Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 29 listopada 2010

Liczba wpisów: 21

nortus
 
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: witaj u mnie też zaczyna się bielić
  • awatar tannat: Informuję Cie uprzejmie, że WYKRAKAŁEŚ!!!. Od północy sypie, sniezy, pada i zawieja. Moja wioska jest póki co odcięta od świata. Dziekuję Ci, zaklinaczu spragniony zimowego nastroju :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @tannat: to zauważ, że teraz u mnie jest wszędzie wiosna :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

*Monika Pyrek wygrała* finał XII edycji "Tańca z Gwiazdami". Gratulujemy!
Skromna i sympatyczna szczecinianka zdobyła dzisiaj Kryształową Kulę. Ze swoim partnerem - Robertem Rowińskim z Koszalina - wygrała dzisiaj finał programu "Taniec z Gwiazdami" - to głos szczeciński.



Taniec z Gwiazdami: *Robert Rowiński poprowadził Monikę Pyrek do zwycięstwa*
Sportsmenka tańczyła w programie z Robertem Rowińskim, tancerzem z Koszalina. - a o głos koszaliński.



To wreszcie kto wygrał? Monika z Robertem czy Robert z Moniką ?



Cóż, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia :D :D :D  



  • awatar Hugs/d.Wieprzny: monika z robertem panie zawsze pierwsze
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Hugs/d.Wieprzny: nie koniecznie. to Robert prowadził taniec. No i jak między np. Widzem a Legią - kto pierwszy? Bo tu akurat jest "wojna" między Szczecinem a Koszalinem. I tak zresztą (ta sama gazeta) zapisała: w Szczecinie Monika a w Koszalinie - Robert. Chociaż to jeden wydawca i materiał wspólny.
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: @Nortus & Xylia: ale też mi wielki problem
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 


Gogle do plasteliny i inne absurdy brytyjskiego BHP


Wydawać by się mogło, że w XXI wieku nie ma miejsca na, co najmniej, niezrozumiałe przepisy dotyczące health and safety (h&s). Brytyjskie zasady BHP potrafią jednak zaskakiwać i wywoływać politowanie.
Co prawda, brytyjski rząd zapowiedział rewolucję w tej kwestii, ale na razie wiele absurdalnych zapisów nadal funkcjonuje i ma się całkiem dobrze.



Nie tak dawno londyńska Tate Modern hucznie zapowiadała otwarcie wystawy, na którą składają się miliony ceramicznych nasion słonecznika. Zapowiadano,że będzie można po nich chodzić,siadać
kłaść się, w ten sposób brać czynny udział w ekspozycji. Okazało się jednak, że nie wolno już po nich chodzić, ponieważ Tate musiała posłuchać zaleceń specjalistów od h&s.
W krótkim oświadczeniu poinformowano, że "pył ceramiczny może negatywnie wpływać na drogi oddechowe zwiedzających" i dlatego zmieniono zasady wystawy.

Pierwszy lepszy przykład

Żadne zajęcie nie obejdzie się dziś bez listy zasad i przepisów, które mają nas chronić przed wszelkim nieszczęściem. Nie tak dawno zakazano biegu z naleśnikami i zamiast tego zasugerowano marsz podczas corocznych zawodów z okazji Shrove Tuesday w St Albans, zakazano tradycyjnego biegu za toczącym się serem ze wzgórza w Wiltshire, nakazuje się zdejmowania wiszących koszyków kwiatowych nad ulicami i chodnikami. Studentom Anglia Ruskin University w Cambridge zakazano tak powszechnego podrzucania czapek, ponieważ "grozić to może poważnymi urazami czaszki, jeśli czapka spadnie komukolwiek na głowę".Burmistrz miejsco-
wości Maidstone wściekł się, kiedy specjaliści od "h&s" zasugerowali, że ze służbowego auta powinny zniknąć emblematy urzędu,tradycyjnie zamieszczane na niewielkich szpikulcach z przodu samochodu. Powodem takiej decyzji miała być "ewentualność zranienia przechodniów lub innych kierowców, gdyby
chorągiewka odpadła." Władze miasta nie dały się, odpierając, że "jeśli Królowa może mieć swoje chorągiewki na swoim samochodzie, to tym bardziej każda inna osoba czy instytucja może w ten sam sposób wywieszać swoje emblematy".

Absurdy

98-letnia Florrie Tranter też stanęła w obliczu nie lada problemu, kiedy została wypisana z lokalnego szpitala w West Midlands. Kobieta trafiła do szpitala z problemami oddechowymi, ale kiedy lekarze uznali, że może już wrócić do domu, Florine musiała zostać kilka dni dłużej. Tyle czasu zajęło sanitariuszom ustalenie czy nie grozi
jej żadne niebezpieczeństwo, ponieważ przed drzwiami wejściowymi do domu miała kilkucentymet-
rowy schodek. Dopiero kiedy jej zięć publicznie oświadczył, że teściowej nie grozi żadne niebezpieczeństwo, kobieta została odwieziona do domu.

Bycie policjantem wiąże się na ogół z oczywistymi
niebezpieczeństwami. Wydawać by się mogło, że ewentualność postrzelenia, zastrzelenia, pobicia, czy innego groźnego dla życia zdarzenia to powszechne ryzyko zawodowe. Nie dla policji w Cheshire. Szefostwo tamtejszej jednostki uznało, że zwykły rower też może stanowić wielkie ryzyko i nakazało swoim policjantom przejście specjalnego
testu, którego wyniki zdecydowały o tym, czy funkcjonariusze mogli patrolować okolice na rowerach czy też nie. I nie pomogło publiczne określanie przepisu jako "żałosny". Prawo okazało się silniejsze.

Sadzenie kwiatków w swoim ogródku też, zdaniem władz, może być naszpikowane niebezpieczeństwami. Emerytowana mieszkanka Wiltshire, June Turnbell przez lata pielęgnowała ogródek przed swoim domem. Wydawała na to setki funtów z własnych pieniędzy, sama kupowała narzędzia ogrodnicze, sama kupowała kwiaty i sama pracowała przed swoim własnym domem. Jednak w pewnym momencie, władze miasta postanowiły zakazać tego ryzykownego procederu, ponieważ ogród kobiety był zbyt blisko zakrętu. "Swoją działalnością, kobieta naruszyła zasady bezpieczeństwa. W związku z tym, powinna najpierw postawić stosowny znak drogowy,informują-
cy o przebiegających przy drodze pracach ziemnych, a także zakładać odblaskową kamizelkę i być może zatrudnić też pomocnika". 79-latka podeszła do sprawy wyjątkowo rozsądnie, stwierdzając:

“władze miasta mogą mnie aresztować i zamknąć w więzieniu jeśli chcą.”



Drobne przedsiębiorstwa i wytwórcy od dawna zmagają się z zapisami h&s. Niewielu przestrzega nakazu montowania w warsztatach specjalnych urządzeń do oczyszczania powietrza, lub specjalistycznych odkurzaczy.
- Od 25 lat zamiatamy podłogi ręcznie. Nie stać nas na instalowanie zalecanych urządzeń, które kosztują tysiące funtów. Nigdy do tej pory nie zdarzył się u nas żaden wypadek i nikt nie dostał astmy - twierdzi Sherry Colles, właścicielka jednego z warsztatów w Bristolu. - W pełni zdaję sobie sprawę z zasad bezpieczeństwa, ale niedługo nie będzie można nawet kichnąć, bez wypełniania jakiegoś specjalnego formularza. - dodaje rozgoryczona. - Zwykłych szczotek używa się od czasów świętego Józefa. I nikt nie będzie tego zmieniać. Żadne urządzenie, choćby nie wiem jak profesjonalne,nigdy nie będzie lepsze od pracownika wyposażonego w porządną szczotkę - dodaje inny właściciel małej stolarni w szkockim Tayside.
HSE broni jednak rozporządzeń, twierdząc, że kieruje się wyłącznie dobrem i interesem każdego pracownika.Przyznaje jednak,że ich rozporządzenia nie mają mocy prawa i są jedynie bardzo konkretnymi sugestiami.

Wydawać by się mogło, że same biura specjalistów od h&s będą wolne od absurdów, które sami zalecają.
Nic bardziej błędnego. Pracownicy biur Health and Safety Executive dostali zakaz samodzielnego... przesuwania krzeseł lub innych mebli, uzasadniony ewentualnością wypadku w miejscu pracy. Zamiast tego, nakazano im "zamawianie stosownych usług z 48-godzinnym wyprzedzeniem." Sprawa trafiła nawet do parlamentu, gdzie domagano się wyjaśnień. I wyjaśnienia przyszły pisemnie z ministerstwa pracy
Stwierdzono w nich, że "te przedmioty, które są stale przemieszczane mają przymocowane kółka i przesuwanie ich nie stanowi żadnego problemu. Jednak te, które takich kółek nie mają, ze względów bezpieczeństwa muszą być przenoszone przez odpowiedni personel." Wszystko w związku z obawami przed wypadkiem. Tak samo, jak w przypadku urzędu gminy Tower Hamlets we wschodnim Londynie, gdzie zakazano wywieszania świątecznych dekoracji... "żeby nikt nie odniósł żadnych obrażeń w miejscu pracy".

Władze Croydon we wschodnim Londynie zakazały wywieszania i suszenia prania nad chodnikami, ścieżkami i ulicami.Uzasadniono to ewentualnością zranienia kogoś, na kogo pranie mogłoby spaść. - Jak pranie może kogokolwiek zranić? To jest jakieś wariactwo! - komentuje Lord Young, któremu premier Cameron zlecił przeanalizowanie obowiązujących zasad h&s. Lord Young opowiada się przede wszystkim za zdrowym rozsądkiem. - Ci, którzy ustalają tego typu przepisy stali się w pewnym sensie tyranami. Niektórzy z nich nie mają zielonego pojęcia o czym mówią, co nakazują i czego zakazują. Kwestie odszkodowań też wymknęły się spod kontroli. Za absurdalnymi przepisami idą absurdalne żądania - twierdzi. Young chce doprowadzić do szybkich zmian. Chce, aby nikt nie bał się pracować i robić to,do czego jest powołany
w obawie, że z jakiegoś powodu może być ciągany po sądach, bo akurat złamał jakiś absurdalny zapis. - Teraz, jeśli stanie się coś złego, to zawsze wina leży po stronie CZYJEJŚ. Wszyscy musimy brać odpowiedzialność za to, co robimy i zdać sobie wreszcie sprawę z tego, że gdzieś wina może być po prostu NASZA. Jeśli ktoś chce zrobić coś i może sobie złamać nogę, to jest to jego wybór i wyłącznie jego odpowiedzialność. Niedługo pewnie w rugby nie będzie można grać? - dodaje.


BHP niwelują zadania szkół

W ubiegłym roku przeprowadzono sondę wśród 585 brytyjskich nauczycieli, z których aż 44,3% jest zdania, że przepisy BHP w placówkach oświatowych degradują ich rolę. Ponad 46% pedagogów stwierdziło też, że niektóre zapisy negatywnie wpływają na rozwój dzieci. Jako jeden z absurdów wytknięto obowiązek zakładania okularów ochronnych
w przypadku zabawy plasteliną. Nauczyciele opisywali kilkustronicowy wykaz zasad BHP w szkołach, wśród których szczegółowo opisywano niebezpieczeństwa związane z klejem, zakazy otwierania okien, nakazy odwoływania zajęć WF, gdy trawa na zewnątrz jest mokra czy też zakaz używania przez uczniów plastikowych spinek do włosów, "gdyż mogą być niebezpieczne, jeśli uczniowie na siebie wpadną". Nic dziwnego, że znaczna część ankietowanych nauczycieli przyznała
że wręcz boi się zostawać z uczniem sam na sam, bo jeśli coś by się stało, "mogą być z łatwością oskarżeni o zaniedbania i nieprzestrzeganie zasad BHP".Wszyscy podkreślają,że sztucznie wprowadzane zasady, nakazy i prawa nie mają nic wspólnego z wychowaniem dzieci i przygotowaniem ich do dorosłego życia. - Nie możemy wiecznie owijać dziecka cieplutką wełną i na każdym kroku chronić przed wszystkim dookoła. Dziecko musi poznać i nauczyć się żyć z wszelkimi niebezpieczeństwami dookoła niego. Zdrowy rozsądek powinien być najlepszym prawem - twierdzą pedagodzy.

Prawny anioł stróż

Pomijając stosy dokumentów, w których bezlitośnie wypunktowane są wszelkie zakazy i nakazy związane z miejscami publicznymi czy miejscami pracy, życie codzienne także pełne jest absurdów, z których ktoś najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy. Internet aż roi się od przykładów, wśród których na uwagę zasługują choćby sugestie wyrzucania zużytych pieluch jednorazowych, czy też ostrzeżenia przed orzechami w paczce orzechów.



Źródło: Cooltura

A my narzekamy na nasze prawo.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Lady Evelin: nie jest źle bo nawet nie wiesz jakie prawa łamiesz :D jazda po lewej stronie - absurd do potęgi kosmicznej :D
  • awatar krzyslav: Przeżyłem tam kilka lat. JA CHCĘ Z POWROTEM DO TYCH ABSURDÓW!!!!!
  • awatar Alter_Ego: Jak widać nie tylko u nas jest dziwnie
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 


Polska specjalność to...

 
Zdolność gorzkiego i długotrwałego narzekania jest w Polsce ważną umiejętnością - zauważa w cotygodniowym felietonie Jamie Stokes. Kiedy zrozumiał, że narzekanie jest w naszym kraju nie tylko akceptowane, ale nawet aktywnie promowane, postanowił wcielić je w swoje codzienne społeczne życie.Rezultaty tego doświadczenia były mieszane.

Kiedy zaczynasz uczyć się języka polskiego, czasownik „narzekać” jest jednym z pierwszych słów,które poznajesz. Znajduje się on na trzeciej stronie podręcznika,zaraz po pogodzie i zawodach: „To jest pan Kamiński. Pan Kamiński narzeka do swojej żony. Żona pana Kamińskiego jest latarnikiem. Ona nie lubi mgły.” Same pożyteczne wiadomości.

Powodem, dla którego słowo „narzekać” znajduje się na samym początku podręcznika jest to, że narzekanie jest obowiązującą w Polsce odpowiedzią na pytanie: „Jak się masz?”, którego uczymy się na stronie pierwszej. Brytyjscy uczniowie muszą się o tym dowiedzieć, ponieważ kiedy my zadajemy pytanie „Jak się masz?”, zwykle nie oczekujemy szczegółowej odpowiedzi. Dawno temu, kiedy byłem jeszcze niewinnym i entuzjastycznie nastawionym studentem polskiego, wypróbowałem pytanie „Jak się masz?” na jednym z kolegów. Przyznam, że nie spodziewałem się pięciominutowego monologu o stanie jego stóp i nadchodzącym upadku cywilizacji
Większości z tego co mówił i tak nie byłem w stanie zrozumieć, ale - dzięki trzeciej stronie mojego podręcznika - domyśliłem się, że mam do czynienia z narzekaniem.

Kiedy zrozumiałem już, że narzekanie jest tu nie tylko akceptowane, ale nawet aktywnie promowane, postanowiłem wcielić je w moje codzienne społeczne
interakcje. Rezultaty, jakie uzyskałem, były mieszane.

Pierwszego dnia wszystko poszło świetnie. Narzekałem na to, że moja herbata jest zimna, że bolą mnie plecy i że mam dziurę w skarpetce. Wszystko to wydawało się ogromnie podobać słuchającym mnie Polakom. Odpowiadali swoimi drobnymi narzekaniami - tu bolące gardło, tam złamany obcas, a ja przewracałem oczami w odruchu pełnego zrozumienia współczucia. Pogratulowałem sobie świadomości kulturowej i postanowiłem kontynuować eksperyment.

Drugiego dnia podszedłem do sprawy bardziej ambitnie. Postanowiłem ponarzekać na większe rzeczy, na przykład na to, że mój pociąg spóźnił się dwie godziny. Wokół mnie zapanowała chwilowa cisza, a zaraz potem zostałem zaatakowany przez 17 osób wykrzykujących, że Polska nie miała żadnych szans z powodu 50 lat komunizmu i Zdrady w Jałcie, za którą, swoją drogą, odpowiadam osobiście. W popłochu szybko zmieniłem temat i zacząłem narzekać na kiepskich polskich kierowców
Okazało się,że za to także jestem odpowiedzialny, bo maczałem palce w zamordowaniu Generała Sikorskiego. Już miałem przerzucić się na narzekanie, że blok, w którym mieszkam nie był remontowany od czasu upadku Imperium Austro-Węgierskiego, ale wycofałem się w ostatniej chwili. Przeraziło mnie, że w odpowiedzi zostanę oskarżony o niejasny udział w spisku przeciwko Habsburgom. Zdecydowanie nie potrzebowałem mieć jeszcze tego na sumieniu.

Trzeciego dnia,zawstydzony udziałem we wszystkich chorobach Polski, postanowiłem unikać wszelkiej krytyki i skupić się na chwaleniu. Rezultat nie był jednak zachęcający. „Jaki piękny budynek!” - wyraziłem podziw dla nowego biurowca. „Ha!” - usłyszałem w odpowiedzi,„Daj spokój, jest ohydny! Pracują w nim jacyś politycy, a wiadomo, że to banda złodziei!” Spróbowałem skomplementować nową drogę, ale szybko odpowiedziano mi, że tak naprawdę ta droga to jakaś katastrofa - wiadomo, że firma była przekupiona i to wszystko zacznie się sypać nie dłużej niż za sześć miesięcy. Całkowicie zdezorientowany postanowiłem zasięgnąć opinii taksówkarza. Taksówkarze to przecież wirtuozi narzekania w każdej kulturze. „Słyszę, że jest pan Anglikiem.” - powiedział taksówkarz. „Jak to możliwe, że zdecydował się pan mieszkać w takim popieprzonym kraju?” „Och, nie mogę narzekać,” odpowiedziałem „i mówię to zupełnie dosłownie.”

Jamie Stokes specjalnie dla Wirtualnej Polski


wcześniejsze komentarze Jamiego pod tagiem:  #Jamie
  • awatar madleine: ot i cała prawda o Polakach :D zawsze zadziwiało mnie, jaką ogromną siłę ma u nas w kraju niewinne "co słychać?" to jak wytrych do puszki Pandory :D
  • awatar Czechofil: Taaaaak prawdę gadają! To Angole zabili Sikorskiego i doprowadzili do 4 rozbioru Polski! Tak, nie pozwolili nam też na skorzystanie z Planu Marschalla! Oprócz Rusków, grosi są tylko Angole :D
  • awatar catalana: mnie sie podoba mina ojca panny mlodej na 2 zdjeciu i pan mlody z 4 :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Która odmiana Poloneza podoba Ci się najbardziej?


Choć w przypadku Poloneza trudno mówić o generacjach, to przez 24 lata przeszedł on wiele mniej lub bardziej znaczących modyfikacji.

Która z odmian była Waszym zdaniem najbardziej udana - Borewicz, "akwarium", Caro czy Caro Plus?


Polonez to jedna z (niewielu) ikon polskiej motoryzacji. Od 3 maja 1978 roku do 22 kwietnia 2002 roku wyprodukowano go w liczbie 1 061 807 egzemplarzy (bez dostawczych Trucków i vanów Cargo). Nazwę auta wybrali w plebiscycie czytelnicy "Życia Warszawy". Kojarzyła się ona z polskim tańcem, Fryderykiem Chopinem i była łatwa do napisania i wymówienia w każdym języku.

Polonez przejął rozwiązania techniczne od Fiata 125p. Choć miał go zastąpić, to obydwa modele powstały w FSO równocześnie aż do 1991 roku. Pierwotnie zakładano, że zaprojektowane przez Giugiaro nadwozie z czasem zostanie wzbogacone o nowoczesne silniki Fiata i przeprojektowany układ jezdny. Nigdy jednak do tego nie doszło, a roczna produkcja zamiast prognozowanych 150 tys. egzemplarzy wynosiła w latach 1980-1985 około 30-32 tys.

Która z odmian Poloneza była najbardziej udana?

Na potrzeby naszego sondażu, w którym ocenialiśmy już najlepsze generacje m.in. serii 5, Golfa i Civika, wybraliśmy następujące roczniki:

"Borewicz" - produkowany w latach 1978-1986 z silnikami benzynowymi o pojemności 1,3 i 1,5 litra o mocy 61-82 KM (oraz krótka seria wersji 2.0i); powstała również wersja 3-drzwiowa i Coupe, z której przedni pas trafił w 1985 roku do wszystkich Polonezów

"akwarium" - w ramach modyfikacji, Polonez MR'86 otrzymał 1,6-litrowy silnik o mocy 87 koni, lakierowane proszkowo na czarny kolor ramki drzwi i dodatkowe okno w tylnym słupku (stąd nazwa "akwarium"); rok później plastikowy spojler tylnej klapy zastąpiło subtelne przetłoczenie

"przejściówka" - w Polonezie MR'89 przestylizowano tylny pas, który trafił później do modelu Caro (nowy kształt klapy pozwolił znacznie obniżyć krawędź załadunku); w latach 1990-1991 na rynek trafiła niewielka partia egzemplarzy zasilanych 2-litrowym benzyniakiem od Forda


W 1994 roku do oferty wersji nadwoziowych dołączył 4-drzwiowy sedan, zwany Atu, a w 1999 roku pojawiła się wersja kombi.

Caro - jedną z najpoważniejszych modernizacji Poloneza przeprowadzono w połowie 1991 roku; Caro otrzymał nowy przedni pas, inne zderzaki, a w 1993 roku - nowocześniejszą deskę rozdzielczą, wzmocniony układ hamulcowy i szerszy rozstaw kół; do oferty jednostek napędowych dołączył wolnossący diesel o pojemności 1,9 litra (70 KM), a później również benzynowy silnik Rovera 1.4i 16V o mocy 103 KM

Caro Plus - w 1997 roku Polonez "wyładniał" za sprawą nowej deski rozdzielczej, lakierowanych zderzaków i listew bocznych oraz tylnej blendy; silniki benzynowe otrzymały jednopunktowy wtrysk Bosch, a wersja 1.6 GSi - wielopunkowy wtrysk Delphi; w zawieszeniu tylnym zastosowano ukośne amortyzatory, co pozwoliło zwiększyć pojemność bagażnika

W ciągu 24-letniej kariery w FSO powstały m.in.: prototypowy Polonez z hydropneumatycznym zawieszeniem (fot. powyżej), terenowy pikap Analog czy Stratopolonez, zbudowany w oparciu o podzespoły Lancii Stratos. Na rynku trafiają się seryjne egzemplarze wyposażone w podgrzewane fotele czy klimatyzcję.

Która z odmian Poloneza była najbardziej udana? Zapraszamy do głosowania w sondażu!

Marcin Sobolewski  gw
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

Dzień Darmowej Dostawy już za dwa dni
Jeśli ktoś 1 grudnia zamówi jakiś produkt w jednym z kilkuset e-sklepów, to nie zapłaci za przesyłkę towaru.

1 grudnia odbędzie się Dzień Darmowej Dostawy. Każdy, kto tego dnia zamówi produkt w jednym z kilkuset sklepów internetowych, otrzyma go bez opłat za dostawę.

Dzień Darmowej Dostawy (DDD) pierwsza wspólna akcja polskich sklepów internetowych oraz firm związanych z rynkiem handlu w sieci. Głównym celem wydarzenia jest zachęcenie jak największej liczby osób do zrobienia zakupów w sieci jako alternatywy dla odwiedzania tradycyjnych sklepów. Darmowa dostawa powinna skutecznie przemówić do osób, które nigdy nie zamawiały jeszcze produktów w internecie, a także dodatkowo zachęcić dotychczasowych e-klientów do złożenia nowych zamówień

Pomysł jest nawiązaniem do organizowanego od 2008 roku w Stanach Zjednoczonych Free Shopping Day. Na polski grunt chce go przeszczepić Krzysztof Bartnik, redaktor naczelny branżowego serwisu ekomercyjnie.pl

- W naszym kraju e-handel to jedynie 2-3% całego rynku sprzedaży detalicznej. Darmowa dostawa zamówień może przekonać nowe osoby do zrobienia zakupów w internecie. Dzięki temu lepiej spożytkują czas, który do tej pory przeznaczali na stanie w kolejkach w tradycyjnych sklepach - mówi Krzysztof Bartnik.

Co z akcji DDD wynika dla przeciętnego klienta robiącego zakupy w internecie? Jeśli ktoś tego dnia, czyli 1 grudnia zamówi jakiś produkt w jednym z kilkuset e-sklepów, to nie zapłaci za przesyłkę z towarem nie ani złotówki.

Jak zaznacza polski pomysłodawca DDD akcja nie ma na celu promocji jednego sklepu czy partnera, czy w ogóle jakichkolwiek marek. Chodzi o promocję zakupów w internecie jako alternatywy do odwiedzania tradycyjnych placówek.

Aktualnie do akcji przystąpiło 546 sklepów internetowych różnych branż. Dla porównania: na Zachodzie ostatnia impreza przyciągnęła ponad 750 sklepów internetowych i wygenerowała dla nich ponad 35 tys. zamówień w ciągu jednego dnia.

Szczegóły akcji oraz lista sklepów, które przystąpiły do Dnia Darmowej Dostawy są dostępne na stronie www.dziendarmowejdostawy.pl.

gs24
  • awatar Czechofil: Zamówię 1-go a towar wyślą 2-go i policzą za dostawę - nie znasz się??? :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Czechofil: w Polsce prawdopodobnie tam może być. bo to Polska przecież :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Polka wygrała z absurdalną decyzją szkockiej skarbówki


28-letnia Polka, której odmówiono zasiłku na dziecko, ponieważ zdaniem szkockich urzędników "nie miała prawa legalnie przebywać w Wielkiej Brytanii" wygrała 18 miesięczną bitwę z urzędem skarbowym. Kobieta musiała udowodnić, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej,i że jej rodzina ma na tej postawie prawo mieszkać w Szkocji.

Niedorzeczną decyzję skarbówki ujawniła brytyjska prasa.Niecodzienny przypadek Ewy W. i jej rodziny opisał szkocki dziennik Press and Journal.

Polka mieszkająca na stałe w Inverness wystąpiła o zasiłek rodzinny, Child Benefit, zaraz po urodzeniu syna, w marcu w 2009 roku. Kobieta ubiegała się o pomoc finansową w wysokości 80 funtów tygodniowo, tłumacząc się trudną sytuacją finansową.


Kiedy otrzymała odpowiedź, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Urząd skarbowy twierdził, że jej rodzina nie kwalifikuje się do zasiłku, ponieważ m.in. nie ma prawa do przebywania na terenie Wielkiej Brytanii.

Choć na początku przestraszyła się, że będą musieli wyjechać ze Szkocji na dobre, nie dała łatwo za wygraną. Zasięgnęła opinii specjalisty, który rozwiał jej wszystkie obawy.

- Odmowa na tej podstawie jest równoznaczna z dyskryminacją. Byłaby zaprzeczeniem prawa europejskiego, którego ubiegająca się o zasiłek była podmiotem od swojego przyjazdu do Szkocji z Polski - komentuje Joe Macdonald Hill, przedstawiciel Polish Association, które wystąpiło w obronie rodziny W.

Od tamtej pory przez 18 miesięcy Polka walczyła z decyzją urzędu HM Revenue & Customs. W końcu przyznano jej rację."Jeszcze raz przeglądnęliśmy informacje, na podstawie, których została podjęta decyzja i zmieniliśmy ją na pani korzyść" - napisał urząd nie tłumacząc się z zaistniałej pomyłki.


Źródło: Gazeta.pl

a mówią, że to polscy urzędnicy są debilami bez serca :D
  • awatar krzyslav: JA CHCĘ Z POWROTEM DO TYCH ABSURDÓW!!!
  • awatar Bezedura: w Wielkiej Brytanii nie tyle serce czy jego brak ale niedouczenie zwykle powoduje takie wpadki :-D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (13) ›
 

nortus
 

Ostatnia wizyta,
        ostatnie powitanie,
                 ostatnie pożegnanie
                                   Królowej QEII

Queen Elisabeth II odeszła na wieczną wartę ...

hotelarską w Dubaju.






Stavanger godnie ją przyjęło, ugościło i pożegnało

Stąd te zdjęcia portowe.
  • awatar KALIPSO: NIGDY NIE MIAŁAM DOŚĆ FORSY BY POPŁYNĄĆ TAKIM STATKIEM W REJS ...ALE MOŻE KIEDYŚ PONOĆ MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ BUZIAKI :):):)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @KALIPSO: myć może - wcale nie są drogie rejsy, oczywiście poza I klasą
  • awatar Obiektyw-NIEJ: Fajnie sobie ten komin wyziera sponad drzew
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Zmiany w koszalińskim parku. Fontanny - cuda na wodzie


W koszalińskim ratuszu podpisano umowę na dofinansowanie rewitalizacji Parku Książąt Pomorskich. Park będzie o niebo piękniejszy, ale będzie to kosztowało ponad 5 mln złotych!



Rzecznik ratusza Robert Grabowski zapewnia jednak, że sprawa jest tego warta, gdyż park w centrum miasta kompletnie zmieni swoje oblicze. Przede wszystkim zyska dwie fontanny – te wraz z instalacjami, zasilaniem w wodę, oświetleniem, mają kosztować 1,4 mln złotych.

Jedna fontanna ma stanąć w miejscu obecnej. Ma to być tzw. tańcząca fontanna – woda będzie tryskała z różną częstotliwością, dodatkowo będzie temu towarzyszyła gra świateł, które będą się zmieniać w różnym tempie. Przy tej fontannie będzie też zegar słoneczny.

Ta pływająca po stawie ma mieć dodatkowo podwodny zestaw oświetleniowy. Przy tym będzie pełniła funkcje napowietrzające wodę. – Ponadto prawie 1,8 mln zł ma kosztować zagospodarowanie alejek i placów, w tym nowe ścieżki, które zostaną ułożone z płytek betonowych, tłucznia, kostki kamiennej i granitowej oraz ławki, pergole, kosze na śmieci – mówi Robert Grabowski.

- - -

nareszcie
  • awatar krzyslav: I znów igrzyska zamiast chleba.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: i bardzo dobrze. od chleba są fabryki, które powstają w Koszalinie. a do życia potrzeba coś więcej niż chleba.
  • awatar krzyslav: Nie twierdzę że igrzyska są niepotrzebne, ale kolejność chyba nie ta. Starożytni Grecy najpierw domagali się chleba, a i Młynarski okpił cenzurę za komuny pisząc że "chleba dosyć, lecz rośnie popyt na igrzyska". Sorry ale nie przekonasz mnie - taka fontanna to ten rodzaj "igrzysk" co statuja ze Świebodzina. Jak słyszę na co brakuje publicznego grosza a potem czytam ile coś takiego kosztowało...
Pokaż wszystkie (15) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 

Irlandczycy są narodem rebeliantów. Odruchowo sprzeciwiają się wszystkiemu włącznie z samym sprzeciwianiem, a także pogodą, toteż ich strojem narodowym są klapki, szorty i ciemne okulary. Oficjalnie zrezygnowali ze splendoru okryć wierzchnich, dzięki temu w zimie łatwo jest tu rozpoznać Polaka: to ten, który ma na sobie kurtkę. Miejscowi oprócz krótkich spodenek mają na sobie sztuczną opaleniznę, ponieważ słońce w Irlandii występuje w spreju i można je kupić bez recepty w każdej dobrej aptece.

Dzień dobry Państwu albo dobry wieczór. Było kiedyś takie słynne powiedzenie: "zrobię babci na złość i odmrożę sobie uszy". Mimo iż należy już do klasyki polskiego humoru, który był w istocie humorem angielskim, przypuszczam że niedoceniona pozostaje jego irlandzkość, ponieważ dopiero w krainie bajobongo zrozumiałem jak wielu ludzi potrafi hołdować temu sloganowi w ślepej wierze.

O samej tutejszej pogodzie jeszcze nie raz będzie okazja nadmienić, ale mówiąc w dużym skrócie,jest to temat-rzeka, a właściwie temat-ulewa. Producenci ubrań dla polarników i żeglarzy mogliby
zrobić w Irlandii furorę, gdyby nie brutalny protest narodu irlandzkiego przeciwko ich własnemu klimatowi.

Dzielni konsumenci guinnessa postanowili bojkotować własną aurę i zachowują się tak, jakby mieszkali na Kanarach, gdzie zresztą wielu z nich bywało jeszcze do niedawna dosyć regularnie. By czuć się jak w domu, przez cały rok wychodzą na ulice w koszulkach z krótkim rękawem, a kiedy temperatura przekracza pięć stopni powyżej zera, wkładają równie krótkie spodenki, najczęściej w typie obciętych bojówek z niesłychanie modnymi trokami na wysokości kolana, o których nikt nie wie,że w prawdziwych bojówkach służą do obwiązywa-
nia nogawki na cholewce.W Irlandii nie ma zresztą takiej potrzeby, ponieważ wszyscy właściciele krótkich spodenek chodzą w klapkach. Im prostsze klapki, tym większy szpan, toteż największym powodzeniem cieszy się ich odmiana basenowa, czyli podeszwa na trójkątnej gumce. Gdy tylko rankiem nie ma szronu na dachach samochodów, każdy szanujący się Irlandczyk wkłada swe klapki i klapie w nich do sklepu, stawiając do góry kołnierzyk swej koszulki polo, by osłonić twarz przed zacinającym deszczem i wiatrem. W sklepie nabywa wyłącznie napoje chłodzące. Niechłodzących zresztą kupić tutaj nie można.

Dzięki temu wszystkiemu niezmiernie łatwo jest rozpoznać na ulicy Polaka. Polacy wzbudzają ogólne zaciekawienie, dzięki polarom, watowanym kurtkom i wełnianym czapkom, które do czasu naszego przyjazdu w te strony były w Irlandii nieznane. Uważam, że to dzięki nam wciąż dobrze stoją obroty "Penisa"*, gdzie jak wiadomo istnieją specjalne stoiska dla Polaków, w których można kupić bluzę z kapturem, sweter, a nawet kalesony. Dla Irlandczyków sklepy mają w ofercie słomkowe kapelusze oraz szeroki wybór okularów przeciwsłonecznych, które Irole noszą na czołach, ponieważ jest zbyt ciemno. Godny polecenia jest także asortyment rzeczonych szortów w tropikalne wzory oraz koszulek, obowiązkowo z egzotycznymi napisami,w stylu "Acapulco beach" i temu podobnych
Aczkolwiek motywy tradycyjne również nie są wzgardzone. Facet, którego naprawdę widziałem niedawno w szortach przed osiedlowym sklepem, miał na sobie koszulkę z napisem "Beer Hunter". Było pięć stopni, a ja właśnie wyjąłem z szafy kurtkę typu alaska. Zacierał ręce, pociągając nosem i patrzył na mnie jak na kosmitę.

Przed każdym irlandzkim domem obowiązkowo stoi palma, która efektownie wygina się na wietrze ku ziemi, omiatając zaparkowany w pobliżu kabriolet, którego dach był ostatnio otwarty przed siedmioma miesiącami. To następny tropikalny odjazd Irlandczyków - co drugi z nich jest posiadaczem kabrioleta. Na co dzień nie rzuca się to w oczy, są jednak takie chwile, kiedy nie leje dłużej niż przez pół godziny, a szare niebo przestaje być szare i wszyscy nagle zaczynają dostrzegać blask życia w świetle dziennym. Wtedy Irlandię ogarnia plażowe szaleństwo: ludzie rozbierają się do naga pod swoimi palmami, smarują się kremem do opalania, zsuwają swoje ciemne okulary na oczy i zanim niebo zszarzeje na popiół i siknie deszczem,
zwykle zdążają ujechać ze dwa kilometry swoimi kabrioletami z otwartym dachem. Udaje im się dotrzeć do najbliższego pubu, gdzie polski barman okutany po uszy polewa im kufelek -lodowatego oczywiście- guinnessa.

Na co dzień słońce, jak już wspomniałem,występuje głównie w rozpylaczu. Nigdzie na świecie nie widziałem tylu solariów z pryskaną opalenizną, co w Irlandii. I tylu spryskanych białasów, którzy koniecznie chcą wyglądać, jakby mieszkali na równiku.

Osobliwy dress-code sprawia, że wielu mieszkańców tego kraju cierpi na chroniczny katar, który również bojkotują, udając, że to regionalizm w fonetyce. Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnął pewien mój kolega z pracy, którego nazwałem roboczo Jasiem Fasolą, ze względu na uderzające podobieństwo. Otóż Jaś bez względu na porę roku neguje okrycia wierzchnie i jest z tego powodu bez przerwy przeziębiony. Im dłużej obserwuję tego człowieka, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że on nie oddycha - on bierze wdech, żeby się skichać. Kicha częściej niż się odzywa, przez co podejrzewam, że porozumiewa się przy pomocy kichnięć z innymi kolegami, którzy mają podobnie. Gdy tylko nadejdą święta, kupię Jasiowi sweter. Dołączę do niego instrukcję obsługi, oraz termometr okienny, by Jaś wiedział, kiedy jest zimno, a kiedy nie za bardzo.

Duchowi bracia Jasia występują w Irlandii na każdym rogu. Odruchowo robię uniki, kiedy jakiś człowiek mija mnie na ulicy, na wypadek, gdyby chciał mi wykichać tradycyjne "how are you" prosto w oczy.

Plażowa tendencja występuje również u dzieci. Mój półtoraroczny syn niedawno napotkał w parku rówieśnika, biegającego w krótkim rękawku i samej pieluszce. Był październik i mały Czerwiński właśnie testował nową wełnianą czapkę z nauszni-
kami. Obaj panowie zmierzyli się podejrzliwym wzrokiem i odjechali spacerowymi wózkami, w kierunku swoich jakże przeciwległych światów. Wózek tego drugiego gościa miał odkrytą budę, oczywiście.

Poświęciłem wiele uwagi temu tropikalnemu fenomenowi w tej jakże oziębłej krainie. Z początku myślałem, że Irlandczycy naprawdę mają inny układ odpornościowy, a lokalna odmiana katolicyzmu zabrania im wierzyć w niskie temperatury. Okazało się jednak, że nic z tych rzeczy, ponieważ oni po prostu chcą czasami czuć się tak, jakby mieli w Irlandii lato, akurat wtedy kiedy go nie mają. Zwróciłem się w tej kwestii do innego irlandzkiego kolegi, który bywał we świecie i zna różne pokręcone obyczaje, i który zaręczał,że Irlandczycy nie są nadludźmi, bo przecież nikt normalny nie zniósłby latania w krótkich gaciach w taką pogodę. Bo przecież parno nie jest. Oni po prostu chcą nosić te gacie kiedy im się podoba i nie pozwolą,żeby pogoda krępowała ich swobodę wyboru. Nie ma tego w konstytucji ani nawet U2 nie śpiewało o tym ani słowa. Więc się nie stresują. Chcą mieć tropiki i będą je mieli, a co. Noszą więc w zimie krótkie rękawy, klapią klapkami i zacierają ręce. W ciemnych okularach potykają się o śmietniki oraz nietrzeźwych krajanów leżących w pobliżu, a także zderzają się z Polakami, odzianymi w watowane kurtki, przez co każdy Irlandczyk myśli, że to goryle górskie i daje im banana. Jak babcię kocham.

Dobranoc państwu.

* “Penis” - Spolszczona żargonowa nazwa sieci sklepów Penney’s Stores

Z Dublina specjalnie dla Wirtualnej Polski Piotr Czerwiński
  • awatar krzyslav: Widać to przynależy do "brytyjskości" bo u Szkotów oglądałem to samo! :D
  • awatar gość: wolny kraj, wolnych ludzi a Ty Kolego zalosny jestes, jak sie nie podoba to do domku, Polska KRAJEM MOZLIWOSCI!!!
  • awatar gość: bardzo dobry tekst :) kupa śmiechu w tej jakze prawdziwosci irysów :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
  • awatar krzyslav: Germańcy po prostu boją się że mimo usilnego przeciwdziałania rządzących i tych absurdów "polaczki" ich dogonią i przegonią w tym kryzysie :D
  • awatar Mirko: czy Fryce nie przegapili naszej reformy administracyjnej? z mapki wynika, że nadal mamy 49 województw :D
  • awatar krzyslav: @Mirko: Najwyraźniej to ukłon w stronę Kwaśniewskiego bo on stamtąd pochodzi i za karę Koszalińskiego nie reaktywowano :D
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
  • awatar lilienna: przecież to tylko wygląd.
  • awatar krzyslav: A ja tam wypiękniałem :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @lilienna: i to mówi kobieta? istota gatunku, która nakłada 10 kg tapet dziennie na twarz a później jeszcze więcej? :D
Pokaż wszystkie (12) ›
 

nortus
 
Kto to twierdzi?
Redaktor Terlikowski.

Debil skończony.

Bo on się martwi nie o życie człowieka na ziemi ale o życie wieczne :D :D :D
  • awatar Książę Atryda: Nie mogli tego powiedzieć zanim włożyłem?
  • awatar lilia.roza: A jak to ma się do kobiet, które co prawda nie zakładają prezerwatyw, ale jednakowoż ich użytkują? ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @lilia.roza: są grzeszne bo się kurw.... - co prawda użył innego słowa.
Pokaż wszystkie (10) ›