Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 24 lipca 2009

Liczba wpisów: 16

nortus
 
  • awatar badyl.: Dzień dobry. Buziaczki dla Xylii. Dla Ciebie figa z makiem. o_O
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @cullenocyd: pi pi pi pi pi pi pi pi pi
  • awatar badyl.: @nortus: o_O 3,14 3,14 3,14 3,14 3,14 3,14 3,14 3,14 3,14 ???
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Jak wyglądałaby nasza planeta, gdyby nagle z jej powierzchni zniknęli ludzie?

Niektórzy futurolodzy stawiają przed sobą ambitne pytanie: Jak wyglądałaby nasza planeta, gdyby nagle z jej powierzchni zniknęli ludzie?Jak długi czas musiałby płynąć,aby nasze miasta zamieniłyby się w ruinę, a dzika przyroda pochłonęła ludzkie osiedla?

Co pozostałoby po naszej cywilizacji?

Amerykański dziennikarz Alan Weisman (ur.w 1947r) próbuje odpowiedzieć na te pytania w swojej książce Świat bez nas.

Zanim pojawił się człowiek,lasy i sawanny zajmo-wały prawie 60% powierzchni lądów.Resztę tworzyły stepy, pustynie lub lodowce. Jak sytuacja wygląda
obecnie? Areał lasów zmniejszył się prawie o połowę, za to 37% lądów zajmują dzisiaj obszary rolnicze oraz ludzkie osiedla.Nie miejmy złudzeń -nasza kultura nie będzie trwała wiecznie.

Wymrzemy podobnie jak cywilizacje starożytne. A gdyby wszyscy ludzie nagle zniknęli, siły natury szybko zatarłyby większość śladów naszej bytności na Ziemi.

Żywioł wody i ognia

Jednym z symboli naszej cywilizacji są miasta. Co się jednak z nimi stanie, gdy zostaną pozbawione ludzkiej opieki? Pierwsze ślady destrukcyjnej siły przyrody pojawia się na nawierzchniach dróg. Pod koniec zimy lub jesienią temperatura często oscyluje wokół zera. W praktyce oznacza to ciągłe
zamarzanie i rozmarzanie wody, która jednocześnie zmienia swoją objętość, stopniowo krusząc asfalt i beton.Powstałe w ten sposób szczeliny skoloni-zują co bardziej przebojowe rośliny, które dzięki swoim korzeniom jeszcze bardziej pogłębią dzieło zniszczenia. Pomoże im w tym woda z popękanych rur wodociągowych,dostarczając niezbędnej wilgoci.

Budynki, mosty i inne miejskie budowle zaczną się stopniowo rozpadać.
Połączenia mechaniczne stracą moc, a materiały izolacyjne wyjrzą spod powierzchni ziemi. Starożytne mosty wytrzymają jeszcze jakiś czas, ale np.wiadukty autostrad stosunkowo szybko lęgną w gruzach. Jeszcze szybciej zaczną się rozpadać szklane budynki budowane w ostatnich latach, które dla deweloperów stanowiły narządzie szybkich
zysków. Nieuniknionym zjawiskiem towarzyszącym postępującemu procesowi dewastacji miast będą pożary.

Nie będzie miał ich kto gasić. Okiełznać może je tylko deszcz. Będą się więc rozprzestrzeniać opustoszałymi ulicami,wywołując wybuchy instalacji
gazowych. Porosty zaczną penetrować mury budynków,
a po ich ścianach będzie się piać winobluszcz pięciolistkowy. W niedługim czasie z budynków pozostaną jedynie szkielety, które będą stanowić znakomite schronienie dla gnieżdżących się tam ptaków. Zawalone mury podwyższą wartość pH gruntu,
z czego największa radość będą miały brzozy.


Powrót dzikiej przyrody.

Na pewno nie należy sobie wyobrażać, ze w chwili, gdy roślinność otrzyma zielone światło, masowo rozprzestrzenia się np. ogrody różane. Dzisiejsze
róże są w zasadzie bezpłodnymi krzyżówkami rozmnażanymi droga szczepienia.W nowych warunkach szansę otrzymają gatunki najbardziej wytrzymałe. Na przykład popularna w naszych jadłospisach słodka marchew powróci do swojej pierwotnej, dzikiej formy. To samo dotyczy pozostałych warzyw.


W miastach pojawia się zwierzęta,których obecność była tam dawniej nie do pomyślenia. Lisy można wprawdzie spotkać w miastach i dzisiaj, ale wilka czy niedźwiedzia znajdziemy obecnie tylko w ogrodach zoologicznych. Teraz zwierzęta te będą mogły wrócić do miejsc, które niegdyś stanowiły ich królestwo. Inni przedstawiciele fauny będą żałować,że zostali pozbawieni obecności człowieka
- dotyczy to np. szczurów i karaluchów. Ich populacja wyraźnie się zmniejszy. Drapieżniki polujące w mieście stopniowo wytrzebia nasze rozpieszczone psy,które nie będą w stanie poradzić
sobie w surowych warunkach.Z kotami będzie inaczej
- zdziczeją i zaadaptują się do nowej sytuacji.

Gdyby po 100 tys.lat Ziemię odwiedził jakiś przy-bysz z kosmosu,w niektórych miejscach znalazłby
podejrzanie wysoką koncentrację metali ciężkich lub środków chemicznych pochodzących z dawnych fabryk. Zastanowią go znaleziska z ceramiki, które zachowają swój kształt. Podobny los spotka
też na przykład nowojorska Statuę Wolności. Czy ów przybysz skojarzy owe znaleziska z wymarłą cywilizacja ludzka?


Oprac. Anna Bogusz dla niewiarygodne.pl
---
Ciekawe jak będą się dziwić w przyszłości odkrywcy, jakie to prymitywy żyły w XX i XXI wieku
na Ziemi.
  • awatar Kochanka Diabła: Każda kolejna cywilizacja jest "lepsza",więc i po naszej następna będzie dążyła do doskonałości.Będziemy dla nich równie prymitywni jak dla nas starożytni.Ale czy nowe znaczy lepsze?Ileż było już cywilizacji?Czy kiedykolwiek Ziemia doczeka się takiej,która będzie w stanie utrzymać się na wieki nie będąc samodestrukcyjną? Wydaje mi się,że zanim powstanie nowa cywilizacja obecna zdąży doprowadzić Ziemię do destrukcji.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Kochanka Diabła: zostało jej już niewiele czasu: 23 grudnia 2012r finito
  • awatar Shattered Memories: Świetne to jest !!! OBY TO SIĘ SPEŁNIŁO !!! JEST TO MOJE NAJWIĘKSZE MARZENIE BY LUDZKOŚĆ PRZESTAŁA ISTNIEĆ !!! Ziemia jest dla zwierząt a nie ludzi.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

- Są ich miliardy, prawdziwa inwazja, w życiu czegoś takiego nie widziałem.
Niech miasto z tym coś zrobi, bo się ludzie wyniosą - mówi wypoczywający w Świnoujściu Piotr Podborny z Torunia


- Jestem na plaży i przed oczami mam przekomiczną scenę. Tysiące ludzi i wszyscy się trzepią, machają rękami, odganiają od biedronek - dodaje pan Piotr.


Na potwierdzenie swoich słów wysyła zdjęcia - rzeczywiście: namioty plażowe, ręczniki, ubrania - wszystko oblepione jest dziesiątkami, setkami biedronek.

- Nie boją się niczego. Są w pełnym słońcu i w cieniu.Niby taki niegroźny owad,a jednak natrętny i gryzący - mówi wypoczywający w Świnoujściu
Grzegorz Wolski.

- Prawdziwą plagą w Świnoujściu są nie muszki, o których "Gazeta" pisała w czwartek, tylko biedronki. Jest ich mnóstwo w całym mieście. I na dodatek gryzą, cholery - mówi z kolei pan Waldemar.

W sprawie biedronek na świnoujskiej plaży odebraliśmy wczoraj wiele telefonów. Nie tylko my.

- Cały czas docierają do nas sygnały o bardzo dużej liczbie biedronek - przyznaje Grażyna Melerska, zastępca naczelnika wydziału gospodarki
komunalnej i środowiska w Urzędzie Miasta Świnoujście. - Słyszeliśmy, że podobny problem występuje na wybrzeżu, od niemieckiego Ahlbecku aż do Rewala. Słyszałam, że to są te azjatyckie.

- Rzeczywiście, mamy ich mnóstwo - potwierdza Robert Skraburski, wójt gminy Rewal. - Turyści się skarżą,ale w jaki sposób mamy z nimi walczyć? W piątek firma, której zleciliśmy odkomarzanie, da nam odpowiedź, co w tej sprawie można zrobić.

Owady pojawiały się od kilku dni, ale wczoraj nie sposób było już ich uniknąć.

- Jedyny sposób, aby się przed nimi obronić, to wejść do morza i stać zanurzonym po szyję - mówi Grzegorz Wolski.

Skąd taki wysyp biedronek?

- Być może chodzi o gatunek harmonia axyridis - zastanawia się dr hab. Jacek Hilszczański z Instytutu Badawczego Leśnictwa, którego poprosiliśmy o opinię. - Jest gatunkiem plennym oraz znanym ze swojej agresywności. Nie widzę sensownego sposobu na zwalczanie tych owadów. Są wszędobylskie, nie koncentrują się w jednym miejscu. Trzeba poczekać, może zagrozi im jakaś
choroba albo pojawi się wróg naturalny?

Harmonia axyridis pochodzi ze wschodniej i środko-wej Azji. Stamtąd przedostała się do Europy, w Polsce została odkryta w 2006 r., w Poznaniu.
Jest biedronką o zmiennym ubarwieniu pokryw, od żółtego do pomarańczowego, przez czerwone, aż do czarnego. Wyglądem niewiele różni się od naszej
biedronki siedmiokropki. Jej ciało jest owalne, wypukłe, o długości 5-8 mm.
Może mieć jednak znacznie więcej kropek (do 23). Występuje w różnych środowiskach, głównie na krzewach i drzewach liściastych, a także na
terenach zurbanizowanych.

- Jest to gatunek zagrażający naszym rodzimym biedronkom - mówi dr inż. Andrzej Mazur. - Zjadają ich jaja i larwy. Trzeba jednak pamiętać, że biedronka nie zaatakuje nikogo pierwsza. Ona tylko się broni. Natomiast wydzielina pochodząca z przewodu pokarmowego owada lub ugryzienie może u niektórych wywołać alergie.

Co wtedy?

- Trzeba niezwłocznie udać się do lekarza - odpo-wiada Małgorzata Chrobok, alergolog. - Tylko on może ocenić, z jaką substancją czy jadem mamy do czynienia. Stosownie do sytuacji proponuje się rożne formy leczenia. W lekkich przypadkach wystarczy zwykły okład czy altacet. W
cięższych np. antybiotyki.
--
Kiedyś Amerykanie zrzucali na nas biedronki, a jak już się rozpanoszyły w naszym handlu Biedronki portugalskie, to teraz Chińczyki nas zaatakowali. Chyba jako zemsta za walkę z ich produktami najwyższej jakości po  przystępnych cenach. Ha ha ha
Kolejny dowód że tylko wariat kupuje wakacje za ciężkie pieniądze na naszym wybrzeżu.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Piusa XII.


"Ojciec Święty zwany >papieżem Hitlera< nazajutrz po krwawej wojnie rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę akcję ratowania czołowych hitlerowskich
zbrodniarzy. W orędziu wigilijnym 1945 r, stanął w obronie głównych oskarżonych interweniując w sprawie ułaskawienia 200 przestępców wojennych,
w tym m.in. katów Polaków, Hansa Franka i Arthura Greisera".

"Ludobójca Oswald Pohl, twórca gazowych komór i pieców krematoryjnych, skazany na karę śmierci przez powieszenie otrzymał depeszę z Watykanu, w
której napisano: >Ojciec święty w ojcowskiej miłości udziela Oswaldowi Pohlowi na łożu boleści uproszonego błogosławieństwa apostolskiego, jako
najwyższej gwarancji niebiańskiej pociechy<. Nie wiadomo czy obergruppenführer SS podziękował zwyczajowym: >Bóg zapłać<, ale wspierający
oddech papieża na pewno czuł za plecami".

Z wypowiedzi L. Millera w polemice z Głodziem.
  • awatar Lelumpolelum: Naprawdę obrzydliwe. I pomysleć że Jezus robił tak samo. Nawet na krzyżu potrafił przebaczyć. Przestaje chodzic do kościoła.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @LelumPolelum: jak widać wierni wtedy też krzyczeli "santo subito". Wierni czy urzędnicy watykańscy?
  • awatar gość: Przecież te słowa to od początku do końca kłamstwo! Proszę przeczytać jakiekolwiek jego dokumenty wydane w trakcie lub po wojnie! on robił wszystko co w jego mocy, aby zapanował pokój! Ta cała propaganda z Hitlerem itp. Bierze się z tego, że nawrócił za dużo żydów i protestantów, co nie wszystkim się podoba i się mszczą.
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 

CHARAKTERYSTYKA


Syberyjski to rodowity kot leśny, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się ok. roku 1000 i który pochodzi z surowej Syberii. Kot został bliżej poznany dopiero w 1984r a szerokie badania nad rasą rozpoczęły się dopiero po upadku Związku Radzieckiego.

Kot ten potrafi przetrwać nawet w najtrudniej-szych warunkach, człowiek nie miał praktycznie żadnego udziału w tworzeniu tej rasy - powstała w sposób zgodny z naturą, bez ludzkiej ingerencji. Do dziś koty te bardzo dobrze znoszą zimno,a w zimie potrafią upomnieć się o wyjście na zewnątrz (ewentualnie na balkon). W warunkach naturalnych musiały często brodzić w zbiornikach wodnych i dlatego nie przeszkadza im woda!

Koty syberyjskie to średnie, lub średnio duże koty, z gęstą sierścią i zaskakującą wagą jak na swój rozmiar. Kotki ważą 4 - 6 kg, waga kocurów dochodzi do 7 - 8 kg. zdarzają się okazy ważące do 10 kg(a nawet więcej) Dojrzałość fizyczną osiągają w wieku 3-4 lat. Na pierwszy rzut oka dostrzegamy ich silny wygląd, czujność i słodki wyraz pyszczka. Rasę tę hoduje się wyjatkowo długo, koty te osiagają dojrzałość czasem dopiero po 5-ciu latach. . .



TEMPERAMENT


Koty te mają zupełnie wyjątkowy charakter, z reguły dość duży temperament i sporą inteligencję.
Są wrażliwe, ciekawskie, łatwo adaptują się do nowych warunków i dobrze znoszą podróże. Bywają bardzo gadatliwe, uwielbiają porozumiewać się głosem z opiekunem. Sybiraki są przyjacielskie i lojalne.
Często są ciekawskie i podążają za swoim właści-cielem po całym domu. Nie ma więc problemu z zabraniem sybiraka ze sobą na wakacje. Nie są agresywne, najczęściej unikają konfrontacji .Aby je sobie podporządkować, trzeba w młodym wieku poświęcić im wystarczająco dużo uwagi.

Nie mają niszczycielskich zapędów, starają się być delikatne i ostrożne. Inteligentne i komunika-tywne. Szybko uczą się czystości i zasad obowią-zujących w rodzinie. Chętnie przebywają w kocich grupach. Nadają się na towarzyszy dla dzieci, cierpliwie znoszą wszelkie objawy czułości z ich strony.
Charakterystyczne dla kotów tej rasy jest to, że mimo udomowienia i potrzeby obcowania z człowie-kiem, wciąż pozostaje w ich osobowości coś dzikiego i pierwotnego. Uwielbiają wspinać się, biegać i skakać,a ich upodobanie do odpoczywania
w nietypowych,zawsze wysoko położonych miejscach, zdaje się to potwierdzać.

I maja jeszcze jedną zaletę. To są koty idealne dla alergików. Ich sierść nie powoduje alergenów.
 

nortus
 

Zanim wyjedziesz sprawdź biuro podróży


Wyjeżdżasz na urlop z biurem podróży?

Sprawdź koniecznie, jaka jest jego sytuacja. Bo na liście Krajowego Rejestru Długów jest aż 93 biura z całego kraju,które zalegają z płatnościami

I nie są to tylko najmniejsi, lokalni touropera-torzy. Na liście znajdziemy także duże, znane firmy.


Jak podaje Michał Kostrowicki, specjalista ds. PR w Krajowym Rejestrze Długów Biura Informacji Gospodarczej (KRD BIG), na "czarnej liście" znajduje się dziś aż 93 biura podróży - czytamy na pb.pl.
"Są to zarówno duże firmy o znanych markach,dzia-łające na rynku ogólnokrajowym, jak i mniejsi, lokalni operatorzy turystyczni" - dodaje.


Część biur prowadzi obecnie negocjacje ze swoimi wierzycielami i zapewne niedługo zostanie z rejestru wykreślona.

Ale co stanie się z pozostałymi?

Ich klienci mogą mieć co najwyżej nadzieję, że są rzetelniejszymi płatnikami niż Kopernik, który ostatnio zbankrutował. "Ta firma stworzyła piramidę finansową i popełniła przestępstwo. W każdej branży trafiają się niestety przestępcy" - tłumaczy Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki.

Z danych KRD BIG wynika, że Kopernik od kilku miesięcy miał długi w dwóch wierzycieli - Sferię i Europaische Reiseversicherung AG Oddział w Polsce, ubezpieczyciela, któremu był winien 47 tys. zł. Biuro trafiło na listę dłużników już w styczniu.

Obecnie w Polsce działa około 2,5 tys. biur, które są wpisane do Centralnego Rejestru Zezwoleń Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz tysiące agentów niezarejestrowanych nigdzie. Czy zatem 29 firm w KRD to dużo? "I tak, i nie. Musielibyśmy poznać każdy przypadek, żeby wyrobić sobie zdanie.Z całą pewnością trzeba dokładnie sprawdzić
z kim wybieramy się na wakacje, czy posiada zezwolenie, należy do organizacji branżowych. Kopernik np. nie był członkiem PIT" - mówi Korsak. Nie ulega jednak wątpliwości, że przed
wykupieniem wycieczki, należy sprawdzić czy nasze biuro nie jest "notowane" w Krajowym Rejestrze Długów. To z pewnością pozwoli nam uniknąć wielu
przykrości i nie zepsuje wymarzonego urlopu.

---
Lepiej sprawdzić firmę niż mieć później takie fajne wakacje jak klienci Kopernika.
 

nortus
 

Zmieniając układ upychania pasażerów w samolotach Ryanair można zwiększyć pojemność samolotu o 66%.

Stephan McNamara - szef Ryanair ma nadzieję, że w ciągu 2-3 lat wprowadzi zmiany w przewozie pasażerów.

Projekt przewozu na załączonym zdjęciu.

Pierwsze pięć rzędów, czy;li 30 foteli, ma byś usunięte z samolotu. W ich miejsce zmieści się 60 stojaków.

Stojaki mają poduszki, żeby pasażer mógł odpocząć w czasie lotu. Będą mieć one również podłokietniki
i pasy bezpieczeństwa, stosowane w czasie startu,
lądowania i turbulencji.

Półki na bagaż zostanie usunięty, żeby zmieścili się stojący pasażerowie.

Stojaki nie będą stosowane dla dzieci i pasażerów, którzy muszą mieć pozycję siedzącą.

Ważny będzie również wzrost pasażerów. Linie będą zwracały uwagę na wagę pasażerów.

Stojaki mają być stosowane na krótkich trasach, z czasem przelotu do jednej godziny.

Początkowo myślano o zamocowaniu w suficie uchwytów, za które można by się złapać - jak w autobusach, ale zrezygnowano z tego pomysłu.

Linie uważają, że stojaki będą bardziej bezpieczne
niż fotele, np. w czasie ewakuacji.

Będzie mniej miejsca na bagaż podręczny. Jedynie w klasie biznes będzie można zabrać tylko komputer i torbę.

W czasie przeprowadzania sondażu na stronach Ryanair 80.000 ankietowanych - ponad 66% - opowiedziało się za zmianami  jeżeli ceny biletów będą niższe o połowę.

Podobne zmiany chcą wprowadzić,i to szybciej, linie lotnicze w Chinach.

za aftenposten.no
  • awatar maurycio76: moim skromnym zdaniem te linie ktore wprowadza tak radykalne rozwiazanie szybko staraca finansowo bo ja nie chcialbym byc w ten sposob zapakowany do samolotu gdzie czolbym sie jak sardynka w puszcze ...zero konfortu a jesli by chcieli taka rewelacje wprowadzic to powinny bilety kosztowac tyle co miejski autobus wtedy moze bym zniosl taki lot :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @maurycio76: chyba, że inne też wprowadzą takie modele. a jeśli jeden zacznie to pójdzie lawina. oszczędności. nie wiem czy to prawda, w sondażach różne rzeczy wypisują zwłaszcza jest wpisują się marketingowcy danej firmy. Bo jakoś nie wierzę, że 66% poparło pomysł. W każdym razie ja nie poprę.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
O. Jan Król z zarządu Fundacji Lux Veritatis zażądał na antenie Radia Maryja wyjaśnienia, kto złamał tajemnicę skarbową,informując dziennikarzy,
że Fundacja będzie musiała zapłacić ponad 4,3 mln zł niesłusznie odliczonego podatku VAT.


Redemptorysta podkreślił,że kontrolerzy zapewniali
że udzielane im informacje, udostępniane dokumenty
są tylko do ich wiadomości.Zaznaczył,że za złama-nie tajemnicy skarbowej grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.


"Rzeczpospolita" napisała, że według kontrolerów z UKS w Białymstoku fundacja powinna zwrócić fiskusowi 4,3 mln zł za VAT.Decyzję, czy fundacja
zapłaci podatek, ma podjąć Urząd Skarbowy Warszawa-Wola.

Gazeta wyjaśnia, że chodzi o ponad 20-milionową pożyczkę, której cztery lata temu zakon redempto-rystów udzielił fundacji Lux Veritatis. Za te pieniądze rozbudowała ona kampus należący do związanej z ob.Rydzykiem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Urzędnicy skarbowi zwrócili uwagę, że fundacja nie oddała pożyczki, a po zakończeniu inwestycji nowe nieruchomości przekazała na własność redemp-torystom, już jako darowiznę. Nie omieszkała przy tym odliczyć sobie VAT-u od inwestycji, w wysokości 4,3 mln zł. Kontrolerzy uznali, że do
odliczenia fundacja nie miała prawa, a zatem kwotę podatku powinna zapłacić.

----
Drogi ojczulku, jak się chce robić przekręty to trzeba poczytać trochę więcej przepisów niż tylko
o darowiznach. Więcej wysiłku trzeba włożyć.
 

nortus
 
Miłość schowana za szafą przez 17 lat


Odnalezienie zawieruszonego listu odmieniło losy Islandczyka Sigurdura Sigurdssona i Norweżki Elisabeth Haugens.

Gdyby list wysłany w 1990r nie wpadł za szafę, być może Norweżka i Islandczyk byliby szczęśliwym małżeństwem od 19 lat.

Gdyby Elisabeth wybrała niewłaściwego Sigurdsona z listy sześciu mężczyzn nigdy nie spotkałaby ponownie dawnej miłości, by odkryć, że uczucie nie straciło na sile.

Gdyby nie remont w dawnym mieszkaniu, Islandczyk nigdy by się nie dowiedział, że kobieta, którą wspominał przez lata, też o nim nie zapomniała.

Dziś Elisabeth i Sigurdur nie rozważają różnych scenariuszy, tylko planują huczny ślub. Jedna rzeczywistość została im dana i twierdzą, że z niej należy się cieszyć, zamiast tracić czas na gdybanie.


Który z nich to książę?

Elisabeth i Sigurdur spotkali się po raz pierwszy w 1987, kiedy oboje pracowali w pubie w Oslo. Dziś czterdziestoośmioletnia Elisabeth wspomina,
że Islandczyk spodobał się jej od pierwszego wejrzenia. Nawiązali romans, jednak po kilku tygodniach Sigurdur musiał wrócić do rodzinnego kraju. W tym czasie Elisabeth była w separacji z mężem. Rozwód i konieczność zorganizowania opieki nad dwójką dzieci spowodowała, że postanowiła
zapomnieć o islandzkim romansie. Mijały miesiące, ale zapomnienie nie przychodziło.

Po trzech latach od spotkania Sigurdura postano-wiła go odnaleźć.Znając jego imię i datę urodzenia
zwróciła się do islandzkiego biura ewidencji ludności z prośbą o adres.

Po jakimś czasie otrzymała odpowiedź z danymi. sześciu Sigurdurów Sigurdssonów urodzonych w tym samym roku. Elisabeth postanowiła, że napisze
list tylko do jednego z nich.

Jak w bajce - jeśli uda się jej rozpoznać prawdziwego księcia, to znaczy, że w grę wchodzi wielka miłość. Wysłała miłosny list z prośbą o kontakt i czekała na odpowiedź. Mijały tygodnie, ale list z Islandii nie nadchodził. Zmieniały się pory roku, a Elisabeth wciąż wspominała Sigurda. Miewała przygody miłosne, ale nigdy nie zdecydo-wała się związać z nikim na stałe. W 2007 r otrzy-mała e-mail, który postawił jej świat na głowie.

“Synu, list do ciebie!”



W 1990, kiedy Elisabeth wysłała list, Sigurdur mieszkał razem z matką.
Kobieta odebrała list, a ponieważ syna nie było w domu, schowała przesyłkę do szafy. Nikt nie wiedział, że w szufladzie wygięło się dno i list wypadł.

Sigurdur twierdzi,że nigdy nie zapomniał Norweżki.
Przez lata spotykał się z różnymi kobietami, ale żaden związek nie wytrzymał próby czasu. Jako
45-latek miał dwóch synów,lecz wciąż był singlem. Przeżył szok, kiedy w 2007 r zadzwoniła do niego podekscytowana matka. Podczas przesuwania szafy znalazła list do niego, który przeleżał tam siedemnaście lat.
Sigurdurowi mocno zabiło serce, gdy usłyszał, że to przesyłka z Norwegii.
Bez końca czytał list od Elisabeth. Ponieważ przez lata nie zmieniła nazwiska, odnalazł jej adres mailowy i napisał e-mail. Teraz to on czekał na odpowiedź. Co chwila podchodził do komputera,by sprawdzić, czy Elisabeth odpisała.
Po czterech dniach stracił nadzieję. I wtedy przyszedł e-mail z Norwegii.

Brać, co życie daje

Choć Sigurdur miał zaplanowane wakacje w USA, natychmiast zmienił plany i zamówił bilety lotnicze do Oslo.
Oboje obawiali się tego spotkania, bo przecież mogło się okazać, że za bardzo się zmienili i nie przypadną sobie do gustu. Okazało się, że było tak, jakby nigdy się nie rozstawali. Niedługo
potem Elisabeth przeniosła się do ukochanego na Islandię. Wkrótce przeprowadzają się do Norwegii, gdzie teraz łatwiej o pracę.

Ślub zaplanowali na 9 października tego roku.

Elisabeth i Sigurdur mówią, że nie myślą o stra-conych latach. Ich zdaniem nie ma, co rozważać, jak by było, gdyby list nie wpadł za szafę. Islandczyk twierdzi, że jest wdzięczny, iż udało mu się odzyskać Elisabeth i nie zamierza żałować straconych lat. Został im dany jakiś czas razem i
zamierzają go jak najlepiej wykorzystać.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl Sylwia Skorstad
 

nortus
 
Miłość schowana za szafą przez 17 lat
Miłość schowana za szafą przez 17 lat

Miłość schowana za szafą przez 17 lat


Odnalezienie zawieruszonego listu odmieniło losy Islandczyka Sigurdura Sigurdssona i Norweżki Elisabeth Haugens.

Gdyby list wysłany w 1990r nie wpadł za szafę, być może Norweżka i Islandczyk byliby szczęśliwym małżeństwem od 19 lat.

Gdyby Elisabeth wybrała niewłaściwego Sigurdsona z listy sześciu mężczyzn nigdy nie spotkałaby ponownie dawnej miłości, by odkryć, że uczucie nie straciło na sile.

Gdyby nie remont w dawnym mieszkaniu, Islandczyk nigdy by się nie dowiedział, że kobieta, którą wspominał przez lata, też o nim nie zapomniała.

Dziś Elisabeth i Sigurdur nie rozważają różnych scenariuszy, tylko planują huczny ślub. Jedna rzeczywistość została im dana i twierdzą, że z niej należy się cieszyć, zamiast tracić czas na gdybanie.


Który z nich to książę?

Elisabeth i Sigurdur spotkali się po raz pierwszy w 1987, kiedy oboje pracowali w pubie w Oslo. Dziś czterdziestoośmioletnia Elisabeth wspomina,
że Islandczyk spodobał się jej od pierwszego wejrzenia. Nawiązali romans, jednak po kilku tygodniach Sigurdur musiał wrócić do rodzinnego kraju. W tym czasie Elisabeth była w separacji z mężem. Rozwód i konieczność zorganizowania opieki nad dwójką dzieci spowodowała, że postanowiła
zapomnieć o islandzkim romansie. Mijały miesiące, ale zapomnienie nie przychodziło.

Po trzech latach od spotkania Sigurdura postano-wiła go odnaleźć.Znając jego imię i datę urodzenia
zwróciła się do islandzkiego biura ewidencji ludności z prośbą o adres.

Po jakimś czasie otrzymała odpowiedź z danymi. sześciu Sigurdurów Sigurdssonów urodzonych w tym samym roku. Elisabeth postanowiła, że napisze
list tylko do jednego z nich.

Jak w bajce - jeśli uda się jej rozpoznać prawdziwego księcia, to znaczy, że w grę wchodzi wielka miłość. Wysłała miłosny list z prośbą o kontakt i czekała na odpowiedź. Mijały tygodnie, ale list z Islandii nie nadchodził. Zmieniały się pory roku, a Elisabeth wciąż wspominała Sigurda. Miewała przygody miłosne, ale nigdy nie zdecydo-wała się związać z nikim na stałe. W 2007 r otrzy-mała e-mail, który postawił jej świat na głowie.

“Synu, list do ciebie!”


W 1990, kiedy Elisabeth wysłała list, Sigurdur mieszkał razem z matką.
Kobieta odebrała list, a ponieważ syna nie było w domu, schowała przesyłkę do szafy. Nikt nie wiedział, że w szufladzie wygięło się dno i list wypadł.

Sigurdur twierdzi,że nigdy nie zapomniał Norweżki.
Przez lata spotykał się z różnymi kobietami, ale żaden związek nie wytrzymał próby czasu. Jako
45-latek miał dwóch synów,lecz wciąż był singlem. Przeżył szok, kiedy w 2007 r zadzwoniła do niego podekscytowana matka. Podczas przesuwania szafy znalazła list do niego, który przeleżał tam siedemnaście lat.
Sigurdurowi mocno zabiło serce, gdy usłyszał, że to przesyłka z Norwegii.
Bez końca czytał list od Elisabeth. Ponieważ przez lata nie zmieniła nazwiska, odnalazł jej adres mailowy i napisał e-mail. Teraz to on czekał na odpowiedź. Co chwila podchodził do komputera,by sprawdzić, czy Elisabeth odpisała.
Po czterech dniach stracił nadzieję. I wtedy przyszedł e-mail z Norwegii.

Brać, co życie daje

Choć Sigurdur miał zaplanowane wakacje w USA, natychmiast zmienił plany i zamówił bilety lotnicze do Oslo.
Oboje obawiali się tego spotkania, bo przecież mogło się okazać, że za bardzo się zmienili i nie przypadną sobie do gustu. Okazało się, że było tak, jakby nigdy się nie rozstawali. Niedługo
potem Elisabeth przeniosła się do ukochanego na Islandię. Wkrótce przeprowadzają się do Norwegii, gdzie teraz łatwiej o pracę.

Ślub zaplanowali na 9 października tego roku.

Elisabeth i Sigurdur mówią, że nie myślą o stra-conych latach. Ich zdaniem nie ma, co rozważać, jak by było, gdyby list nie wpadł za szafę. Islandczyk twierdzi, że jest wdzięczny, iż udało mu się odzyskać Elisabeth i nie zamierza żałować straconych lat. Został im dany jakiś czas razem i
zamierzają go jak najlepiej wykorzystać.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl Sylwia Skorstad
Miłość schowana za szafą przez 17 lat


Odnalezienie zawieruszonego listu odmieniło losy Islandczyka Sigurdura Sigurdssona i Norweżki Elisabeth Haugens.

Gdyby list wysłany w 1990r nie wpadł za szafę, być może Norweżka i Islandczyk byliby szczęśliwym małżeństwem od 19 lat.

Gdyby Elisabeth wybrała niewłaściwego Sigurdsona z listy sześciu mężczyzn nigdy nie spotkałaby ponownie dawnej miłości, by odkryć, że uczucie nie straciło na sile.

Gdyby nie remont w dawnym mieszkaniu, Islandczyk nigdy by się nie dowiedział, że kobieta, którą wspominał przez lata, też o nim nie zapomniała.

Dziś Elisabeth i Sigurdur nie rozważają różnych scenariuszy, tylko planują huczny ślub. Jedna rzeczywistość została im dana i twierdzą, że z niej należy się cieszyć, zamiast tracić czas na gdybanie.


Który z nich to książę?

Elisabeth i Sigurdur spotkali się po raz pierwszy w 1987, kiedy oboje pracowali w pubie w Oslo. Dziś czterdziestoośmioletnia Elisabeth wspomina,
że Islandczyk spodobał się jej od pierwszego wejrzenia. Nawiązali romans, jednak po kilku tygodniach Sigurdur musiał wrócić do rodzinnego kraju. W tym czasie Elisabeth była w separacji z mężem. Rozwód i konieczność zorganizowania opieki nad dwójką dzieci spowodowała, że postanowiła
zapomnieć o islandzkim romansie. Mijały miesiące, ale zapomnienie nie przychodziło.

Po trzech latach od spotkania Sigurdura postano-wiła go odnaleźć.Znając jego imię i datę urodzenia
zwróciła się do islandzkiego biura ewidencji ludności z prośbą o adres.

Po jakimś czasie otrzymała odpowiedź z danymi. sześciu Sigurdurów Sigurdssonów urodzonych w tym samym roku. Elisabeth postanowiła, że napisze
list tylko do jednego z nich.

Jak w bajce - jeśli uda się jej rozpoznać prawdziwego księcia, to znaczy, że w grę wchodzi wielka miłość. Wysłała miłosny list z prośbą o kontakt i czekała na odpowiedź. Mijały tygodnie, ale list z Islandii nie nadchodził. Zmieniały się pory roku, a Elisabeth wciąż wspominała Sigurda. Miewała przygody miłosne, ale nigdy nie zdecydo-wała się związać z nikim na stałe. W 2007 r otrzy-mała e-mail, który postawił jej świat na głowie.

“Synu, list do ciebie!”


W 1990, kiedy Elisabeth wysłała list, Sigurdur mieszkał razem z matką.
Kobieta odebrała list, a ponieważ syna nie było w domu, schowała przesyłkę do szafy. Nikt nie wiedział, że w szufladzie wygięło się dno i list wypadł.

Sigurdur twierdzi,że nigdy nie zapomniał Norweżki.
Przez lata spotykał się z różnymi kobietami, ale żaden związek nie wytrzymał próby czasu. Jako
45-latek miał dwóch synów,lecz wciąż był singlem. Przeżył szok, kiedy w 2007 r zadzwoniła do niego podekscytowana matka. Podczas przesuwania szafy znalazła list do niego, który przeleżał tam siedemnaście lat.
Sigurdurowi mocno zabiło serce, gdy usłyszał, że to przesyłka z Norwegii.
Bez końca czytał list od Elisabeth. Ponieważ przez lata nie zmieniła nazwiska, odnalazł jej adres mailowy i napisał e-mail. Teraz to on czekał na odpowiedź. Co chwila podchodził do komputera,by sprawdzić, czy Elisabeth odpisała.
Po czterech dniach stracił nadzieję. I wtedy przyszedł e-mail z Norwegii.

Brać, co życie daje

Choć Sigurdur miał zaplanowane wakacje w USA, natychmiast zmienił plany i zamówił bilety lotnicze do Oslo.
Oboje obawiali się tego spotkania, bo przecież mogło się okazać, że za bardzo się zmienili i nie przypadną sobie do gustu. Okazało się, że było tak, jakby nigdy się nie rozstawali. Niedługo
potem Elisabeth przeniosła się do ukochanego na Islandię. Wkrótce przeprowadzają się do Norwegii, gdzie teraz łatwiej o pracę.

Ślub zaplanowali na 9 października tego roku.

Elisabeth i Sigurdur mówią, że nie myślą o stra-conych latach. Ich zdaniem nie ma, co rozważać, jak by było, gdyby list nie wpadł za szafę. Islandczyk twierdzi, że jest wdzięczny, iż udało mu się odzyskać Elisabeth i nie zamierza żałować straconych lat. Został im dany jakiś czas razem i
zamierzają go jak najlepiej wykorzystać.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl Sylwia Skorstad

(wpis powtórzony bo zaginął przy wczytywaniu z datą przyszłą)
 

nortus
 

O. Jan Król z zarządu Fundacji Lux Veritatis zażądał na antenie Radia Maryja wyjaśnienia, kto złamał tajemnicę skarbową,informując dziennikarzy,
że Fundacja będzie musiała zapłacić ponad 4,3 mln zł niesłusznie odliczonego podatku VAT.


Redemptorysta podkreślił,że kontrolerzy zapewniali
że udzielane im informacje, udostępniane dokumenty
są tylko do ich wiadomości.Zaznaczył,że za złama-nie tajemnicy skarbowej grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.


"Rzeczpospolita" napisała, że według kontrolerów z UKS w Białymstoku fundacja powinna zwrócić fiskusowi 4,3 mln zł za VAT.Decyzję, czy fundacja
zapłaci podatek, ma podjąć Urząd Skarbowy Warszawa-Wola.

Gazeta wyjaśnia, że chodzi o ponad 20-milionową pożyczkę, której cztery lata temu zakon redempto-rystów udzielił fundacji Lux Veritatis. Za te pieniądze rozbudowała ona kampus należący do związanej z ob.Rydzykiem Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Urzędnicy skarbowi zwrócili uwagę, że fundacja nie oddała pożyczki, a po zakończeniu inwestycji nowe nieruchomości przekazała na własność redemp-torystom, już jako darowiznę. Nie omieszkała przy tym odliczyć sobie VAT-u od inwestycji, w wysokości 4,3 mln zł. Kontrolerzy uznali, że do
odliczenia fundacja nie miała prawa, a zatem kwotę podatku powinna zapłacić.

----
Drogi ojczulku, jak się chce robić przekręty to trzeba poczytać trochę więcej przepisów niż tylko
o darowiznach. Więcej wysiłku trzeba włożyć.

(wpis powtórzony, zaginął przy wczytywaniu na stronę główną z datą przyszłą)
 

nortus
 

Związki rozebrane na części pierwsze


"I żyli długo i szczęśliwie" - tak kończy się większość baśni. Jednak życie z bajką ma często mniej wspólnego: statystyki dotyczące rozwodów wciąż rosną.
Naukowcy, jak to naukowcy: postanowili rzecz zbadać i rozłożyć sukces małżeński na części pierwsze.Co decyduje o trwałości związku, a co
można włożyć między bajki.


NIE SAMĄ MIŁOŚCIĄ CZŁOWIEK ŻYJE

Nie samą miłością człowiek żyje. Wiek,wcześniejsze
związki, a nawet palenie tytoniu - oto czynniki, które wpływają na trwałość małżeństwa. Tak wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z Austra-lijskiego Uniwersytetu Narodowego: między innymi doktor Rebeccę Kippen i profesora Bruce'a
Chapmana.

Zrealizowali oni projekt pod przewrotnym tytułem
"Co miłość ma z tym wspólnego". W latach 2001-2007 przebadano prawie 2,5 tys. par (wśród nich
były małżeństwa i osoby mieszkające wspólnie). Na podstawie zebranych danych naukowcy mieli nadzieję
określić, jakie czynniki odpowiadają za sukces
związku, a jakie - wręcz przeciwnie -doprowadzają do rozejścia się lub rozwodu.

CO NAM PRZESZKADZA?

Nie najlepiej rokuje duża różnica wieku pomiędzy małżonkami. Nie opłaca się mieć dużo młodszej partnerki. Mężowie, którzy są o dziewięć lub więcej lat starsi od swoich żon, biorą dwa razy częściej rozwód, niż mężowie, którzy biorą ślub przed 25. rokiem życia.

Pary, które mają dzieci dopiero po ślubie, są górą pod względem trwałości małżeństwa. Wśród nich rozwodzi się zaledwie 9%. Dla porównania: wśród par, które już przed ślubem mają potomstwo -pochodzące z aktualnego lub poprzedniego związku -rozstaje się co piąta.

Częściej rozwodzą się też kobiety, które pragną dziecka o wiele bardziej niż ich partnerzy.


NIEDALEKO PADA JABŁKO...

Rodzice małżonków również mają wpływ na powodzenie
związku. Mamy tendencje do powtarzania zachowań rodziców - zarówno tych dobrych, jak i tych złych.
Dzieci rodziców, którzy mieli problemy w związku sami są bardziej zagrożeni podobnymi problemami.

16 proc. kobiet i mężczyzn, których rodzice rozwiedli się lub byli w separacji, sami później doświadczyli separacji małżeńskiej. Wśród osób,
których rodzice nie mieli takich problemów, rozwodzi się lub decyduje na separację znacznie mniej, bo 10 proc.


PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA NIE DAJĄ?

Wbrew znanemu powiedzeniu pieniądze mogą zapewnić szczęście małżeńskie, albo przynajmniej uczynić je bardziej prawdopodobnym. Brak kasy i pracy nie wróży najlepiej - szczególnie, jeśli to mężczyzna jest bezrobotną stroną.

16 proc. respondentów w złej sytuacji finansowej, lub pozostających w związku, gdzie mąż jest bezrobotny, decyduje się na rozstanie. Wśród par ze stabilną sytuacją finansową rozchodzi się blisko połowa mniej - 9 procent.


SONDA
Który z wymienionych czynników ma twoim zdaniem największy wpływ na trwałość związku?

7 %   Pieniądze
7 %   Poprzednie doświadczenia miłosne partnerów
43 %  Różne zainteresowania i wartości partnerów
43 %  Wzorce związku wyniesione z domu rodzinnego
0 %   Wiek partnerów


Wielce ryzykowne jest też branie ślubu z rozwodni-kiem lub rozwódką. Są oni aż o 90 proc. bardziej narażeni na separację, niż ci, którzy ślubują po raz pierwszy!
Rozstaniu sprzyja też tak pozornie nie znaczący czynnik,jak palenie papierosów. Związki,w których jedno z partnerów pali papierosy, są bardziej
narażone na rozstanie.


CO MIĘDZY BAJKI WŁOŻYĆ?

Badania ujawniły też listę czynników tylko na pozór znaczące, a w rzeczywistości nie mające wpływu na trwałość stadła. Są to: liczba i wiek
dzieci, aktywność zawodowa żony a także okres zatrudnienia małżonków.
---
I bądź tu mądry. (wpis powtórzony)
  • awatar gość: Duzo tych rad ma sporo racji...szczegolnie musze sie zgodzic z pienidzmi....mysle ,ze kobiety podswiadomie szukaja mezczyzn ktore zapenia im stabilnosc finasowa(nie mowie o milionerach ,ale o mezczyznach ktorzy sa zaradni)nawet jak lubymy byc niezalezna sa mamenty kiedy chcemy byc ta slaba plcia...kiedy chcem miec tego ryzerza ktory wybawi nas opresji...a maz ktory nie jest wstanie zapewnic nam przynajmiej podstawowej stabilnosci finasowej podswiadomie nie bedziemy go traktowac jako podpore i to nie tylko finasowa ,bo jak facet nie poradzi sobie poradzic z wlasnymi finasami nie oczekujemy od niego ,zeby sobie radzil z innymim rzeczami w zyciu...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Zmieniając układ upychania pasażerów w samolotach Ryanair można zwiększyć pojemność samolotu o 66%.

Stephan McNamara - szef Ryanair ma nadzieję, że w ciągu 2-3 lat wprowadzi zmiany w przewozie pasażerów.

Projekt przewozu na załączonym zdjęciu.

Pierwsze pięć rzędów, czy;li 30 foteli, ma byś usunięte z samolotu. W ich miejsce zmieści się 60 stojaków.

Stojaki mają poduszki, żeby pasażer mógł odpocząć w czasie lotu. Będą mieć one również podłokietniki
i pasy bezpieczeństwa, stosowane w czasie startu,
lądowania i turbulencji.

Półki na bagaż zostanie usunięty, żeby zmieścili się stojący pasażerowie.

Stojaki nie będą stosowane dla dzieci i pasażerów, którzy muszą mieć pozycję siedzącą.

Ważny będzie również wzrost pasażerów. Linie będą zwracały uwagę na wagę pasażerów.

Stojaki mają być stosowane na krótkich trasach, z czasem przelotu do jednej godziny.

Początkowo myślano o zamocowaniu w suficie uchwytów, za które można by się złapać - jak w autobusach, ale zrezygnowano z tego pomysłu.

Linie uważają, że stojaki będą bardziej bezpieczne
niż fotele, np. w czasie ewakuacji.

Będzie mniej miejsca na bagaż podręczny. Jedynie w klasie biznes będzie można zabrać tylko komputer i torbę.

W czasie przeprowadzania sondażu na stronach Ryanair 80.000 ankietowanych - ponad 66% - opowiedziało się za zmianami  jeżeli ceny biletów będą niższe o połowę.

Podobne zmiany chcą wprowadzić,i to szybciej, linie lotnicze w Chinach.

za aftenposten.no
  • awatar krzyslav: zgroza, mam nadzieje ktos ich powstrzyma, bo glupi narod gotow przystac dla kasy na te "bydlece wagony", samolot jest projektowany na obciazenie pasazerami siedzacymi, wentylacja takoz, a gdzie wydajnosc ...toalet? czy musi sie taka puszka sardynek rozbic zeby sie opamietali? o jakich ulatwieniach w ewakuacji pie...lą - dwa razy wiecej ludzi ma przejsc tymi samymi korytarzami i drzwiami???
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: o bezpieczeństwie to mieli na myśli, że jeżeli trzeba ewakuować samolot to nie przeszkadzają fotele przy drzwiach awaryjnych, nie trzeba ich składać. A w nerwach wiadomo to może być kłopot. Jesli chodzi o WC to niedawno, podobno był to żart, że trzeba będzie płacić (chyba 5e) więc nie będzie chętnych. kasa, liczy się tylko kasa. a że dzisiaj tanie linie są droższe od rejsowych ...
  • awatar krzyslav: @nortus: zastanow sie - jesli w miejsce 30 foteli wstawi sie 60 stojakow to z prostej arytmetyki wynika ze te "dyby na ludzi" musza stac dwa razy gesciej, pytam jak to ma ulatwic dostep do drzwi awaryjnych??? toz widac to na grafice ktora dodales, a co do toalet to nie chodzi o absurd placenia za nie ale o "przepustowosc", nawet przepisy budowlane wyznaczaja norme - ilosc tzw "oczek" na ilosc potencjalnych uzytkownikow, a wentylacja? w samolocie to nie zarty - na 10 km nad ziemia nie mozna przewietrzyc uchylajac okna a ludzi ma byc o 2/3 wiecej!!! przeciez nie doloza sraczy ani nie przebuduja wentylacji bo to tez kasa! zreszta po co argumenty - nawet "radziecki" airbus o ktorym tu pisalismy mial cechy humanitarne - za to ten pomysl jest rodem z sennych koszmarow...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Ch..., psy, sprzedajne dziwki,śmierdzący emeryci - tak radna z Gorzowa Wlkp. wyzywała kolegów na sesji rady miasta.
Jeden z wyborców anonimowo skomentował jej zacho-wanie na forum internetowym:"Stare chamidło".
Radna wytropiła go, oskarżyła w sądzie o zniewagę i ... wygrała.


Chamidło", "cham" to według "Słownika języka polskiego PWN" z 1998 r. "człowiek ordynarny, grubiański i nieokrzesany". Słownik zaznacza, że oba słowa mają charakter obelżywy.

Cham miał na imię jeden z synów Noego przeklęty za próbę poniżenia ojca.


Redaktorzy słownika przypominają, że z "chama" korzystały dawniej warstwy uprzywilejowane, by pogardliwie określić człowieka z niższej klasy
społecznej.

Forum o "śmierdzących emerytach"

Było to w listopadzie 2006r.Grażyna Wojciechowska
radna niezależna, wpadła w furię, gdy koledzy z rady nie chcieli poprzeć jej kandydatury na
wiceprzewodniczącą.

Publicznie obrzuciła ich obelgami. "Szmaciarze" i "wazeliniarze" to najdelikatniejsze ze słów, które w ratuszu usłyszeli radni,miejscy urzędnicy oraz dziennikarze.

Relację z sesji okraszoną cytatami zamieściły lokalne gazety i portale internetowe. Tylko na forum Gazeta.pl wyskok radnej Wojciechowskiej
skomentowało ponad pół tysiąca osób - to sporo, Gorzów liczy ledwie 125 tys. mieszkańców.

Fora długo żyły dyskusją o "ch..."i "śmierdzących emerytach".

15 stycznia 2007 r.internauta o nicku Andrzejusa, który wcześniej wielokrotnie bronił słynącej z ciętego języka radnej, nie wytrzymuje i pisze:
"Niech spada stare chamidło, jeśli nie potrafi myśleć".

Choć nie jest to wcale najostrzejszy wpis na forum, zabolał radną.

Wojciechowska najpierw żąda od prokuratury ściga-nia Andrzejusy. Prokuratura wytropiła anonimowego internautę, ale sprawę umorzyła ze względu na brak interesu społecznego. Pouczyła jednak radną, że jeśli chce, może go sobie sama ścigać z oskarżenia prywatnego. I ujawniła personalia.

Okazało się, że Andrzejusa ma 49 lat, pracuje na co dzień w Berlinie,a do Gorzowa wpada na weekendy
do rodziny. Ani radna go osobiście nie zna, ani on nie zna radnej.

Wojciechowska oskarża go w sądzie i w grudniu ubiegłego roku wygrywa sprawę najpierw w rejonowym
a miesiąc temu - także w okręgowym.

Andrzejusa ma zapłacić 500 zł grzywny, nawiązkę 500 zł na rzecz gorzowskiego hospicjum oraz 700 zł kosztów procesowych.

Do winy się nie poczuwa:-Politycy sami wyznaczyli poziom debaty publicznej i są za nią odpowiedzial-ni w stopniu znacznie większym niż ich wyborcy.

Sformułowanie "ch..." w wołaczu

Trudno ustalić, kiedy "cham" wkroczył na arenę debaty publicznej w Gorzowie.
W latach 90.,gdy samorząd miejski stawiał pierwsze
kroki,radni zniesławiali się najczęściej,odwołując
do historii II wojny światowej i PRL.

Np. w 1994 r. radny ZChN Marek Surmacz, późniejszy
wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie PiS, nazwał oponenta z Unii Demokratycznej "uczniem
Goebbelsa". Pozwany do sądu - przegrał.

Później, gdy UD straciła wpływy w radzie, Surmacz najczęściej kłócił się z radnymi Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Gdy coś mu się nie podobało -
skarżyli się SLD-owcy -warczał na nich i nazywał
"czerwonymi gadami".

W 1998 r., gdy Zenon Bauer, wybitny prezydent miasta z czasów PRL, miał otrzymać honorowe obywatelstwo Gorzowa, radny "Solidarności" Grzegorz Wojciechowski pytał na sesji: "Czy pan Bauer w czasie wojny współpracował z hitlerowcami i był gestapowcem?". Radny tłumaczył się tak jak później Andrzej Lepper - że tylko pytał. W sądzie przegrał.

Kiedy po raz pierwszy z mównicy padł "cham"? Dopiero w XXI stuleciu.

Dziennikarze pamiętają burzliwą sesję sprzed dziewięciu lat poświęconą szkolnictwu. Rodzice uczniów ostro protestowali przeciwko wydzieleniu
gimnazjum z jednej z podstawówek.I to chyba wtedy któryś radny SLD wygarnął im od "chamów", a matkę,
która krzyczała najgłośniej, określił mianem
"kwoki siedzącej na jajkach".


Przeprosin nie było, a "cham" już na dobre zagościł w radzie miasta.

Cztery lata temu radni spierali się z gorzowskimi kupcami o to,ile w mieście powinno być supermar-ketów. W tłumie przed salą obrad radny Surmacz
nazwał wiceprezydenta prowokatorem.

Tadeusz Jankowski się odciął:
- Chamstwo z pana wyłazi!

Na to radny:Większego chama od pana nie widziałem!

Nawet w czasie żałoby po śmierci Jana Pawła II w 2005r. gorzowscy politycy nie potrafili rozmawiać ze sobą ludzkim językiem. Poseł PO Jacek Bachalski poskarżył się na konferencji prasowej: -
Prezydent miasta Tadeusz Jędrzejczak użył sformułowania "ch..." w stosunku do mnie w wołaczu.

Rozmowa dotyczyła sfinansowania telebimu, na którym mieszkańcy mogliby obejrzeć pogrzeb papieża.

Już taka jestem, przecież mnie znacie

Skoro niektóre sesje rady w Gorzowie przypominają bokserski ring, to radną Grażynę Wojciechowską śmiało można określić mianem Tysona debaty publicznej.
W słowach nie przebiera, a na krytyczne uwagi pod adresem grubiańskiego stylu swej polityki odpowia-da niezmiennie: już taka jestem, przecież mnie
znacie, mówię to, co myślę.

Ma 61 lat, kiedyś uczyła wuefu, teraz działa w Związku Nauczycielstwa Polskiego, jest wiceprzewo-dniczącą gorzowskiego oddziału.

Jest popularna - w ostatnich wyborach dostała ponad tysiąc głosów, to drugi wynik w mieście. Szczerze angażuje się w akcje społeczne - na rzecz Hospicjum im. św. Kamila, Stowarzyszenia Amazonek, Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu im. Brata Krystyna. Współorganizuje co roku Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Zasiada w radzie już czwartą kadencję - kiedyś w klubie SLD, potem Socjaldemokracji Polskiej, ostatnio Lewicy i Demokratów, dziś występuje jako
radna niezależna.

Gdy w kraju rządził AWS i Jerzy Buzek jako premier
krytykowała jego słynne reformy, twierdząc, że w ich wyniku śmierć poniosło 100 tys. Polaków. Gdy
chciała dopiec miejskiej pani ogrodnik, to - jak wspomina prezydent Jędrzejczak - rozpowiadała, że "ona robi, co chce, bo wiceprezydent jest jej
kochankiem".

Dwa lata temu, gdy prasa zacytowała jej wypowiedzi
o "ch..." i "śmierdzących emerytach", radna Wojciechowska zdobyła się na takie oto przepro-siny: -Wstydzę się tego, że poddałam się misternie przygotowanemu planowi, że zareagowałam nieelegancko. Dla mnie w tym momencie było to tak, jakbym dostała od najbliższej osoby cios w serce, nie od strony twarzy, ale w plecy. Doprowadzenie mnie do zenitu wytrzymałości było profesjonalne.

A potem zaatakowała dziennikarzy, którzy śmieli jej obelgi zacytować. Tomasz Rusek z "Gazety Lubuskiej": - Usłyszałem, że jestem "wrednym gówniarzem" oraz "dzieckiem lanym przez rodziców i stawianym po kątach".

Adekwatna reakcja wyborców

Komentuje Mirosław Rawa, szef klubu radnych PiS: -Wszyscy teraz zachłysnęli się politycznym marketingiem i ekspresja radnej Wojciechowskiej wpisuje się w ten zachwyt, chociaż ona raczej tego świadomie nie robi.Zamiast dyskusji na argu-menty słyszymy, że ktoś jest mały, łysy czy gruby. A to jest już poziom piaskownicy. Przeraża to,że radna Wojciechowska szuka usprawiedliwienia dla swoich słów.

Robert Surowiec,szef klubu PO: - Jako przewodni-czący rady wiele razy zwracałem pani Wojciechows-kiej uwagę na wypowiadane publicznie słowa. Zawsze obiecywała, że to się już więcej nie powtórzy. Jednak wszyscy wiedzą, że jest osobą rozemocjonowaną. Zbija kapitał polityczny na pracy społecznej i na krzykliwym charakterze. W poprawę więc nie wierzę. Ktoś w końcu radną
pozwie do sądu.


Do dziś jednak nikt radnej Wojciechowskiej nie pozwał, to ona pozywa.

- Niech wyrok na tego internautę będzie nauczką i ostrzeżeniem dla innych, którzy mnie atakują skrycie zza węgła,ukrywając się pod pseudonimami - mówi "Gazecie" Wojciechowska. - Pierwszy już został skazany,ale mam listę następnych i czekam. Ja nie zapominam!

Andrzejusa: -Wystąpię o kasację wyroku do Sądu Najwyższego. Jeśli to nie pomoże, odwołam się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
W swoim wpisie o nic nie oskarżyłem radnej. Jedynie użyłem słowa "chamidło" na określenie jej zachowania. Radna mówiła na sesji o wiele gorsze rzeczy. Jest osobą publiczną i powinna się liczyć z adekwatną reakcją wyborców.


Źródło: Gazeta Wyborcza

---
Przykłady idą z góry. Ale lud sam sobie wybiera przedstawicieli, a dokładnie ma wybory w dupie.
A później takie kwiatki mamy. Kultura!
  • awatar antybohaterka: Groźna ta pani;o
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @antybohaterka: żeby rzucać mięsem trzeba mieć odpowiedni wygląd. groźny :(
  • awatar krzyslav: a moze czas zaczac scigac lamiacych ustawe o ochronie jezyka polskiego z urzedu - najlepiej zaczac od "osob publicznych" - celem odstraszenia innych, jak paru radnych, poslow i innych "wybrancow narodu" za publiczne bluzganie straci swoje mandaty i wyladuje w pierdlu bo "za szczegolna szkodliwosc spoleczna czynu" (sad winien siegnac po wymiar kary z gornej polki) to moze i reszta pomysli chwile nim zacznie dawac przyklad maluczkim...
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 
Supermarkety we Francji znów otwarte w niedziele


Francuski Senat przyjął ustawę pozwalającą na otwarcie w niedzielę supermarketów w dużych aglomeracjach miejskich i strefach turystycznych.

Tym samym parlament zatwierdził ostatecznie nowe przepisy dotyczące niedzielnego handlu.

W ubiegłą środę projekt tej ustawy uchwaliła już izba niższa francuskiego parlamentu - Zgromadzenie Narodowe.

Tekst nowych przepisów przeszedł w Senacie większością zaledwie kilku głosów. Za przyjęciem ustawy głosowało 165 senatorów, głównie z rządzącej prawicowej Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP), przeciw - 159, przede wszystkim opozycyjni socjaliści. Do przeciwników pracy w niedzielę dołączyli jednak także niektórzy deputowani z partii rządzącej.


Deputowani Partii Socjalistycznej zapowiedzieli zaraz po głosowaniu, że zaskarżą decyzję parla-mentu do Rady Konstytucyjnej jako sprzeczną z ustawą zasadniczą. Obowiązujący do tej pory zakaz, mimo licznych wyjątków,w zasadzie zabrania dużym sieciom handlowym otwierania sklepów w niedziele.


Uchwalony tekst ustawy jest wynikiem kompromisu między zwolennikami i przeciwnikami handlu w niedzielę. Nie obejmuje on więc całej Francji, lecz tylko wielkie aglomeracje - Paryż, Lille i Marsylię oraz około 500 gmin uznanych za turys-tyczne i uzdrowiskowe. Niektóre duże miasta, jak Lyon, skutecznie sprzeciwiły się przyjęciu nowych przepisów.

Prawa do niedzielnego odpoczynku pracowników sklepów najbardziej zdecydowanie broniła lewicowa opozycja. W grudniu ubiegłego roku deputowani
prowadzili nawet kampanię pod hasłem: "Yes weekend!", nawiązującym do sloganu wyborczego prezydenta USA Baracka Obamy: "Yes, we can!".

Szymon Łucyk za dziennik.pl
---
I tak polska klątwa dopadła Zachodu. Kilka lat temu Niemcy zezwolili, też tylko w miejscach turystycznych (ale pod tym pojęciem objęto np. cały Berlin) dopuszczono handel w weekendy. Kiedyś
nie do pomyślenia ale teraz liczy się tylko kasa.
A najśmieszniejsze jest to, że związki zawodowe tak kiedyś walczyły zażarcie o wolne niedziele i święta. A teraz? ...
  • awatar hobbystka entuzjastka: dali by ludziom troche spokoju.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: wiem, że wszyscy dzisiaj żyjemy w biegu. Ale w niedzielę naprawdę nie trzeba kupować butów i futer. jakieś sklepy spożywcze powinny być otwarte - ale max typu Lidl a nie całe centra handlowe. niedziela to czas odpoczynku, dla pracowników handlu również. powinny być czynne kina, kawiarnie, lodziarnie ale nie całe galerie handlowe. Natomiast w sobotę oczywiście tak. i widać zaraza dociera do kapitalistów
Pokaż wszystkie (2) ›