Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 21 sierpnia 2009

Liczba wpisów: 13

nortus
 
A miał być dzisiaj najgorętszy dzień życia.

Miał a jest ulewa. Grzmiało od pół godziny, na sucho.  A teraz grzmi i leje. Szum ogromny, deszczu mniej, ale pada.

Co nie oznacza, że za pół godziny nie może być 30C

Na razie witam Was .... mokrawo .
  • awatar herodotka: A u mnie słoneczko :)
  • awatar badyl.: Dzień dobry. U mnie głupie słońce. Weź je sobie.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Tikkakosken mannekiini: hejka. pewnie że wezmę, a podeślę Ci deszczyk. Miłego :)
Pokaż wszystkie (21) ›
 

nortus
 

Wyskoczyłem tylko po kawkę i pogadałem sobie z kioskarką.
Za oknem grzmi i leje, no dobra pada czasami leje.
Według prognoz to miał być gorętszy dzień w roku - 32 C w cieniu i przewiewnym miejscu.
A w Radio Szczecin = Szczecin podkreślam, zlokalizowanym w centrum Szczecina = ciągle podają prognozę pogody dla Szczecina na dzisiaj:

gorące, wieczorem będzie padać i lać.

Czy oni nie mają okien w całym budynku?
To jest właśnie rzetelność  naszych dziennikarzy.

Z innej bajki:
znowu dostałem list do swojej skrzynki, której adresatka mieszka ok. 1,5 km ode mnie. Całkiem inna nazwa ulicy,inny kod pocztowy, inny listonosz
powinien roznosić ten list.
Wkurzyłem się i odszukałem nr telefonu kobiety. Jest bardzo zdziwiona więc jej wyjaśniłem że ja co 2 miesiące średnio dostaję listy do niej adresowane z banków i itp nadawców.
Umówiłem się, że jak przestanie padać to oddam go na poczcie i niech ona robi wojnę. Ja już to zgłaszałem nie raz. Zero reakcji.
A poczta szykuje kolejną podwyżkę.
  • awatar gość: Oczywiście sam nie korzystasz z Poczty Polskiej?
  • awatar gość: ha ha , a moj Kapsel jest listonoszem, ale na Deutsche Post.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @eg00312: unikam jej jak diabeł święconej wody. tylko jak muszę wysłać dokumenty do urzędów do wysyłam pocztą, gdyż w myśl polskiego prawa tylko stempel poczty polskiej jest ważny. inne firmy dla urzędu nic nie znaczą. a tak nie korzystam, nawet jak wysyłam list do Norwegii wolę skorzystać z Deutsche Post niż PP.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Tradycyjny indyjski festiwal w rzucaniu w siebie kamieniami co roku przynosił nowe ofiary i wielu rannych.

Dlatego też władze zakazały niebezpiecznego święta - informuje www.alarabiya.net.

Tradycja festiwalu sięga kilku wieków. Jego pochodzenie nie jest do końca znane. Miejscowa ludność powtarza historię o parze kochanków mieszkających po przeciwnych stronach rzeki.

Młodzi chcieli razem uciec. Mieszkańcy wsi,
aby uniemożliwić im kontakt, rzucali z obu stron rzek kamienie mające zniechęcić kochanków do schadzek. To jednak nie poskutkowało - młodzi dalej się spotykali. Pewnego dnia dosięgły ich kamienie - oboje zginęli.

Co roku, festiwal kończył się tragicznie. W zeszłym roku jedna osoba została ranna, a ponad 400 odniosło poważne obrażenia. Dlatego władze postanowiły zakazać niebezpiecznego święta.

---
A najlepsze miejsce do tego święta byłyby nasze boiska. Niechby rzucali w siebie aż do śmierci
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Postanowiłem zaprotestować i nie wykonywać badań chorym, którzy nie zadbali przed wizytą o higienę. Jak mam zrobić porządnie USG, kiedy podczas badania wstrzymuję oddech?

Dr Stanisław Pilecki: - Czystość jest równie ważna w procesie leczenia jak...
To słowa Stanisława Pileckiego,kujawsko-pomors-kiego konsultanta medycyny nuklearnej, kierownika Pracowni Medycyny Nuklearnej w bydgoskim Szpitalu
Uniwersyteckim im. Jurasza.

Pierwszy odważył się głośno powiedzieć o niedomy-tych pacjentach. Napisał felieton w miesięczniku
"Primum non nocere" wydawanym przez Bydgoską Izbę Lekarską. Potem napisała o nim "Gazeta
Wyborcza Bydgoszcz".

- Czystość jest równie ważna w procesie leczenia jak medykamenty za 5 tys. zł - twierdzi Pilecki i namawia innych kolegów,by również nie przyjmowali
brudnych pacjentów.

Nie chcę nikogo urazić. Informuję tylko pacjenta, że musi wrócić na oddział i przygotować się do badania.Potem dzwonię do lekarza lub pielęgniarki i proszę, by dopilnowali, aby chory się wykąpał. Oczywiście nie chodzi o pacjentów obłożnie chorych
którzy sami nie mogą zadbać o swoją higienę, ani o tych trafiających na oddziały ratunkowe - zaznacza Pilecki.

I dodaje:-Najgorzej jest z tymi,którzy przychodzą do prywatnych gabinetów.
Człowiek przecież zapłacił, a ja zwracam mu uwagę, że nie zadbał o higienę. Taka wizyta często kończy się nieprzyjemnie dla obu stron.

O problemie lekarze rozmawiają od lat. Ale tylko między sobą, po cichu. Pilecki złamał tabu. Koledzy ze szpitala gratulowali mu po ukazaniu się publikacji.

Kobiety, które czasami do mnie przychodzą, nie zmieniały bielizny od kilku dni. To widać, nie będę wchodził w szczegóły. Takim osobom zwracam uwagę. W jednym przypadku wystarczy znacząco pociągnąć nosem. Niestety,najczęściej muszę mówić
wprost: "Proszę się umyć i wrócić na badanie".

Prof. Jacek Manitius, szef Kliniki Nefrologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu Uniwersyteckim im.Jurasza w Bydgoszczy:
-Wiele osób myje się raz na kilka dni. Często nasze pielęgniarki i salowe muszą doprowadzać je do porządku, żeby jakoś dało się funkcjonować
personelowi i pozostałym chorym.

- Gdy byłem studentem, podczas obchodu ordynator ominął jednego z chorych -wspomina Pilecki. - A gdy pacjent zwrócił mu uwagę, powiedział:
"Pan jest nieogolony, pan mnie obraża, proszę doprowadzić się do porządku".
Dzisiaj na każdym oddziale można spotkać nieogo-lonych mężczyzn,cuchnących nikotyną.Są kłopotliwi nie tylko dla lekarzy, ale też dla innych pacjentów.

- Winszuję Pileckiemu odwagi cywilnej - mówi Andrzej Otłowski z Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. - Powiedział głośno o tym, o czym inni szepczą po kątach. Pracuję na oddziale chirurgii klatki piersiowej. Też muszę prosić niektórych pacjentów, żeby
kąpali się przed badaniem.Podczas obchodu zwracam uwagę, aby wietrzyli sale.Gdy ta subtelna suges-tia nie wystarczy,mówię wprost:"Panowie,umyjcie
nogi". U mnie w szpitalu jestem odosobniony. Dlatego aż podskoczyłem z radości,gdy dowiedzia-łem się od koleżanki z Bydgoszczy, że mam
sojusznika. Drobnymi kroczkami może uda się zmienić brzydkie nawyki.

Mariola Tuszyńska, rzeczniczka praw pacjenta przy Narodowym Funduszu Zdrowia w Bydgoszczy, uważa, że Pilecki nie narusza praw pacjentów: - Nie odmawia wykonania badania, tylko odracza je na pół godziny, godzinę. Nie ma więc zagrożenia, że pacjent ucierpi. Przecież nie mówimy o chorych, których życie jest zagrożone i trzeba szybko ich zdiagnozować.

Zdaniem Tuszyńskiej sposób, w jaki lekarz przekazuje pacjentowi, że badanie odbędzie się później, jest taktowny. - Chory nie słyszy: "Pan śmierdzi, nie zbadam pana", tylko: "Proszę się przygotować do badania". Taka forma nikogo
nie obraża. Sądzę, że pacjenci podzielają moją opinię, bo nikt do tej pory nie skarżył się nam na zachowanie tego lekarza.
---
Popieram. Jak można iść do lekarz i się nie umyć?
Czuć w busach i tramwajach, czasem na ulicy. Rozumiem, bieda nie ma na mydło to może się samą wodą umyć, też pomoże.
  • awatar Anette: Nortusku , najtańsze mysło kosztuje 0,80 groszy. Niestety, kwestię higieny wynosimy z domu.Poza tym wielu ludzi wychodzi z założenia że w czasie choroby ABSOLUTNIE nie można się kąpać bo moze być jeszcze gorzej.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Anette: a ja zawsze słyszałem że właśnie należy wziąć kąpiel, albo gorącą albo zimną (przy gorączce). Ale kiedyś było, że częste mycie skraca życie, ha ha ha
  • awatar Anette: @Nortus & Xylia: i wielu niestety dalej tak myśli :/
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

W wypadkach rocznie ginie 5,5 tys. Polaków

Polskie drogi są jednymi z najniebezpieczniej-szych w Europie. Nie wypadają też najlepiej na tle całego globu - gorzej jest jedynie u naszych wschodnich sąsiadów i w krajach Trzeciego Świata. To co dla nas nie jest żadną tajemnicą,dostrzegła teraz również Światowa Organizacja Zdrowia.


Raport WHO to pierwsze tak duże porównanie pozio-mu bezpieczeństwa na drogach na całym świecie. Jego wyniki okazały się bardzo niekorzystne dla Polski.

"Jest źle. W wypadkach w naszym kraju ginie wciąż zbyt wiele osób. I od lat to się nie zmienia" - zauważa Paulina Miśkiewicz, dyrektor polskiego
oddziału WHO.

Z przytoczonych w raporcie danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ostatnim roku w wypadkach zginęło u nas prawie 5,5 tys. osób.W przeliczeniu
na 100 tys. mieszkańców Polski co roku ginie na drogach 14 osób - tyle samo co w Gwatemali.
W Europie gorzej jest tylko na Ukrainie, Łotwie, Słowacji, Litwie, Białorusi, w Rosji i Grecji.


Raport wskazuje, że na polskich trasach liczba śmiertelnych ofiar wypadków w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców jest trzy razy wyższa niż w Wielkiej Brytanii, w Holandii czy Szwajcarii. To właśnie w tych krajach według WHO jeździ się najbezpieczniej.

Polskie drogi nie najlepiej wyglądają też w zestawieniu ze 178 państwami świata, które należą do tej organizacji. Wśród nich zajmujemy dopiero 85. pozycję. Za nami są jedynie nasi wschodni sąsiedzi i kraje Trzeciego Świata.

Lepiej jest nawet w Argentynie, Bangladeszu, a także na Bahamach, Fidżi i Jamajce. "Jeśli nic się nie zmieni, do 2030 roku wypadki drogowe staną się jedną z głównych przyczyn zgonów Polaków" -ostrzega Paulina Miśkiewicz z WHO.


Zdaniem ekspertów główne przyczyny tak dużej liczby wypadków śmiertelnych w Polsce są wciąż te same:to zły stan nawierzchni i brawura kierowców.
"Jeżeli po wąskiej drodze, na której są koleiny, z dużą prędkością mknie samochód i próbuje wyprzedzić na trzeciego, to nie ma się co dziwić, że dochodzi do wypadku" - mówi Adrian Furgalski, szef zespołu doradców gospodarczych TOR. I dodaje:
"Ale problem też w tym, że Polacy nie uważają
przy przechodzeniu przez ulicę. Np. w Kopenhadze potrącenia pieszych przez samochody należą do rzadkości. U nas to niemal codzienność".

Inną teorię przedstawia Andrzej Markowski, psycho-log transportu. "Na drogach jest niebezpiecznie, bo Polacy wszędzie się gdzieś spieszą i nie potrafią być cierpliwi. Obrazowo mówiąc: gdy jakiś tir zatarasuje drogę,to polski kierowca trąbi, wścieka się. Inaczej jest w Wielkiej Brytanii, gdzie wszyscy czekają cierpliwie na usunięcie ciężarówki" - zauważa.

Poza tym, zdaniem eksperta, na zachodzie Europy ludzie zwracają większą uwagę na przestrzeganie przepisów. "W Szwecji kierowca, który zauważy, że
ktoś przekracza prędkość, dzwoni na policję i informuje ją o tym. W Polsce uznane byłoby to za donosicielstwo" - twierdzi Markowski.

Co ciekawe, nasi kierowcy wcale nie są tymi, którzy najczęściej prowadzą pod wpływem alkoholu. Kilka razy częściej pijani kierowcy powodują wypadki w Portugalii, Estonii i Australii.

Urzędnicy Ministerstwa Infrastruktury odpowiada-jącego za budowę nowych tras w kraju, choć nie kryją zaskoczenia wynikami rankingu, to niezbyt się nimi przejmują. "Dysponujemy nieoficjalnymi danymi policji, które mówią, że w pierwszym półro-czu bieżącego roku było mniej zabitych na drogach niż w podobnym okresie w 2008 roku" - twierdzi rzecznik prasowy resortu Mikołaj Karpiński.

Łukasz Antkiewicz, współpraca: Mateusz Weber
dziennik.pl
  • awatar gość: od dróg gorszych mamy kierowców
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @eg00312: prawda, święta prawda. ale to wynika z charakteru Polaka, bo umiejętności to raczej mają, tylko zero tolerancji, i spieszą się nie wiadomo gdzie i po co
  • awatar Superkotek & Minions: Ja bym nie obwiniała stanu dróg tylko bezmyślność, agresję i głupotę kierowców. Złej baletnicy...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego po raz kolejny przeprowadzili kontrolę autobusu należącego do jednego z xxx przewoźników

Okazało się że 30 - letni autobus, który miał za zadanie wozić pasażerów ze względu na zły stan techniczny nadaje się co najwyżej na złom.


- To nie pierwsza kontrola tego autobusu - mówi  Rzecznik Głównego Inspektora Transportu Drogowego
Okazuje się że inspektorzy doskonale znają ten pojazd. Już kilka razy był on kontrolowany i każdorazowo okazywało się że stan techniczny pojazdu nie pozwala na kontynuowanie jazdy

Jak mówi Alvin Gajadhur lista usterek autobusu wydłuża się przy każdej kontroli. Tak było i tym razem. W pojeździe marki TAM oprócz pękniętej
przedniej szyby sklejonej żółtą taśmą klejącą. Inspektorzy stwierdzili wycieki oleju, zapadającą się podłogę pod fotelem kierowcy oraz korozję
elementów konstrukcyjnych.


Mimo tych wszystkich usterek autobus regularnie przechodzi badania techniczne w jednej z xxx  stacji diagnostycznych. - O tej sytuacji
zostanie poinformowany organ wydający uprawnienia diagnostom - mówi Gajadhur.

---
nazwisko obce ale dotyczy to jednego z miast polskich średniej wielkości (między 100 a 200tys)
  • awatar antybohaterka: takie autobusy to standard u nas;/
  • awatar gość: oby rozbił się z dyrektorem xxx w środku, o drzewo ofkorz
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Do ostatniej chwili w grze były: "Fontanna Radość" i "Magnolka". O tym, kto dostanie lustrzankę, zdecydowało uzasadnienie

Na konkurs, w którym wybieraliśmy nazwę dla nowej szczecińskiej fontanny (a zwłaszcza kobiecej postaci, która jest jej centralnym punktem) na osiedlu Magnolia Park przy ul. Klonowica, czytelnicy z całego kraju, a nawet z zagranicy,
nadesłali ponad 200 (sic!) propozycji.

Ich różnorodność jest imponująca. Wiele osób zgłaszało nazwy związane z motywem magnolii (np. Panna z magnoliami, Magnolianka, Magnolietta,
Primagnolia, Magnoliamagia).
Druga duża grupa to nazwy zaczerpnięte z
mitologii greckiej, rzymskiej czy słowiańskiej (np. Talia, Hestia, Venus, Lamia, Mokosza).
Wielu czytelników nawiązywało do emocji (stąd takie propozycje jak: Euforia, Radosna, Raj, Tańcząca z magnoliami).
Były też imiona związane z żywiołem wody (Aqua Mater, Aqualia, Rusałka, Panna wodna, Wodniczka) lub światem roślin (Flora, Flos, Gaja, Dendryta). Trafiały się nawet zgłoszenia nawiązujące do nazwy inwestora osiedla,firmy Calbud (Calineczka, Calówka, Calbudka).
Większość propozycji była naprawdę warta uwagi, ale trafiały się też mniej udane (np. Płodna Jadwiga, Ojcowizna, Lustrzanka, Pomoczanka, Mangnojka).


Założenie było takie,że równie ważnymi elementami naszej zabawy są i sama nazwa,i jej uzasadnienie. Właśnie ciekawe uzasadnienia utorowały drogę do
ścisłego finału pani Annie Litkowiec i panu Zbigniewowi Olejnikowi.

Pani Anna napisała:

"Moja propozycja to >Fontanna Radość <. Zarówno sama rzeźba, jak i cała okolica to sama radość (...). Kobieta zraszająca wodą uśmiechnięte dzieci, nadzieja, przyszłość, nasz Szczecin - to radość. Wierzę, że wszystkim, którzy będą mogli wsłuchać się w plusk wody i choć na chwilkę zatrzymać bieg dnia codziennego przy fontannie, sprawi ona wielką radość. Mnie już  sprawiła".

A oto propozycja i uzasadnienie pana Zbigniewa:

"Z tego co czytam, to wybieramy nazwy jakby... wyszukane. Jestem jednym z pierwszych mieszkańców tego osiedla. Fontanna pluska i szumi codziennie.
Jest tuż obok. Pod balkonem. Obok, wkoło niej - kilkanaście drzew magnolii.
Codziennie przychodzą tu rodziny z małymi dziećmi. Ona - fontanna - jest po prostu nasza, osiedlowa magnolka. Tak. >Magnolka <".

Jury (przedstawiciele Calbudu i redakcji) przyznało ostatecznie główną nagrodę - pani Annie.

- Nazwa "Fontanna Radość" doskonale oddaje to, co chcieliśmy osiągnąć planując to miejsce. Chodziło o stworzenie czegoś nowego,pięknego i przyjaznego ludziom - mówi Edward Osina, prezes Calbudu. - Pani Anna Litkowiec świetnie to wyczuła.

Co na to twórca rzeźby Wiesław Domański? - Ta nazwa jest trafna i adekwatna do idei, jaka mi przyświecała:kobiecość jako dar i afirmacja życia.

Inne propozycje wyróżnione:Żywia, Filipinka,
Perełka, Alfiera, Florynka, Jedyna, Letycja Vitae,
Szczęśliwa Maya i Magnoliowe Dzieci.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 

Mięso sprzed roku czyli strach jeść w Beskidach


Co można znaleźć w lodówkach beskidzkich restau-racji i barów? Na przykład mięso, którego termin przydatności do spożycia minął przed rokiem. Albo lody trzymane razem z hamburgerami.


Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w Katowicach skontrolował sześć barów i restauracji w *Szczyrku, Wiśle i Ustroniu*. Wybrano lokale działające tam, gdzie jest najwięcej turystów. - To oczywiście nie koniec kontroli.
Jednak ze względu na bardzo złe wyniki, które zdumiały nawet inspektorów, zdecydowaliśmy się na podanie ich do publicznej wiadomości już teraz, żeby konsumenci zwracali uwagę, gdzie i co jedzą -mówi Katarzyna Kielar,rzecznik prasowy nspektoratu

A jest źle. Gorzej, niż w zeszłym roku. W jednym ze skontrolowanych lokali na 16 sprawdzonych partii mięsa aż 15 było przeterminowanych. Niektóre nawet o rok!

Inne produkty też nie należały do najświeższych. Termin przydatności do spożycia niektórych minął... ponad dwa lata temu.

Inspektorzy zakwestionowali także jakość oferowanych potraw oraz sposób przechowywania produktów potrzebnych do ich przyrządzenia. - Nie wolno trzymać lodów z mięsem na hamburgery, bo to przecież wpływa na ich smak i zapach. A taka sytuacja miała miejsce - mówi Kielar.

Nie można też trzymać kurczaka z mrożoną rybą albo kaszanki z grzybami,a to także się zdarzało. Inspektorzy znaleźli również w jednym z lokali dwie zamrożone partie kaszanki, podczas gdy pro-ducent zaleca przechowywanie jej w temperaturze od 2 do 10 stopni C.

Okazuje się, że w skontrolowanych lokalach klien-ci byli oszukiwani,np.przy zamawianiu drinków. Zamiast 100 ml deklarowanej w karcie wódki dostawali w drinkach mniej o 11, 14, 18, a nawet 25 ml alkoholu. Podobnie było z jedzeniem. I tak porcja pstrąga, która miała ważyć 200 gram, w
rzeczywistości ważyła zaledwie 54, a porcje frytek ważyły 48, 46 i 38 gram zamiast 150. - W niektórych przypadkach w menu w ogóle nie było informacji, ile waży potrawa, więc klienci nawet nie wiedzieli, za jaką porcję płacą - mówi Kielar.

To nie wszystko. Bo np. "Pstrąg z potoku" okazał się wypatroszonym i zamrożonym pstrągiem hodowla-nym, a nie świeżo złowioną rybą, jak sugerowała
nazwa. A klientów nie wolno w taki sposób wprowadzać w błąd.

Pierwsze zostały skontrolowane dwa lokale w Wiśle. Potem kontrolę powtórzono i okazało się, że uchybienia zostały poprawione. Jednak, co się stało, to się nie odstanie: już się rozniosła wieść,że w beskidzkich kurortach trzeba uważać na jedzenie.

Garstka osób, niestety, zepsuła nam dobrą opinię -martwi się Andrzej Molin, burmistrz Wisły. Dodaje,że magistrat nie ma możliwości przeprowa-dzania tego typu kontroli. Dlatego bardzo dobrze, że zajmują się tym inspektorzy handlowi. Szkoda, że nie są podawane do publicznej informacji nazwy nierzetelnych lokali. Sam chętnie umieściłbym je na naszej stronie internetowej - mówi.
 

nortus
 

Secesja spod sklejki

Choć prace są w toku, widać już pierwsze ich efekty: odsłonięto secesyjne zdobienia klatki schodowej, odrestaurowano wejście i fasadę od ulicy Dworcowej. Przed wykonawcami remontu szcze-cińskiej Książnicy Pomorskiej jeszcze jednak sporo wyzwań-potwarcie zabytkowej części planowa-ne jest dopiero na wrzesień przyszłego roku.

Remontowana najstarsza część instytucji to w tej chwili ogromny plac budowy.
Tynk pozdzierano aż do XIX-wiecznych cegieł, wymieniono rury, całe okablowanie i system grzewczy, pozdejmowano łatwopalną boazerię, sklejkę i płyty pilśniowe, którymi od lat 60. oklejona była klatka schodowa, pozbijano
też niepotrzebne warstwy gipsu.

- Trafialiśmy na niespodzianki - przyznaje Marcin Żebrowski,kierownik działu w Książnicy.Odsłonięcie
każdego oryginalnego elementu powodowało koniecz-ność wizyty konserwatora zabytków i narady co do kierunku dalszych prac.

Efekty renowacji z pewnością zaskoczą.

Najbardziej - bywalców spotkań literackich w sali Stefana Flukowskiego. Dość ciemne dotychczas
pomieszczenie nabierze blasku dzięki dachowemu świetlikowi.
- W latach 60. zakryto świetlik i położono na suficie gipsowe płyty. Teraz będzie tu nie tylko jaśniej, ale i ładniej.

Odrestaurowany budynek ma pełnić funkcje Muzeum Literatury Pomorza Zachodniego, ze zbiorami rękopisów, map, taśm i starodruków. Czytelnicy
jednak nie tylko obejrzą tu stałe i czasowe ekspozycje:będą mieli także możliwość skorzysta-nia z wypożyczalni i czytelni.

Według planów już na wiosnę rozpocznie się montaż największej nowości zabytkowej części: oszklonej zewnętrznej windy. Dzięki urządzeniu nie tylko
łatwiejszy stanie się transport książek - osoby starsze i niepełnosprawne zyskają szansę łatwego dotarcia na spotkania i prelekcje organizowane na
górnych piętrach. Dla nowych czytelników sporym ułatwieniem będzie kiosk multimedialny ze wszystkimi niezbędnymi informacjami o Książnicy.

Po sądzie, policji, banku, szkołach teraz i książnica odkrywa swoje tajemnice, ukryte w PRL bo ... poniemieckie.
  • awatar gość: uwierzysz że nigdy nie byłam w Szczecinie? siądę na moją hondę i tam zawitam popatrzę na niektóre z tych miejsc które prezentujesz
  • awatar gość: Niemcy to mieli klasę i styl. Mamy jeszcze w Polsce coś tylko polskiego oprócz chat wioskowych? :/
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @eg00312: budynki publiczne musiały być dostojne i ładne dla oka. dlatego pełno w nich było "fresków", malowideł, alegorii. Nie wiem dlaczego Polacy to wszystko poukrywali. I tak dobrze że nie zniszczyli ich tylko zamalowali. Jeszcze te z symbolami niemieckimi (orły, pewne symbole to OK, ale oni zamalowywali wszystko. nawet kolumny kamienne malowali olejnicą !)
Pokaż wszystkie (11) ›
 

nortus
 

W Karolinie Południowej klinika stomatologiczna ma zapłacić swojej pacjentce 2 miliony dolarów odszkodowania - czytamy na stronie wtoc.com. Dentysta wyrwał bowiem 28-letniej Elizabeth Smith 13 zębów... przez pomyłkę.

Kobieta pozwała Klinikę Dentystyczną Sexton. Po czterech dniach procesu sąd w Florence w Karolinie
Południowej wydał wyrok. Kazał klinice wypłacić
odszkodowanie.

Kobieta przyszła do kliniki w 2006 roku. Lekarz wyrwał jej wtedy niepotrzebnie 13 zębów, wpisując w kartę fałszywy powód. - Takich incydentów
nie można tolerować. Moja klientka zrobi sobie operację odtworzenia zębów tak szybko, jak to możliwe- podkreślał zadowolony adwokat 28-letniej Elizabeth. Koszt takiego zabiegu oszacowano 80 tys. dolarów. Lekarzowi zawieszono na rok licencję na wykonywanie zawodu.
  • awatar gość: ten lekarz jest glupi czy jaki...a z drugiej strony to ta kobieta nie wie co jej robi???
  • awatar gość: Koszmar!!! Panicznie boję się dentystów. A teraz ta historia. Nie zasnę, już się spociłem nawet :/
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @eg00312: ale ma już problem zębów z głowy, ha ha ha.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
Droga Wadero pozwalam sobie uzupełnić Twoją wpis o drodze Inków o dwie fotki.

Taka mała fajna wycieczka przed kolacyjką.
  • awatar gość: skąd ja to znam? :d :) :(
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Wadera: czyżbyś chodziła tam na nordic walking? To pewnie się kiedyś spotkaliśmy :d
  • awatar gość: @Nortus & Xylia: powiedzmy kiedyś o tym opowiem :(
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

co nie znaczy, że wyłączam kompka i idę spać.

Ale bliżej niż dalej to nastąpi

:d
 

nortus
 

Pierwsze 10 tys. ton ścieków z Bezrzecza, Gumieniec i części Pomorzan, zamiast prosto do Odry, wpłynęło w piątek rano do maszyn, w których w ciągu 48 godzin zamienią się w czystą wodę. Minie jednak jeszcze kilka miesięcy, zanim Szczecin całkowicie przestanie truć rzekę

Gdy pierwsze nieczystości osiągnęły cel, a w powietrzu roztoczył się charakterystyczny zapach, wszyscy wiedzieli, że to już.

Oczyszczalnia właśnie ruszyła. Dziś możemy powiedzieć, że Szczecin ma najnowocześniejszy tego typu obiekt w tej części Europy. Tak wielkiej inwestycji nasze miasto przez najbliższe lata realizować nie będzie - mówił Krzystek. - Nasze akweny będą czystsze i poprawi się atrakcyjność turystyczna regionu.

Na koniec prezydent uruchomił jeden z trzech tzw. bloków biologicznych (zbiorniki, w których odbywa się biologiczne oczyszczanie ścieków). - Działa! -

Oczyszczona w ten sposób woda (drugiej klasy czystości - bezpieczna dla środowiska, ale niena-dająca się do picia)spływa do osadników wtórnych, gdzie będzie się klarować. Stąd zostanie spuszczana do Odry.

Usunięte z wody zanieczyszczenia będą zamieniane w biogaz (posłuży do ogrzewania oczyszczalni i produkcji prądu) oraz neutralny popiół, który może być wykorzystany np. przy budowie dróg.

W piątek oczyszczalnia została uruchomiona w ok. 30 proc. Do końca roku sukcesywnie będą do niej podłączane kolejne przepompownie z lewobrzeżnego Szczecina. Pełną parą "Pomorzany" ruszą na początku roku 2010. Codziennie będzie tam wpływać ok. 66 tys. ton ścieków. Na jednej zmianie całość obsługiwać mają 22 osoby.

Szczecin należy do największych trucicieli Odry i Bałtyku. Do tej pory ścieki prawie w całości zrzu-cane były do rzeki.-Najważniejsze, że przesta-niemy brudzić. Wpuścimy do Odry strumień czystej wody, który zacznie wypłukiwać zanieczyszczenia odkładające się na dnie rzeki - mówi Piotr Kurzawa z firmy TPF, inżynier kontraktu, który nadzorował realizację inwestycji.

Oczyszczalnia "Pomorzany" kosztowała prawie 47 mln euro. Budowa rozpoczęła się w 2004 r. i jest jednym z 12 kontraktów realizowanych w ramach
"Programu poprawy jakości wody w Szczecinie", obejmującego także modernizację oczyszczalni ścieków "Zdroje", budowę pompowni ścieków, budowę 200 km nowych sieci kanalizacyjnych i wodocią-gowych oraz renowację kolejnych 60 km. Program jest współfinansowany przez Fundusz Spójności. Całość pochłonęła 288 mln euro, z czego 190 mln (66 proc.) stanowi bezzwrotną pomoc z UE. 71 mln euro pochodzi z pożyczki, 27 mln euro wyłożył ZWiK.

Ostatnie miasto nad Bałtykiem przestaje truć naturę. Wreszcie. A my mamy za to jedne z najwyższych cen wody i ścieków w Polsce.
  • awatar gość: Cieszę się, że zapomniany i traktowany przez Polskę po macoszemu Szczecin w końcu może się czymś poszczycić.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @DziennikBiedronki: ale to dzięki Unii, ona kazała i ona dała pieniądze. Ale wreszcie cos jest dobrego. może kiedyś Odra odżyje?
  • awatar gość: mimo wszystko pogratulować :) ... komuś tam ;)
Pokaż wszystkie (3) ›