Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 5 czerwca 2009

Liczba wpisów: 13

nortus
 

Nie zmarnuj okazji.

Poświęć ten kwadrans w niedziele

Jeśli nie głosujesz - nie masz prawa później narzekać, oddałaś/oddałeś swój głos walkowerem.

Głosuj w niedziele. Nie wiesz na kogo - skreśl wszystkich - ale idź.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @ponizi: jak się zastanowisz, jeżeli w ogóle interesuje Cię los kraju i przyszłość Twoja i Twoich bliskich, to znajdziesz. A jeżeli nie wiesz na kogo głosować to skreśl wszystkich ale weź udział i odrobinę odpowiedzialności za swoją i innych przyszłość.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @aksia: Polacy potrafią tylko narzekać, ciągle są ONI: oni źle robią, oni są źli, oni nie pozwalają. Ale jak raz na 4 lata możesz mieć swój jakiś udział, żeby onych nie było to umywasz ręce. A później będzie, że oni znowu .... Dlatego w tym kraju zawsze będzie nędza i hołota rządziła. Najłatwiej nie brać na siebie ani drobiny odpowiedzialności, później zwalać na innych bo ONI źle wybrali. A gdzie Ty byłaś/byłeś? Tak ciężko trochę pomyśleć i zagłosować.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Rozumiem, że nie każdy interesuje się politykom. Normalne. Ale wyobrażanie sobie że w 400.000 mieście jakim jest Szczecin masę ludzi nie wie, kto jest prezydentem miasta? Wiedzą tylko, że te skurw.... i złodzieje .... ale sami nie zrobią nic, tylko narzekają. A jak się człowiek ich pyta na kogo głosowali to pada odpowiedź: panie, a co mnie obchodzi kto rządzi. Ale później same pretensje. Tak samo jest z wyborami do Sejmu i Europarlamentu. Później lament i płacz, że ONI są źli a tych dobrych to nikt nie wybrał. A kto miał wybrać, jeśli większość nie chodzi na wybory i wygrywają populiści. A durni ludzie wierzą, że dostaną za darmo mieszkania, samochody, miliony, każdy będzie miał wille i jacht. Ale na takich ludzi głosują debile i ci co nie idą głosować. To nie paradoks, ale jeśli nie idziesz głosować to zgadzasz się z wyborem fantastów przez małą grupkę kolesi i wariatów. A wiec nie jesteś lepszy od nich.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Dzień dobry

słonecznie ale chłodnawo przez wietrzyk.

Widzę, że od kilku dni Xylia wróciła do swojego starego zwyczaju.

Przychodzi przed 7 do mojego łóżka, kładzie się w nogach i zaczyna mruczenie. Mruczy i mruczy aż wstanę.
Gdy otworzę oczka to ona łagodnie wyciąga swoje łapki żebym ją pogłaskał i dalej mruczy.
Ale jeśli nie wstaję to leży obok, na grzbiecie, i mruczy.
Jeśli jednak tylko zobaczy że wstaję to od razu zeskakuje z łóżka i czeka na mnie w sypialni, kierując mnie do kuchni bym dał jej mięska.

Czyżby chciała mnie przekupić?
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Nie, to centrum Szczecina. Główne ulice: Krzywoustego i Niepodległości.

Oczywiście jest wiele pięknych miejsc i budynków, ale i wiele takiego syfu. A władze miasta są oczywiście bezradne i nic nie mogą.

Nie chcą.

Koło tych miejsc przechodzą tysiące ludzi codziennie, ale nikt palcem nie kiwnie żeby posprzątać.
Przy pl. Rodła (obok Pazimu i Galaxy) często chwasty mają pół metra wysokości i dopóki dziennikarze nie opublikują zdjęć w gazetach to władze miasta nie widzę tego.
Urzędnicy i Radni chyba latają samolotami do pracy
 

nortus
 

Dla Oli.

Mapka jak trafić na Różankę.

I znowu piszę na Różankę, a powinno być do Różanki, Ogrodu Różanego. Ale jakoś mi nie pasuje.
Jestem w ogrodzie jest naturalne, ale w Różance - za cholerę nie pasuje. A na Różance jest, chyba, błędne.
 

nortus
 
Jedyny w swoim rodzaju wrak nieco zapomnianego statku stanie się sceną jazzowego koncertu.

Publiczność wysłucha go z pokładów zacumowanych obok zabytkowych jednostek.

Koncert "Jazz na Betonowcu" odbędzie się 11 lipca. Będzie imprezą towarzyszącą Boogie Brain Festiwal. Wydarzenie zapowiada się niezwykle
oryginalnie. Jazz w wykonaniu Antoniego Gralaka i Dariusza Makaruka rozbrzmiewać będzie z pokładu wraku statku z betonu "Ulrich Finsterwalder"
osadzonego na dnie w północnej części jeziora Dąbie.
Publiczność wysłucha występu z pokładu kilku statków. Kilka z nich także będzie niezwykłą
atrakcją. Z nadodrzańskiego nabrzeża na jezioro wypłynie m.in. niemiecki holownik parowy
"Andreas" zbudowany w 1944r, który pomieści 60
pasażerów. Obok niego z 20 osobami na pokładzie wyruszy zbudowany w 1906r statek motorowy
"Eintracht". Najstarszy będzie holownik motorowy
"Volldampf" zbudowany w 1896r w Szczecinie. Na nim zmieści się 25 pasażerów.

W rejs na Dąbie wyruszą także dwa dobrze znane szczecinianom stateczki wycieczkowe: "Joanna" i "Dziewanna". W sumie zabiorą 260 pasażerów. Atrakcją rejsu na obu jednostkach będą występy znanych dj-ów. Na "Joannie" zagra legenda sceny berlińskiej dj Mitch, a na "Dziewannie" dj Mario oraz dj Benn The Ball.


Pokłady jednostek udostępnione zostaną od godziny 20. Rejs rozpocznie się godzinę później. Początek koncertu na betonowcu planowany jest na godzinę
23, a powrót do nadodrzańskiego nabrzeża na 2 w nocy.

Bilet na rejs ma kosztować 40 złotych.
 

nortus
 


Betonowiec - statek o kadłubie zbudowanym z betonu. Konstrukcje tego rodzaju były budowane w czasie II wojny światowej przez m.in. Niemców.


Historia
W czerwcu 1942 roku został utworzony na terenie Trzeciej Rzeszy specjalny komitet, który miał za zadanie zająć się budową tego typu statków. Nosił on nazwę "Sonderausschuss Betonschiffbau" ( dos-łownie: "specjalny wydział - budownictwo statków betonowych"). Jego szefem został mianowany wybitny inżynier Urlich Finsterwalder.

Okręty betonowe budowano głównie w stoczni w Darłowie, z racji ograniczeń wojennych co do użycia stali. Kadłub jednego z nich - "Urlich
Finsterwalder" - znajduje się na Jeziorze Dąbie w okolicach Inoujścia,
drugi - "Karl Finsterwalder" - na dnie Morza Bałtyckiego w okolicach Wisełki,
a trzeci z okolic Darłowa został wysadzony w powietrze na początku lat siedemdziesiątych.

Były to tankowce przewożące benzynę syntetyczną z
fabryki benzyny syntetycznej w Policach do Świnoujścia. Zastosowany do ich budowy beton wynikał z braku stali. Statki o betonowych kadłubach z tych samych przyczyn budowano także w USA zarówno podczas I jak i II wojny światowej.

Niektóre z nich do tej pory wykorzystywane są jako pływające falochrony.

O tym, że tego typu jednostki powstawały nie tylko nad polskim morzem świadczy ten fragment oryginalnego tekstu: "Budowa betonowych statków w
Niemczech była przedsięwzięciem doraźnym. Powstały
dwa tankowce o wyporności po 3000 ton - zostały one stracone. Ponadto: 1000-tonowy w Wiedniu,
nieukończone jednostki 700-tonowe oraz 750-tonowe barki - które były ciężkie, jednak niezbyt wytrzymałe. 3400 tonowy tankowiec bałtycki (...) i 3700-tonowy frachtowiec (...).

Poza tym powstały m. in. nad Wezerą, w Paryżu 700-tonowe jednostki (np. statek typu Tauberta)oraz większe, około 3400-tonowe tankowce oceaniczne w
Ruegenwalde i Warnie.
 

nortus
 
(autor: Piotr Szyliński Gazeta Wyborcza)

Obraz zachowany w pamięci: dwa holowniki holują wrak betonowego statku.Sam kadłub,bez nadbudówki. Na wraku mężczyzna w marynarskiej czapce siedzi w
drewnianym fotelu. Obok niego Lord. Mężczyzna to Eugeniusz Wasilewski, kapitan szczecińskiego portu. Lord to jego pies, owczarek alzacki. Natomiast wrak to poniemiecki betonowy tankowiec. Dziś już unikat.

Jest koniec lat 50. Holowniki ciągną wrak na jezioro Dąbie. Za chwilę osiądzie na płyciźnie przy Inoujściu, w północnej części jeziora.
Pozostanie tam już na zawsze.

Na całym polskim wybrzeżu są tylko dwa poniemiec-kie betonowe wraki:
ten koło Inoujścia oraz drugi, zatopiony na Bałtyku niedaleko Wisełki. W każdym razie o tych dwóch wiadomo. Był jeszcze jeden, na plaży pod Darłowem, ale 30 lat temu został wysadzony.
Skąd się tutaj wzięły?
Gdzie i kiedy zostały zbudowane? W jaki sposób? Komu i do czego służyły?
Do przewozu benzyny syntetycznej

Szczecinianie najlepiej kojarzą wystający nad powierzchnię wody wrak na Dąbiu. Żeglarze nieraz brali udział w regatach wokół betonowca albo do niego i z powrotem. Zarośnięty, zabrudzony przez ptaki, bez nadbudówki, wypatroszony z wszelkich sprzętów,latem niemal ginie w gęstym trzcinowisku

Zimą jest jednak doskonale widoczny. Kiedyś były plany, aby zrobić z niego baseny na wodzie. Ładownie doskonale nadawałyby się do tego. Skończyło się na niczym.

Jak tutaj trafił?
Wszystko wskazuje na to, że to "Ulrich Finster-walde", niewielki tankowiec o wyporności 2947 ton (90 m długości, 15 szerokości, 6,5 zanurzenia), należący w czasie wojny do szczecińskiego armatora
Lubberl & Reederei. Wspomina o nim Przemysław Federowicz w artykule "Betonowe statki" ("Odkrywca", 6/2001).

Według niego statek został zbudowany w 1941 r. i służył m.in. do transportu benzyny syntetycznej z fabryki w Policach. 20 marca 1945 r. podczas
radzieckiego nalotu na szczeciński port został poważnie uszkodzony. Niemcy próbowali jeszcze wykorzystać go do zablokowania toru wodnego, ale nie do końca im się powiodło.

- Czasu mieli niewiele. - Nie wiem, czy zerwał im się hol, ale statek osiadł na skraju toru wodnego niedaleko Inoujścia [między jeziorem Dąbie a Zalewem - red.]. Pamiętam, że przy niższym stanie wody nad powierzchnię wystawały jego fragmenty.

Zróbmy z niego basen

Leżał w tym miejscu przez ponad dziesięć lat. Choć nie blokował toru i był oznaczony pławami, stwarzał duże zagrożenie dla mijających się jednostek.
Dlatego na przełomie lat 50. i 60. zapadła decyzja o podniesieniu go z dna i odholowaniu. - Podniesiony został za pomocą zbiorników, które wypełnione wodą opuszczono na dno i przymocowano do kadłuba - opowiada Zbigniew Poniecki, niegdyś szef nawigacji w Urzędzie Morskim, gdzie pracował od 1946 r. - Zbiorniki, z których następnie wypompowano wodę i wpuszczono powietrze, uniosły kadłub. Pamiętam nazwę statku: "Finsterwalde".
Operacją holowania wraku dowodził sam ówczesny kapitan portu szczecińskiego Eugeniusz Wasilewski (zmarł w 1984 r.), kapitan żeglugi wielkiej, kapitan szczecińskiego portu w latach 1958-1960, pisarz, legenda marynistyki.
-Do dziś mam przed oczami ten widok:dwa holowniki ciągną wrak betonowca - wspomina Poniecki. - Na betonowcu w drewnianym foteliku siedzi kapitan
Wasilewski. Na głowie czapka marynarska. Obok, również siedzi, owczarek alzacki, jego pies. Pies wabił się Lord. Zawsze był przy kapitanie, razem
pływali. Był ważniejszy od całej załogi. Wrak miał być odholowany na jezioro Dąbie. Nie udało się jednak dotrzeć z nim w pierwotnie planowane miejsce.
Prawdopodobnie zaczął nabierać wody. - Wtedy chodziło już tylko o to, aby zwodować go jak najbliżej brzegu - dodaje Sankowski. Dlatego ostatecznie osiadł koło Inoujścia na głębokości trzech metrów. - Gdy powstał pomysł basenów, były nawet próby załatania go betonem, ale nieskutecz-ne - twierdzi Wojciech Piskorz-Nałęcki, właściciel
prywatnej firmy, od lat związany z przemysłem stoczniowym. Na ostateczne usunięcie wraku zawsze brakowało pieniędzy.

Częściowa blokada toru

"Ulrich Finsterwalde" miał bliźniaczą jednostkę -"Karl Finsterwalde". Losy "Karla" potoczyły się niemal identycznie jak "Ulricha". Również należał do Lubberl & Reederei, również obsługiwał m.in. fabrykę benzyny w Policach,także został ostatecz-nie zbombardowany - dokładnie osiem dni przed
"Ulrichem". Tylko że nie w Szczecinie, ale w Świnoujściu. "Feralny dla niego dzień 12 marca 1945 r. zastał go przy nabrzeżu półwyspu Kosa w
Świnoujściu" - pisze w "Betonowych statkach" Federowicz. I dalej: "Około godz. 12 nad portem pojawiło się 650 amerykańskich latających fortec B-17 i B-24.W wyniku bombardowania na dnie kanałów
portowych spoczęło wiele statków i okrętów. Był wśród nich także "Karl Finsterwalde". Według
Federowicza Rosjanie, gdy weszli do portu,postano-wili wykorzystać wrak do blokady toru wodnego do Szczecina. Podnieśli go z dna i 30 kwietnia zatopili w zakolu kanału Piastowskiego. Nie na długo. Zaraz po wojnie został odholowany kilometr dalej i osadzony niedaleko przystani Karsiborskiej

- Pracowałem w biurze konstrukcyjnym stoczni - opowiada. - Stocznia wysłała mnie do Świnoujścia, abym zinwentaryzował to, co pozostało z wraków, a może być przydatne w produkcji. I tam koło Karsi-borza stanąłem na betonowym wraku niedużego tankowca. Spisałem będące na jego wyposażeniu wszelkie zawory i rurociągi, które później trafiły do stoczni.

Dopiero w latach 60. "Karl Finsterwalde" został odholowany na Zatokę Pomorską i zatopiony w rejo-nie Świdniej Kępy koło Wisełki na głębokości 10m. Przy niskim stanie morza wystaje nad owierzchnię. Gdy rok temu ekipa szczecińskiej telewizji robiła reportaż o betonowcu, rozstawiła na nim nawet
statyw z kamerą.


Za doki i pochylnie wystarczał dół

Betonowe statki Niemcy budowali, jeszcze zanim powstała stocznia w Darłowie.Próby, często jednak nieudane, podejmowali już w latach 20. I nie tylko oni.

Zaawansowane prace prowadzili też Rosjanie. Dziś można jedynie podejrzewać, w których miejscach pod Szczecinem mogły powstać betonowce. Do ich budowy nie potrzebne były bowiem ani stoczniowe doki, ani pochylnie.

- Najważniejszy był odpowiednio położony nad wodą kawałek ziemi i ręce do pracy. Dużo rąk.
Wystarczyło wykopać dół poniżej lustra wody oddzielony od niej groblą.W nim formowano kadłub, następnie zalewano i wyprowadzano na szeroką wodę. Dół zasypywano i wszystko wracało do pierwotnego wyglądu.

Po co zatem stocznia w Darłowie? Jak była jej rola? - Jej rola polegała na tym, że właśnie w Darłowie i równocześnie kilku innych miejscach Niemcy podjęli próbę uprzemysłowienia betonowców -- Postanowili zrobić coś, czego wcześniej nie próbowali: produkować je seryjnie.

Do korzystania z betonu zmusiły Niemców coraz większe kłopoty ze stalą,którą niemal w całości pożerał przemysł zbrojeniowy.Wojna w Europie trwa-ła uż bowiem od blisko trzech lat i nie zanosiło się na rychły koniec.Jednak budowa jednego statku z betonu potrafiła ciągnąć się nawet ponad rok. Zbyt długo. Stocznia miała to przyspieszyć. I tak w 1942 r. w Darłowie powstały dwa suche doki z pochylniami.

Dlaczego właśnie w Darłowie? - Podejrzewam, że zdecydowały trzy czynniki -mówi Piskorz-Nałęcki. -Po pierwsze odpowiednie ukształtowanie terenu. Po drugie znajdujący się tam obóz jeniecki, a więc nieograniczony dostęp do taniej siły roboczej. Po trzecie zalegające w pobliżu złoża piasku.

Wesele na betonowcu

W Darłowie miało powstać sześć jednostek: dwa tankowce i cztery frachtowce.
Prawdopodobnie zwodowane zostały tylko cztery jednostki. Tak naprawdę jednak nie ma pewności, co się z nimi stało. - Problem ze stocznią w Darłowie jest taki, że w archiwach niemieckich pozostało na jej temat mało informacji - mówi Przemysław Federowicz,autor cytowanej publikacji, znawca tematu, współpracownik magazynu "Okręty wojenne". - Sam, zajmując się marynistyką i mając dostęp do wielu źródeł zachodnich, natrafiłem tylko kilka razy na wzmiankę o niej.
Całe archiwum stoczni (plany, zlecenia budowy itd.), jeśli nie zostało ewakuowane, to zostało zniszczone w 1945 r. Podobnie jak sama stocznia,
wysadzona przez Niemców, a później do reszty splądrowana przez Rosjan.
Pewne jest, że jeszcze na początku lat 70. na plaży w Bobolinie pod Darłowem częściowo wkopany w piasek leżał wrak betonowca. Leszek Lichański z
Bobolina, gdy w czerwcu 1972 r. brał ślub, wraz z gośćmi weselnymi dobrze się na nim bawił.
- O świcie, gdy już robiło się jasno, poszliśmy z orkiestrą na plażę - wspomina Lichański.Orkiestra rozstawiła się na betonowcu, chyba ze 20 gości na nim tańczyło. Znałem go na wylot. Jako chłopak z kolegami wiele razy pływaliśmy w jego lukach ładowniczych. Czy ten statek powstał właśnie w
Darłowie? Leszek Walkiewicz z Darłowa, który na stronie internetowej www.pomorze.gcl.pl opisuje ciekawostki związane z miastem, jest przekonany,
że tak. Całkiem możliwe, że tak było, dowodów jednak brak. I już o nie trudno - w połowie lat 70. wrak został wysadzony. Tworzące się wokół niego zawirowania wody niszczyły wydmy. Czasami jeszcze można natknąć się na fragmenty prętów zbrojeniowych.

Jedyne w Polsce

Na obszarze obecnego Zachodniopomorskiego zarówno przed wojną,jak i w jej trakcie betonowych stat-ków było sporo. Po zakończeniu walk pozostało po nich niemało wraków.Przemysław Federowicz wymienia
choćby dwie kolejne jednostki. Jedna jeszcze w 1949 r. miała zalegać na terenie świnoujskiej
stoczni remontowej.Co ciekawe-była niekompletna.  Wiem o niej z relacji naocznych świadków - mówi Federowicz. - Na pewno nie była ukończona. Być
może była to jednostka ewakuowana z Darłowa lub z zachodu. Druga, motorowy transportowiec o nazwie "Dagobert", od 1944 r. pływała między Świnoujściem a Szczecinem. Co się z nią stało - nie wiadomo. Pewne jest, że dziś w Polsce
znamy tylko te dwa wraki: z jeziora Dąbie i Bałtyku koło Wisełki.
- W niemieckich rejestrach zatopień wymieniane są tylko te dwie jednostki: "Karl" i "Ulrich Finsterwalde". Nie można jednak wykluczyć
istnienia innych. Literatury na ten temat brak.

okretywojenne.pl/pefu/html/pl_wyborcza1.htm
 

nortus
 

Szokujące wyniki kontroli

Uwaga! Po przeczytaniu wyników tych badań może odejść ochota na kebaba czy pizzę.

Przeterminowane surowe mięso, pizza z wyrobem seropodobnym, niedoważone porcje - to w polskich tanich barach norma.
Kontrolerom z Państwowej Inspekcji Handlowej trudno było znaleźć uczciwy lokal.


85 proc. barów z szybkim jedzeniem oszukuje swoich klientów - wynika z kontroli Państwowej Inspekcji Handlowej,do których dotarła reporterka radia RMF. Głównym grzechem kebabowni, pizzerii czy pierogarnii są niedoważone porcje. Ponad połowa kontrolowanych lokali niewłaściwie informowała o cenach.

Na tym nie koniec. Aż jedna czwarta zbadanych próbek nie spełniała norm jakościowych. Właściciele barów nagminnie zamieniają używają produkty o wątpliwych walorach smakowych. I tak zamiast sera żółtego na pizzy, dostajemy produkt seropodobny z aromatem, zamiast śledzi, anchois (sardelę), zamiast bekonu, wędzonkę. Kontrolerzy trafili nawet na pizzę, w której nie było ani jednego składnika podanego w menu.

Normą jest też zmniejszanie ilości najdroższych składników. W pierogach z mięsem jest go tylko jedna czwarta, a nie połowa. Kontrolerzy trafili na fasolkę po bretońsku, w której mięso stanowiło tylko siedem procent składu.

Oddzielnym problemem są terminy przydatności produktów do spożycia. W skrajnym przypadku mięso przyjechało do baru z kebabem już siedem dni
przeterminowane.

---
Smacznego !!!!!
  • awatar antybohaterka: mmmm ruskie!
  • awatar Multiple Half Moon: A w moim mieście potrafią sprzedać nawet KebaP... więc nic już mnie nie zdziwi.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Half Moon: obie nazwy są poprawne: kebab i kebap. Jedna pochodzi z języka arabskiego a druga z tureckiego. Chociaż gdy pierwszy raz zobaczyłem kebap to zacząłem się śmiać, jestem przyzwyczajony do niemieckiego kebabu. a tu taka zmyłka. sprawdzałem w słowniku.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

W Watykanie panuje stan alarmu z powodu złej sytuacji finansowej i debetu na kontach w rezultacie obecnego kryzysu gospodarczego - pisze w piątek włoski dziennik "Il Giornale".

Gazeta informuje, że w ostatnim czasie Gubernato-rat Państwa Watykańskiego odnotował zmniejszenie wartości swych inwestycji dokonanych na rynku
amerykańskim. Pochodzą one z czasów, gdy guberna-torem był amerykański kardynał polskiego pochodzenia Edmund Casimir Szoka.

Kiedy w 2006 roku kardynał Szoka odchodził na emeryturę, pozostawił pokaźne aktywa i inwestycje w banku Goldman Sachs - podkreśla dziennik. Dodaje, że uległy one znacznemu zmniejszeniu, a na kontach gubernatoratu pojawił się duży debet.

To rezultat - jak wyjaśnia "Il Giornale" - załamania na amerykańskich rynkach finansowych i zawirowań na rynkach międzynarodowych oraz zwiększenia wydatków na bezpieczeństwo papieża i Watykanu.

Majątek Stolicy Apostolskiej został "wystawiony na ciężką próbę" - stwierdza "Il Giornale" dodając, że jej budżet za rok 2008 został zamknięty deficytem w wysokości 9 mln euro.

Ponadto dziennik zwraca uwagę na spadek datków wiernych w wyniku skandalu pedofilii w Kościele w USA oraz z powodu pogorszenia się sytuacji finansowej ludzi.

Artykuł kończy konstatacja o pilnej potrzebie reformy zarządzania watykańskimi finansami, tak by były one "bardziej skuteczne i przejrzyste".
---
I chyba coś w tym jest skoro wyprzedają faksymile swoich archiwów. A później może swoje pałace?
 

nortus
 

Z agresją na drogach spotykamy się wszyscy.

Jednak to,co się stało na parkingu w Częstochowie przy rynku na Zawodziu, wprawia w osłupienie.

Zaparkowanie we wtorek targowy jest tam nie lada problem.Ok. godz. 10.20 22-letnia częstochowianka wysiadła z auta i pobiegła szukać wolnego miejsca.
Stała tam, czekając, aż towarzyszący jej kierowca dojedzie na miejsce.

Taki sposób rezerwacji nie spodobał się 64-letnie-mu kierowcy matiza.
Najpierw krzykiem chciał zmusić kobietę,by ustą-piła mu miejsca. Gdy to nie pomogło, postanowił wyegzekwować prawo do parkowania. Ruszył, a potem trzy razy najechał kobietę samochodem.

Ta upadła na chodnik i dotkliwie się potłukła. Mężczyzna, nie zważając na to, zepchnął kobietę i zaparkował w wywalczonym przez sobie miejscu.

22-latka po opatrzeniu ran przez lekarzy zawiado-miła policję. -Kierowca za uzyskane w taki sposób miejsce parkingowe może spędzić w więzieniu nawet dwa lata - mówi nadkom. Joanna Lazar, rzeczniczka policji.

---
I pomyśleć, że niedaleko mieszka moja Ciocia.
 

nortus
 


Finał brytyjskiej wersji "Mam talent" oglądały miliony widzów.Podczas ogłaszania wyników wszyscy wstrzymali oddech. Do ostatniej chwili wielu
myślało, że zwyciężczynią zostanie Susan Boyle, skromna kobieta ze Szkocji,która swym głosem podbiła serca ludzi na całym świecie. Stało się jednak inaczej i to grupa taneczna "Diversity" zgarnęła główną wygraną.

Oto,dlaczego tak się stało.

Finaliści brytyjskiej edycji "Mam Talent" byli bohaterami wielu filmików na portalu YouTube. By ułatwić widzom głosowanie, pod klipami z ich występami podano numery telefonów, pod którymi można było zagłosować na swoich ulubieńców. Niestety, przez niedopatrzenie jeden z numerów był
nieprawidłowy. Pech chciał, że jedyną ofiarą błędu została Susan Boyle.

Pierwsza myśl, jaka się pojawiła - spisek. Czy komuś mogło zależeć na tym, aby poczciwa Szkotka nie zwyciężyła w programie? A może ktoś chciał jej
utrzeć nosa, bo była zbyt pewna wygranej? Prawdy zapewne nigdy nie poznamy.
Jedno jest pewne, panna Boyle przypłaciła niekorzystny dla siebie wynik głosowania załamaniem nerwowym.

Na szczęście jej sława już obiegła cały świat - możliwe, że gospodyni domowa wyjdzie z całej sytuacji obronną ręką i jeszcze o niej - i ją - usłyszymy.
---
Szkoda, że nie ona wygrała. Chociaż tancerze też są super to jednak ona ma dar wrodzony.
Ale pewnie wróci na scenę.
 

nortus
 

Trzej pijani nastolatkowie pobili przechodnia w Katowicach, a kiedy ten schronił się w kościele, wtargnęli do środka i zaatakowali wiernych.

W środę najstarszy ze sprawców trafił do aresztu.

- Ta sprawa to świadectwo, że dla przestępców nie ma już żadnej świętości - mówi prokurator Bogdan Łabuzek, szef Prokuratury Rejonowej Katowice Centrum Zachód.

Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem na ulicy Mariackiej w Katowicach.
Wracający do domu mężczyzna zwrócił uwagę trzem zataczającym się nastolatkom (14,18 i 19 lat), aby tak głośno nie przeklinali. Ci bez słowa ostrzeżenia zaatakowali go i zaczęli okładać po głowie.Przerażony mężczyzna wyrwał się napastni-kom i uciekł do pobliskiego kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny (popularnie nazywany kościołem Mariackim).
Liczył, że będzie to azyl, który go uchroni, bo w środku odbywała się wieczorna msza święta.

Rozjuszonych bandytów to jednak nie powstrzymało. Wyrwali sztachety z klombu przed kościołem i wykorzystując je jako taran zaatakowali drzwi świątyni.
Pobity przez nich mężczyzna trzymał je od środka, a napastnicy zaczęli wykrzykiwać, co mu zrobią, jak go dopadną. Cały czas przy tym przeklinali. -

Kiedy w końcu wtargnęli do kościoła byli wściekli i zaczęli rzucać sztachetami w zgromadzonych dookoła wiernych - mówi prokurator Wiktor
Czechak z katowickiej prokuratury.

Msza została przerwana, ale zdenerwowani wierni nie dali się zastraszyć. Zatrzymali napastników, którym, na szczęście, nie udało się odnaleźć
pobitego mężczyzny.

Agresywni nastolatkowie byli pijani, mieli od 1 do 2 promili alkoholu w wydychanym powietrzu. Po przesłuchaniu 14-latek trafił przed oblicze sądu
rodzinnego, natomiast jego dwóm starszym kolegom przedstawiono zarzuty pobicia, zniszczenia mienia oraz obrazy uczuć religijnych. Grozi za to kara
do 3 lat więzienia. 19-latek, jako najbardziej agresywny uczestnik zdarzenia, na wniosek prokuratury został aresztowany na trzy miesiące.

Pobity mężczyzna trafił do szpitala. Wstępna diagnoza mówi, że w wyniku uderzeń w głowę prawdopodobnie stracił słuch w jednym uchu. Teraz zajmują się nim specjaliści.

Ksiądz Andrzej Suchoń, proboszcz kościoła Mariackiego nie chciał komentować incydentu. - Bo nie chcę nadawać temu, co się stało w niedzielę rangi medialnej - tłumaczył. Przyznał jednak, że nigdy wcześniej w swojej karierze duszpasterskiej nie spotkał się z czymś takim.
  • awatar geekon: Czas zbierać graty i wynosić się z tego kraju, póki ma się słuch w obu uszach.
Pokaż wszystkie (1) ›