Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 8 czerwca 2009

Liczba wpisów: 7

nortus
 
Zakończyły się drugie wybory do europarlamentu w Polsce.

Wyniki w zasadzie zgodne z przewidywaniami:
górą PO - co jest dziwne biorąc pod uwagę, że to partia rządząca od 2 lat w Polsce. A zawsze im dłużej ktoś rządzi to ma gorsze poparcie, a PO - lepsze. Ciekawostka dropsa.
Ale to znowu nie były wybory ZA czymś tylko PRZECIWKO. Czy kiedyś w Polsce będzie normalnie?  

Tradycyjnie PO popierają ludzie młodzi i wykształ-ceni. Szokujące jest, że na wsi PO przegrała tylko
1% z PIS - przecież wieś to bastion PIS. Podobnie USA - pokażesz tam orzełka w koronie to ludzie wyją z zachwytu (nad czym?)
  • awatar kropka-nad-i: w wojewodztwach poludniowych glosuje sie na PiS tylko ze wzgledu na to ze popieraja bardziej kosciol, relikie, wiare. Slysze to w domu od dziecka, ze katolik glosuje na katolicka partie. a ta znow oznacza wlasnie PiS. przy czym "do konca katolicka" nie jest... no a na poludniu rozwoj kosciola w pełni ;D hmn. chyba sie stad wyprowadze ;P
  • awatar kropka-nad-i: * religie ;|
  • awatar Michasia21: nie poszłam głosować i jedni i drudzy nic nic innego nie robią jak tylko się wzbogacają na naiwności ludzkiej chociaż fakt jest dziwny że PO wygrało czyżby moherowe berety już nie ubóstwiały PIS-u ???
Pokaż wszystkie (12) ›
 

nortus
 

Padło kolejne marzenie Szczecina.


Nikt nie chce zbudować trybuny dla VIP-ów i dziennikarzy. Jej powstanie było warunkiem zgody na rozegranie meczu eliminacji Mistrzostw Świata na stadionie Pogoni


Mecz Polaków z reprezentacją Irlandii Pł. ma być rozegrany 5 września. W styczniu Polski Związek Piłki Nożnej podjął uchwałę,że spotkanie rozegra-ne zostanie w Szczecinie.Warunkiem była konieczna przebudowa archaicznego stadionu Pogoni. Część prac się już rozpoczęła. W poniedziałek w mieście
miało się odbyć otwarcie ofert na wyłonienie wykonawcy budynku dla VIP-ów i dziennikarzy obsługujących spotkanie.

Do przetargu nie zgłosiła się jednak żadna firma. Drugiego przetargu miasto nie rozpisze, bo jest zbyt późno. PZPN będzie musiał wyznaczyć inny stadion do rozegrania tego meczu.

---
I tak cudem powstały powrót do I ligi skończy się w polu. Z krzesłami.
 

nortus
 
Pomiędzy dzisiejszymi ulicami Karłowicza, Mickiewicza, Twardowskiego i Witkiewicza istniała kopalnia piasku.

Pod koniec XIX wieku zamieniono ją w miejskie wysypisko śmieci. Ale w 1916 roku w to miejsce sprowadzono kilka tysięcy rosyjskich jeńców wojennych, rękoma których teren zrekultywowano i
zamieniono w stadion sportowy. Tak powstał dzisiejszy stadion MKS "Pogoń".

W 1938 r z poparciem władz Rejencji Pomorskiej, miejskich a zwłaszcza pomorskiej struktury NSDAP opracowano koncepcję przekształcenia tzw. "Alp
Turzyńskich" w wielkie centrum imprez masowych (parteitagów czyli spotkań NSDAP) i sportowych. Według zamierzeń projektantów inwestycja ta miała
stanowić odciążenie Berlina od wielkich imprez organizowanych w stolicy III Rzeszy.
Do realizacji tego przedsięwzięcia miano przystąpić po zwycięskim zakończeniu wojny. Z pomysłu zachowały się jedynie plany i rysunki
określające zagospodarowanie sporego fragmentu miasta określonego linią kolejową obwodnicy szczecińskiej, dzisiejszej al. Ku Słońcu, ulicą
Derdowskiego i Mickiewicza.
  • awatar gość: mój Boże, jakby było cudnie... ale znając życie, nawet tego nie doczekam :/
  • awatar Nortus & Potworna spółka: szkoda, że Hitler wywołał wojnę.
  • awatar gość: szkoda, szkoda, i szkoda, że Szczecin się po tej wojnie nie może ogarnąć...
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 






Aż trudno uwierzyć, jak wyglądają

Nie od dziś wiadomo, że dobry makijaż potrafi ukryć nawet największe mankamenty urody. Często i gęsto korzystają z niego nawet gwiazdy uznawane
powszechnie za piękności, jak Penelope Cruz czy Jennifer Lopez. Aż trudno uwierzyć, jak wyglądają bez tapety. Przekonaj się sam.
--

Taaaaaak, trzy kilogramy tapety nawet z potwora zrobi piękność. Nawet ...
  • awatar Rakszasa: a ja znam takich ktorym nawet i tona nie pomoze ;]
  • awatar gość: dlatego ja ograniczam makijaż, żeby faceci nie krzyczeli budząc się rankiem przy moim boku... :d
  • awatar Rakszasa: @Guderian: a ciekawe czy jakas normlana piekan kobieta spojrzalaby na oblesnego faceta, jasne kobieta ma byc piekna a facet to jzu sobie moze... gratuluje
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Opis rysunku:
Plan pierwszego piętra gmachu i starego Konzerthausu ( zaznaczonego czerwoną
kreską ).
Widać, że nowa sala koncertowa miała być tak duża jak cały Konzerthaus
====


Co mają wspólnego przedwojenny nadburmistrz Szczecina Friedrich Ackermann i były już  prezydent miasta Marian Jurczyk ? Obaj chcieli wybudować halę widowiskową i żadnemu się nie udało. Gwoli ścisłości: nie tylko im dwóm. W
ostatnim stuleciu aż sześciu gospodarzy miasta podejmowało to wyzwanie

Trochę jak dworzec i bardzo duża

- Naprawdę niewiele brakowało, by udało się to zbudować - mówi Rafał Makała,historyk sztuki z Uniwersytetu Szczecińskiego i zastępca dyrektora
szczecińskiego Muzeum Narodowego, rozkładając przede mną plany budowy hali koncertowej z początku XX w.Odnalazł je w niemieckim czasopiśmie
zbierając materiały do swojego doktoratu. Nie były wcześniej publicznie znane.

Jest rok 1913. Miasto pod rządami nadburmistrza Friedricha Ackermanna,następcy słynnego Hermanna Hakena, rozkwita. Kończy się właśnie budowa
monumentalnych Hakenterrasse, dzisiejszych Wałów Chrobrego. Miasto szybko się rozbudowuje.

Właśnie wtedy władze przystępują do planowania kolejnej reprezentacyjnej budowli- Hali Miejskiej (zwanej po niemiecku Stadthalle). Postanowiono ją
ulokować przy Bramie Królewskiej, nadziałce sąsiadującej z wybudowanym w latach 80, XIX w. Domem Koncertowym, zwanym wówczas Konzerthaus (do lat 60.XX w. jego ruiny stały na obecnym parkingu przy Komendzie Wojewódzkiej Policji).

Ta ostatnia budowla,pełniąca funkcję filharmonii oraz zespołu sal na uroczyste okazje, na początku XX w. z trudem zaspokajała potrzeby szybko
rozrastającego się miasta - tłumaczy Rafał Makała - Stary Konzerthaus miał jednak zostać połączony z nowym obiektem, tak by funkcjonowały one jako jeden zespół.

Całość miałabyć też pewnego rodzaju łącznikiem między handlowo-rozrywkową częścią miasta rozciągającą się wzdłuż obecnej al, Niepodległości
(wówczas Paradeplatz) i pl. Żołnierza a komplek-sem urzędów i muzeum na Hakenterrasse.

- Kolejne plany zakładały także zabudowę części obecnego parku Żeromskiego między hotelem Park a nową halą - mówi Rafał Makała. - Nie zapomnijmy też, że gmach muzeum przy obecnych Wałach Chrobrego to tylko część zrealizowanego
projektu. Nie udało się już niestety zbudować jego drugiej części od strony parku.

Całość miała być imponującym kompleksem, który w jednej z oficjalnych miejskich publikacji zwano Forum Kultury.

Wróćmy do samego pomysłu budowy Stadthalle. Władze miasta ogłosiły konkurs na jej projekt w połowie 1914 r., niemal w przeddzień wybuchu I wojny światowej. W komisji, która miała wyłonić najlepsze opracowanie, zasiadł sam nadburmistrz Ackermann i słynny szczeciński architekt Wilhelm
Meyer-Schwartau.

-I twórcy o europejskiej sławie - dodaje Rafał Makała. - Hermann Muthesius i Bruno Schmitz, który przewodniczył obradom.

Konkurs trwał blisko dwa lata. Na początku 1916 r. komisja orzekła, że najbardziej podoba jej się projekt Paula Bonnatza, autora m.in. dworca
kolejowego w Dtisseldorfie. Jak szczecińska Stadthalle miała wyglądać, możemy się przekonać, oglądając odnalezione przez Rafała Makałę plany i
szkice.

Przyglądam się rzutowi od frontu. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że mam przed sobą coś na kształt gmachu szczecińskiego dworca kolejowego, tyle że
z bardziej wyniosłą środkową częścią.

- Bonnatz miał trudne zadanie - tłumaczy Rafał Makała. - Z jednej strony musiał wziąć pod uwagę funkcjonalność hali koncertowej, z drugiej zaś zadbać o to, by budowla swoimi rozmiarami nie przytłoczyła pobliskiej Bramy Królewskiej, i tak już "pomniejszonej" przez pobliski Konzerthaus i szereg wysokich kamienic ciągnących się wzdłuż obecnej ul. Matejki.

Architekt wywyższył więc część mieszczącą halę (miała wysokość mniej więcej 5 - kondygnacyjnej kamienicy), ale maksymalnie obniżył oba skrzydła budowli,w których miało znaleźć się cale zaplecze
Ich krańce ozdobił wieżyczkami.

- Projekty budowlane zwykle wyglądały już nieco inaczej - mówi Rafał Makała, - Myślę, że ówczesnym szczecinianom ta hala by się podobała.

Spacerkiem po gmachu

Jak to wszystko miało wyglądać z perspektywy widza wchodzącego do Stadthalle? Wejście zlokali-zowane zostało w środkowej części budowli.Tworzyć je miało pięć par dużych, podwójnych drzwi. Za nimi rozciągał się wielki hol z długą na ok. 60 metrów szatnią. Stąd gość mógł przejść w lewo w
kierunku kawiarni, restauracji bądź winiarni zajmujących imponujący, długi taras od strony parku. Po prawej miały być zlokalizowane pomiesz-czenia gospodarcze (np. kuchnie), a także przejście do starego Konzerthausu.

Stojąc w szatni, można też było skręcić w lewo lub prawo i szerokimi schodami wejść na pierwsze piętro.Tak wchodziło się do wielkiej sali koncer-towej . Na planie widać, że jej powierzchnia miała się równać wszystkim salom starego Konzert-hausu. Bonnatz planował, że zmieszczą się w niej 952 fotele dla widzów plus kolejnych 208 na balkonie.Sporą powierzchnię miała też do swojej dyspozycji orkiestra. Pozostałą część pierwszego piętra wypełniać miały pomieszczenia przeznaczone na zaplecze, w tym pokoje gościnne.Także i ten poziom planowano połączyć ze starym Konzerthausem,
powiększając przy tym jego największą salę.

Realizację planu wstrzymała I wojna światowa.

- Wydane w związku z nią prawo bardzo ograniczało aktywność budowlaną -mówi Makała. - Cały wysiłek, zarówno pod względem materiałów budowlanych, jak i
ludzi, miał iść na front.

Już po wojnie pogrążającego się w kryzysie miasta nie było stać na tak ekstrawaganckie projekty. O budowie hali mowa była jeszcze co prawda w 1921
r. (w publikacji - prezentacji miasta), ale na zapowiedziach się skończyło.

Pomysł powrócił za czasów hitlerowskich, tyle że już w całkiem innej, pompatycznej i zupełnie nierealnej formie. Ówczesny architekt miasta Hans
Bernhard Reichow planował budowę hali na terenie dzisiejszego osiedla Kaliny. Miała być częścią posadowionego w tym rejonie wielkiego kompleksu z
placem defilad, centrum kongresowym, pływalnią, stadionem, parkiem i ogrodem zoologicznym.

Przodownicy i skarbonki

Zaraz po II wojnie światowej na pierwsze plany budowy hali koncertowej długo nie czekaliśmy. Pojawiły się wiatach 50. i były utrzymane w typowo
socrealistycznym planie odbudowy zupełnie zniszczonej części Szczecina rozciągającej się w rejonie obecnego Pazimu i Ga!axy. Tu oprócz hali miał stanąć też nowy teatr, a ludność maszerującą na przedstawienia i imprezy miały witać ciągnące się wzdłuż obecnej al. Wyzwolenia (między pl. Rodła a pl. Żołnierza) posągi przedstawiające przodowników pracy. To oczywiście była fikcja, plany nigdy nie przybrały realnego kształtu.

Drugie podejście miało miejsce w latach 70. w epoce Edwarda Gierka, Wtedy po raz pierwszy jako miejsce inwestycji wymieniony został plac przy ul. Emilii Plater. Czasy radosnego wydawania pożyczonych pieniędzy sprzyjały tego typu
projektom, ale potraktowany po macoszemu Szczecin nie zdążył się na ten inwestycyjny boom załapać. A miało być pięknie - projekt przygotowany przez
Szczecińskie Biuro Projektów Budownictwa Przemysłowego zakładał budowę hali na wzór poznańskiej Areny.

Trzecia próba rozpoczęła się w marcu 1985 r. Wtedy powstał Komitet Budowy Hali. Poza chwilowym dobrym efektem propagandowym mającym poprawić fatalne nastroje nic się jednak nie wydarzyło. I dopiero trzy lata później Wojewódzka Rada Narodowa
(coś na kształt dzisiej szego urzędu wojewody, tyle że w wielu osobach z przewodniczącym prezy-dium WRN na czele) powołała Wojewódzki Fundusz Budowy Hali. Z tego, co relacjonowała ówczesna prasa,inwestycja miała być efektem pracy i finansowego wsparcia regionalnych firm oraz mieszkańców Szczecina. Ci ostatni mieli dołożyć się do budowy, wrzucając pieniądze do obrosłych już legendą dużych szklanych skarbonek rozstawio-nych  w różnych punktach miasta. I mimo że gospodarka się waliła,plany budowy rosły równie imponująco jak listy w społecznych kolejkach po
telewizory Rubin. Czegóż to miało nie być! Szczecinianie szybko dowiedzieli się, że zbudo-wana przy ul. Emilii Plater hala ma być tylko częścią większego kompleksu.Kolejne, już mniejsze hale (do uprawiania tenisa itp.) miały powstać w kierunku ul. Cyryla i Metodego i tam łączyć się z boiskiem (dziś porosłym chaszczami). Stad był już tylko krok do Gontynki, co w efekcie miało dać jeden wielki kompleks sportowo-rekreacyjny połączony ze sobą (uwaga) kładkami przebiegają-cymi nad ruchliwymi ulicami.

Czy te plany miały jakąś szansę? Chociaż malutką? Przyglądając się dziś zakurzonym dokumentom, trudno uwierzyć w realność przedsięwzięcia. Głównie za sprawa inflacji. O ile jeszcze w 1985 r. budowa samej hali miała kosztować ówczesnych 6 mld zł, to już w 1988 r. kwota ta przekroczyła 11
mld. Rok później Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Usług Inwestycyjnych, które miało realizować inwestycję, szacowało koszty na 35 mld zł. Pieniądze zbierane na fundusz budowy hali błyska-wicznie traciły na wartości, jeszcze zanim ktoś wyjął je ze skarbonek. Było ich ledwie 10 milionów z 705, jakie w sumie znalazły się na koncie funduszu. Najwięcej, bo 578, pochodziło z
budżetu województwa. 100 mln utopiła w przedsięw-zięciu Polska Żegluga Morska. Tak czy siak - pieniędzy zebrano czterdzieści razy mniej niż było
potrzeba.

Co stało się z bądź co bądź niemałymi pieniędzmi? Przyznam, że nie miałem zdrowia zliczać słupków w zakurzonych teczkach (na same ich wspomnienie
kicham straszliwie). Z pobieżnych oględzin wynikło jednak, że wydatków nie brakowało. Dokumentacja, opracowanie koncepcji hali, jej założeń ekonomiczno-technicznych - za to wszystko zapłacono. Z rzeczy bardziej widocznych: wykonano przełożenie wodociągu i kupiono kontenery mające służyć jako zaplecze dla inżynierów i robotników wznoszących obiekt.

I może wszystko by się jakoś powolutku potoczyło, gdyby nie uchwała Rady Ministrów z 30 czerwca 1989 r., która nakazała wydziałom kultury fizycznej wojewódzkich rad narodowych wstrzymanie wszelkich inwestycji. Stojące nad przepaścią państwo szukało oszczędności. Pieniędzy nie miało też samo miasto. I na tym budowa się zakończyła.

Po raz kolejny szczecinianie zaczęli być mamieni wizją hali widowiskowej za obecnej prezydentury Mariana Jurczyka. Tym razem wyczekiwany od stulecia obiekt miał stanąć w pobliżu toru kolarskiego, co wywołało furię lobby blaszako-garażowego z pobliskiego osiedla, które właśnie koło toru nocuje swoje pojazdy. Nieśmiało powróciła na chwilę wizja budowy przy Emilii
Plater, który to plac upodobał sobie goszczący regularnie w Szczecinie cyrk.
Może to ostatnie slowo jest dla całej sytuacji znamienne ?

ANDRZEJ KRAŚNICKI JR


No i podobno teraz hala ma szanse na powstanie. Czy nie tak jak wcześniej? Unia nie sfinansuje budowy hali bo część będzie przeznaczona na cele komercyjne. Więc miasto ma budować z kredytów.
Może nasze wnuki dożyją kiedyś imprezy w nowej hali, bo ja na pewno nie.