Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 14 lutego 2010

Liczba wpisów: 18

nortus
 

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

O św. Walentym i walentynkowych obyczajach


W Polsce święty Walenty, zanim stał się patronem zakochanych, przez stulecia był przede wszystkim patronem ludzi cierpiących na epilepsję i choroby
nerwowe. Jak wskazują etnolodzy, historia święta zakochanych sięga jednak starożytnego Rzymu.
14 lutego, zgodnie z ustanowionym przez kościół katolicki "Martyrologium Romanum", przypada wspomnienie postaci i dziejów świętego Walentego.

Wśród badaczy panuje zgodna opinia, że pod imieniem Walentego kościół zna 16 świętych, a ponadto 3 święte Walentyny. Według autorów książki "Święty Walenty - patron zakochanych" Barbary i Adama Podgórskich,aż trzech duchownych kościoła katolickiego o imieniu Walenty, którzy następnie zostali wyniesieni na ołtarze, może być uwzględnionych jako patronów walentynkowych
obchodów.



"Pierwszy to kapłan Walenty, męczennik rzymski, zgładzony około 269 r. podczas prześladowania chrześcijan, wznieconego za panowania cesarza
Klaudiusza II Gota. Drugim jest Walenty z Terni, biskup, prezbiter rzymski sprowadzony do Rzymu i po długich męczarniach stracony w 306 r. Istnieją
jednak przypuszczenia (...), iż chodzi o jedną i tę samą osobę, cieszącą się kultem zarówno w Rzymie, jak i w Terni. Trzecia zasługująca na rozpatrzenie postać to Walenty żyjący w połowie V wieku, misjonarz Recji, biskup Pasawy" - napisali Podgórscy.

Ostatecznie przyjęto, że św. Walentym - patronem zakochanych był biskup z Terni, który zginął jako męczennik około roku 269 r. Terni (obecnie włoska
Umbria) jest jedynym miejscem na świecie, gdzie 14 lutego ludzie są zwolnieni z pracy. W tym dniu także do włoskiego miasteczka przyjeżdżają
młode pary, które w miejscowej katedrze przy grobie św. Walentego, ślubują sobie, że do końca roku wezmą ślub.

Według jednego z podań św. Walenty uleczył ze ślepoty córkę jednego ze sług cesarskich i doprowadził do nawrócenia całej jego rodziny. Cesarz wpadł w gniew i kazał zabić biskupa maczugami,a następnie ściąć. W miejscu,w którym został pochowany, papież Juliusz I w IV w. postanowił zbudować bazylikę. Kult świętego bardzo szybko rozszerzył się w całej
chrześcijańskiej Europie. Legenda głosi, że św. Walenty pomagał też pisać ludziom listy miłosne i jako pierwszy pobłogosławił małżeństwo poganina i
chrześcijanki.

Genezy obyczajów walentynkowych - według Podgórskich - można doszukiwać się już w głębokiej starożytności. 14 lutego jest "wigilią dawnego italskiego i rzymskiego święta (Luperkalia - PAP), obchodzonego do IV wieku naszej ery, a poświęconego Faunowi zwanego Luperkusem". Luperkalia starożytni rzymianie
obchodzili w jaskini Luperkal, w której zgodnie z rzymską mitologią wilczyca miała karmić mitycznych założycieli Rzymu Romulusa i Remusa.

Luperkalia były także świętem oczyszczenia i płodności. Właśnie od terminu februare - oczyszczać wziął luty swą łacińską nazwę februarius (ang. February, niem. Februar, ros. Fiewral). "Kapłani Luperkusa, zwani luperkami
(...) nadzy, przyodziani jedynie w skórę świeżo zabitego tryka (samiec muflona - PAP) biegali po Palatynie, uderzając napotkanych przechodniów,
szczególnie młode kobiety, rzemieniami ze skór zwierząt ofiarnych. Niewiasty bezdzietne za ich dotknięciem miały według powszechnego przekonania
odzyskiwać płodność" - napisali Podgórscy.

Obyczaj obchodzenia dnia św. Walentego - jak podaje w "Słowniku mitów i tradycji kultury" Władysław Kopaliński - datuje się co najmniej od 1476 r. i najlepiej przyjął się w krajach anglosaskich.Jego zdaniem na Wyspach Brytyjskich, oblewanych ciepłym Golfstromem, panowało ludowe wierzenie, że ptaki już w połowie lutego zaczynają kojarzyć się w pary, co szczególnie
sprzyjało walentynkowym obyczajom.

W Wielkiej Brytanii, dzień św. Walentego, po angielsku S'Valentine's Day - zdaniem Podgórskich - od dawna jest obchodzony w szczególny sposób. "Wedle starodawnego przekonania 14 lutego młodzi ludzie powinni wybrać sobie sympatię, lubego czy lubą, miłego czy miłą, przyjaciela albo przyjaciółkę, narzeczoną względnie narzeczonego, słowem kogoś serdecznie bliskiego. Tej osobie obieranej na cały rok, należało przesłać pozdrowienia i upominek" - pisali.

Tradycję potwierdza William Szekspir, który w usta Ofelii wkłada słowa piosenki:
"Dzień dobry, dziś święty Walenty
Dopiero co świtać poczyna
Młodzieniec snem leży ujęty
A hoża doń puka dziewczyna.
Podskoczył kochanek, wdział szaty
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną
I weszła dziewczyna do chaty
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną"
- napisał Szekspir.

W krajach anglosaskich upowszechnił się zwyczaj, który przyjął się także w Polsce, że w dniu św. Walentego sympatyzujący ze sobą ludzie wysyłają sobie liściki tzw. walentynki, które mają zaświadczać o sile i głębi uczucia.
Jednak, jak podaje Michał Misiorny w antologii pt. "Listy miłosne dawnych Polaków", także w Polsce od stuleci rozwijała się epistolografia miłosna, choć nie związana z dniem św. Walentego.

W Polsce święty Walenty, zanim stał się patronem zakochanych, przez stulecia był przede wszystkim patronem ludzi cierpiących na epilepsję i choroby
nerwowe. Według Podgórskich, "we wsiach mazowieckich w wigilię św.Walentego obowiązywał ścisły zakaz szycia. Ukłucie się igłą powodowało bowiem nieuniknione zapadnięcie na niechcianą i nieuleczalną padaczkę".

Według Kopalińskiego, w średniowieczu epilepsję utożsamiano z opętaniem przez diabła. "Ponieważ jednak chorych na padaczkę kościół uważał za
opętanych przez diabła i leczył egzorcyzmami, fantazja ludowa pomieszała z czasem osoby sprawcy i uzdrowiciela choroby, a Walek już od XVI w. stał się u ludu polskiego synonimem diabła" - napisał leksykograf.

Jak podają Podgórscy, na terenie dawnych Niemiec data 14 lutego uważana była za złowróżbną i przynoszącą nieszczęścia. "Walenty został obwołany patronem epileptyków, wskutek ludowej etymologii wywodzącej jego imię od słowa
+fallen+, czyli padać. Stąd padaczkę także w innych krajach zwano chorobą świętego Walentego albo wielką chorobą" - napisali.

Walenty jako diabeł (także Walanty lub Walek) przetrwał w dawnych ludowych powiedzeniach np. "Walenty bez pięty!", co zgodne jest z tradycyjną
ikonografią przedstawiającą diabła, który zamiast stóp ma końskie lub kozie kopyta. Wśród dawnych powiedzeń utożsamiających postać diabła z imieniem Walentego wymienia się także:

"Idźże do Walantego!" (Idź do diabła!), "Bodaj
ją Walenty popadł!" (Żeby ją diabeł porwał!), "Wie ich Walenty!" (Diabli wiedzą!).

"Płakała,jakby ją Walanty trząsł" to powiedzenie, którym od XVII w. określano wstrząsy epileptyczne.

Z kolei wśród graczy w karty, do dziś można usłyszeć zawołanie: "Rżnij Walenty, piekła nie ma!".


Źródło: PAP
  • awatar Anukett: W Polsce święty Walenty, zanim stał się patronem zakochanych, przez stulecia był przede wszystkim patronem ludzi cierpiących na epilepsję i choroby nerwowe" pyszne :))
  • awatar Nortus & Potworna spółka: to patron epileptyków nie tylko w Polsce. a miłość i choroby nerwowe - to to samo przecież :D
  • awatar Anukett: @Nortus & Xylia: hehe nie chciałam tego mówić ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Kochać nie znaczy
Kochać nie znaczy o czymś marzyć
Kochać nie znaczy o czymś śnić.
Kochać nie znaczy komuś wierzyć.
Kochać to znaczy dla kogoś żyć!
  • awatar Anukett: co za poezja ;)
  • awatar W Granatowych Kąkola: piekne::*:*:*:
  • awatar Stixi: Bo kawka jest dobra na wszystko...;) Lecimy sobie uszykowac tez, a juz to ciasto na ostatniej fotce /mniam - une bûche/...
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Woda rozwaliła rusztowanie i zmiotła ludzi na skały.

Setki osób przyszło podziwiać wspaniały spektakl na zatoce Half Moon Bay w Kalifornii. To tam odbywa się słynny konkurs na wielkich falach - Mavericks Surf Contest. Widoki są niesamowite, dlatego wielu widzów stanęło na falochronie. Jak się okazało, zbyt blisko.


Dwie 6-metrowe fale nagle wdarły się na plażę i dosłownie zmyły ludzi na ląd - informuje BBC. Na szczęście fala nie zabrała nikogo w głąb morza, ale uderzenie o skalistą plażę też było bardzo groźne. Trzynaście osób zostało rannych, kilka ma poważne złamania.


Po wypadku ewakuowano widzów z tej części plaży. Tuż obok zagrożonego obszaru, mimo groźnego incydentu, setki ludzi dalej podziwiało surferów, a przede wszystkim Chrisa Bertisha z RPA, który wygrał konkurs i główną nagrodę (50 tys. dolarów).

Mavericks Surf Contest to jeden z najbardziej prestiżowych konkursów dla surferów. Jest przeprowadzany tylko, gdy warunki są idealne - tak jak miało to miejsce w sobotę. Niektóre fale dochodziły nawet do 12 metrów.

(deser pl)


cudowna fala, ehhhh, wskoczyłbym tam sobie ...
 

nortus
 
Dzisiaj Walentynki,
Dzień Zakochanych czy jak tam dalej zwać.

Zakochani myślą o sobie codziennie, nie potrzebują
specjalnego dnia.
Bo z miłością jest jak z pamięcią i kimś - kochasz to o nim myślisz.
Myślisz zawsze, codziennie a nie tylko 14 lutego.

Kobiety/dziewczyny, jeśli je szanujesz, to szanujesz cały rok a nie tylko 8 marca. Czy przez 364 dni w roku możesz je bić a tego jednego dnia dasz jej kwiatka i będzie dobrze?

Nasi zmarli bliscy - pamiętaj o nich cały rok a nie tylko 1 listopada, jadąc na drugi koniec Polski  bo wypada się pokazać tego dnia a najczęściej wieszasz psy na zmarłym albo dla ciebie on nie istnieje.

Jeśli coś czujesz do kogoś to okaż mu to każdego dnia a nie tego jednego, sztucznego święta.

Nie jestem wrogiem Walentynek, miły dzień i pewnie
młodym chłopcom i dziewczynkom, którzy są nieśmiali taki dzień jest potrzebny, pozwala się przełamać.

Ale my dorośli, nie ważne czy jesteśmy z kimś czy nie, jeśli do kogoś coś czujemy to okazujmy co kiedy się da. Nie kwiatkami czy laurkami (w obecnych czasach SMSami, e-mailami, na GG itd) ale również miłym słowem, uśmiechem, pomocą w dniu codziennym.

Do szczęścia nie potrzeba specjalnego święta, potrzeba ciepła uczuć i serdeczności.
 

nortus
 

Niebotyki: amerykańska dzielnica Polski

Wlatach 30. w Polsce powstały pierwsze wieżowce, wtedy też w języku polskim pojawił się termin "drapacz nieba", czy "niebotyk".

Najpierw wystrzeliły w Katowicach, potem w Warszawie. W końcu każde miasto w Rzeczpospolitej
zapragnęło drapać chmury. Wybuch II wojny światowej ostudził i przerwał te zapały.

Polska jak i cały kontynent europejski stosunkowo późno odkryły amerykański wynalazek, czyli wysokie wieżowce. W USA pojawiły się już pod koniec XIX wieku, ich powstanie wiąże się z zastosowaniem szkieletu stalowego. To dzięki niemu można było przełamać barierę wysokości kilkunastu kondygnacji.
Bowiem tylko tyle jest w stanie osiągnąć budynek budowany w tradycyjnej technice murarskiej. Już w 1891 roku do tego pułapu dobił Monadnock Building
w Chicago, który ma 16 kondygnacji i liczy 60 metrów. To dziś najwyższy budynek murowany na świecie. Choć wieże kościołów często przebijają tę barierę wysokości, to jednak w budynkach mieszkalnych czy biurowych aby wzbić się wyżej potrzebna była nowa technologia.


Okazał się nią szkielet stalowy, który dał architektom nieograniczone możliwości. Słupy i belki stalowe tworzą sztywną konstrukcję, którą wypełnia się lekkimi ścianami, bo nie muszą już one przenosić obciążenia, a jedynie chronić od wpływów zewnętrznych. I tak już w 1913 roku Woolworth Building w Nowym Jorku osiągnął niebotyczne 241 metrów i 57 kondygnacji. Do lat
trzydziestych dzierżył miano najwyższego budynku świata.

Wieżowce nie zaistniałyby, gdyby nie wynalazek Elisha Otisa, który na Wystawie Światowej w Nowym Jorku w 1853 roku zaprezentował pierwszy dźwig
osobowy, czyli windę. Pierwsze elektryczne windy zaczęto instalować w Stanach w latach 80. XIX wieku. Pozwoliły budynkom rosnąć coraz wyżej, bo
wcześniej spacery po schodach powyżej 6. piętra nastręczały masę kłopotów.

Tymczasem Europa pozostawała w tyle. Brak wieżowców w tej części świata wynikał nie tyle z zapóźnienia technicznego, ale braku potrzeby budowy drapaczy chmur.Ceny gruntów w europejskich metropoliach nie były tak wysokie jak w Chicago, czy Nowym Jorku. Także historyczne sylwety miast, ich duża gęstość raczej nie zachęcały do eksperymentowania. Pierwsze próby budowania wieżowców w Europie miały miejsce w Londynie, ale nie spodobały się królowej Wiktorii, która ograniczyła wysokościowe zapędy odpowiednimi
regulacjami. Nie było też tradycji reklamowych jak w Ameryce, gdzie budynki były wizytówkami firm i korporacji.


Jednak nieśmiałe próby wieżowców pojawiały się w całej Europie, swój wkład na tym polu mają i Polacy. W Warszawie w 1908 roku wybudowano liczący 58 metrów budynek PAST-y (Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej), który w momencie powstania był najwyższym budynkiem Imperium Rosyjskiego oraz najwyższym budynkiem mieszkalnym w Europie.Wieża była,podobnie jak amerykańskich drapaczach, ubrana w kostium historyczny, przypominała średniowieczną wieżę zamkową. Miano najwyższej budowli w Polsce nosiła długo, bo aż do 1934 roku, kiedy powstał drapacz chmur w Katowicach.

Jako pierwsze w górę wystrzeliły właśnie Katowice
W krajowej prasie otrzymały wówczas przydomek "najbardziej amerykańskiej dzielnicy Rzeczypospo-
litej". Wynikało to z kilku faktów. Przede wszystkim przyłączony do Polski w 1922 roku Górny Śląsk potrzebował nowej stolicy regionu, centrum
administracyjnego i gospodarczego. Wybór padł na Katowice. Od lat 20. miasto przeżywało więc olbrzymi ruch budowlany. Jak w Ameryce w przeciągu kilku lat w miejscu pól i łąk wyrastały nowe ulice, domy, place, urzędy.

Jednak mimo sporych obszarów wolnych wokół miasta brakowało terenów pod zabudowę. Niestety Katowice znalazły się w klinie podkopów górniczych, wąski
pas pod zabudowę ciągnął się od nitki kolejowej na południe, gdyż północna część miasta nie miała możliwości rozwoju, ograniczały ją tereny kopalń i hut. Brak parceli nie był jedynym powodem postawienia na budownictwo wysokie.W międzywojniu Katowice ostro rywalizowały z niemieckimi wówczas
miastami: Zabrzem, Bytomiem i Gliwicami o miano tygrysa regionu,do tego dochodziła chęć pokazania
że polskie miasto jest najnowocześniejsze.


Pierwszy wieżowiec wybudowany w Katowicach i zarazem w Polsce nie imponował może wysokością, ale swoją konstrukcją i formą. Był to Dom profesorów Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych, mieszczący się dziś przy ulicy
Wojewódzkiej 23. Dzieło architekta Eustachego Chmielewskiego i konstruktora Lucjana Timofijewicza budowano w latach 1929-31.


Dom profesorów Śląskich Technicznych Zakładów Naukowych


Wieżowiec ma 9 kondygnacji i był pierwszym tak wysokim obiektem w kraju zbudowanym przy zastosowaniu nowatorskiej stalowej konstrukcji szkieletowej.
Interesująca była zwłaszcza jego skrajnie funkcjonalistyczna bryła, warto zaznaczyć, że wówczas w Stanach budowano wieżowce liczące kilkadziesiąt pięter, jednak miały zawsze one dosyć archaiczny, historyzujący kostium. W
katowickim prekursorze drapacza chmur królowały za to awangardowe gładkie płaszczyzny ścian, wyoblone balkony czy przeszklone narożniki.


Testowana nowa konstrukcja zdała egzamin. Obiekt powstał w rekordowo krótkim czasie, bo konstrukcję stalową można montować nawet przy niskich temperaturach, co przyspieszało czas realizacji obiektu. Nic więc dziwnego, że podjęto próbę wybudowania kolejnego wysokiego budynku. Tym razem miał przerosnąć wszystko, co do tej pory było w kraju...


wolf

W tekście wykorzystano materiały i informacje z książki Hanny Faryny-Paszkiewicz "Geometria wyobraźni. Szkice o architekturze dwudziestolecia międzywojennego", wydawnictwo słowa/obraz terytoria, Gdańsk 2003 (Rozdział "Pierwsze polskie wieżowce")

za gw
Wikistrony:
 

nortus
 

W nawiązaniu do dyskusji na blogu pingerowym
Coin-operated boy (uglyboy.pinger.pl)

o roli mężczyzny i kobiety w związku/małżeństwie:

"dzisiaj trudno mówić już chyba o rola w związku/małżeństwie.
kiedyś tak było: facet zarabiał, kobieta prowadziła dom i wychowywała dzieci.
Ale dzisiaj już raczej nie, często kobieta zarabia więcej od faceta, są już urlopy tacierzyńskie, facet wspólnie z kobietą sprząta i gotuje.
A i w seksie dzisiaj często kobieta dominuje, dopomina się seksu i jest bardzie j aktywna od mężczyzny.
Dzisiaj związek/małżeństwo kobiety i mężczyzny jest partnerski. Zwłaszcza, że facet dzisiaj w Polsce w zasadzie mało kiedy jest w stanie utrzymać sam rodzinę, jak to było kiedyś. I to nie tylko w Polsce.
Więc chyba trzeba zmienić punkt widzenia na rolę mężczyzny i kobiety w domu."
- to mój wpis w komentarzu.
  • awatar gość: hhehe najlepsze stosuje dyplomację :) haha ja tez baba :]
  • awatar Anette: dobre :d
  • awatar Zenia&Emilia: ehehe dobre :P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Maksymilian Lewandowski z Pyrzyc uzyskał wczoraj tytuł Mistera Polski 2009.

Wybory odbyły się w Valentino Ristorante w Szczecinie. O tytuł walczyło dziecięciu kandydatów z naszego kraju. Jak się okazało, najprzystojniejsi panowie mieszkają w Szczecinie.


Tak wygląda zwycięzca wyborów Mistera Polski 2009, Maksymilian Lewandowski.

Choć do finału zakwalifikowało się dziesięciu panów, na wczorajszej gali zobaczyć można było tylko dziewięciu z nich. Z powodu kontuzji ręki, z udziału w końcowych eliminacjach musiał zrezygnować Tomasz Gibki - Mister Śląska i Zagłębia 2009.

Kandydaci, których oglądaliśmy na gali, zaprezentowali się w czterech odsłonach. Publiczności przypadła do gustu szczególnie ta trzecia, podczas której finaliści występowali w indywidualnych prezentacjach i odpowiadali na wylosowane pytania.

Podium zdominowali panowie z naszego regionu (zachodniopomorskie).

Misterem Polski 2009 został osiemnastoletni Maksymilian Lewandowski z Pyrzyc, który oprócz głównego miejsca zdobył także tytuł Mistera
Publiczności.

Zwycięzca będzie reprezentować nasz kraj w Seulu na wyborach Mister World 2009.

Szarfę tytułową I Wicemistera Polski 2009otrzymał Sebastian Strzępka z Dobrej Nowogardzkiej, który został także okrzyknięty Misterem Foto. Obaj
panowie na co dzień mieszkają i kształcą się w Szczecinie.

Tytuł II Wicemistera Polski 2009 zdobył natomiast Andrzej Tomicki, student z Płocka, który został ponadto Misterem Internetu.
  • awatar Anya.: gdzie komisja miała oczy...chyba w dolnej części ciała .... :/
  • awatar Anukett: @Anja...: kwestia gustu, dla mnie zbyt dziecięcy
  • awatar catalana: bez koszulki moze byc...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
  • awatar Anukett: Ja byłam raz tylko w Szczecinie, tak naprawdę pozwiedzać, podobał mi się :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Anukett: owszem, Szczecin jest pięknie położony i ma masę uroczych miejsc.
  • awatar amator.fotografii: ja spędziłem 6 miesięcy w Szczecinie i chętnie tam pojadę jak fundusze na to pozwolą:)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Koszalin buduje filharmonię za 42 miliony złotych

Koszalin przymierza się do rozpoczęcia budowy sali koncertowej na 520 osób.
Koszt budowy filharmonii zamknie się w kwocie 42 milionów złotych.

- Posiadamy już pozwolenie na budowę siedziby Filharmonii Koszalińskiej.
Obecnie przygotowujemy w Urzędzie Miejskim dokumentację na przetarg, który wyłoni wykonawcę tej prestiżowej dla miasta inwestycji. Chcemy jak
najszybciej rozpocząć jej budowę - mówi Andrzej Jakubowski, zastępca Prezydenta Koszalina.

Budynek filharmonii będzie usytuowany na działce otoczonej parkiem,a zlokalizowanej między ulicami Piastowską, Zwycięstwa i rzeką Dzierżęcinką.
Rzut budynku ma kształt czworoboku wpisanego w przestrzeń między tymi ulicami, rzeką, parkiem i budynkiem Centrum Kultury 105, który znajduje się
w bezpośrednim sąsiedztwie projektowanego obiektu.

Główne wejście do Sali Koncertowej zaprojektowano w elewacji frontowej (północno wschodniej), usytuowanej równolegle do ulicy Piastowskiej. Po
drugiej stronie tej ulicy usytuowany jest parking przewidziany do obsługi komunikacyjnej Filharmonii
Zachodnia i wschodnia elewacja zostały
zaprojektowane z myślą o parkowym sąsiedztwie. Wzdłuż elewacji zachodniej, graniczącej z rzeką projektuje się taras nadrzeczny, a przed elewacją
frontową plac połączony komunikacyjnie z istniejącym mostkiem.

Bryła Filharmonii i jej gabaryty wynikają wprost z przyjętych założeń dotyczących ilości widzów, wielkości estrady i niezbędnego zaplecza, a także
założeń akustycznych projektowanego obiektu, które narzucają wielkość kubatury i rozwiązania materiałowo-techniczne. Zadaniem architekta było
ubranie tej technicznej bryły w indywidualną i niepowtarzalną formę, o unikalnych walorach estetycznych zarówno elewacyjnych jak i wnętrzarskich.


Projektowany budynek jest obiektem 4kondygnacyjnym
Przeciętna kondygnacja ma wysokość 3,9 m. Większa północna część budynku zawiera w sobie salę
koncertową , wejście główne, foyer z szatnią, sanitariatami, kasami biletowymi i kawiarnią, a także elementami komunikacji pionowej dla widzów,
tj. schodami i zespołem dwóch wind osobowych.

Głównym elementem funkcjonalnym budynku jest sala koncertowa na 520 osób z estradą na pełną orkiestrę i chór. Widownia sali ma układ amfiteatralny i będzie podzielona ze względów akustycznych na kilka sektorów. Z tyłu nad
widownią projektuje się balkon z kabiną reżyserską. Ściany, sufit i podłoga zarówno sceny jak i estrady mają znaczenie akustyczne i będą miały formę zewnętrzną (okładzinę drewnianą na grubej strukturze żelbet) podporządkowaną tym wymogom.

Ruszajcie do przodu.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Mielno: prawie 1500 morsów w Bałtyku

Rekordowa pod względem liczby uczestników kapiel odbyła się w niedzielę podczas
VII Międzynarodowego Zlotu Morsów w Mielnie.

Do wody weszło 1462 śmiałków - 583 kobiety i 879 mężczyzn. W ten sposób śmiałkowie pobili dotychczasowy rekord Guinnessa, ustanowiony 1 stycznia 2009 r. w Nowym Jorku. Do wody weszło wówczas 579 morsów.

Rekord mieleński nie jest jeszcze oficjalny, musi go potwierdzić specjalnym certyfikatem
Guinness World Records.

W tegorocznym zlocie uczestniczyły morsy ze 198 polskich miejscowości.
Zagranicę reprezentowali Czesi i Niemcy.

Najstarszymi uczestnikami byli:
81-letni Daniel Wojnowski z Gdyni i 71-letnia Zofia Krzciuk z Kluczborka.
Najmłodszymi - dwoje siedmiolatków: Wiktoria Giza z Torunia i Oskar Waszkiewicz z Wrocławia.


A niektórzy narzekają na zimno.
  • awatar gośćKALIPSO: aż mi się zimno zrobiło :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
  • awatar amator.fotografii: z tym parkowaniem to aż szlak trafia nie wime jak mozna być tajk bezmyślnym zrobie kilka fotek z kalisza można płakać ze śmiechu...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @amator.fotografii: też jestem kierowcą, ale qqqqqqqq nie rozumiem takich kierowców.
  • awatar verak: jesli chodzi o ludzi ze STV. to stac ich na pomysłowe parkowanie tak samo jak na pozostawienie kluczykow w samochodzie.W koncu chodzi o to zeby było szybko i wygodnie :)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Ściągnij sobie plik Pilot i wypróbuj.

Nie wiem czy z pingera będzie można go odtworzyć bezpośrednio więc polecam wypróbowanie poszczególnych przycisków.


Wybrane funkcje:

Gadający

* Pilot do 'sterowania' Kobietą
* Posiada 33 przyciski-komendy dźwiękowe profesjonalnego lektora w języku polskim:
   o Idź do mamusi, nie chce mi się z Tobą gadać
   o Rozbieraj się, podaj obiad, wychodzę z kumplami
   o Zajmij się dziećmi, idź do kuchni, idź umyj samochód
   o Podaj piwo, przynieś whiskey maleńka, podaj pilota do telewizora
   o Skocz po flaszkę, zrób zagrychę, skocz po fajki
   o Kocham Cię, pięknie wyglądasz, moje serce bije dla Ciebie
   o Hmm, może striptease? Poigramy? Mam ochotę na masaż
   o Masz jakieś ładne koleżanki? Umyć Ci plecki? Wezmę Cię - tu i teraz!
   o Wyżej, niżej
   o Złóż nogi, rozłóż nogi
   o Szybciej, szybciej
   o Kotku... wolniej
   o Zamilcz kobieto!
   o Głośniej! Ciszej!
* Wygląda jak prawdziwy - czerwona dioda świeci podczas odtwarzania dźwięku
* Do zasilania wymaga dwóch baterii AA oraz poczucia humoru (nie dołączone do produktu)

* Obsługa: 1. Wyceluj w partnerkę, 2. Wciśnij wybrany przycisk, 3. Licz na to, że zadziała

* Wymiary: 16,8 x 4,7 x 2,6 cm, kolor pilota: czarny
* Solidne wykonanie i estetyczne opakowanie idealne na prezent
* Wersja 'Steruj mężczyzną' będzie dostępna w bliżej nieokreślonym terminie - może nigdy - w końcu mężczyźni wymyślili ten gadżet i nie dadzą się sterować
  • awatar krzyslav: mam to w dwóch wersjach (facet/babka) - dobre...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: a możesz podać wersję męską? bo na stronie sprzedawcy męski jest tylko zdjęcie bez dźwięków.
  • awatar krzyslav: poszukam...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Kabanosek wszamany w try miga,
nawet drobinka nie została,
u się nie podzieliła nawet ze mną,
egoistka.

Dobrej nocki
  • awatar Stixi: Dobranoc :* Spokojnych i milych snow zyczymy Wam Kociaki:)
Pokaż wszystkie (1) ›