Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 2 września 2009

Liczba wpisów: 15

nortus
 
  • awatar ru19: Pozdrawiam cieplutko ,miłego dnia!!::)) ::))
  • awatar badyl.: Dzień dobry.
  • awatar gość: Trzymaj się ciepło :]
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Lady Diana Frances Spencer, późniejsza Diana, księżna Walii
(ur. 1 lipca 1961, Sandringham, Wielka Brytania, zm. 31 sierpnia 1997 w Paryżu)


– pierwsza żona Karola, księcia Walii i matka jego dwóch synów, najmłodsza córka Edwarda Spencera, 8. hrabiego Spencer i Frances Burke-Roche, córki 4. barona Fermoy.

Zasłynęła dzięki swej działalności dobroczynnej i charytatywnej

Tytuły od narodzin do śmierci

1961-1975 : Czcigodna Diana Frances Spencer (The Honourable Diana Frances Spencer)

1975-1981 : Lady Diana Frances Spencer

1981-1996 : Jej Królewska Wysokość Księżna Walii (Her Royal Highness The Princess of Wales)

1996-1997 : Diana, księżna Walii (Diana, Princess of Wales)

Cytaty związane z Dianą:

Chciałabym być królową w ludzkich sercach, ale nie widzę się jako królowej tego kraju.
I'd like to be a queen in people's hearts but I don't see myself being Queen of this country.

W jednej chwili byłam nikim. W następnej byłam księżną Walii, matką, zabawką mediów i członkiem tej rodziny, a to stanowczo za dużo do zniesienia dla jednego człowieka.
One minute I was a nobody, the next minute I was Princess of Wales, mother, media toy, member of this family and it was just too much for one person to handle.

Czuję się bardziej związana z ludźmi z dna niż z tymi ze szczytu i oni [rodzina królewska] nie mogą mi tego darować.
I feel much closer to people at the bottom than to people at the top and they (the royal family) don't forgive me for it.  

Tak skończyła się bajka.

diana ksiezna walii (14).jpg


diana ksiezna walii (11).jpg
  • awatar ru19: To była kobieta z klasą wszyscy ją kochali
  • awatar gość: bajka a cóż to takiego? miała być piękna w każdej wersji a na koniec zostają ruiny i zgliszcza
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Wadera: czyli życie !
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 
Niewidzialny hotel

W tym hotelu rzeczywiście można się schować. Aluminiowo-szklany sześcian o wymiarach 4x4x4 m w zasadzie jest ekskluzywnym domkiem na drzewie. Tak odbija światło, że trudno wyłowić go z otoczenia. Tą idealną kryjówkę zaprojektowali Tham & Videgard Hansson Arkitekter ze Szwecji.


Pierwszy taki hotel zostanie zawieszony na drzewie jeszcze do końca roku. Lustrzany egzemplarz powinien pojawić się w Haras, małym szwedzkim miasteczku.

Ten dwuosobowy model ma być wyposażony w podwójne łóżko, małą kuchnię, łazienkę, a także "pokój dzienny" oraz taras na dachu

Crystal Clear

Transparentna architektura podbiła także serca Skandynawów. Taki będzie również Crystal Clear, kompleks budynków biurowych, które za kilka lat
powstaną w Oslo. Jednak tutaj skala przedsię-wzięcia będzie zupełnie inna.

Wieżowce staną się zapewne spektakularnym znakiem rozpoznawczym norweskiej stolicy.

Crystal Clear to trzy wieże tworzące rodzaj rzeźby z poustawianych na sobie, przezroczystych boksów. Całkowita powierzchnia wyniesie 90 tys. m kw. Za tym projektem stoją duńscy architekci z C.F.Moller wraz z norweską projektantką Kristin Jarmund.

A u nas były kiedyś szklane domy, ale chyba się potłukły bo ich nikt nie widział.
  • awatar Expresja: ciekawe pomysły :) Tylko jak to będzie się sprawdzać w rzeczywistości? nasze szklane domy tylko "miały być" :P
  • awatar antybohaterka: dziwne,dziwne,,,,;o
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Ciąża na koncercie

Powoli Szczecin staje się miastem, gdzie rodzic - chcący twórczo i ciekawie spędzić czas z dzieckiem
albo zapewnić mu edukację w formie zabawy - ma
możliwość realizacji swoich planów. Dwa kina wprowadzają poranki dla najmłodszych, Opera na Zamku - koncerty dla niemowląt,a achodniopomorski
Uniwersytet Technologiczny - wykłady dla dzieci.

W ub. roku szczecińska opera zaproponowała dzieciom zajęcia pn. "OPERAnek", podczas których maluchy poznawały instrumenty muzyczne. Jak się wydaje,nowy projekt opery, pn. "Maluch w operze", może się okazać podobnym "przebojem".
Na koncerty połączone z warsztatami placówka zaprasza kobiety w ciąży i mamy z niemowlakami oraz dziećmi do lat trzech. Jak mówi Zofia Wolniakowska - Majewska, która poprowadzi całość, takie zajęcia mają rozwijać muzycznie maluchy, być relaksem dla ciężarnych pań oraz alternatywą dla mam, których gaworzący czy raczkujący maluch nie jest dobrze widziany w tradycyjnych salach koncertowych.

O koncertach dla pań w ciąży oraz malutkich dzieci myśli Filharmonia Szczecińska, ale ... dopiero w nowej siedzibie: - Na razie proponujemy dwa koncerty familijne w roku, może uda się zorganizować trzeci - mówi Małgorzata Małecka.

Kina "Zamek" i "Pionier" chcą kontynuować seanse z filmami dla dzieci, które wprowadzono tu w wakacje: - Frekwencja była na tyle wysoka, że myślimy o wprowadzeniu poranków dla najmłodszych od października - opowiada Jolanta Dzikowska z zamku. - Chcemy powrócić do tradycji sprzed lat, kiedy to jednym z rytuałów niedzielnych była, w wielu szczecińskich rodzinach, wizyta w kinie - dodaje Jerzy Miśkiewicz z "Pioniera". - Te seanse niezupełnie będą porankami, bo rozważana jest godzina południowa albo wczesne popołudnie

Spektakle dla dzieci do lat trzech chciałby wprowadzić Teatr Lalek "Pleciuga": - To dla nas duże wyzwanie - mówi Ewa Kwidzińska, sekretarz
literacki. - Dlatego nie wiadomo, czy uda nam się z nim ruszyć w tym sezonie artystycznym.

A już w tę sobotę rozpocznie działalność DUTEK, czyli Dziecięcy Uniwersytet Technologiczny. Jego studenci, czyli uczniowie podstawówek, będą zdobywać wiedzę, jednocześnie się bawiąc. Wykładowcami będą pracownicy ZUT-u.

Monika GAPIŃSKA gs24
  • awatar badyl.: Skoro jest kino "Pionier", to do kompletu powinno być kino "Komsomolec". Przepraszam, ale mam zrąbany humor i wszystko mi się kojarzy.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @badyl: a dlaczego pionier kojarzy Ci się z Rosją? złe skojarzenia :)
  • awatar badyl.: @Nortus & Xylia: Za dużo Putina.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Chcesz wygrać miliony? Lepiej uważaj

Trafiony los na loterii, często zamiast przynieść szczęście, zamienia życie w piekło. Kiedy pada wygrana, natychmiast pod drzwiami zwycięzcy pojawiają się kolejki potrzebujących. Zwycięzcy szaleją i topią kasę w ryzykownych interesach. Wielu żyje w stresie, bojąc się o życie.


Nic nie zapowiadało nadchodzącego koszmaru, gdy w zeszłą sobotę mieszkańcy toskańskiego miasteczka Bagnone, podobnie jak większość Włochów, czekali na wyniki loterii Superenalotto. Podniecenie było zrozumiałe - nagroda miała wynieść prawie 168 mln euro. Kilka godzin później, gdy media podały, że
szczęśliwy kupon został zakupiony właśnie tu, w kawiarni Biffi, tłum wyległ na główny plac, by świętować sukces. W huku korków od szampana nie słychać było jednak wiwatów najbardziej zaintere-sowanego. Zwycięzca do dziś nie przyznał się do wygranej.

Zachowaniu multimilionera nie dziwi się Konrad Maj, psycholog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej. "Zamknąć buzię na kłódkę i dać sobie czas, by ochłonąć, to najmądrzejsze, co może zrobić"-tłumaczy."Inaczej czeka go masa problemów"

Od tygodnia życie w spokojnym dotąd miasteczku przypomina polowanie.Gracze z całego kraju usta-wiają się w kolejkach, by kupić los w szczęśliwym barze, a media wespół z dociekliwymi mieszkańcami co chwilę ogłaszają kolejnego podejrzanego o zgarnięcie nagrody. Na celowniku byli już właści-ciel baru, w którym sprzedano los, murarz a także miejscowy ksiądz Claudio, który w dniu losowania niespodziewanie zniknął.

Ciężarówka listów, kolejka naciągaczy

Dolores McNamara na własnej skórze przekonała się, jak za sprawą wielkiej wygranej życie może zmienić się w piekło.Gdy w lipcu 2005 r. zgarnęła 115mln E w międzynarodowej loterii EuroMillions, wydawało się, że do 47-letniej sprzątaczki, matki szóstki dzieci z Irlandii,uśmiechnęło się szczęś-cie. "Mamy nadzieję, że wygrana nas nie zmieni, że będziemy mogli dalej wpadać do miasta na zakupy i filiżankę kawy" - opowiadała Dolores.
Myliła się. W ciągu pół roku jej rodzina była wielokrotnie straszona groźbą porwania, a policja aresztowała szajkę okolicznych gangsterów planu-jących porwanie 26-letniego syna Dolores. McNamarowie już w kwietniu następnego roku prze-prowadzili się do 600-metrowej willi strzeżonej przez system kamer, rodzina do dziś nie rusza się nigdzie bez ochrony.Wysoki mur rezydencji chroni też przed petentami, ale listonosz odwiedza rezydencję trzy razy dziennie, bo nie jest w stanie naraz poradzić sobie z ogromną liczbą listów z prośbą o pomoc, adresowanych po prostu: Dolores McNamara, Limerick.

Bo kiedy pada wygrana, natychmiast pod drzwiami zwycięzcy pojawiają się kolejki potrzebujących. Choć tożsamość milionera z Bagnone wciąż pozosta-je przedmiotem spekulacji, zaraz po ogłoszeniu wyników burmistrz Gianfranco Lazzeroni prosił go o milion euro na budowę miejskiego centrum kultu-ralnego, a proboszcz Marco Giuntini w niedzielnym kazaniu apelował,by"użył wygranej na pomoc innym".

"Wsparcie dla rodziny, krewnych i organizacji charytatywnych to jeden z pierwszych celów, o którym myślą wygrywający. Poza wakacjami, nowym
samochodem oraz domem" - mówi DZIENNIKOWI Vicky Radcliffe z Camelot Group,firmy organizującej największą brytyjską National Lottery.

Jak zauważa Konrad Maj, chęć podzielenia się swoim szczęściem z innymi to naturalny odruch. - Zwycięzcy mają wręcz poczucie winy, obawiają się, że pieniądze poróżnią ich z rodziną, znajomymi - wyjaśnia. Szybko wpadają w pułapkę rozdawnictwa i nie potrafią sobie poradzić z tłumem przyjaciół i
pokątnych inwestorów chcących wyrwać choć część pieniędzy dla siebie.

Płacz głośniej, mała

30-letni Shefik Tallmadge z Yumy w Arizonie nie umiał odmawiać. 20 lat temu wygrał w stanowej loterii 6 mln dol., dziś jest bankrutem.

"Wszyscy mnie wykorzystywali. Dziewczynka z lokalnej drużyny bejsbolowej prosiła o wsparcie, szlochając do słuchawki, a ja słyszałem, jak trener szepcze:<Płacz głośniej, mała>"- wspominał były milioner.Nie ograniczał także swoich wydatków
- podróże po Afryce i Azji, nowe porsche, willa na Florydzie, potem nietrafiona inwestycja w sieć stacji benzynowych. Żeby spłacić długi, musiał sprzedać wszystko, co miał.

Wygrana zrujnowała też życie Williama Posta. Gdy zdobył 16 mln w loterii, była partnerka pozwała go, domagając się udziału w nagrodzie, a brat zlecił jego zabójstwo, by zagarnąć majątek. Po roku szczęśliwiec z Pennsylwanii zamiast 16 mln miał na koncie milion... debetu. Dołączył do siedzącego w więzieniu brata, bo groził bronią komornikowi.

Wbrew pozorom trudno przyzwyczaić się do myśli, że z dnia na dzień stali się milionerami. Konrad Maj uważa, że wpływ na to ma społeczny status
zwycięzców."W loterie nie grają finansiści, tylko biedni i średniacy. Los jest tani, a skreślenie liczb nie wymaga specjalnych umiejętności" -
tłumaczy psycholog.

Potwierdzają to również badania polskiego totali-zatora, z których wynika, że statystyczny gracz to mężczyzna w wieku od 25 do 44 lat z wykształ-ceniem zasadniczym zawodowym i średnim zawodowym. Grają wykwalifikowani robotnicy,kierowcy, listono-sze, pracownicy sklepów, gospodynie domowe oraz emeryci.
"Nie oszukujmy się, miliony na koncie nie zrobią z nas automatycznie rekina finansjery" - przekonuje Maj.

"Dla wielu ludzi nagły przypływ gotówki jest prawdziwym nieszczęściem. Jeśli nie chcą rozdawać pieniędzy, pogarszają się ich relacje z rodziną i tracą przyjaciół. Wzrasta u nich ryzyko zawału, żyją w stresie i mało śpią, wciąż bojąc się o nowo nabytą fortunę. Czasem popadają w paranoję" -mówi DZIENNIKOWI Susan Bradley, doradca finansowy z Palm Beach na Florydzie i założycielka Sudden Money Institute, organizacji doradzającej
niespodziewanym milionerom.

Sprzątaczka kupuje rezydencję

Większość ze świeżo upieczonych bogaczy potrzebuje
fachowej pomocy. Instytucje, takie jak Sudden Money Institute czy Money Meaning & Choices,
zapewniają kompleksową pomoc doradczą. W zespole nie może zabraknąć prawnika, doradcy finansowego, który pomoże mądrze zainwestować pieniądze,
księgowego, który rozliczy podatek od nagrody, a wreszcie psychologa,który nauczy, jak nie psując relacji z otoczeniem, mówić "nie".

Swoich nowych klientów Bradley zaprasza do Palm Beach. Kwateruje ich w dobrym hotelu i organizuje wycieczkę do pobliskiej dzielnicy luksusu, aby
oswoili się z bogactwem. Co wcale nie znaczy, że świeżo upieczeni milionerzy mają natychmiast wydawać pieniądze, na co im się żywnie podoba.
"Zwycięzca musi ustanowić <strefę wolną od decyzji>,zarówno finansowych,jak i personalnych" - wylicza Bradley. Bo te podjęte na gorąco po wygranej są kompulsywne. "Ludzie szaleją. Kupują wielki dom,nie myśląc o tym, że trzeba go będzie wyposażyć i nim zarządzać. Bawią się i topią kasę w ryzykownych interesach, o których prowadzeniu nie mają pojęcia" - tłumaczy.

Podobną pomoc zapewnia organizator brytyjskiej National Lottery. Każdemu, kto wygra ponad 500 tys. funtów firma Camelot przydziela zespół niezależnych doradców finansowych. "Nasze biuro prasowe opiekuje się też zwycięzcami loterii w kontaktach z prasą" - dodaje Radcliffe.

Łapać poranne słońce

Jeśli nie mamy do dyspozycji sztabu doradców, z pomocą może przyjść zdrowy rozsądek. Zygmunt Rząp, sołtys Olszyn koło Szczytna, który w 1995 r. wygrał w totolotku 164 tys. zł, cieszy się:
"Dobrze, że tych pieniędzy nie było więcej".

Ale i tak było ciężko. "Nie" powtarzał przez pierwsze dwa lata po wygranej. Przeżył najazd podejrzanych inwestorów, z których każdy miał niezawodny pomysł na interes życia. Trzem córkom kupił po aucie.Za resztę spełnił swoje największe marzenie - otworzył regionalne Muzeum Mazurskie w
Olszynach. Nigdy nie powiedział: "a mi to lotto", nie rzucił pracy, rzeźbi w drewnie, prowadzi muzeum. Codziennie wstaje o 6 rano. "Trzeba złapać poranne słońce, a dziś jeszcze mam do skończenia małego aniołka i murarza. A w kolejce czeka figura szlachcica z prałatem" - wylicza.
"Ale spokojnie, byle się nie przepracować. Bo jak dodaje, we wszystkim trzeba zachować umiar,
nawet w byciu milionerem".

Agnieszka Fiedorowicz, "Przekrój
  • awatar panna z ludu: To smutne :/
  • awatar gość: Nie smutne tylko głupie. Ja nie miałbym tego problemu :) Jedyne komu bym pomógł to brat, siostra i matka. Nikt inny się mną nie interesuje, więc odpier... się :D Organizacje charytatywne, inwestorzy itp. nie dołożyli do kuponu (lub kuponów kupowanych przez lata) więc też niech spierd... Dobrze, że są te firmy od zarządzania kasą ;D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @eg00312: poczekaj, poczekaj, jak wygrasz :d
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Jazda samochodem ciężarowym, ale nie tylko, ze Stavanger do Trondheim możliwa jest dwoma drogami:
1. drogą zachodnią o długości 879 km
2. drogą wschodnią o długości 1100 km.
Jak myślicie którędy jest szybciej i taniej?
Otóż tą dłuższą drogą, objeżdżając całe południe i Oslo.
A to dzięki opłatom drogowym i promom.


Jazda drogami zachodniej Norwegii jest drogie i powolne. Promy i opłat  drogowe sprawiają, że koszty są 20 razy większe niż podróż przez wschodnią Norwegię.

Najgęściej uczęszczana jest droga E39 wzdłuż zachodniego wybrzeża. Opłaty drogowe i promy sprawiają, że drogi Vestlandet  są droższe od podróży przez wschodnią Norwegię.

* Jazda ciężarówką ze Stavanger do Trondheim, kosztuje 5659 koron, jeśli zdecydujemy pa trasy zachodniej Norwegii.

* Jazda przez Oslo tylko 281 koron.

* Chociaż trasa po zachodniej Norwegii jest krótsza, to nadal trwa dłużej niż drogą przez wschód.

Dlatego w Norwegii buduje się na gwałt nowe drogi, mosty, tunele, poszerza się stare drogi. Miejscami jeździ się po drogach wybudowanych w ... 1890 roku !.

Szczegóły widać na mapie.
Szerokiej drogi ...
  • awatar gość: Trondheim miłe wspomnienia
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @beaujolais: to dane z aftenbladet.no weź pod uwagę, że mowa o ciężarówkach, osobowymi zawsze wyjdzie taniej. A ceny za promy są ... [ustawa o cenzurze] PS. chyba miałaś na myśli 5.500 koron. dane z listopada 2008r, ale trochę zmieniło na korzyść, kilka nowych tuneli powstało. ale to ciągle mało co do potrzeb
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

*Tabliczki w Londynie: Polaku, nie sikaj na ulicy*

W centrum stolicy Wielkiej Brytanii zawisły znaki informacyjne w języku polskim. Skierowane są do osób załatwiających potrzeby fizjologiczne w
miejscach publicznych. Polonia jest oburzona i domaga się usunięcia tabliczek "godzących w dobre imię Polaków".


Kilka dni temu, w pobliżu dworca Victoria, skąd odjeżdżają autokary do Polski,emigranci zauważyli dwa znaki napisane łamaną polszczyzną. Nie mogli uwierzyć własnym oczom, kiedy przeczytali, czego owe informacje dotyczą.

Polaków straszą kamerą i grzywną

*"Używanie miejsc publicznych jako toalety w obrębie Westminsteru jest przestępstwem"*
- głosi pierwsze zdanie komunikatu. Dalej autorzy straszą Polaków "ukrytą kamerą" i grzywną nawet do 500 funtów.


"Dziwne tabliczki" spostrzegł działacz polonijny, Andrzej Tutkaj. - Byłem w szoku. Dworzec Victoria to znane miejsce wśród polskich emigrantów, ponieważ z Green Line odjeżdżają autokary do kraju, ale przecież nie używają go tylko Polacy - burzy się. - Dlaczego więc informacja jest tylko po polsku? - pyta. I zapowiada, że organizacje polonijne będą domagać się ich usunięcia.

Władze dzielnicy bronią swoich racji

Zarzuty Polaków odpierają władze dzielnicy Westminster City Council, które przyznają, że są odpowiedzialne za ustawienie znaków. - Tabliczki zostały przykręcone, po tym jak otrzymaliśmy wiele zgłoszeń od okolicznych mieszkańców, którzy mówili, że niektóre osoby załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne na ulicy - wyjaśnia rzeczniczka, Emma Germain. Dodaje, że pomysł nie jest nowy, a informacja po polsku znajduje się na Victorii od dłuższego czasu.

- Chcąc rozwiązać problem dotyczący oddawania moczu na ulicach umieściliśmy znaki dla korzysta-jących z dworca autokarowego, aby mieli świado-mość prawa obowiązującego w dzielnicy Westminster
Wydaje się, że to podziałało, ponieważ nie mamy już podobnych zgłoszeń - dodaje kobieta.



Cóż, nie ma to jak najlepszą wizytówkę zrobi nam nasza hołota i dzicz szczająca gdzie się da byle zaoszczędzić - nawet w Polsce - głupią złotówkę.
Szczanie po krzakach i klatkach jest wyrazem wyższej kultury.
  • awatar fotokibel: o ja pierdole...ładnie..
  • awatar Expresja: płakać się chce... Brat mojego męża ze swoim synem robią nam w Irlandii ( i w samolocie w tamtą stronę oraz z powrotem) podobną reklamę - sami się chwalili i zaśmiewali do łez z tego, jak Kamil zwyzywał stewardesę od k.... po pijaku :(
  • awatar Atom Head: No i...?U nas szczają Anglicy...I nic.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Dziś mija 150 lat od wielkiej burzy geomagnetycz-nej, która spowodowała powstanie potężnych zorzy polarnych obserwowanych w całej Ameryce
Północnej - informuje Centrum Astronomiczne PAN.


1 września 1859 roku odnotowano pojawienie się na Słońcu potężnego wybuchu powiązanego z ogromnym wyrzutem materii (tzw. CME - Coronal Mass Ejection).
Wybuch ten był obserwowany i opisany przez brytyjskiego astronoma Richarda Carringtona.

Dobę później,2 września,wielka chmura naładowanych
i rozpędzonych cząstek zderzyła się z naszą atmosferą, powodując jeden z najbardziej spekta-kularnych pokazów zórz polarnych w dziejach. Zorze były tak intensywne i jasne, że ludzie wstawali w środku nocy myśląc, że już świta. Zorze, widziane zwykle na dużych szerokościach geograficznych, były wtedy obserwowane nawet na Kubie i były tam tak jasne, że w nocy można było czytać gazety - mówi dr hab. Arkadiusz Olech z Centrum Astronomicznego PAN.

Dodaje, że zaburzenia pola magnetycznego naszej planety spowodowały ogromne problemy z łącznością telegraficzną.

Naukowcy szacują, że gdyby takie wydarzenie powtórzyło się dzisiaj, moglibyśmy się liczyć ze stratami sięgającymi nawet 1-2 trylionów dolarów.
Związane jest to z ogromnymi uszkodzeniami łącz-ności radiowej, satelitarnej czy też różnego rodzaju sieci energetycznych i przesyłowych.

Z jednej strony pocieszający jest fakt, że Słońce obecnie znajduje się w minimum swojej aktywności. Z drugiej strony wybuch z 1859 roku wcale nie
wydarzył się podczas maksimum. Pojawił się on podczas względnie słabego cyklu, bardzo podobnego do obecnego, który swoje maksimum ma osiągnąć w
latach 2012-2013.

Czy już wtedy możemy oczekiwać powtórki z historii? Nie wiemy.Nie ulega jednak wątpliwości, że prędzej czy później podobny wybuch może się powtórzyć. Nie potrafimy jednak przewidzieć czy to będzie za lat 5, 10 czy może 100 - mówi astronom.
  • awatar gość: geomagnetyzm to prawie jak magnetyzm :d jedno i drugie fascynuje
  • awatar Expresja: nie lubię niespodzianek ;(
  • awatar maurycio76: zjawisko piekne i zarazem "bestia"
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 

Od wtorku na stacjach warszawskiego metra emitowany jest spot promujący Szczecin jako Europejską Stolicę Kultury 2016.


15 sekundowy spot - Szczecin ESK 2016 - emitowany będzie przez 13 dni na 23 ekranach INFOSCREEN umieszczonych na sześciu,najczęściej uczęszcza-nych stacjach warszawskiego metra. Codziennie zaplanowano 50 emisji spotu na każdym ekranie, co w efekcie daje prawie 15 tysięcy emisji szcze-cińskiego spotu w Warszawskim Metrze, z którego codziennie korzysta ponad 400 tysięcy
mieszkańców Warszawy."

miasta.gazeta.pl/(…)Taki_film_ogladaja_warszawiacy_…
  • awatar gość: Ciekawy ale dość krótki i nie za bardzo wiem o co chodzi z tym laserem. Swoją drogą Białystok też będzie pretendował do tego "bycia stolycą kultury". Jak to przeczytałem na str. miasta to zaplułem ekran ze śmiechu :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Zgadnij, z czego zrobiono te bukiety


Choć pomysł ten zrodził się w Wielkiej Brytanii lub Australii prawie pół wieku temu, do Polski wkroczył niedawno. Obdarowywanie nowo narodzonych
dzieci i ich mam takimi właśnie bukietami to ostatnio moda.I nie byłoby w tym nic szczególnego,
gdyby nie materia, z której powstały.


Aż trudno uwierzyć, że bukiety te zrobiono z... ubranek. Tak, tak. Ze śpioszków, koszulek czy nawet majteczek. W jednym bukiecie można zmieścić
nawet całą wyprawkę dla noworodka. Ten ekolo-giczny trend obdarowywania mam oraz ich nowo narodzonych dzieci takimi bukiecikami podbija obecnie Stany Zjednoczone. Ale i do nas wkracza z impetem.

Na początku roku, z inicjatywy dwóch młodych dziewczyn - Ewy i Kingi-powstał sklep internetowy Bukiet dla Bobasa. To pierwsza tego typu firma w
Polsce. I choć działa stosunkowo niedługo, to - jak podkreślają w jednym z miesięczników pomysło-dawczynie - telefony się urywają od ludzi z całego kraju, którzy pocztą pantoflową dowiadują się o istnieniu tej oryginalnej kwiaciarni.

Wystarczy wejść na stronę pracowni, by się o tym przekonać. Zresztą nie ukrywamy, że kompozycje zrobiły wrażenie i na naszej redakcji.


Nie mamy wątpliwości,że taki bukiecik to doskonały
prezent dla mamy i maluszka. Dla mamy - kwiaty, dla dziecka - śpioszki. Brawo za kreatywność!
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
  • awatar KALIPSO: Witaj ..dobre jak patrze na niego to mnie śmiech ogarnia ...pozdrawiam cieplutko.:)
  • awatar gość: a mnie wstyd...
  • awatar Expresja: O matko... No to po nas ;P
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Powstanie do 90.000 nowych mieszkań.

Według planistó miejskich do 2025 r. zbudowanych zostanie do 90.000 nowych mieszkań. Oznacza to znaczne zagęszczenie mieszkańców w niektórych obszarach. Jednocześnie powstanie kilka nowych tras tramwajowych i kolejowych.

Nie ma niebezpieczeństwa, że miasto będzie przepełnione. Pojawią się nowe obszary, gdzie ludzie mogą żyć,np.starych terenów przemysłowych, które znajdą nowe zastosowanie.

Sytuacja  jest dziś taka, że największy potencjał na nowe mieszkania jest w fiordzie miasta, w dolnej części doliny i na obszarze Gjersrud / Stensrud, na południowy wschód od Oslo.

Duży wzrost liczby ludności
Według wyliczeń  Oslo, miasto będzie miało 721.000 mieszkańców w 2025 roku. Albo 789.000, jeżeli wzrost będzie maksymalny. Konieczne jest zatem budowanie tylu domów. Silny wzrost jest wynikiem połączenia migracji, spodziewaną dużą
płodność i średnią długość życia.

Dwóch głównych deweloperów OBOS i Selvaag wierzy, że cel budowy 60.000-90.000 nowych mieszkań w ciągu najbliższych 15 lat jest realistyczny.
OBOS ma ambicje zbudować 15.000 nowych domów do 2025r., podczas gdy Selvaag ambicji jest pomiędzy 50.000 i 75.000, oraz takiej samej liczby w gminach wokół stolicy.


Uważa on, że wielu z tych obszarów to obszary, gdzie nie jest tak łatwo sprzedać domy dzisiaj, ale tym obszarze będzie się bardziej atrakcyjny w
przyszłości, jeżeli władze publiczne zorganizują go.


Również transport publiczny, zostanie poddany kilku istotnym zmianom i rozwojowi do roku 2025.

Na przedmieściach Oslo, powinno być jeszcze łatwiej żyć bez samochód, transport publiczny obejmie większość potrzeb związanych z podróżo-waniem przez całą dobę.


Warunki harmonijnego rozwoju Oslo:

* Rozwój i modernizacja wewnętrznych obszarach w Oslo, na przykład Ekebergsletta (Norwegia Cup) i Holmen-stick, oraz stworzenie nowych.

* Stwórz Munch-Trail, które turyści mogą śledzić i doświadczenie fiord i miasta najważniejszych muzeów w Oslo.

* W większych strefach  wykorzystanie wzdłuż lasu nowych rodzajów rekreacji, takich jak kolarstwo górskie, jazda na deskorolce i paintballu.

* Uruchamianie przestrzeni miejskich i przedmieść,
poprzez zaproszenie młodych utalentowanych architektów i architektów krajobrazu.


Zasada 1: Mieszkania. Celem jest to, że przyjazne dla środowiska, na ile to możliwe,należy stosować w remonty i budowę nowych mieszkań. Nowy budynek w Platous Brama 26 w Grenlandii, ogród na dachu i podwójne ścianki ze szkła, jest wymieniony jako dobry przykład.

Zasada 2: przestrzenie miejskie. Tutaj celem jest rozwój obszarów miejskich z nieskazitelnego charakteru. Square na Majorstuen jest wymieniony jako dobry przykład, wraz z Valkyrie Plass, Grenlandia Torg i Christiania Torg.

Zasada 3: budynki użyteczności publicznej. Budynki  użyteczności publicznej powinny być wzorcowe dla architektury i jakości środowiska. Gmina Oslo w różnych przedsięwzięciach do rozwi-jania landmarku i "codziennego architektury", który może służyć jako wzór do naśladowania i być
źródłem inspiracji dla innych konstrukcji publicznych i prywatnych. Szkoła Bjornholt jest przedstawiana jako przykład, wraz z Twierdza Akershus.

Zasada 4: Krajobrazy i budynki. Celem jest to żeby "niebiesko-zielona" struktura była wzmocniona
a istniejące budynki powinny zostać ponownie wykorzystane i rozwinięte w sposób przyjazny dla środowiska, dziedzictwa kulturowego. Holalokka na Grorud jest wymieniony jako dobry przykład, wybudowany park z zaawansowanym ekologiczne filtry do wody.

(koślawo wyszło, ale co tam)
 

nortus
 

Malując kolorowe pasy, wrocławscy urzędnicy chcą nas uczyć porządku na ulicach.

Nie zdziwcie się, wjeżdżając na skrzyżowanie ul. Powstańców i Swobodnej, obok Arkad Wrocławskich. Od poniedziałku jest ono pomarańczowe. To nie żarty, a nowy pomysł urzędu miejskiego, który zamierza w ten sposób nauczyć nas - kierowców - przestrzegania przepisów i poprawić płynność jazdy na skrzyżowaniach.

Miejsce zaznaczone wyraźnym pomarańczowym kolorem to teren, na który nie powinni wjeżdżać kierowcy, widzący, że nie mogą opuścić skrzyżowania.

Urzędnicy tłumaczą, że blokowanie skrzyżowań to częsta praktyka w naszym mieście. Każdy z nas spotkał się już przecież z sytuacją, gdy - choć miał zielone światło - nie mógł wjechać na skrzy-żowanie,bo zablokowały je samochody jadące z innej
strony. Efekt? Wszyscy stoją, trąbią i wściekają się, a nikt nie jedzie.

To może pomóc szczególnie w przypadku mniej doświa
dczonych kierowców - uważa Mariusz Mikłos, szef dolnośląskiej drogówki. - W przepisach drogowych nic się nie zmienia, bo blokowanie skrzyżowania zawsze było i będzie karane mandatem - ostrzega. Policjanci mogą nam za to wystawić nawet 300zł karę. Tym bardziej że - jak zapewnia podinspektor Mariusz Mikłos - skrzyżowanie Powstańców Śląskich i Swobodnej będzie teraz wnikliwiej obserwowane przez policję.

W Londynie już to przećwiczyli

Pomarańczowe skrzyżowanie nie jest nowym pomysłem Pierwsze skrzyżowania z kolorowymi strefami pojawiły się w Anglii i USA.
Policja w Londynie szczególnie surowo przestrzega zakazu wjazdu na skrzyżowanie,gdy nie ma możli-wości jego opuszczenia. W mieście tym takich kolorowych skrzyżowań jest kilkaset. We Wrocławiu na razie jedno. Ale urzędnicy zapowiadają, że gdy metoda okaże się skuteczna, pomyślą o jej wprowa-dzeniu na innych skrzyżowaniach.Docelowo w mieś-cie może pojawić się nawet kilkadziesiąt kolorowych krzyżówek.

Jerzy Wójcik wp.pl

Kolejny eksperyment. Może któryś wreszcie zaskoczy
  • awatar gość: I dlatego ja samochodem jeździć nie zamierzam :)
  • awatar krzyslav: Zmarnowana kasa - juz to u nas we wrocku cwiczyli za komuny - wowczas malowali zolte skosne pasy. Wroclawscy kierowcy juz sami dochodza po rozum do glowy - dzis sam widzialem jak mimo zielonego swiatla cierpliwie czekali az bedzie jak ZJECHAC ze skrzyzowania. Dopracowany system swiatel na newralgicznych skrzyzowaniach przynioslby lepsze efekty. Ale najprosciej jest zakazywac nakazywac i ...karac. A ze to g... daje to juz zupelnie inna inszosc.
  • awatar kokosowy'bananek: @krzyslav: eee tam, każdy sposób jest dobry, żeby zwiększyć bezpieczeństwo na drogach, a to na pewno nie zaszkodzi:)) ciekawe kiedy w Polsce pojawi się 1wsze takie skrzyżowanie (?) ;p
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Repliki polskich insygniów koronacyjnych (Korony Chrobrego, berła i jabłka królewskiego) wykonane w 2003r w Nowym Sączu przez zespół złotników pod kierownictwem antykwariusza Adama Orzechowskiego

Polskie insygnia koronacyjne, regalia królów polskich

-oznaki władzy,godności i stanu królewskiego
królów polskich używane podczas ceremonii
koronacyjnych.

Były nimi: korona, jabłko, berło, miecz.

Żal że nasze regalia zostały zniszczone. Chociaż do końca nie można być pewnym, biorąc pod uwagę ile dokumentów w historii było fałszowanych. Może jednak gdzieś, kiedyś się znajdą. Na razie mamy wreszcie kopię.
Wpis o regaliach będzie niedługo.
  • awatar maurycio76: przepiekne :)
  • awatar gość: piękna
  • awatar gość: piekne...
Pokaż wszystkie (3) ›