Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 28 maja 2009

Liczba wpisów: 17

nortus
 
Król Jordanii w przebraniu sprawdził ośrodek zdrowia


Król Jordanii Abdullah II ibn Husajn przeprowadził
w przebraniu wizytację ośrodka zdrowia, aby ocenić jakość świadczonych tam usług - podały
jordańskie źródła.

W czarnej, tradycyjnej, długiej arabskiej szacie, z głową owiniętą arafatką w biało-czerwoną krateczkę, król został jednak w końcu rozpoznany przez kilka osób.

Wspierając się na lasce, król, niczym słynny kalif Bagdadu Harun ar-Raszid, który w przebraniu chadzał ulicami, wmieszał się między pacjentów, aby przekonać się, jak są traktowani.

Władca Jordanii nie pierwszy raz naśladuje Haruna ar-Raszida (763-809). Od objęcia tronu w 1999 roku kilkakrotnie w przebraniu taksówkarza lub starca wchodził między zwykłych ludzi.

---
Przydałoby się naszemu prezydentowi pójść w miasto
spoza szyb limuzyny to dowiedziałby się ile ludzie
zarabiają i jakie są ceny. Bo ewidentnie on i jego doradcy tego nie wiedzą.
  • awatar krzyslav: oszalales??? "spieprzaj dziadu" kaczynski wsrod plebsu????? aaa to ten drugi ...i tak malo kto ich odroznia - zreszta po co? poza tym on i tak "wie lepiej" co nas uszczesliwi (tak zdaje sie rozumowaly "wiadome sily" ktorymi on nas stale straszy)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Zanim wsiądziesz w tramwaj, poszukaj połączenia w internecie. To działa!

Jako trzecie miasto w Polsce Szczecin skorzystał z możliwości jakie oferuje popularna wyszukiwarka google. Teraz pasażerowie, mogą w prosty sposób
sprawdzić jakie są dla nich najdogodniejsze połączenia z punktu A do punktu B.

Wyszukiwarka dostępna jest na stronie internetowej
www.zditm.szczecin.pl oraz stronie www.google.pl/
transit


O udogodnienie postarał się Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego.
- Początkowy okres funkcjonowania wyszukiwarki traktujemy jako testowy, dlatego też otwarci jes-teśmy na sugestie dotyczące lokalizacji przystan-ków na mapie, wskazanych czasów przesiadek. Sama mapa, wyszukiwanie miejsc na mapie i działanie wyszukiwarki leży po stronie Google - mówi Marta
Kwiecień-Zwierzyńska z ZDiTM.

Za stworzeniem i uruchomienie wyszukiwarki stoi dział planowania i koordynacji ruchu, który na co dzień zajmuje się układaniem rozkładów jazdy.

- Google stworzyło program, do którego można się wpiąć. W celu korzystania z tego programu niezbęd-nym było przygotowanie informacji rozkładowych oraz lokalizacji przystanków - wyjasnia Kwiecień-Zwierzyńska. - Porozumienie z Google zawarte zostało na czas nieokreślony.

ZDiTM nie płaci za to rozwiązanie ani złotówki. Szczecin jest 3 siecią komunikacyjną w Polsce (po Olsztynie Białymstoku) i 18 w Europie posiadającą
wyszukiwarkę opartą na Google Transit.

Na razie, kiedy pasażer wyszukuje połączeń po nazwie ulic zaleca się wpisanie pełnej nazwy ulicy np. Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W takiej formie nazwy ulic wpisane są mapach Google i wyszukiwanie po niepełnej nazwie może nie działać prawidłowo.

Za około 3 miesiące wyszukiwanie połączeń możliwe będzie również za pomocą obowiązujących nazw przystanków.
 

nortus
 
Szczecin: Informacja na dworcu PKP tylko po polsku

Co ma zrobić obcokrajowiec na Dworcu Głównym,który
nie zna języka polskiego,a chce uzyskać informacje
o pociągach? Może liczyć tylko na siebie,ewentual-
nie litość innych podróżnych, którzy wyjaśnią mu, o co chodzi paniom z informacji.

Informacje o pociągach są udzielane w tym okienku tylko w języku polskim.
Kto nie zna naszego języka, musi sobie radzić sam.

Problem nie jest nowy. W informacji kolejowej żadna z osób nie mówi w języku obcym na tyle, by porozumieć się z podróżnymi.

- Pracuję na dworcu w biurze podróży. Czasami mam wrażenie, że tylko ja jestem osobą, która mówi tu w jakimkolwiek języku obcym-opowiada nasza Czytel-
niczka. - Na przykład ostatnio: Przemiły Duńczyk chciał dostać się pociągiem do Rostocku. Poszedł do informacji PKP,pani z okienka na kartce wyskro-bała mu jakieś trzy godziny i rozłożyła ręce, bo nie potrafiła wyjaśnić, że pan ma pociąg za godzinę, musi dojechać do jednego miasta i tam
się przesiąść.

Takich sytuacji w tygodniu nasza Czytelniczka ma przynajmniej kilka.W lecie będzie ich z pewnością jeszcze więcej, gdyż wówczas liczba turystów z
zagranicy wzrasta.

-Szczecin aspiruje do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, a nie potrafi zadbać o turystów już na samym początku ich wizyty w mieście - żali się
pracownica biura podróży. - To samo dotyczy komunikatów o podstawieniu czy odjeździe pociągu. Dla Polaka są prawie niezrozumiałe!Sprzęt nagłaś-niający pamięta chyba jeszcze czasy Gierka. Nie wspomnę o tym,że żaden pociąg nie jest zapowiada-ny w języku obcym.

Dyrektor Zachodniopomorskiego Zakładu Przewozów Regionalnych w Szczecinie większego problemu w braku znajomości języków obcych przez pracownice
informacji nie widzi.

- Na dwóch dworcach w Paryżu próbowałem się porozumieć po angielsku i nic z tego nie wyszło - mówi Andrzej Chańko, dyrektor ZZPR. - Po prostu nikt nie znał tam angielskiego. Więc nie jest z nami wcale tak źle.

Na to, że w informacji kolejowej w Szczecinie podróżni będą mogli wkrótce porozumieć się w językach obcych, nie ma jednak co liczyć.

- Najdalej do końca roku planujemy zlikwidować informację na Dworcu Głównym w Szczecinie - wyjaśnia dyrektor. - Nawet 80-90 procent zapytań dotyczy bowiem pociągów InterCity. A ta spółka ma na dworcu swoje centrum obsługi klienta, w którym można uzyskać informacje o wszystkich pociągach. Osoby, które tam pracują znają język angielski, bo było to warunkiem przyjęcia ich do pracy.

---
Panu dyrektorowi PKP powiem, że pewnie w Pciumiu Dolnym też nie znają angielskiego. Choć mogę się mylić. A Paryż to on widział chyba koło Warszawy.
Rozumiem, że miasto nie może zmusić PKP do zatrud-niania pracowników znających chociaż angielski choć tu by się bardziej przydał niemiecki.
Ale skoro w punkcie informacji turystycznej w Szczecinie ludzie nie znają innego języka poza polskim to co się dziwić.
A co niech głąby za granica uczą się polskiego skoro chcę tu przyjeżdżać.
 

nortus
 

Nadchodzące Dni Morza Sail Szczecin 2009 mają być dowodem, że miasto wraca nad wodę.

Główną atrakcją będą żaglowce, w tym wielkie -"Dar Młodzieży" i "Mir".Zamiast gwiazdy muzycznej spektakl plenerowy.

- Od czasu finału regat The Tall Ships' Races 2007 chcemy, by dni morza były imprezą w wielu aspektach odwołującą się do morza i kultury morskiej - twierdzi Piotr Krzystek, prezydent Szczecina. - Obiecujemy dobrą zabawę, każdy znajdzie coś ciekawego.

Dni Morza zaczynają się 12 czerwca i potrwają do 14. W tym roku impreza ma status centralnej, więc gościem honorowym i patronem będzie minister
infrastruktury.  O tym, że morskie święto zaczyna się niebawem, mieszkańcy Szczecina będą mieli okazję przekonać się już w środę wieczorem, gdy saperzy ustawią most pontonowy otwierający przej-ście na Łasztownię. W piątek rano do szczecińs-kiego portu wpłyną dwa największe żaglowce - goście Dni Morza - polski "Dar Młodzieży" i rosyjski "Mir".
Oficjalnie imprezę otworzy koncert szczecińskich filharmoników, po których na scenę przy Wałach Chrobrego wejdą młode szczecińskie zespoły.

W programie są warsztaty żeglarskie, konkursy i zawody, prezentacje żaglowców i oldtimerów. Jednym z najważniejszych wydarzeń ma być plenerowe
widowisko pt. "Znak Gryfa".

-Spektakl rozpocznie się na Wałach pod Minotaurem i przez nabrzeże dotrze na wodę - zdradza Jerzy Raducha, dyrektor biura ds. morskich UM Szczecin -W całym widowisku weźmie 120 osób, trzy duże jednostki pływające i 4 mniejsze. Główne role obsadzą Robert Gonera i Mikołaj Krawczyk oraz szczecińscy aktorzy Robert Gondek i Katarzyna Sadowska.

Dni Morza od tego roku mają dłuższą nazwę - Dni Morza Sail Szczecin.
Według przedstawicieli urzędu chodzi o to, by żeglarze z całego świata otrzymali jasny sygnał co to za wydarzenia.

- Od Toronto przez Osakę po Amsterdam są imprezy żeglarskie o takiej właśnie nazwie - tłumaczy Mira Urbaniak z biura ds. morskich. - Sail Szczecin będzie jasno mówiło o standardzie wydarzenia.

Szczecin będzie swe Dni Morza promował lokalnie i w całej Polsce. Kampania ma sięgnąć także do Niemiec.

Hasłem na kraj jest "10 w skali Bowarto".

Kolejny slogan z błędem dyrektor Wydziału Promocji i Informacji tłumaczy oględnie.
 

nortus
 

PiS to "prywatna" partia Jarosława Kaczyńskiego. On gardzi ludźmi. To tylko pionki w grze, która ma prowadzić do szlachetnych celów. Bo nie mam
wątpliwości, że Kaczyński chce dobra Polski" - mówi w wywiadzie dla dziennika Marcin Libicki, skreślony przez kierownictwo PiS z listy do
europarlamentu.


- Trudno sobie wyobrazić PiS bez Jarosława Kaczyńskiego, mówi Libicki i dodaje, że problem prezesa PiS "nie polega na jego intencjach, tylko na jego politycznych metodach".

Polityk podaje własny przykład. Pozbycie się go z list do europarlamentu było na rękę prezesowi PiS. Ale nie przewidział on, że Libicki i jego
środowisko opuszczą partię. Na dwie godziny przed ogłoszeniem tej decyzji "zadzwoniły do mnie dwie osoby z PiS, w tym Przemysław Gosiewski.
Zaproponowano mi ministerialne stanowisko w kancelarii prezydenta" - ujawnia Libicki.

---
Ciekawe, że dopóki nie wywali go od koryto to jemu nie przeszkadzało to co teraz sam mówi.
Jakoś to tak dziwnie u nas jest, jak przy korycie to siedzi cicho, jak wywalą to wielki krzyk.
A że kaczka taka jest to przecież wiedzą chyba wszyscy, poza nim i jego bratem.
 

nortus
 
"Dziennik Polski": Nowa opera do remontu

Aż 10 mln zł trzeba będzie wydać na naprawianie i doinwestowanie oddanej w grudniu zeszłego roku Opery Krakowskiej, informuje "Dziennik Polski".

Budynek nie spełnia swoich funkcji. Potrzebny jest mu solidny remont, który przede wszystkim zapewni bezpieczeństwo widzów i pracowników, a także podniesie kulturę pracy i użytkowania obiektu.

Najpilniejszą sprawą jest wykonanie systemu oddymiającego, co ma kosztować według wstępnych szacunków ok. 1,6 mln zł. Trzeba też zrobić dwa dodatkowe wejścia na parter sali, bo do tej pory wyjście z widowni zajmuje blisko 10 minut. A to nie koniec listy problemów.

Romuald Loegler, projektant budynku nie chce się wypowiadać w tej sprawie, twierdząc, że wszelkie kłopoty wynikają albo ze złego wykonania, albo z
braku kultury użytkowania budynku.
 

nortus
 

(by Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski)

Filmy nakręcone podczas zatrzymań znanych osób przekazywano bezpośrednio do szefa ABW. Udostępniano je wybranym mediom - tak za rządów PiS wyglądała medialna polityka służb specjalnych

Lipiec 2007. ABW dokonuje wzorcowego zatrzymania byłego posła Samoobrony, detektywa Krzysztofa Rutkowskiego


"Realizacje procesowe przeprowadzane przez funk-cjonariuszy wydziałów postępowań karnych polegają-ce na zatrzymaniu z jednoczesnym przeszukaniem
miejsc zamieszkania (firm) powinny być w miarę możliwości dokumentowane techniką audio-wideo" - takie polecenie szefom delegatur ABW wydał w
kwietniu 2006r.wiceszef Agencji Grzegorz Ocieczek.

PiS rządził już od ponad pół roku. Zamierzał wywiązać się z obietnic wyborczych wykrycia tzw. układu.Do tego były potrzebne efektowne zatrzyma-nia i przeszukania. Ich oprawę miała zapewnić właśnie kamera wideo.
Efekty pracy filmowców z ABW mieli potem oceniać widzowie telewizyjnych dzienników.

Filmy bezpośrednio dla szefa ABW

Ocieczek powołuje się na polecenie szefa Agencji Witolda Marczuka.
Najprawdopodobniej chodzi o polecenia wydawane funkcjonariuszom podczas szkoleń medialnych.
"Gazecie" opowiadał o nich w lutym 2008 r. obecny szef Agencji płk Krzysztof Bondaryk: "Za czasów PiS ABW wypracowała nową politykę medialną. Organizowała dla funkcjonariuszy szkolenia, jak mają filmować zatrzymywanie ludzi. Chodziło o to, by te zdjęcia nadawały się do pokazywania w telewizji. Były opracowane reguły, jak filmować na zewnątrz, jak w budynku, jak sam moment zatrzymania i powalania na ziemię".

Ocieczek w dokumencie precyzuje: "Kopie materiałów
dokumentujących czynności procesowe należy przesyłać bezpośrednio do gabinetu szefa ABW".

Filmować sprawy z "ciężarem gatunkowym"

Pół roku później - już po przyjściu do Agencji Bogdana Święczkowskiego,katowickiego prokuratora, zaufanego człowieka ówczesnego ministra sprawied-liwości Zbigniewa Ziobro-delegatury ABW otrzymują poufny szyfrofaks.To instrukcja w sprawie zatrzy-mań osób publicznych, głównie polityków.

Dokument ujawnił wczoraj Marek Wójcik (PO) podczas
posiedzenia komisji śledczej badającej sprawę śmierci Barbary Blidy. Autor instrukcji wiceszef
ABW Marek Wachnik precyzuje, by bezpośrednio do niego spływały informacje o planowanych zatrzyma-niach"charakteryzujących się ciężarem gatunkowym"
Wachnika interesują "osoby zajmujące (aktualnie i w przeszłości) wysokie stanowiska w administracji rządowej, samorządowej i spółkach z udziałem
skarbu państwa". Żąda informacji z tygodniowym wyprzedzeniem.

W instrukcji tłumaczy,że ta wiedza jest mu potrze-bna "w celu usprawnienia polityki medialnej ABW". A po co naprawdę Wachnikowi były potrzebne infor-macje o zatrzymaniach znanych osób?

- To proste - mówi nam b. oficer ABW. - Wybrani dziennikarze sympatyzujący z PiS otrzymywali wcześ
niej sygnały i mogli działania władzy nagłośnić i
wspierać. Posiadanie przez Wachnika takich infor-macji wzmacniało też w rządzie pozycję jego i płk. Zbigniewa Nowka.

Nowek w czasach PiS rządził Agencją Wywiadu. Z Wachnikiem tworzyli od lat 90. nierozłączną parę. Zwolnieni z UOP w czasach rządów SLD wrócili do służb w 2005 r.

Barcikowski: Agencja to polityczna policja

Wedle instrukcji medialnych miało również przebie-gać zatrzymanie b. posłanki SLD Barbary Blidy. 25 kwietnia 2007 r. kamera miała zarejestrować, jak z domu wyprowadzają ją funkcjonariusze z bronią i w czarnych kominiarkach. Nie zarejestrowała. Blida popełniła samobójstwo w łazience.

Byli szefowie ABW(wcześniej UOP)zgodnie przyznają:
to bezprecedensowe instrukcje.

Oczywiście intuicyjnie szefowie delegatur informo-wali centralę o ważnych czynnościach,ale nie było poleceń na piśmie w tej sprawie.Te instrukcje
pokazują, że próbowano w jednym ręku zgromadzić informacje, tak by mieć nad nimi polityczną kontrolę - ocenia Zbigniew Siemiątkowski (szef UOP w 2001r.)

Andrzej Barcikowski (szef ABW 2002-05): - Za poli-tykę medialną odpowiada rzecznik i biuro prasowe, nie szef Agencji. To do rzecznika powinny spływać
informacje o zatrzymaniach. Ale jeśli żąda ich szef Agencji i jeśli interesują go tylko określone
osoby, to znaczy, że uprawia politykę, a Agencję zmienia w policję polityczną.

Bondaryk uchyla instrukcje

Dwa miesiące po tragedii w domu Blidy Święczkowski
wydał polecenie, by "rejestracji kamerą wideo do-konywać tylko w wyjątkowych przypadkach i wyłącz-
nie dla celów operacyjno-rozpoznawczych i instruk-tażowych". Kazał też zrezygnować z "kajdankowania"
(chyba, że wymaga tego sytuacja) i z zatrzymywa-
nia w godzinach wczesnoporannych (chyba że dobro postępowania uzasadniałoby taką czynność).

Instrukcje byłych szefów ABW już nie obowiązują. -Ich anulowanie było jedną z pierwszych decyzji obecnego szefa Agencji Krzysztofa Bondaryka. Zrobił to 25 listopada 2007 r. - powiedziała
"Gazecie" rzeczniczka Agencji Katarzyna
Koniecpolska-Wróblewska.


Blida, czyli "Przełom"

Na wczorajszym posiedzeniu komisji ujawniono kryptonim działań operacyjnych ABW wokół Barbary Blidy. "Przełom" -tak nazwano sprawę operacyjnego
rozpoznania, w wyniku której b. posłanka miała zostać zatrzymana. - To wyraźnie pokazuje, jak ideologicznie podchodzono do tego śledztwa i jakie znaczenie przywiązywała do niego ówczesna władza - mówi poseł Marek Wójcik (PO) z komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy.
---
Każdy niech sobie sam wyciągnie wnioski
 

nortus
 

Mandat za gadanie podczas hejnału

Nikomu nie będzie wolno zagłuszać hejnału mariac-kiego. Krakowscy radni chcą, by na Rynku Głównym podczas odgrywania słynnej melodii turyści przery-wali rozmowy, a właściciele restauracji wyłączali muzykę. Kto się nie dostosuje, dostanie mandat.

Cisza ma obowiązywać około pięciu minut,za każdym razem, gdy z wieży mariackiej płynąć będą dźwięki hejnału. A więc o każdej równej godzinie,przez okrągłą dobę.

W tym czasie obecni na rynku przechodnie będą musieli ściszyć głos, koncertujący artyści przery-wać występy, a restauratorzy wyłączać muzykę. Kto
się nie dostosuje, zostanie ukarany przez straż miejską - najpierw upomnieniem, potem mandatem.

"Myślimy o niewysokich karach w granicach 20zł. To powinno wystarczyć"-twierdzi Paweł Bystrowski, radny klubu PO i pomysłodawca uchwały.

Zarządzenie może wejść w życie już za miesiąc. Radni chcą głosować w połowie czerwca. I wiele wskazuje na to, że przegłosują ustawę! Na 43 zasiadających w krakowskiej radzie miasta,popiera ją już 22. A więc większość.

"Hejnału należy słuchać z szacunkiem. To przecież melodia niemal tak samo ważna jak hymn narodowy. Tymczasem jest nieustannie zagłuszana przez wrze-szczących turystów i muzykę z okolicznych knajp" -tak tłumaczy swój pomysł. Inni podkreślają wielo-wiekową historię hejnału.
"Mało kto pamięta, że ma już prawie 700 lat, a więc dużo więcej niż <Mazurek Dąbrowskiego>" - przypomina Michał Niezabitowski, dyrektor Muzeum
Historycznego Miasta Krakowa.

Propozycja przypadła też do gustu hejnalistom, bo - jak mówią - bardzo ułatwi im pracę. "Hałas z rynku bardzo nam przeszkadza.Najgorzej jest wie-czorem, gdy młodzież gra na bębnach" - twierdzi Zygmunt Rozum, który na wieży mariackiej pracuje już od 14 lat.

Rozsądek wykazują natomiast krakowscy strażnicy. Przecież tego przepisu nie da się wyegzekwować - mówią. "Nie wyobrażam sobie, jak mamy sprawdzać setki turystów, mając na rynku jedynie czterech strażników" - denerwuje się nasz rozmówca z kierownictwa krakowskiej straży.

Także restauratorzy i znani mieszkańcy miasta nie zostawiają na pomyśle suchej nitki. "Przecież nikt z nas nie będzie pamiętał o tym, aby co godzinę ściszać muzykę. Musimy obsługiwać gości" -dodaje menedżer pubu Piano Rouge położonego tuż przy kościele Mariackim. "To brzmi jak żart. Słucham hejnału od dziecka i gwar na rynku nigdy mi nie przeszkadzał. Co więcej - zawsze dodawał
mu uroku"- mówi popularny aktor Andrzej Grabowski.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski rozkłada ręce. "Jeśli radni przegłosują ten przepis, będę musiał go wykonać. Takie jest prawo. Ale to jakiś
absurd" - mówi.
---
Jednak władza ogłupia. Jakim debilem trzeba być żeby coś takiego wymyśleś. A ludzie mają stać na baczność, prawą dłoń przyłożyć do serca czy do dupy? A może skakać kankana? A ciekawe jak będa mówili to turystom z zagranicy skoro nie znają języków obcych - co udowodnili dziennikarze.
Chory kraj i jego władze, wszystkie.

Łukasz Antkiewicz gazeta.pl
  • awatar Rakszasa: Nie mam zamiaru sie dostosować i będę pierwszą ukaraną. W tym przypadku nie będzie pampersa legislacyjnego.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Związkowcy są rozgoryczeni liderami

"Solidarność" nie chce świętować w Gdańsku

Zaskakujący list związkowców Stoczni Gdynia do szefa "Solidarności" Janusza Śniadka. "Rządy PiS dla Stoczni nie przyniosły nic pozytywnego. My w Gdyni mamy tego pełną świadomość i nie pojedziemy do Gdańska słuchać dyrdymałów..." - piszą związkowcy z Gdyni.


Związkowców z "Solidarności" Stoczni Gdynia nie będzie 4 czerwca na wiecu "S" w Gdańsku, informuje
"Gazeta Wyborcza". Dziennik cytuje list, jaki kilka dni temu wysłali do szefa "S" Janusza Śniadka koledzy z jego macierzystej organizacji związkowej - Komisji Wydziałowej NSZZ "S" Biura Projektowego Stoczni Gdynia.

"To, co ma się wydarzyć w Gdańsku, to nie będzie uczczenie rocznicy Wyborów prowadzących do powsta-nia pierwszego demokratycznego Rządu w powojennej Polsce, piszą związkowcy (...). Dzisiaj historię Solidarności chcą weryfikować tacy działacze jak Pan Guzikiewicz,Gałęzewski (szefowie <S> Stoczni
Gdańsk), Jacek Kurski, Jarosław Kaczyński, czy Pan Andrzej Gwiazda.
Oni zamierzają w Gdańsku wołać: <Solidarność to my, reszta to ZOMO?".

Jeżeli "S" ma przetrwać, powinna wyzwolić się z powiązania z jedną opcją polityczną,radzą związko-wcy z Gdyni.
"Rządy PiS dla Stoczni nie przyniosły nic pozytyw-nego. My w Gdyni mamy tego pełną świadomość i nie pojedziemy do Gdańska słuchać dyrdymałów, że gdybyśmy jeszcze porządzili... " - piszą
związkowcy do swojego lidera.

---
Część Solidarności nie poddała się władzy polity-kom i politykierom a myślą o swojej normalnej działalności. Ale tylko część, a reszta idzie na smyczy polityków jak zbity kundel.
 

nortus
 

Wczoraj wywiesili na drzwiach wejściowych do budynku listę kandydatów ro europarlamentu.

Jakoś tak wyszło, że ją poczytałem (choć wiem na kogo ja będę głosował). I tak sobie czytam i czytam i patrzę a tu pod hasłem Libertas znane mi nazwisko.
Dzwonię do kolegi czy to on jest na tej liście. Trochę sie wykręcał i mówi, że tak, to on. No to się go pytam czy jego całkiem już popierd.... , bo znam jego poglądy na temat Unii i nie tylko.
A on na to:"wiesz a co mi szkodzi, jak się dostanę
to jestem na kilka lat ustawiony. A ty wiesz jaka ką kasę dają?"
No to się go pytam, że przecież on co innego mówił
niż program Libertasu i jak może tak się zachowywać jak świnia. Na co mi odpowiedział, że jego poglądy dla nich nie mają znaczenia, byle się
dostać. A jak się nie dostanie to nic go to nie kosztuje, bo nie on płaci a i tak zarobi na tym.

Tak się lansują nowypartyjni partyjniacy.
Jeżeli oni mają takich chętnych to mam nadzieję,że
nie wejdą do parlamentu.

Dlatego warto iść na wybory i głosować na sprawdzonych ludzi, nie na partię, tylko na ludzi.
  • awatar Rakszasa: Szczerze zrobiłabym tak samo. Na tym polega nasz świat i dopoki do niego nie dołączysz nigdy tego nie zrozumiesz.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Rakszasa: a ja nie, i dlatego nie prosił mnie żebym na niego głosował. ja się nie sprzedaję.
  • awatar Rakszasa: @nortus: A na kogo zagłosujesz jeśli nie na niego? Na Senyszyn? A może na Libertas? Ucałujmy rękę Ganleyowi. W takim systemie jaki mamy w Polsce nieiwelu może sobie pozwolić na dojście do czegoś bez "sprzedawania siebie" jak to nazwałeś. Pomyśl o takim studencie prawa, bez pleców, który mimo doskonałych wyników w nauce przegrywa w konfrontacji o praktyki z tępym muszelkowcem, kórego tatuś wcześniej zapukał do drzwi i pokazał markowy długopis.
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
W Radiu Maryja o zaletach europosła

Kandydata Rydzyka natura wyposażyła hojnie


Radio Maryja nie przestaje lansować kandydatów na europosłów, związanych z toruńską rozgłośnią. Ostatnio gościem był prof. Mirosław Piotrowski,
wykładowca uczelni Rydzyka i lubelska jedynka PiS Zachwycona nim słuchaczka wypaliła na antenie:

"Ogromnie się cieszę, że pan kandyduje, bo jest pan wspaniale wyposażonym przez naturę mężczyzną".

- mówiła słuchaczka Anna z Lublina. Na tym nie skończyły się jej zachwyty na temat prof. Piotrowskiego.
---
Hmmmm, ciekawe co miała na myśli? Tak dobrze go zna? A on ma żonę.
 

nortus
 

Ranking dobrze sytuowanych kawalerów

Polki nie muszą już szukać arabskiego szejka, by wieść wygodne i dostatnie życie.

W Polsce również mamy bogatych mężczyzn "do wzięcia". Miesięcznik "Forbes" przygotował ranking tych najbogatszych. Są na niej między innymi rozwodnicy, ale też... szesnastolatek.

Listę najbogatszych otwiera Mariusz Świtalski, właściciel spółki Świtalski & Synowie. Majątek Świtalskiego szacowany jest na 900 milionów złotych. Biznesmen zbił go na budowie i sprzedaży z zyskiem hurtowni i sieci handlowych takich jak Żabka i Biedronka. Świtalski jest wdowcem i wychowuje samotnie czworo dzieci.

Na drugim miejscu znajduje się Tomasz Gudzowaty. Ma 38 lat, udziały w Bartimpeksie i 810 milionów złotych majątku.Gudzowaty zajmuje się fotografią,
jest laureatem prestiżowej nagrody World Press Photo. Formalnie nie jest żonaty, choć od kilku lat jest związany z Węgierką Judit Berekai.

Trzecie miejsce zajmuje Edgar Łukasiewicz. Edgar jest jeszcze bardzo młody, ma zaledwie 16 lat, ale już może pochwalić się imponującym majątkiem -800 milionów złotych. Pieniądze odziedziczył po swoim ojcu Mariuszu, twórcy Eurobanku.

Czwarte miejsce należy do Józefa Wojciechowskiego
Właściciel jednej z największych spółek dewelo-perskich zgromadził na swym koncie 565 milionów
złotych.

Na piątym miejscu znajduje się Wiesław Włodarski. Biznesmen swój majątek szacowany na 335 milionów złotych zbił na galaretkach i napojach energe-
tycznych. Włodarski jest rozwiedziony.

Zestawienie "Forbesa" zamyka Dariusz Wojdyga, twórca marki Hoop. Biznesmen sprzedał swoje udziały w Hoopie funduszowi Enterprise Investors, na czym zarobił 210 milionów złotych. Wojdyga od dwóch lat jest rozwiedziony.

---
Okazja na łapankę jak znalazł.
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 
  • awatar Expresja: nie znoszę drapaczy chmur, zawsze uważałam je za szklane pułapki ,co się potwierdziło na przykładzie World Trade Center... Próżność ludzka związana z "ujarzmianiem" nieujarzmionej natury została pokarana - lecz zginęli nie ci, którzy chcieli udowodnić wielkość swego geniuszu konstruując takiego potwora, tylko niewinni...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: aja lubię nowoczesną architekturę, tę wysoką również, co nie znaczy że chciałbym tam mieszkać.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Mapa Google'a upamiętnia ofiary wojen

Zabici w Iraku i Afganistanie mają swoją mapę

Żółte punkciki na mapie świata nie są ani zabyt-kami godnymi zwiedzania, ani miejscami, gdzie znajdują się członkowie jakiegoś serwisu społecznościowego.

Pokazują one ludzki koszt prowadzonej od prawie ośmiu lat wojny z terroryzmem.Każdy z 5679punktów
- który przy dokładniejszym spojrzeniu okazuje się małą sylwetką człowieka - symbolizuje żołnierza poległego w Afganistanie i Iraku.


Działającą na Google Earth aplikację "Map of the Fallen" (mapa poległych) stworzył pracujący w Google'u Kalifornijczyk Sean Askay. Zaczął pracę nad nią przed czterema laty, gdy był jeszcze w liceum, poświęcając jej swój wolny czas. Projekt ruszył w poniedziałek, w dniu, w którym w Stanach
Zjednoczonych obchodzony był dzień pamięci o poległych.

Każdy z punktów znajduje się w miejscu, z którego pochodził zabity żołnierz koalicji. Po kliknięciu na sylwetkę można obejrzeć zdjęcie i biogram pole-głego, zobaczyć miejsce, gdzie zginął, poczytać wpisy rodziny i przyjaciół, a także samemu złożyć kondolencje w księdze gości.-Ważne,aby pamiętać, że każdy z tych żołnierzy miał swoją historię. Stworzyłem aplikację na Google Earth, żeby zebrać w jednym miejscu te wszystkie historie - napisał na swoim blogu Askay.

Jego interaktywny hołd ciepło przyjęty został przez rodziny poległych. - To dla mnie bardzo ważne, aby ludzie wiedzieli o moim synu. Znalazłam tu informację, że Ken był drugą osobą, która zginęła w Nadżafie, czego wcześniej nie wiedziałam. To potężne źródło informacji - mówi stacji CNN aren Meredith, której syn, porucznik Ken Ballard,zginął niemal dokładnie przed pięcioma
laty.-Chciałabym, aby ludzie wiedzieli nie tylko, jak Ken zginął, ale także jak żył. A ten program to umożliwia - dodaje.

Co więcej, aplikacja pozwala na obserwowanie, jak chronologicznie przyrastała liczba zabitych, a także na wyszukiwanie ich według nazwiska, wieku,
płci, miejsca, skąd pochodzili i gdzie zginęli.

Oprócz żołnierzy koalicji-wśród których oczywiś-cie najwięcej jest Amerykanów - na mapie uhonoro-wane są także, choć już nie tak szczegółowo, inne ofiary obu konfliktów. - Irakijczycy i Afgańczycy również doznali znaczących strat cywilnych podczas
tych wojen.Są także cywile z USA i państw koalicji
eksperci, dziennikarze, którzy zginęli - dodaje Askay.

Od 10 października 2001 r., gdy w Afganistanie śmierć poniósł pierwszy amerykański żołnierz, do marca tego roku - bo mapa poległych została dopro-
wadzona do tego momentu - na obu frontach wojny z terroryzmem zginęło 5679 żołnierzy. Askay zapo-wiada,iż będzie na bieżąco aktualizował aplikację,
choć nie ukrywa, że wolałby mieć jak najmniej pracy.
  • awatar Expresja: a niech się dzieci bawią... Która mapka najlepsza - wiedzieć tylko tyle mi trzeba do szczęścia :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Różanka zamienia się w ogród sztuki

Koncerty, wystawy plastyczne, plenery malarskie, spektakle dla maluchów i wspólne czytanie bajek. A wszystko w otoczeniu tysięcy kwiatów. W tym
sezonie szczecińska Różanka zamieni się w Ogród Sztuk.

Logo "Różanego ogrodu Sztuk" zaprojektowała Alicja Gapińska, studentka grafiki Wyższej Szkoły Użytkowej.

Różany Ogród Sztuk to projekt, który powstał w oparciu o zeszłoroczną akcję "Muzyczne inspiracje Różanki".Były to koncerty muzyczne,które ubiegłego
lata przyciągnęły do ogrodu kilka tysięcy ludzi. W tym sezonie Szczecińska Agencja Artystyczna zaprosiła do współpracy młodych artystów z różnych dziedzin sztuki.

W projekt zaangażowały się min.Liceum Plastyczne, Zespół Szkół Muzycznych i Fundacja ABCXII, która organizuje akcję Cała Polska czyta dzieciom.

- Chcemy przyciągnąć do tego magicznego miejsca ludzi, głównie tych, którzy na co dzień nie mają do czynienia z kulturą - tłumaczy prezydent Tomasz Jarmoliński.

Inauguracja sezonu różankowego odbędzie się w najbliższą niedzielę o godz. 12. Będziemy mogli posłuchać uczniów Zespołu Szkół Muzycznych II stopnia, wziąć udział w warsztatach artystycznych dla maluchów, zobaczyć wystawę uczniów Liceum Plastycznego i studentów Wyższej Szkoły Sztuki Użytkowej. O godz. 14 grupa teatralna Krata Eon pokaże spektakl "Czerwony Kapturek w zaczarowanym lesie".

Cykl cotygodniowych spotkań potrwa do 31 sierpnia

Wstęp na wszystkie wydarzenia jest bezpłatny.
 

nortus
 

ja jeszcze muszę czekać na przyjazd gości. Gdzieś za godzinę powinni być na polskiej granicy.
  • awatar antybohaterka: A to sie Xylia znów będzie burmuszyć na gości;) Dobranoc :))
  • awatar Expresja: buziaczki, Kociaczki :*
  • awatar Nortus & Potworna spółka: na razie jest chyba zła, że: 1/ nowu nie śpię i jej nie daję 2/ okno na balkon zamknięte 3/ zawracam jej pod ogonem, żeby nie używać brzydki określeń. D o b r a n o c :):):):):):):):):):*
Pokaż wszystkie (9) ›