Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 6 lipca 2009

Liczba wpisów: 16

nortus
 

Zauważyłem, że od jakiegoś czasu Xylia nauczyła się dokładnie korzystać z ..... luster.

Mam tak zorganizowane, że na przedpokoju stoi szafa z lustrzanymi drzwiami. Odpowiednio ustawiając się można z salonu zajrzeć do kuchni i odwrotnie, podobnie zajrzeć do sypialni.

I jak wołam Xylię np. do kuchni żeby zjadła nową porcję mięsa czy saszetki (sucha karma jest dos-tępna non stop w komplecie z wodą)to ta małpiatka czasami jak jej się nie chce iść do kuchni siada sobie na progu i patrzy czy warto iść do kuchni czy nie.

Gdy się bawimy i ona chce zobaczyć co trzymam w rękach za sobą to też podgląda przez lustra.

Cwaniara
  • awatar Katerinaz: Jak by mialą ochote to by przyszła jak ja wołasz,ale może nie chce jej sie.Musi być zabardzo zmęczona.Stoi i patrzy czy warto zrobić te kilka krokow jeszcze czy nie. Prześliczny ten Twój kotek. :) :) ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @katerinaz: wiem, że zmęczona. wiesz jak spanie męczy? ;)
  • awatar antybohaterka: Ona taka papuśna się zrobiła:D
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 

Witam serdecznie.

Dzisiaj jest słonecznie ale jest wietrzyk  więc można żyć.

Wróciłem ze spacerku do centrum na zakupy (tak 6 km w jedną stronę). Kupiłem Xylii zapas jedzonka
(Purina Pro 1 kg za 13 zł w promocji - to jest cena miła), trochę suchej i trochę saszetek. co tam poszło stówka a i wołowinka dzisiaj kupiona była rano.

I dla siebie kupiłem kilka fajnych rzeczy. No i najważniejsze wpłaciłem wpłatomatem forsę do banku

Obiadek wszamany, kawusia wypita - a propos zaraz będzie wpis DOBRY o kawusi.

Miłego dnia aż do samego końca życzę
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Wiecie co, dopóki nie czytałem wpisów na pingerze to nie wiedziałem, że ludzie są tacy pojebani - oczywiście niektórzy.

To co zamieszczają tu na fotkach niektórzy blogowicze ściągając jakie debilne zdjęcia umieszczają podobno homo sapiens w necie - to ręce opadają.

Rozumiem, że robią sobie różne dziwne fotki ale żeby je umieszczać publicznie i to czasami pod swoim nazwiskiem - często brak słów żeby taką głupotę nawet skomentować.

Ale za to jest się z czego, z tych pustaków, pośmiać.

Dziękuję Wam tropiciele głupoty i prostactwa.
  • awatar Rakszasa: Tzn co? Atakujesz blogowiczow czy dzieci neo? ;D Ja rozumiem po ostatnim zdaniu ze neostrade? ;D DzIub3K nOrTu$$I3! <3<3<3
  • awatar Nortus & Potworna spółka: napisałem o tych genialnych ludziach to publikują swoje debilne zdjęcia w necie (głównie nasza klasa ale nie tylko). W życiu nie pomyślałem, że można być tak głupim. Chwała tym co pokazują tą głupotę na pingerze. Czytając ich blogi można czasami umrzeć ze śmiechu lub dostać zawału z głupoty :)
  • awatar Rakszasa: @nortus: Owszem dlatego tylko i wylacznie zarejestrowalam swojego bloga, zeby poprawic sobie automatycznie humor, ale przynaje racje ciezko uwierzyc ze ludzie sa tak debilni czasami ;D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Wielka Brytania: Na festiwalu piwa skończyło się piwo

Wielką klapą zakończył się doroczny festiwal piwa w brytyjskim hrabstwie Herefordshire. W połowie imprezy organizatorzy musieli ją zakończyć z powodu ... *braku piwa*.

Festiwal Beer on Wye organizowany jest od czterech
lat. Jest to jedna z wielu w Wielkiej Brytanii podobnych imprez poświęconych tradycyjnemu
angielskiemu piwu nazywanemu ale. W tym roku jednak ku rozczarowaniu przybyłych na festiwal piwoszy trunek skończył się już w sobotę - czyli
drugiego dnia.
Okazuje się, że organizatorzy liczyli, że przez trzy dni festiwalu - piątek, sobotę i niedzielę - weźmie w nim udział nie więcej niż 3 tysiące gości. Tymczasem już wczoraj było ich 4 tysiące, którzy przed czasem wypili wszystkie 18 beczek przygotowanych przez organizatorów imprezy.

Ale różni się znacznie w smaku od pełnego jasnego piwa, najpopularniejszego w kontynentalnej Europie. Słowo "beer" oznacza w Wielkiej Brytanii właśnie tradycyjne ciemne piwo. Dla syntetycznych piw jasnych angielski język rezerwuje obcoję-zyczną nazwę "lager".
--
Czyżby nasi wpadli na piwko ?
 

nortus
 

Kawa lekiem na Alzheimera?

Picie pięciu filiżanek kawy dziennie może cofnąć kłopoty z pamięcią towarzyszące chorobie Alzheimera. Tak wynika z badań podjętych przez
naukowców z Uniwersytetu Florydy.

Testy, przeprowadzane na myszach, udowodniły, że kofeina zmniejsza nadmierną produkcję białka w komórkach nerwowych mózgu, która jest objawem choroby Alzheimera.

Według naukowców, rezultaty badań są szczególnie ważne, gdyż bardzo trudno jest odbudować ubytki pamięci u chorych na Alzheimera. Ponadto kofeina jest bezpiecznym i łatwo dostępnym lekiem, który może przyjmować większość pacjentów.


Amerykańscy naukowcy przebadali myszy, u których rozwinięto symptomy choroby Alzheimera. Zwierzęta liczyły około 18-19 miesięcy, co oznacza ,że wiek ich mózgu był porównywalny z wiekiem mózgu 70-letniego człowieka. Okazało się,że myszy, którym przez dwa miesiące podawano kofeinę, wypadły dużo lepiej na badaniach pamięci niż te, które piły tylko wodę.

Naukowcy zastrzegają jednak, że dopiero dalsze badania potwierdzą z całą pewnością, czy kofeina poprawi pamięć także ludzi chorych na Alzheimera.

Choroba Alzheimera to postępujące, degeneracyjne schorzenie ośrodkowego układu nerwowego, występu-jące u osób starszych. Objawy choroby to między
innymi zaburzenia pamięci i funkcji poznawczych oraz zmiany nastroju. W Polsce na tę chorobę cierpi około 250 tysięcy osób.


Pij kawę, będziesz pamiętał lepiej

--
a więc do filiżanki marsz. :)
  • awatar cześć, jestem jazz: To bardzo dobre wiadomości, jako że kawę piję w hektolitrach :d.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @cześć, jestem jazz: na zdrowie :) PS to podobnie jak ja. teraz juz mniej bo nie mam ochoty ale dochodziłem do 10 kubków kawy dziennie....
  • awatar antybohaterka: Ajak ktoś zapomnie idąc do kuchni,że miał zrobić kawę? Hahaha:D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Obama ze swoją 500-osobową świtą przybył do Moskwy

Prezydent USA Barack Obama rozpoczął trzydniową oficjalną wizytę w Rosji,podczas której przepro-wadzi rozmowy z rosyjskim prezydentem Dmitrijem
Miedwiediewem i premierem Władimirem Putinem.

*Świta Obamy liczy około 500 osób, w tym 200 agentów Secret Service i około 180 dziennikarzy.
Prezydentowi USA towarzyszy też m.in. sześciu lekarzy i ekipa kucharzy*.


Bezpośrednio z lotniska Obama udał się do Parku Aleksandrowskiego przed Murem Kremlowskim, gdzie złoży wieniec przed Grobem Nieznanego Żołnierza,
oddając w ten sposób hołd żołnierzom rosyjskim poległym na frontach II wojny światowej [ czego już nasi politycy nie są wstanie przełknąć].
  • awatar Rakszasa: Barak Obamy? Hahahahaha umieram, zabiłeś mnie ;D
  • awatar Expresja: popier....ło go? To nasz "biedny" pan prezydent się nie umywa do niego :P :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Expresja: pewnie weźmie z niego przykład i będzie zabierał 600 osób, w tym 550 ochroniarzy. Tylko skąd on tylu ich znajdzie.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Kancelaria sejmu nie płaci należytych podatków

Kancelaria sejmu i firmy wynajmujące od niej powierzchnie płacą zbyt niski podatek od nierucho-mości -wynika z pisma Najwyższej Izby Kontroli, do
którego dotarł portal internetowy tvp.info.

NIK sugeruje, że przez lata zbyt niski podatek mogła też płacić kancelaria prezydenta.

Swoje spostrzeżenia Najwyższa Izba Kontroli zamieściła w piśmie skierowanym w połowie maja do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pismo powstało po przeprowadzeniu rutynowej kontroli wykonania budżetu Kancelarii Sejmu i Kancelarii Prezydenta. W trakcie kontroli okazało się, że te obydwie instytucje mają problem z prawidłowym płaceniem podatków od nieruchomości.


Zdaniem izby, kancelaria sejmu i podmioty gospo-darcze tylko w 2008 roku dokonały uszczuplenia od podatku w wysokości niemal 50 tysięcy złotych. NIK
nie informuje, od ilu lat Kancelaria nie płaci należnych podatków.


W tym samym piśmie NIK nie pozostawia suchej nitki na kancelarii prezydenta.
Kontrolerzy przypominają, że w 2007r przeprowa-dzono weryfikację podstaw obliczenia podatku od nieruchomości będących z zarządzie kancelarii
prezydenta. W związku z tym podatek od nierucho-mości podwyższono o 80 tysięcy złotych.

---
Żeby te szacowne instytucje oszukiwały państwo na podatkach to już żenada totalna.
 

nortus
 
Iście królewskie ostatnie posłanie Jacksona

Jacko pochowają w szczerozłotej trumnie

Pochówek gwiazdora tej miary, co Michael Jackson, wymaga odpowiedniej oprawy. Trumna, w której zostanie pochowany Król, kosztowała jego rodzinę 25 tysięcy dolarów. Dlaczego tak drogo? Bo pokrywa ją 24-karatowe złoto.


Publiczny pogrzeb Króla Popu zaplanowano we wtorek
7 lipca w Stemples Center w Los Angeles. Ceremonię obejrzą na miejscu rodzina zmarłego oraz 17 tysięcy fanów, zdobywców darmowych wejściówek na uroczyste pożegnanie gwiazdora (11
tysięcy będzie uczestniczyć w nabożeństwie, pozostałe 6 tysięcy obejrzy mszę na telebimie).


Trumna, w której spocznie Michael, pochodzi z katalogu firmy Batesville Casket Company. Ostatnie posłanie Jacko wyłożone jest niebieskim aksamitem, wykonane z brązu i pokryte warstwą 14-karatowego złota.
W skrzyni podobnego typu, o nazwie "prometejska", trzy lata temu chowano "ojca chrzestnego soulu", Jamesa Browna.

---
Spoczywaj w spokoju, ale pewnie ukradną Ci niedługo to pudełeczko ...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Ciało Michaela Jacksona zostanie pochowane we wtorek. Ale nie całe. Jak donosi brytyjski tabloid "Sunday Mirror", rodzina króla popu zgodziła się, by muzyk spoczął na cmentarzu... bez mózgu. Ten wciąż znajduje się w laboratorium. Wszystko dlatego, że muszą minąć dwa tygodnie od śmierci, by można było rozpocząć wszystkie badania. czy mózg pójdzie do muzeum ? Będzie więcej kasy !
  • awatar antybohaterka: Okropne!!!!!!!!! Nawet po śmierci nie dadzą mu spokoju. Ok, no umarł - szkoda ale będzie w pamięci tych co za nim tak szaleli i tyle.
  • awatar gość: czytalam w internecie ze ni9e 14-karatowego a 24- karatowego...
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 

Szokujący pomysł - *miejsca stojące w samolocie*

Linie lotnicze Ryanair wpadły na niecodzienny i dość kontrowersyjny pomysł cięcia kosztów -

miejsca stojące w samolocie.

Jak informuje "The Daily Telegraph", takie miejsca będą tańsze, a pasażerowie będą przypięci pasami wokół talii.

Dyrektor w Ryanair Michael O'Leary już rozmawia o powstaniu Boeinga z miejscami stojącymi. W ten sposób mogło by wejść na pokład samolotu dużo więcej osób. Szefowie linii są obecnie na etapie zatwierdzania tego pomysłu przez Irlandzki Urząd Lotnictwa, w macierzystym kraju linii Ryanair.

Wprowadzenie tego pomysłu pozwoli obniżyć koszty nawet o 20%.


Nie po raz pierwszy linie Ryanair mają kontrower-syjne pomysły.Wcześniej chciano wprowadzić opłaty za toaletę w samolocie.
Jedna wizyta miała kosztować 1 funta.

-- ha  ha ha --

Teraz nasz handel powinien pobierać opłaty - 1 zł-
za wejście do sklepu, nie ważne czy kupimy czy nie

Pamiętacie, że kiedyś za reklamówki w sklepach się
płaciło. Specjalne babcie miały złoty interes - sprzedawały na ulicach zachodnie reklamówki.
Później nasz handel wprowadził reklamówki bezpłatne przy zakupach i reklamy w sklepach były typu "u nas reklamówkę dostajesz gratis".
Czyżby te czasy miały wrócić niedługo.
Bo teraz już prawie nie ma sklepów gdzie można dostać tzw. reklamówkę za darmo.
Pomijam, że to zwykłe złodziejstwo jest bo koszt tej reklamówki (3-5 zł za 10.000 reklamówek) wliczony jest w marży sklepy i jest elementem kosztów a dodatkowo życzą sobie nawet po 60 gr (choć widzę że większości nie przekracza 20 gr)
za tą samą reklamówkę co pół roku temu. Bo to nie są ekologiczne reklamówki - co próbują nam wciskać
Mają tylko taki napis, ale to są te same co były.
Badał to urząd ochrony konsumenta. Ekologiczne mają ceny tylko.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
- Był jak przykuty do słuchawki. Nie potrafił zmrużyć oka, jeśli nie usłyszał choć kilku słodkich słów od „gorącej Kasi” czy „napalonej Mariolki” – przytacza „Fakt” tragedię Grzegorza D., który nabijał kasę numerom 0-700…

- Ale pełen erotycznych uniesień miraż nagle brutalnie prysł. Nałogowiec dostał rachunki za telefon na prawie 100 tysięcy złotych! – martwi się tabloid.

Wszystko jak zwykle zaczęło się niewinnie. Samotny 29-latek stracił pracę więc miał dużo czasu na flirty z „Gorącymi laskami”, które wciągnęły go w telefoniczny nałóg. – To było silniejsze ode mnie. Choć wiedziałem, że słono kosztuje. Nawet gdy dostałem rachunek na 20 tys. zł, nie opamiętałem się – mówi skruszony.

Numer odcięto mu dopiero wtedy, gdy rachunek nabił 97,8tysiąca złotych(dlaczego nie wcześniej?)

Efekt jest taki, że mężczyzna może trafić do więzienia nawet na 8 lat.

Definitywnie przestrzegamy przed braniem przykładu

za hotmoney.pl
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Pozapłacowe koszty pracy, czyli tzw. „klin podatkowy”, stanowią w Polsce ponad 40% kosztów, które przedsiębiorca ponosi zatrudniając pracow-nika. O wysokości wspomnianych kosztów decydują podatki dochodowe oraz składki na ubezpieczenie społeczne opłacane zarówno przez pracodawców, jak i zatrudnionych. W konsekwencji wynagrodzenie otrzymywane przez polskiego pracownika stanowi jedynie 60% kosztów, jakie pokrywa pracodawca – podaje rynekpracy.pl.

W 2008 roku pod względem kosztów pozapłacowych Polska ulokowała się na 14. miejscu wśród 30 państw należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

Najwyższy „klin podatkowy” zanotowano w Belgii (56%). 50% przekroczył on także na Węgrzech oraz w Niemczech. Najniższe pozapłacowe świadczenia wystąpiły w Meksyku(15,1%),Korei Połud.(20,3%), Nowej Zelandii (22,9%)oraz Irlandii(22,9%)

Jest też optymistyczna informacja. W ubiegłym roku Polska odnotowała największy spadek obciążeń z tytułu opodatkowania pracy i składek na ubezpie-czenia społeczne spośród wszystkich krajów OECD. W 2007 roku „klin podatkowy” wynosił w naszym kraju 42,9%, a w 2008 spadł do 39,7%.

Pomimo zmian, pozapłacowe koszty pracy nadal pozostają wysokie, co bezpośrednio wpływa na sytuację na polskim rynku pracy. To właśnie z uwagi na koszty zatrudnienia, przedsiębiorcy wykazują dużą ostrożność w tworzeniu nowych miejsc pracy. Z kolei osoby pracujące, które nie godzą się na tak wysokie opodatkowanie pracy, uciekają w „szarą strefę”.

Mogłoby być lepiej, mogłoby ...
 

nortus
 

Z ubezpieczycielami zawsze mamy na pieńku. Oni walczą o to,by odszkodowanie było jak najmniejsze,
a my chcemy dostać jak najwięcej pieniędzy.
Spory zwykle kończą się u Rzecznika Ubezpieczonych

Jak wynika z danych Rzecznika Ubezpieczonych naj-niższy odsetek uzasadnionych skarg mają TU Europa (0 %),największy na rynkuubezpieczyciel PZU (32%) oraz Compensa (39 %).
Najgorzej wypadły zaś Generali (51 %),Ergo Hestia i TUiR Warta (po 48.5 %) - czytamy w raporcie przygotowanym przez Money.pl. Nie bez wpływu na te wyniki pozostaje udział danego towarzystwa w rynku. Na przykład,do TU Europa,która ma zaledwie 1,3 % udziału, wpłynęły tylko 4 skargi (z czego 3 uznano za bezzasadne). Tymczasem na największe PZU skarżono się aż 2 tys. razy, a niemal 32 % zażaleń rozpatrzono pozytywnie.

Na co skarżyli się Polacy? W 2008 r. niemal dwie trzecie wniosków dotyczyło skarg komunikacyjnych. W dalszej kolejności znalazły się uwagi dotyczące:
ubezpieczenia na życie (12,5%), OC (6,5%), mienia (4 %) i interpretacji przepisów (3 %).


Zażalenia składane przez kierowców stanowią już od 14 lat najliczniejszą grupę uwag zgłaszanych do rzecznika. W ubiegłym roku było to 65% spośród 7,6 tys. doniesień. Podobny wynik osiągnięto w I kw. 2009 r.
Jak wylicza Money.pl kierowcy najczęściej skarżyli
się na problemy związane z obowiązkowym OC (44%), składki ubezpieczeniowej (10%) i autocasco (9%).

Najwięcej skarg na ubezpieczenia komunikacyjne wpłynęło do lidera rynku - PZU (2 tys. wniosków). Na drugim miejscu znalazło się TUiR Warta (tysiąc
skarg), zaś na trzecim STU Ergo Hestia (500).

W świetle sprawozdania Rzecznika Ubezpieczonych bardzo słabo wypadły także HDI Asekuracja TU , Link4 TU ,MTU Moje Towarzystwo Ubezpieczeń,Signal Iduna Polska oraz TUiR Warta.
Złe rezultaty osiągnięte przez tych ubezpieczy-cieli wynikają m.in. z tego, że w analizie porównano procentowy udział w skargach w stosunku do udziału firmy w rynku."Ale te wyniki są często
podważane przez zakłady ubezpieczeń, bo na przykład firma która ma dużych korporacyjnych klientów, ma inną liczbę klientów niż firma, która ubezpiecza zwykłych ludzi. Mimo to uważamy, że tego typu wyniki powinny być podawane, choć należy je czytać z ostrożnością i uwagą" - dodaje Krystyna Krawczyk, dyrektor biura Rzecznika Ubezpieczonych.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Szokujące wyznania polskiego serwisanta łodzi


Nie mają pojęcia, jak wygląda radar, nie potrafią obsługiwać autopilota ani włączyć ekranu komputera.

Polski serwisant morskiego sprzętu elektronicz-nego opowiada o swoich najzabawniejszych norweskich klientach.


Norwegia jest krajem, w którym odsetek posiadaczy łodzi turystycznych w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest jednym z najwyższych na świecie.
Jednocześnie wielu właścicieli łodzi, niekiedy tak drogich jak apartamenty w centrum Oslo, nie potrafi używać radaru, sonaru czy pokładowego komputera.
Co roku w Norwegii dochodzi do kilkunastu groźnych wypadków z udziałem łodzi turystycznych. Zdaniem polskiego serwisanta - nieprzypadkowo. Nawet dla niektórych starych wilków morskich współczesna elektronika to czarna magia.

Niedzielni motorowodniacy

Pochodzący ze Szczecina Robert od dziewięciu lat pracuje w południowej Norwegii w dużej firmie zajmującej się sprzedażą oraz serwisem sprzętu
elektronicznego używanego na jednostkach pływających.

- Jedna czwarta moich klientów to ludzie nie mający pojęcia o obsłudze posiadanego sprzętu - mówi polski serwisant. Kupują łódź, bo to modna
zabawka, ale wykazują taką ignorancję, że czasem trudno zachować mi nie śmiać się w ich obecności. Jeden z klientów chciał np., żebym skasował mu
"takie kolorowe paski", które latają po elektroni-cznej mapie i zasłaniają widok. Wyjaśniłem, że to najważniejsze informacje o jego otoczeniu na
wodzie - kolor biały oznacza bezpieczną strefę, zielony nakazuje skręcić,czerwony informuje o niebezpieczeństwie. Podczas rozmowy zorientowałem się, że klient nie orientuje się również w znakach nawigacyjnych na morzu. Na każdym torze wodnym wybierał "na czuja", jak płynąć. Nie wiem, jakim cudem przeżył i nie uszkodził łodzi.

W Norwegii żeby poruszać się turystyczną łodzią motorową, nie trzeba kończyć specjalistycznego kursu ani posiadać wodnego "prawa jazdy". Każdy, kogo stać na łódź, może ją kupić, nazwać i ruszyć w rejs.

Ten przeklęty radar

Zdaniem Roberta piętą achillesową niedzielnych użytkowników łodzi turystycznych są radary. - Oceniam, że około 40% klientów z tej grupy nigdy
nie używa radaru, choć 100% go posiada - mówi. - Podczas instalacji tłumaczymy, że obsługi sprzętu najlepiej uczyć się przy dobrej pogodzie, ale
mało kto słucha. Ludzie włączają radar po raz pierwszy podczas mgły lub po zmroku, a wtedy są zbyt spięci, żeby dać sobie radę i wpadają w panikę.
Kapitana łodzi, który nie zna się na obsłudze radaru można przyrównać nie tyle do kierowcy nie znającego przepisów drogowych, ale takiego, który
podczas złych warunków pogodowych nie potrafi odróżnić jezdni od pobocza, pobocza od pola, pola od urwiska, a innych użytkowników drogi dostrzega na sekundę przed zderzeniem.

W firmie Roberta niezapomnianym klientem jest czterdziestolatek z Egersund, który zadzwonił z prośbą o przejrzenie radaru po odbyciu podróży morskiej z Wielkiej Brytanii do Norwegii. W Anglii kupił łódź,przed powrotem do Norwegii zwiedzał wybrzeża Holandii i Danii. Robert nie mógł powstrzymać śmiechu, gdy zobaczył, na czym polega problem z radarem, którego działanie
klient określił jako "dziwne".

Okazało się,że klient całą podróż odbył wpatrując się w ekran pokazujący... symulację działania radaru. Radar nie został nawet prawidłowo uruchomiony, a klient przez wiele mil morskich oglądał tę samą migającą planszę.

- Nie miałem mu serca powiedzieć, co się stało, po uruchomieniu radaru stwierdziłem enigmatycz-nie, że usunąłem usterkę - opowiada Robert. - To cud, że ten człowiek nikogo po drodze nie zabił.

Innym razem Roberta wezwano do naprawy sprzętu, który ucierpiał podczas zderzenia łodzi z pomostem. Okazało się, że jedyna usterka, jaką Robert mógł usunąć, to rozpięte kable. - Skoro się tak szybko uwinąłeś,to może jeszcze zainsta-lowałbyś mi radarek? - zaproponował właściciel łodzi.


Robert spojrzał na łódź i klienta, by zorientować się, czy nie żartuje.
Zapytał, jak długo jest w posiadaniu łodzi, okazało się, że dwa i pół roku.

- Mam dla pana dobrą wiadomość,właśnie oszczędził pan kilkanaście tysięcy - poinformował klienta. - Radarek już jest i to dobrej marki. O tam, na górze, takie okrągłe pudełeczko. Pokazać, jak obsługiwać?

Autopilot jest przereklamowany

Na łodzi,podobnie jak w samolocie,można zainstalo-wać autopilota, który bezpiecznie przeprowadzi łódź z punktu A do punktu B.Zadaniem motorowod-niaka, który używa tego narzędzia, jest jedynie obserwowanie radaru, by uniknąć ewentualnej kolizji z innymi jednostkami pływającymi.
Okazuje się jednak, że obsługa autopilota bywa dla niedzielnego motorowodniaka równie trudna, jak zlokalizowanie radaru na własnej łodzi.

Robert dostał zlecenie zainstalowania nowoczes-nego sonaru na łodzi turystycznej.Po zamontowaniu sprzętu, wybrał się z właścicielem na "jazdę
próbną",by zademonstrować mu działanie urządzenia na morzu.Podczas przejażdżki zaproponował włącze-nie autopilota, jednak właściciel łodzi był
sceptyczny , twierdząc, że jest to urządzenie bardzo przereklamowane. Mimo protestów Robert włączył sprzęt. W tej samej chwili łódź skręciła o 45 stopni w prawo, a panowie spadli z siedzeń na podłogę.

- Facet zrobił mądrą minę "a nie mówiłem", a ja zapytałem, jak długo pływa z takim autopilotem - opowiada Robert. - Okazało się, że przez 6 lat bał się go używać i dziwił tym, którzy z tego narzędzia korzystają. Nie przyszło mu do głowy, że sprzęt trzeba ustawić i zsynchronizować z innymi urządzeniami, by działał poprawnie. Prawdopodobnie zainstalował go razem ze szwagrem, żeby oszczędzić na usługach instalatora i nie zadał sobie trudu, by przeczytać instrukcję obsługi. Był przekonany, że autopilot tak działa, nie zdając sobie sprawy, że równie dobrze mógłby zamontować w swoim aucie kierownicę do drążka zmiany biegów i dziwić się, czemu samochód dziwnie się zachowuje.
Każde włączenie nieustawionego autopilota przy dużej prędkości mogło wywrócić łódź i go zabić.

Robert zsynchronizował odpowiednio sprzęt, ale podejrzewa, że właściciel nadal go nie używa, uznając za mocno przereklamowany.

Łodzie podwodne piętro wyżej

Drugą obok bogatych motorowodniaków grupą klientów
która budzi na twarzy Roberta szeroki uśmiech są starsi rybacy, dla których większość spotkań z
elektroniką jest dużym stresem.

- Najgorzej było kilka lat temu, kiedy przepisy zmusiły wilków morskich do używania nowoczesnych metod nawigowania. Dla wielu rybaków to było jedno z pierwszych spotkań z elektroniką - opowiada Robert.- Kiedy zaczęliśmy im instalować
nowoczesne instrumenty do nawigacji, dzwonili do nas o każdej porze dnia i nocy, by zapytać np., jak włączyć monitor komputera.Nie zapomnę pewnego pana, któremu krok po kroku tłumaczyłem, jak obsługiwać dość prosty program. Poprosiłem, by wyjął płytę CD z komputera. Po chwili usłyszałem w słuchawce zgrzyt - klient wyrwał całą kieszeń wraz z płytą i z rozbrajająca naiwnością zapytał, co dalej.


Z obserwacji Roberta wynika, że część pokolenia starszych rybaków uważa sprzęt elektroniczny za takie samo wyposażenie jak bosak czy linę - skoro
zostały zaprojektowane z myślą o pracy na morzu, to znaczy, że można je moczyć. Jeden z rybaków w czasie burzy zostawił na noc otwarte okno w
kabinie. Zalaniu i zniszczeniu uległa cała zain-stalowana w pomieszczeniu elektronika,a właści-ciel domagał się naprawy w ramach gwarancji i wściekał, że mu odmówiono.


- Instalując mu nowy sprzęt zapytałem, czy tym razem mam przykręcać wszystko do sufitu - mówi Robert.

Inni klienci, dwaj bracia pływający na tym samym kutrze, mniej więcej co roku domagają się wymiany elektroniki na nową w ramach gwarancji i zawsze
narzekają, gdy przychodzi do płacenia za usługi.

- Wmawiają nam, że na kutrze jest sucho, a sprzęt się psuje, bo jest marnej jakości - opowiada Robert. - Prawda jest taka, że ta stara łajba tylko cudem nie idzie na dno, bo przecieka w kilkunastu miejscach. Czasem muszę przewiercić się przez poszycie, żeby założyć jakiś kabel. We wnętrzu powinna być idealnie sucha warstwa izola-cyjna, ale na tej łodzi wylewają się z niej
strumienie wody.Nawet gdy pokazuję braciom zielone
pokryte śniedzią kable, czyli zniszczenie które w krótkim czasie może dokonać tylko słona woda,
uparcie twierdzą, że "tak już było".

Przyjmowanie niekończących się reklamacji od słynnych braci jest w firmie Roberta przykrym obowiązkiem tego pracownika, który ostatnio coś
przeskrobał. Niedawno jeden z serwisantów stracił cierpliwość i krzyknął, że nie opatentowano jeszcze komputerów, które można wkładać do wanny. Poradził uciążliwym klientom, by osprzętu do łodzi podwodnych poszukali w firmie piętro wyżej.

Robert twierdzi, że nie zamieniłby swojej pracy na żadną inną. Codziennie nowe twarze, nowe modele sprzętu do poznania, świeże powietrze, praca w terenie. No i pośmiać się można.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl Sylwia Skorstad

---
ha ha ha
  • awatar whatevver: Tak właśnie hipokrycyzm w naszym świecie jest przeogromny ;)
  • awatar KALIPSO: Witaj ja bym chciała mieć taką łódź pozdrawiam cieplutko ..:)
  • awatar Anette: Ciekawa ma pracę :d
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

powolne dobranoc, pełne snów kolorowych i miłych
Pokaż wszystkie (7) ›