Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 1 marca 2010

Liczba wpisów: 24

nortus
 

W nocy troszeczkę powiało, tak tyci tyci,
teraz już tak nie wiele,
drzewa się tylko same ruszają.




Dzisiaj muszę iść się wysłać PITem do urzędu skarbowego i niech szybciutko oddają kasy trochę.


 

nortus
 
  • awatar badyl.: maaliskuu czy to nie głupota, wypatrywać wiosny, gdy ta przyjdzie dopiero po Przywołaniu Azury?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @badyl: ale Azurę ktoś może porwać, albo zamordować a dobre duchy mogą ją, wiosnę, do nas pogonić z przestrzeni kosmicznych. :D my chcemy wiosny, My chcemy WIOSNY, ...
  • awatar badyl.: @Nortus & Xylia: Azura jest boginią, więc nikt jej nie może zaciukać.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Jak napisałem wczoraj ma dziwne ale fajne imię:
A imię jej Milusia.
Miłe, no nie?

Ma wszystkie kolory tęczy, no może nie wszystkie.
Głównie: biały, czarny, brąz i rudy.
Za to gada jak najęta, morda jej się nie zamyka.





A wiec to ona: Milusia

Mieszka na II piętrze, więc mamy blisko :D
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 


Od dzisiaj w życie wchodzi ustawa rozszerzająca grupę osób zwolnionych z opłat abonamentowych.

Nowelizacja ustawy zwalnia z opłat za korzystanie z odbiorników radiowych i telewizyjnych także
- emerytów, którzy ukończyli 60 lat, a ich emerytura nie przekracza 1551,48 złotych brutto,
- trwale niezdolnych do pracy rencistów, - bezrobotnych oraz
- uprawnionych do świadczeń socjalnych i przedemerytalnych.

Nie oznacza to, że wszyscy uprawnieni do zwolnień mogą po prostu zaprzestać opłat za odbiorniki radiowe i telewizyjne. Osoby uprawnione muszą najpierw złożyć na poczcie dokumenty potwierdza-
jące uprawnienie do zwolnienia z abonamentu.

Oznacza to, że jeśli nawet pierwszego marca osoba uprawniona złoży takie dokumenty, to dopiero od pierwszego kwietnia będzie mogła korzystać ze zwolnienia abonamentowego.


Według prognoz Krajowej Rady w tym roku Polskie Radio i Telewizja Polska mają uzyskać z abonamentu od 330 do 360 milionów złotych. W 2007r
było to 970 milionów złotych. Z pieniędzy uzyskanych w tym roku z abonamentu Polskiego Radio otrzyma od 100 do 130 milionów złotych. Taka kwota nie pokrywa nawet kosztów stałych spółki, nie mówiąc już o realizacji misji.

---
Sprawdź i jeśli możesz NIE PŁAĆ złodziejom i politykierstwu w TVPiSS.
Chociaż część ludzi będzie mogła odetchnąć i uczciwie nie musieć płacić. W ramach misji publicznej jest sama polityka i likwidowanie programów, m.in. dla dzieci.
A jeśli masz w domu babcię to przepisz abonament na nią i nie będziesz musiał płacić abonamentu.
 

nortus
 


"Sprawa Kapuścińskiego" nabiera tempa. W każdej stacji telewizyjnej - audycja, w każdej gazecie artykuł, w którym roztrząsane są grzechy tego cenionego niegdyś reportażysty i pisarza. Mówi się, że był stalinowcem, że konfabulował, że dobrze czuł się w PRL-u, że miał romanse, że był Tajnym Agentem - zapewne też, jak okaże się wkrótce - cyklistą, masonem, Żydem i ateistą.

Oczywiście, to nie są żadne zarzuty. To wynik skrupulatnego poszukiwania Prawdy przez ucznia i przyjaciela Kapuścińskiego, jakim był Artur Domosławski. Jego książka "Kapuściński – non fiction" robi zawrotną karierę w kraju, a wkrótce za granicą. Można powiedzieć, że jest to kariera wprost proporcjonalna do pośmiertnego upadku Kapuścińskiego. Jasność Prawdy wymaga widać cienia. Jej Czystość nader często brudzi. Jak błoto.

Jesteśmy takim dziwnym narodem, który, gdy tylko wyda na świat jakiegoś wielkiego męża, polityka, artystę czy noblistę,to tak go kocha,takim otacza go zainteresowaniem, a nade wszystko - tak bardzo pragnie dowiedzieć się Prawdy o nim, że go niszczy.

I tak, kraj nasz, jak się ostatnio okazało, jest krajem agentów, tajnych współpracowników, miłośników stalinizmu i pospolitych zdrajców.

Wielka szkoda, że nasi dociekliwi historycy, gorliwi pracownicy IPN, czy zwykli, skrupulatni dziennikarze, nie mają dostępu do dokumentów Tajnych Służb z bardziej odległych epok, bo wtedy dowiedzielibyśmy się sporo o słabościach, zdradach, zatwardzeniach czy konfabulacjach Mieszka I, Kopernika, Mickiewicza, Sienkiewicza czy Kościuszki. Stracilibyśmy wtedy - co prawda - autorytety i pomniki, ale posiedlibyśmy Prawdę. A to, że pełną błota? Prawda ważniejsza.

Na szczęście żaden z dzisiejszych, gorliwych sług Prawdy nie może sobie tak poszaleć w dalekiej przeszłości jak może to robić w bliskiej, wobec żywych ludzi albo tych, którzy właśnie zmarli. I robi to bez żadnych skrupułów. W imię Prawdy.

Starsze pokolenia,świadkowie niedawnych wydarzeń, znając kontekst działalności wielkich postaci, zachowają zapewne zdrowy osąd, natomiast młode pokolenia,indoktrynowane rzekomymi potwornościami PRL, powiedzą: "Wałęsa - ten agent?" lub "Kapuściński - ten konfabulator z PRL-u?". I w przyszłej Polsce, Wałęsa czy Kapuściński będą postaciami podejrzanymi. W imię Prawdy.

Domosławski zapewne zrobi karierę na tej książce. Wdowa po Kapuścińskim jest zbyt słaba, a polskie sądy zbyt powolne, żeby wstrzymać publikację i tłumaczenia. Zawsze można jednak uznać, że nie o karierę tu chodziło.

Chodziło o Prawdę. Bezkompromisową. Prawdę, która nie liczy się z przyjaźnią, która drwi z dyskrecji, gardzi przemilczeniami, nie rozumie empatii. Prawdę faktów, która rozmija się i z Prawdą człowieka. I z Prawdą czasów i miejsc.

Magdalena Środa specjalnie dla Wirtualnej Polski

--
Trudno się z nią nie zgodzić.
Przypomnę tylko, że pisać można wiele, prawdy i półprawdy, potwarze i kłamstwa - papier wszystko przyjmie i jest cierpliwy.
Tylko gorzej gdy takie półprawdy i kłamstwa dostaną się za ileś lat w ręce osób, któe nie znają prawdy i będą, świecie przekonane że to prawda, puszczać je dalej. Bo skoro napisali ... to musi być prawda. Kiedyś tak było, teraz już nie
Przypomnę że z okazji rocznicy 1 września 1939r ktoś na blogu na pingerze podawał informacje prasowe z września 1939r że Polacy zbombardowali Berlin, że Niemki kładły się na torach przed pociągami niemieckimi, że wstrzymać wojnę i ratować upadającą Polskę. Tak,  tak wtedy pisali. Tylko, że pisali to żołnierze polscy zajmujący się dbaniem o morale armii polskiej i narodu. Tacy jak byśmy dzisiaj powiedzieli pijarowcy, marketingowcy itd. Gazety to publikowały, że Polacy moralnej się nie załamali, a że to nie miało nic wspólnego z prawdą?
I teraz ktoś to znalazł w necie, ale bez komentarza i publikuje to jak to dobre Niemki chciały nas ratować a my zniszczyliśmy siedzibę Hitlera w proch ją obracając.
Oprócz prawdy, nawet najboleśniejszej, trzeba pamiętaj o okolicznościach i je również podawać.
Gdy dwie osoby relacjonują to samo wydarzenie, każda mówi prawdę ale inaczej widzi to spotkanie.
Dlatego łatwo jest oczerniać nieżyjących - nie mogą się już bronić.
  • awatar orionblues: Nortus, to tylko świadczy o jednym, komuś zależy na tym aby nas umoczyć w totalnym gównie, wykarczować wszelkich intelektualistów, pokazać światu jaka z nas nędza cywilizacyjna na mapie europy czy świata,,,,wracają czasy wpływów państw ościennych,,lub zgroza! wrzód siedzi w kraju taki z pejsami,,,pozdro,
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @orionblues: al mamy dwie jasne, krystaliczne czyste, gwiazdki z księżyca :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @mirko: i pamiętaj, że Jagiełło NIE BYŁ Polakiem tylko LITWINEM.Piłsudski jest uznawany przez Litwinów a agresora i bandytę,ostatecznie ukradł Litwie ich stolicę i musieli przenieść się do Kowna.Historia nie jest biało-czarna. Oprócz wydarzeń jest otoczenie. A prawda jest taka, że w PRL nie można było ot tak sobie wyjechać za granicę, szczególnie naukowcy, artyści. Przez PZPR przewinęło się ponad 10 milionów Polaków. I pisząc prawdę, bo zakładam że napisali o Kapuścińskim prawdę, trzeba podać warunki jakie były. A poza tym - PRL była legalnym krajem, uznanym przez cały świat. Czy była suwerenna? A co to znaczy i czy jest dzisiaj? Kiedyś na pasku Moskwy dzisiaj Brukseli i Waszyngtonu. Ale takie są warunki, bez Brukseli nasze cofanie się było by równe prędkości światła. Minęły czasy gdy można było wybudować mur na granicy i żyć,to się nie wróci.Dzisiaj już nawet nie wiadomo do kogo należy PEKAO,BMW czy ropa arabska. Ale opluwać innych to nasz sport narodowy jest.Każdego kto wystawi łeb
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Powieść "Gwiezdne oczy" napisała Jagoda, niezwykle zdolna nastolatka

(Joanna Boroń, gk24)

Jagoda Wójcik - 14-latka z Koszalina,ma nietypową jak na nastolatkę pasję, która wypełnia jej każdą wolną chwilę. Jest nią pisanie. Spod jej ręki
wyszło już siedem powieści. Jedna z nich wyszła drukiem.


Gdy mam dobry dzień,potrafię napisać kilkanaście stron powieści - mówi Jagoda.


"Gwiezdne oczy" byłby pewnie kolejną powieścią Jagody, zbierającą kurz,gdyby nie babcia Anna Dębińska. Jagoda pisała od zawsze. Dziadkowie starali się ją w tym wspierać, bo - jak uważają - każde pozytywne zainteresowanie dziecka trzeba rozwijać. Babcia opowiada jak to drukowała w jednym egzemplarzu i oprawiała każdą powieść wnuczki. Wręczała jej też puchary. Ale czytać nie czytała. - Bo kto by to przeczytał - śmieje się, pokazując dwutomowe dzieło wnuczki sprzed "Gwiezdnych oczu".

Parę miesięcy temu babcia pakując się na wakacje w Bieszczadach wrzuciła do torby najnowszą powieść Jagody, by przekonać się co tak naprawdę ta pisanina jest warta. Historia zaczarowała ją już po pierwszych kilku stronach.
Miłośniczka Mickiewicza i innych klasyków, która nigdy nie czytała powieści spod znaku s-f i fantasy, zakochała się w tej opowieści. - Okulary miałam za słabe, oczy mnie bolały, ale nie mogłam się oderwać - opowiada. Przy lekturze ostatnich stron płakała. Stwierdziła, że opowieść, która ją
doprowadziła do łez zasługuje na to, by ją wydać.

Gdy ma się własną drukarnię, wydanie książki nie jest wcale takie trudne.
Babcia zleciła wykonanie ilustracji i okładki oraz korektę (Jagoda nie ukrywa, że ortografia to jej pięta achillesowa). Kilka tygodni temu 400
egzemplarzy "Gwiezdnych oczu" było gotowych. Dziś można je kupić na www.allegro.pl, czy w jednej z największych internetowych księgarni -
www.merlin.com. Pierwsze egzemplarze już znalazły swoich czytelników. "Lubię bardzo książki fantastyczne i mimo, że nie mam zbyt wiele czasu przy czwórce dzieci, zaciekawiło mnie co za "fantastyczną" powieść - bo tak o niej napisano mogła napisać 13 letnia dziewczynka - pisze na stronie autorki Barbara Fedorczyk, jedna z pierwszych czytelniczek. - I proszę mi wierzyć,
że jestem bardzo mile zaskoczona.Książkę czytałam głównie wieczorami, wcielałam się w rolę głównej bohaterki - Ewy, czułam się uczestnikiem
opisywanych akcji".

Jak to możliwe, by 13-letnia dziewczyna (tyle Jagoda miała gdy pisała "Gwiezdne oczy") napisała 309 stronicową książką, która potrafi zaczarować
czytelnika? Dobra historia, warsztat (zaskakujący u tak młodej dziewczyny) i pracowitość - to wyczytać można poza wierszami powieści. Jagoda opowiada, że już jako małe dziecko snuła bajkowe opowieści. Nie umiała pisać więc dyktowała je mamie. Te wczesne historie podobają się jej siostrze Róży, która bujną wyobraźnię dostała tak jak i Jagoda w genach (tato dziewczynek jest pisarzem). Już zaczyna tworzyć, a siostra - jak kiedyś ich mama - spisuje historyki Róży. Wszystko się zmieniło gdy Jagoda nauczyła się pisać i opanowała komputer.

Wtedy stała się samowystarczalna. Na efekty nie trzeba było długo czekać - jej dorobek jest imponujący - siedem opasłych powieści. Pisze w weekendy, albo podczas wakacji. Bardzo się stara by to jej pisanie nie przeszkodziło w nauce. Gdy ma dobry dzień, potrafi napisać kilkanaście stron (rekord - 35). Inspiruje ją wszystko - muzyka, książki,podróże (to druga po pisaniu jej pasja),
ale i reklamy, które - jak twierdzi - bywają lepsze od filmów.
Zwykle ma głowę pełną opowieści. Nie planuje szkieletu historii, którą chce opisać. Pozwala się jej toczyć.

Gotowy tekst często jest chropowaty - wtedy nadchodzi czas na szlifowanie. Czyta go sama. Potem o radę prosi tatę pisarza. Uwagi przyjmuje spokojnie -wie,że jeszcze wiele musi się nauczyć. To przynosi efekty - czytając "Gwiezdne oczy" trudno uwierzyć, że wyszły spod ręki tak młodej osoby.

Jej niezły styl to też efekt czytania - gdy nie pisze, czyta. Uwielbia książki podróżnicze (uwielbia Cejrowskiego),przygodowe (jej ulubionym
pisarzem jest Justin Somper, autor serii o Wampiratach).
  • awatar Ai13: ja napisałam swoją pierwszą w wieku 12 lat i był to... romans.
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Babcia też fajna - w Bieszczady jeździ z plecakiem :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Oszustwo podczas egzaminu na prawo jazdy: zdawał z kamerą w guziku i słuchawką w uchu. Zatrzymała go policja

Źródło: nowiny24.pl

25-letni oszust, obywatel Armenii, próbował oszukiwać podczas zdawania teoretycznego egzaminu na prawo jazdy. Obywatel Armenii próbował w piątek zdać egzamin w Tarnobrzegu mając zainstalo-
waną minikamerę imitującą guzik koszuli, nasłuch w uchu oraz wspólnika sto metrów dalej.

Stanisław Karyta, kierownik wydziału obsługi i koordynacji egzaminów w WORD Tarnobrzeg: - Ten egzaminowany siedział w pierwszym rzędzie. Kiedy
popatrzyłem na niego,zaczął się dziwnie zachowywać
Popatrzył na swoje ubranie, czy nie widać mu kamery.


To było 16 podejście, najbardziej chyba nieudane. Został zatrzymany przez policjantów.

O tym,co działo się w czasie egzaminu teoretycz-
nego na prawo jazdy w WORD w Tarnobrzegu, dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Nasze ustalenia potwierdziliśmy jednak u szefowej ośrodka.

- Jeden z egzaminowanych, przebywając w sali, kontaktował się z innym mężczyzną, który pomagał mu rozwiązywać testy- Człowiek ten został zatrzymany przez policjantów.

25-letni Alen H. z Kielc - obywatel Armenii, w tarnobrzeskim WORD zdawał egzamin po raz pierwszy
ale na koncie miał już 15 oblanych egzaminów,
między innymi w WORD Kielce. Wczoraj przed teoretycznym egzaminem, wylosował miejsce tuż obok stołu egzaminatora. Zaczął rozwiązywać testy na komputerze.
Jak się później okazało, mężczyzna miał zainstalo-
waną w ubraniu minikamerę bezprzewodową, a w uchu mikrosłuchawkę.

W tym czasie na parkingu obok marketu "Biedronka"
w odległości stu metrów od WORD, w samochodzie siedział wspólnik Ormianina. Korzystając z łączy
bezprzewodowych, mężczyzna odbierał na laptopie obraz z minikamery 25-latka, następnie podpowiadał
mu, którą odpowiedź wybrać - A, B lub C.

- W teście popełnił trzy błędy, więc i tak by nie zdał. No, ale teraz będzie jeszcze odpowiadał za próbę oszustwa.

Całą sprawę rozpracowali policjanci pionu kryminalnego policji w Tarnobrzegu. To oni powiadomili WORD, że o tej godzinie będzie "ustawiony kandydat na kierowcę". Aby mieć dowody przestępstwa, funkcjonariusze obserwowali mężczyznę na parkingu. Później go zatrzymali.

Aby nie robić zamieszania w czasie egzaminu, policjanci poczekali do jego zakończenia. Dopiero później, gdy zdający opuszczali salę, do 25-latka
podeszli funkcjonariusze. Mężczyzna przyznał się do nielegalnego zdawania egzaminu.

Oficjalnie o "egzaminie" policja póki co nie informuje.Nie wykluczone,że proceder miał szerszy zasięg i uczestniczyło w nim więcej osób.
Zdawał egzamin na prawo jazdy z kamerą w guziku i słuchawką w uchu - nowiny24.pl

--
A później mamy takich kierowców :(
 

nortus
 

Policjanci zdziwieni - co może robić kobieta za kółkiem?


Policja z Newport w Walii zatrzymała kobietę, która jadąc autostradą ponad 110 km/h... czyściła zęby nicią dentystyczną - informuje serwis UPI.com za gazetą "The Sun".

Policja namierzyła miłującą higienę 36-latkę na autostradzie M4.Kobieta czyściła nicią dentystycz-
ną zęby. Korzystała przy tym ze wstecznego
lusterka.

Rzecznik miejscowej policji informował, że przypomina sobie przypadki kobiet malujących usta, czy robiących makijaż podczas prowadzenia samochodu, a nawet mężczyzny, który w drodze autem do pracy golił się elektryczną maszynką. Jednak - jak zaznaczył - nie pamięta, żeby wcześniej złapano kogoś na czyszczeniu zębów nicią dentystyczną za kółkiem. Dodał, że to wyjątkowo niebezpieczne, bo czynność ta wymaga używania dwóch rąk.


Kobieta została ukarana mandatem - w przeliczeniu ponad 250 zł.

--
Co w tym dziwnego? dbała o higienę. Może właśnie komuś loda zrobiła i zapomniała umyć ząbki?
 

nortus
 

Muzeum Chopina - byliśmy tam przed otwarciem (Dariusz Bartoszewicz, Tomasz Urzykowski gw)

Jest najnowocześniejszym muzeum biograficznym w naszej części Europy. O życiu i twórczości Chopina opowiada w zupełnie nowy sposób.


Muzeum Fryderyka Chopina w Zamku Ostrogskich zobaczą dziś tylko goście jego oficjalnego otwarcia. Zwykli zwiedzający - dopiero po Wielkanocy. Nam się udało wejść już wczoraj, kilkanaście godzin przed przecięciem wstęgi.




Salon nie tylko dla dzieci

Na parterze wchodzimy z holu do sali zaprojekto-
wanej dla dzieci, utrzymanej w kolorystyce neonowej limonki z dużymi poduchami na podłodze. W jednej z kapsuł zamontowanych w ścianie mości się na jaśku varsavianista Jerzy S. Majewski, nasz redakcyjny kolega, autor cyklu "Warszawa nieodbudowana". Bawi się ekranem dotykowym. Wyświetla się na nim reprodukcja obrazu autorstwa
Andrew Carricka Gowa (1848-1920) "Muzyczna opowieść Chopina". Naciskając elektroniczne malowidło, można doprowadzić do tego, że mały Fryderyk nagle znika sprzed fortepianu i skacze za oknem na spadochronie.Eleganckie towarzystwo
w salonie z dzieła Gowa niespodziewanie zaczyna kiwać głowami w rytm rockowej muzyki.


Prezentacja koncepcji Muzeum Fryderyka Chopina

plej.gazeta.pl/plej/0,0.html#film=76005_7613009


Kurator muzeum Alicja Knast kuca przy dziecięcym stoliku z lustrem. Zmaga się z elektronicznymi puzzlami na ekranie dotykowym. Z kilku części układa portret Chopina z profilu. Zabawy jest co niemiara. Już wiadomo, że ochrona z tego pomieszczenia będzie musiała wyganiać dorosłych, by dzieci miały szansę się trochę pobawić, a przy okazji złapać muzycznego bakcyla. Z ukrytych głośników wciąż bowiem sączą się kompozycje mistrza.

Beczka z Żelazową Wolą

Na wprost sali dla dzieci nieprzypadkowo urządzono
pomieszczenie o kształcie spłaszczonej beczki (symboliczny kokon, kołyska?) wyklejone w całości mapą ziem polskich z czasów Chopina.To przestrzeń poświęcona narodzinom Fryderyka w Żelazowej Woli 1 marca 1810 r. Wczoraj gabloty były jeszcze
puste, a na ekranach wyświetlała się informacja, że wciąż trwa etap wgrywania oprogramowania i plików. Chopinowskie miejsca nie są w żaden
sposób dodatkowo zaznaczone na mapie. Trzeba się trochę natrudzić, by na podłodze czy ścianie "beczki" znaleźć Brochów, gdzie mały Fryderyk był
chrzczony w kościele św. Rocha, Żelazową Wolę i w końcu Warszawę, do której rodzina Chopinów przeniosła się na stałe już jesienią 1810 r.


Warszawa z kabinami

Największą salę na parterze Zamku Ostrogskich poświęcono Warszawie. Na rycinach można oglądać Krakowskie Przedmieście z kościołem św. Krzyża czy inne miejsca związane z życiem kompozytora. Chopinowie zamieszkali początkowo w skrzydle Pałacu Saskiego, po siedmiu latach przenieśli się na dziesięć lat do mieszkania w oficynie Pałacu Kazimierzowskiego. Potem był pałac Czapskich/
Krasińskich.

Na środku sali warszawskiej stoją trzy owalne kabiny o ścianach z giętego szkła. Zdobią je ornamenty roślinne.

- Wzory zostały zaczerpnięte z tapet z epoki - mówi Alicja Knast.

W każdej kabinie znajduje się białe siedzisko z plastiku oraz ekran. Dotykając go palcem, można wybrać jedną z kompozycji Chopina, by oddać się
kontemplacji jego muzyki w izolacji od zwiedzających.





Paryż pachnący fiołkami

Wszedłszy na piętro, znajdujemy się w paryskim salonie Chopina. Na podwyższeniu stoi fortepian marki Pleyel, na którym Chopin koncertował w
Paryżu. Umeblowanie salonu uzupełnia rekamiera (służyła do wypoczynku w pozycji półleżącej), fotel oraz mały okrągły stolik z podpórką w kształcie liry. Z ukrytych głośników słychać jakieś rozmowy po francusku,odgłos odstawianych
filiżanek, trzask ognia w kominku i stłumiony zgiełk ulicy. W tej sali ma się roztaczać zapach fiołków, ukochanych kwiatów Chopina. Aromat
będzie rozpylany w utajniony sposób. Zwracamy uwagę na przykryte folią pianino Pleyela. Okazuje się, że to najnowszy nabytek Muzeum - podarowany mu przez Towarzystwo Chopinowskie w Los Angeles. Chopin uczył grać na tym instrumencie rumuńską księżniczkę. Ekspozycja w sąsiedniej sali opowiada o kobietach w życiu kompozytora. W gablotach znajdą się niezwykłe pamiątki, m.in. serwetka George Sand z monogramem Chopina oraz pamiętnik baronowej Frances Sarah d'Est, do którego nasz kompozytor wpisał utwór.

Podróże po Europie

Na drugim piętrze,w najwspanialszej sali pałacowej
stoi agresywnie - jak na targi - zaprojektowana ekspozycja poświęcona Chopinowi podróżującemu po
świecie. Na konstrukcji ze stali zamocowane są tablice w różowym kolorze z napisami: Berlin, Praha, Wien, Dresden, Leipzig... Nad tablicami z nazwami poszczególnych miast wiszą podświetlane reprodukcje graficznych wedut.
Całość uzupełniają teksty z dziennika podróży. Tutaj najwięcej jest ekranów z informacjami o peregrynacjach kompozytora po kontynencie i na Wyspy Brytyjskie. Chopin wyjechał z Polski już na zawsze w listopadzie 1830 r. W końcu zamieszkał w Paryżu.

Śpiew ptaków z Nohant

Z innej sali dobiega świergot ptaków. Ma on przywołać sielską atmosferę miejscowości Nohant, gdzie Fryderyk Chopin spędzał wakacje z George Sand.
Ciekawscy mogą tu zajrzeć do szuflady kompozytora
Wysuwając ją, ujrzą zapis nutowy i uruchomią multimedialną maszynerię. Projektory wyświetlą te nuty na pulpicie w różnych kolorach: żółtym, różowym, niebieskim. Z głośników zaś popłyną dźwięki oglądanego utworu.

Czarny kubik śmierci

Najbardziej kontrowersyjne pomieszczenie w całym Muzeum znajduje się na drugim piętrze, tuż przy schodach. Włosi zaprojektowali wielkie czarne
pudło, które niemal całkowicie wypełnia jedną z piękniejszych pałacowych sal.Ściany są wytłumione wełną mineralną i obłożone dziurkowaną blachą.
Środek umownej trumny zajmuje gablota od podłogi po sufit. Jest w niej wyeksponowany odcisk twarzy Chopina z grymasem bólu i cierpienia. Napis
informuje, że to "wersja maski zdjętej bezpośrednio po śmierci". Oryginał znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej Francji. Obok spoczywa kosmyk zabalsamowanych włosów kompozytora zabezpieczony przez Ludwikę
Jędrzejewiczową, najstarszą siostrę Chopina. Na czarnych ścianach białe podświetlone napisy głoszą: "O mój najdroższy, już go nie ma", "Chopin no more".

---
Teraz powstaje w Warszawie kilka nowych muzeów.
Wreszcie powstają ciekawe, żywe powiedzmy a nie gabloty staroci wywieszonych i nudnych.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: "Polacy nie kochają Chopina, oni go czczą" - napisał wysłannik włoskiego dziennika "La Stampa" relacjonując obchody Roku Chopinowskiego w Polsce. - W żadnym innym kraju świata nie żywi się podobnych uczuć wobec artysty - ocenia gazeta. Dziennikarz turyńskiej gazety nie ma wątpliwości - uczuć Polaków nie da się porównać z sentymentami Włochów wobec Verdiego, Austriaków wobec Mozarta i Niemców wobec Beethovena. - Może dlatego, że kiedy był Chopin, nie było Polski, a jego muzyka przywoływała tę nieobecność i pragnienie - przypuszcza włoski publicysta.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Sen jest dobry dla zdrowia i pamięć

Drzemka nie tylko pomaga zwalczyć zmęczenie, ale również ułatwia pracę mózgu i przyswajanie nowych informacji.

Tak wynika z badań amerykańskich naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley - donosi serwis BBC. Osoby, które spały przez 90 minut w ciągu dnia, lepiej wypadały później w testach, badających zdolności poznawczych niż ci, którzy nie zdrzemnęli się nawet na chwilę.

W badaniach uczestniczyło 39 dorosłych (zdrowych) ochotników. Wszyscy otrzymali rano zadanie do nauczenia się - w przeprowadzonym teście wyniki
osiągnęli na podobnym poziomie. A potem połowa uczestników ucięła sobie drzemkę. I test powtórzono.

Osoby, które zdrzemnęły się, wypadły lepiej niż pozostali uczestnicy badań.
Amerykańscy badacze twierdzą, że mózg człowieka może potrzebować snu, by ''przetworzyć'' wspomnienia zapamiętane przez pamięć krótkotrwałą i przygotować ''miejsce'' na przyswojenie nowych faktów.

Badanie aktywności elektrycznej mózgu sugeruje, że proces ten może zachodzić w drugim etapie fazy snu wolnofalowego (NREM), kiedy wspomnienia są
przenoszone z tymczasowego ''miejsca przechowywania'' w części mózgu zwanej
hipokampem do kory przedczołowej.

To tak jakby twoja skrzynka mailowa w hipokampie była zapchana i dopóki nie prześpisz się i nie opróżnisz jej, nie otrzymasz nowych e-maili - tłumaczy dr Matthew Walker, który kierował badaniami i zaprezentował je na konferencji naukowej w San Diego.

Ale niektórzy naukowcy sceptycznie podchodzą do badań amerykańskich uczonych. Trudno jest oddzielić pozytywne działanie snu na zdolności
zapamiętywania od normalnego skutku bycia mniej zmęczonym.

- Jeśli muszę się czegoś nauczyć, łatwiej mi to zrobić, jeśli jestem rozbudzony i czujny niż kiedy jestem śpiący - tłumaczy profesor Derk-Jan
Dijk, dyrektor Centrum Badań nad Snem na Uniwersytecie Surrey w Wielkiej Brytanii.

Lepiej zatem wyspać się tylko raz na 24 godziny czy zdrzemnąć się dodatkowo w ciągu dnia? To zależy. - Cykl snu nie jest tak sztywny, jak to sobie wyobrażamy. Potrafimy spać w różny sposób - mówi Dijk.

Hal   deser pl
---

Ja tam w ciągu dnia nie umiem zrobić sobie krótkiej drzemki, jak już usnę to na całego.
  • awatar muzungu2: Ja też. Dlatego ustawiam sobie budzik :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Bydgoszcz: estakada przetnie boisko szkolne i dworzec

(Agnieszka Wynarska, gw)


Bydgoszcz będzie miała estakadę łączącą górny i dolny taras miasta. Drogowcy ogłosili przetarg na budowę inwestycji. Ale co cieszy kierowców, innych już niekoniecznie. Budowa oznacza bowiem wyburzenia i zabranie boiska szkole podstawowej


Estakada to długo wyczekiwana inwestycja, która ma pomóc rozładować korki w mieście. Została zaplanowana 70 lat temu. Na jej drodze, co prawda, nie ma wielu budynków, ale i tak niektóre trzeba będzie wyburzyć,m.in.kamienice, garaże i pawilony handlowe przy dworcu PKS.

Estakada przetnie też boisko Szkoły Podstawowej nr 56 na Wzgórzu Wolności. - Obawiam się tylko momentu budowy tej drogi, żeby to wszystko było bezpieczne dla dzieci. Natomiast jeśli chodzi o boisko,to nie będzie tak źle,bo mamy zapewnienie, że będą postawione ekrany akustyczne.

“Szkoła niczego nie straci”



Bydgoski ratusza zapewnia, że dzieci będą miały gdzie się bawić - Boisko będzie zmienione i przeniesione.Szkoła niczego nie straci, osobiście to parafowałem.

Estakada o długości 1,5 kilometra połączy Wzgórze Wolności z położonym niżej centrum miasta.- Sam pomost jezdni będzie na wysokości około 14 metrów nad terenem,a górna wysokość pylonu to 60 metrów. Droga będzie miała jezdnię o dwóch pasach ruchu w obie strony i oczywiście drogi zjazdowe i wjazdowe z estakady. W przyszłości będzie miała kategorię powiatową.

Inwestycja ma kosztować około 150 milionów zł, połowę tej kwoty da Unia Europejska.  Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, prace ruszą w połowie roku. Pierwsi kierowcy pojadą estakadą za 3 lata.
---
projekt robi trochę dziwne wrażenie. Al ważne że powstają nowe przeprawy.
  • awatar muzungu2: Ja tam chciałbym, żeby zamiast budować nowe, super eskapady, drogowcy wyrównali wszelkie "kozie dołki"
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @najbardziej białasowy Murzyn Muzungu: nie, nie, nie. równe drogi to będą w VII lub VIII Rzeczpospolitej. Teraz na razie budują mosty, drogi powstaną w V RP. Ścieżki rowerowe o długości ponad 15 km będą w XI RP. :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

(Maciej Pieczyński, gs24)

Jeszcze kilkanaście lat temu wyobrażano sobie średniowiecznego żołnierza, jako okutego w ciężką zbroję chrześcijańskiego rycerza z kopią w ręku. Zaś z bitwą ówczesnych wojów kojarzył się jedynie Grunwald.





Jednak pojawili się w naszym kraju - także w Szczecinie - ludzie, których ciekawość i wiedza na temat polskiej wojskowości sięgały czasów sprzed chrystianizacji. Miejscem ich spotkań był organizowany od połowy lat dziewięćdziesiątych Festiwal Wikingów w Wolinie, gdzie można było zaczerpnąć wzorce wczesnego średniowiecza z Danii i Anglii.

Na tym festiwalu polscy pasjonaci przedchrześci-jańskiej historii zobaczyli ilu ich, poczuli siłę. I tak narodził się pomysł stworzenia Drużyny Grodu Trzygłowa - armii wojów, która w grudniu ubiegłego roku świętowała dziesięć
lat istnienia.





Twarde harcerstwo dla dorosłych.
Założyciel i obecny wojewoda drużyny, Igor Górewicz, chrzest bojowy przeszedł w czerwcu 1999 r. podczas pierwszej rekonstrukcji bitwy pod
Cedynią. W tymże roku przełomowym okazał się Festiwal Wikingów w Wolinie, na którym po raz pierwszy, obok wikingów z Anglii czy Danii, wystąpiły polskie grupy.

Zainspirowani tym impulsem, szczecińscy pasjonaci wczesnego średniowiecza rozpoczęli regularne treningi, powstała oficjalnie Drużyna Grodu Trzygłowa.
Formacja, której celem nie było kopiowanie świata wikingów, ale odtworzenie od podstaw rodzimej, słowiańskiej historii.

Działalność rekonstrukcyjną drużyny poprzedziły konsultacje naukowe,historyczne i archeologiczne. Drużyna - jak sam jej dowódca podkreśla - jest
swoistym "twardym harcerstwem dla dorosłych ludzi",nie jest jednak polem do inwencji twórczej
paramilitarną zabawą z pominięciem historii. Kolczugi, szyszaki, szłomy, karaceny, drewniano-skórzane szczyty(tarcze) wszystko ręcznie robione przez ludzi związanych z drużyną - te wszystkie elementy ubioru woja nie mogły odbiegać od standardów panujących w X wieku na zachodzie Słowiańszczyzny.

Żelazną zasadą jest całkowity zakaz używania sprzętów i ubiorów wyprzedzających epokę. Jedynym ograniczeniem tego historycznego realizmu
było poczucie estetyki człowieka XXI wieku. Pewne elementy stroju nie muszą być uniwersalne dla całej epoki. Igor Górewicz podaje wymowny przykład: - Wyobraźmy sobie sytuację, że za 200 lat ktoś odkopuje grób punka i pomijając
dzisiejsze gadżety zaczyna głosić tezę, że tak właśnie jak ów delikwent ubierała się większość tzw. ulicy przełomu XX i XXI wieku.





Słowiański kontyngent
Profesjonalizm odtwórców spowodował, że Drużyna Grodu Trzygłowa stała się częścią - tzw. kontyngentem słowiańskim - międzynarodowej organizacji Jomsborgelag. Jest to największa na świecie (ok. 400 wojów) armia wczesnośrednio-wieczna, skupiająca wojowników z Anglii, Szwecji, Danii, Holandii, Polski, Niemiec, Włoch, Belgii, Stanów Zjednoczonych, Australii.

Wojewoda drużyny zajmuje w sztabie tej organizacji - zwanej Armią Jomsborga - stanowisko człowieka odpowiedzialnego za wschodnioeuropejską
scenę wczesnośredniowiecznego odtwórstwa.

Drużyna współorganizuje święto najważniejsze dla każdego pasjonata wczesnośredniowiecznej
Słowiańszczyzny. Chodzi o uroczystość pogańską, która była tak mocno zakorzeniona w polskiej kulturze przedchrześcijańskiej, że przetrwała
chrystianizację, choć pod zmienioną nazwą Nocy Świętojańskiej.

Od 2003r,w każdy pierwszy weekend astronomicznego lata, drużyna organizuje na Zamku Książąt Pomorskich uroczystości z okazji Nocy Kupały -
słowiańskiego święta miłości, ognia i wody. Wówczas, na dziedzińcu zamkowym można zobaczyć, jak krzyżują topory i miecze wojowie Igora Górewicza.





Bitwa morska wojów
Jednym z największych osiągnięć drużyny była bitwa morska, odegrana przez wojów podczas szczecińskich Dni Morza w 2006 r. Największe tego typu przedsięwzięcie w Polsce, unikatowe
na skalę europejską. Wojowie Górewicza wcielili się w pomorskich chąśników (żeglarzy-wojowników), broniących grodu przed najazdem Wikingów. Przybysze ze Skandynawii najechali gród Trzygłowa przy akompaniamencie wikińskich starodawnych pieśni oraz muzyki klasycznejz wagnerowskim "Zmierzchem bożyszcz" na czele. Podczas walki wojowie wypuścili w sumie dwieście płonących strzał.Stu wojowników na słowiańskich korabiach
i wikińskich drakkarach starło się na środku Odry na topory i miecze. Nad ich bezpieczeństwem
czuwało dziesięciu płetwonurków, którzy z jednej strony widowiskowo "ginęli" i wpadali do wody, a z drugiej strony mieli ratować ewentualne ofiary
realizmu w inscenizacji bitwy.

Igor Górewicz wspomina to wydarzenie jako niezapomniane przeżycie, wielkie paramilitarne
doświadczenie: - Bo jak się zachować walcząc na łodzi? Jesteś w pancerzu, jak wpadniesz do wody, to niestety nie ma cię. Ktoś cię dźga włócznią w
brzuch, a ty nie wiesz, czy się zasłonić
przed ciosem, czy łapać równowagę, by nie wpaść do wody.


Na planie
Drużyna w ciągu dziesięciolecia istnienia zdążyła zaistnieć na wielu planach filmowych produkcji polskich ("Stara baśń. Kiedy słońce było bogiem", gdzie Górewicz uczył Michała Żebrowskiego
strzelać z procy), i zagranicznych ("Raiders. The Raven and The Cross";"Warriors" dla amerykańskiej stacji History Chanel).

Obiecująco wyglądają perspektywy drużyny na kolejne dziesięć lat. Drużyna już od 2002 r. nie jest wyłącznie grupą pasjonatów, ale profesjo-
nalną firmą, która pod szyldem "Trzygłów - Pokazy
Historyczne" zajmuje się popularyzacją historii wczesnego średniowiecza, włącznie z produkcją pamiątek historycznych i działalnością wydawniczą.

Powstała idea zbudowania w Szczecinie rekonstrukcji grodu obronnego z X wieku. Miałby on być połączony szlakiem turystycznym z
wczesnośredniowiecznymi skansenami w Wolinie i niemieckim Torgelow. Już w styczniu 2004 r. Komisja Kultury Rady Miasta Szczecina pozytywnie
zaopiniowała wstępny projekt Górewicza. Do dziś jednak trwają poszukiwania optymalnego miejsca dla zrekonstruowanego grodu.
---
Fajna sprawa, chłopaki są rewelacyjni. Często można ich spotkać na Zamku szczecińskim.
 

nortus
 

Architektura pod specjalnym nadzorem

www.x-tu.com

Czy komisariat policji może być dziełem architektury?

W polskich warunkach kojarzy się z obskurnymi wnętrzami, odpadającym tynkiem i lamperią. Ale na
świecie nie brakuje przykładów posterunków, o jakich nie śniło się nawet naszym scenografom, przykładem jest komenda w Saint-Denis we Francji



Polska policja jest wiecznie niedoinwestowana, kto choć raz był na komisariacie pewnie o tym doskonale wie. Brakuje papieru do drukarek, paliwa do radiowozów, nie mówiąc już o środkach na remonty starych komend. Pewnie nasi policjanci płaczą oglądając polskie seriale, gdzie filmowi
funkcjonariusze mają do dyspozycji eleganckie biura niczym siedziby korporacji (takie wnętrza można było zobaczyć w "Fali zbrodni", czy choćby
emitowanym ostatnio "Ojcu Mateuszu").

Nasi policjanci już na pewno wyrywaliby sobie włosy z głowy, gdyby zobaczyli komisariat w Saint-Denis, mieście znajdującym się na północ Paryża. (Uwaga - w artykule nie zamieszczamy zdjęć scenografii serialu kryminalnego,ale autentycznej architektury policyjnej).


Posterunek stanął w niedalekim sąsiedztwie Saint Denis Stadium wśród dosyć chaotycznej zabudowy.  W polskich warunkach mógłby śmiało uchodzić za
luksusową siedzibę banku. Bo dzieło X_TU architects epatuje blichtrem.


Projektanci mieli do dyspozycji narożną działką, która zabudowali od strony dwóch krzyżujących się ulic, pozostawiając wolny dziedziniec w głębi. Przy samy skrzyżowaniu ustawili 5-piętrową wieżę biurową, która stała się lokalną dominantą i emblematem komisariatu. Po obu bokach bloku wyrastają dwa niższe skrzydła.


Zadziwiają przede wszystkim wysokiej jakości materiały, ściany budynku pokrywa bowiem czarny, gładki beton oraz szkło. Nadają obiektowi wygląd
lśniącego magnum.


Architektura komisariatu to gra kontrastów pełnego z przeźroczystym, przy czym zastosowano szkło o różnej przejrzystości w zależności od potrzeby intymności danych wnętrz. Szklaną elewację wieży pokrywa mleczny nadruk o różnym natężeniu, co sprawia, że ściana przypomina przymglony obraz wielkiego monitora, wrażenie to potęguje się wieczorem,gdy fasadę rozświetlają od środka światła.


Parter budynku zajmuje rozległe lobby, które rozprowadza po całym budynku,jego minimalistyczny wystrój wzbogacają ściany pomalowane na mocne kolory oraz nadruki w postaci haseł z Rewolucji Francuskiej: liberté, égalité, fraternité (wolność, równość, braterstwo).


Elegancką, czarną elewację wzbogaca ?biżuteria? w postaci małych okrągłych bulajów, niewielkich okienek obramowanych przez opalizujące cylindry z
białego metalu - sprawiają wrażenie pereł na tle czarnej sukni. Oglądając budynek komisariatu mnożna tylko pozazdrościć dobrego smaku francuskim policjantom!

---
w życiu bym nie pomyślał, że tak może wyglądać komisariat policji.
 

nortus
 
  • awatar Nortus & Potworna spółka: co prawda uważam, że powinien godnie reprezentować kraj czyli m.in. wyglądać jak mężczyzna, czyli powyżej 175 cm wzrostu.
  • awatar ***Desdemona***: Hmmm,ale z tego co wiem, to A. Kwaśniewski jest tylko o 1 cm wyższy od obecnego Prezydenta :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @***Zołza wiedźmowata***: toż mężem stanu to on nie był
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 
Gazeta Wyborcza ogłosiła konkurs pod tym tytułem. Nie wiem o co w nim chodziło bo nie brałem udziału i nie śledziłem.

Dziś podali wyniki i ... padłem z głupoty i tandety


"Gdybym wygrał 100 000 zł" - wyniki konkursu

*Wszedłbym do największego baru,zabrał kumpli paru,postawił wszystkim gościom w barze po
najlepszym browarze*
*Wszyscy by się radowali ze mną i Bosmanem świętowali*

tę sentencję jury konkursu "Gdybym wygrał 100 000 zł" uznało za najciekawszą. Autor - internauta o nicku mateuszde 1981 - otrzyma w nagrodę 1000 zł.

Konkurs, który odbył się w lutym i polegał na tym, aby w twórczy i ciekawy sposób rozwinąć zdanie "Gdybym wygrał 100 000 zł". Poza nagroda główną przyznano także dodatkowe nagrody po 100 zł każda. Otrzymali je internauci:

djdolph, który napisał: "Zacząłbym spełniać swoje marzenia - kupiłbym motocykl turystyczny i przemierzyłbym wszystkie kontynenty, bo chęć poznania innych "światów" jest najwspanialszą rzeczą na świecie! A w chwilach pobytu w kochanym Szczecinie delektowałbym się niepasteryzowanym Bosmanem:)"

gooniaa, która napisała: "...Odkurzyłabym kilka marzeń z górnej półki ...zrobiłabym kilka babek z piasku na Saharze ...sprawdziłabym jak bardzo słona jest woda w Pacyfiku i... uśmiechałabym się jeszcze szerzej niż dotychczas :)"

taborecik1, który napisał: "Kupiłbym mojej Kaśce pierścionek zaręczynowy, jesteśmy ze sobą już 12 lat (od czasu nauki w liceum). Wiem, że się zgodzi, wiem, że na to czeka...Potem wesele na 100 osób w stylu staropolskim: koniki, kareta, wieś...No i prawdziwa podróż poślubna - prawdziwy miesiąc miodowy...Gdzie? Zapytam Kaśki jak się spełni: ,gdybym wygrał 100 000zł'..."

privatedo, która napisała: "Wykupiłabym reklamy w Gazecie Wyborczej na maksymalny okres, z tekstem życie jest piękne'".

---
hmmmm, padłem.
  • awatar Amy Blue Rose: Haha gdybym ja miała tyle pieniędzy tobym sobie najpierw zafundowała weekend w SPA,potem usidliła mena marzeń i wyszła za niego za mąż i byłoby huczne wesele :D
  • awatar cam website: a czasem bosman nie był sponsorem nagrody?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Kamil Sikorski: nie wiem, ale też nabrałem takich wątpliwości.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Pokój w lesie, nad rzeczką, z oknami do samej podłogi, cisza i spokój.
Czy potrzeba czegoś więcej?

W czerwcu hotel będzie gotowy do podejmowania gości.

Gudbrandsjuvet znajduje się na drodze 63 w połowie drogi między Trollstigen i Valldal w More
i Romsdal.

Projekt jest częścią norweskiej drogi turystyczne.

- Część pomysłem jest dać ludziom poczucie żyć wewnątrz aparatu - powiedział z biura Jan Olav Jensen Jensen i Skodvin Architekci.

Jest jednym z autorów tego wyjątkowego projektu jak też zwycięzcą prestiżowej nagrody American Express <Worlds Best SmallHotele>.

Ścieżki
Kanion Foss ma ścieżki dziesięć metrów prosto w dół wśród drzdw i paproci.

Kabiny są ulokowane wzdłuż ścieżki między nimi, co także wiąże je razem z głównym budynku.

Każdy domek położony jest w środku natury, są osłonięte od sąsiadów.

Pokoje są skromniej urządzone z alkowy, prywatną łazienką i pokój dzienny z szybkie,proste wnętrze.
Budujemy z drewna masywnego,i okna są bez ramek. Celowo wybrano to dla zwiększenia poczucia więzi z naturą, a nie tylko patrzeć pa pa obrazu.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

(Katarzyna Lubiniecka, gw)


K...a mać! (...) Jest wpół do drugiej w nocy, a ty obżarłaś się jak krowa, jesteś tłusta jak świnia i wzywasz pogotowie? - zwrócił się do cierpiącej na atak kamieni żółciowych mieszkanki

Oleśnicy lekarz pogotowia Damian K.
Od poniedziałku już tam nie pracuje.


66-letnia Urszula Mrowiec pamięta to dokładnie: był czwartek, 18 lutego.
Dostała ataku kamieni żółciowych.Bardzo cierpiała.
Około godz. 1.30 w nocy mąż wezwał pogotowie. Przyjechało bardzo szybko, w trzyosobowym składzie: kierowca, ratowniczka i młody mężczyzna z przewieszonym przez szyję stetoskopem. Nie przedstawił się.

Podszedł do pani Urszuli, leżącej na łóżku. Dotknął jej brzucha.- Spojrzał na zegarek, który stoi na szafce nocnej przy łóżku - opowiada
pani Urszula. - Potem wstał i zaczął chodzić po pokoju. Po chwili się odezwał:

"Ty wiesz, która godzina? Jest wpół do drugiej. A ty obżarłaś się jak krowa, jesteś tłusta jak świnia i wzywasz pogotowie?".


Po czym dał jej zastrzyk z przeciwbólowej pyralginy i wyszedł.

Pani Urszula nie mogła się otrząsnąć: - Świat mi się zawalił. Byłam strasznie załamana tym, jak mnie potraktował, zaczęłam płakać. Zadzwoniliśmy
jeszcze raz na pogotowie, żeby zapytać, jak ten lekarz się nazywa, ale nie chciano nam udzielić odpowiedzi. Dyspozytorka podała mi tylko numer do
kierownika pogotowia.

Pomimo podania pyralginy ból nie ustępował. - Jęczałam do 3.30 i w końcu mąż zawiózł mnie do szpitala - mówi pani Urszula. - Tam szybko się mną zajęli. Zrobili badania, podali kroplówkę, po kilku dniach miałam operację. Ja naprawdę nie histeryzowałam - zapewnia. - W wypisie mam wpisane rozpoznanie: przewlekła kamica, zapalenie pęcherzyka żółciowego.

Pani Urszula napisała skargę na lekarza do kierownika pogotowia. Poskarżyła się też dziennikarzowi lokalnej "Panoramy Oleśnickiej". Ten o zachowaniu lekarza opowiedział Agnieszce Cholewińskiej, dyrektorce Powiatowego Zespołu
Szpitali w Oleśnicy.

- Zachowanie lekarza było tak szokujące, że początkowo nie chciało mi się w to wierzyć - mówi dyrektor Cholewińska. - On sam poproszony o wyjaśnienie sytuacji napisał oświadczenie, że został przez pacjentkę sprowokowany wcześniejszą wymianą zdań. Ale załoga karetki potwierdziła słowa pacjentki.

Doktor K. był u nas od kilku miesięcy na kontrakcie. Podjęłam decyzję o natychmiastowym wypowiedzeniu umowy kontraktowej. Ale jeszcze zanim ona wygaśnie, od 1 marca ten lekarz nie ma już wyznaczanych dyżurów w pogotowiu.
Zastanawiam się, czy nie powiadomić o jego zachowaniu izby lekarskiej.

Damian K. jest młodym lekarzem, nie ma jeszcze 30 lat. Dopiero robi specjalizację z medycyny ratunkowej.-Lekarze,którym w szpitalu opowiadałam,
co mnie spotkało, dziwili się, mówili mi, że to spokojny i miły człowiek, a mnie tak potraktował - mówi pani Urszula.

Kierownik pogotowia, w którym pracował doktor K., dzwonił z przeprosinami do pani Urszuli, a ponieważ była w szpitalu, przeprosił jej męża.

---
a czego się spodziewać, może przeszkodziła mu w pieprzeniu się a poza tym on za mało zarabia itd.
Ale czego chcemy, akceptujemy gdy sędzia wyzywa skazanego od chamów to i lekarz nie gorszy, też mu wolno wyzywać.
Skoro tego chcemy to mamy.
  • awatar gość: w Oleśnicy takie zachowanie jest całkiem normalne.
  • awatar Anya.: skąd ja to znam... :/ umierasz człowieku z bólu a pan jaśnie doktor ci powie że dlaczego przyszłam w nocy skoro w ciagu dnia tez mnie bolało :/
  • awatar Atom Head: Nie znam przebiegu tego incydentu ale skoro była operowana po ładnych paru dniach to chyba nie byłą tak bardzo chora...Chłopak ma dobra opinię wg opisu,ale najwyraźniej cała sytuacja doprowadziłą go do szału.Wygląda na to że ta paniusia tez nie jest bez winy.Pewnie zaczęła bredziac od rzeczy i go sprowokowała-bywałem świadkiem takich sytuacji.Ludzie generalnie albo kłamią albo sami nie wiedzą czego chcą.Moja zasada brzmi-jak boli w nocy to przyjmuj tak w ogóle.A chłopak powinien dostać karę uomnienia co najwyżej.Ta cała sprawa jest śmieszna.Gdyby istniało nagranie incydentu to wszystko byłoby jasne.
Pokaż wszystkie (14) ›
 

nortus
 
  • awatar KALIPSO: Piękna muzyka a Xylia jak gwiazda ... lubie Chopina ,ale nie często go słucham ...buziaki :)
  • awatar Stixi: Wlasnie obejrzalam clipik z Xylia - jest rozkoszna a podklad muzyczny b. przyjemny:)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
kalipso
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
anette
 
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 

Pamiętam, że gdy szykowałem się do kąpieli to Silka lubiła wpadać do łazienki i wskakiwać do wanny.

Zawsze trafiała, gdy wanna jeszcze była pusta.

Ale raz wskoczyła do wanny gdy moczyła się pościel przed praniem.

I jej reakcja była dokładnie taka jak na załączonym zdjęciu. Jak rakieta wyskoczyła  z wanny i już więcej tak ie wskakiwała w ciemno. Od ej pory wskakiwała wpierw na brzeg wanny i dopiero gdy zobaczyła, że wanna jest pusta wskakiwała dalej.

A mówią, że koty się nie uczą na błędach :D
  • awatar Hiper: Moja Frida też wpadła raz do wanny, kiedy kąpała się ciocia - obie były mocno wystraszone, z tym, że Fridusia jeszcze wściekła i obrażona na cały świat ;)
  • awatar >> Mrs.Db2 <<: koty to są cudowne kochane i ciekawskie zwierzęta wiem to po swojej kici :d
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Rzepicha: ha ha ha
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

A u Lisa jest wywiad z Justyną.

Bardzo sympatyczny wywiad z Justyną, bardzo miła i prosta osoba, nie zadufana w sobie jak gwiazdy niektóre.

Gratulacje Justa.

Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar Ivi: Dobry ten kot:)
  • awatar BLUSZCZ: smiech ma powalajacy ;) dobry jak ktos chce pocwiczyc nad miesniami brzucha :)
  • awatar Atom Head: :D
Pokaż wszystkie (3) ›