Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 27 września 2009

Liczba wpisów: 15

nortus
 

Znowu ciepło i słonecznie.
Okna pootwierane bo Xiężna musi sobie chodzić w te i nazad by sprawdzić co przed chwilką wydarzyło
się na balkonie i za nim a co w mieszkaniu.

Ale jest śliczne pogoda więc nie ma sprawy. Ciekawe jak to będzie zimą? hmmmm

Coś się do mnie przyczepiło, i to coś niedobrego.
Będzie chorowanko, jak cholera.
 

nortus
 
Wczoraj była ostatnia wycieczka tegoroczna w ramach EDD, a dokładnie XXX Dień Turystyki.
Organizowało go Starostwo Stargardu.
Do Pęzina wycieka przebiegała dobrze, dwa autokary zwiedzających, opieka pilotów i przewodników.
W Pęzinie to była porażka.

Podzielono nas na dwie grupy:
1/ ci którzy idą wycieczkę pieszą wzdłuż Iny
2/ ci którzy wracają do Stargardu

I mieliśmy się wymieniać: jedni zwiedzają drudzy jedzą obiad na tarasie zamku.
I tu nastąpiło pomieszanie z poplątaniem.
Grupy się wymieszały, dzięki organizatorom bo zmieniali ustalenia tylko że część osób je znała.
Gdy poszliśmy na wycieczkę okazało się, że w zamku zostało 9 osób, które chciało iść doliną rzeki. Sam spacer planowany na godzinę trwał 1,5 godziny.

Co mnie urzekło na tej wycieczce to małe wiejskie kościółki. Do tej pory byliśmy w kościołach w miastach, a teraz wiejskie.

W kościołach (dwóch) leżały śpiewniki na stolikach
w niektórych ławkach leżały książeczki do nabożeństwa, leżały również gdzieniegdzie poduszki dla wiernych na ławkach. Widać każdy ma swoje ulubione miejsce i nie do pomyślenia, żeby ktoś je zabrał. Podobnie jak śpiewniki.
Sympatyczne.
  • awatar badyl.: Muszę kiedyś się wybrać na taką wycieczkę...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Coś mnie bierze,jakaś cholera się do mnie przycze-
piła, więc sobie leżakuję i relaksuję.
A jednocześnie przygotowałem fotki do meczenia Was
relacjami z wycieczek.
Ale to jutro.

Na jutro jest zaplanowany zabieg dla Xiężnej.
Jeżeli nic nie wyskoczy to jutro będzie temat zamknięty.

A na razie kilka fotek z wycieczki ale takie luźne
  • awatar gość: zdrówka życzę
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Wadera: dzięki, przyda się bo MUSZĘ być w tym tygodniu na chodzie. zwłaszcza jutro i w sobotę.
  • awatar Atom Head: Catronas Towers :) ?
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Szef PiS: Powinniśmy być 20 potęgą świata!


Na kongresie Prawa i Sprawiedliwości panował bojowy nastrój. Jarosław Kaczyński zagrzewał do przedwyborczej walki i pokazywał jak uderzać wroga, by zabolało. "Jest wielką porażką rządu Donalda Tuska i osobiście Donalda Tuska, że nie potrafił Polski wprowadzić do G-20" - grzmiał szef PiS.

[ a ja powiem, że nawet 2 lub 3, w najgorszym wypadku, potęgą świata powinniśmy być. Powinniśmy, to prawie jak prawie jesteśmy.
Pamiętam, że za kaczych rządów Imć Jarosław K. był zapraszany na posiedzenia G-8 a może to było G-2 ( jak kaczki dwie). A biednego Donka nie zapraszają do G-2 bo to kaczor Donald a nie kaczka dziwaczka jest.
A poważnie, nigdy nie będziemy w G-20 (no chyba że na świecie będzie tylko 30 państw, to może).
Chcieć a móc (10. potęgą byliśmy za gierka!!) to wielka różnica. A bylibyśmy bliżej, gdyby ostatnie 2 najlepsze czasy w gospodarce nie przeżarliście, kaczorki, układając się z samoobroną i faszystami byle tylko utrzymać się u władzy. Obsadziliście TVP a teraz się dziwicie skąd faszysta w telewizji. To pewnie Donek go tam wstawił po cichutku.
Kłamstwo ma krótkie nóżki,jak zwykle u kaczuszki.]

A tu powiedzieliście szczerą prawdę:

“Chcemy ... wygrać dla nas Polskę najlepszą”



Tak jest, chcecie dla siebie zagarnąć wszystko.
 

nortus
 


Lista najpopularniejszych kłamstw

Kto płci pięknej przypisywał przodownictwo w kom-binacjach i większych bądź mniejszych kłamstewkach
srogo się pomylił. Wbrew obiegowemu przekonaniu o
zwodniczym charakterze kobiet, to mężczyźni przodują w ilości wypowiadanych kłamstw.

Mijają się z prawdą dwukrotnie częściej niż kobiety! A ich "ofiarami" padają partnerki, szefowie i współpracownicy.


ZAWROTNE STATYSTYKI

Przeciętny mężczyzna tylko w ciągu jednego dnia sześć razy rozmija się z prawdą. W ciągu tygodnia daje to okrągłą sumę 42 kłamstw. Liczba wypowiada-nych przez niego kłamstw sięga więc 2 184 w ciągu roku i 127 tysięcy w ciągu jego życia.

Kobiety, stereotypowo traktowane jako mistrzynie strategii "nie wprost", kłamią o połowę mniej :
3 kłamstwa dziennie kumulują się na wynik 1092
kłamstw w ciągu roku i 68 796 w ciągu życia.

Te oto dane pochodzą z ankiety przeprowadzonej wśród 2 tys. Brytyjczyków na zlecenie 20th Century Fox Home Entertainment przed wprowadzeniem
do sprzedaży DVD z pierwszym sezonem serialu
"Magia kłamstwa".

NIE WYGLĄDASZ W TYM GRUBO, KOCHANIE

Każda z płci ma swoje ulubione i najpopularniejsze
kłamstewka. Mężczyźni niezgodnie z prawdą mawiają
"to już moje ostatnie piwo"lub twierdzą z udawanym
przekonaniem, że partnerka wygląda szczupło w nowym ubraniu. Panie najczęściej rozmijają się z prawda w kwestii przeprowadzonych zakupów.

Ale najczęściej powtarzane kłamstwo jest takie samo dla obu płci. Chodzi o zwodnicze: "wszystko w porządku".

ROZSZYFRUJ KŁAMCĘ

Specjalista od mowy ciała, Richard Newman mówi, że choć język ciała zdradza kłamcę, większość z nas nie umie prawidłowo odczytać tych sygnałów.
Podkreśla w szczególności, że kłamcy wbrew powszechnemu przekonaniu nie chowają twarzy i nie unikają wzroku rozmówcy. "Kłamcy zwykle robią wszystko, byśmy uwierzyli, że mówią prawdę. Siedzą nieruchomo i patrzą prosto w twarz, by
obserwować reakcję" - mówi specjalista.

Ale naturszczycy w świecie kłamstw wiedzą swoje i twierdzą, że potrafią rozpoznać, kiedy ich partner kłamie (uważa tak 83 proc. badanych obu płci).
Najważniejsza oznaką kłamstwa jest dla nich właśnie to, że kłamca nie potrafi spojrzeć rozmówcy prosto w oczy, gdy rozmija się z prawdą. Chyba wskazówka okazuje się skuteczna, gdyż aż 52%
badanych stwierdziło, że zostali złapani na kłamstwie przez swoja drugą połowę.


A OTO LISTA NAJPOPULARNIEJSZYCH KŁAMSTW:

Wypowiadane przez mężczyzn:

1. Nic się nie stało. Wszystko w porządku.

2. To będzie moje ostatnie piwo

3. Nie, twoja pupa wcale nie wygląda w tym grubo [ to nie kłamstwo, to samoobrona]

4. Nie miałem zasięgu

5. Telefon mi się rozładował

6. Przepraszam, nie słyszałem, że dzwoniłaś

7. Wcale dużo nie wypiłem [pewnie,mogłem więcej]

8. Już do ciebie idę

9. To nie było takie drogie

10. Utknąłem w korku


Wypowiadane przez kobiety:

1. Nic się nie stało. Wszystko w porządku.

2. O nie, to nie jest nowe. Mam to od wieków.

3. To nie było takie drogie

4. To z wyprzedaży

5. Już do ciebie idę

6.Nie wiem gdzie to jest. Niczego nie ruszałam.

7. Wcale dużo nie wypiłam

8. Boli mnie głowa

9. Nie, nie wyrzuciłam tego

10. Przepraszam, nie słyszałam, że dzwoniłeś



SONDA

Ile razy dziennie mijasz się z prawdą?
30 %  W ogóle nie kłamię
44 %  1-3 razy
10 %  4-6 razy
2 %   7-9 razy
14 %  10 razy albo więcej
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Hotelowi goście kradną nie tylko ręczniki i hote-lowe kosmetyki; niektórzy usiłują zabrać ze sobą wypchane łby dzikich zwierząt, inni kradną nawet
sedes - wynika z badań przeprowadzonych przez brytyjskich dziennikarzy.

Na czele listy niezwykłych przedmiotów kradzionych
w brytyjskich hotelach figurują zabawki seksualne.
Turyści kradli też telewizory i bieliznę poście-lową - wynika z danych zebranych przez ekipę działu turystycznego dziennika "Daily Telegraph" i przedrukowywanych przez inne anglojęzyczne
gazety.

Najbardziej zdeterminowany, podpity niedoszły złodziej usiłował zdjąć ze ściany w sali bilardo-wej i zabrać ze sobą wypchaną głowę dzika w "Hotel du Vin" w Birmingham.


- Był bardzo zmieszany, i pijany. W kilka tygodni później przyjechało tu kilku jego przyjaciół i odkupili od nas trofeum w charakterze prezentu
ślubnego dla niego; pieniądze przekazaliśmy na cele dobroczynne - powiedział menedżer hotelu.

Z hotelu "The Residence" w Bath oprócz rutynowo zabieranych ręczników i szamponów najczęściej znikały seksualne gadżety, które hotel oferował do sprzedaży swoim klientom.

W innym hotelu w Bath para gości ukradła niemal całe wyposażenie pokoju na parterze, w tym dywan, zasłony, czajnik elektryczny, pościel i sedes.
Wynieśli je przez okno, pod którym zaparkowali samochód.

W sondażu przeprowadzonym przez gazetę 37% respon-dentów przyznało się do przywłaszczenia sobie czegoś z pokoju hotelowego.

---
Przecież trzeba mieć coś na pamiątkę, prawda?
 

nortus
 
Do ostrołęckiego szpitala przewieziono 24-letniego
mieszkańca Białobrzegu Bliższego (woj.mazowieckie)
z raną postrzałową z broni pneumatycznej. Nabój uszkodził mu żołądź prącia.

Policja zatrzymała 48-letniego ojca postrzelonego.
To on na podwórku sprawdzał, czy karabinek pneuma-tyczny kaliber 4,5 mm działa.Doszło do wystrzału, który trafił stojącego obok syna w czułe miejsce.

Sprawca postrzelenia był nietrzeźwy, alkomat wykazał w jego wydechu prawie 1,5 promila.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Okazuje się, że wczorajszy zamknięty dla mediów kongres PiS nie był tak miły i przyjemny, jak wynikało z oficjalnych relacji polityków tej partii.

Prezes Jarosław Kaczyński miał ostro zrugać m.in. Marka Migalskiego. Za to, że nie chce wywiązać się ze zobowiązań i płacić składek na partię - podaje wprost.pl.

A chodzi o kilka tysięcy złotych.

"Prezes grzmiał, że musimy się wziąć do roboty i jeździć na spotkania z wyborcami nawet do najmniej-szych miejscowości" - relacjonował jeden z posłów. Zalecenia szefa PiS mają się znaleźć w nowym statucie partii - ma być w nim zapis o obowiązku pracy na rzecz ugrupowania.

Jak relacjonuje wprost.pl, w pewnym momencie kongresu szef partii wspomniał o "dwóch nieprze-widzianych sytuacjach". Chodziło o postawę dwóch europosłów, w tym Marka Migalskiego, którzy wbrew wcześniejszym ustaleniom nie chcą wpłacać składek na partię.

"Składki płacą wyłącznie członkowie partii. Marek Migalski nie jest członkiem PiS" -broni europosła Joachim Brudziński. Nieoficjalnie posłowie są jednak mniej wyrozumiali. "Migalski dostał się do europarlamentu tylko dzięki miejscu na liście PiS. Dlatego powinien płacić składki, jak wszyscy. Inni sami się zgłosili do płacenia" - mówią. Sam Migalski sprawy nie komentuje.

Gra idzie o spore pieniądze. Według wprost.pl, nieoficjalnie mówi się o składce wynoszącej kilka tysięcy złotych miesięcznie.

---
Już się żrą o kasę? Wcześnie coś ....
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
  • awatar tannat: styl budowli lekko pruski lub niemiecki...w kazdym razie jest piekny i mam ndzieje ze jest na tyle daleko by zbyt wiele ludzi go po prostu nie rozdeptalo
  • awatar gość: Malbork??
  • awatar antybohaterka: w Nortusowie
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Efektowną i widoczną z daleka niczym latarnia morska budowlę kupił architekt z Berlina.

Chce przekształcić ja w międzynarodowe centrum młodych twórców kultury, sztuki i nauki


Zaniedbana,44-metrowa wieża węglowa na Pomorza-nach to jedna z pierwszych w całości żelbetowych budowli Europy.

Powstała w 1925r. Jeszcze w latach 70.wytwarzano tu koks na potrzeby gazowni. Wieżę widać z wielu miejsc w Szczecinie. Dla wpływających Odrą od południa jest jak latarnia morska.

- W 1996 r. zobaczyłem magiczny widok: szare miasto i światło przebijające się w kierunku wieży - mówi Michał Kunat, architekt, który zdecydował się kupić budowlę.

Kunat jest 45-letnim szczecinianinem z urodzenia. Od 1994 r. mieszka i pracuje w Berlinie, gdzie prowadzi biuro architektoniczne Kunat & Haack.
Kunat ma pomysł na wieżę. Chce przekształcić ją w międzynarodowe centrum młodych twórców kultury, sztuki i nauki. Na 9. kondygnacjach budowli (każde piętro to 140 m kw.) planuje pracownie dla młodych inżynierów,artystów,designerów,architektów

Tu tworzyliby i realizowali swoje projekty,
finansowane przez powołaną do tego fundację. Architekt chciałby, żeby wieża była też miejscem spotkań i dyskusji o mieście.

- Pomyślałem, że można by tu uratować dobro kultury i dać młodym ludziom, którzy nie mają wsparcia finansowego, możliwość rozwoju i realizacji projektów. - W Szczecinie studiuje 45 tys. studentów.

Szacuje, że w remont i stworzenie ośrodka musi zainwestować ok. 6 mln zł. Później działalność placówki finansowałaby Fundacja Boscha.

Ale piękne wizje zderzyły się z polską rzeczywis-tością. Problemem jest działka, na której stoi wieża. Michał Kunat nie jest jej właścicielem, ale jedynie wieczystym dzierżawcą. Według niego różnica jest kolosalna.

- Własność to własność, dzierżawa to dzierżawa - mówi architekt. - A do tego, żeby być pewnym mojej inwestycji i spokojnie ją zrealizować,
potrzebuję właśnie prawa własności.

Według Michała Kunata wieczysta dzierżawa oznacza nie tylko większy problem ze zdobyciem kredytu, ale także niezbyt pewną przyszłość inwestycji. Chodzi o wysokość rocznej opłaty za dzierżawę nie-ruchomości.Miasto,które w imieniu skarbu państwa, wykonuje jego prawo własności, może drastycznie
czynsz podnieść, argumentując, że wartość terenu z roku na rok rośnie. To faktycznie zmora szczecińskich przedsiębiorców.

Pomysł dobry, ale chyba zakończy się kolejną wizualizacją, z czego słynie już Szczecin.
  • awatar tannat: potwornie razi mnie ta dobudowana, przeszklona klatka schodowa...surowa bryła ma znacznie więcej uroku i charakteru
  • awatar Z Życia Zapomnianej Przez Boga Frajerki: @tannat: Moim zdaniem lepsze takie centrum kultury bez charakteru niż by mieli to zburzyć i na to miejsce wybudować jakieś centrum handlowe albo parking
  • awatar tannat: @Hikaru87: w Koninie jest podobna budowla w całości zamieniona na galerie sztuki...bez ozdóbek, przebudowań przekłamujących i odbierających jej charakter...do kolejnych sala wystawowych gość wspina sie po krętych schodkach...niesamowite i niezapomniane wrazenia, do tego dochodza surowe ceglane, oczyszczone ściany...wszystko razem tworzy niepowtarzalny klimat :) PS nie jestem z Konina, ale pojechalam tam specjalnie na wystawę prac jednego z moich moich znajomych, rzezbiarza...
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
Kto odwiedza sex shopy?

Do sklepu przychodzą erotomani-gawędziarze, cichociemni, grzeczne dziewczynki i gwiazdy. Polacy są zamknięci, a Skandynawowie pytają, czy
sprzedawcy są gejami - opowiadają pracujący w brytyjskich sex shopach Polacy.

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze w XVI wieku myśliwi gonili tu za zwierzyną z okrzykiem "So ho"! Przechodzę koło Piccadilly Theatre i zastana-wiam się, gdzie jest słynna pompa, od której zaczęła się epidemia cholery w Londynie w XIX wieku i czy przypadkiem nie przegapiłam ulicy, przy której znajdował się pierwszy londyński Sex Cinema Theatre The Compton Cinema Club, w którym
Roman Polański wyprodukował swój film "Cul-de-Sac". Niedaleko stąd na Dean Street mieszkał nawet sam Karol Marx w latach 1851-1856. Co za śmietanka.

Pełno tu teatrów,klubów muzycznych,ze striptizem, pubów, restauracji,sklepów, kościołów, a wszystko to przy gay village i china town. Prawie każda restauracja czy pub dumnie obwieszcza w nazwach, że przynależy do Soho,wąskie uliczki przepełnione ludźmi z całego świata zachęcają do wejścia do barów otwartymi oknami czy stolikami na chodniku. Trudniej już o prostytutki stojące na ulicach z napisami "Large Chest for Sale" (Duża klata
na sprzedaż) czy "French lessons given" (Dajemy lekcje francuskiego), jak to było jeszcze w latach 60. XX wieku.


Wchodzę do zielonej księgarni na Brewer Street. Po lewej kilka dziewczyn przegląda książki porno-graficzne ze zdjęciami modelek albo z wyszukanymi pozycjami kochanków według Kamasutry. Jest też książka o seksie dla puszystych albo ciężarnych. Schodzę po stromych schodach i ze zdumieniem
patrzę na dziadka wspinającego się po nich o lasce i przytrzymującego się ściany. Wygląda na około 80 lat, uśmiecha się i mówi "Hello".

A na dole muzyka. Ściany wypełnione od podłogi do sufitu dvd z nagimi kobietami i mężczyznami, tu dwie dziewczyny i jeden chłopak, tu odwrotnie,
tu trzy lesbijki, a tu dwie dziewczyny i zadowo-lony mężczyzna siedzący jak w kinie.Dalej maga-zyny, gdzie trochę o dziewczynach, które niby właśnie wyrwały się ze szkoły na wagary, trochę o tych dobrze wiedzących, czego chcą, bo już są w łóżku, pod ścianą, na podłodze lub wprost przed tobą gotowe do akcji. Tyle okładki dvd i gazet. Nieco dalej ludzie rozmawiają ściszonym głosem, dziewczyny są lekko zarumienione. Oglądają wibrator z perełkami i gumowymi wypustkami.

Mijam dwóch sprzedawców i staję w osłupieniu przed sekcją gejowską. Dwóch lub trzech chłopców w różnych pozach uśmiecha się prawie z każdej okładki dvd, wycofuję się więc, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od dvd, po czym trafiam na okładkę z nagim transwestytą. Przełykam ślinę w szoku, ale nie mogę przestać patrzeć na idealne piersi i idealnego penisa na jednym ciele.

Klientów jakich wielu

Nikt mnie tu nie zagaduje, nie wciska żadnych produktów,dopiero kiedy podchodzę do lady,okazuje się, że sprzedawcami są Polacy. Uśmiechnięci,
uprzejmi, pytają, czego sobie życzę. Paweł - supervisor, pracuje tu już od 3 lat. Praca jak każda inna, jest tu po to, aby sprzedawać i tworzyć dobrą atmosferę. Do klientów mówi zawsze z uśmiechem i perfekcyjnym angielskim.

- Trzeba człowieka odczytać i zrozumieć, czego potrzebuje. To jest normalna praca. Aby klient dobrze się czuł, musimy wiedzieć, co się dzieje na rynku,co jest dobre, a co nie - tłumaczy. - Ostatnia rzeczą, jaką moglibyśmy zrobić, to kogoś oceniać. Nie ma śmiechów, wygłupów, nic takiego. Mamy klientów z krajów arabskich, a to może się dla nich skończyć karą śmierci.
Także ja muszę być wyczulony na wiele spraw - dodaje.

Mateusz, który zazwyczaj pracuje w magazynie i kontroluje produkty, dzisiaj sprzedaje w drugim sklepie Soho Books naprzeciwko,w sekcji"dividików"
i zabawek. Jest tu od 2,5 roku.

- Klientów można podzielić na kilka grup: eroto-manów-gawędziarzy, oglądaczy i kupujących - mówi, wydając resztę panu w brązowym garniturze i długim
płaszczu. - Większość ludzi, którzy nas odwiedza, stara się nie zwracać na siebie uwagi, gdyż pracują na poważnych stanowiskach,czy też nieda-leko i może wyjść na jaw ich orientacja seksualna
Erotomani-gawędziarze przychodzą, oglądają magazyny, potem kawałek filmu i próbują cię zagadnąć, która scena w tym filmie jest najlepsza i czy aktorka jest dobra. Takich się rozpoznaje, że on nic nie kupi, a przychodzi pogadać, bo np. jest samotny - zauważa.

Polacy przychodzą codziennie, mają różne podejś-cie do sex shopu, w zależności od tego, czy już dłużej mieszkają w Londynie, czy dopiero co przy-jechali. Można ich poznać po ubiorze i mowie. Różnorodność klientów jest jednak ogromna.

- Mamy stałych klientów, fajnych, z którymi można pogadać, niektórzy przychodzą z całymi zeszytami z tytułami filmów nawet sprzed dziesięciu lat,
aktorkami, reżyserami i wszystkimi szczegółami. Niektórzy zbierają znaczki, a niektórzy filmy pornograficzne - uśmiecha się Mateusz. - Jak przychodzą grupy turystów, to jak w przedszkolu, wszyscy razem wchodzą do sklepu, dziewczyny robią się czerwone czy różowe, zainteresowani próbują sobie coś wybrać. I wygląda to jak wycieczka z mamą - śmieje się Mateusz.

Paweł - supervisor mówi, że młodzi Anglicy, Holendrzy i Szkoci są najbardziej otwarci. Polacy wynieśli z rodziny i z kraju całą serię nakazów
i zakazów.

- Jest dużo ludzi, których to szokuje, bo nasza kultura jest bardzo związana z Kościołem. Dużo osób robi różne rzeczy, ale nikt nikomu o tym nie powie.
Ale nikomu poza nami tego nie powiedzą,bo wstydzą się znajomych, tego, co sąsiedzi powiedzą, żeby się nie wydało. Polacy bardzo się wstydzą i to jest ich problem. Brytyjczycy dużo bardziej się przełamali, nawet jeśli dalej są konserwatywni - opowiada i dodaje, że denerwuje go nieustanne ocenianie innych przez Polaków. - Dla mnie to jest tragedia,jeśli ktoś nie ma możliwości wyboru
W Polsce w wielu sprawach nie mamy wyboru, nie można wyjść na ulicę i robić tego, czego się chce, nie można się ubrać, tak jak się chce.

Pokutuje też przekonanie, że sex shop jest dla zboczeńców i gejów. A nawet,że tylko geje w sex shopach pracują.

- Mnie najbardziej takie zapytanie denerwuje:
"dlaczego nie jestem gejem?" -opowiada Mateusz. - Chcesz być miłym, rozmawiasz, opowiadasz o książkach,zabawkach i rozmówcy są często zdziwieni
że nie jesteś gejem, a pracujesz w takim miejscu. Takie są pytania od Skandynawów zazwyczaj - dodaje.

Opowieści jak przy wódeczce

Chłopaki traktują pracę w sex shopie bardzo normalnie, ich rodziny i znajomi wiedzą o tym, choć czasem historyjki opowiadane przy wódeczce w Polsce mogą kogoś przyprawić o palpitacje serca, w Wielkiej Brytanii co najwyższej o salwy śmiechu.

Okazuje się, że z Pawłem, który jako pierwszy zaczął ze mną rozmawiać za ladą, mamy wspólnego znajomego. To przełamuje lody. Paweł przez 7 lat pracy widział chyba wszystko, chętnie opowiada, podśmiewając się trochę.

- Transwestyci na przykład, przychodzą, żeby się pokazać, są ubrani w spódnice. Kiedyś jeden podniósł spódnicę do góry i się wystawił. Kiedyś
przyszedł gość, który ściągnął spodnie. Różne rzeczy się dzieją - uśmiecha się, popijając piwo w pubie niedaleko sex shopu. - Kiedyś jedna para kręciła się po sklepie, coś tam oglądali i po jakimś czasie stanęli przy ścianie.
Dużo było wtedy ludzi. Zorientowaliśmy się, że coś robią, jak laska zaczęła krzyczeć. Miała sukienkę podwinięta - urywa znacząco.

- Mamy pewnych klientów, których rozpoznajemy, że chcą pooglądać filmy za darmo, staną sobie przed monitorem, przychodzą w płaszczu czy w dresach i
widać, że o coś im chodzi - dopowiada Mateusz. - Wtedy wyłączamy monitor i po 5 -10 sekundach patrzą, czy na pewno wszystkie monitory są wyłączone i wychodzą - dodaje.

Raz Mateuszowi zdarzyło się mieć pogadankę w sex shopie na temat pokolenia Jana Pawła II.

- Spotkałem się tylko raz z takim pobożnym podejś-ciem. To były dwie dziewczyny w wieku 25-30 lat, ubrane były w stylu dzieci kwiatów.Zaczęły wtedy
pytać, jak mogę pracować w takim miejscu. Ja na to: co rozumiecie przez "takie miejsce". Odpowie-działy,że tu wszędzie jest wykorzystywanie kobiet.
Powiedziałem więc,że te kobiety w przeciągu jednej
sesji zarabiają tyle, ile ty przez rok życia, nikt je do tego nie zmusza,tu jest wszystko legal-ne, kobiety są dorosłe, a większość z nich pewnie robi to też dla przyjemności,nie tylko pieniędzy, skoro tyle lat to robią.
A one mi na to:jak Polak, chrześcijanin, z pokole-nia Jana Pawła II może propagować seks?
Powiedziałem, że ja się nie narzucam, nie próbuję nic wcisnąć. Potem zaczęły się tłumaczyć, że chciały zobaczyć jak to jest w jaskini zła, czy czegoś w tym rodzaju - Mateusz zaznacza, że ta wymówka była grubymi nićmi szyta. Tym bardziej że koledzy donieśli mu, że stały później za rogiem i przeglądały książki erotyczne.

Sprzedawcy muszą znać swój towar, umieć doradzić, jeśli klient zapyta.

- To wszystko jest zrobione po to, żeby każdy był zadowolony. Jeden lubi pić piwo, inny pooglądać sobie dvd.Mnie tylko dziwi, że kolesie przychodzą 3-4 razy w tygodniu po kilka dvd, bo tego się nie da wszystkiego obejrzeć - mówi Paweł i dorzuca swoje zwierzenie. - Ja tego nie mogę oglądać, w kółko to samo, tylko zmieniają się dziewczyny i goście. Na początku, jak gejowskie filmy leciały na ekranach, to mi się niedobrze robiło. Ale to chyba przez pierwsze trzy dni -.

Paweł - supervisor podchodzi do swoich zajęć nieco psychologicznie.

- Ludzie są często zmęczeni pracą, problemami, potrzebują czegoś, co im pomoże. To są normalne rzeczy. Po co, jak inni Polacy, żyć w sferze
zakłamania - pyta. - Nikt tu nikogo nie namawia do niczego grzesznego,jeśli np. para ma problemy, a chcą urozmaicić swoje życie erotyczne, to dlaczego nie, te rzeczy pomagają. Często tłumaczę,
proszę się nie krępować,nikt się o tym nie dowie, wtedy się zwierzają, że ktoś jest zmęczony po pracy itd.,staram się zrozumieć potrzeby drugiego człowieka - dodaje.

W pięciu Soho Books w Londynie można dostać, co tylko ciało zapragnie - od książek z fotografiami i poradników,przez gazety, dvd po rzeczy fetyszow-skie, erotyczną bieliznę, prezenty aż po tzw. zabawki.
Najpopularniejsze z nich są tanie wibratory, choć podobno ktoś raz go kupi,wraca po droższego i z większą ilością opcji. Przy tej właśnie sekcji po
moim krótkim zażenowaniu nadchodzi rozbawienie. O klasycznych lubrykantach,kajdankach, pejczach, obrożach itd.już nawet z Mateuszem nie rozmawiamy.

Wśród najdziwniejszych zdecydowanie króluje coś a`la mikroskop, który wkłada się "albo tam, albo tam" i działa na zasadzie szkła powiększającego, dzięki któremu można obejrzeć, co się dzieje w środku ciała. Myszka (wkładka) na pilota, którą może użyć jedna koleżanka w pracy, a druga włączyć ją pilotem - też dostaje dużo punktów w konkursie na dziwadło. Warty wspomnienie jest te wibrator-ipod, wibrujący w rytm ustawionej muzyki.

Lepiej niż u księdza na spowiedzi

Nie ma tu awantur czy bijatyk pod sex shopami, ludzie wchodzą i wiedzą doskonale czego chcą i wychodzą, próbując być niezauważonymi. Jedynie
sławnym twarzom to się nie udaje.

Z Brytyjczyków był tu Boy George, George Michael oraz sławny dyrygent orkiestry londyńskiej; pojawił się też Amerykanin Quentin Tarantino. Z
polskich znanych twarzy widziano tu Borysa Szyca, który zostawił po sobie miłe wrażenie, Magdalena Cielecka "udawała, że jej nie było", oraz kiedy
niedaleko stąd kręcono "Londyńczyków", jedna z pań z obsługi zakupiła "ipoda".

W obu sex shopach na Brewer Street panuje wręcz rodzinna atmosfera, chłopaki odnoszą się z szacun-kiem do swoich klientów, zapewniają dyskrecję, pomagają w najtrudniejszych wyborach, czasem po prostu pośmieją się i pogadają, jeśli tego komuś właśnie potrzeba. Pracują tu latami. Znają się między sobą bardzo dobrze, jest tu dwóch braci, kumple, ludzie z tego samego miasta. Zdarza im
się grać razem w piłkę, iść na piwo czy imprezę. Podkreślają dumnie, że jeśli ktoś raz przyjdzie do ich sex shopów, to zazwyczaj wraca.

Rozglądam się po sex shopie i zaczynam czuć się nieswojo, patrząc na dvd ze sceną od tyłu, na temat której ktoś przed chwilą żartował. Jeden pan stoi przed monitorem dłuższą chwilę, inny uśmiecha się do mnie i przechodzi do innej sekcji.

Tymczasem mój zakup jest ładnie zapakowany i dostaję na niego zniżkę. Mówią, abym odwiedziła jeszcze sklep na Dean Street. Ale już może innym razem. Idąc szybkim krokiem, nie rozglądam się, patrzę na wystające klucze z czyjejś kieszeni, smycz w ręku i myślę o tunelu w metrze. Oj, chyba Freud by się uśmiał.

Michalina Buenk
 

nortus
 
Kto zna odpowiedź?

Dodam tylko, że zgodnie z nazwą jest to bardzo potrzebne i użyteczne.

Znajdowało się na przykład obok sali balowej. Więcej nie powiem.

No proszę, jak szybko rozwiązano zagadkę.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Mszał sfotografowany dzisiaj w kościele w Marianowie.


Mszał Rzymski (łac. Missale Romanum) - najważniejsza księga liturgiczna w Kościele katolickim obrządku rzymskiego, zawierająca teksty stałych i zmiennych części Mszy.

Mszał zawiera wskazówki potrzebne do sprawowania tej Najświętszej Ofiary oraz dotyczące szczegól-nych celebracji związanych z poszczególnymi obchodami i okresami roku liturgicznego.

Historia
Oto kolejne edycje typiczne Mszału rzymskiego:

14 lipca 1570 - Pius V promulgował pierwszy mszał obejmujący całość liturgii;
7 lipca 1604 - Klemens VIII dokonał nieznacznej korekty mszału Piusa V;
2 września 1634 - nowa edycja mszału, wydana przez Urbana VIII;
1884 - nowa edycja mszału,wydana przez Leona XIII
25 lipca 1920 - Benedykt XV wydał nowy mszał, z uwzględnieniem zmian dokonanych przez Piusa X;
1955 - Pius XII zatwierdził nowe wydanie Mszału, dopuścił możliwość częściowego stosowania języków narodowych,reformuje i uprościł obrzędy Wielkiego Tygodnia (też Liturgii godzin);
1962 - Jan XXIII m.in. dodał do Kanonu mszy wezwanie do św. Józefa i usunął przymiotnik perfidis (łac. wiarołomni) używany w stosunku do Żydów podczas liturgii Wielkiego Piątku ([[Oremus et pro perfidis Judaeis]])
w 1970 r. Paweł VI wydał nowy mszał, zmieniający obrzędy mszy św. w znacznym stopniu (po Soborze Watykańskim II);
1975 - nowa edycja mszału, wydana przez Pawła VI;
2002 - III wydanie Mszału, nieznacznie różniące się od poprzedniego, wyszło za pontyfikatu Jana Pawła II;
2008 - poprawione wydanie Mszału, wydane z polecenia Ojca Świętego Benedykta XVI.
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

*Kocie wczasy w mieście*
by Marek Majewski




Przed wakacjami, w kącie, na strychu,
kot tak do kota mówił po cichu:

Ludzi mam niezłych. Bawię się z dziećmi.
Nawet nie każą whiskasa żreć mi,
ani tych innych fast - foodów z puszek...
Myszami dzielić też się nie muszę.
Czeszą mnie, głaszczą, szanują spokój...

Jest pewien feler... Bo raz do roku
coś im odbija. Szajba prawdziwa.
"Jechać na urlop" to się nazywa.
Straszna choroba, co wciąż ich dręczy.

Najpierw przez parę długich miesięcy
liczą, wzdychają, coś kombinują,
bardzo się kłócą nim zdecydują,
potem kataklizm w całym mieszkaniu,
kiedy się kłócą przy pakowaniu,
aż stary problem wraca z powrotem:
Co zrobić z kotem?

Siedzą nade mną z okiem ponurym,
ja o neseser ostrzę pazury,
a oni radzą - co rok tak samo:
Z babcią Janeczką? A może z mamą?
Nie? No to może tej... wiesz... Bożenie?
Coś ty, jej mała ma uczulenie.
Z ciocią Ludwiką? Nie, nie wypada...
No to zostawmy go u sąsiada.
Nie! To jest pijak. Na skórkę sprzeda.
Schronisko? Drogo. A to ci bieda.
Michalski tak zostawił... na klatce
i zwierzak przeżył... To co? Też tak chcesz?
Nie... tylko mówię... Głupoty gadasz!
Tu już się w sprzeczkę zmienia narada,
ta w awanturę całkiem karczemną,
wreszcie, nie wiedząc, co zrobić ze mną,
toboły swoje rozpakowują i... rezygnują.

Zostają w domu. A ja nareszcie
mam to, co lubi kot.
Wczasy w mieście.
  • awatar gość: :) kocio się zrobiło ale jak rzesz miło pozdrawiam słonecznym porankiem
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Wadera: I jam Cię pozdrawiam, ale na razie bezsłonecznie :)
Pokaż wszystkie (2) ›