Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 24 sierpnia 2009

Liczba wpisów: 10

nortus
 

Sześciolatek zachwycił muzeum i... został dyrektorem


Sześcioletni Sam Pointon został dyrektorem ds. zabawy w Muzeum Kolei w angielskim Yorku, po tym gdy nadesłał do instytucji podanie o pracę,
skuszony ogłoszeniem o poszukiwaniu nowego dyrektora.

Chłopiec tak ujął radę muzeum swą pasją do pociągów, że ta zaproponowała mu zajęcie - ujawnił w sobotę portal BBC News.

W aplikacji Sam przedstawił swoje kwalifikacje: Mam kolejkę elektryczną.
Jestem w niej dobry. Umiem kontrolować dwa pociągi jednocześnie.

Jak wyjaśnia jego matka, chłopiec szaleje na punkcie pociągów. Gdy jego ojciec zauważył w gazecie informację, że muzeum poszukuje następcy
odchodzącego na emeryturę dyrektora, rodzice powiedzieli mu o tym jako o jego wymarzonej pracy. W rezultacie po powrocie z wakacji Sam sam napisał podanie, które rodzice wysłali pocztą. W odpowiedzi otrzymał zaproszenie do muzeum.

Odchodzący dyrektor Andrew Scott powiedział, że z radością przeczytał aplikację chłopca.

- To fantastyczne, widzieć małe dzieci, dla których pociągi są prawdziwą pasją - tak jak dla mnie, gdy byłem małym chłopcem - przyznał pan Scott.


...i ... dzień dobry ...
  • awatar geekon: Idealna fucha dla mnie... zazdroszczę gówniarzowi :)
  • awatar badyl.: Dzień zły.
  • awatar gość: Witaj :] Szczęściarz z tego 6-latka.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Szczecin: Pracownicy sklepu, w tym ochroniarz, kradli z niego alkohol

Trzech pracowników jednego z marketów zatrzymali policjanci. Od pewnego czasu okradali oni stoisko alkoholowe z drogich trunków. Wśród zatrzymanych
jest ochroniarz sklepu.

Suma strat to prawie 4.000 zł. Złodziejom grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Policjanci otrzymali sygnał, że od jakiegoś czasu w jednym z marketów dochodzi do kradzieży różnych towarów. Wczoraj po południu funkcjonariusze
otrzymali informację o kradzieży sporej ilości alkoholu.Wysłany na miejsce patrol dzielnicowych, przy udziale szefostwa sklepu zatrzymał trzech młodych mężczyzn. Jak się okazało ze wstępnych ustaleń policji, złodziejami byli pracownicy sklepu.

W czwartek wieczorem sprawcy, wśród których był ochroniarz marketu, ukradli kilka kontenerów alkoholu różnych marek. Suma strat to blisko 4.000 zł.
Następnego dnia po tym procederze, panowie spokojnie przyszli do pracy,jakby nigdy nic się nie stało.

Ku ogromnemu zdziwieniu zostali zatrzymani i przewiezieni do komisariatu policji. Podczas przesłuchania mężczyźni twierdzili, że każdy coś sobie bierze ze sklepu, więc czemu i oni nie mieliby skorzystać z okazji.

Złodziejom w wieku 18, 23 i 32 lat grozi pięć lat więzienia. Pożegnali się też z pracą.

---
a później mówi się, że to my, klienci, ciągle kradniemy w sklepach i wprowadza się seryjne kontrole po kontrolach wychodzących klientów.
  • awatar gość: ja coś dzisiaj ukradnę na pewno :d może tylko nie ze sklepu :d
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @beaujolais: wiem, że klienci też kradną. ale nie powierz mi, że klient wyniesie ze sklepu lodówkę, pralkę, TV. A np. w Makro w Sz. kilkanaście lat temu zginął towar za 2 czy 3 miliony. kilkanaście lat temu. dużo ginie towarów w sklepie przy przyjmowaniu towaru do sklepu. Kolega pracujący w realu mówi, że gdy zastępował kierowniczkę to facet próbował go wykiwać na 2 .... TIRY arbuzów. 2 tiry. pojechałyby gdzie indziej a oni mieliby straty, a winni oczywiście byliby klienci.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Większość plażowiczów, jak tylko widzi czerwoną flagę na strzeżonym kąpielisku, natychmiast przenosi się na niestrzeżoną plażę - opowiadają
ratownicy.


- Ten sezon był dla nas bardzo ciężki - mówi Mateusz Bobek z lewej). - Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że woda jest żywiołem, który może
zabić. Obok na zdjęciu Vassilios Kalatzis i Łukasz Dąbrowski.


Bądźmy rozsądni

Marian Baranowski, kierownik WOPR Międzyzdroje
- Apelujemy do plażowiczów o więcej wyobraźni. Nasze kąpielisko rozciąga się na długości ponad 1600 metrów. Zabezpieczamy je razem z firmą Wibor. Dla bezpieczeństwa turystów zachęcamy, aby kąpali się na strzeżonych odcinkach.Nie wolno również bagatelizować czerwonej flagi. Jeśli wisi, to jest kategoryczny zakaz kąpieli. I oczywiście nie wchodźmy do wody pod wpływem
alkoholu!
Prawie 50 interwencji odnotowali w tym sezonie ratownicy. To o połowę więcej, niż w ubiegłym roku. Na szczęście, na międzyzdrojskiej plaży nie
utonęła ani jedna osoba.

Jak mówią ratownicy, najbardziej nie lubią w plażowiczach bezmyślności. Niestety, bardzo często się zdarza, że turyści wchodzą do wody pod wpływem alkoholu.

Ratownicy opowiadają też, że jak na strzeżonej plaży wisi czerwona flaga i jest zakaz kąpieli, to wielu ludzi natychmiast przenosi się na niestrzeżone kąpielisko.

- Rozumiem, że ludzie, zwłaszcza ci z centrum Polski, są spragnieni morza, a przede wszystkim wysokich fal - mówi Mateusz Bobek. - Ale czerwoną flagę wciągamy wtedy, kiedy jest taka potrzeba, bo morze jest niebezpieczne, a nie dlatego, że tak nam się podoba.

Ostatnie tygodnie były dla międzyzdrojskich ratow-ników bardzo ciężkie. W ciągu dwóch dni ratowali aż 30 osób. Dochodziło do takich sytuacji, że ledwo zdążyli wyciągnąć z wody jedną osobę, to już musieli biec po następną.

- Wisiała czerwona flaga, ponieważ były wsteczne prądy. Wszystkie przypadki były na niestrzeżonej plaży - opowiada Łukasz Dąbrowski. - Ludzie zachowują się dziwnie. My ratujemy tonącego i wypędzamy ludzi z wody, a plażowicze w ogóle nie słuchają i nadal się kąpią. Narażają życie swoje, swoich dzieci i nasze.W jednej akcji yciągnęliśmy 7 osób, które jedna po drugiej znikały pod wodą.

Mateusz Bobek razem z kolegami ratował 12-letniego chłopca. Nagle zniknął pod wodą. Trudno było do niego dotrzeć, bo był taki silny prąd. Już mieli zrezygnować, kiedy nagle zauważyli dziecko na powierzchni wody.

- To była jedna z tych sytuacji, kiedy można z czystym sumieniem powiedzieć, że zdarzył się cud - mówi Mateusz Bobek. - To była naprawdę trudna akcja ratownicza. Tym bardziej, że sami byliśmy już bardzo zmęczeni, bo ciągle trzeba było kogoś wyciągać z wody. Jak jestem 8 lat ratownikiem, to nie pamiętam czegoś takiego.

Ratownicy wspominają też zabawne sytuacje.

- Jedna z turystek zapytała,dlaczego nie wieszamy czarnej flagi - mówi Vassilios Kalatzis. - A przecież jej już nie ma od 10 lat! Turyści pytają
nas też, co my robimy na plaży, jak jest zimno i pada deszcz. Nie rozumieją, że w tym czasie kiedy plaża jest strzeżona, to my tu musimy być zawsze. Bez względu na pogodę.

I zapamiętajcie te słowa:

*ZABIJA GŁUPOTA NIE MORZE*
  • awatar gość: Pierwszy z lewej mógłby mnie ratować :p
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Na lotnisku w Bari 55-letnia otyła mieszkanka Rzymu usłyszała podczas odprawy, że z powodu swej tuszy powinna zapłacić za dwa bilety, a następnie
została poproszona o to, by stanęła na wadze bagażowej.

Kobieta złożyła skargę na personel linii lotni-czych. Gdy sprawa została nagłośniona przez włoskie media, linie przeprosiły ją i wszczęły wewnętrzne dochodzenie w sprawie tego incydentu.

- Przykro mi, ale jest pani zbyt tęga; jeśli chce pani z nami podróżować, musi pani zapłacić za dwa bilety - usłyszała ważąca około 100 kilogramów
kobieta w punkcie odprawy linii lotniczych Easyjet
Kiedy zaproponowano jej, by w obecności innych pasażerów stanęła na wadze, na której waży się
walizki, zirytowana do granic zrezygnowała z lotu samolotem do Rzymu.

Do Wiecznego Miasta powróciła samochodem. Złożyła natychmiast skargę na linie lotnicze z powodu, jak podkreśliła, poniesionych strat moralnych i
materialnych.

W reakcji na rozgłos, jaki nadano tej sprawie we Włoszech, rzecznik linii oświadczył, że incydent z Bari to "niewybaczalny błąd personelu naziemnego".

Zapewnił następnie: "Easyjet nie ma w swym regulaminie zasad dotyczących wagi pasażerów". Za całe to zdarzenie linie oficjalnie przeprosiły niedoszłą pasażerkę.
 

nortus
 

Sztuka zrabowana przez hitlerowców ofiarom Holocaustu coraz częściej wraca do prawowitych właścicieli lub ich spadkobierców.

Dlaczego dopiero teraz?


Niedawno ukazała się praca Nancy Yeide, która skatalogowała zbiory marszałka Rzeszy i dowódcy Luftwaffe Hermanna Göringa ("Beyond the Dreams of Avarice:The Hermann Göring Collection") . Okazuje się, że Göring zgromadził około 1800-1900 obrazów (znacznie więcej, niż dotąd przypuszczano). Często
wymieniał odebrane żydowskim kolekcjonerom moder-nistyczne dzieła "sztuki zdegenerowanej" na obrazy zgodne ze swym gustem: na przykład płótno
"Pianista i szachista" Matisse'a (dziś w National Gallery of Art w Waszyngtonie) wymienił na mitologiczny akt niezbyt znanego Jana van Necka, a
dziesięć impresjonistycznych obrazów oddał za jedno dzieło Cranacha. Ponad sto dzieł starych mistrzów natomiast wymienił na jednego fałszywego Vermeera namalowanego w latach 30. przez słynnego fałszerza van Meegerena.

W Berlinie, w budynku należącym do Federalnego Ministerstwa Finansów,przechowywanych jest ponad 12 tys. dzieł sztuki, w tym obrazy Rubensa i van
Dycka, Tycjana i Tintoretta, Bernarda Bellotta oraz Watteau. Niektóre były przeznaczone do projektowanego przez Hitlera wielkiego muzeum w Linzu, inne pochodzą z kolekcji Hermanna Göringa.


Pod koniec wojny naziści ukryli je w kopalnianych sztolniach na terenie Austrii, gdzie znaleźli je Amerykanie. W latach 50. władze amerykańskie
przekazały je powołanemu przez rząd Niemiec Towarzystwu Powierniczemu, które miało odnaleźć właścicieli dzieł lub ich spadkobierców. Dziesięć lat później, gdy poszukiwania spadkobierców utknęły, obrazy przekazano do Urzędu Otwartych Spraw Majątkowych (BADV). Mogą je wypożyczać niemieckie muzea, pod warunkiem że zwrócą je natychmiast,gdy zgłosi się prawowity spadkobierca.

W ubiegłym roku Muzeum Izraela w Jerozolimie pokazało "osierocone" obrazy ze swoich magazynów, a także obrazy zrabowane przez nazistów we Francji. James Snyder, dyrektor jerozolimskiego muzeum,podkreślał,że ta wystawa ma szczególne znaczenie w Izraelu, który "powstał z popiołów tragedii II wojny". Muzeum liczyło i na to, że jeszcze dziś mogą odnaleźć się potomkowie przedwo-jennych właścicieli. Tak zdarzyło się w przypadku obrazu Henriego Matisse'a "Różowa ściana" sprowadzonego do Jerozolimy z paryskiego Centre
Pompidou.

Po wieloletnich poszukiwaniach niemiecka histo-ryczka sztuki dotarła do spadkobierców przedsię-biorcy Harry'ego Fulda, który był zmuszony zostawić ten obraz w Niemczech w 1937. Płótno wpadło w ręce Kurta Gersteina,oficera SS, który dostarczał Cyklon B do komór śmierci. Kiedy Gerstein popełnił samobójstwo w lipcu 1945 roku, płótno Matisse'a znaleziono w jego domu, ukryte pod gipsową ścianą alkowy. Na mocy testamentu spadkobierców Harry'ego Fulda, którzy odzyskali obraz po wystawie w Jerozolimie, został on
przekazany izraelskiej organizacji filantropijnej.

Czarny notes Goudstikkera

Choć eksperci szacują, że około 250-600 tys. dzieł zrabowanych przez hitlerowców do dziś nie zostało zwróconych, do restytucji dochodzi coraz
częściej. Przyczyniły się do tego ustalenia konwencji waszyngtońskiej z 1998, w której przedstawiciele 44 państw zobowiązali się do zbadania swoich zbiorów i do podjęcia wszelkich starań w celu ich zwrotu prawowitym właścicielom.

Najgłośniejsza jak dotąd restytucja zrabowanej przez nazistów sztuki dotyczyła kolekcji Jacques'a Goudstikkera. Jeden z najważniejszych
marszandów Holandii okresu międzywojennego zginął w maju 1940 roku na pokładzie statku, którym wraz z rodziną uciekał do Anglii.Po śmierci żydowskie-go marszanda znaleziono przy nim czarny notes, w którym Goudstikker zinwentaryzował większość z posiadanych 1400 dzieł sztuki.

Podczas okupacji Amsterdamu naziści splądrowali galerię Goudstikkera. 800 ważnych obrazów zostało przymusowo sprzedanych za ułamek swojej wartości do kolekcji Hermanna Göringa. Pozostałe zagarnął jego pomocnik, bankier Alois Miedl.

Po wojnie alianci znaleźli w Niemczech 400obrazów z dawnego zbioru Goudstikkera i powierzyli je rządowi holenderskiemu, który miał zwrócić je
spadkobiercom. Jednak gdy zaraz po wojnie wdowa po Goudstikkerze z czarnym notesem w ręku upomi-nała się o dzieła, rząd holenderski stwierdził, że
zostały one legalnie sprzedane Göringowi i teraz są własnością narodu holenderskiemu.

Dopiero w lutym 2006 roku po nieomal dziesięcio-letniej batalii sądowej synowa Jacques'a Gouds-tikkera Marei von Saher odzyskała 202 obrazy, wśród których są dzieła Antona van Dycka, Giovanniego Belliniego, Claude'a Lorraina, Filip-pino Lippiego, Jana van Goyena i Gerarda Borcha. W kwietniu 2007 roku większość z nich została sprzedana przez dom aukcyjny Christie's za prawie 10 mln dol. Część odzyskanej kolekcji pokazało tego lata nowojorskie Jewish Museum.

Dwa obrazy ze zbioru Goudstikkera trafiły podczas wojny do Polski. Muzeum Narodowe w Gdańsku ma w swojej kolekcji pejzaż Holendra Jana van Goyena oraz "Pejzaż włoski" współczesnego mu Willema van Nieulandta.Hermann Göring odsprzedał je gdańskiej Galerii Obrazów.Polska odmawia rozmów o restytucji
tych dzieł.

Taylor nie odda van Gogha

Procesy restytucyjne nie są łatwe, nawet gdy - jak w przypadku Goudstikkera - kolekcja i jej rabunek zostały świetnie udokumentowane.
Szczególnie trudne jest to, co udało się Marei von Saher: wynegocjować zwrot dzieł, które stały się chlubą państwowych muzeów.

W Wielkiej Brytanii restytucja dzieł sztuki z narodowych kolekcji była do tej pory prawnie niemożliwa, ponieważ muzeom narodowym nie wolno pozbywać się żadnych obiektów ze swoich zbiorów. Mimo to British Museum było gotowe oddać cztery rysunki starych mistrzów, gdy spadkobiercy udowodnili, że pochodzą one ze skonfiskowanej przez gestapo kolekcji Artura i Gizeli Feldmannów Jednak zwrot został zablokowany decyzją sądu najwyższego.
Dopiero teraz rząd brytyjski pracuje nad ustawą, która pozwoli muzeom zwracać dzieła skradzione przez nazistów w latach 1933-45.

Dwa lata temu amerykański sąd najwyższy pozwolił aktorce Elizabeth Taylor zatrzymać obraz van Gogha "Widok zakładu dla psychicznie chorych i kaplicy w Saint-Rémy". Spadkobiercy Margarete Mauthner - Żydówki, która w 1939 r uciekła z Niemiec do Południowej Afryki - twierdzili, że Mauthner sprzedała obraz pod przymusem. Sąd uznał jednak,że rodzina zbyt późno zgłosiła roszczenie Poza tym postanowienia konwencji waszyngtońskiej z 1998 roku obowiązują rządy, ale nie pozwalają na pozywanie prywatnych kolekcjonerów.
Taylor kupiła obraz na aukcji w Londynie w 1963  za 92 tys. funtów; dziś wartość płótna szacuje się na kilkadziesiąt milionów funtów.

Aby uniknąć handlowania złupionymi dziełami sztuki, domy aukcyjne Sotheby's i Christie's kilkanaście lat temu powołały specjalne wydziały, które sprawdzały pochodzenie wystawianych na sprzedaż obiektów. Dziś oba domy aukcyjne starają się zarobić na restytucjach - same pomagają spadkobiercom odnaleźć zrabowane ich rodzinom dzieła, pośredniczą w negocjacjach, dokonują
ekspertyzy i wyceny. Wielu osób, które odzyskują cenne dzieła,nie stać nawet na ich ubezpieczenie -i odzyskane skarby w krótkim czasie trafiają
pod młotek. Na to właśnie liczą domy aukcyjne.

Odzyskane dzieła nie zawsze znikają w mrokach prywatnych kolekcji.
"Berlińska scena uliczna" niemieckiego ekspresjo-nisty Ernsta Ludwiga Kirchnera odzyskana w 2006 z kolekcji berlińskiego Bruecke Museum kilka mie-sięcy później została sprzedana na aukcji za 38 milionów dolarów. Płótno Kirchnera trafiło do nowojorskiej Neue Galerie - muzeum poświęconego sztuce niemieckiej i austriackiej.

Czarny notes Jacques'a Goudstikkera (można wirtualnie przewracać strony):

www.goudstikkerblackbook.info/

Niemiecka baza danych zagrabionych przez hitle-rowców obrazów czekających na właścicieli:

www.lostart.de/(…)SucheSimpel.html…


Baza nieodebranych przez właścicieli dzieł sztuki znajdujących się w pieczy Muzeum Izraela w Jerozolimie:

www.imj.org.il/Imagine/irso/
 

nortus
 

Mielno. Na ulicy leżą monety, ale nie można ich podnieść. Ktoś dowcipny poprzyklejał je do podłoża

Na prawdziwe monety można się natknąć spacerując po Mielnie i Unieściu. Ludzie się schylają i... odchodzą rozbawieni lub rozdrażnieni.

Monety są jedno-i dwuzłotowe,a także 50-groszówki i 10-groszówki. Chętnych na nie jest mnóstwo. Nic dziwnego, to nie są żadne oszukane pieniądze, ale
najprawdziwsze złotówki, prawne środki płatnicze w Polsce.

Jest tylko jeden problem. Monety są porządnie przyklejone do podłoża.

Ktoś dowcipny poprzyklejał je klejem w różnych miejscach kurortu, m.in. przy ul. 6 Marca w Unieściu, przy ul. Morskiej, dwuzłotówka widziana też była na deptaku mieleńskim i na promenadzie.

Spacerowicze dają się nabrać.Nawet 10-groszówkę schyla się średnio co czwarty przechodzień. Próby podniesienia monety nie trwają jednak długo. Po
5 - 10 sekundach niemal każdy rezygnuje. Większość z uśmiechem na ustach.
Niektórzy są jednak wyjątkowo rozdrażnieni.

Znaleźliśmy sprawców, a właściwie sprawcę tego dowcipu. To młody chłopak, którego rodzice prowadzą lokal gastronomiczny w Unieściu. Na naszych oczach przykleił dwuzłotówkę do polbruku, którym wyłożone są chodniki w niemal całym kurorcie. Natychmiast znalazło się sporo chętnych na tę monetę. Nikt jej jednak nie podniósł własnymi siłami. Nam też się nie udało, choć
próbowaliśmy wykorzystać do tego nawet śrubokręt.

Dzień później zdębieliśmy. Przechodzący ul. 6 Marca starszy pan wyciągnął z kieszeni scyzoryk, wykonał dwa ruchy i dwuzłotówka wylądowała w jego
kieszeni. A to niestety oznacza wyrok śmierci dla wszystkich poprzyklejanych monet. Tym bardziej że właśnie o prostym sposobie na ich odklejenie
przeczytaliście i wy.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar Anette: krówka i szachiści- bomba!!! A mnie budzi Garfield :D
  • awatar Stixi: Ja problemow ze wstawaniem nie mam dzieki mojemu naturalnemu budzikowi - Stixi/niezawodny/! Milego wieczorku dla Ciebie Nortusie i Twojej modelki-Xylii P.S.W kolekcji powyzej trzeba przyznac ze PUPPY ma hipnotyzujace oczka.......
  • awatar gość: "Thank You" bym sobie sprawił :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Politechnika Koszalińska wybuduje wahadło Foucaulta. Dzięki niemu zobaczysz,jak działa siła Coriolisa

Koszalin będzie miał własne wahadło Foucaulta - konstrukcję, dzięki której zaobserwujemy ruch obrotowy Ziemi. Ta nosić będzie imię Clausiusa, wielkiego fizyka urodzonego w Koszalinie, a wybuduje je Politechnika.


Ta wyjątkowa konstrukcja ma stanąć obok budynku Politechniki Koszalińskiej przy ulic Śniadeckich (na lewo od głównego wejścia). Pod 23-metrową wieżą zostanie wybudowane głębokie na kilka metrów owalne pomieszczenie,w którym każdy będzie mógł się przekonać gołym okiem, że Ziemia jednak się kręci.

Pokaże to kula zawieszona na specjalnej strunie zwisającej ze szczytu wieży.

Każdy, kto wejdzie do środka - i zostanie tu minimum kwadrans - zobaczy, że kula stopniowo zaczyna zmieniać tor swojego ruchu. A to oznacza, że skoro wahadło zawieszone jest swobodnie, a my obserwujemy odchylenie od pierwotnego kierunku ruchu, to Ziemia w tym czasie wykonała pod wahadłem obrót o kilka stopni.

Mamy już wszystkie niezbędne pozwolenia i gotowy projekt-mówi Artur Wezgraj,kanclerz Politechniki. Znana jest już też data wmurowania kamienia
węgielnego. Stanie się to 21 września, w trakcie konferencji naukowej poświęconej technice próżniowej. Zostanie też oznaczony zarys wieży z
napisem w trzech językach: polskim, niemieckim i angielskim. Każdy z nich będzie informował o planach budowy wahadła i o jego patronie: Rudolfie
Clausiusie, wielkim fizyku, który urodził się w Koszalinie.

- Clausius idealnie wpisuje się w to, co chcemy poprzez budowę tej konstrukcji wyrazić -podkreśla kanclerz. - Nasze koszalińskie wahadło,oprócz walorów czysto naukowych i turystycznych, ma stanowić symbol zarówno Politechniki, jak i jednoczącej się na naszych oczach Europy. W końcu w tym przypadku rzecz dotyczy aż trzech europejs-kich narodowości: Francuza, który wahadło wymyślił, urodzonego w Koszalinie Niemca, oraz Polaków, którzy już od 60 lat budują Koszalin polski - dodaje Artur Wezgraj.

Wrześniowa konferencja będzie miała charakter międzynarodowy. Do Koszalina przyjadą naukowcy z kilkunastu krajów. Politechnika zaprosiła też marszałka województwa zachodniopomorskiego oraz jego niemieckiego odpowiednika z przygranicznych landów.W specjalnej sesji poświęconej Clausiusowi wezmą też udział europosłowie.

O terminie wybudowania wahadła zdecydują pieniądze
Koszt inwestycji jest szacowany na około 3 milionów złotych. Politechnika takimi pieniędzmi nie dysponuje. Dlatego złożyła wniosek do urzędu marszałkowskiego o dofinansowanie z unijnych funduszy. Przedstawiciele uczelni liczą, że cała
konstrukcja stanie w ciągu dwóch najbliższych lat.



Rudolf Julius Emanuel Clausius (ur. 2 stycznia 1822 w Koszalinie - zm. 24 sierpnia 1888 w Bonn) -fizyk niemiecki. Jeden z twórców zasad
termodynamiki.

Profesor Uniwersytetu w Zurychu i Bonn. Prowadził prace z zakresu termodynamiki i kinetyki gazów. Wprowadził pojęcie entropii i precyzyjnie
sformułował II zasadę termodynamiki (1865). Opracował teorię polaryzacji dielektryków. Współpracował z Maxwellem nad kinetyczną teorią gazów.

Clausius opublikował szesnaście dużych prac naukowych. Pierwsza,i jednocześnie najsłynniejsza jego praca, ukazała się w 1850. Nosiła tytuł "O
motorycznej sile ciepła i o prawach, które można wywnioskować stąd na potrzeby teorii ciepła". Był to początek cyklu prac, które ostatecznie
doprowadziły go do zdefiniowania pojęcia entropii i sformułowania drugiej zasady termodynamiki. Praca ta uważana jest z początek nowoczesnej
termodynamiki.

W 1868 został wybrany członkiem londyńskiego Towarzystwa Królewskiego (The Royal Society), a w 1879 otrzymał prestiżową nagrodę tego towarzystwa tzw. "Copley Medal".
  • awatar gość: bez sensu, nie mają na co wydać pieniędzy
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Kocia poezja by Radek Jóźwiak:


*Spróbujmy Broniewskiego*


Kiedy przyjdą odebrać Ci,
To co tak lubisz - kuwetę
Kiedy tylko otworzą drzwi
By do kuchni wtargnąć z impetem
I gdy rzucą się wrzaskiem,
zabrać ci skrzynkę z piaskiem
Ty z kosmatych swych łap
dobądź pazur
I drap.

Są w tym domu rachunki krzywd
Żarcie złe i obecność owczarka
Lecz przez okno nie umknie nikt
Bo podłości przebrała się marka
Cóż, ze w misce zbyt często niestety
Miast whiskasa cuchnący schab
Na tę rękę w kierunku kuwety
Rzuć się kocie
I drap..
  • awatar gość: :d :d :d
  • awatar Bezedura: Tak sobie myślę, że w czasach gdy chodziłam do podstawówki tak elegancko przerobiony z oryginału na koci wiersz Broniewskiego powodem niesnasek między uczniem a nauczycielem ;-DD
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Zbliża się noc, wieczór się kończy, zmęczenie nadchodzi wielkimi, kocimi łapami.

Więc grzecznie mówię ... spokojnej nocy :*


Niebezpieczeństwa czyhające na chłopców działają po kliknięciu na nie.
  • awatar gość: hahaha, dobrze, ze nigdy nie byłam chłopcem, ani dużym ani małym, uffff........... :d
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Sanrio: @pogromczyni ogrodowych krasnali: no widzicie. a Wy, kobiety, wiecznie narzekacie na swój los :d
  • awatar gość: Dobranoc.
Pokaż wszystkie (6) ›