Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 11 marca 2010

Liczba wpisów: 7

nortus
 

Noc spędzona nawet dobrze, lepiej niż poprzednia.
Ale nadal jestem trupem z gorączką.

Jeden plus, że zaraz położę się do łóżeczka i poczytam książkę.

Xylia zła, że nie może wyjść na balkon ale nie chcę się doprawić, zimy co prawda nie widać nowej ale jest zimno.

A to prezencik od Stixiego:

 

nortus
 

Czytam sobie Stiega Larssona - fajnie się czyta, bardzo płynnie i nie nudnie. Już połowa książki poszła - a lizy sobie ona tylko 634 strony.
Nie jest może jakaś strasznie wciągająca ale i nie chce się jej okładać. Dobra jest.

Xylia albo śpi koło mnie na parapecie albo, jak teraz, znalazła sobie miejsce na krześle koło łóżka, na którym leży  grupa narzuta na sofę zwinięta, więc ma mięciutko i jest koło mnie.
Cwaniara.

Pracującym życzę szybkie powrotu do domu i przyjemniejszych zajęć niż praca.

I pamiętajcie, Wielki Brat / Siostra czuwa!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

*Euro-Net to właściciel sklepów Euro-RTV-AGD*

---
W koszalińskim sklepie sieci Euro-Net nasz Czytelnik kupił na raty telewizor.Był przekonany, że raty spłacił. Po roku dowiedział się, że jednak nie. Nie pomógł zachowany paragon, bo był niefiskalny.


Nasz Czytelnik kupił na raty telewizor. I potem miał kłopoty z udowodnieniem, że go spłacił.

Sprawę naszego Czytelnika z Kościernicy śledziliśmy przez kilka miesięcy, licząc na początku, że interwencja powiatowego rzecznika konsumenta w warszawskiej sieci Euro-Net okaże się skuteczna. Sieć jednak do błędu się nie przyznała i sprawa musiała oprzeć się o sąd polubowny.

Sąd uznał, że paragon niefiskalny, który otrzymał konsument nie może być dowodem przyjęcia wpłaty do kasy.Klient powinien otrzymać paragon fiskalny albo oprócz paragonu niefiskalnego dokument potwierdzający przyjęcie wpłaty, choćby KP, z pieczątką sklepu, podpisem sprzedawcy. Oczywiście, takie stanowisko sądu polubownego nie zamyka klientowi drogi do wytoczenia sprawy
cywilnej przeciwko sieci sklepów, ale tu już trzeba się liczyć z kosztami i tym, że stanowisko obu sądów może być takie samo - rozkłada ręce Arkadiusz Janz, powiatowy rzecznik konsumentów w Koszalinie.

Przypomnijmy, że sedno całego zamieszania tkwiło w wykupie ubezpieczenia przedłużonych gwarancji, którego zwykły plan ratalny nie obejmował, bo nie
jest obowiązkowe.

Nasz Czytelnik, jak mówi, namówiony przez sprzedawcę sklepu, kupił w 2007 roku to dodatkowe ubezpieczenie za kwotę 210 zł, płacąc gotówką w kasie. Był przekonany, że sklep przekazał tę kwotę do Cetel Banku, w którym za pośrednictwem sklepu, zaciągnął kredyt na kwotę 2400 złotych i tym samym o te 210 złotych ma mniej do spłaty.

Resztę spłacił w terminie, by uniknąć naliczania odsetek, ale po roku bank upomniał się o te 210 złotych i o odsetki. Nie czekał na wyjaśnienia i dług sprzedał firmie windykacyjnej.Nasz Czytelnik na dowód wykupu dodatkowego ubezpieczenia otrzymał
tylko paragon niefiskalny. A ten,jak orzekł sąd polubowny, dowodem przyjęcia wpłaty nie jest. Problem w tym, że docierają do nas sygnały od innych Czytelników, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji.

W maju 2008 roku kupiłem w sklepie sieci Euro-Net lodówkę na raty. Pracownik namówił mnie na ubezpieczenie sprzętu i w kasie sklepu zapłaciłem 260 złotych.Na potwierdzenie transakcji
otrzymałem paragon niefiskalny:
"wpłata - operacja kasowa". Cenę lodówki rozłożyłem na sześć rat i zakończyłem spłatę w listopadzie 2008 roku.

Rok później pracownik Cetel Banku zadzwonił do mnie, oznajmiając, że mam zaległości w spłacie kredytu. Sieć Euro-Net moją reklamację uznała za
bezzasadną, bank mi nie odpowiedział, a ubezpieczyciel wyjaśnił, że sprzęt jest objęty ubezpieczeniem, ale nie chciał ujawnić, kto pieniądze mu przekazał. To absurd - opisuje swoje doświadczenia z kupowaniem w sieci Euro-Net pan Zbigniew, nasz Czytelnik.

- Z moich informacji wynika, że ta sieć sklepów wycofuje się z takiej formy sprzedaży ubezpiecze-
nia przedłużonych gwarancji. Ja jednak radzę, by
dokładnie sprawdzać kwoty, jakie widnieją na podpisanych umowach kupna na raty i otrzymywane paragony, które muszą być fiskalne, by były dowodami wpłaty. To nawet i mnie wydaje się dziwne. Ale lepiej o to zadbać, niż później płacić dwa razy za to samo - dodaje Arkadiusz Janz.

gk24

z komentarzy:
a.. Gość, Nie zaciemniajcie, bo teraz nikt nie wie o jaki sklep chodzi. Nie ma czegoś takiego jak sieć Euro net. Euro net to nazwa spółki, która prowadzi sklepy sieci RTV EURO AGD i to o ten sklep w Emce chodzi.

a.. Gość, jednym słowem złodzieje i oszuści, no i hasło przewodnie :"u nas najdroższy jest oszukany klient"

---
Cetelem bank też nie jest bez winy. Jakiś rok temu było głośne, że ludzie brali towar na kredyt na zero procent. I wszystko było OK do dnia kiedy spłacili kredyt. Późnij okazywało się, że mają do zapłacenia odsetki chyba w wysokości około 20% ponieważ co miesiąc nie spłacali kilku groszy więc bank miał prawo naliczać odsetki. Haczyk polega na tym, że ludzie spłacali raty wg harmonogramu jaki dostali z banku a tam pracownicy banku zaniżali raty o kilka groszy i w ten sposób bank nieuczciwie zarabiał. Sprawa stała się głośna i dopiero po interwencji Rzecznika Konsumentów bank przeprosił i skorygował
ludziom kredyty.
Nasz nas oszukują na każdym kroku.
Cetelem Bank obsługi raty m.in. również w Realu.
Ale wiele sklepów korzysta z niego więc uważajcie

I jeszcze jedna metoda tego banku. Gdy zmarłą niedoszła teściowa i miała jakieś drobne zadłużenie to osobiście zgłosiłem u ich przedstawiciela (Real Galaxy) fakt śmierci i akt zgonu. Zakupy były objęte ubezpieczeniem na wypadek śmierci. Bank nie przyjmował do wiadomości śmierci klienta i za każdym razem gubił akt zgonu i zgłoszenie (jeszcze przysłał nową kartę kredytową podobno zamówioną przez ... zmarłą - po dacie jej śmierci_ i żądał kasy.
Trzy razy wysyłałem akt zgonu i dopiero gdy zagroziłem Rzecznikiem konsumentów to akt zgonu się odnalazł. Cudownie odnalazł się. Zakupy teściowej były w Realu robione. Uwaga dotyczy tylko banku finansującego,  żeby nie było niedomówień.
Ale ja sam kiedyś w sklepie Euro RTV AGD  w sklepie przy ul. 26 kwietnia usłyszałem: "jak się panu nie podoba może pan gdzie indziej robić zakupy" - prawda jaka miła obsługa? Kiedyś to opisałem na blogu.
  • awatar W Granatowych Kąkola: wstyd, ale u mnie w pracy robią lepsze(gorsze)rzeczy;(;(;(;(
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

(Jacek Kowalski, gw)


Nie dali mu dotacji, więc sam ją sobie uzbierał. Piętnaście tysięcy bez jednego,ostatniego grosza. Chce o niego wystąpić do urzędu pracy, żeby -
jak mówi - udowodnić, że tam dbają tylko o swój własny, urzędniczy interes

Andrzej Ikert z Więcborka,plastyk z wykształcenia ma 54 lata, talent w rękach i mnóstwo czystych pudełek po pizzy, walających się po domu.
Potrzebuje ich jako opakowań swojego rękodzieła. Nie ma za to roboty.
Przynajmniej oficjalnie. - Urząd pracy zmusił mnie do pracy na czarno. Przez całe dorosłe życie tyram jak wół, a na starość chcieli mnie wysłać na śmietnik, żebym tam szukał chleba. A ja się nie dam - mówi.

Ikert od 1990 roku lepi z gliny doniczki i płaskorzeźby, które ludzie stawiają na meblach albo wieszają na ścianach. Z biznesem startował od łóżka polowego. W 2005 roku Ikert wystąpił do Urzędu Pracy w Sępólnie Krajeńskim o 15-tysięczną dotację: - Chciałem nareszcie wyjść z szarej strefy. No, ale urząd mi nie pozwolił - mówi, rozkładając ręce.Żeby uzasadnić wniosek o dotację
w 2005 roku poszedł na sesję powiatu. Kręcili nosami na wniosek z podpiętym biznesplanem, więc wywołał z sali starostę, wicestarostę i szefa
pośredniaka. - Zaprowadziłem ich na parking, otworzyłem swojego starego volkswagena transpor-
tera (rocznik osiemdziesiąty), pokazałem swoje
rękodzieło i mówię im: "Bierzecie - zobaczcie, dotknijcie, poliżcie nawet.
Sprawdźcie, że to dobry towar. Sprzedaje się od piętnastu lat i będzie sprzedawał się dalej. Dajcie mi tę cholerną dotację".

Pokręcili głowami, poklepali po ramieniu - "Rób tak dalej, Andrzej, świetny pomysł" - i na tym się skończyło. - Odmówili mi, bo nie miałem trzech poręczycieli. A kto by chciał ręczyć kredyt bezrobotnemu? W uzasadnieniu było też, że mój biznes nie ma szans się rozwinąć. No to pomyślałem: ja wam pokażę, kto ma rację.

Jak postanowił, tak zrobił. Zawziął się. Przez pięć lat jeździł starym transporterem po wszystkich festynach i odpustach, jakie namierzył w Polsce - od Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku po Święto Kwitnącej Jabłoni pod Nowym Sączem. Był też kilka razy na Octoberfest w Niemczech. Wszędzie otwierał klapę bagażnika i sprzedawał - doniczki,podstawki czy obrazki.I zawsze nielegal-
nie. - Handlując w szarej strefie, zebrałem te 15 tysięcy bez łaski urzędnika. Dokładnie 14 999,99 zł. Brakuje mi grosza -ironizuje. Udowodniłem
przy tym dwie rzeczy: że urząd pracy nie miał racji - mój biznesplan był dobry, a bezrobotny nie znaczy automatycznie "żul bez inwencji, którego programowo trzeba olać".

Teraz chce udowodnić trzecią: iż urzędnicy, jak się uprą, to nawet grosza zaradnemu bezrobotnemu nie dorzucą. Przygotował prowokację: chce złożyć
wniosek o jednogroszową dotację na rozkręcenie działalności. Jako poręczycieli proponuje starostę, wicestarostę i dyrektora urzędu pracy. - Będą musieli poważnie rozpatrzyć moje pismo - mówi nie bez satysfakcji. - Jak się zachowają, to ich sprawa.

Powiatowy Urząd Pracy w Sępólnie Krajeńskim nie daje się jednak wystrychnąć na dudka: - Jeśli ten wniosek będzie poważny i dobrze udokumentowany, to nie widzę problemu. Damy tę groszową dotację - peroruje zastępca dyrektora PUP.Trzej poręczyciele
też oczywiście będą musieli się stawić, tak stanowi przepis. One są, jakie są. Jeśli realnie się podchodzi do życia, to nie wnioskuje się o jeden grosz, bo dzięki temu sytuacja się moja nie zmieni.

Co dalej?
Gdy Ikert złoży swój wniosek o jednogroszową dotację (odgraża się, że zrobi to lada dzień), będzie musiała zebrać się pięcio-lub ośmioosobowa
komisja. Bukolt: - Tworzą ją pracownicy z rozmaitych komórek urzędu, plus dyrektor i ja. Spotykamy się co dwa tygodnie i rozpatrujemy wnioski.
Rozpatrzymy także i ten.

W ubiegłym roku w powiecie przyznano bezrobotnym ponad 80 dotacji na rozkręcenie działalności.

Gdy szanowne gremium zdecyduje, że można przyznać pomoc pieniężną Ikertowi, wyśle się mu ją na konto lub zaprosi do kasy urzędu.Ikert zapowiada: - Jak dadzą, to się ośmieszą. Jak nie dadzą, to pogrążą. Mam świadomość, że moja akcja to prowokacja, ale nie widzę innego sposobu, aby pokazać, że w tym kraju urzędy pracy nie walczą z bezrobociem. To fikcja.
---
brak słów żeby skomentować a nie przeklinać
  • awatar kokosowy'bananek: "Jak dadzą, to się ośmieszą. Jak nie dadzą, to pogrążą. Mam świadomość, że moja akcja to prowokacja, ale nie widzę innego sposobu, aby pokazać, że w tym kraju urzędy pracy nie walczą z bezrobociem. To fikcja." -bardzo, baaaaardz dobrze gość robi. Podziwiam i powodzenia Mu życzę
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: urząd pracy nie będzie walczył z bezrobociem bo nie leży to w jego interesie
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Hugs/d.Wieprzny: bo sami stracą pracę :D ale to im nie grozi, to budżet
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 

To sie nazywa mieć szczęście.

Góra lodowa spadła wprost na jadący samochód - kierowca nie przeżył.

Zdjęcia z drogi nr 13 z Tau do Hjelmeland niedaleko Stavanger.

Ponieważ droga od wtorku wieczorem jest zamknięta
zwiększono ilość promów zastępczych.
  • awatar W Granatowych Kąkola: przerażająca historia...smutne
  • awatar verak: i tak to jest, góry zawsze kryły w sobie niebezpieczenstwo...
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Koniak dla księży zamiast słodyczy dla dzieci

(Maja Sałwacka, gw)



Wójt Lubiszyna donosi prokuraturze, że radny kupował słodycze na lewe faktury. Zamiast łakoci, kupił alkohol dla księży na bożonarodzeniową
imprezę. - Wójt mści się, bo wysłałem go na odwyk - tłumaczy radny


W Lubiszynie znów zawrzało. I znów poszło o alkohol. Ale tym razem to wójt ujawnił alkoholowy szwindel. Dokopał się do "lewej" faktury, którą w połowie lutego złożył w gminie przewodniczący rady miejskiej. Urząd miałby zwrócić radnemu 140
zł, za to, że ten kupił łakocie dzieciom, które brały udział w Festiwalu Piosenki Bożonarodzenio-
wej w Ściechowie. Impreza odbyła się w połowie
stycznia. Na festiwal przyjechało ponad 70 uczniów. Tyle że nikt słodyczy nie jadł,bo ich... nie było. Za fikcyjnym rachunkiem ukryto alkohol. - Na fakturze znalazły się banany, ciastka i wafelki. Byłem na tym festiwalu i nie widziałem takich rzeczy na stołach. Dyrektorka szkoły też potwierdziła,że nie otrzymała smakołyków od radnego. Nie wiem,na co radny wydał pieniądze,ale mogę się tylko domyślać, że była to rzecz, której nie można było oficjalnie wpisać w protokół. Dodaje,że podejrzewa,iż radny zamiast słodkości kupił alkohol.Wczoraj zgłosił sprawę prokuratorom.


Dyrektor Zespołu Szkół w Ściechowie,współorganiza-
torka festiwalu potwierdza, że radny nie przekazał szkole żywności.-Imprezę organizujemy z unijnych pieniędzy. Był obiad, potem pączki i ciasto. Rada ufundowała tylko nagrody dla dwóch uczniów. Nie wiem, skąd wzięła się faktura na słodycze - wzdycha dyrektorka.

Przewodniczący rady gminy, przyznaje, że przedłożył w urzędzie kilka faktur. Pierwszą na zakup lalki Barbie i tornistra - nagród dla uczestników festiwalu, drugą na 20 róż, które w podziękowaniu za organizację imprezy dostała dyrektorka szkoły. I trzecią na słodycze, które
trafiły do... jego domu. - Musiałem tak zrobić, by odzyskać pieniądze, które wydałem na zakup koniaków - przyznaje. - Festiwal współorganizują księża.
Chcieliśmy im podziękować,za kawał dobrej roboty. Ale wiadomo, że faktury ze sklepu monopolowego przedłożyć w gminie nie mogłem - mówi. Radny zrobił zakupy w spożywczaku i tę fakturę zaniósł do urzędu. - Nikogo nie oszukałem.
Za dwa koniaki z własnego portfela zapłaciłem 140 zł i na tyle opiewała faktura złożona w gminie. Nie wyłudziłem ani grosza, a wójt chce ze mnie
zrobić złodzieja- tłumaczy.

- Dlaczego kupował pan akurat koniaki? - pytamy. - To nie był tylko mój pomysł. Uzgodniliśmy tak na komisji rady. Z dziesięciu radnych uznało, że
koniak to dobry prezent dla księży. Godny. Na mojej głowie pozostało, jak rozwiązać problem faktury. Nie robiłem z tego tajemnicy, wszyscy wiedzieli, jak chciałem wybrnąć z zakupu niestandardowego prezentu - wyjaśnia.

Rzecznik gorzowskiej prokuratury okręgowej: - Na razie
nie wpłynęło do nas zawiadomienie, więc trudno nam oceniać sytuację. Jeśli doniesienie wpłynie, prokuratorzy w ciągu 30 dni podejmą decyzję o
ewentualnym wszczęciu dochodzenia. Nie ma tu znaczenia, na jaką kwotę opiewała faktura - przyznaje prokurator. Za posługiwanie się przerobionym lub podrobionym dokumentem grozi do 5 lat więzienia. Radny, który zostanie
prawomocnie skazany, traci natychmiast mandat.
---

...
 

nortus
 

Nowe tramwaje w Szczecinie, czyli stare tatry nad Odrą

(Maurycy Machnio, gs24)

Komunikacja Spółka Tramwaje Szczecińskie w podpisze umowę z Berlińskimi Zakładami Komunikacyjnymi.

Do Szczecina przyjedzie trzydzieści jeden używanych tramwajów czeskiej produkcji Tatra.

Żółte tatry od trzech lat kursują po Szczecinie. Jest ich 53. W wyniku nowej umowy niedługo pojawi się 31 następnych.

Będzie to już trzecia umowa między szczecińską spółką i berlińskim przewoźnikiem. W ramach kontraktu, który zostanie zawarty 17 marca, w
mieście nad Odrą pojawi się 31 tramwajów typu Tatra KT4Dt (18 m - przegubowe) i Tatra 76A2 (14,5 m).

Wartość zamówienia wynosi prawie półtora miliona euro, a spłata zobowiązania ma nastąpić w ciągu czterech lat.

Jak informuje Tomasz Klek z Urzędu Miasta, pierwsze tramwaje przyjadą w kwietniu, a ostatnie w sierpniu. Zakupione pojazdy wyeliminują z
eksploatacji długo już używane polskie wagony typu 105Na, które pochodzą z początku lat osiemdziesiątych.

W Szczecinie jeżdżą już 53 tatry z Berlina. Pierwsze pojawiły się w 2007 roku. Wagony, które przyjadą w najbliższych miesiącach, przechodziły
gruntowną modernizację w Niemczech w latach 1994 -1996. *Ich rok produkcji jest zbliżony do daty powstania tramwajów,które teraz mają zostać
wycofywane z użytku*
  • awatar krzyslav: A moze by tak po euro za sztukę, jak za Leopardy i MiG'i? Warto by też wystawić niemcom a moze czechom fakture za utylizację złomu. Rozumiem że chorzowski Konstal cierpi na nadmiar zlecen na budowę i remonty tramwajów.
Pokaż wszystkie (1) ›