Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 23 sierpnia 2009

Liczba wpisów: 10

nortus
 

Czy ktoś mógłby nam zrobić kawki?

Małpiszonek przyszedł o 8, tradycyjnie, wyśpiewał swoją serenadę poranną, ale jedzeniem nie jest zainteresowany bo polazł na balkon. Chyba nie ma nikogo pod balkonem bo jest cisza. Więc chyba panowie władza zrobili porządek wczoraj.Okaże się.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

nortus
 

*147 milionów 800 tysięcy euro* - a nie, jak wcześniej informowano, 146,9 mln euro -

taka jest wysokość rekordowej głównej wygranej, która padła w sobotę we włoskiej grze liczbowej Superenalotto za trafioną "szóstkę".

Kumulacja rosła ponad sześć i pół miesiąca, osiągając najwyższy pułap w historii tej gry. Nagły wzrost głównej wygranej, ogłoszony już po ciągnieniu, to rezultat korekty przeprowadzonej w związku z bardzo wysokimi wpływami z zakładów.

Ansa podała, że szczęśliwy kupon za 2 euro kupiony został w miejscowości Bagnone w prowincji Massa Carrara w Toskanii.


W ostatnich tygodniach Włochy ogarnęła prawdziwa gorączka "totka". Przed każdym losowaniem ogromne kolejki ustawiały się do barów i kolektur, gdzie sprzedawano kupony. Do przygranicznych włoskich miast i miejscowości masowo przyjeżdżali mieszkańcy sąsiednich krajów, tylko po to, by kupić i wypełnić kupon.

Poprzedni rekord w Superenalotto padł w październiku zeszłego roku. W Katanii na Sycylii ktoś wygrał wtedy 100 milionów euro.

Największym wygranym jest niewątpliwie budżet państwa. W ciągu ostatnich 6 miesięcy do jego kasy wpłynął prawie 1 miliard euro.

---
nie mam pojęcia co ja bym zrobił z taką kasą. Ale nie mam problemu bo ja nigdy nie wygram, nie przy moim szczęściu.
  • awatar agawa_1984: chociaż 1% z tej kwoty by się przydał... ale ja nie gram w te wszystkie loterie, więc raczej nie wygram ;)
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: pomarzyć o takiej wygranej zawsze można to nic nie kosztuje
  • awatar gość: ech, no tylko pogratulować komuś szczęścia.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 


Latarnia Morska Świnoujście

- najwyższa latarnia morska na polskim wybrzeżu
Bałtyku, oraz jedna z najwyższych w Europie, położona jest w dzielnicy Warszów miasta Świnoujście (województwo zachodniopomorskie).

Latarnia znajduje się pomiędzy Latarnią Morską Peenemünde (Niemcy), a Latarnią Morską Kikut (około 28 km na wschód).


Informacje ogólne

Latarnia jest administrowana przez Urząd Morski w Szczecinie i jest udostępniona do zwiedzania.

Na Świnie panują trudne warunki nawigacyjne, dlatego latarnia oprócz światła białego emituje także światło czerwone. Latarnia pełni rolę radiolatarni i wysyła sygnał rozpoznawczy "SW" według alfabetu Morse'a.

Cały obiekt latarni składa się z trzech części, wieży latarni, zbudowanej z ceramicznej cegły, do której od strony północnej i południowej przylegają dwukondygnacyjne budynki z czerwonej cegły. W budynkach tych mieszczą się urządzenia radiolatarni oraz pomieszczenia dla obsługi. Kiedyś w budynkach mieszkali latarnicy z rodzinami
dbając o to, aby latarnia nigdy nie zgasła.
W laternie jako źródło światła zainstalowano aparat Fresnela I klasy.


Dane techniczne
 a.. Położenie: 53°55'03" N 14°17'10" E
 b.. Wysokość wieży: 64,80 m
 c.. Wysokość światła: 68,00 m n.p.m.
 d.. Zasięg światła: 25 Mm (46,30 km)
 e.. Charakterystyka światła: Przerywane, sektorowe, sektor biały i czerwony
   a.. Okres: 5,0 s
   b.. Światło : 4,0 s
   c.. Przerwa: 1,0 s

Historia

W XII wieku nie istniała w Świnoujściu jeszcze żadna latarnia, ale jej funkcję pełniło ognisko o dużych rozmiarach palone na wzniesieniu w
Chorzelinie.Pierwsza latarnia morska w Świnoujś-ciu powstała w 1805 roku.
Stała na głowicy falochronu i zbudowana była z desek i luster. W roku 1828 została w jej miejscu postawiona nowa, tym razem stalowa. Budowę obecnej
latarni rozpoczęto w 1854 roku i trwała niecałe trzy lata. Uruchomiono ją 1 grudnia 1857 roku. W owych czasach była godnym podziwu osiągnięciem
budowlanym. Do 1902 roku wieża latarni od dolnej galerii aż do galerii górnej, miała kształt ośmio-boku zwężającego się ku górze i zbudowana była z żółtej licowanej cegły. Grubość ścian wynosiła 1,7 metra nad galerią dolną do 1,3 metra przy galerii górnej.

Ciężkie warunki atmosferyczne, jakie panują w Świnoujściu spowodowały znaczne ubytki cegły i w latach 1902-1903 przeprowadzono kapitalny remont
wieży. Ponieważ okazało się, że najbardziej znisz-czone były cegły na krawędziach, postanowiono zmienić kształt wieży z ośmiokątnego na okrągły.
Wokół wieży zbudowano na jej całej wysokości silne, drewniane rusztowanie i postępując od góry zdjęto całą okładzinę a następnie przystąpiono do
murowania nowego płaszcza postępując odwrotnie tzn. od dołu do góry. W tej postaci latarnia przetrwała do dzisiaj. Działania wojenne II wojny światowej oraz późniejsze przy budowie nabrzeża przeładunkowego w pobliżu latarni spowodowały, że wieża w wielu miejscach mocno popękała, a ogromne zapylenie atmosfery chemikaliami przeładowywanymi na statki w otaczającym porcie spowodowało, że okładzina kolumny wieży latarni uległa znacznemu
zniszczeniu.

Od 1958 roku latarnia pełni rolę radiolatarni.

Od listopada 1998 do wiosny 2000 przeprowadzono remont, który objął całą budowlę czyli wieżę z przyległymi do niej dwukondygnacyjnymi budynkami.
Latarnia została udostępniona do zwiedzania 5 sierpnia 2000 roku.


Kalendarium
 a.. 1854 - rozpoczęcie budowy obecnej latarni
 b.. 1857, 1 grudnia - uruchomienie latarni
 c.. 1902-1903 - kapitalny remont wieży
 d.. 1958 - uruchomienie radiolatarni
 e.. 1999, listopad - początek generalnego remontu trwającego do wiosny 2000 roku
 f.. 2000, 5 sierpnia - udostępnienie latarni do zwiedzania

Warto wdrapać się na szczyt, jest piękny widok na całą okolicę.
To tak dla ochłody jeszcze dzisiaj.
 

nortus
 

Jego sieć komórkowa handluje w niedzielę

Ojciec Rydzyk łamie zasady Kościoła

*"Kapłan powinien stosować zasady, które sam głosi. Nauka Kościoła wobec handlu w niedzielę jest jednoznaczna"* - mówi znany ksiądz Kazimierz Sowa.

Komentuje w ten sposób fakt, że część punktów sieci komórkowej "wRodzinie", zależnej od szefa Radia Maryja, prowadzi działaność w niedzielę.


Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że niektore punkty sprzedaży produktów telefonii "wRodzinie" są otwarte nie tylko w dni powszednie, ale również w niedzielę. Chodzi o lokale w Toruniu i położonej niedaleko Gdańska nadmorskiej miejscowości Stegna.

Od kilku tygodni oferta sieci ojca Rydzyka dostęp-ne są również na stoiskach Teletorium, które stoją w kilkudziesięciu największych centrach handlowych w Polsce. One także są czynne w nie-dzielę. A od połowy sierpnia telefony "wRodzinie" można też doładować w otwartych siedem dni w tygodniu sklepach sieci "Żabka".

*"Każdy kapłan powinien własnym przykładem wzmocnić treści, które przekazuje. Chyba, że chce być posądzony o faryzeizm"* - komentuje ksiądz Kazimierz Sowa.

"Na szczęście dla mnie ten problem jest czysto teoretyczny. Nie kupię w niedzielę karty do komórki, bo, po pierwsze, nie robię tego dnia zakupów, a po drugie, nie jestem odbiorcą usług o. Tadeusza Rydzyka" - podkreśla kapłan.


  • awatar gość: jednoznaczne jest tylko to co daję kasę rydzykowi konsekwencjo ty zmienną masz naturę
  • awatar maurycio76: ...uwielbiam filmy w ktorych gra L i z a M i n n e l l i ... ma niesamowita sile komediowa i swietny glos :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @maurycio76: Liza jest mistrzynią, podobnie jak jej matka. to chyba jednak w genach się przenosi. miłego dnia :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Część I. Polak na wakacjach

* Bogdan z Warszawy, lat 43:

- Chciałem na wakacjach trochę pomilczeć. Jestem przedstawicielem handlowym, więc służbowo dużo gadam. Specjalnie wybrałem się sam do Sopotu, żeby poleżeć i pomilczeć. I się, kurka, nie da. Wciąż ktoś mnie zagaduje. A to starszej pani pomóc koc złożyć, a to dzieci - podaj pan piłkę, a to kup pan jagodziankę, loda, kukurydzę, a to wypełnij ankiety. Oszaleć można. Masakra.


* Marcin z Olsztyna, lat 25:

- Mówi się, że wakacje warto spędzać z paczką znajomych. A mnie denerwuje, że wszystko ustalamy wspólnie, że głosujemy, czym zajmiemy się następ-nego dnia. Nie mogę robić, co chcę, tylko muszę się dostosować do reszty. A że mnie zwiedzanie Krakowa nie interesuje, to nikogo nie obchodzi.



* Dariusz z Częstochowy, lat 40:

- Wkurzają mnie rozmowy moich rodaków. Tłok na plaży w Łebie jest taki, że wszyscy leżą blisko, szpilki nie wetkniesz, więc doskonale słychać te
rodzinne dyskusje. Że dzieciom trzeba kupić nowe buty na zimę (a przecież jest lato!), że na stołówce znów podali owsiankę, że za małe porcje obiadowe i trzeba dojadać na mieście. I tak leżę, słucham i coraz bardziej męczę się problemami innych.


* Maciej z Warszawy, lat 30:

- Ja mógłbym spędzić urlop w domu, ale żona się uparła, że w Chałupach, w ośrodku dla surferów. Zachciało jej się sporty wodne uprawiać! Siedzę na brzegu i ze wstydu płonę, bo tyle kasy wydałem, a ona wciąż nie może się nauczyć tego pływania na desce! Pewnie będę musiał jeszcze zapłacić za jakieś dodatkowe lekcje.


* Dorota z Warszawy, lat 33:

- Pierwszy raz wybraliśmy się na jacht. Miało być luksusowo, białe bikini, drinki. Tymczasem w sześć osób kisiliśmy się na tej marnej żaglówce i
wiecznie na siebie wpadaliśmy. Kibel był tak mały, że mój mąż nie mieścił się w kabinie. Nie mówiąc o tym, że po dwóch dniach śmierdziało z niego jak z gnojówki. Białe bikini zaszło wodoros-tami i już tego nie spiorę. Drinki były. Nawet za dużo.


* Danuta z Łodzi, lat 45:

- Powinni zabronić koncertów na plaży. Stawiają te namioty, sceny i ładują muzykę cały dzień. Chodzi gość z mikrofonem i się wydziera. Ja wiem, że mu za to płacą, ale urlop jest po to, żeby wypocząć. Dudni mi w uszach od samego rana do wieczora. Próbowałam zmienić, ale skąd! W sezonie znaleźć coś konkretnego w Kołobrzegu - zapomnij! A ja przyjechałam tu szumu morza posłuchać.


* Kamil z Poznania, lat 36:

- Na co dzień dużo jeżdżę służbowo. Na wakacjach nie mogłem znieść 24-godzinnej obecności własnej rodziny. Denerwowało mnie wszystko, nawet to,
w jaki sposób żona wklepuje w ciało krem do opalania i że synek, zamiast budować zamek z piasku, zrobił z niego bałwanka.


* Karolina z Gorzowa Wlkp., lat 23:

- Siedem dni spędziłam w Kołobrzegu. I nie polecam. Plaża krótka i zatłoczona. Więcej starszych niż młodych. Czułam się jak na zjeździe
emerytów. I ani coś dobrego zjeść, bo ciągle ryby w smażalniach, ani na zakupy pójść, bo jakieś badziewie sprzedają. Toalety brudne, śmierdzące,
więc ludzie wolą załatwiać potrzeby na wydmach. A potem idziesz podziwiać wydmy i wdeptujesz w gówno.


* Monika z Opola, lat 31:

- Zawsze martwię się, że nie zdążę wypocząć. Myślę o tym prawie codziennie i zła jestem, że nie mogę przedłużyć urlopu. Patrzę na ludzi, którzy dopiero co zjechali do ośrodka, i od razu ich nie lubię. Bo oni dopiero zaczynają wakacje.


* Julia, lat 8, na wakacjach z rodzicami w ośrodku wczasowym w Mielnie:

- Ciągle podają parówki i pomidory. Zero frytek.


* Henryk z Ciechanowa, lat 64:

- Kiedyś bez problemu podrywałem. Panna,rozwódka, mężatka - no problem! Jedyny szkopuł tkwił, którą dziewczynę wybrać. Teraz żadna mnie nie chce. Te
młode laski same nie wiedzą, czego chcą. Snuję się po plaży w Gdyni, uśmiecham do nich, próbuję zagadywać i nic! Zaczynam myśleć, że wakacje
teraz będą moją najgorszą porą roku.



* Małgorzata, lat 35, mężatka, 1 dziecko:

- Co to za wakacje, które nie są spontaniczne? Ale potem nie wiem, co z tym czasem zrobić, denerwuję się, bo z jednej strony niby mam już wolne, ale z drugiej - nie wiem, jak mam wypoczywać. I to mnie męczy.


* Marcin z Pabianic, lat 50:

- Chciałem w Dębkach w ludzkich warunkach odpocząć, a tu bachory wszędzie biegają, krzyczą, w piłkę grają, sypiąc piaskiem. I jeszcze leżaków nie ma, a o parasolach to już nawet nie wspominam.


* Marta z Zamościa, lat 22:

- Pogody we Władysławowie nie ma, pada, wiatr wieje,burze.Z chłopakiem nie ma o czym rozmawiać, nowych ludzi on nie lubi poznawać, najchętniej gapiłby się w telewizor na mecze (bo tu w hotelu mają Cyfrę+) i ożywia się dopiero przy kuflu piwa. I nawet solarium mają zamknięte! To co ja mam tu robić?


* Magda z Łańcuta, lat 37:

- Najbardziej nie lubię w wakacjach tego, że moje dzieci na nich głupieją. Gdy idziemy promenadą w Międzyzdrojach koło straganów z zabawkami, mojej
13-letniej córce, która w domu słucha Nirvany, zaczynają podobać się celofanowe baloniki z lalką Barbie, plastikowe wiatraczki czy trąbki. A jej
młodszy o pięć lat brat naśladuje ją we wszystkim i każe sobie kupować karabinki, świszczące miecze i ryczące potwory. Na plaży potem kłócą się o
te rzeczy, nie chcą się dzielić. I spokój wypraco-wany w ciągu roku diabli biorą w pięć dni! Własne dzieci doprowadzają mnie wtedy do szału.


* Maciej z Sopotu, lat 41:

- Gdy patrzę na wczasowiczów, odechciewa mi się wypoczywać. Ludzie dostają jakiegoś małpiego rozumu, chodzą jak obłąkani, plączą się pod nogami, zwalniają i wiecznie mają mętny wzrok.


* Agnieszka z Krakowa, lat 26:

- Żałuję, że jestem na wakacjach, bo wciąż do mnie dzwonią z pracy. Ponoć jestem niezastąpiona. Gdy wyłączyłam w końcu komórkę, dzwonili wieczorami do hotelu. I tak z siedmiu dni urlopu w Tatrach miałam tylko dwa - dzień, w którym przyjechałam, i dzień, w którym wyjeżdżałam. Te dni to niedziela, a mój szef jest mocno religijny.


* Tomasz z Chełma, lat 32:

- Zdenerwowałem się od razu w momencie wejścia do pokoju, bo telewizor miał tylko cztery programy - TVP 1, TVP 2, TVP 3 i TVN. I nie było co oglądać.
Musiałem chodzić z żoną na jakieś spacery po Mielnie, rozmawiać z nią i skończyło się na tym, że się pokłóciliśmy.


* Halina z Kraśnika, lat 63:

- Powinni zabronić tych stringów, bo nie tylko panowie cały czas się gapią, ale mnie to też denerwuje. Jak się chce jedna z drugą rozbierać, to niech jedzie w egzotyczne kraje, a nie do Władysławowa. Tu porządni ludzie przyjeżdżają!

---
Nie wiem już: śmiać się czy płakać?
Pokaż wszystkie (18) ›
 

nortus
 
* Duncan, lat 36, Anglik z Londynu:

- Wczoraj ukradli mi ręcznik na plaży, gdy byłem w wodzie. W dodatku nie ma u was pryszniców na kąpieliskach i nie mogłem się ani wytrzeć, ani opłukać.
Mam pecha do wakacji w Polsce. Za każdym razem (jestem tu po raz trzeci) zostaję okradziony.


* Paolo, lat 26, Włoch, z dziewczyną Polką i jej przyjaciółmi na urlopie w Sopocie:

- Najbardziej mi przeszkadza polskie picie na wakacjach. Od rana non stop piwkujecie. A wieczorami zamieniacie piwo na coś mocniejszego i stajecie się albo wylewni, albo agresywni. W dodatku przestajecie mówić po angielsku, bełko-czecie i przestaję cokolwiek rozumieć. No i muszę kroku Polakom dotrzymać, bo jak nie, to jestem mięczak.

Wczoraj ukradli mi ręcznik na plaży. Zawsze w Polsce zostaję okradziony


* Ian, lat 27, Holender:

- Wiedziałem, że Polska to już wolny kraj, ale myślałem, że ludzie jeszcze dość powściągliwi. I że nikt mnie tu zaczepiał nie będzie. Jak zwykle
wieczorem chciałem sobie zapalić jointa. Usiadłem na ławce w parku, patrzyłem na fontannę i za chwilę miałem obok siebie kilku młodych ludzi.
Słabo mówili po angielsku, ale poczęstowałem ich trawką, tak jak chcieli. I potem się odczepić od nich nie mogłem. Nie dość, że wypalili mi kilkudniowy zapas, to jeszcze nie mogłem ich wyprosić z hotelu, do którego za mną przyszli.


* John, lat 50, z Anglii:

- Marzyłem o Tatrach, odkąd Jan Paweł II został papieżem. Długo uczyłem się polskiego. W końcu pojechałem do Zakopanego, wynająłem pokój u bacy i kompletnie nie rozumiałem, co do mnie mówił.


* Peter, lat 26, i Inga, lat 24, Niemcy z Akwizgranu:

- Dziadkowie pochodzą z Gdańska. Postanowiliśmy zwiedzić nie tylko Pomorze, ale i cały kraj. To pierwsza nasza wizyta w Polsce. Stwierdziliśmy, że pociąg będzie najlepszym środkiem lokomocji. Bo i pooglądać krajobrazy można, i szybko, i przytulnie. Miło było przez pierwszy kwadrans, kiedy ciasnota stanowiła przygodę. Po dwóch godzinach pośpiesznym mieliśmy dość, bo w upale osiem osób w przedziale to nie najlepszy pomysł. W dodatku okna nie dało się otworzyć. Gdy próbowaliśmy oddać bilety na następne etapy
podróży, pani w okienku powiedziała, że akurat te nasze nie podlegają zwrotowi, bo to promocja wakacyjna. I tak miesiąc spędziliśmy w dusznych,
brudnych pociągach.


* Angela z Niemiec, lat 50:

- Przywiozłam męża na Hel, bo ma słabe serce, a zawsze ogląda się za młodymi dziewczynami topless.
Myślałam, że do Polski ta moda jeszcze nie dotarła. A tu gdziekolwiek popatrzę, wszędzie cycki!


* José, Hiszpan z Sewilli, lat 40:

- Postanowiłem kupić na straganie okulary przeciwsłoneczne Ray Ban, bo duży wybór był, a dziecku kółko ratunkowe w kształcie kaczuszki, bo bardzo mu się podobało. Okulary okazały się podróbką - przypatrzyłem się i to były Ray
Bam - a kółko pękło pod naporem fali. Po jednorazowym użyciu! Znalazłem sprzedawcę, stał w tym samym miejscu. Chciałem zwrotu pieniędzy, ale on pokazał mi napis: "Towar nie podlega reklamacji". Po polsku, więc nie rozumiałem. I dopiero czwarta spotkana osoba przetłumaczyła mi ten napis. W dodatku śmiejąc się, że dałem się nabrać.


* Hana z Ghany, lat 48, przyjechał do syna studiującego na Politechnice Gdańskiej:

- Za gorąco tu coś macie. Nastawiłem się na chłody, a tu Afryka.


* Arthur z Niemiec, lat 60:

- Fatalna komunikacja, nie można dojechać w trudno dostępne rejony bez wynajmowania auta. A gdy już uda się wsiąść do któregoś z autobusów, to albo są one zapchane, albo nie ma klimatyzacji, a wszyscy się na siebie pchają.


* Pavel i Jana, ok. 30 lat, małżeństwo z Czech:

- Myśleliśmy, że to wasze morze ładniejsze będzie. A tu glony, brudna woda, jakaś taka zielonkawa, i na plaży pełno ludzi. I Polacy dziwnie się uśmiechają, gdy nas słyszą.


* Sandra, Niemka, lat 24:

- Byłam przekonana, że Polska nie jest na tyle atrakcyjnym miejscem, żeby ściągać turystów z całego świata. Moi znajomi jeżdżą do ciepłych krajów,ale tam zawsze pełno ludzi. A ja chciałam, żeby nie było tłoku. Na razie odwiedziłam tylko Warszawę, Kraków i Gdańsk. I wszędzie tłumy, i trzeba się przeciskać. Nie mówiąc o tym, że ciężko o dobrego przewodnika. W biurach
informacji rozkładają ręce, mówiąc, że to szczyt sezonu.


* Julie, Francuzka z Paryża, lat 40:

- Chciałam dzieciom pokazać prawdziwą wieś. U nas gospodarstwa rolne są już zmechanizowane, zero romantyzmu. Znalazłam w internecie ofertę ośrodka
agroturystycznego na Kaszubach. Popatrzyłam na mapę i byłam szczęśliwa. Bo jak dla mnie był to koniec świata. Ale jak już się tu znaleźliśmy, nie mogliśmy wytrzymać tego smrodu - czy nie można kąpać tych kur, krów i świń?


* Silvia z Norwegii, lat 28:

- Zazwyczaj jeżdżę do Egiptu. Przyzwyczaiłam się już do animatorów, którzy organizowali mi czas w hotelu czy na plaży. Zawsze jak nie aerobik w
basenie, to turnieje piłki wodnej, konkursy piękności (kilka razy byłam w czołówce). U was tego nie ma i zaczynam się nudzić. W dodatku nikt mnie tu nie podrywa. Myślę, że to dlatego, że w Polsce są blondynki i chyba nie wszyscy mówią po angielsku.


* Juan, lat 35, i Manuela, lat 34, z Barcelony:

- Najbardziej denerwuje nas, że pracownicy informacji turystycznej nie mówią po hiszpańsku. My nie znamy polskiego ani angielskiego, więc dogadać się trudno.


* Kioko z Japonii, lat 50:

- Nie wiem, dlaczego śmiejecie się, gdy widzicie turystów z mojego kraju. Przewodniczka powiedziała nam, że to przez nasze aparaty i kamery - wy nie robicie zdjęć na wycieczkach?


* Philip z Londynu opowiada dowcip:

- Anglik przychodzi do recepcji hotelowej w Polsce i mówi do recepcjonistki: "Two teas to room two two". A recepcjonistka na to: "Pam param pam pam".


Źródło: Duży Format GW
  • awatar gość: Niektóre przykre, niektóre zabawne, niektóre wyolbrzymione
  • awatar gość: to ostatnie mnie rozwaliło :d
  • awatar gość: przeczytalam z usmiechem, choc niektore nie powinny smiszyc
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (12) ›
 

nortus
 

SPADAMY ...

A Wam życzymy spokojnej nocki, nabierzcie siły na cały następny tydzień. Ostatni tydzień sierpnia.
Pokaż wszystkie (14) ›
 

nortus
 




On będzie gwiazdą. Nauczyciel powalił jury

Był sprzedawca telefonów, okrzyknięty nowym Pavarotim. Była szara myszka ze Szkocji, która głosem zdobyła Wielką Brytanię. Ale prawdziwa gwiazda dopiero nadchodzi.

Oto Danyl Johnston, 27-letni nauczyciel z Reading, który powalił jury brytyjskiego programu
"X Factor". "To był najlepszy pierwszy występ, od kiedy zasiadam w jury tego programu" - ocenił jego show Simon Cowell.


Kto jak kto, ale Simon Cowell, który od lat jest jurorem programów szukających talentów, widział już tysiące amatorów marzących o karierze
wokalnej. Jednak, jak sam stwierdził, do tej pory nikt nie zrobił na nim takiego wrażenia jak Danyl Johnston.


A było co podziwiać. Nauczyciel śpiewu i autor piosenek wykonał szlagier zespołu The Beatles
"With A Little Help From My Friends". Nie tylko
perfekcyjnie zaśpiewał, ale zrobił oszałamiające show. Skakał po scenie, złapał świetn kontakt z publicznością, nie zawahał się także przed
zaczepianiem jurorów.

Ci byli zachwyceni. Po występie Danyl dostał owację na stojąco. Pierwszy wstał Simon Cowell. Zarówno on, jak i pozostali jurorzy nie mogli się
nachwalić 27-latka."Dzięki Bogu, że przyszedłeś" -powiedział Louis Walsh.
A Cheryl Cole dodała:"jesteś urodzonym showmanem"
"To było absolutnie perfekcyjne" - skomentowała zachwycona Dannii Minogue.

Jednak największe wrażenie na widzach i samym wokaliście zrobiły słowa Simona Cowella. "Danyl, robie to od ośmiu, dziewięciu lat i był to najlepszy samodzielny pierwszy występ jaki do tej pory słyszałem" - powiedział.

Komentatorzy już wróżą Johnstonowi wielką karierę.
Nikt nie ma wątpliwości, że do nauczyciela z Reading zaczną pukać wytwórnie z propozycjami nagrania płyty. Brytyjczyk ma bowiem nie tylko świetny głos i warsztat, ale też czuje się na scenie jak ryba w wodzie.
  • awatar Desagradecida: Ale fajnie :) I chyba jest najprzystojniejszy z tych wszystkich nowo wschodzących gwiazdeczek xfactor :P
  • awatar gość: wspaniały, choć filmik który wstawiłeś jest już zablokowany (musiałem wleźć na YT ;) )
  • awatar maurycio76: faktycznie wspanialy glos i fantastycznie wprowadza w swoj swiat widownie dzielac sie emocjami ...prawdziwy artysta :)
Pokaż wszystkie (5) ›