowanie fundamentów dobrobytu. Obiecuje natomiast zwiększyć wydatki socjalne, co musi oznaczać albo wzrost podatków, albo szybsze zadłużanie się państwa. I jedno, i drugie będzie miało dla gospodarki fatalne skutki.


Mit. 4 Wrócimy do "pakietu Wilczka"

Obietnica taka padła z ust Kaczyńskiego podczas debaty telewizyjnej 14 czerwca. Zadziwiająca, gdyż prezes PiS nawiązał do znienawidzonego przez jego partię okresu budowy "dzikiego kapitalizmu" w Polsce - przełomu lat 80. i 90. W ustawie z grudnia 1988 r., zwanej "ustawą Wilczka", najważ-niejsze było zdanie: "Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności oraz działań, które nie są przez prawo zabronione".

Przedsiębiorczość na przełomie lat 80. i 90. rozkwitła w dużej mierze dlatego, że państwo niemal przestało działać i urzędnicy na wszelki wypadek nie wtrącali się do tego, co robią przedsiębiorcy. Odwrotną stroną tego medalu był zupełny brak bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, np. niemożliwość wyegzekwowania długów na drodze sądowej. W miarę jak państwo krzepło, przybywało ograniczeń krępujących przedsiębiorców, ale także rosło bezpieczeństwo.

Wiele przepisów uciążliwych dla przedsiębiorców to efekt wejścia Polski do UE i przyjęcia unijnego prawa. Choćby dlatego powrót do "ustawy Wilczka" jest niemożliwy. Co wcale nie znaczy, że unijne przepisy są dla przedsiębiorców niekorzystne. W większości krajów europejskich założenie i prowadzenie przedsiębiorstwa jest znacznie łatwiejsze niż w Polsce.

*Prezes PiS w jednym zdaniu mówi o wspieraniu przedsiębiorczości,a w drugim o większej kontroli państwa nad gospodarką* .Propaganda PiS utożsamia wielkich przedsiębiorców z przestępcami. *Partia jest skrajnie nieufna wobec ludzi bogatych*- *Jak ktoś ma pieniądze,to znaczy,że skądś je ma* - powiedział prezydent Lech Kaczyński, sugerując, że wzbogacić można się wyłącznie w sposób nieuczciwy.



Mit 5. PO stawia na rozwój wielkich aglomeracji, a PiS na rozwój zrównoważony

To stwierdzenie nie jest półprawdą, lecz zwykłym kłamstwem. Za rządów PO-PSL nie zmieniły się zasady wspomagania regionów biedniejszych pieniędzmi z budżetu państwa lub z funduszy unijnych. Bogate miasta i gminy płacą tzw. janosikowe, czyli obowiązkową wpłatę do budżetu państwa na fundusz solidarnościowy dla gmin najbiedniejszych.

Rząd PO-PSL bynajmniej nie zmniejszył "janosikowego", który płaci najbogatsza gmina w Polsce - Warszawa. Przeciwko "janosikowemu" protestują prezydenci miast, radni, a także posłowie wszystkich ugrupowań, nie wyłączając PiS, z regionów, które muszą płacić. "Janosikowe" to nic innego jak wspieranie biednych gmin przez bogate aglomeracje.

Typowym przykładem wspierania przez rząd PiS regionów była budowa dworca kolejowego we Włoszczowie. Wszyscy specjaliści są zdania, że ta kosztowna inwestycja była zbędna. Pieniądze z kasy państwa "załatwił" wpływowy polityk PiS, po to, by zyskać poparcie wyborców. Nie chodziło o wyrównywanie szans biedniejszym, lecz o wspieranie pozycji polityka poprzez inwestycję z państwowej kasy.


Mit 6. Prezydent Kaczyński wprowadzi Polskę do G20

*To obietnica w stylu:jak wygram wybory,to Polska zostanie mistrzem Europy w piłce nożnej* .

Do G20 należy 19 krajów plus UE. Członkami są kraje o największym PKB, ale z pewnymi poprawkami uwzględniającymi znaczenie strategiczne.

Dlatego do G20 należą Arabia Saudyjska (jest potęgą naftową),Argentyna (po Brazylii największy kraj Ameryki Południowej) i Republika Południowej Afryki (jedyny kraj afrykański), a nie należą kraje mające większe od nich gospodarki - Holandia, Tajlandia, Iran, Polska.

My w rankingu PKB znajdujemy się (w zależności od metody liczenia)na 20. lub 21. miejscu,a ponieważ jesteśmy członkami UE, jesteśmy reprezentowani przez tę organizację. Hiszpania,której gospodarka jest przeszło dwa razy większa od naszej, ma status "stałego gościa" na spotkaniach G20. Jeżeli nie zmienią się zasady, według których kraje są zapraszane do G20, szansy na wejście do tej grupy nie ma, nawet jeśli awansujemy o kilka miejsc pod względem PKB.


Mit 7. PO sprywatyzuje szpitale

To najbardziej znana półprawda głoszona przez PiS. Efektem reform proponowanych przez Platformę może być (gdzieś w dalekiej perspektywie) prywatyzacja szpitala, lecz nie ona jest celem, tylko lepsze wykorzystanie majątku obiektów medycznych. Platforma nigdy nie mówiła o odpłatności dla pacjentów za usługi medyczne.

Prywatyzacja służby zdrowia trwa w Polsce od lat i trwała także za rządów PiS.Pacjenci korzystający
z usług prywatnych ośrodków zdrowia (mających kontrakty z NFZ) za usługi nie płacą. Pomysły PO na służbę zdrowia są podobne do tych,które zgła-
szał profesor Religa, minister zdrowia w rządzie Kaczyńskiego. Szkoda, że w kampanii wyborczej, zamiast dyskutować o realnych problemach służby zdrowia, PO musiała przed sądem bronić się przed kłamliwymi zarzutami.
[może Kaczyński nie wie, że ponad 80% przychodni zdrowia w Polsce jest PRYWATNA (NZOZ) - zarówno przychodnie lekarza rodzinnego jak i specjalistyczne. Za wizytę pacjenta płaci NFZ a nie pacjent. podobnie jest kilkadziesiąt prywatnych szpitali (czytaj samorządowych!) w których pacjenci nie płacą za leczenie - płaci za nich NFZ jeśli są ubezpieczeni a Opieka Socjalna jeśli są np. bezrobotni, bezdomni). Natomiast w samorządowym szpitalach nie może być tak jak teraz np. w Szczecinie w szpitalu wojskowym - chcemy 600 zł podwyżki bo chcemy i koniec. Wszystko drożeje więc nam się należy i odeszli od łóżek. Szpital samorządowy nie może zaciągać długów w nieskończoność bo państwo musi dać.]


Mit 8. Podniesiemy wydatki na służbę zdrowia do 6 proc.

W Polsce wydajemy na służbę zdrowia mniej niż w większości krajów wysoko rozwiniętych. Wydatki NFZ oraz Ministerstwa Zdrowia to około 4,5 proc. PKB. Obietnica Kaczyńskiego oznacza, że wydatki należałoby zwiększyć o blisko 24 mld zł. Pytanie tylko, jak to sfinansować. Są tylko trzy sposoby.

Po pierwsze, można podnieść podatki. Składka na NFZ, która dziś wynosi 9 proc., powinna być podniesiona do około 13 proc., co oznacza wzrost PiT z 18 i 32 proc. do 22 i 36 proc. Po drugie, można zabrać brakujące pieniądze nauczycielom, policjantom, emerytom.Po trzecie, można zwiększyć dziurę w budżecie o ponad 20 mld zł.

Każde wyjście jest złe. Zresztą PiS doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zwiększenie wydatków publicznych na służbę zdrowia do 6 proc. jest nierealne. Za rządów Kaczyńskiego wydatki te były mniejsze niż dziś.


Mit 9. PO zlikwidowała stocznie

Wielokrotnie pisałem, że stocznie upadły dlatego, że państwo, które przejęło je w latach 2002-03, nie potrafiło nimi zarządzać. Wyjściem była prywatyzacja, lecz kolejne rządy albo jej nie chciały, albo nie umiały przeprowadzić. Dotyczy to zarówno rządu Tuska, jak i rządu Kaczyńskiego.
[Stocznia Szczecińska spekulowała np. na kursach, zawierała kontrakty poniżej kosztów produkcji bo liczyła że kursy pójdą w górę. Nie poszły. Stocznia była po prostu źle zarządzana i musiała upaść. Socjalizm się skończył. Stocznią Gdynia przez jakiś czas zarządzał ... artysta plastyk! Bo to przecież państwowe to kolesi i rodzinę się lokuje na stołkach. Państwo - ręce precz od gospodarki. Wiem że Kaczyński chciałby jak w PRL ręcznie sterować, wydawać polecanie w stylu "wiecie, rozumiecie, macie to zrobić, nie ważne jak i za ile" - PRL już minął ]


Mit 10. Gaz łupkowy "może być wielkim interesem dla całego kraju. Ale może być też tak, że przy wielkiej słabości państwa, różnego rodzaju zjawiskach patologicznych, Polacy tak naprawdę nie będą z tego wiele mieli. Inni będą mieli bardzo wiele"

To cytat z wypowiedzi Kaczyńskiego na Pomorzu. Jeszcze nikt nie znalazł gazu łupkowego w Polsce. Dopiero szacuje się, że mogą u nas być złoża. Nie sposób dziś oszacować, czy (jeśli naprawdę są) będą nadawały się do eksploatacji, jaki będzie koszt wydobycia, ile trzeba będzie zainwestować. A Jarosław Kaczyński już wie, że cenne złoża ktoś nam chce ukraść. Typowa retoryka PiS.

[ustawowo wszystko co jest w ziemi jest własnością
państwa polskiego.Firmy mogą tylko wydobyć złoża, zresztą muszą w tym celu kupić licencję. Żeby ktoś chciał inwestować własną kasę na poszukiwanie, i nie wiadomo czy znajdzie złoża a jak znajdzie to czy da się je eksploatować,musi mieć pewność że na tym interesie zarobi.Jak widać państwowemu PGNiG jakoś nie zależy na poszuki-
waniu złóż skoro chętni są obcy inwestorzy a nie nasi, państwowi. ]



Kto powiedział, że Kaczyński się zmienił?

Witold Gadomski


[w nawiasach moje uwagi]

W kampanii się podkreśla, jak to dobrze było za PISu. Owszem, tego nikt nie kwestionuje że gospodarka się rozwijała, ale to nie była tylko zasługa dwóch lat rządów. Gospodarka w stałym cyklu wzrostu i spadku. Pech chciał,a może szczęście, ze kryzys dopadł Europę i nas gdy PIS już nie rządził bo rozdawałby kasę na lewo i prawo
Straciliśmy najlepszy w ostatnich latach czas na reformy, które muszą być przeprowadzone. Czy to się komu podoba czy nie. tylko im później tym boleśniej to odczujemy.
 

nortus
 
 

Broń nuklearna zawsze budziła respekt.
Wielokrotnie oglądaliśmy charakterystyczne "grzybki" na filmach (tych dokumentalnych i tych fabularnych). Ale z pewnością nie znamy wielu interesujących aspektów.

Na stronie OnlineSchools.com pojawiło się 10 najważniejszych faktów dotyczących broni atomowej. Warto je poznać.


1. Wiadomo, że pierwsza bomba atomowa powstała w USA w ramach tzw. Projektu Manhattan. Ale nie wszyscy wiedzą, że w jej stworzeniu pomagała Anglia i Kanada.


2. 20,000,000,000 USD (20 miliardów dolarów) tyle kosztowało stworzenie pierwszej bomby atomowej (uwzględniając inflację)



3. Są dwa rodzaje bomb nuklearnych - atomowa (jądro atomu zostaje rozbite na dwa) i wodorowa (dwa małe atomy, najczęściej izotopy wodoru łączą się tworząc większy atom)



4. W 1952 roku testowa bomba wodorowa (Ivy Mike) zdmuchnęła z powierzchni Ziemi całą wyspę Elugelab
(znajdowała się blisko Wysp Marshalla) (79 razy silniejsza od bomby zrzuconej na Hiroszimę)



5. Od 1951 roku USA zbudowały 67, 5 tys. pocisków nuklearnych (to 1144 pociski na rok)


6. Bomba w Hiroszimie (Little Boy) - odpowiednik 13 kiloton TNT, zasięg uderzenia - 1 mila, ogień sięgnął 4,4 mil wokół wybuchu, 69% zniszczonych budynków w mieście, 140 tys. ofiar



7. Bomba w Nagasaki (Fat Man) - odpowiednik 21 kiloton TNT, zasięg uderzenia - 1,2 mili, 90 tys. ofiar



8. Tsar (czyli car) Bomba z ZSRR - najmocniejsza bomba atomowa, jaka powstała w historii; miała siłę 50 megaton (ekwiwalent 50 milionów ton TNT). Dla porównania największa amerykańska bomba to Bravo o sile "tylko" 15 megaton.







9. 11 - tyle amerykańskich bomb zaginęło i do dzisiaj nie zostało odnalezionych (na całym świecie zaginęło podobno o wiele więcej bomb)


10. Obecne rezerwy broni nuklearnej (liczba głowic) - USA (9 tys. 326), Rosja (14 tys. 787), Francja (350), Chiny (200), Wielka Brytania (160), Indie (100), Pakistan (90)


Wciąż atomowy świat...

Chociaż od lat mówi się o rozbrojeniu atomowym i rezygnacji z broni masowej zagłady to wciąż zapasy broni nuklearnej są gigantyczne. Wystarczy spojrzeć na te liczby, by zauważyć, że niewiele się zmieniło - wciąż grozi nam nuklearna zagłada. A fakt, że tyle bomb atomowych gdzieś zaginęło, napawa już prawdziwym niepokojem...


Via [Online Schools.com]

Mariusz Koryszewski  gw
  • awatar Aino: Jeśli chodzi o Projekt Manhattan, to brali w nim udział również naukowcy polscy i węgierscy.
  • awatar Atom Head: Bomba Cara to makabra...Po wybuchu były "białe noce" i prawdopodobnie doszło do zmian geologicznych-w tym hudrogeologicznych-w Europie i Azji...Aż ciarki przchodzą...
  • awatar krzyslav: Jedyne co nas chroni przed szaleńcami to ich instynkt samozachowawczy. A raczej ich rzadza władzy i dóbr materialnych. Co im po władzy nad ...trupami i zniszczonymi dobrami.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Jest lato, jest gorąco, więc chyba dobry czas by zacząć prezentację szczecińskich fontann.

Nie jest ich dużo.

Oto fontanny które pamiętam i znam:


Szczerskiej/Kościuszki
Orła Białego
Bartłomiejka Jasne Błonia
przed wejsciem do urzędu miasta - dwie
Sedina
Różanka
Park Kasprowicza - jeziorko
Paj - jeziorko
Aleja Fontann
al. Bogusława X - dwie
Magnolia dziewczyny
cmentarz centralny
hotel park
Wały Chrobrego
przed kościołem Garnizonowym  

Galaxy - parter i II p.
stacja Lotos Przyj. Żołnierza
chłopiec z harmonią Jasne Błonia
PEKAO Wojska Polskiego


nieistniejące:
bar Extra
park dolny hotel park
Brama Portowa
WP Ściana Płaczu - dzban
ul. Heleny
Słoń na Warszewie

planowana:

pleciuga - grająca i tańcząca
Kadłubka Niebuszewo - jeszcze w tym roku.


Kiedyś ktoś wymyślił fajną akcję, żeby zamienić wszystkie szczecińskie baseny przeciwpożarowe w fontanny a niektóre ukryć pod ziemią robiąc na ich miejscu parkingi (tak chyba zrobiono przed urzędem pracy - ale głowy nie dam bo nie zwróciłem wcześniej uwagi czy tam był basen)

Jak zwykle z planów nie wiele wychodzi.
Gdyby udało się to zrealizować powstałoby 8 nowych fontann - a to przecież cudowne miejsca w mieście są. Chociaż ta na Kałubka właśnie jest na liście tych 8 basenów.



Znasz jeszcze inne fontanny w Szczecinie to proszę dodać w komentarzu.


A więc zaczynam:



I rozpocznę właśnie ostatnią wspomnianą fontanną - Słoń na Warszewie

Jak widać rzeźba Słonia pochodzi z 1903r. Słonik otoczony był wodą a z trąby tryskała woda.
Tak było i po wojnie. Dopiero w latach 80.,chyba,
po wielu dewastacjach zasypano basen ziemią i zrobiono kwietnik. Słoń wielokrotnie dewastowany był, ostatnio kilka lat temu odremontowano go ponownie, przywrócono mu trąbę.
Podobno władze dzielnicy chcą przywrócić pierwotny wygląd i odtworzyć fontannę. Ale problem jest z konstrukcją wody w Słoniu. Dzisiaj to jest problem, za Niemca nie było problemu.
Więc może kiedyś Słonik zatrąbi wodą.
 

nortus
 

A teraz będzie najnowsza fontanna, na skwerze Szczerskiej czyli placu Kościuszki.
To chyba najważniejszy, po Bramie Portowej, węzeł komunikacyjny miasta.

Fontanna oddana w czerwcu do użytkowania. Wcześniej był tam niby parczek, zaniedbany. Obok kilka przystanków autobusowych i tramwajowych.
Fontanna mieści się tuż przed wejściem do biblioteki Politechniki (dziś ZUT).

Jest tam też zabytkowa pompa, postawiono sporo ławek, można odpocząć i zrelaksować się.
Dzieci mają dwa place zabaw (dla młodszych i starszych dzieciaków), elegancka toaleta, niedaleko sklepy więc można ewentualnie coś przekąsić czytając książkę z szumem fontanny w tle
  • awatar Alter_Ego: Piękne!!!
  • awatar Stixi: Polece je zobaczyc koniecznie wieczorem, swietne:)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Sztab kandydata PO na prezydenta Bronisława Komorowskiego zaprezentował czwarty spot zatytułowany "Debata Kaczyński-Kaczyński".

Dwuminutowa reklamówka PO przedstawia telewizyjną debatę pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a... Jarosławem Kaczyńskim.

Wypowiedzi pierwszego zmontowane są z archiwalnych
wypowiedzi prezesa PiS, w których m.in. krzyczy na wiecu "precz z postkomuną", atakuje opozycję i mówi o upokarzaniu Polski przez Rosjan. Drugi to Kaczyński z okresu po katastrofie smoleńskiej, mówiący, że należy skończyć "wojnę polską-polską", wygłasza apel do "przyjaciół Rosjan" i mówi, że lewicy nie należy nazywać "postkomuną".






Warto sobie przypomnieć troszkę Jareczka prawdziwego
  • awatar Mirko: dobre! jak ja nie cierpię dwulicowości...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Teraz pokażę, gdzie są zlokalizowane fontanny na mapie miasta, a raczej jego lewobrzeżnej części.

Nie kojarzę żadnych fontann na prawobrzeżu, a przecież powinna tam jakaś być.

Na mapie zaznaczyłem na "żółtawo" obecnie istniejące fontanny a na "białawo" dodałem zaplanowane na bieżący rok na Niebuszewie i koło Teatru Pleciuga.


Na zdjęciach fontanna na przerobionym przy kościele Garnizonowym basenie ppoż.

Fontanna przy Bramie Portowej istniała bardzo krótko w XIX w - mieszczanie byli tak zgorszenie golizną kobiety, że ją szybko zlikwidowano.

Fontanna obok PEKAO SA przy al. Wojska Polskiego - kiedyś działała, od lat nie tylko ze nie sika wodą to jeszcze co raz ubywa elementów ceramicznych. To była bardziej rzeźba niż fontanna
chyba bank ją ufundował, gdy otwierał tam swój oddział. Widać odwidziało mu się i wcale im nie przeszkadza, że teraz to śmietnik.

No i wreszcie tak ma wyglądać fontanna, grająca i tańcząca, przy Teatrze Pleciuga. Pleciuga to przeniesiony w nowe miejsce Teatr Lalek, które od nowa wybudowali nam ... Niemcy - inwestorzy centrum handlowego Kaskada (na miejscu spalonej z ofiarami śmiertelnymi 30 lat temu Restauracji Kaskada - poniemieckiej zresztą).
Fontanna ta ma niby w tym roku powstać. Zobaczymy.
 

nortus
 

Inwestycje: działki przy Castoramie dla kościołów. Za 1 % wartości

Koło Castoramy w Koszalinie staną dwa kościoły. Jeden katolicki, drugi – Związku Wyznaniowego Świadków Jehowy.


Lokalizacja obu obiektów sakralnych może dziwić, ale tak się składa, że w planie zagospodarowania jest zapis dopuszczający w tym rejonie taką zabudowę.

Chodzi o tereny przy ul. Paderewskiego, oddalone około 300 metrów od Castoramy. Co więcej, do ratusza wpłynęły wnioski od zainteresowanych

gk24

na przeciwko jest cmentarz. Przy ul. Gnieźnieńskiej nie ma mieszkań. Ten teren to pustynia, najbliższe domy są koło 2 km, za rzeką. Bliżej jest tylko kilkanaście domków. Może kiedyś tam powstanie jakieś osiedle, ale dziwna dla mnie ta lokalizacja. Jeżeli jeszcze rozumiem Świadków - oni swe zbory budują często w oddaleniu od skupisk ludzi, ale katolicki?
  • awatar JJ: świątynia handlu, świątynia duchowa. Koło Emki też jest kościół.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @JJ: to raczej EMKA koło kościoła, później powstała. Ale tam jest wielkie osiedle do tego i to zrozumiała lokalizacja. a koło Castoramy?
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

The towering structure is situated in the Garmisch-Partenkirchen region of the country and provides panoramic views of surrounding Hoellental and Garmisch.


The arms of the platform cross in an 'X' shape above a 1,000m abyss
Each arm of the tower is 24m long, crossing in an ‘X’ shape over an abyss at the base of the Alpspitze mountain, while jutting out 13m over an empty void, with the other 11m anchored in rock.


At the end of each arm, a glass wall offers a unique view of the alpine surroundings.


Zbudowana na najwyższym szczycie górskim naszego sąsiada jednym pozwala cieszyć się niesamowitym krajobrazem, innym ułatwiać odejście ze świata. Otwarcie dla turystów 4 lipca 2010r.

--
wow, coś dla mnie.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @ANINA: z daleka tego nie widać, a jakie widoki z platformy .... cudo
  • awatar mój jest ten kawałek: cudo, ale bym miała pietra tam wejść
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Brytyjskie skrzyżowania pierścieniowe, radary mierzące średnią prędkość na autostradzie we Francji i Niemcy zwalniający już na żółtym świetle. Drogi w Europie dla polskich kierowców pełne są pułapek.

Jeszcze kilka lat temu Polacy mieli na Zachodzie fatalny wizerunek:  przyjeżdżali bez twardej waluty, handlowali i pracowali na czarno, kradli samochody i pili na umór. Ten stereotyp odchodzi jednak w przeszłość. Dziś w Wielkiej Brytanii, Holandii czy Francji Polak to synonim solidnego pracownika i świetnego fachowca. Tylko jednej łatki wciąż nie możemy się pozbyć, bo wciąż jesteśmy uznawani za szalonych kierowców. Czasem wręcz śmiercionośnych.

W kwietniu 28-letni kierowca z Polski gnał po autostradzie A12 w dolinie Innu w Austrii 220 kilometrów na godzinę. Około 1.40 w nocy w pobliżu miejscowości Zirl minął nieoznakowany radiowóz austriackiej policji. Ten natychmiast podjął pościg. Pirat został zatrzymany dopiero po piętnastu minutach. Tłumaczył, że spieszył się na narty do St. Anton. Na próżno. Koszt jego wakacji wzrósł o 940 euro.

Badania unijnego programu SARTRE potwierdzają, że prędkość urzeka 45 proc. polskich kierowców, najwięcej spośród 23 objętych badaniem narodów. Polski motoryzacyjny macho uważa, że przepisy są dla frajerów. Nasza narodowa teoria prędkości bezpiecznej głosi, że kierowcy wolno jechać tak szybko, jak to uzna za stosowne. Polacy nawet do Chorwacji docierają z Warszawy za jednym zamachem. Po drodze nie śpią, by zaoszczędzić czas i nie płacić za nocleg.

Pędzą więc nocą, zwykle grupkami, po dwa-trzy samochody, 140-150 kilometrów na godzinę po dwupasmówkach. Polskich asów kierownicy zna dobrze czeska policja. – Polacy z „wowkami” [rejestracja warszawska – przyp. red.] gnają jak szaleni, ale nie mamy dla nich litości – mówi czeski policjant i zapewnia, że wypisuje mandaty w wysokości od 400 do 600 złotych.

Większość kierowców z Europy Zachodniej, karmiona filmikami o skutkach wypadków, nękana przez policję i radary,uznaje ryzykowne szarże polskich kierowców za idiotyzm. W internecie można obejrzeć setki filmów o wyczynach Polish drivers. Funkcjonuje nawet angielski skrót PCD, czyli polski szalony kierowca (Polish Crazy Driver).





Nasza tendencja do pędzenia na złamanie karku budzi tym większy niesmak, że jazda zgodnie z przepisami to na Zachodzie coś w rodzaju mody niczym ekologia. Ale ułańska gonitwa to niejedyny typowy grzech Polaków. W maju policja Dolnej Saksonii we współpracy z Komendą Wojewódzką Policji w Poznaniu przygotowała 10 tysięcy ulotek po polsku dla kierowców na A2 ciągnącej się z Berlina aż do Holandii.

 
Jedną z zawartych w broszurze rad jest prosta zasada – jedź tak, by samochód przed tobą był przynajmniej w odległości równej połowie prędkości (np. 40 metrów przy szybkości 80 km/h). Według niemieckiej policji wielu polskich kierowców lubi jechać na ogonie, nieustanne wiercić się na autostradach, nie sygnalizując nawet zmiany pasa oraz wyprzedzać na trzeciego.

Polacy są być może czarującymi ludźmi i wspania-
łymi hydraulikami, ale za kierownicą samochodu wielu z nich uznaje wszelkie reguły ruchu za złośliwą przeciwność losu – pisała dziennikarka brytyjskiego „The Times”.
Firma ubezpieczeniowa Admiral Group liczy za polisy ubezpieczeniowe dla Polaków pięć razy drożej niż dla rodowitych Brytyjczyków. W tym roku firma naraziła się na zarzut dyskryminacji i proces, ale twardo uzasadnia swoją politykę zbyt wielką liczbą wypadków z winy Polaków.

Choć za granicą nasi kierowcy pilnują się bardziej
to ich często lekceważący stosunek do przepisów ruchu drogowego jest bardzo rażący dla policji i innych kierowców, szczególnie w takich krajach jak Wielka Brytania, Szwecja czy Holandia. Chodzi zwykle o nadmierną prędkość i alkohol.






W marcu tego roku po głośnym procesie na pięć lat skazano Łukasza Banasika,który jadąc zbyt szybko, zabił w centrum Southampton znanego brytyjskiego pływaka.
Wypadki z udziałem Polaków są łakomym kąskiem dla zachodnich mediów, co nakręca niechęć do aut z rejestracją PL. Tak było na początku marca we Francji, gdy na autostradzie w kierunku Dunkierki na małe renault wpadł tir prowadzony przez Polaka
Kierowca auta osobowego,Francuz,zginął na miejscu
Polak rozmawiał przez telefon komórkowy. Został skazany na rok więzienia i 97 tys. euro grzywny.


Aby nie popsuć sobie wakacji w Europie, warto przestrzegać kilku zasad:

1. Noga z gazu
Holendrzy i Belgowie mają zwykle na liczniku tyle, ile na znaku. A Niemcy i Francuzi jeżdżą może 10-15 kilometrów na godzinę szybciej, niż pozwala ograniczenie.Większość Polaków przekracza dozwoloną prędkość z reguły o 30 kilometrów na godzinę. Po drogach Belgii krążą zamaskowane furgonetki policyjne z radarami. We Francji na wielu autostradach są kamery mierzące średnią prędkość pojazdów. W Holandii można przekroczyć dozwoloną prędkość o zaledwie dwa kilometry na godzinę. – W wielu miasteczkach poustawiane są podwójne kamery, które wyliczają średnią prędkość na dłuższym odcinku drogi – opowiada Aleksandra Wcisło,absolwentka ASP w Poznaniu,która mieszkała przez rok w Gröningen w Holandii. Łatwo się nadziać na fotoradar także w Anglii. I nie należy go lekceważyć. Dzięki współpracy między policjami mandaty coraz częściej są przesyłane na domowe adresy kierowców w Polsce. – Pojazd, który został sfotografowany przez zagraniczny fotoradar, przez kilka lat jest w tym kraju „na cenzurowanym” i w chwili powtórnego wjazdu może mieć spore kłopoty.

2. Jeśli wszedłeś między wrony...
Zamiast wypatrywać fotoradarów i patroli policyj-
nych, lepiej obserwować zachowanie lokalnych kierowców. W Niemczech należy jechać równo jeden za drugim.Trzeba bardzo uważać na skrzyżowaniach. Kiedy światła się zmieniają, kierowcy zwalniają, by nie przejechać na żółtym (w Polsce przyspie-
szają, by zdążyć). W wielu krajach Europy (np. na Węgrzech) nieznana jest zielona strzałka w prawo. We Francji i Belgii na wiejskich drogach obowiązuje zasada pierwszeństwa z prawej strony (nawet jeśli skrzyżowanie nie jest oznaczone jako równorzędne).

Nonszalanckie łamanie przepisów, np. przejazd przed nosem pieszego na pasach, może się skończyć pościgiem radiowozu z włączonym kogutem. W Polsce obywatelskie donosy należą do rzadkości, ale np. w Niemczech i Wielkiej Brytanii są dość częste: kierowcy dzwonią z komórek, informując stróżów prawa o łamaniu przepisów. Odmienny jest także stosunek do korupcji.Na Zachodzie próby wręczania łapówek policjantom kończą się sądem i wysoką grzywną.Przekonał się o tym pewien polski kierowca
zatrzymany przez szwedzkiego policjanta: „We need to solve this problem” (Trzeba jakoś rozwiązać ten problem) – powiedział. Stróż prawa uznał to za sugestię łapówki.


3. Jedziesz, nie pij
Uważaj na limity. W Czechach, Chorwacji, na Słowacji i na Węgrzech „tylko jedno piwko” może się skończyć utratą prawa jazdy, bo dozwolony poziom alkoholu we krwi w tych krajach wynosi 0,00 promila! Oczywiście, na południu Europy są kraje, gdzie lokalni kierowcy piją niejedną lampkę wina,a potem spokojnie siadają za kółkiem. Jednak zatrzymany przez patrol turysta może zostać potraktowany surowiej. Nie mówiąc już o wypadku. Wówczas policjanci na pewno będą się trzymać litery prawa.

Szwedzi, u których limit jest bardzo niski (do 0,2 promila), wydali broszury ostrzegawcze po polsku i sprawdzają trzeźwość kierowców już przy zjeździe z promów. Dość liberalna jest w tym zakresie Wielka Brytania. Nie na tyle jednak, by zaakceptować zachowanie polskiego imigranta, który w grudniu ubiegłego roku po wieczerzy wigilijnej jechał pijany w sztok (przekroczył limit sześciokrotnie!) – został zatrzymany dzięki obywatelskiej akcji angielskich kierowców.

 
4. Uwaga na ronda
Polacy muszą szczególnie uważać w Wielkiej Brytanii i Irlandii.Tam już jazda po odpowiedniej stronie drogi to wyzwanie. Wbrew pozorom lewostronny ruch jest zagrożeniem jeszcze przez wiele tygodni po przyjeździe na Wyspy. Nawet mieszkający tam imigranci, zwłaszcza w nocy i na pustej szosie, potrafią doznać zaćmienia. – Spieszyliśmy się na lotnisko. Nagle za nami policja. Dopiero gdy się zatrzymaliśmy, zdaliśmy sobie sprawę, że jedziemy po prawej stronie – opowiada Włodek Bizoń z Bielska. Na szczęście skończyło się na upomnieniu. W ubiegłym roku koło Luton polski kierowca pojechał pod prąd autostradą i nie miał tyle szczęścia – zabił siebie i czteroosobową rodzinę w nadjeżdżającym samochodzie.

Eksperci radzą, by w Wielkiej Brytanii i Irlandii przykleić na przedniej szybie auta np. żółtą kartkę mającą przypominać, w które lusterko patrzeć. Przynajmniej na początku pobytu na Wyspach trzeba też w żółwim tempie dokonywać wszelkich manewrów. Szczególną ostrożność należy zachować na brytyjskich rondach (unikajmy szybkiej zmiany pasów). Bardzo trudne są skrzyżowania pierścieniowe, składające się z kilku mniejszych rond. Na przykład Magic Roundabout pod Swindon składa się aż z pięciu.

5. Strzeż się południowców
Na południu Europy trzeba pamiętać o temperamen-
cie tamtejszych kierowców, który może zaskoczyć nawet słowiańską duszę. Miasta takie jak Rzym, Neapol czy Ateny lepiej omijać z daleka, zostawiając auto na parkingu na przedmieściu. Wjazd do centrum Palermo na Sycylii może przypominać zejście do piekła – sieć nieoznaczo-
nych jednokierunkowych ulic zmyli niejeden GPS.

I nie chodzi tylko o to, że zaparkowanie (oczywiście równoległe) na wąskich, często stromych uliczkach dla ułana znad Wisły będzie zadaniem niewykonalnym (jeśli w ogóle jakimś cudem znajdzie się miejsce). Dla Włochów czy Greków kierunkowskaz jest narzędziem zbędnym, praktycznie nieużywanym. Należy się też przyzwyczaić do deptania po piętach i mrugania światłami. Zdarza się to nawet na autostradach.





Włoska kultura jazdy jest zdroworozsądkowa, a jej kamieniem węgielnym pozostaje święta zasada samoregulacji. Na włoskich arteriach prawdziwą zmorą dla obcego są skutery i motorowery. Nie przestrzegają żadnych przepisów, jeżdżą slalomem pod prąd. Protesty na nic się nie zdadzą, bo w Italii w ogóle nie jest istotne, kto ma rację i co mówią przepisy. Dla Włocha jest jasne, że jeśli musisz skręcić w prawo z lewego pasa, to widocznie to siła wyższa. Najczęściej ustąpi. Trzeba tylko pamiętać, że Włoch oczekuje od obcych podobnej wyrozumiałości. Nie należy wpadać w panikę, gdy Włosi się roztrąbią. To raczej rodzaj specyficznej towarzyskiej rozmowy niż wyraz dezaprobaty. I tu tkwi zasadnicza różnica między polskim i włoskim kierowcą. U pierwszego dominuje agresja, u drugiego – zwykły pośpiech.


6. Wrzuć na luz
Bez względu na to, gdzie jesteśmy, zawsze sprawdza się prosta zasada: szanujmy przepisy i innych użytkowników dróg. Jezdnia nie jest polem bitwy (powstania) ani torem wyścigowym dla rodaka o ambicji dorównania Robertowi Kubicy. Tak jak kilkanaście lat temu przestaliśmy handlować na Zachodzie przemycanymi kożuchami i żelatyną, tak teraz mamy okazję pokazać klasę także za kierownicą. Szerokiej drogi!


Współpraca: Filip Gańczak, Piotr Kowalczuk (Rzym), Robert Gajdziński (Londyn), Klara Wyrzykowska (Paryż)


Marek Rybarczyk, Newsweek

Przypomnę, że w Norwegii można dostać mandat (i dostają!) za przekroczenie szybkości w tunelu o 2 km/h - na normalnych drogach może się udać tak do 5 km/h ale tylko czasami.
Czesi faktycznie lubią polować na polskie samochody. Sam widziałem, jak jechałem z szefową, jak czeski policjant pod Praga ustalił na oko o ile przekroczyliśmy szybkość dopuszczalną. Taka ich uroda, zwłaszcza w Pradze i okolicach. I nie ma z nimi gadania, albo płacisz albo sąd. A tam wierzy się urzędnikowi publicznemu.
  • awatar krzyslav: Dane mi było jeździć po połowie Europy i śmiem twierdzić, że ponad 30 lat i 1, 5mln km stażu upoważnia mnie do subiektywnej opinii. Dominują tu stereotypy i nadimpretretacje a Polak jest wygodnym celem, jako dyżurny winny. I tak: ruch lewostronny nie taki straszny (zwykłem odpowiadać na pytania ciekawych - albo sie umie jeździć albo nie, która stroną i jakiej narodowości jest kierowca - jest bez znaczenia). Nikt na mnie nie polował w Czechach ani nie stoperował w Holandii. Z największym chamstwem drogowym spotkałem sie u...zdyscyplinowanych Niemców. Dla równowagi - tam też spotkałem się z najwyższą "kulturą komunikacyjną". Wszyscy...Powtarzam WSZYSCY europejscy kierowcy przekraczają przepisy na czele z ograniczeniami prędkości! Moje OSOBISTE doświadczenia Przecza większości cytowanych tu OPINII i tylko opinii!!! Cytowany artykuł nie jest wart papieru, na którym go wydrukowano. A statystyki to tylko wyższa forma KŁAMSTWA! Jako Polak i kierowca czuje sie osobiscie obrazony.
  • awatar Stixi: Obejrzalam wlasnie "Driving in Italy"i niezle sie usmialam:D Sporo z tych sytuacji nie odbiega daleko od rzeczywistosci.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Islandia: pani premier ożeniła się ze swoją partnerką


Premier Islandii Johanna Sigurdardottir wstąpiła w związek małżeński ze swą długoletnią partnerką - poinformowało biuro szefowej rządu. Przed panią Sigurdardottir żaden premier na świecie nie miał współmałżonka tej samej płci.

67-letnia Sigurdardottir poślubiła Joninę Leosdottir w niedzielę, w dniu, w którym zaczęło obowiązywać nowe prawo, definiujące małżeństwo jako związek dwóch dorosłych osób bez względu na płeć.

Panie od lat pozostawały w związku partnerskim; zmieniły go na małżeństwo na mocy nowego prawa, uchwalonego przez parlament w tym miesiącu.


Johanna Sigurdardottir, która ma dzieci z poprzedniego, heteroseksualnego małżeństwa, jest jedynym premierem na świecie,otwarcie przyznają-
cym się do orientacji homoseksualnej. W jej kraju nie stanowiło to żadnego problemu - zauważa agencja Reutera.

wp pl

wszystkiego najlepszego :)
  • awatar tannat: a jak najbardziej :) wszystkiego najlepszego :)
  • awatar krzyslav: Trudno być obiektywnym pozostajac zdeklarowanym heterykiem i majac nikły kontakt (świadomy) z homoseksualistami. Moje nieliczne kontakty gejami i lesbijkami były ...pozytywne. Wierzę że dotyczyłoby to wiekszości tej ...mniejszosci ;-). Nie wierzę natomiast w propagandę homofobów. Pozostaje życzyc Paniom wszystkiego dobrego. Obawiałbym się jednak skutków takiej deklaracji zwazywszy konserwatywne z natury rzeczy stanowisko Pani Premier.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Czy wiesz, która podmorska trasa ma najwięcej kilometrów i gdzie powstanie największy tunel w Polsce?


Eurotunel, Francja - Wielka Brytania

Najsłynniejszy europejski tunel łączy Francję z Wielką Brytanią. Jest przystosowany do ruchu kolejowego. Pociągi, m.in. linia Eurostar, jeżdżą pomiędzy miejscowościami Calais (Francja) a Folkestone (Wielka Brytania), osiągając maksymalną prędkość 160 km/h. Położony pod kanałem La Manche Eurotunel ma ponad 50 km długości (50,45 km), co daje mu drugie miejsce na liście najdłuższych tuneli świata.


Tunel Lötschberg, Szwajcaria

Najdłuższym lądowym tunelem drogowo-kolejowym może się za to pochwalić Szwajcaria. Ciągnący się od alpejskiej miejscowości Frutigen (kanton Berno) do Raron (kanton Valais) tunel Lötschberg ma 34,6 kilometra i został otwarty w 2007 roku. Jego budowa zajęła 8 lat i pochłonęła 4 miliardy franków szwajcarskich. Dzięki szwajcarskiemu tunelowi podróż z Niemiec do Włoch zajmuje jedynie 2h!


Tunel Lærdal, Norwegia

Na Starym Kontynencie znajdziemy też najdłuższy drogowy tunel świata. Łączy miejscowości Lærdal i Aurland w południowej Norwegi (ok. 230 km od Bergen, 320 km od Oslo). Prawie 25 kilometrów długości (24,51 km) daje tunelowi Lærdal trzecie miejsce na liście najdłuższych tuneli na świecie. Jego budowa zajęła 5 lat (rok ukończenia 2000).


Tunel Gottharda, Szwajcaria

Mówiąc o najdłuższych europejskich tunelach nie należy zapomnieć o tunelu Gottharda. Znajduje się ciągle w fazie budowy, ale za kilka lat ma szansę stać się numerem jeden wśród tuneli na świecie. Dziś najdłuższym jest japoński kanał podmorski Sei-kan (53 850 m), natomiast kanał Gottharda w zachodniej części Szwajcarii ma mieć aż 57 kilometrów długości! Koszty budowy tego drogowego giganta opiewają na 9 miliardów dolarów!


Brenner, Austria

Podobnych rozmiarów inwestycja to tunel pod leżącą na granicy Austrii i Włoch przełęczą Brenner. Znajduje się ona na wysokości 1370 m. Ma połączyć dworzec główny w Innsbrucku (Austria) z miastem Fortezza (Włochy) i skrócić tym samym przejazd z dwóch godzin do 50 minut. Prace mają rozpocząć się w 2014 roku, a ukończenie 55-kilometrowego drogowo-kolejowego tunelu planuje się na rok 2022.


Tunel Legnica - Lubawka

Polska nie zostaje w tyle - niebawem powstanie także najdłuższy tunel drogowy w naszym kraju. Będzie znajdował się w ciągu trasy S3 Legnica - Lubawka na wysokości Starych Bogaczowic (dolnośląskie). Tunel będzie miał 2,29 kilometra długości. 70-kilometrowa trasa S3 ma zostać oddana do użytku pod koniec 2013 r. Przetarg na wyłonienie specjalisty w dziedzinie budowy tuneli, który będzie nadzorował zarówno przygotowanie projektu, jak i samą budowę zostanie ogłoszony w lipcu.

wp pl

wow, tunel w Polsce będzie miał aż 2,3 km. wow.
  • awatar krzyslav: Mogę oceniać jedynie Eurotunel z którego dane mi było skorzystac. Jest drogi, nieustannie na granicy bankructwa, nie budzi zaufania od strony bezpieczenstwa (szereg niebezpiecznych wypadków). Obawiałbym się wjechać tam autem. Zamkniety w pedzacej puszcze wagonu wcale nie czułem sie pewniej. Zarówno cena jak i perspektywa wycieczki morskiej z noclegiem (w drodze do Szkocji) była dla mnie bardziej atrakcyjna. Także rejs przez Kanał był ciekawszy i tańszy a czas per saldo - taki sam. Nie wiem jak inne ale ten jest bardziej symbolem niż alternatywą.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Odzieżowa, Więckowskiego, Obrońców Stalingradu.

Śmieszni szczecinianie chcą przywrócić dawne nazwy ulic

Obchodzimy uroczyście rocznicę zrywu Solidarności
a zmienione w latach pięćdziesiątych nazwy ulic nadal pozostają na tabliczkach. Grupa szczecinian chce to zmienić.

-Zwróćcie Szczecinowi dawne nazwy ulic z szacunku dla tych, którzy 36 lat temu zakładali tu zręby polskiej państwowości - apelował w 1981 r. w tygodniku "Jedność" Krzysztof Sałaciński. Postulat trafił do ówczesnych władz miasta. Do dziś nie został rozpatrzony.

Młodsze wiekiem osoby nie pamiętają patronów ulic nadanych im przez pierwszych Polaków, którzy po wojnie przyjechali do Szczecina. Wystarczy jednak zajrzeć do wydanej w 1945 r. książeczki "Spis nazw ulic, placów, wysp, rzek i kanałów miasta portowego Szczecina" i porównać je z tymi, które dziś widnieją na tabliczkach.

O przywrócenie dawnych nazw ulic chce walczyć stowarzyszenie Kontra 2000.

- To skandal, choć to słowo nie oddaje działań osób torpedujących społeczne inicjatywy - uważa Henryk Michałowski ze stowarzyszenia Kontra 2000. - Tyle razy Polskie Stowarzyszenie Patriotyczne Kontra 2000 zwracało się do urzędu miasta w sprawie przywrócenia dawnych nazw bądź nadania imienia zasłużonych Polaków i ciągle bez rezultatu
Mimo poparcia wielu ludzi i organizacji. Chcemy to zrobić ponownie.

Najbardziej charakterystyczne przykłady, to dawna ulica Wilsona. Dziś Niemierzyńska, a wcześniej
Rewolucji Październikowej. Inny przykład - ulica Kardynała Ledóchowskiego przemianowana na Obrońców Stalingradu. Kolejny -ulica Św. Andrzeja Boboli zmieniona na Odzieżową. Następny - ul. Księdza Skorupki, która dziś nosi nazwę płk. Więckowskiego.

Ta ostatnia ulica, to niechlubny wyjątek. Problem w tym, że na jednych mapach ulica istnieje, a na drugich gdzieś znika. Jak dowiedzieliśmy się w urzędzie miejskim, w pewnym momencie w urzędowych papierach dodano jej imię"Stanisław", a zniesiono stopień "pułkownik".Wszystko odbyło się zaocznie.

Tyle lat minęło od przemian społeczno-gospodar-
czych roku 1989 r., że wypadałoby definitywnie zrobić z tym porządek - Stowarzyszenie Kontra w najbliższych dniach złoży w tej sprawie pismo do biura rady miasta. Niech ta nazwa w końcu zniknie z mapy Szczecina.

gs24


a jak słusznie napisał ktoś w komentarzu - to dla świętego spokoju przywróćmy prawdziwe nazwy ulic,
te niemieckie. Wtedy będzie zgoda.
I ciekawe czy Kontra zapłaci za zmiany dokumentów i tabliczek, planów i wpisów sądowych w hipotekach
Dlaczego ludzie mają płacić za ich głupotę.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @lilia.roza: ale Ty musisz za to zapłacić. i za zmianę np. prawa, jazdy, dowodu rejestracyjnego, wpisy w księgach hipotecznych, zmiany w bankach, tow. ubezpieczeniowych, inwestycyjnych,urzędach, znajomych i rodzinie i cholera wie gdzie jeszcze. Tylko w kilku przypadkach miasta zgodziły się na pokrycie kosztów dowodów osobistych. a tak wszystko zwalają na człowieka. A pomyśl jakie koszty ponoszą firmy (pieczątki, druki, papiery formowe, kontrahenci, wszystkie rejestry, bazy danych itd).
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
  • awatar Anukett: nie zamierzam tego oglądać - wolę róże
  • awatar Stixi: Swietne zdjecia i roze piekne :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Przebudowa kąpieliska Arkonka ma kosztować łącznie 11,8 mln zł.

Powstanie tu kilka basenów. Najwięcej płytkich dla dzieci, które zimą wykorzystywane będą jako lodowiska.

W centralnej części dużego basenu znajdzie się wyspa imitująca skałę z wodospadami i wodną ścianką wspinaczkową. Na kąpielisku znajdzie się także miejsce dla tzw. dzikiej rzeki.

Kolejną atrakcją nowego kąpieliska będzie sztuczna plaża. Obok niej zlokalizowany zostanie plac zabaw dla dzieci.

W projekcie są też boiska rekreacyjne do gry w siatkówkę, tenis plażowy i badminton oraz parkingu na ok. 340 miejsc postojowych. Obok parkingu ma powstać skatepark.

gs24

tylko nie wiadomo kiedy, podobno w 1012 r. :D
  • awatar Atom Head: Jakiś hierarcha to wymyślił :/ ?
  • awatar mój jest ten kawałek: jak dla mnie bomba.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar za 15 szósta: jeden przyplyw i wszystko znika :)
  • awatar gość: ja pierdole!
  • awatar za 15 szósta: gosc ale w jakim sesie? ze co jakis czas ? czy te rysunki?
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
Świat porozumiewa się w nowym języku
Znasz angielski? A może to globish?

Na klasyczny angielski trzeba minimum 4-5 lat, a właściwie całe życie. Ale nauczyciel globisha wpoi w ciebie 1500 słów i po 6-12 miesiącach stwierdzi: Nie chcę cię więcej widzieć - tłumaczy Jean-Paul Nerriere, człowiek, który odkrył, że światowy angielski to tak naprawdę... nie angielski.

ANNA SZKOT: Jest pan ojcem pojęcia "globish". Co to takiego?
JEAN-PAUL NERRIERE*: To uproszczona odmiana angielskiego,którą posługują się ludzie pochodzący
z krajów nieanglojęzycznych. Ten język nie jest moim wynalazkiem, wykształcił się samoczynnie i staje się coraz bardziej popularny.

Kiedy pan zrozumiał, że świat nie mówi po angielsku, tylko w globishu?

Był rok 1989,a ja byłem wiceszefem amerykańskiego IBM odpowiedzialnym za marketing międzynarodowy. Dużo jeździłem na Daleki Wschód, do Japonii, Chin,Korei.Zawsze była ze mną grupa współpracowni-
ków. Wszyscy pochodzili z krajów anglojęzycznych, ja jestem Francuzem. Pierwsze, co zaobserwowałem, to że nasi partnerzy ze Wschodu wyraźnie woleli rozmawiać ze mną niż z moimi kolegami.

Może był pan po prostu sympatyczniejszy?

Chodziło raczej o to, że rozumieli mnie lepiej niż ich. Naprawdę to widziałem. Nie było mowy o żadnej kompromitacji językowej. Nikt nie musiał się obawiać, że straci twarz, bo ja zaliczałem wpadki językowe jedna za drugą i nie przejmowałem się tym. Nie minęło kilka minut spotkania i nasi orientalni rozmówcy przestali być spięci,odbloko-
wali się psychicznie. Choć teoretycznie wszyscy przy stole rozmawialiśmy po angielsku albo w czymś, co miało być angielskim, szybko zorientowałem się, że język, którym posługują się mieszkańcy Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczo-
nych – nie wchodźmy tu w narodowe dyskusje o ich poprawności i wyższości – i angielski, którym mówi reszta świata, to nie do końca to samo. Brzmią podobnie, ale my używamy go jedynie jako narzędzia komunikacji. Uznałem, że wymaga on odrębnej nazwy. Chodziło też o to, żeby angielscy native speakerzy również poczuli, że mają do czynienia z obcym językiem. No i wykluł się globish.

Jakie są jego podstawy?

Zakładane słownictwo to około 1500 najczęściej używanych słów. A przecież są takie, które tworzą całe rodziny. Na przykład z „używać” łatwo można stworzyć „używany”, „bezużyteczny”, „zużyty” i jeszcze wiele innych. Razem z wyrazami pochodnymi robi się w słowniku ponad pięć tysięcy słów, a to już naprawdę sporo.Większość dobrze wykształconych
Francuzów używa tylko 3500 słów, a są tacy, którym do szczęścia wystarcza jedynie 800!

Czy w globishu istnieje jakiś indeks słów zakazanych?

Nie ma czegoś takiego, ale są słowa polecane i odradzane. Globish jest jak dieta: mówi ci, czego powinieneś przestrzegać, żeby być zrozumianym. I tak jak przy diecie, im większe odstępstwa, tym trudniej osiągnąć zaplanowany rezultat.

Jak jest po polsku „niece”?

Siostrzenica albo bratanica.

Po hiszpańsku „sobrina”, a po francusku też „niece”, ale inaczej się to wymawia. Ale może wcale nie trzeba się uczyć tego słowa? Przecież gdy będziemy rozmawiać po angielsku z mieszkańcem Madrytu, istnieje większe prawdopodobieństwo, że zostaniemy zrozumiani, jeśli zamiast słowa „siostrzenica” użyjemy bardziej opisowego „córka siostry”. Podejrzewam też, że wiele nie stracimy, zamieniając bardziej wyrafinowane określenie dainty (wykwintny, wyrafinowany) na znacznie prostsze nice (miły, fajny). Znam na przykład angielskie określenie sutanny, czyli cassock, kiedyś musiałem się go nauczyć w szkole. Ale nie użyłem go w ciągu ostatnich 20 lat ani razu.

Globish oczywiście nie odrzuca żargonu. Trudno przecież, żebyśmy w kontaktach z zagranicznymi kontrahentami zrezygnowali ze specjalistycznego słownictwa charakterystycznego na przykład dla branży gastronomicznej czy produkcji komputerowej
Co więcej, w podręczniku do globisha obok listy słów, które powinien znać każdy, prezentujemy zestawy dodatkowych,które powinni znać przedstawi-
ciele określonych grup zawodowych czy społecznych. Jeśli więc pracujesz w finansach, musisz wiedzieć, co to znaczy liability (odpowiedzialność, zobowiązanie np. prawne, finansowe), ale nie musi się tego słowa uczyć ktoś, kto podróżuje z plecakiem po świecie. Poza tym w przypadku globisha inna jest filozofia językowej komunikacji.

Co pan ma na myśli?

Jeśli wszyscy posługujemy się literackim angiel-
skim, zakładamy, że musimy znać jak najwięcej słów, idiomów czy skomplikowanych konstrukcji, a jak ktoś nas nie rozumie, to jego problem.

Globish przenosi odpowiedzialność za komunikację na osobę mówiącą: muszę powiedzieć tak, żeby zostać zrozumianym. To szczególnie ważne w przypadku kontaktów z partnerami biznesowymi. Drugą ważną podstawą globisha jest zasada „enough is enough”, czyli „dosyć wystarczy”. Nie muszę znać języka perfekcyjnie, muszę znać go na tyle, żeby móc się porozumieć z innymi. Ważne, żeby być sprawnym i skutecznym.


W swojej książce „Globish na całym świecie” wydanej także po polsku, pisze pan, że to native speakerzy mogą mieć problem. Powołuje się pan na raport „English next” opracowany przez British Council, który mówi, że ich wymowa przestaje być wzorcem dla poznających angielski.
Dotąd uważaliśmy, że native speakerzy to – proszę wybaczyć użycie idiomu – złoty standard języka angielskiego. A przecież nie chodzi o to, żebyśmy udawali brytyjską królową. Nie mówiąc już o tym, że inaczej mówią Amerykanie,inaczej Australijczycy
inaczej Kanadyjczycy. Więc który akcent powinno się kopiować?

Może amerykański, biorąc pod uwagę znaczenie gospodarki Stanów Zjednoczonych i wypływ ich kultury?
Nie. Prawidłowa odpowiedź brzmi: żaden.

Powinniśmy się skupić na uczeniu takiej wymowy, by zostać zrozumianym. To wszystko. Mój silny francuski akcent to część mnie.Gdy się wypowiadam
nie muszę udawać, że jestem Brytyjczykiem czy Amerykaninem, dopóki wiadomo, o co mi chodzi.

Nauczyciel globisha wpoi w ciebie 1500 słów i po 6 – 12 miesiącach od rozpoczęcia nauki stwierdzi: Nie chcę cię więcej widzieć. Na klasyczny angielski trzeba minimum 4 – 5 lat, a właściwie to projekt na całe życie. Sam uczę się go już 40 lat i wciąż mam problemy. Ale czy naprawdę musiałem poświęcić czas na zapamiętanie takich słów jak „quislingism” (kolaboracja) czy „ulotrichous” (tak się mówi o kręcących się i wełnistych włosach)?

Czy są już nauczyciele globisha?

Na tej zasadzie uczy się na przykład podczas większości intensywnych kursów języka. „Globish na całym świecie”, podręcznik, który napisałem wspólnie z Davidem Honem,w ciągu roku od ukazania się na rynku przetłumaczony został na dziesięć języków,w tym polski (jest w wersji dwujęzycznej)
Stworzyliśmy również interaktywne kursy na komputer i komórkę. Zakładają one, że początkowa znajomość języka oscyluje wokół 350 słów, następnych uczy się krok po kroku. Idea globisha popularna jest w Korei, gdzie zajmuje się tym jedna z uczelni.

Ilu ludzi na świecie posługuje się globishem?

Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale szacuję, że około 500 mln. Świadomych tego faktu jest znacznie mniej, choć słowo globish coraz częściej pojawia się w mediach. We Francji interesuje się tym tematem około 20 tys. osób. Nasza strona ma 565 tys. odwiedzających, a listę 1500 słów ściągnięto już kilkadziesiąt tysięcy razy. Bardzo przydatny jest też program Word Web, który można ściągnąć z sieci za darmo. To taki interaktywny tezaurus. Polega na tym, że gdy czytamy tekst po angielsku i nie rozumiemy jakiegoś słowa, wystarczy dwa razy kliknąć myszką, by obok wyświetliła się lista wyrazów bliskoznacznych. Dzięki temu uczymy się nowych, no i ułatwiamy sobie życie. To przecież główne założenie globisha.



*Jean-Paul Nerriere, ojciec globisha, autor wielu publikacji o tej tematyce

rozmawiała Anna Szkot

całość artykułu poniżej: polecam

www.dziennik.pl/(…)Znasz_angielski_A_moze_to_globis…
  • awatar krzyslav: nooo patrz a mnie sie wydawało ze "srednio" mówie po angielsku...
Pokaż wszystkie (1) ›