Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 27 kwietnia 2010

Liczba wpisów: 15

nortus
 

I chyba będzie padać.

Al kawka zawsze dobra jest więc zapraszam na kawunię z dodatkiem.
  • awatar Alter_Ego: Witaj. Zapraszam się do Ciebie na kawkę i kawalątko tego torcika. Już mi ślinka cieknie po brodzie i kapie na klawiaturę. A ja zapraszam na lekturę do porannej filiżanki kawy ;-)
  • awatar Zenia&Emilia: Witamy. Na pewno będzie padać,jeżeli jednak będzie pachnieć deszczem tak jak wczoraj wieczorem to ja nie mam nic przeciwko.. Miłego Dnia :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Zenia&Emilia: deszczyk teraz oczyszcza niebo i mi się łatwiej oddycha, po tym wulkanie. Co to będzie jak gruchnie Katla? Ale miałem iść na Pogodno i .... przesunę na jutro, może.
Pokaż wszystkie (11) ›
 

nortus
 

Bezcenne księgi od tajemniczego ofiarodawcy


Niemal pięćset lat temu przeglądał ją Andrzej Opaliński, poszukując modnych rozwiązań do swojego pałacu w Radlinie. Od kilku dni księga, która byłaby rewelacją każdej światowej aukcji, jest ozdobą i dumą zbiorów Biblioteki Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Dostała ją w prezencie wraz z 18 innymi cennymi drukami.

Dyrektor biblioteki dr Arkadiusz Wagner wygląda na wniebowziętego. - Takie rzeczy się w bibliotekach nie zdarzają!

Przed kilkoma dniami do Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk bez rozgłosu przywieziono niezwykle cenne, a dla bibliofilów bezcenne księgi i rękopisy. W sumie: osiemnaście woluminów i księgę z ekslibrisami z XVII-XIX wieku. Wszystkie te skarby przekazał Bibliotece PTPN tajemniczy ofiarodawca z Łodzi. - Chciał pozostać anonimowy. To starszy pan, człowiek
kultury. Nie ma spadkobierców, a wiedział, że zajmiemy się jego zbiorem z należną pieczołowitością.
- Otrzymaliśmy go w depozycie na 20 lat, z zastrzeżeniem, że potem przejdzie ostatecznie na naszą własność - opowiada Wagner.


Na biurku dyrektora leżały wczoraj prawdziwe unikaty. Wzrok przykuwała przede wszystkim gruba książka w oryginalnej, szesnastowiecznej oprawie z ekslibrisem Andrzeja Opalińskiego herbu Łodzia. Na oprawie - motywy orientalne. W środku - ryciny i wykresy, obrazujące kunszt włoskiej sztuki
architektonicznej. - To książka, która wzbudzała nasze największe zainteresowanie i pożądanie - tzw. klocek druków architektonicznych włoskich
architektów tej miary, co Leone Alberti, Pietro Cataneo czy Sebastiano Serlio, z których każdy jest epokowym wydarzeniem w historii literatury
historyczno-artystycznej. Te druki to traktaty architektoniczne wybitnych włoskich twórców, wydawnictwa florenckie lub weneckie z połowy XVI wieku. Przewraca niemal idealnie zachowane karty i ożywia się.
- Proszę spojrzeć: tu mamy traktat Cataneo, wydany w oficynie aldyńskiej,pierwotnie założonej przez Aldusa Manujusza i mającej status jednego z
najwspanialszych wydawnictw europejskich XVI wieku!

- Z perspektywy wielkopolskiej najcenniejszy wydaje się zbiór traktatów Sebastiano Serlio, którego projekty architektoniczne były wykorzystywane przez Jana Baptystę Quadro w trakcie wznoszenia ratusza poznańskiego - zwraca uwagę dyrektor Wagner. - Dodatkowa wartość tej książki polega na tym, że należała do wielkopolskiego magnata i najprawdopodobniej służyła Opalińskiemu jako wzorzec w trakcie budowy prywatnej rezydencji w wielkopolskim Radlinie. Po to właśnie nasz magnat te księgi zakupił, kazał oprawić i przechowywał w swojej bibliotece.

Badania specjalistów potwierdziły, że księgę z traktatami włoskich architektów oprawił dla Opalińskiego jeden z poznańskich introligatorów.
Dowodem może być znak wodny wyklejki - widać na nim wyraźnie dwa skrzyżowane klucze, czyli tzw. mały herb Poznania. - Taka księga byłaby rewelacją na każdej światowej aukcji. Tym bardziej należy docenić gest naszego darczyńcy.

Zdecydowanie mniej okazały, za to równie cenny jest niepozornie wyglądający rękopis z XVI wieku. - To oryginalny zbiór dokumentów, dotyczących założenia Akademii Zamoyskiej w 1594 r., wraz z pieczęcią m.in. kanclerza Jana Zamojskiego - opisuje Wagner. - To również absolutna rewelacja. Ten zbiór zaginął w bibliotece ordynacji Zamojskich podczas II wojny światowej. Całe
szczęście, że ocalał i może nam nadal służyć.

W przekazanym PTPN zbiorze znajdują się też m.in.: okazały, bogato ilustrowany album z XVIII wieku, obrazujący inwestycje budowlane w Nancy
pochodzącego z Wielkopolski króla Stanisława Leszczyńskiego, album prezentujący zabytki klasztoru Saint-Germain, XVIII-wieczny album z mapami i planami wykonanymi przez uczonego francuskiego podczas podróży przez Polskę, Rosję aż po Syberię. - Ten album zawiera nawet przekroje geologiczne ziem polskich! - zachwyca się dyrektor biblioteki. W zbiorach biblioteki znalazł się też starodruk z 1795 roku - opracowanie zabytków prasłowiańskich, opisanych (i pięknie narysowanych) przez Jeana Potockiego.

A także: unikatowy egzemplarz druku religijnego, wydanego w drukarni Radziwiłłów w Nieświeżu w 1767 roku i XVI-wieczny prohibit - historia papieżycy Joanny z biblioteki Romana Sanguszki (hetmana polnego litewskiego).

- Niemal wszystkie te książki są zachowane w znakomitym stanie - cieszy się dyrektor Wagner.

Po konserwacji i przygotowaniu wszystkie nowe nabytki biblioteki PTPN zostaną udostępnione naukowcom.

gw


brawo. lepiej przekazać państwu i potomnym niż jakiejś nieciekawej rodzince.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Sony oficjalnie zapowiedziało, że w marcu 2011 roku ostatecznie zakończy produkcję dyskietek.

Zdziwieni, że dyskietki jeszcze funkcjonują?


W związku z zapowiedzią Sony przedstawiamy w galerii historię dyskietki na 7 obrazkach. In memoriam.



Pierwszą dyskietką FDD (Flexible Disc Drive) w historii komputerów była dyskietka 8-calowa. Funkcjonowała w latach 1971 do 1977. Pierwsza
generacja - IBM 23FD służyła wyłącznie do odczytu i miała pojemność rzędu 80kB. Ostatnia posiadała nawet 1,2MB. Pomysł polegał na osadzeniu
elastycznego magnetycznego nośnika w równie giętkiej, plastikowej kopercie.

Następnie pojawiła się nieco mniejsza wersja. Zadebiutowała w 1976 r i przez chwilę konkurowała ze swoim pierwowzorem. Ostatecznie zwyciężyła
kompaktowość dysku 5.25. Pierwsza dyskietka tego typu mieściła 90kB, a ostatnia, w 1986 roku aż 10MB. Najpopularniejsze jednak były te, które
zadebiutowały w 1982 roku i mieściły 1,2MB.

Dyskietka w sztywniejszej obudowie, o wielkości 3.5 cala pojawiła się po raz pierwszy w 1982 roku i bardzo długo koegzystowała ze swoją poprzedniczką.

Poczatkowo dyskietki 3.5-calowe zapisywane były wyłącznie po jednej stronie i posiadały pojemność 280kB, ale dość szybko wyewoluowały do formy DD o tak zwanym "rzadkim zapisie" i pojemności 720kB. Najpopularniejsza formę osiągnęła 5 lat później, w 1987 roku, wraz z zastosowaniem gęstego zapisu
HD. Od tej pory dyskietka 3.5 cala nieodmiennie kojarzyła się z pojemnością 1,44MB.

W międzyczasie pojawiały się przeróżne wariacje, przycinające wymiar do 3 a nawet 2 cali. Nie znalazły jednak wielu zwolenników.

W roku 1991 pojawiła się dyskietka Floptical, nazwana później SuperDisk.
Miała ona wygląd niemal identyczny jak dysk 3.5 cali, ale zdecydowanie większą pojemność. Pierwszy Floptical przechowywał 21MB, aby w 1997 móc pomieścić aż 240MB. Nigdy jednak nie zdobyły popularności.

Zanim skończyła się bujna kariera dyskietek pojawiła się wariacja, która przez chwilę miała szansę cokolwiek osiągnąć. ZIP pojawił się w 1994 roku.
Wprowadziła go firma Iomega. Pierwszy dysk posiadał pojemność 100MB, a ostatni aż 750MB, czyli więcej niż przeciętna płyta CD.W USA format dyskietki ZIP upadł ostatecznie w początkach
2000 roku, nie wytrzymując konkurencji z tanimi płytami CD z możliwością zapisu.

Wiem, że CD to w zasadzie nie dyskietka, ale znalazła się tu, ponieważ stanowi kontynuację jej idei. Pierwsza płyta CD pojawiła się w 1979 roku,
ale na pole technologii komputerowej wdarła się dopiero w 1985 roku, kiedy Philips i Sony zgodziły się rozwijać technologię w ramach uniwersalnego nośnika danych.
Możliwość nagrywania płyt CD została dodana dopiero w 1990 roku. Był to przełom, moment w którym rozpoczęła się masowa produkcja, a co
za tym idzie dramatyczna obniżka cen nośników. CD, a później i DVD znalazło się w każdym domu, w setkach egzemplarzy, kupowane całymi szpulami. Tańsze niż bułki.

Płyty CD, a później DVD były tanie i stosunkowo bezproblemowe. Dwa czynniki sprawiły jednak, że pamięć flash w postaci pendriva przejąła prym. CD miało zbyt dużą średnicę i w praktyce było jednorazowe. Wykorzystywanie go jako pamięci wymiennej było po prostu zbyt uciążliwe. W roku 2000 IBM oraz Trek Technology rozpoczęły sprzedaż nowego formatu - pamięci flash ze zintegrowanym złączem USB. Pierwsze Pendrivy sięgały pojemności 4MB, aby w roku 2010 osiągnąć aż 256GB. Mimo iż flash stał się pamięcią podręczną, nadal nie wyrugował ostatecznie płyt DVD, które pospolicie używane są do gromadzenia treści o tak zwanym "trwałym charakterze". Z reguły oba nośniki
wykorzystuje się równolegle.

gw


czas leci i technika też nie stoi w miejscu.
Ja zaczynałem od dyskietek 5,25 cala i 700 kB, później 1,2 MB. Duże, miękkie, nieporęczne, łatwo zniszczalne.
Później szał dyskietek 3,5 cala, wow jaka wygoda, małe, łatwo przenoszalne, super były.
A dziś?  ehhhhhh
  • awatar Alter_Ego: Zasadniczo to już CD stanowi przeżytek ale dyskietka? Toż to archaizm.
  • awatar amator.fotografii: pamiętam jak sąsiadowi zgrywałem grę która miała ponad 50mb z 10 razy biegałem piętro niżej hehe to były czasy:)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @My_Alter_Ego: ale jeszcze w używaniu
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Pociąg na popych. Jak coś to hamuj i wybij bezpiecznik


Myślisz, że najgorsze jest bezczynne czekanie na brudnym dworcu i słuchanie bezładnych komunikatów o spóźnionych pociągach? Mylisz się! Jest dużo
gorzej, kiedy kolej uwięzi cię w zepsutym wagonie - pisze Judyta Watoła.



Poniedziałek, godz. 18.05. O tej godzinie z dworca z Katowicach odjeżdża pociąg do Gliwic. Dwie minuty później, około sto metrów przed stacją w Załężu, pociąg nagle się zatrzymuje. Maszynista zaczyna biegać, otwierać drzwiczki, coś przełącza. Po kwadransie konduktor rozkłada ręce: - Nie ruszymy, zepsuł się.

- Ale przecież to jest taki nowy skład - mówią co bardziej dociekliwi pasażerowie.

- Powiem szczerze, te składy to największe dziadostwo. Już je wycofują -odpowiada konduktor. Potem mówi, że za niedługo będzie następny pociąg, który zatrzyma się na sąsiednim torze na wysokości naszego i będziemy mogli się przesiąść.

- To już drugi raz w ciągu tygodnia - oburza się jedna z pasażerek i opowiada, jak w zeszłym tygodniu pociąg zepsuł się w okolicach Świętochłowic. Ludzie przesiadali się na środku torowiska, ale nie wszyscy dali radę. Starsze osoby bały się zeskoczyć na nasyp, co drobniejsze
dziewczyny trzeba było wciągać, bo nawet jeśli wyskoczyły z zepsutego składu, do drugiego wskoczyć już nie umiały, bo za wysoko.

Ludzie słuchają z rosnącym niepokojem, zerkając na nasyp. Większość jest gotowa do skoku, ale pociąg, który o godz. 18.35 miał wyjechać z Katowic też jest spóźniony. W końcu jedzie i... mija nas bez zatrzymywania się!

Ludzie są wściekli. Konduktor rozkłada ręce: - Dyspozytorka nie zgodziła się na przesiadkę na torach, ale zaraz przyjedzie od strony Katowic inny skład i popcha nas do Gliwic.

Dochodzi godz. 19, gdy doczepiony skład ma nas pchać. Maszyniści krzyczą do siebie przez radiotelefon: - Jak coś to hamuj! Lepiej wybij sobie bezpiecznik!

Skład w końcu rusza. Jedzie 50 m i zatrzymuje się. Maszynista znów zaczyna biegać po składzie. Wraca, znów krzyki, znów 50 m i znów stajemy. Za trzecim "popychem" dobijamy do peronu stacji w Załężu. Maszynista mówi, że "dopchnie" nas do Gliwic, ale już mu nie wierzymy. Każemy wypuścić się z pociągu. Gdy wychodzimy, stację mija pociąg Interregio, też z Przewozów Regionalnych. Mógłby się zatrzymać i nas zabrać, ale po co iść tak ludziom na rękę!

Zrywa się wiatr, zaczyna padać. Na przenikliwym chłodzie czekamy jeszcze pół godziny patrząc bezradnie na mijające nas ekspresy i pospieszne. Dopiero o godz. 19.51 zabiera nas osobowy, opóźniony zresztą o kwadrans.
gw

jestem w szoku, dobrze że nie jeżdżę tą firmą (raz na wiele, wiele miesięcy).
 

nortus
 
"To na 99,9 procent ona" Znaleźli wrak Arki Noego

Znajduje się na wysokości około czterech tysięcy metrów, a naukowcy szacują jej wiek na 4800 lat. I są pewni na 99,9 procent, że to właśnie ona. Grupa tureckich i chińskich ewangelickich naukowców ogłosiła, że na górze Ararat w
Turcji odnalazła wrak biblijnej Arki Noego.


Wiek wraku udało się stwierdzić na podstawie badań próbek węgla. Zdaniem naukowców odnalezione szczątki mają około 4800 lat - a to oznacza, że statek został zbudowany w czasie, kiedy miała
powstać biblijna Arka Noego.

"Nie mamy 100-procentowej pewności, że to Arka Noego, ale na 99,9 procentto właśnie ona" - powiedział Yeung Wing-cheung, dokumentalista i członek 15-osobowej grupy, która odnalazła
drewniane szczątki.

Według badaczy,wrak składa się z kilku przedziałów
oddzielonych drewnianymi przegrodami, w których najpewniej trzymano zwierzęta.

Badacze nie chcą zdradzać, gdzie dokładnie odnaleźli Arkę, dopóki tureckie władze nie stwierdzą oficjalnie, że jest to rejon prac archeologicznych.

dgp


a później Noe wydał dzienniki podróży, które w zeszłym roku sfilmowano. Film nazywa się "2012"
 

nortus
 


Pisma do urzędów, które nawet ponuraków rozbawią


Każdego dnia do różnych urzędów wpływają setki pism i podań od obywateli.
Niektóre z nich wydają się urzędnikom tak zabawne,że są przez nich skrzętnie kolekcjonowane
Najciekawsze przykłady przytacza "Głos
Wielkopolski".


Lokator prosi o wymianę okien:

"Są wypatrzone i niestrzelne,stwarzają zagrożenie dla otoczenia".

Inny dość naturalistycznie udowodnił swoje "nie"
dla remontu: "Oświadczam, że nie wyraziłem zgody na wymianę trójnika (...) po zobaczeniu otworu o powierzchni 0,5 metra kwadratowego, co przeraziło
mnie i zablokowało wewnętrznie (zamknąłem się w sobie). Ze względu na zniszczenia i brak możliwości korzystania z toalety i łazienki, wszak oddawanie moczu bez możliwości puszczenia bąka jest jak wesele bez orkiestry".

Dzięki tej "otwartości" oba pisma wiszą w poczytnym miejscu instytucji, do której trafiły. Nie jest tajemnicą, że takie tablice czy teczki z pismami niczym z cyklu "humor z zeszytów szkolnych" są w wielu urzędach.


Wiele takich pism wpłynęło do Biura Obsługi
Klienta MPK:

"Na przystanku Dworcowa nie skasowałam od razu biletu, ponieważ musiałam wytrzeć nos" - pisze jedna z ukaranych mandatem kobiet. "Skasowałam bilet, trzymałam go w ręce i patrzyłam w okno. Źle się czułam i musiałam być bardzo rozkojarzona,
bo kiedy kontroler do mnie podszedł, biletu już w mojej ręce nie było - najwyraźniej ktoś, widząc kontrolera, mi go ukradł!" - przekonuje inna.

Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie zastanawiają się nad postulatem jednego z klientów:

"Proszę ozdobić poczekalnię obrazami i kwiatami. Byłoby przyjemniej czekać na zasiłek". Ważne jest też,że "Brak klimatyzacji i automatu do coca-coli nie pozwala mi wyciągnąć właściwie sprawy".

A klienci MOPR-u najlepiej wiedzą, co jest im niezbędne do życia:

"Jestem niewidomy i karma dla psa jest dla mnie artykułem pierwszej potrzeby", "Mój kot jest bezzapachowy. (...) Dlatego proszę o zasiłek na
szczepionkę i oczko wodne".

Mają też pewne zastrzeżenia:

"Brak intymności w pokoju. Jak mam mówić o
moich ośmiu małżeństwach, jak w pokoju jest 10 innych pracowników", "Zwolnić starą zołzę w okularach i czerwonej bluzce, która twierdzi, że urząd nie jest przechowalnią bagażu. Mam zostawić moje 15 reklamówek i dwie torby podróżne w hallu i ktoś ma mi je ukraść,jak będę załatwiał sprawę?"

Bywają też prośby bardzo bezpośrednie:

"Chcę kobietę na 24 godziny".

- Nie ujawniamy takich pism - broni się Rafał Łopka z Urzędu Miasta Poznania. Nie chce, by petenci myśleli, że urzędnicy się z nich śmieją.
Przyznaje jednak, że niektórzy mają fantazję.

Ostatnio piszą na przykład wiersze (długie) z prośbą o gadżety. Fragment (naprawdę maleńki) od Ani:
"Mam nadzieję ogromną, że chociaż paczkę dostanę
skromną. Pozdrawiam cieplutko i uśmiecham się milutko". Bo przecież śmiech to zdrowie!

gs24
  • awatar krzyslav: Mam przykład "odwrotny" tyle że to dwie strony urzędolskiego bełkotu. Najzabawniejsze były miny innych urzędoli ktorym dawałem to do przeczytania w innym urzędzie gdzie mnie odsyłali. Zainteresowanym moge wysłac to na prywatna skrzynkę do poczytania. W pingerku nie publikowałem bo to szkodliwe dla zdrowia (psychicznego).
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Kupisz w Berlinie, jeździsz po Szczecinie

Bilety VBB z Berlina i Brandenburgii do Szczecina będą uprawniały do przejazdu tramwajem lub autobusem na terenie naszego miasta. Natomiast
dzięki biletom VBB ze Szczecina do Berlina będzie można za darmo poruszać się komunikacją miejską po stolicy Niemiec.


Autobusami komunikacji miejskiej w Szczecinie będzie można jeździć na biletach VBB kupionych w Berlnie.

W czwartek, w berlińskim ratuszu podpisane zostanie porozumienie. Oprócz tego szczecińskie bilety okresowe będą honorowane na liniach miedzy stacjami Szczecin Główny i Szczecin - Gumieńce w pociągach DB Regio oraz na transgranicznych liniach autobusowych do Szczecina przewoźnika UVG (w obrębie naszego miasta).

Porozumienie ma zwiększyć ruch turystyczny pomiędzy Szczecinem, Berlinem i Brandenburgią. Mieszkańcy tych regionów od dawna domagali się takich udogodnień.

gs24


wreszcie ...
  • awatar Coin-operated boy: jak się tymi weekendowymi biletami do Berlina jeździ to już obowiązują na komunikację miejską też
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Coin-operated boy: ale zdaje się, że teraz jadąc biletem weekendowym (np. wracając z Berlina) można pojechać tylko z dworca kolejowego do domu a nie jeździć po mieście. domyślam się, że ta umowa ma umożliwić dowolne jeżdżenie po mieście.
  • awatar Coin-operated boy: nie wiem jak to się ma do jeżdżenia po Szczecinie, wiem że po Berlinie całym bez problemu
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
krzyslav
 
  • awatar krzyslav: Przeczytałem od dechy do dechy i prócz powtórzenia mojej hipotezy o błędnych wskazaniach wysokościomierza znalazlem szereg innych wzajemnie się wykluczajacych. Nie jestem konstruktorem lotniczym ale pomysł że samolot nie mógł ulec aż takim zniszczeniom jest naciągany dla uwiarygodnienia teorii o zamachu. Chyba, że 50 lat temu Rosjanie wymyślili taki samolot, który po 20 latach eksploatacji, utracie skrzydła, wykonaniu półbeczki, wali z predkością ponad 250km/h grzbietem w ziemię, pozostaje w jednym kawałku i daje szanse przeżycia któremukolwiek z pasażerów. Prawda że brzmi absurdalnie? A użyłem tu tylko najbardziej prawdopodobnych ustaleń. Zresztą moje przypuszczenia (błedne nastawy cisnienia w wysokosciomierzu) nie wykluczją ...zamachu. Jednak skala zaniedbań w przygotowaniu do tego lotu sugeruje że nigdy sie nie dowiemy prawdy. Ani Polskie ani Rosyjskie Władze nie mają w tym interesu.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: dzisiaj przeczytałem,że pilot musiał lądować w Smoleńsku ponieważ BOR nie załatwił transportu dla prezia z lotnisk zapasowych i nie wzięliby udziału w baletach. może to była jedna z tych presji lądowania na siłę? kiedyś się dowiemy ale co do tej pory nasłuchamy się teorii a jak jaruś będzie preziem to może i najedziemy furmankami na Rosję.
  • awatar krzyslav: @Nortus & Xylia: Toteż cytowałem tu wypowiedź faceta który słusznie napisał że KAZAĆ pilotowi lądować to prezio nie miał prawa, ale ZAKAZAĆ (w tych warunkach) to miał OBOWIĄZEK!!!
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Zawsze odbieram domofon po angielsku. W dziewięćdziesięciu dziewięciu na sto przypadków po drugiej stronie jest ktoś, kogo nie znam i nie chcę znać. Kiedy ten ktoś słyszy język angielski, zwykle poddaje się i odchodzi. W tym przypadku się to nie sprawdziło.


"Ziemniaki!" - krzyknął. Zgłupiałem. Czyżby to był ktoś, komu mam dać jakieś ziemniaki? A może jest to oficjalna ziemniaczana inspekcja? Miałem już wszak wcześniej do czynienia z inspekcją wody, inspekcją gazu i inspekcją prądu. Wiem, że ziemniaki są uznawane w Polsce za produkt nieodzowny do życia, być może w mieście znajduje się więc także inspektor do spraw ziemniaków? "Co?" zapytałem w końcu."Ziemniaki!" - powtórzył, co wcale mi nie pomogło. Spróbowałem z "Nie, dziękuję" i to dało upragniony efekt, kończąc naszą rozmowę. Mężczyzna wrócił następnego dnia i do tego czasu udało mi się ustalić, że chciał on sprzedać mi swoje ziemniaki, a nie skontrolować te, które mam. Przyznaję, że zanim to odkryłem, eksperymentowałem z rozkładaniem wszystkich moich ziemniaków na podłodze, aby przygotować je na rządową inspekcję.

Teoretycznie domofony są bardzo dobrym pomysłem. Pozwalają ludziom znajdującym się na zewnątrz budynku powiedzieć ludziom znajdującym się wew-
nątrz budynku, że ci pierwsi czekają na zewnątrz. W praktyce domofony to narzędzie szatana.

Pozwalają ludziom, którzy powinni pozostać na zewnątrz, przekonać ludzi, którzy są wewnątrz, że ci z zewnątrz też powinni się znaleźć wewnątrz.

Codziennie około 17 osób naciska mój domofon. Kiedyś myślałem, że to internetowy spam jest złem, potem przeniosłem się do Polski i odkryłem spam domofonowy.

Co najmniej pięćdziesiąt procent ludzi starających się dostać do kamienicy, w której mieszkam, pragnie dostarczyć ulotki. Ulotki te zawsze reklamują pizzę albo nowe okna. Można by dojść do wniosku, że produkcja pizzy i okien PCV oraz ulotki reklamujące pizzę i okna PCV są filarami, na których opiera się polska gospodarka.
Gdzieś na Śląsku muszą znajdować się ogromne fabryki, które masowo produkują lśniące ulotki przedstawiające ludzi o idealnych zębach,pięknych włosach i podejrzanie dużym entuzjazmie do pizzy i okien PCV. Ja dostaję jakieś 100 ulotek dziennie. Być może znajdująca się na moim strychu duża plastikowa łopata powinna zacząć mi służyć do przepychania tych ulotek pod drzwi moich sąsiadów.

Swoją drogą, między ulotkami, które zostają podrzucone pod moje drzwi, a tymi,które pojawiają się w moich rękach na ulicy,istnieje interesująca różnica. W domu dostaję ulotki reklamujące pizzę lub okna, na ulicy ulotki dotyczące lekcji angielskiego lub tanich kredytów. Domyślam się, że zasada jest taka: ludzie, którzy siedzą w domu są zwykle głodni, choćby dlatego, że tracą aż tyle czasu, martwiąc się o swoje okna. Z kolei ludzie szwendający się po ulicach szukają głównie lekcji angielskiego, gdyż ich odbycie pozwoli im na przeprowadzkę do kraju, w którym nie będą się już musieli tak bardzo o swoje okna martwić.

Kolejni winowajcy to Świadkowie Jehowy. Moja kamienica nieustannie znajduje się pod ich oblężeniem. Nie mam pojęcia, co tak naprawdę chcą osiągnąć. Kiedy po raz pierwszy zapukali do moich drzwi, użyłem swojego tradycyjnego triku, udając, że za grosz nie rozumiem języka polskiego i licząc, że poddadzą się i odejdą. Nie podziałało. Kilka dni później przysłali specjalną angloję-zyczną jednostkę.W tej sytuacji zacząłem rozważać udawanie, że mówię tylko po koreańsku, ale szybko zdałem sobie sprawę,że koreańskojęzyczna jednostka
może pojawić się u mnie w ciągu godziny. Pozostali mieszkańcy mojej kamienicy to kilka starszych pań, u których prawdopodobieństwo zostania Świadkową Jehowy jest równe prawdopodobieństwu zostania satanistką.

Co najdziwniejsze, jedyną osobą, która nigdy nie naciska mojego domofonu jest ktoś, kto powinien to robić: listonosz. Zamiast podjąć ten ogromny wysiłek potrzebny do naciśnięcia przycisku i spytania, czy mógłbym zejść na dół i odebrać list, który jest zbyt duży, by zmieścić się w skrzynce, listonosz woli wypisać awizo. Dla mnie oznacza to wyprawę na pocztę w celu odebrania przesyłki. W dodatku zawsze pytają mnie tam: "Co to jest?", na co mogę jedynie odpowiedzieć: "Nie wiem, wy tutaj widzieliście więcej tego typu rzeczy niż ja". Zwykle jest to ekstra gruba ulotka reklamująca pizzę lub okna.


tu możesz poczytać sobie wersję oryginalną - po angielsku:

wiadomosci.wp.pl/(…)kat,title,Domofon-of-the-devil,…

wp pl

Jamie Stokes jest Anglikiem, pisarzem i felietonistą. Mieszka w Polsce już od kilku lat, ale, jak większość obcokrajowców, ciągle ma problemy ze zrozumieniem wielu dziejących się tu rzeczy. Nie przeszkadza mu, kiedy nazywa się go Angolem, za to przeszkadzają mu częste i usilne próby zmuszenia go do wypowiedzenia zdania: "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie". Konsekwentnie odmawia.


---
ja się uśmiałem do łez. :D
  • awatar Anukett: dobre :)) a po końcu świata zostaną karaluchy i ulotki ;)
  • awatar pstryk: :d
  • awatar Alter_Ego: Super tekst, ja tez jeszcze się tarzam ze śmiechu.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: kolorowych
  • awatar Stixi: WESOmiauLEJ i b.dobrej NOCKI :D
  • awatar Alter_Ego: A ja oglądam to rano i od razu mam wesołą minkę.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
  • awatar madleine: ostatnie zdjęcie, kobieta w środku- Boże chroń mnie przed czymś takim na starość!
  • awatar Alter_Ego: Ojej... Strasznie pesymistycznie :(
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar Alter_Ego: Super, zwłaszcza to z mini przedłużeniem męskości.
  • awatar amator.fotografii: vibra dla małolatów :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @My_Alter_Ego: chłopca spotkało nieszczęście a ty się śmiejesz z niego, nieładnie :D
Pokaż wszystkie (6) ›