Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 23 kwietnia 2010

Liczba wpisów: 23

nortus
 

Wystawa, happening, spotkanie z Arturem Andrusem - to tylko część atrakcji, które na piątek szykuje KBP dla dorosłych.


Początek już o 17.30. Miejsce to Koszalińska Biblioteka Publiczna. Na starcie przewidziano godzinne spotkanie z Arturem Andrusem.

O 18.30 - chwila specjalnie dla najbardziej aktywnych czytelników KBP - ci dostaną nagrody.

Przed 19 zostanie natomiast otwarta wystawa Salonu Ilustratorów Książki Dziecięcej (Galeria Region). Dla miłośników tańca wystąpią uczennice
Państwowej Szkoły Muzycznej w Koszalinie z pokazem tanga.

Około 19.30 rozpocznie się koncert rockowy w sali kinowej (James Dead, The Message Blues). Mniej więcej od tej samej godziny do 21.30 na chętnych będą też czekały inne atrakcje: czytanie przy świecach poezji erotycznej,nauka kaligrafii,wykład
o dawnej sztuce drukarskiej, dyskusje na temat dziejów Koszalina, które poprowadzi Lech Fabiańczyk,pokaz filmów ze zbiorów audiowizualnych
Biblioteki, a w Fonotece będzie można posłuchać muzyki Chopina z czarnej płyty.

W tym samym czasie przewidziano oprowadzanie po całej bibliotece, także po magazynie, spotkania z mediami w Informatorium, poczęstunek Galerii Region, kiermasz wydawnictw.

- W trakcie Nocy w Bibliotece zainaugurowana zostanie również akcja Wolna Antresola, której celem jest propagowanie czytelnictwa poprzez "uwalnianie książek" (bookcrossing) oraz opinii na ich temat.Na antresoli w Bibliotece Głównej chcemy stworzyć miejsce spotkań, gdzie bez zbędnych formalności będzie można "pożyczyć" książkę, czasopismo, płytę i przynieść w zamian
inną, wymieniać myśli, zaprezentować swój talent literacki, a nawet umówić się na randkę - mówi Beata Sawa-Jovanoska, zastępca dyrektora KBP.

Około godziny 21. 30 zostanie rozstrzygnięta loteria fantowa. Kwadrans później, na placu przed KBP, rozpocznie się występ Teatru Na bosaka,
spektakl formy "Ludzie z M3" oraz pokaz szczudlarzy.

A po godzinie 22 finałowa atrakcja - 20-minutowy pokaz żonglerki ogniem.

I co ważne - wstęp na imprezę, od początku do końca, jest darmowy.

(Marzena Sutryk,gk24.pl)
 

nortus
 
Władysław Szkop - SLD, słupski poseł, w środę zaparkował swój samochód na miejscu dla niepełnosprawnych na parkingu przy cmentarzu . -

*Jest mi smutno,że będę musiał zapłacić mandat*
- komentuje.


Samochód posła zaparkowany na miejscu dla niepełnosprawnego kierowcy.

Na tzw. kopercie na parkingu przy wjeździe na cmentarz od strony ulicy Lotha swoją skodę zostawił około godz. 14. Poinformował nas o tym jeden z naszych czytelników.

Zainteresowała się nim również straż miejska, która zostawiła posł­owi wezwanie, aby stawił się w jej siedzibie w celu wyjaśnienia sytuacji.

Poseł, który jest lekarzem i był jednym z twórców reformy służby zdrowia,przyznał, że zaparkował na miejscu dla niepełnosprawnych.

- Do tej pory zdarzyło mi się to najwyżej z dwa razy - tłumaczy poseł Szkop. - W środę bardzo spieszyłem się na pogrzeb, podczas którego miałem
wygłosić mowę wspomnieniową, tymczasem parking przed cmentarzem był cały zajęty. Nie było też miejsca za pawilonem, w pobliżu bramy. Dlatego
zaparkowałem na miejscu dla niepełnosprawnych kierowców.
*Jest mi smutno,że się tym zajmujecie i że będę musiał zapłacić mandat,ale trudno* . Popełniłem
błąd, to muszę ponieść konsekwencję.

- W tym przypadku mandat wynosi 500 złotych. Do tego dochodzi 1 punkt karny - mówi Iwona Jakiel ze Straży Miejskiej w Słupsku.
Zaraz jednak dodaje, że jak poseł przyjdzie na rozmowę z komendantem, to może skończy się na pouczeniu.

gp24

---
widzicie jeszcze jego argumenty:
szkoda, że się tym zajmujecie. szkoda, że będę musiał zapłacić mandat. Skurwiel.
  • awatar Alter_Ego: Typowe - równi i równiejsi
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Oferują 10 tys. zł miesięcznie, nowocześnie urządzone mieszkanie, służbowy samochód i telefon.

Chętnych do pracy nie ma. Warszawskie Hospicjum dla Dzieci bezskutecznie poszukuje lekarzy


Hospicjum mogłoby opiekować się większą grupą śmiertelnie chorych dzieci.
Pozwalają na to m.in. pieniądze uzyskane z 1 proc. podatku. Problem w tym, że nie ma chętnych do pracy. Obecny zespół to dziesięć pielęgniarek,
psycholog, rehabilitant, kapelan i wolontariusze. Najważniejsi są jednak lekarze. Pracuje ich tu trzech - dwóch anestezjologów i pediatra. To zbyt
mało. Hospicjum poszukuje kolejnego pediatry. Bezskutecznie.

- Chodzi nam o doświadczonego specjalistę, który pracowałby od godz. 8 do 16.W tym czasie musiałby odwiedzić kilku małych pacjentów. Zwykle połowa
chorych mieszka w stolicy, reszta w promieniu nie większym niż 100 km - mówi Artur Januszaniec, prezes WHD. - W zamian proponujemy ok. 10 tys. zł pensji, 50-metrowe służbowe mieszkanie urządzone w wysokim standardzie,samochód i opłacony telefon.

Do tej pory nikt nie odpowiedział na tę propozycję. Na nic zdały się ogłoszenia w prasie i internecie, które od wielu miesięcy zamieszcza
hospicjum. W poszukiwania zaangażowało też firmę headhunterską.

- Okazało się, że niemal wszyscy pediatrzy ze stolicy już pracują w kilku miejscach. Podwarszawscy lekarze nie byli zainteresowani pracą w naszym hospicjum. Pediatrów po prostu brakuje w całym kraju - uważa Januszaniec.

Według Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego średnia wieku pediatrów to 58 lat. Ponad 2 tys. specjalistów przekroczyło 65. rok życia. - Nie nastąpiła jeszcze zmiana pokoleniowa.W niektórych szpitalach pracują 80-letni pediatrzy i jeszcze dyżurują. Może się coś poprawić za dwa, trzy lata, bo ostatnio jest większe zainteresowanie tą specjalnością
- To praca, która daje satysfakcję, szczególnie dojrzałemu lekarzowi. Jest ważna w wymiarze ludzkim, moralnym.

Na razie hospicjum znalazło anestezjologa. Będzie do Warszawy przyjeżdżał na trzy tygodnie każdego miesiąca aż z Gdańska. - Zdecydowałam się, choć miałam świadomość, że czeka mnie trudna praca. Ale bardzo potrzebna - wyjaśnia lek.
med. Iwona Bednarska-Żytko, anestezjolożka.

gw
---
a podobno lekarze tak z głodu umierają?
wiem, że praca w hospicjum to raczej wątpliwa przyjemność ale satysfakcja duża, pomóc w ostatnich tygodniach życia, może miesiącach a może dniach. Do tego trzeba dorosnąć.
  • awatar Atom Head: Ale wiesz co,pediatrycznych anestezjologów naprawdę prawie nie ma...szkolić można tylko na dziecięcych OIOMach a tych jest mało.I tu jest problem.Dokładnych danych nie przytoczę ale to tylko parę miejsc specjalizacyjnych na województwo na rok...Żadna pensja tego nie zmieni.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Atom Head: myślę, że większym problemem (i to nie tylko lekarzy) w Polsce ich mobilność. Ludziom nie chce się przenosić za pracą tylko szukają jak najbliżej tam gdzie mieszkają. za granicą mobilność jest dużo, dużo większa. daleko szukać nie trzeba: w Szczecinie jest PAM i dentystów jest jak psów. plomba kosztuje od 50 zł a w takim Nowogardzie jest trzech dentystów i plomba zaczyna się od 120zł (jedna z tych trzech). koleżanka tam dojeżdża do pracy i nie mogą się opędzić od pacjentów. a tu na co drugiej ulicy dentysta, więc ceny niższe. wracając do tematu:skoro tak mało zarabiają (podobno) to dlaczego się nie przenieść i nie podwoić swojej płacy?
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: w głowach im się poprzewracało
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 

"Już wkrótce możesz tam być" - billboard z takim napisem zawisł na murze otaczającym płockie więzienie. Urlopy.pl - bo to ich reklama - twierdzą, że to zbieg okoliczności, ale trudno nie mówić o dwuznaczności.

Ul. Sienkiewicza, przy której mieści się płockie więzienie, leży w centrum miasta. Codziennie przechodzi tędy tysiące płocczan, przejeżdżają autobusy Komunikacji Miejskiej. Jednak mało kto zerka na mury zakładu. Patrzenie na miejsce, w którym siedzą skazani, nie należy do najprzyjem-niejszych, poza tym, kto w codziennym pędzie ma czas na przyglądanie się przyulicznym budynkom?

Też nie zwrócilibyśmy pewnie uwagi na wiszący tu baner, gdyby nie ludzie spoza Płocka. Chodzi o sympatyków serialu o Hansie Klossie, zrzeszonych w Klubie Miłośników Stawki, którzy przyjechali do nas w sobotę z różnych zakątków kraju.


Za cel postawili sobie odwiedzenie wszystkich miejsc, w których ponad 40 lat temu kręcona była "Stawka większa niż życie". A Płock i Łąck "wystąpiły" w trzech odcinkach serialu.

Spotkaliśmy się na ul. Rybaki, stamtąd przemieszczaliśmy się ul. Mostową,przeszliśmy obok Odwachu, później trafiliśmy na ul. Kościuszki i powolnym krokiem doszliśmy do budynku płockiego więzienia. I wtedy się zaczęło...

- Spójrzcie na tę reklamę! - zawołał jeden z klubowiczów, a reszta stanęła jak wryta. Chwila konsternacji, po czym wybuch śmiechu. Przechodzący płocczanie niemal pukali się w głowy, ale emocje trudno było opanować.

W skrócie:
na obrazku rajski pejzaż z roznegliżowanymi
turystami. Morze, plaża, palmy. A nad tym wszystkim napis: "Już wkrótce możesz tam być..." i informacja, że takie atrakcje oferuje biuro podróży Urlopy.pl. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że baner wisi na zakładzie karnym. Miejscu, które - jeśli kojarzy się z wakacjami - to zdecydowanie przymusowymi.

Uważaj,żebyś niedługo nie trafił na taki "urlop", bo przecież jasno piszą, że wkrótce możesz tam być. Ale przynajmniej płockie więzienie oferuje fajne atrakcje - mówili do siebie jeden przez drugiego wycieczkowicze. Po czym wyjęli aparaty fotograficzne i zaczęli sobie robić zdjęcia.

- I śmieszno, i straszno. Nie wierzę, że ktoś mógł wpaść na pomysł, by reklamę o urlopach powiesić na zakładzie karnym - zauważał już poważnie jeden z fanów serialu.


Skłonna do żartów nie była natomiast prezes spółki Urlopy.pl, Agnieszka Gujgo.

- Wystąpił zbieg okoliczności - wytłumaczyła. - Nasze billboardy wiszą w ośmiu miastach w kraju, w których mamy swoje punkty [główna siedziba firmy znajduje się w Płocku - red.]. W Płocku wisi ich kilkanaście, m.in. właśnie na murze więzienia. Wygląd i treść banerów zmieniają się przynajmniej raz w miesiącu, a promując obecne hasło, nie zastanawialiśmy się nad jego
odniesieniami do zakładu karnego.


Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
---
jak ktoś kiedyś powiedział: ludzi dzielimy na tych co siedzieli, siedzą i będą siedzieć w kiciu
  • awatar Alter_Ego: Ha ha ha, dziękuję, nie skorzystam
  • awatar Atom Head: Dobrze że na murach cmentarzy nie można stawiać reklam...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Atom Head: a u nas na cmentarnych murach też są reklamy !
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 
*Tambora*

Gunung Tambora - czynny wulkan na wyspie Sumbawa w Indonezji; zaliczany do stratowulkanów.

Współrzędne geograficzne 8°15'S 118°00'E / -8.25, 118. Wysokość 2850 m; średnica krateru ok. 7 km, głębokość 1100 m.

Najsilniejsza erupcja miała miejsce 10 kwietnia 1815 r. (oceniana jako jedna z potężniejszych, a nawet najpotężniejsza erupcja w czasach historycznych), kiedy z wulkanu wydobyło się ok. 100 km3 materiału wulkanicznego (szacuje się, że przed wybuchem wulkan miał wysokość ok. 4200 m); słup wybuchu osiągnął wysokość 44 km. Popiół wulkaniczny został rozrzucony w promieniu
1300 km, w miejscach odległych o ok. 900 km na Jawie i Borneo jego warstwa miała 1 cm grubości, na samej Sumbawie do 1,5 m.

Wybuch był słyszany w promieniu 1500 km.

Rok 1816 przeszedł do historii pod nazwą "Roku bez lata".
Zanotowano wówczas obniżenie się temperatur i znaczny spadek plonów zbóż w Europie i Ameryce Północnej. Wnioski takie zostały potwierdzone przez badania pierścieni wzrostowych drzew.

Skutki wybuchu:

setki tysięcy ofiar śmiertelnych, w tym ok. 117.000 bezpośrednio wskutek wybuchu, reszta na skutek głodu i chorób spowodowanego zniszczeniem
zbiorów i pól, zatruciem zbiorników wodnych, powietrza itp.;

całkowita zagłada ludu Tambora;

fala tsunami o wysokości 10 m;

trzęsienia ziemi odczuwane m.in. w odległym o ok. 500 km mieście Surabaja;

brak lata w 1816 r. w wielu miejscach na półkuli północnej, gł. w Europie i Ameryce Pn. i związana z tym klęska nieurodzaju i głodu;

obniżenie średnich temperatur roku 1815 o ok.3-4°C


za wiki


A obecny wulkanik to zabawka przy nim.

We wczesnych godzinach porannych 14 kwietnia władze Islandii zarządziły ewakuację wsi i farm w pobliżu wulkanu Eyjafjallajökull z powodu nagłego wezbrania okolicznych strumieni i rzek. Wzrost poziomu i temperatury wody spowodowany erupcją wulkaniczną pod lodowcem doprowadził do powodzi zwanych jökulhlaup. Po zetknięciu się lawy o temperaturze 1200 °C z dnem lodowca o grubości 200 m, ten zaczął szybko parować, wytwarzając chmurę, składającą się głównie z pary wodnej i mikroskopijnej wielkości cząsteczek szkła, które zagrażają bezpieczeństwu samolotów odrzutowych.
W porównaniu z pierwszym wybuchem, ten drugi miał dziesięć do dwudziestu razy większą siłę

Konsekwencje

Wybuch doprowadził do emisji do atmosfery chmury pyłów wulkanicznych, która spowodowała zakłócenia lotów na terenie całej północnej Europy. Loty z głównych lotnisk zostały zawieszone 15 kwietnia 2010 w Belgii, Czechach,Danii,Estonii, Finlandii, Francji, Islandii, Hiszpanii,Holandii, na Litwie, na Łotwie, w Niemczech, Norwegii, Irlandii,Rosji, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

15 kwietnia od godziny 20:00 CEST Polska zamknęła strefę powietrzną nad północną częścią kraju. 16 kwietnia od 8:00 zamknięto przestrzeń powietrzną nad Polską centralną i południowo–zachodnią.
16 kwietnia zamknięto część lub całość przestrzeni
powietrznej w kolejnych krajach europejskich: Austrii, Mołdawii, na Słowacji, w Szwajcarii, na Węgrzech i we Włoszech.

17 kwietnia zamknięto przestrzeń powietrzną nad Bośnią i Hercegowiną, Chorwacją, Czarnogórą, Rumunią i Serbią.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych oszacowało, że światowe linie lotnicze ponoszą w związku z erupcją i odwołaniem lotów straty rzędu 200 mln USD dziennie.
16 kwietnia w europejskiej przestrzeni powietrznej
odbyło się 11 659 lotów z planowanych 28 597, 17 kwietnia było to 4 886 z 22 653, 18 kwietnia
4 000 z 24 965.
wiki.


i już nastąpił paraliż komunikacji, stanęły fabryki, m.in. BMW bo nie mogli dowieź części do fabryk. A to tylko wulkanik.
 

nortus
 

     Krakatau

Wysokość 813
Kraj  Indonezja
Rok erupcji ostatniej 2009
Typ wulkanu stratowulkan

Wulkan Krakatau

Krakatau, nazywana też Krakatoa lub Krakatao (dawna nazwa nieużywana od ok. 2 stuleci to "Pralape") - wyspa znajdująca się w Cieśninie Sundajskiej, pomiędzy wyspami Sumatra i Jawa w Indonezji.

Wyspa jest aktywnym wulkanem klasyfikowanym jako stratowulkan.



Erupcja 416 r.
Prawdopodobnie około 416 r. n.e. nastąpiło zapadnięcie się pierwotnego wulkanu i powstała kaldera 7-kilometrowej długości. Pozostałości tego dawnego wulkanu tworzą wysepki Verlaten i Lang.

W późniejszym okresie utworzyły się trzy, leżące w centralnej części kaldery wulkany: Rakata, Danan oraz Perbuwatan. Ich kratery wznosiły się jeden obok drugiego na jednej linii i tworzyły wyspę wulkaniczną - Krakatau.

Erupcja 1883 r.

Lokalizacja wulkanu Krakatau. Od 1878r odczuwano coraz częstsze i silniejsze trzęsienia ziemi w
rejonie zatoki, zachodniej Jawy i wschodniej Sumatry.

1 września 1880 silne trzęsienie ziemi uszkodziło latarnię morską "First Point" na zachodnim brzegu Jawy (70 km na południowy wschód od Krakatau).
Kolejne wstrząsy odczuwane były pomiędzy 9-10 maja 1883 oraz 15-20 maja 1883 roku w Katimbang.

20 maja 1883 rozpoczęła się erupcja z krateru Perbuwatan. Drobny popiół i para oraz gazy wydobywały się stale w ciągu kolejnych 3miesięcy. W tym czasie otworzyło się kilkanaście, stale aktywnych, ujść gazów w obrębie wulkanu. Do tego czasu erupcja powtarzała się cyklicznie. Po okresie aktywności wulkan zamierał. W tym czasie woda morska przedostawała się szczelinami i pęknięciami w głąb wulkanu i była źródłem pary. 11 sierpnia gwałtowna erupcja uniosła chmurę popiołu i gazów z krateru Perbuwatan i Danan, a także z wielu powstałych wówczas otworów i szczelin. Erupcje nasiliły się 24 sierpnia 1883 roku. (Verbeek, 1886; Judd, 1888; Simkin i
Fiske, 1983)

27 sierpnia 1883 roku doszło do jednej z największych odnotowanych erupcji wulkanu (a zarazem ze wszystkich katastrof żywiołowych) w dziejach ludzkości. Huk było słychać z odległości 3200 km. Rozpoczęła się 26 sierpnia o godzinie 12:53 lokalnego czasu. W nocy wybuchy słyszane były z odległości 4325 km. Słup dymu, popiołu i gazów osiągnął 27 km wysokości. Pokłady statków znajdujących się w Cieśninie Sundajskiej były zasypywane popiołem, pyłem oraz kawałkami pumeksu o średnicy około 10 cm. Pomiędzy godz. 18:00 a
19:00 niewielkie fale tsunami rozeszły się koncentrycznie i uderzyły w wybrzeża odległe nawet o 40 km.

27 sierpnia o 5:30, 6:42 i 8:20 czasu lokalnego nastąpiły kolejne erupcje.
Każda z nich spowodowała katastrofalne fale tsunami. Ostatnia eksplozja nastąpiła o 10:02. Wulkan wyrzucił w powietrze 19 km3 (niektóre źródła podają wartości nawet 25 km3) popiołów na wysokość 55 km, czyli do stratosfery, które opadły nawet na statek British Empire. Na wyspie
Rodrigues na Oceanie Indyjskim, oddalonej o 4800 km, mieszkańcy widzieli na horyzoncie popioły i błyski.

Eksplozja Krakatau spowodowała najgłośniejszy i odnotowany rekord odległości przebytej przez dźwięk. Fala uderzeniowa powstała przy eksplozji
przemieszczała się z prędkością ponad 1100 km/h. Szacuje się, że poziom natężenia dźwięku w odległości 160 km od epicentrum wynosił ponad 180
decybeli.

2/3 wyspy zniknęło z powierzchni ziemi, a na jej pozostałej części (Rakata) życie zostało całkowicie zniszczone. Fala tsunami o wysokości do 40 metrów i prędkości ponad 700 km/h zmyła miejscowe wioski na pobliskim lądzie i obiegła połowę Ziemi, zanim zupełnie zanikła. Statki u wybrzeży Południowej Afryki zachybotały się w efekcie tsunami wywołanego erupcją. Fala sejsmiczna obiegła Ziemię 7 razy. Zginęło 36 417 ludzi - 32 tys. wskutek tsunami, a 4 000 od popiołów (nie istnieją dokładne dane dotyczące strat w ludności cywilnej, przybliżone mówią o 40 tys. ofiar). Unoszące się na powierzchni
oceanu ciała ofiar odnajdywane były jeszcze kilka tygodni po katastrofie.
Gazy uwolnione do atmosfery sprawiły, że przez około 3 lata Słońce widziane z Ziemi miało zabarwienie zielone, a Księżyc niebieskie. Ocenia się, że wybuch miał siłę ok. 200 megaton trotylu i w sumie wyrzucił z siebie 46 km3 pyłów, które w sumie pokryły 70% powierzchni globu.

Przyczyną tsunami były prawdopodobnie spływy piroklastyczne, które przemieszczały się po zboczach wulkanu i wpadały do morza. Każda z pięciu eksplozji powodowała spływ piroklastyczny, który wpadając do morza powodował wyparcie takiej samej objętości wody, czyli kilku km3 każdy. Odnaleziono ślady podwodnych spływów piroklastycznych w odległości 15 km od Krakatau.
Dodatkowo ostatnie badania naukowców niemieckich dowodzą, że poruszający się z dużą prędkością materiał spływu piroklastycznego przedostając się nad morze w postaci popiołu i gazu o temperaturze nawet 1200 stopni Celsjusza unosi się na parze wodnej jak na poduszce. W ten sposób najprawdopodobniej została zniszczona część wybrzeża Sumatry odległa o ok. 40 km od wyspy.

Anak Krakatau

Po wybuchu Krakatau w 1883 roku pozostały trzy wyspy, z czego na jednej pozostał aktywny wulkan. W 1930 w tym miejscu wyłoniła się aktywna do dziś
góra wulkaniczna (ok. 320 m wysokości) nosząca nazwę Anak Krakatau ("Dziecko Krakatau").

Stożek wulkanu wciąż rośnie w tempie ok. 5,1 m rocznie. Obecnie ma wysokość porównywalną z dawnym Krakatau. Zranił do tej tej pory 4 osoby i zabił 1 osobę (dane 2006). Ustanowiono zakaz zbliżania się do wulkanu w promieniu 3 km.

Powrót życia na Rakata i Anak Krakatau

Niewiele wiadomo o faunie, która zamieszkiwała Krakatau przed 1883. Erupcja zniszczyła na wyspie wszystkie organizmy żywe. Tak wysterylizowany obszar stał się obiektem zainteresowania biogeografów.

Od maja 1884 francuska ekspedycja naukowa rozpoczęła poszukiwanie życia na Rakacie. Odkryto tylko jednego pająka o bardzo małych rozmiarach. Drogą wodną do brzegów wyspy zaczęły się przedostawać kraby. Około 1899 z pobliskich wysp przedostał się waran paskowany (Varanus salvator), a nieco później pyton siatkowy (Python reticulatus).

W latach 80. XIX w. biolodzy wykazali, że Rakata i Anak Krakatau są systematycznie zasiedlane przez rozmaite gatunki stawonogów wchodzących w
skład aeroplanktonu. Stwierdzono obecność 72 gatunków. W kolejnych latach wyspy były kolonizowane przez różne grupy roślin i zwierząt, przy czym kolejność ich pojawiania się była przypadkowa. W 1928 było już prawie 300 gatunków traw i krzewów. Wiele gatunków zwierząt, zwłaszcza kręgowców, wyginęło wkrótce po przybyciu na Rakata.

W latach 1984-1985 stwierdzono 30 gatunków ptaków lądowych, 9 - nietoperzy, 2 - ssaków, 9 - gadów i ponad 600 gatunków bezkręgowców. Bioróżnorodność
osiągnęła pod względem ilościowym poziom porównywalny z poziomem na innych wyspach tego typu po około 100 latach po erupcji w 1883 roku, jednak skład gatunkowy cechuje się mniejszą stabilnością.

za wiki
---
to jest wulkan.
  • awatar Alter_Ego: Całe szczęście, że u nas nie ma czynnych wulkanów. Podobno jakieś są, ale bardzo mocno uśpione. Nigdy nie interesowałam się tym bliżej, ale to straszny żywioł.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Turysto w urzędzie: speak Polish


Kartka z informacją dla cudzoziemców

*W Polsce mówi się po polsku.Chcesz załatwić swoje sprawy,przyjdź z tłumaczem*

- taka polityka obowiązuje w punkcie obsługi mieszkańców na stacji metra Centrum. A mieści się tam m.in. oddział Wydziału ds. Cudzoziemców.

Aby nikt nie miał wątpliwości, urzędnicy na drzwiach powiesili kartkę:

"We wish to inform you that Polish language is an offcial language at the municipal government office. Person, who do not speak Polish, should come here with the interpreter".

Czyli:

"Pragniemy poinformować, że język polski jest oficjalnym językiem w jednostkach urzędu miejskiego. Każdy, kto nie mówi po polsku, powinien przychodzić tutaj z tłumaczem".

Cudzoziemiec nie jest w tym miejscu rzadkością. Oprócz zwykłych spraw urzędowych - zbycie pojazdu, zameldowanie, aktualizacja NIP-3 itp. - od 2008 r. załatwia się tam sprawy obcokrajowców. Po to, by rozładować kolejki w Wydziale ds. Cudzoziemców przy Długiej. Można złożyć wnioski o udzielenie zezwolenia na zamieszkanie na czas oznaczony, osiedlenie się, pobyt rezydenta długoterminowego Wspólnot Europejskich. Informuje o tym duży plakat na szybie. Oczywiście jest w języku polskim, bo wiadomo - w Polsce czyta się po polsku.


Niezrażony urzędniczym pouczeniem zagajam: - Do you speak english here? ("Czy mówicie tutaj po angielsku?").

W środku dwie urzędniczki, dwie petentki i ochroniarz. - No! ("Nie") - rzuca jedna z urzędniczek ok. trzydziestki.

Nie odpuszczam i dopytuję po angielsku: - Czy to jest oddział Urzędu ds. Cudzoziemców?

- Chyba panu nie pomogę - odpowiada po polsku pani za biurkiem. - Trzeba zabrać ze sobą kogoś do tłumaczenia.

Włącza się jedna z petentek. Tłumaczy to, co powiedziała urzędniczka.

Ja: - Chcę wypełnić druk na pobyt długoterminowy.

Petentka tłumaczy.

Urzędniczka: - Są tam na stojakach. Ale to nic nie da, bo trzeba je wypełnić po polsku.

Tłumaczenie.

Petentka wstaje, podaje mi wniosek. Okazuje się, że są po polsku, angielsku, francusku.

Urzędniczka zza biurka: - Trzeba pracować pięć lat w Polsce legalnie, żeby starać się o rezydenta długoterminowego.

Tłumaczenie.

Pytam, czy wziąłem właściwy druk.

Urzędniczka: - Jak pan pracował pięć lat w Polsce, to chyba dobry.

Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza, nie mógł uwierzyć, że na stacji Centrum wisi tak osobliwa kartka. Aż wysłał pracownika, żeby to sprawdził: - Rzeczywiście, wisi - mówi. - Powinna zniknąć natychmiast! W ciągu kilku tygodni zostanie tam zapewniona obsługa w języku angielskim, przynajmniej w stopniu komunikatywnym.

gw
---

z taką arogancją można spotkać się albo w polskich urzędach albo sklepach Społemowskich.
PRL nie zginęło!
  • awatar catalana: w catalonii(jednen z regionow hiszpanii) obowiazuje jezyk katalonski, malo kto sie przejmuje, ze wiekszosc turystow go nie zna, a kary wlepiaja, ze az milo-za nieposlugiwanie sie tymze jeszykiem. nawet w barcelnie, baaaaardzo turystycznym miescie. inna sprawa, ze wiekszosc osob pracujacych w urzedach zna wiecej jezykow niz 2(catalonskim castylijski-urzedowy hiszpanski, angielski, francuski, etc.).
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @catalana: ale przede wszystkim chodzi o życzliwość - pojęcie w Polsce od dawna nieznane.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: sam zrobiłem kiedyś ukradkiem zdjęcie w gmachu urzędu miasta Szczecina kartki z napisem: obsługa sprawnych inaczej - jakby wstydem było powiedzieć inwalidów. muszę odszukać to zdjęcie. później ta kartka zniknęła.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Zobacz utraconego Rafaela w wirtualnym muzeum


W nowym muzeum ujrzymy portret młodzieńca Rafaela, obrazy Łukasza Cranacha, Hansa Holbeina i Jana Brueghela. Niestety, to tylko muzeum wirtualne, bo pokazywane w nim dzieła sztuki ze zbiorów polskich zostały zagrabione przez
najeźdźców, zniszczone lub zwyczajnie skradzione.


W połowie maja Muzeum Utracone zostanie otwarte w internecie. Będzie miało własny budynek - pałac Saski a może Brühla? Oba wysadzone w powietrze
jesienią 1944 r.

- Tak jak w realu na ekranie komputera będziemy mogli wejść do budynku, zostawić rzeczy w szatni, otrzymać informacje, zawiadomienia o nowych
wystawach, a potem, przechodząc przez kolejne sale, zwiedzać specjalnie przygotowane ekspozycje czasowe - tłumaczy Anna Zimecka, autorka pomysłu, ze Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR.


Jak mówi, pomysł jest nowatorski. Muzea w internecie powstają,ale takiego, przedstawiającego
dobra utracone nie stworzył jeszcze nikt na świecie. Idea spodobała się ministrowi Bogdanowi Zdrojewskiemu i projekt przygotowywany jest przy współpracy z Ministerstwem Kultury.

- Polska jest krajem szczególnie dotkniętym w czasie wojny. Od upadku Rzeczypospolitej, w dobie represji po powstaniach,w trakcie przetaczających
się przez Polskę wojen utraciliśmy niewiarygodną liczbę dóbr kultury - mówi Anna Zimecka.

Jednak największą katastrofą była druga wojna światowa. Starła z powierzchni całe miasta. Polska utraciła ziemie na Wschodzie z bogatymi w dobra kultury Lwowem i Wilnem. Zginęły setki tysięcy ludzi, którzy tę kulturę tworzyli. -
W rezultacie po wojnie powstała prawdziwa dziura. Mieszkaniec Italii wychodzi z domu, potyka się o dzieła sztuki narastające od czasów starożytnych i stanowią one jakby część jego życia. W Polsce całe pokolenie zatraciło tę wrażliwość artystyczną. Stało się to zwłaszcza po latach 60.
Starsi wykształceni jeszcze przed wojną umarli. Młodsze pokolenia skazane były na życie w brzydkim świecie pozbawionym zabytków.

Jednak muzeum poza dostarczeniem wzruszeń estetycznych ma ważniejszy cel.
Część zaginionych dóbr kultury można odzyskać. Co jakiś czas wypływają one na licytacjach w europejskich i polskich domach aukcyjnych. Muzeum może upowszechnić ich wizerunki. Sprawić, że obrót kradzionymi dziełami sztuki, starymi drukami będzie trudniejszy, a identyfikacja skarbów pochodzących z Polski - łatwiejsza.

Inauguracja przewidziana jest na Noc Muzeów z 15 na 16 maja. Uruchomiona zostanie strona, a całemu wydarzeniu towarzyszyć ma instalacja urządzona na
wielkim dziedzińcu Zamku Królewskiego. Tej nocy ludzie stojący w tasiemcowej kolejce do zamku mijać będą wielki telebim. Znajdzie się na nim prezentacja czasowej wystawy z wirtualnego Muzeum Utraconego.

- Rada programowa (zasiadają w niej m.in.dyrektor Zamku prof. Andrzej Rottermund i dyrektor  
Wilanowa Paweł Jaskanis) wybrała kilkadziesiąt dzieł sztuki, które pokażemy na wystawie. Niezbyt wiele,bo percepcja oglądających jest ograniczona.
Pokazowi towarzyszyć mają grafiki wyświetlane na ścianach skrzydeł zamkowych wokół dziedzińca. To będzie mocne uderzenie. Chcemy, by w ten sposób
informacja o naszym muzeum dotarła do tych kilku tysięcy ludzi,którzy będą zwiedzać Zamek Królewski

Jaki adres będzie miało muzeum, jeszcze nie wiemy. Łatwo będzie się jednak do niego dostać. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkach hasło "Muzeum utracone"

gw
 

nortus
 

*Wielka akcja inwentaryzacji Borneo*
*Odkryli ponad sto nieznanych zwierząt* !


Mogłoby się wydawać, że w XXI wieku nic już nie może zaskoczyć. Że o planecie, na której żyjemy, wiemy już prawie wszystko. Ale "prawie" robi wielką różnicę. Przekonali się o tym odkrywcy nieznanych dotąd gatunków zwierząt. Na wyspie Borneo znaleźli ich ponad sto.


Odkryć dokonano w ramach rozpoczętego w roku 2007 projektu badawczego, mającego na celu zachowanie jednego z najstarszych lasów deszczowych na świecie. Obszar ten - około 220 tysięcy km kwadr.
- leży na terytorium należącym do Malezji, Indonezji i Brunei.

W lasach Borneo odkryto w sumie 67 gatunków roślin, 29 bezkręgowców, 17 ryb, 5 żab, 3 węże, 2 jaszczurki i ptaka. Jest wśród nich pomarańczowy wąż, ślimak bez skorupy, żaba, która potrafi latać oraz zmieniać kolor skóry i oczu.

Już od dawna wiadomo było, że Borneo to siedlisko licznych gatunków występujących tylko tam - m.in. 10 małp, ponad 350 ptaków, 150 gadów i płazów oraz 10 tys. roślin.


Na fotkach kilka innych, znanych już milutkich zwierzątek:
  • awatar Alter_Ego: Na domowych pieszczoszków raczej się nie nadają.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @My_Alter_Ego: no nie byłbym tego taki pewien :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Piątka drzwi i nowocześniejsza karoseria niż w legendarnym poprzedniku.
Będzie także wersja terenowa z napędem na 4 koła.

To tylko część planu pięcioletniego jaki ujawnił dyrektor generalny Fiata Sergio Marchionne.

Włoski koncern reinkarnuje swój przebój sprzed lat.

Pamiętacie fiata uno? Kwadratowe, praktyczne choć niepozbawione wad autko?Obecnie to tani, poręczny samochodzik. Ma swoich fanów i mimo denerwujących usterek jego utrzymanie udźwignie niemal każdy. W czasach świetności był obiektem pożądania…

Dziś Fiat postanowił odrodzić swój bestseller sprzed ponad 20 lat… Kształt nowego uno do złudzenia przypomina obecną pandę, zresztą autko zbudowano właśnie na platformie "małego misia".

Nowe uno na początku zadebiutuje w Brazylii (co ciekawe poprzednia generacja uno jeszcze jest produkowana w tym kraju), gdzie będzie sprzedawane także w uterenowionej wersji Way - plastikowe nakładki ochronne i najpewniej napęd
4x4.

Mówi się też o sprowadzaniu tego auta
do Europy. Jeśli tak się stanie wówczas nowe uno wjechałoby w lukę między pandą a punto. Jak będzie pokaże czas…


dgp
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Kłamstwo jest obecnie postrzegane jako czarodziejska recepta na sukces.
Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zawładnęło światem. Według badań kłamiemy nawet kilka razy dziennie. Na kursach możemy się nauczyć, jak umiejętnie manipulować wywieranym wrażeniem, aby podpisać kontrakt, zdobyć nową pracę, zdobyć głosy elektoratu etc. Kłamiemy, bo liczymy na odniesienie korzyści - materialnej, społecznej lub politycznej. Mówimy nieprawdę także po to, by podnieść swoją wartość w oczach innych, dla zysku, ze strachu, dla przyjemności, a nawet z przyzwyczajenia. Kłamstwo jest naszą drugą naturą.

Istnieją dwa podstawowe "rodzaje" kłamstwa - bierne i czynne.


Kłamstwo bierne - pozornie niewinny łgarz
Takie kłamstwo jest pozornie łagodniejszego kalibru i równie pozornie - mniej szkodliwe. Ma miejsce wtedy, gdy nie mówimy tego, o czym wiemy, że jest prawdą. Przemilczając sprawę kłamca pragnie osiągnąć swój cel. Sytuacja biernego kłamania ma miejsce także wtedy, gdy jesteśmy świadkami, że ktoś w pracy dopuszcza się niegodziwych lub niezgodnych z prawem zachowań, ale nie dzielimy się z nikim tą informacją. Zatajenie to najłatwiejsza i jednocześnie najczęściej stosowana forma kłamstwa. Taka sytuacja jest bardzo wygodna: nie trzeba przygotowywać scenariuszy odpowiedzi, ani ukrywać zbyt wielu emocji. Bierny łgarz często jest przekonany dodatkowo o swojej "niewinności" i tym, że nie łamie zasad moralnych.


Kłamstwo czynne - kiedy świadomie blefujemy
Jeśli mówimy o czymś, o czym doskonale wiemy, że to wierutna bzdura - kłamiemy czynnie. Takie fałszowanie rzeczywistości jest dużo bogatsze w
formy, ale też trudniejsze do ukrywania. Jedną z metod blefowania jest zakładanie tzw. maski emocjonalnej - nie jest łatwo ją "stosować', bo polega na umiejętnym ukryciu emocji. Strategię taką stosują osoby przyparte do muru, które są przygotowane do tego, by gładko skłamać. Łgarz stara się przekonać innych, że jest szczery. Próbuje kontrolować swoją mimikę, aby nikt nie poznał, że to, co mówi, różni się od tego, co myśli.


Prawdomówność "na niby"
Wyrafinowaną i niebezpieczną formą kłamania jest fałszywa prawdomówność.
Polega to na tym, że co prawda prezentujemy prawdziwy stan rzeczy, ale w taki sposób, że odbieramy mu walor prawdopodobieństwa,ośmieszając go i naszego rozmówcę. Dzieje się tak szczególnie w sytuacjach, w których formułowane są jakieś zarzuty - np. gdy żona zarzuca mężowi zdradę. Wtedy kłamca nie tylko z uśmiechem przytakuje, ale dodatkowo jeszcze oskarża sam siebie, pokazując w ten sposób groteskowość oskarżeń. "Jasne, kotku, jestem niewierny. Zdradzam Cię codziennie. Czasem parę razy dziennie. Mam wiele
kochanek". Przerysowywanie faktów skutecznie chroni przed ich wnikliwą analizą, bowiem każda taka próba naraża wykrywającego na śmieszność.


Jak dotrzeć do prawdy?
Istnieje w psychologii prawo Yerkesa-Dodsona, które mówi, że istnieje punkt "przegięcia", w którym kłamca zdradza się swoim zachowaniem. Emocje i wypowiedzi kłamcy znajdują się wtedy poza jego kontrolą. Co zatem zrobić, żeby zdemaskować kłamiącego? Odpowiedź jest prosta: wystarczy go uważnie obserwować!


Jeśli będziemy chcieli rozpoznać, czy ktoś nas okłamuje, niezbędna stanie się umiejętność odróżnienia faktycznie przeżywanej emocji od naśladowanej.

Kiedy świadomie mówimy nieprawdę, to mięśnie, którymi jesteśmy w stanie zarządzać, działają wbrew tym mięśniom, którymi zarządza układ autonomiczny.
To z kolei powoduje, że mimo intensywnej kontroli blef "wypływa" na naszą twarz w postaci mikroekspresji. Jeżeli człowiek ukrywa emocję, np. strach, to swojemu rozmówcy ukazuje wyraz zadowolenia i spokoju. Mimo wszystko jednak na ok. 0,25 sekundy twarz i tak przybiera wyraz strachu. To zjawisko - tzw. mikroekspresje - obejmuje całą twarz i pojawia się rzadko.
Czy w związku z tym w ogóle możemy je odkryć? Można osiągać tu bardzo dobre wyniki, jakie mają chociażby psycholodzy kliniczni, jednak trzeba w tym sporo praktyki.


Inną podpowiedzią są tzw. ekspresje asymetryczne. I rzeczywiście,przeżywana radość jest symetryczna,
inaczej mówiąc "cieszy się" jednakowo prawa i lewa część twarzy. Z kolei grymas uśmiechu, jaki wykonujemy u fotografa jest asymetryczny, bo sztuczny, robiony na zawołanie. Lewa część twarzy człowieka jest bardziej emocjonalna, niż prawa - reaguje łatwiej i szybciej. Dzieje się tak dlatego, że jest zarządzana przez prawą półkulę mózgu, bardziej "emocjonalną" od lewej. Jaki z tego wniosek? Jeśli emocja jest szczera i
naturalna - jest symetryczna.


Poznaj kłamcę po... głosie
Ton naszego głosu nie jest niezależny do przeżywanych emocji. Zdenerwowanie, strach i niepewność wpływają na niego. Głos osoby kłamiącej brzmi inaczej, niż zazwyczaj - staje się donośniejszy, wyższy, wręcz piskliwy. Bardzo cicha mowa też powinna zwrócić naszą uwagę. To wszystko może sugerować, że ktoś zataja przed nami prawdę. Z kolei kiedy osoba wcześniej przygotowuje się do tego, by skłamać i wielokrotnie w myślach powtarza zmyśloną historię - mówi szybko i składnie. Dla odmiany ten, kto chce nagle coś zmyślić, wypowiada się znacznie wolniej. Ostrożniej dobiera słowa i bardziej się na nich koncentruje - musi przecież intensywnie się zastanawiać. Niewyraźnie mówi, a nawet się jąka. Wydaje z siebie przerywniki typu "yyy", "eee", "hmm", pochrząkuje, zacina się, wzdycha. W ten sposób nasz łgarz próbuje zyskać na czasie, bo przecież nie do końca wie, co powiedzieć a jednocześnie stara się pozbierać myśli i na poczekaniu ukuć historię. Mętne wypowiedzi rozmówcy to kolejny sygnał dla nas, że możemy padać ofiara krętactwa.


Warto pamiętać, że wzbudzić nasze podejrzenia powinny też zbyt częste zapewnienia o uczciwości. Im częściej ktoś używa zwrotów typu "to absolutna
prawda", "zawsze jestem szczery", "dlaczego miałbym kłamać?", tym większa pewność, że opowiada bajki. Ulubioną strategią kłamcy jest odbieganie od zasadniczego tematu i kierowanie rozmowy na inny tor. Chętnie udaje, że czegoś nie dosłyszał, nie zrozumiał lub odwraca kota ogonem i odpowiada pytaniem na pytanie.
Sfera werbalna odgrywa niebagatelną rolę w wykrywaniu kłamstwa. Pamiętajmy zatem o 3 podstawowych zasadach:

1 Wypowiedzi kłamliwe są krótsze od prawdziwych. Mają one też nadmierną skłonność do generalizacji
czyli posługiwania się sądami ogólnymi i używania sformułowań takich, jak "wszyscy", "zawsze', "nikt", "nigdy", "każdy".
2 Osoby blefujące zawierają w wypowiedziach znacznie mniej opisów dotyczących ludzi, miejsc, czasu i faktów.
3 Częste pauzy w wypowiedziach są także dobrą wskazówką kłamstwa albo przynajmniej zakłopotania i niepewności. Podobnie warto zwrócić uwagę, czy
ton głosu jest wyższy, czy wzrasta tempo mówienia i głośność wypowiedzi.

Wszystkie omawiane symptomy kłamstwa są ważne, bo kłamiącemu trudno je kontrolować.


Kłamcę zdradza mowa ciała
Mowa niewerbalna może zasygnalizować nam więcej, niż 1000 słów. Baczne obserwowanie zachowania rozmówcy pomoże nam wykryć niektóre kłamstwa, a
także próbę ukrycia jakiejś wiadomości. Kiedy kłamiemy bowiem, nasze oczy przekazują innym aż 5 ważnych informacji:

a.. Kierunek patrzenia - osoba, która kłamie, będzie starała się utrzymywać z nami kontakt wzrokowy, ale tylko do czasu. Kiedy przekroczy
próg stresu, a napięcie sięgnie zenitu, zacznie albo "uciekać wzrokiem" albo nienaturalnie długo utrzymywać kontakt wzrokowy.

b.. Mięśnie wokół oczu - brak "kurzych łapek", brak obniżenia brwi i lekkiego wybrzuszenia pod oczami.

c.. Częstotliwość mrugania - nasila się mimowolnie, kiedy kłamiemy. To oznaka napięcia emocjonalnego.

d.. Szerokość rozwarcia źrenic - ta znajduje się zupełnie poza naszą kontrolą. Im szerzej mamy rozwarte źrenice, tym bardziej jesteśmy pobudzeni.
Jeśli ktoś kłamie - jego źrenice są znacznie rozszerzone.

e.. Łzawienie oczu - bardzo niewiele osób potrafi kontrolować tą reakcję.

Kłamca idzie dalej i się uśmiecha.
Doświadczeni łgarze często zamieniają przeżywaną emocję w uśmiech. Dzieje się tak, bo uśmiechnąć się jest łatwo - dla jego pojawienia wystarczy
uruchomić tylko jeden mięsień, jarzmowy wielki. Jak rozpoznać, że taka reakcja akurat maskuje kłamstwo? Otóż uśmiech - "zasłona dymna" dla blefu -pojawia się, ale jest źle zsynchronizowany z mową. Ponadto może wyprzedzać treści kłamliwe, a uważny obserwator będzie potrafił ten brak synchronizacji wychwycić. Kłamca musi przekonać rozmówcę o własnej wiarygodności. Co składa
się na zdolność budowania wiarygodności łgarza? Szczegóły - one uwiarygodniają nasze wypowiedzi. Dla kłamcy bardzo ważne jest też pierwsze
wrażenie, jakie wywiera na swoim rozmówcy. Jeśli na początku osiągnie to, że nie podważymy jego "zeznań", to istnieje spore prawdopodobieństwo, że w dalszych etapach rozmowy będziemy mu wierzyć.


Kontrolujemy naszego rozmówcę.
O tym, czy mówi się nam prawdę, czy nie, możemy przekonać się zwracając uwagę na tzw. gesty odrzucenia. Osoba, która kłamie, utrzymuje pewien
dystans, a więc odsuwa się, odchyla na fotelu, chowa ręce za siebie albo krzyżuje je na piersi, wciska pięści pod pachy. Jej ciało z jednej strony wyraźnie demonstruje chęć uniku, zaś z drugiej - próbę obrony oraz gotowość do ataku. Strach przed przyłapaniem na łgarstwie powoduje też suchość w ustach. Człowiek, który zmyśla, może przeciągać językiem po wargach, często
sięgać po picie. Zwróćmy też uwagę na nogi rozmówcy - potrząsanie i kręcenie stopami to wyraźne oznaki stresu i zniecierpliwienia.


Uważnie słuchajmy więc naszych rozmówców. Starajmy się zapamiętywać najmniejsze szczegóły, o których opowiada nam nasz rozmówca. Porównujmy do siebie fakty, zwracajmy uwagę na niezgodności. Dobrze sprawdza się też metoda zadania kłamcy pytania wprost: "Czy ty mnie okłamujesz?". Wiele osób czuje się bardzo źle, gdy jest przyłapana na kłamstwie i chcąc zrzucić z siebie ciężar kłamstwa, przyznaje się do winy.


Jak widzimy, kłamcę zdradzić może wszystko: postawa ciała, gesty, słowa oraz charakterys-tyczny sposób mówienia. Dzieje się tak, bo kłamstwo jest niczym innym, jak stresem, a więc wywołuje określone reakcje, jak np. pocenie się,
zmiana tempa oddychania, napięcie mięśni. Przyglądajmy się zatem naszym rozmówcom. Ale uwaga! Nie istnieją "czyste" oznaki kłamania - żaden gest, ekspresja twarzy nie powie nam jednoznacznie, że ktoś kłamie. Są to tylko
wskazówki tego, że ktoś doświadcza emocji, które nie pasują do jego wypowiedzi - czyli wskazówki, że ktoś może kłamać.

Autor: Monika Leśnikowska-Marciniak
pracuj pl
 

nortus
 

Odwołano lot, powiedzieli „tak” na lotnisku
Wyjątkowo odlotowy ślub

Chmura wulkanicznego pyłu pokrzyżowała plany wielu. Między innymi pewnej słowackiej parze, która wracała z wakacji do kraju na uroczystości ślubne. Loty zostały wstrzymane. Prawdziwej miłości nie powstrzyma jednak nikt.


Słowacy gościli na wakacjach
w Tajwanie. Po powrocie do Bratysławy mieli dopiąć na ostatni guzik przygotowania do ceremonii
Niestety, w związku z chmurą wulkanicznego pyłu i wstrzymaniem lotów narzeczeni utknęli na lotnisku.

Pomysłowi Słowacy udowodnili jednak, że miłość nie zna granic: zdecydowali wziąć ślub nie dość, że w obcym kraju, to jeszcze... na lotnisku. W ceremonii z chęcią wzięły udział tysiące pasażerów
również oczekujących na wznowienie lotów.

Natomiast najbliżsi państwa młodych musieli ograniczyć się do złożenia życzeń przez internet


Świeżo upieczeni małżonkowie zgodnie twierdzą, że nie zapomną tej wyjątkowej ceremonii do końca życia. W końcu był to naprawdę "odlotowy" ślub...

dgp
---
spokojnego lotu przez życie, oby bez kolejnych wulkanów :D
 

nortus
 
  • awatar Alter_Ego: Inspirujące, bardzo. Dobrze, że ja nie muszę trzymać rąk na kołdrze. Kto wie, może przy odrobinie szczęścia pod kołdrą znajdę JEGO ręce?
  • awatar Singl: Nie da rady, oj nie da. :D
  • awatar kokosowy'bananek: hehehe Nortus w jakim Ty dobrym humorku jesteś :D super! miłego :*
Pokaż wszystkie (5) ›