Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 21 maja 2010

Liczba wpisów: 17

nortus
 
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Leżę,patrzę w gwiazdy,nie rozglądam się.: mmmrrrraaaauuuuuuu miauuuuuuuuuu
  • awatar Alter_Ego: Witaj. Jak słonecznie i kolorowo! U mnie też nareszcie tak jest!!!
  • awatar Zenia&Emilia: Nortus co tak dziś mruczysz : D Witajcie :)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 
  • awatar Alter_Ego: Miłego Nortus. Podrap ode mnie Xylię.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @My_Alter_Ego: oczywista oczywistość :)
  • awatar Stixi: Witamy Was witamy i goraco pozdrawiamy ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Zbiorowy seks uczniów oburzył dorosłych

Policjanci w Ostródzie osłupieli, bo uczeń gimnazjum doniósł,że znajomi grają w "słoneczko".

*Chodzi o grę,w której stykanie się głowami leżących na wznak dziewcząt jest podstawową zasadą.A chłopcy w tym momencie robią zawody,
który później skończy stosunek-ten zwycięża*

A wygląda to tak. Najpierw piją po 2 piwka, potem dziewczyny kładą się na podłodze, głowami do siebie tworząc "słoneczko". Chłopcy kolejno odbywają stosunek z każdą z nich. Kto pierwszy się zmęczy - odpada. Wygrywa ten co najpóźniej skończy. Fajna zabawa.

Prawda jaka fajna zabawa towarzyska?



W Ostródzie wybuchł skandal. Tym bardziej, że pięć dziewcząt zaszło jednocześnie w ciążę. Potwierdziła to dyrekcja szkoły, w której uczą dziewczęta.


Tymczasem prokuratorzy skarżą się na oporność rodziców i nauczycieli w wyjaśnianiu tej sprawy.

I nie ma co się dziwić, wszak który rodzic chce się przyznać, że nienormalną córkę zdzirę i syna pojebanego na tle seksu.


Kiedyś bawiono się w zwykłą butelkę.

na podst. dgp
Pokaż wszystkie (20) ›
 

nortus
 

Jakieś skojarzenia?

Czyżby tak bardzo przymarzł, że trzeba piłami wycinać?

:D :D :D

grunt to właściwe myślenie :D :D :D
 

nortus
 

Matka przyprowadziła swoją osiemnastoletnią córkę do lekarza,informując go, ze córka nieustannie cierpi na mdłości.

Lekarz po zbadaniu córki stwierdził, że jest ona mniej więcej w czwartym miesiącu ciąży.

Co też pan mówi, panie doktorze, moja córka nigdy nie miała do czynienia z żadnym mężczyzną ! Prawda, córeczko?

Prawda, nawet się nigdy nie całowałam - zapewniła córeczka.

Lekarz bez słowa podszedł do okna i zaczął się  intensywnie wypatrywać w dal.

Panie doktorze, czy coś nie tak?- pyta po pięciu minutach zaniepokojona mamuśka.

Nie, nie! Po prostu w takich wypadkach zazwyczaj na wschodzie ukazuje się jasna gwiazda i przybywa trzech króli. I za nic nie chcę tego przegapić
 

nortus
 
Największa szczecińska galeria handlowa działa od października 2003 r. Dziennie przewija się przez nią od 32 do 65 tys. osób.

- Do osiągnięcia stu milionów klientów brakuje nam jeszcze tylko ok. 45 tys. Sumę odwiedzających zlicza specjalny system. Dzięki temu wiemy o wszystkich, którzy weszli do naszego centrum.

Impreza rozpocznie się o godz. 19. Obok sceny postawionej na parterze Galaxy, znajdzie się specjalna bramka -"meta", która jest jednocześnie detektorem szczegółowo zliczających klientów. W momencie, gdy przejdzie przez nią stumilionowy klient, rozlegnie się charakterystyczny sygnał, a na głowę zwycięzcy posypie się confetti.

Na kogo padnie, dostanie 40-calowy telewizor LCD i zestaw kina domowego. Ale trzeba zrobić zakupy za minimum 50 zł

za gw
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Klienci zbierają punkty - kuszeni, wydają więcej pieniędzy


Klienci oszaleli na punkcie programów lojalnościo-
wych.Kilkaset tysięcy mieszkańców naszego regionu skrzętnie zbiera punkty, marzy o wspaniałych nagrodach.


Ale czy udział w takiej zabawie naprawdę się opłaca?

Do tej pory przekonana o tym była Agata Kulasińska
z Łodzi, w której portfelu można znaleźć kilka kart lojalnościowych.
Kobieta zbiera punkty w ramach programów *Clubcard* (sieć Tesco), *Klub Konesera* (Alma) oraz *Payback* (wielu partnerów, m.in. Real, BP, Allegro).

- Uczestniczę w nich niemal od momentu powstania i dotąd cieszyłam się z każdego zebranego punktu -mówi łodzianka.-Sprawdzałam rachunki i liczyłam, ile mi jeszcze brakuje, by coś odebrać. Za każdym razem wykorzystywałam dodatkowe bony, które dostawałam za pośrednictwem poczty lub drukowałam je z Internetu. Dopiero mama zapytała mnie, czy wiem co robię i co naprawdę zyskuję. Wzięłam do ręki kalkulator.

Pani Agata nie mogła ochłonąć ze zdumienia, gdy policzyła, że wypiekacz do chleba dostępny za ponad 22 tys. punktów będzie kosztował ją... ponad 44 tys. zł!
W sklepie wystarczy za niego zapłacić 250 zł.

Wzięła katalog. Z rachunków wyszło jej, że na kubek termiczny, który kosztuje 15-20 zł, w programie trzeba wydać ponad 7 tys. zł,

a na frytkownicę aż 40 tys. zł, podczas gdy w sklepie można ją nabyć za niespełna 150 zł. Sekator kosztuje 40-60 zł, ale w programie lojalnościowym dostaje się go, gdy kasa sklepu wzbogaci się o 12 tys. zł.

-Teraz mam do siebie żal,że wcześniej nie wzięłam do ręki kalkulatora - irytuje się pani Agata. - Najbardziej ceniłam kupony z dodatkowymi punktami i byłam skłonna kupować nawet coś, co nie było mi potrzebne, byle osiągnąć limit pieniędzy, od którego kupon był honorowany.Ale głupota -wzdycha.

Tymczasem przedstawiciele firm proponujących programy zacierają ręce i cieszą się z milionów klientów biorących udział w zabawie.

- W ciągu pół roku karty Payback trafiły do 5 mln Polaków - cieszy się Anna Haliżak, które reprezentuje program. - Przygotowujemy dodatkowe kupony, nasze założenie jest takie, żeby klienci szybciej zdobywali nagrody.Wyprzedzamy konkurencję
która proponuje proste gromadzenie punktów. To oczywiście także dodatkowa zachęta do kupowania, ale przecież nie zmuszamy, by z tego korzystać. Dajemy tylko taką możliwość.

Kolejne dwa miliony klientów dysponuje kartami Clubcard. Za pierwsze wydane 600 zł otrzymuje się bon na zakupy o wartości 3 zł, przy następnych zakupach wystarczy już wydać 300 zł, by odebrać kupon rabatowy.Zachętą mają być zniżki na określone grupy towarów. Można zaoszczędzić na przykład 4 zł przy zakupie nabiału, ale pod warunkiem, że kupimy go przynajmniej za 20 zł.

Nie zamierzamy na razie zmieniać tego przelicznika
ale będziemy proponować dodatkowe atrakcje, np. w weekendy - zachęca Michał Sikora, rzecznik Tesco. - W soboty i niedziele będzie można zdobyć podwójną liczbę punktów.

Eksperci od marketingu przestrzegają przed bezkrytyczną wiarą w zalety programów lojalnościowych i... zachęcają do rachunków.

dgp


rozumiem, gdy ktoś i tak robi zakupy a przy okazji naliczają mu się jakieś punkty. Też tak kiedyś zbierałem i owszem opłacało mi się. Nie robiłem zakupów żeby dostać punkty - a znam ludzi
którzy tak właśnie robią - kupują niepotrzebne im rzeczy bo "dzisiaj dają podwójne punkty"  

Kiedyś były fajny program punktowy w Idea - często sobie doładowywałem telefon lub znajomym.
Podobnie było na Lotosie - 5% rabatu na cenie paliwa, które i tak kupowałem - a jeszcze lepiej że na Lotosie ceny były niższe niż na innych stacjach + rabat 5%.
Ale to już historia.


Głupota to nie choroba, podobno.
  • awatar Alter_Ego: Nigdy nie brałam udziału w żadnym programie lojalnościowym. Zawsze uważałam, ze to lep na naiwnych.
  • awatar warszawianin: Głupota to nie choroba... jej się nie da wyleczyć.
  • awatar Samara: Jeśli komuś "po drodze" zbierają się punkty, to ok. Ale specjalnie wydawać dodatkowe pieniądze? hmm
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Święta Maszyna wydaje paragony z modlitwą

Działa i wygląda jak bankomat, tyle, że zamiast pieniędzy wydaje paragony z modlitwą.

Wystarczy wybrać jedną z trzech dostępnych opcji: grzech, intencja lub problem. To prototyp czegoś, co w przyszłości być może będzie powszechne – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską młoda artystka Kamila Szejnoch,autorka Świętej Maszyny,urządzenia
oferującego usługi religijne.

To próba połączenia dwóch rzeczywistości,w których
przebywam; emocjonalnej, religijnej w Polsce i racjonalnej na Zachodzie – mówi o Świętej Maszynie (oryginalna nazwa Holy Machine) Kamila Szejnoch.

Instalacja działa jak bankomat, tyle, że zamiast pieniędzy, oferuje usługi religijne; jest w kolorze złota. Na specjalnym ekranie dotykowym widać interaktywną Pietę z Awinionu, powstałą w XV wieku. Dla uwspółcześnienia obrazu Szejnoch dodała w tle nowoczesne elementy, jak przejeżdżające samochody czy startującą rakietę.

Poniżej, również na ekranie, wyświetlone są trzy dostępne opcje: *intencja*, *grzech*, *problem*. W skład intencji wchodzą zaś: podziękowania, prośby i wstawiennictwo.

– Wybieramy interesującą nas opcję, a system już sam nas prowadzi. Czasem trzeba coś wpisać, na przykład imię osoby,w której intencji chcielibyśmy
się pomodlić.

Na koniec maszyna drukuje paragon, na którym znajduje się odpowiedź – objaśnia działanie urządzenia Szejnoch.

To eksperyment, bardziej pytanie niż odpowiedź Kamila Szejnoch, artystka

Wciskamy „intencję”. Na ekranie pojawia się komunikat „Imię osoby,za którą się wstawiasz”.
Po wpisaniu wyskakuje kolejna informacja, tym razem z prośbą o wpisanie powodu wstawiennictwa. „Aby potwierdzić,dotknij serca Chrystusa” – nakazuje maszyna. Na koniec dostajemy paragon z jedną z możliwych odpowiedzi – wśród nich są zarówno poważne, jak i zabawne – jak „Maria Magdalena będzie trzymać kciuki”, „Matka Boska zrobi wszystko w tej sprawie”, „Wszystko w swoim czasie” czy „Bądź dobrej myśli”. Poważniejsze odpowiedzi wyskakują najczęściej w opcji „grzechy”. „Czy żałujesz za grzechy i obiecujesz poprawę?” – pyta urządzenie. Można wcisnąć „Żałuję i proszę o pokutę i przebaczenie” lub „Nie za bardzo”. Na koniec dostajemy jedną z możliwych odpowiedzi, na przykład: „Bóg Cię kocha, ale przemyśl Ewangelię wg świętego Łukasza 6,47-49 i zmów Litanię do Najświętszego Imienia Jezus”.

W celu wybrania najbardziej trafnych odpowiedzi do poszczególnych opcji(w szczególności „grzechu”)
Szejnoch kontaktowała się wcześniej z zaprzyjaź-nionym księdzem Grzegorzem Ostrowskim z parafii pod wezwaniem św. Wita, Modesta i Krescensji. – Wspólnie wybraliśmy fragmenty Pisma Świętego czy modlitwy najczęściej używane jako pokuty – mówi artystka, zastrzegając, że nie zastępuje to tradycyjnej spowiedzi i nie daje rozgrzeszenia, co może uczynić tylko kapłan.

Szejnoch,pytana o przyczyny powstania religiomatu (tak nazywa Świętą Maszynę), odpowiada,że powodem był jej dwuletni pobyt w Holandii. Odczuwała pustkę,kiedy jako osoba przyzwyczajona do kultury katolickiej w Polsce, spotykała się za granicą z zamkniętymi kościołami, nierzadko przerobionymi na przykład na ośrodki kultury czy dyskoteki. – Chciałam wypełnić tę lukę.
Gdy bank jest zamknięty, mamy bankomat, a jak kościół– nie mamy nic. Wymyśliłam więc religiomat – mówi i dodaje, że pieniądze na pokrycie kosztów instalacji poszły z jej budżetu. Choć instalacja była jej pomysłem,to już wykonawców poszczególnych
elementów maszyny było wielu. Kto inny zrobił oprogramowanie do maszyny we flashu, kto inny metalową skrzynię, kto inny w końcu – pomógł połączyć komputer, ekran dotykowy i drukarkę do paragonów.

Początkowo Święta Maszyna miała stanąć na Dworcu Centralnym, ale w ostatniej chwili jego władze się rozmyśliły. Z tygodniowej ekspozycji nic nie wyszło. – Widziałam ją na dworcu jako religijny element w sferze profanum, ale również jako nawiązanie do otoczenia pełnego maszyn, mechanicznego lasu, którym jesteśmy otoczeni. Akurat na dworcach takich urządzeń jak automaty do sprzedaży biletów czy bankomaty jest najwięcej
Po tym, jak plany dotyczące dworca spełzły na niczym, maszynę można było zobaczyć (od końca marca do końca kwietnia) w Galerii Studio w Pałacu Kultury w Warszawie. Ale to miejsce nie zadowalało artystki: - Chciałam, żeby Święta Maszyna stanęła w miejscu bardziej dostępnym. Takim, żebym mogła skonfrontować ją z osobami, których rzeczywiście dotyczy, a nie tylko z krytykami sztuki czy artystami.


Z pomocą zaprzyjaźnionego ks. Grzegorza Ostrowskiego udało się pokazać Świętą Maszynę podczas jednej z niedzielnych mszy dla dzieci o godz. 11. Urządzenie stanęło w kruchcie parafii pod wezwaniem św. Wita, Modesta i Krescensji. Szejnoch, która była obecna podczas wygłaszanego do młodych wiernych kazania, mówi, że ksiądz – nawiązując do Ewangelii – zapytał, jakie są dary Ducha Świętego. – Wyjaśnił, że jednym z nich jest rozum, który pomaga w wymyślaniu nowych rzeczy i podejmowaniu decyzji. Nawiązał do wynalazków techniki, jak elektroniczny wyświetlacz do pieśni religijnych czy żarówka – których sto lat temu jeszcze nie było, a z których teraz i Kościół, i wszyscy ludzie powszechnie korzystają – opowiada Wirtualnej Polsce Szejnoch. Później ksiądz miał pokazać dzieciom jak maszyna działa, zaznaczając, że pod słowem „grzech” nie kryje się spowiedź, ale raczej zwierzenia, bo nie mamy tu do czynienia z sakramentem.

Z jakim przyjęciem, dzieci i rodziców, spotkała się maszyna? – Z bardzo miłym – mówi Szejnoch i wymienia sytuacje, kiedy ludzie podchodzili do niej,dzieląc się ciekawymi czy na wpół żartobli-
wymi pomysłami. Ktoś miał pomysł, żeby Święta Maszyna o mniejszych gabarytach krążyła z domu do domu, na zasadzie wypożyczenia; jak święty obraz. Jeden z panów zauważył, że maszyna przydałaby się w biurowcach, gdzie ludzie spędzają większość swojego życia na pracy, która nie pozostawia im czasu praktycznie na nic. Co na te reakcje artystka? – To eksperyment, bardziej pytanie niż odpowiedź, ale kto wie, może w przyszłości takie maszyny będą powszechne. Technika idzie do przodu, a rytuał, również religijny, się upraszcza.

Szejnoch widziałaby Święte Maszyny przed kościołami – w roli skrzynek przed sanktuariami, do których wrzucane są napisane na karteczkach intencje, ale z drugiej strony traktuje Świętą Maszynę jako dzieło sztuki. Czy Polacy oczekują takich urządzeń? – Trudno powiedzieć. Jeśli robię projekt, to dlatego, że coś mnie interesuje. Jedną z takich rzeczy jest religia. Każda praca jest formą autoportretu. Wydaje mi się, że sztuka ma na celu nie tyle zaspokajanie czyichś potrzeb, co raczej uwidacznianie pewnych tematów – mówi Szejnoch.

Anna Kalocińska, Wirtualna Polska

czyli fucha Rydzyka może odejść  do muzeum.
  • awatar tannat: a spowiedzi przez skype nie wymyslili jeszcze?
  • awatar Bezedura: TYLKO jako sztuka... to nawet ciekawe, ale jeśli wziąć to na poważnie i ustawić w iluśtam kościołach, do 'usług' to ja wymiękam ;-P
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar Stixi: Jaka fajna panienka z okienka na 4-ym zdjeciu, a na 3-im....Stixi rozmarzyl sie :)
  • awatar Alter_Ego: @Stixi: Mój Baster też podziwia Xylię.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @My_Alter_Ego: a pokaż Basterka - bo go nie kojarzę.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

*Najdroższy samochód świata* ?


Jeden z czterech wyprodukowanych kiedykolwiek egzemplarzy Bugatti 57SC Atlantic właśnie zmienił właściciela. Szacuje się, że jego cena przekroczyła - bagatela - 30 milionów dolarów


Tak jak i dziś, przed wojną samochody Bugatti należały do motoryzacyjnej elity. Obok limuzyny Royale, jednym z najbardziej uznanych dzieł tej marki jest model 57SC Atlantic. Zaprezentowano go w Paryżu w 1935 roku.

57SC Atlantic zaprojektował Jean Bugatti, syn sławnego Ettore. Obłe kształty nadwozia skrywały rzędową "ósemkę" z kompresorem o pojemności 3247 ccm i mocy 210 koni. Dwuosobowe coupe osiągało setkę w ciągu 10sekund i mogło pędzić z prędkością
200 km/h. Dzięki zastosowaniu aluminium, gotowe do jazdy ważyło zaledwie 950 kg.

Mówi się, że powstały zaledwie cztery egzemplarze 57SC Atlantic. Tylko dwa z nich były fabrycznie wyposażone w silnik z kompresorem. Bugatti na życzenie klientów dokładało go także do modelu 57S, wyposażonego w słabszy motor o mocy 175 koni.

Jak potoczyła się historia poszczególnych egzemplarzy 57SC Atlantic? Jeden z nich (numer podwozia 57473) w 1955 roku wjechał pod pociąg i został doszczętnie zniszczony. Dopiero 10 lat później wrakiem zaopiekował się pewien Francuz, który podjął się renowacji auta. Ostatecznie odnowione Bugatti ujrzało światło dzienne w 2000 roku. Kolejny egzemplarz (numer podwozia 57491) od 1988 roku jest ozdobą kolekcji aut Ralpha Laurena, projektanta mody.

Pierwszy z wyprodukowanych kiedykolwiek Bugatti 57SC Atlantic (numer podwozia 57374) powstał prawdopodobnie z podzespołów prototypu Aerolithe, jako jedynego zbudowanego z użyciem magnezu. Jego powojenny właściciel polakierował karoserię na czerwono i wprowadził wiele przeróbek. Kolejny nabywca doprowadził auto do oryginalnego stanu i w 2003 roku zdobył pierwszą nagrodę w prestiżowym konkursie elegancji Pebble Beach.

Właśnie ten egzemplarz zlicytowano 5 maja w Kalifornii. Cena? Oficjalnie nie padła, ale szacowana jest na ponad 30 milionów dolarów - w sam raz na 20 sztuk Aston Martina One-77 lub 90 sztuk Mercedesa SLS AMG.

Marcin Sobolewski   dgp



Hmmm, może bym sobie kupił, ale trochę kolor mi nie odpowiada. Zastanowię się jeszcze.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Pamiętacie ten kolaż zdjęć z początku roku?

Teraz będzie już trudniej zrobić taką serię zdjęć
gdyż małpiszon ... rośnie.

Jeszcze się mieści w przejściu ale trudniej jej to idzie, trudniej :D :D :D

Może dlatego się odchudza ?
  • awatar Alter_Ego: To by nawet było do niej podobne. W końcu Xylia to kobieta, czyż nie?
  • awatar Stixi: Trzeba powiekszyc jej komnaty w palacyku :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Stixi: no też coś. to niech Stixi przyjedzie z piłą i jej powiększa - ale ja domu nie dam zmniejszyć aby jej powiększyć :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Pod Lubomierzem odkryto resztki miejskiej szubienicy


Pozostałości XVII-wiecznej kamiennej szubienicy odkryli badacze ze Stowarzyszenia Ochrony i Badania Zabytków Prawa kilometr za miastem, na wzgórzu, przy drodze z Lubomierza do Jeleniej Góry.

- Od XV wieku stała w tym miejscu drewniana szubienica. Przywilej do budowy kamiennej szubienicy dał w 1607roku lubomierskim zakonnicom dopiero cesarz Rudolf II - mówi Daniel Wojtucki, doktorant z Uniwersytetu Wrocławskiego, autor książki "Publiczne miejsca straceń na Dolnym Śląsku od XV do połowy XIX wieku".

Szubienica istnieje jeszcze na mapie z początku XIX wieku, rozebrano ją w 1837 r. Budowla w formie rotundy miała około siedmiu metrów średnicy

Do wnętrza wchodziło się przez niewielkie drzwi. - Na trzymetrowym murze stały cztery filary, między którymi umocowano drewniane belki. Na nich wieszano skazańców - mówi archeolog Paweł Duma. - W pobliżu szubienicy miejski kat także ścinał skazańców, tutaj wykonywano wyroki skazanych na pogrzebanie żywcem.


Pierwszy wyrok wykonano w lutym 1609 roku. Powieszono wówczas pięciu rozbójników z bandy, która działała w okolicy. Dwóch innych w tym samym miejscu łamano kołem. W pobliżu kamiennej szubienicy w 1614 r. wykonano wyrok na Catherinie Höpner. Za prostytucję, kradzieże i zabójstwo dwójki dzieci skazano ją na rwanie cęgami, obcięcie dłoni i pogrzebanie żywcem. Ostatnia egzekucja, według dostępnych dzisiaj kronik, odbyła się w 1676 r. W sumie w dokumentach istnieją wzmianki o 30 wyrokach wykonanych w Lubomierzu.

Wojtucki: - Publiczne egzekucje były w mieście wydarzeniem, widowiskiem, ludzie traktowali je jak dzisiaj wyjście do kina czy teatru.

Szubienica była dobrze widoczne z miasta i z drogi. Jej widok miał cel prewencyjny. Przybysze od razu wiedzieli, że w tym mieście pilnuje się prawa.

Ciało skazańca wisiało czasem nawet dwa lata, dopóki się nie rozsypało. Skazańców grzebano na miejscu, przysypując ziemią, bez zbytniej dbałości o ułożenie zwłok.

W Lubomierzu odkryliśmy m.in. dwa szkielety
nałożone na siebie. Podejrzewam, że po prostu wrzucono ich bezwładnie do jednego dołu, leżą na brzuchu ze związanymi z tyłu rękami. Tylko w wyjątkowych przypadkach skazanych grzebano w trumnach - mówi wrocławski historyk.

Na Dolnym Śląsku było około 300 szubienic,odkryto ślady po zaledwie ośmiu. - W Lubomierzu zachowały się także inne miejsca egzekucji. W rynku jest pręgierz, są tutaj bardzo ciekawe krzyże pokutne i teraz resztki szubienicy. Można byłoby z tego ułożyć bardzo ciekawą ścieżkę dydaktyczną, pomocną przy nauce historii - podpowiada Wojtucki.

gw
  • awatar Anukett: ja byłam w Lubomierzu parę razy i jednak będzie mi się kojarzyć z Kargulem i Pawlakiem :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

NSA: "Postępowy" wyrok w sprawie e-faktur

Faktura przesłana faksem lub w pliku PDF daje podobne uprawnienia, jak faktura przesłana pocztą

- tak uznał Naczelny Sąd Administracyjny, który uchylił wcześniejszy wyrok WSA w tej sprawie.

Jeśli rzeczywiście firmy będą mogły przejść na faktury przesyłane faksem lub mailem, będzie to ogromny krok do przodu dla naszego społeczeństwa informacyjnego.

więcej:

di.com.pl/(…)NSA_Postepowy_wyrok_w_sprawie_e-faktur…
 

nortus
 

Wstrętna wodo płyń spokojnie do Bałtyku

i nie zawracaj ludziom d..y.
 

nortus
 

Kontrowersyjny trend - skarpetki do sandałów wzbudzają skrajne emocje. Czy Polki się odważą?

Projektanci, niczym w zmowie, postawili na wygodę i dodatkowy element zdobny - skarpetki zakładane do sandałów. Do tej pory takie posunięcie uważane było za faux pax i nie pomagały w zmianie tego poglądu co ekscentryczniejsze gwiazdy, pojedynczy projektanci czy szafiarki.

W tym sezonie ogrom znanych domów mody zaproponował zestawienie tych dwóch części garderoby. Warto zwrócić uwagę, że jedyną propagowaną długością skarpetek jest ta lekko powyżej kostki. Sieciówka Zara proponuje wersję grubą, prążkowaną i bez palców; John Galliano stawia na jedwab, intrygujące połączenia kolorystyczne i lekko zgaszone, przybrudzone barwy; w domach mody Hermes i Rochas materiał skarpetek był nieco grubszy, a kolorystyka perfekcyjnie zgrana z sandałami i resztą stroju; Dolce&Gabbana zastosowali omawiane połączenie tylko w kilku stylizacjach i skupili się na królowej barw - czerni.

więcej:

www.groszki.pl/(…)Trend_alarm__skarpetki_do_sandalo…
  • awatar Bezedura: Haha, no ładnie...
  • awatar Alter_Ego: Grrr... Nie ma nic bardziej obleśnego
  • awatar Zenia&Emilia: Ołł jeee.. wytyczamy modę :D
Pokaż wszystkie (5) ›