Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 27 kwietnia 2009

Liczba wpisów: 13

nortus
 
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Bardzo długa nazwa niemieckiej ustawy Także Niemcom bardzo zależy na przezwyciężeniu globalnego kryzysu finansowego. Uchwalili w tym celu ustawę, której nazwa liczy aż 47 liter. Jeden z uchwalonych w celu przezwycię-żeniu kryzysu aktów prawnych nosi nazwę "Ustawa o przyspieszeniu stabili-zacji rynku finansowego". W języku niemieckim, chętnie łączącym wyrazy, cała ta nazwa jest jednym słowem: "Finanzmarktstabilisierungsbeschleunigungsgesetz", liczącym sobie "zaledwie" 47 znaków. I jak lubić taki język?
  • awatar agusiaczek: chyba najgorszy jezyk jaki moze byc :/
  • awatar Zyrafa00**: ale jazda z tym slowem nie daje rady tego posklejac Hmmmmm ;)
Pokaż wszystkie (18) ›
 

nortus
 

Floryda chce nowych tablic rejestracyjnych

Samochodowy Jezus ochroni Amerykanów

Amerykanie z Florydy już wkrótce będą mogli zakła-dać na swoich samochodach tablice rejestracyjne z wizerunkiem Jezusa Chrystusa.Władze stanu debatują
nad pomysłem senatora, który chce na tle słońca umieścić głowę ciepiącego na krzyżu Jezusa.


To niejedyny pomysł na manifestowanie wiary na tablicy rejestracyjnej.

Według innego projektu w wpisany w nią zostałby krzyż.To nowość w USA,bo do tej pory na tablicach umieszczano tylko hasło stanu i charakterystyczny
dla niego element graficzny. Dla Florydy było to słońce i podpis "Słoneczny stan" ("Sunshine State").


Autorem kontrowersyjnej koncepcji jest stanowy senator Gary Siplin.Według niego na takie właśnie tablice czekają wierzący obywatele stanu Floryda.
Koledzy Siplina zasiadający we władzach stanu mają jednak wątpliwości."A co jeżeli w przyszłym roku ktoś zgłosi projekt zawierający, dajmy na to, diabła lub jakieś rogi" - oponuje senator Larcenia Bullard.

To niewykluczone. Mógłby to na przykład zrobić Jonathon "Palownik" Sharkey.
To założyciel Partii Wampirów, Wiedźm i Pogan i Kościoła Wyznawców Lucyfera.Ubiegał się o fotel gubernatora Minnesoty. Startował też w poprzednich
wyborach prezydenckich.

Być może politycy z Florydy boją się pojawienia ich wersji "Palownika". A decyzja w sprawie propozycji Siplina ma zapaść w ciągu kilku najbliższych dni.
==
A dla Polaków trzeba by umieścić Matkę Boską. Muzułmanie Mohometa pewnie Żydzi - coś tam, coś tam. Jeżeli będzie mógł być Jezus to i inni będą chcieć mieć takie prawo.
  • awatar Rakszasa: tak glupia manifestacje wiary uwazam za pierwsze oznaki psychozy. tak czy siak milosci boskiej sie nie zyskuje ,jedynie udowadnia jej plytkosc.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Rakasha: wiara każdego człowieka to jego sprawa. Katolikom się wydaje, że tylko wiara katolicka istnieje na świecie i jest najważniejsza. A co z innymi Chrześcijanami? Są gorsi? Głupsi? A co z religiami, które mają 5000 lat? Lub 10.000 lat?
  • awatar Rakszasa: @nortus: O tym ze mna nie pogadasz bo naleze do fanatycznych wrogow katoli >:D a nie chce sie z Toba poklocic ;D Religie sa jedynie norma moralna, z zalozenia powstale by uczyc milosci i tych bajek ;D To ludzie robia z nich posmiewisko i narzedzie zbrodni. Chrzescijanstwo Jezusa nie ma w sobie nic z tego jakim widzimy je my. Niestety.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 

Po ścieżce co wiodła przez pola kwitnące
raz Kaczor Kaczuszkę prowadził pod nóżkę
a Kaczor z Kaczuszką byli pod muszką
i kiwali się   - i innych przy okazji też.

Kaczuszko wiesz ludzie są tacy duzi
a ty masz krótkie nóżki jak zwykle u kaczuszki
Kaczuszko wiesz kłamstwa są jak twoje nóżki
kaczuszki są nie duże i tak już w życiu jest...
(parafrazując wiersz M. Wojnickiego)


W chacie ubogiego mieszkańca wsi Zapiecek przycho-dzą na świat dwaj żarłoczni, leniwi i okrutni bliźniacy Jacek i Placek !!!!!!!!!

Bez przerwy płatają złośliwe figle spokojnym mieszkańcom!!!!!

Aby oddalić od siebie na zawsze widmo jakiejkol-wiek pracy, postanawiają ukraść z nieba złoty księżyc i go sprzedać. Wyruszają w drogę;by mieć, co jeść, zabierają swej matce ostatni bochenek chleba, który niebawem zamienia się w kamień.

Po wielu perypetiach udaje się im złowić księżyc w sieć, ale wpadają w ręce zbójców. Ponieważ księżyc przeszedł w nów i zniknął z sieci, biorą udział w zbójeckiej wyprawie do złotego miasta. Tu przekonują się o pozornej wartości wszelkich skarbów.

Ale niestety nie wyciągnęli wniosków i zostało im to na stare lata.

--
Wolę żeby śpiewały piosenki o Polsce i Unii a nie o kaczuszkach i ojczulkach.
A dlaczego ani ND ani żadna katolicka prawdomówca prasa nie podaje pierwszej zwrotki wiersza, w której wychlana jest Polska?
 

nortus
 
Kara za głupotę i kłamstwo
Dominika Wielowieyska


Wyrok potwierdził prostą zasadę, że wolność słowa nie oznacza przyzwolenia na kłamstwa i oszczerstwa

Reklamówka PiS oszczerstwa zawierała,bo nieprawdą jest, że rząd PO załatwił senatorowi Misiakowi kontrakt na 48 mln zł. Nieprawdą jest, że rząd PO
zniszczył stocznie.

"Skrót myślowy" - jak eufemistycznie nazywają swoje kłamstwa liderzy PiS - stał się znakiem rozpoznawczym tej partii. Antoni Macierewicz tak określał swe absurdalne oskarżenia pod adresem byłych szefów polskiej dyplomacji,że rzekomo byli sowieckimi agentami.

Reklamówki PiS świadczą nie tylko o demoralizacji tej partii, ale także o jej bezbrzeżnej głupocie. Pierwszy lepszy spec od marketingu politycznego
mógłby wskazać słabe punkty tego rządu, które można było wykorzystać w kampanii propagandowej. Ale ludzie Jarosława Kaczyńskiego nisko cenią
inteligencję wyborców. Zgodnie z zasadą "ciemny lud to kupi" trzeba serwować narodowi jak najbardziej prymitywne przesłanie.

PiS robi to wszystko za nasze pieniądze, bo prze-cież spoty powstają dzięki budżetowym subwencjom. Tym samym Jarosław Kaczyński utwierdza nas w prze-konaniu, że należy całkowicie zakazać partiom wydawania pieniędzy na telewizyjne reklamówki. Bo albo ogłupiają i okłamują ludzi,albo w najlepszym razie są wyprane z jakiejkolwiek treści.
==
Mam nadzieję, że sąd odwoławczy utrzyma wyrok.
Nie można oczerniać wszystkich dookoła na zasadzie skrótu myślowego - co tak uwielbiają politycy PiSu. Żadnych dowodów tylko insynuacje.
  • awatar Rakszasa: wg "wprostu" z dzialu antysalon platforma obywatelska z tureckiego bodajze oznacza wielkie cycki, a PIS brod i syf xD ps. jareczek jakis do siebie niepodobny ;(
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Dwa szybkie w pupę

Mirosława Kątna (ur. 1949), psycholożka po Uniwer-sytecie Warszawskim. W 1981r współzakładała Komitet Ochrony Praw Dziecka, który dziś ma 27 oddziałów w całej Polsce. W 1997r. była pełnomoc-nikiem rządu ds. dzieci. W 2000 r. Sejm wybrał ją na stanowisko rzecznika praw dziecka,jednak kandy-datura została odrzucona w zdominowanym przez AWS Senacie. W 2001 r. została wybrana z listy SLD do parlamentu. Od 2006 r. jest radną Warszawy.

Współczesny rodzic często nie wychowuje dziecka, ale je hoduje. Jak piękny egzotyczny kwiat.

Rozmowa z Mirosławą Kątną, z Komitetu Ochrony Praw Dziecka


Biła pani swoje dzieci?

- Nie biłam, choć zdarzyło mi się uderzyć. I za każdym razem nie wiedziałam,kogo mi bardziej żal - czy własnego dziecka, które klepnęłam w pupę, czy siebie i własnego cierpienia.

Czemu pani tak cierpiała?

- Bo wiedziałam, że to moja słabość, że mnie poniosło. Nie starczyło mi czasu, siły, woli, żeby ukarać inaczej. To tak jak czasem wyrwie się jakieś słowo, zanim się zdąży pomyśleć, mnie ta ręka poleciała szybciej, niż umysł zaskoczył. Potem byłam na siebie wściekła.

Za co dzieci dostawały?

- Moja córka zawsze sprawdzała, jak daleko może się posunąć. Ponieważ chciałam, żeby dzieci były samodzielne,i szanowałam albo udawałam,że szanuję ich zdanie, co na jedno wychodzi, wieczorem razem wybieraliśmy ubranie. Chodziło o to, żeby rano to wszystko było na krzesełku i żeby one się same mniej lub bardziej udolnie poubierały. Ja w tym czasie mogłam też się ubrać,zrobić makijaż idopiąć
im guziki. A Kamilka rano wyciągała np. bluzkę z długim rękawem w upał czy letnią sukienkę w mróz. Jak ja wypadałam z łazienki, a do wyjścia zostało kilka minut, to furią ściągałam z niej to, co założyła,a ponieważ protestowała,to w tym momen-cie dostawała klapsa i zapłakana szła cztery kroki za mną do przedszkola.

Czyli robiła się grzeczna.

- Nie bardzo. Mimo tego uderzenia za parę dni sytuacja się powtarzała.W końcu jej powiedziałam, że jeżeli wyciągnie coś niezgodnie z tym,co usta-liłyśmy, to pójdzie w tym do przedszkola, a ja powiem pani i innym dzieciom, że dzisiaj Kamilka się ubrała według własnego pomysłu. I wszystkie dzieci będą wiedziały,że Kamilka miała zły pomysł.
To zadziałało. Nie chciała brać na siebie takiej odpowiedzialności.Parę lat temu córka mi powie-działa:"Mama, jakim ja byłam okropnym dzieckiem"
Ja jej na to: "Nie byłaś aż taka okropna". Ale była z piekła rodem.

Teraz jest pani gorącą orędowniczką "zakazu klapsów".

- Bo co to jest klaps? Ja nie wiem. Wiele osób pytałam o definicję."Klaps to uderzenie dziecka". Ale trzeba by to rozwinąć:"Uderzenie ręką matki". A "uderzenie ręką ojca"?Tu już bym się zastanowiła
bo właściciel tej ręki to czasem jest misiek, który waży 120 kg, i to już przestaje być ręka, tylko zaczyna się robić łapa, a z "klapsa" robi się "walnięcie", "uderzenie", a może i "cios". A jeśli właściciel tej ręki wypił dwa piwa? W mojej ocenie trzeźwość jest tu kryterium, skoro jest nim w innych sferach życia. Dalej: odległość, z jakiej ta łapa spadnie na dziecko. Z odległości 30 cm to jest klepnięcie, ale jeżeli właściciel ręki się zamachnie z odległości metr dwadzieścia? Więc może klapsem jest uderzenie z 30-45 cm? Oczy-wiście ośmieszam to w tej chwili,żeby pokazać,ile jest niewiadomych w tej ewentualnej definicji.

Miejscem do tych klapsów jest pupa dziecka.
Teoretycznie nic się nie stanie.Ale jeżeli właści-ciel pupy się uchyli,wygnie i ta ręka spadnie 5cm wyżej,gdzie są nerki dziecka?A jeżeli się wywinie i ręka spadnie na głowę, ucho, buzię? Takich pytań mam jeszcze bardzo wiele. A w swojej pracy w Komitecie Ochrony Praw Dziecka spotkałam kilka bardzo dobrych, kochających matek,które niechcący ciężko uszkodziły swoje dziecko.

Jak to "niechcący"?

- Scenariusz był zawsze podobny. Matka kilkulatka wchodzi do pokoju i prosi: "Syneczku, sprzątnij już zabawki, bo kolacja gotowa". Opowiadały: "Weszłam za chwilę, a on jeszcze z półki zwalił kolejne samochodziki i kubełek z
klockami. Więc powiedziałam groźniejszym tonem: >Sprzątaj te zabawki,kochanie, bo kolacja czeka <. Wróciłam za chwilę - nie ruszył się, więc go
podniosłam z dywanu za ramię i powiedziałam: >Sprzątnij te zabawki, bo stygnie twoja kolacja <. I wie pani, co ten smarkacz wtedy zrobił? Z taką nienawiścią na mnie spojrzał, że aż mnie zatrwożyło. Dałam mu klapsa w pupę, myślałam, że coś się w nim przełamie, a on mi jeszcze pokazał język. Dałam mu następnego klapsa, a on kopnął mnie w kostkę. Wyobraża sobie pani, żeby cztero-latek matkę kopał w kostkę!? Trzy kolejne klapsy mu dałam, a on na to zrzucił z regału wazon z kwiatami. I już go tak lałam, że nie zauważyłam,
jak uderzyłam w ucho i pękł bębenek, nie zauwa-żyłam, jak dziecko upadło i uderzyło łukiem brwiowym o kant szafki. Ja tego nie chciałam".

Dzieci bywają prowokujące. Patrzą, jak daleko mogą się posunąć wobec najbliższej osoby.

Jeżeli damy się wciągnąć w tę prowokację, to jedyne, co możemy zrobić, to klaps, klaps, klaps.

Projekt rządowy ustawy mówi o zakazie "stosowania kar cielesnych", projekt poselski o zakazie "form karcenia naruszających prawa i godność". Pani, jako przedstawicielka opiniujących ustawę organi-zacji pozarządowych, którą woli wersję?

- Zapis będzie dobry, gdy będzie zawierał obie wersje. Ta pierwsza mówi wprost o zakazie bicia, druga zawiera też zakaz przemocy psychicznej.

Niektórzy rodzice obawiają się, że po wejściu ustawy będą musieli się bać swoich dzieci, bo za klapsa trafią do więzienia.

- Po pierwsze, w Szwecji, która 30 lat temu wpro-wadziła podobną ustawę, dzieci nie rzuciły się masowo na posterunki policji z donosami na rodziców. Nie widzę powodu, dla którego polskie dzieci miałyby to robić. Po drugie, polska ustawa nie określa żadnych sankcji za "klapsy". Ale po trzecie, taka postawa rodziców świadczy o ich bezsilności.Bezradny rodzic egzekwuje swój autory-tet poprzez działania przemocowe. Bo inaczej nies-forny dzieciak wejdzie mu na głowę. Dlaczego łatwiej nam panować nad sobą w relacjach z ludźmi dorosłymi, którzy nas denerwują - przecież nie chwytamy szefa za krawat, nie trząchamy nim, nie dajemy klapsów pani urzędniczce? Bo wiemy, że
naruszylibyśmy pewną normę nietykalności fizycznej

A dlaczego z nietykalnością mojego dziecka mogę sobie robić, co chcę? Dziecko jest człowiekiem, i to jest człowiekiem szczególnym, bo od nas słabszym, mniejszym, mniej rozumnym i w związku z tym wymagającym specjalnej ochrony.

To małe nam nie odda.To małe jest na nas skazane -nie odejdzie, nie porzuci nas, nie obrazi się na zawsze.Na tym polega dramat dzieci bitych, mal-
tretowanych. Nie skarżą się, bo się wstydzą, bo się boją dalszych represji, nie wierzą, że świat dorosłych skutecznie przerwie ich cierpienia i ból. Nie skarżą się, bo nie wiedzą, co się z nimi stanie. Nie skarżą się też dlatego, że boją się, co się stanie z tymi, którzy im to zrobili - z
matką, ojcem. Słyszały coś o więzieniu, policji. I co jest może najdramatyczniejsze, nie skarżą się, ponieważ kochają swoich oprawców.

Każdy, kto choć raz był w domu dziecka czy pogo-towiu opiekuńczym, widzi w dokumentach, dlaczego to dziecko się tam znalazło: że było okrutnie, podle traktowane. A takie dziecko mówi: "bo mamusia nie miała pieniążków", "bo u nas światła nie było w domu", "bo ja się źle uczyłem". Chronią rodzica.

I jak są małe,to z tymi nosami przy szybie czekają
że ta matka czy ten ojciec-ten okrutnik-przyjdzie i zabierze. Bo kochają. Potem już nie.

Potem pojawia się chłód emocjonalny, a my się zastanawiamy, dlaczego tacy wyrośli.
Właśnie dlatego.

Rodzice boją się, że znowelizowana ustawa pozwoli pracownikowi socjalnemu odebrać im dziecko i umieścić właśnie w domu dziecka. Bo ktoś doniósł o klapsie.

- Ustawa mówi o zabezpieczeniu dziecka w sytuacji zagrożenia jego życia lub zdrowia. Nie mówimy tu o sytuacji, że matka raz bije, raz przytula, bo tu można przeprowadzać korekty zachowania. Mówimy o sytuacji ekstremalnej, w której pracownik socjalny przychodzi - wezwany czy zaalarmowany - i widzi posiniaczone dziecko i pijanego ojca. Albo dziecko uciekło przed rodzicem na balkon, a tam mróz.W asyście policji lub pracownika medycz-nego  pracownik socjalny umieszcza dziecko w rodzinie zastępczej i natychmiast informuje o
tym sąd rodzinny. A sąd zdecyduje, czy jest tam głęboka patologia, czy to był incydent.

W Szwecji były kontrowersje przy wprowadzaniu takiej ustawy?

- Byłam wtedy w Szwecji. Ludzie byli bombardowani programami telewizyjnymi, radiowymi, ogromnymi billboardami mówiącymi, dlaczego nie wolno bić. Odbyła się ogromna debata publiczna i mimo że nie mówiłam po szwedzku, ona miała też wpływ na mnie. Pojechałam wtedy po raz pierwszy z mężem i trzy-letnim synem do mojego ojca i jego żony - mało znałam swojego ojca, bo wyjechał, kiedy byłam bardzo mała, ale te nasze kontakty powoli się odbudowywały.

Przypomnę, że to były lata, kiedy w Polsce bardzo ciężko się żyło, i mnie się też ciężko żyło. Byłam
na bezpłatnym urlopie wychowawczym i z dwójką dzieci żyliśmy z pensji męża.Synek zbierał resora-ki - matchboksy, więc na promie przeznaczyłam te swoje uciułane oszczędności na dwa resoraki. Już na miejscu poszliśmy z moim ojcem do jakiegoś dużego supermarketu. Oni robili zakupy, a my we troje chodziliśmy z pustym wózkiem. Weszliśmy do alejki z zabawkami,gdzie szwedzkie dzieci otwie-rały pudełka, nakręcały zabawki. Mój syn wyjął z pudełka jakąś straż pożarną, a ja mu tłumaczyłam, że nie kupimy tego, bo mamusia nie ma pieniążków. On wkładał mi tę zabawkę do wózka, ja odkładałam na półkę, on wkładał kolejną, ja odkładałam. Widział, że dzieci wokół się bawiły i nikt im nie przeszkadzał.Robił się coraz bardziej poirytowany
i wreszcie stanął, wyprężył się, buzia w podkówkę i zaczął się drzeć. Pojechałam dalej. Ale alejka z zabawkami była dosyć długa i po dwóch metrach zrobił ten sam numer.Pamiętam, że się wtedy rozej-rzałam,czy nikt nie widzi,i ku jego zdumieniu wymierzyłam mu "dwa szybkie" w pupę. Myślałam
sobie,że za chwilę mnie tu zamkną, w tej Szwecji, bo dziecko uderzyłam.

W Polsce w supersamie nie przyszłoby pani do głowy, żeby się tak rozglądać.

- Oczywiście, że nie. Chociaż już wtedy bicia dzieci sobie nie wyobrażałam, ale pod wpływem tej szwedzkiej kampanii dotarło do mnie, że to jest
przestępstwo - w sensie prawnym i wychowawczym. Ale - jeszcze raz podkreślam - w tej ustawie nie chodzi o to,żeby matkę, która szarpie swoje dziec-ko w supermarkecie, zamykać do więzienia. Ja bym chciała, żeby pod wpływem ustawy przypadkowy obserwator ośmielił się zwrócić jej uwagę. I żeby
ona się najadła wstydu.
Teraz,po 30 latach,bicia rzeczywiście w szwedz-kiej mentalności już nie ma.

Za to pojawiło się "bezstresowe wychowanie".

- To też Skandynawowie wymyślili i z perspektywy czasu widać,że wychowali trochę ułomne pokolenie. To były dzieci, którym wszystko było wolno. Biegały po stole,rzucały czym popadnie, a rodzice nie przeszkadzali,"bo nie wolno stresować dzie-cka". Totalne nieporozumienie. Żadnego człowieka nie da się przeprowadzić przez życie bez stresu. Dziecko musi wchodzić w życie również z pewną dawką swoich stresów: że będzie mu źle, że będzie mu przykro, że będzie się czegoś bało, że będzie mu niewygodnie, że nie dostanie czegoś.
Ale te sytuacje, które na poziomie kilku lat będą go stresowały, uodpornią go na to, co będzie za chwilę w szkole, w dorosłym życiu. Dziecko trzeba
wychowywać w systemie nagród i kar. Trzeba ukarać za jego złe zachowanie, zdyscyplinować, odesłać do pokoju, obrazić się na nie, powiedzieć: "Nie będę uczestniczyć w zabawie, jeśli łamiesz w niej pewne ustalenia". Dziecku w każdym wieku można powiedzieć, co to jest norma, co to znaczy, że się umawiamy na coś.Ty chcesz teraz głośno słu-chać muzyki, bo musisz coś przegrać, a mnie pęka głowa. Pytam: "Ile ci potrzeba czasu?". Traktujmy
dziecko w każdym wieku jak człowieka, który umie myśleć. To jest coś, co Komitet zawsze nazywał wychowaniem z poszanowaniem praw: ty masz swoje prawa jako mały człowiek, ale ja jako rodzic też mam swoje prawa. Jeżeli ja się zgadzam na to, żebyś swoje prawo zrealizował, bo to słuchanie muzyki jest w tej chwili konieczne, to ja wytrzy-mam jeszcze 10-15 min ze swoją pękającą głową, ale oczekuję, że potem ty uszanujesz moje prawo do spokoju i wypoczynku. W ten sposób okazujemy szacunek.

Jak umówić się z dwulatkiem, który pcha palce do kontaktu?

- Według mnie to jest jedna z tych szczególnych sytuacji, która usprawiedliwia zachowanie przemo-cowe. Właściwie są tylko dwa przykłady skrajnych sytuacji, kiedy rodzic czy opiekun może, a wręcz powinien zareagować siłowo.

Kiedy powinien?

- Pierwsza sytuacja: realne zagrożenie dla życia dziecka. Na przykład rodzic stoi z dzieckiem przy krawężniku na pasach. Powinien trzymać to dziecko za rękę, ale czasem się zdarza, że ma zakupy, dziecko ma zajęte ręce.I mimo mówienia,że czekamy na zielone światło, dziecko wybiega na jezdnię. Tu nie ma czasu na tłumaczenie, na stosowanie innych sankcji.Rodzic z całą siłą powinien dziecko
obezwładnić. To może wyglądać dość dramatycznie, bo chwyci za włosy, za ramię, kurtkę, kaptur. Dziecko się może przewrócić, może być szarpnięte po jezdni - jest to zastosowanie przemocy, ale było zagrożenie dla życia dziecka.Tak samo, kiedy wsadza drucik do kontaktu. Druga sytuacja to kiedy dziecko zagraża innemu dziecku, np. pakuje widelec w oko młodszego brata, siostry, kolegi. Trzeba wyrwać z ręki dziecka ten niebezpieczny
przedmiot. Dopiero potem można się zastanawiać nad tłumaczeniem.

Niektórzy rodzice mówią, że są dzieci, do których nic nie dociera. Mówią: "Boli mnie głowa, proszę, wyłącz muzykę". I to nie działa.

- "Bo dziecko jest nieznośne" - kwitują. Ja wtedy pytam, czy już takie było nieznośne, jak matka wróciła z nim ze szpitala. Oczywiście są dzieci, które przychodzą na świat - tak bardzo skrótowo - z pewnymi mikrouszkodzeniami w centralnym układzie
nerwowym. Szacuje się, że takich dzieci jest ok. 2%. Na zewnątrz tego nie widać, bo to nie są tak duże uszkodzenia jak np. przy porażeniu mózgowym, ale proces pobudzania jest większy niż proces hamowania.

Z tej grupy rekrutują się nasi ukochani ADHD-owcy. Więc właściwie tylko z tymi 2% powinny być problemy. A jaki mamy procent trudnych dzieci
choćby na poziomie szkoły podstawowej czy gimnaz-jum? Niektórzy szacują, że nawet około 40-50% . Co to oznacza? Że coś zepsuliśmy. My - dorośli, my - rodzice, my - wychowawcy, my - panie nauczy-cielki w przedszkolu, my - panie nauczycielki w szkole, my - media, dając im szkodliwe nierzadko treści, znowu - my rodzice, którzy dajemy na te media przyzwolenie.Telewizor, komputer, gry kompu-terowe to jest trzeci rodzic,który wlazł na głowę im wszystkim, wdarł się trochę jak koń trojański do domu za ich przyzwoleniem i wychowuje nasze dziecko.
Jak wychowuje? Często bez kontroli, bo rodzicowi się wydaje, że to jest produkcja dla dziecka - bajeczka. A tam walec przejechał zajączka i zajączek leży na szosie - to jest akt krucieństwa kompletnie dziecku wypaczający świadomość, bo w życiu realnym zajączek nie wstanie i nie pobiegnie
dalej. Nie obwiniajmy dzieci o to, że gdy mają lat siedem i matka mówi, że ją boli głowa, to one wzruszają ramionami. Bo mieliśmy tych siedem lat na wychowanie.

To co rodzice sknocili? Przecież kochali swoje dziecko.

- Ale kochać trzeba mądrze. Współczesny rodzic często nie wychowuje dziecka, ale je hoduje. W naszych polskich rodzinach,w tzw. dobrych domach, zdarzają się hodowle dzieci. Hodowla pięknego egzotycznego kwiatu polega na tym, że on musi dos-tać odpowiednie odżywki,odpowiednią ilość wody, musi mieć listki przecierane albo spryski-wane. Chuchamy na niego i dmuchamy. Tak samo ten mały człowiek dostaje wspaniałe jedzonko, świetne odżywki, szczepionki, reklamy prześcigają się w pomysłach, co jest dobre dla niego. Dziecko ma
osiem-dziewięć miesięcy i się je wiezie do Egiptu
-niech świat zobaczy.To jest nowoczesne hodowanie.
A naprawdę dziecku co innego jest potrzebne: czas dla niego,kiedy będzie czuł bliskość rodzica
rozmowa,poczucie bezpieczeństwa, miłość. W czasie wychowywania dziecko uczestniczy w życiu rodziny, zna problemy - oczywiście na miarę swoich lat. Dlaczego nasze dzieci zupełnie się nie orientują w sytuacji finansowej swoich rodziców, zwłaszcza w kłopotach? Nie o to chodzi, żeby tłumaczyć dziecku, jakie rodzic ma dochody, ale jeżeli w danym miesiącu nie dostanie dodatkowego wynagro-dzenia, przeszedł na inny etat, traci pracę, to powinna się odbyć narada rodzinna, nawet z kilku-letnim dzieckiem.Dziecko powinno słyszeć,z czego w tym miesiącu czy półroczu rezygnujemy: ojciec nie idzie do klubu,mama rezygnuje z fryzjera, ale ty,syneczku,również musisz z czegoś zrezygnować.

Tylko w ten sposób dziecko będzie czuło, że współuczestniczy w tym, co się dzieje w domu.

Pytają panią rodzice,co robić z takim wyhodowanym dzieckiem?

- Niestety, rzadko.Gdyby pytali, tobym rozumiała, że chcą poprawić relację z dzieckiem. Ale ten problem najczęściej pojawia się, kiedy zaczynamy mówić o prawach dziecka. Wtedy pada argument: "No jak ja mam respektować jego prawa, kiedy ono nie liczy się nawet z moim bólem głowy?!".
I argumentują tak nie tylko rodzice, ale też nauczyciele i wychowawcy.Szkolę kadry pedagogiczne
i kiedy mówię, że dzieci trzeba wychowywać z poszanowaniem ich praw,to wtedy natychmiast świat dorosłych mówi o swoim interesie.

A co powinien rodzic zrobić? Iść do psychologa?

- A czemu nie? Niestety, kiedy mówię rodzicowi, który ma problemy,żeby się zwrócił do specjalisty
do psychologa, widzę najpierw zdumienie, a potem
bardzo często oburzenie: "Przecież moje dziecko nie jest wariatem!". Nie rozumieją, że konsultacja
ada,współpraca z psychologiem to taka sama współ-praca jak np. z laryngologiem. Psycholog po to się uczył, żeby pomagać.
A rodzice często działają tylko na intuicję. Niektórzy dają się tyranizować,czują się bezradni.


Przypomina sobie pani takiego bezradnego rodzica?

- Najbardziej wstrząsający przypadek - samotna matka, osoba wykształcona, wychowująca 13-letnią panienkę. To było tzw.późne dziecko,matka została z nią sama i tak bardzo obawiała się utraty miłoś-ci tej dziewczynki, że spełniała wszystkie jej zachcianki. Opowiadała, że córka znika z domu, że
dwa razy już matkę pobiła, wyniosła jej różne wartościowe rzeczy, nie chce się uczyć, wagaruje, a ona jest bezradna. Poprosiłam, żeby przyszła z tą dziewczynką.Zobaczyłam kobietę,nie dziewczynkę Z pełnym ostrym makijażem, najlepszymi ciuchami, ufarbowanymi włosami, pomalowanymi paznokciami,
kolczykiem w nosie. Zobaczyłam taki plastikowy produkt,który był tworem tej porządnej,zahukanej, skromnej i beznadziejnie głupiej matki. Bo tylko tak można ją określić. Ta kobieta całe życie oddała,żeby zaskarbić sobie względy tej panienki. Oczywiście sobie nie zaskarbiła, bo córka mówiła o niej w sposób pełen lekceważenia, ironii, a chwilami nawet obelg.

Matka mówi: "Ja dla ciebie wszystko, a jak ty mi się odpłacasz?".

- Ale ona nie powinna mieć wszystkiego. Kto powie-dział, że człowiek ma mieć w życiu wszystko? Każdy człowiek, który w pewnym momencie dostanie za dużo od życia, nie będzie tego szanował. Dorosły człowiek też. Ta panienka na dobrą sprawę kwalifikowałaby się do ośrodka zamkniętego. Ja myślałam sobie: "Tam dojdzie do tragedii", bo w momencie najmniej-szego sprzeciwu ona rzucała matką jak piłką. Popełniała przestępstwa wobec tej matki. Ale to był skutek. Przyczyna tkwiła w 13-letnim procesie demorali-zacji w imię tzw. miłości.

Co się z nimi stało?

- Nie pamiętam. Tej matce radziłam ostre i surowe działanie: zgłoszenie pobicia policji, wniosek o dozór kuratora dla córki. Ale czy te metody były
skuteczne - najprawdopodobniej już nie. Ja przypu-szczam, że córka uciekła od niej. Ona przebywała ze znacznie starszym towarzystwem, ci pełnoletni ludzie grozili tej matce. Dziewczyna została zmarnowana.

A jak ustawa miałaby zdefiniować i sankcjonować przemoc emocjonalną?

- Zdaję sobie sprawę, że to skomplikowane. Sama ustawa nie określa sankcji za stosowanie kar cielesnych i nie może określać wprost sankcji za przemoc emocjonalną.Natomiast zakładam, że będzie odnośnik do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który te kwestie uszczegółowi i da sędziemu argu-ment, że taki rodzic nie jest dobrym gwarantem opieki nad dzieckiem.


Źródło: Duży Format.  To jest fragment wywiadu. Polecam przeczytanie całość: Link poniżej.

wyborcza.pl/1,75480,6518169,Dwa_szybkie_w_pupe.html
  • awatar szantal: to masz niezłą wyobraźnię jak poczułeś;-D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @szantal: ie rozumiem Twojego komentarza. Ale dodam, że ani ja ani brat nie byliśmy bici. Można wychować dzieci bez bicia.
  • awatar Rakszasa: A ja uwazam,ze lac trzeba,ale w granicacxh trzezwosci umyslowej. jak wiec miezyc ta trzezwosc? nie da sie. co mnie jednak irytuje to przeobrzydliwa chec decydowania o moim zyciu przez tych z gory. zbyt wiele mamy problemow ktore smialo mozna okreslic jako pierwszoplanowe niz zajmowanie sie szesciolatkami i ich szkola czy krzywizna ogorka. ale nie winny jest rzad tylko szmata tego swiata , czyli UE.
Pokaż wszystkie (19) ›
 

nortus
 
Bielik porwał 3-letnie dziecko? Naukowcy mają problem


Svanhild - to imię rodzi grymas na twarzach norweskich ornitologów.Gdyby nie ta mała dziew-czynka, pewnie nie musieliby od lat prowadzić eksperymentów i pisać rozpraw na temat, ile kilo-gramów jest w stanie udźwignąć dorosły bielik.

Choć naukowcy nie dają wiary w opowieść z Leki, dziesiątki ludzi potwierdziły, że Svanhild Hartvigsen została tam w 1932 roku porwana przez
tego ptaka.

W komiksie o Wikingu Thorgalu piękna księżniczka Aaricia zostaje tuż przed ślubem porwana przez dwa orły na lodową wyspę. Historia o uprowadzeniu przez majestatyczne ptaki wydaje się idealnie wpi-sywać w norweskie mity ludowe i według naukowców właśnie w tej kategorii powinna pozostać.Z ornito-logami nie zgadzają się mieszkańcy wyspy Sagaoya w gminie Leka położonej w regionie Nord-Trondelag
Wierzą, że bielik naprawdę jest w stanie porwać człowieka.
Może nie dorosłą kobietę, ale dziecko tak.

Ile waży trzyletnie dziecko?

5 czerwca 1932 roku rodzina Hartvigsenów z Horta-var przyjechała na wyspę w Leka kommune, gdzie miał się odbyć chrzest ich najmłodszego dziecka. Dzieci bawiły się na dworze, dorośli odpoczywali w domu po zjedzonym obiedzie.

Około godziny piętnastej zauważono, że sprzed domu zniknęła 3 letnia Svanhild.Rodzice i znajomi wszczęli poszukiwania dziewczynki. W ciągu kilku
godzin zaalarmowali wszystkich mieszkańców wyspy, którzy pomagali zrozpaczonej rodzinie odszukać dziecko.
Ktoś zauważył na szczycie jednej z gór dziwnie zachowującego się bielika. Ptak oblatywał swoje gniazdo i wydawał dźwięki świadczące o zaniepoko-jeniu. Niektórzy tłumaczyli, że ptaki są zdener-wowane krzykami grupy poszukiwawczej,inni uważali,
że to właśnie one mogą być odpowiedzialne za zniknięcie dziewczynki.

Choć pomysł, że Svanhild mogłaby się znajdować na szczycie góry wydawał się większości niedorzeczny
kilka osób natychmiast ruszyło w góry, do gniazda
bielika. Po drodze znaleźli bucik dziewczynki i jej chusteczkę. Ponieważ droga pod górę robiła się coraz bardziej stroma,na czoło grupy poszuki-wawczej wysunęło się trzech młodych, sprawnych mężczyzn:Karl Haug,Jentoft Smith i Leif Andersen. To oni odnaleźli dziecko. Ich wspinaczka została wiele lat później odtworzona przez filmowców, którzy nakręcili film o historii z Leki.

Svanhild znajdowała się na skalnej półce obok gniazda.Żeby się do niej dostać, jeden z mężczyzn musiał stanąć na ramionach drugiego.Według niektó-rych relacji dziewczynka spała,według innych była przytomna i wystraszona. Odnaleziono ją po około 6 godzinach od porwania.Ubranko dziecka było po-rozrywane w okolicach klatki piersiowej,ale dziew-czynka nie odniosła żadnych poważnych obrażeń.

Kiedy zniesiono ją na dół, została zbadana przez lekarza, który nie dawał wiary, że porwania mógł dokonać bielik.To głównie jego zapiski były przez lata analizowane i do tej pory stanowią przedmiot dyskusji na forach internetowych. W pozycji "waga dziecka" lekarz wpisał dziewiętnastkę. Naukowcy stanowczo zaprzeczali, że ptak mógł by unieść w powietrze obiekt ważący aż 19 kilogramów. Okazuje się jednak, że waga trzylatki została podana w funtach,zatem dziewczynka w chwili porwania waży-ła wraz z ubrankiem około 9-10 kilogramów. Była i jest bardzo drobnej budowy. Gdyby jako trzylatka ważyła 19 kilo, jej waga jako dorosłej powinna wynosić około 100 kilogramów, podczas gdy Svanhild w wieku 75 lat ważyła 52 kilogramy.

Skarpeta jako koronny dowód

Norweskie Towarzystwo Ornitologiczne (Norsk Ornitologisk Forening) od lat dementuje opowieść o porwaniu przez bielika, twierdząc, że taka historia nie miała prawa się wydarzyć. Bielik (w Norwegii znany pod nazwą havorn) waży od 4 do 6kg i żywi się głównie rybami, a od czasu do czasu ptakami. Tylko wyjątkowo, w sezonie lęgowym, zdarza mu się polować na małe ssaki.

I tu już ornitolodzy nie są zgodni. Jedni mówią, że bielik jest w stanie upolować sporą gęś w locie i unieść w powietrze sporego kota. Inni uważają,że maksymalny udźwig dla orła tego gatun-ku to dokładnie 1,75 kilograma.Do takiego wniosku doszły dwie Szwedki, które zainspirowane historią Svanhild prowadziły przez kilka tygodni ekspery-menty, podając bielikom zważone wcześniej porcje ryb. Mieszkańcy wysp na Morzu Norweskim, dowodzą natomiast,że nieraz znajdowali w gniazdach bieli-ków czaszki małych saren i szkielety jagniąt, zatem ptaki potrafią udźwignąć znacznie więcej niż 2 kilogramy, szczególnie jeśli towarzyszy im dobry wiatr.Szacuje się,że w Norwegii żyje od 3200
do 3800 par bielików, zatem i naukowcy i amatorzy mają duże pole do obserwacji zwyczajów tych ptaków

Svanhild Hartvigsen ma dziś 80 lat i mieszka w Rorvik. Kilka lat temu pojawiła się na festynie w Lece zorganizowanym w 75. rocznicę porwania. Nie
interesuje jej,czy ktoś wierzy w tę opowieść, czy nie.Porwanie wspomina jako przerażające doświad-czenie. Pamięta, jak zobaczyła lecącego na nią
ptaka, straciła przytomność i obudziła się w ptasim gnieździe.

Mieszkańcy Leki (żyje jeszcze kilka osób, które brały udział w poszukiwaniach Svanhild) są abso-lutnie przekonani,że na ich wyspie bielik uprowa-dził dziecko. Jednym z najważniejszych dowodów są zachowane do dziś skarpety dziewczynki. Nie były podziurawione, choć powinny być, gdyby dziecko wspinało się samo po kamieniach na szczyt.

Tamtego dnia wielu poszukujących dziewczynki zniszczyło sobie obuwie na ostrych głazach, zatem
jak dziecko mogło dotrzeć na szczyt bez jednego buta i nie porwać skarpet?

Nie można też wytłumaczyć, jak trzylatka mogłaby się samodzielnie wspiąć na szczyt góry. Znaleziono ją w odległości 2 kilometrów od domu, na wysokości 250 metrów w miejscu tak niedostęp-nym, że trudno się było tam wspiąć sprawnym mężczyznom. Bez odpowiedzi pozostaje również pytanie, dlaczego blisko 200 niezwiązanych ze sobą osób będących 5 czerwca 1932 roku na wyspie
miałoby kłamać w sprawie okoliczności odnalezienia Svanhild Hartvigsen.

Trolle, Święty Mikołaj i porwanie przez orły

O zdarzeniach w Lece opowiada między innymi książka "Ornerovet pa Leka".
Miejsce, gdzie znaleziono dziecko dokładnie oznakowano i zdarza się, że odwiedzają je turyści.

Dla ornitologów opowieść z wyspy Leka pozostaje wierutną bzdurą.Alv Ottar Folkestad z Norweskiego Towarzystwa Ornitologicznego powiedział w 75.
rocznicę wydarzeń na Lece, dziennikowi "Dagbladet"
- Ta historia powinna znaleźć miejsce między opowieściami o Mikołaju i trollach. Nie mam
wątpliwości, że jest zmyślona, ale niestety brak mi dowodu, że to wszystko się nie stało.

Tymczasem w zachodniej Norwegii zdarza się, że babcie upominają maluchy: "Nie oddalaj się sam od domu, bo mogą cię porwać orły". Starsze dzieci
uśmiechają się z przekąsem, ale babcie i tak obserwują je podczas zabawy, z niepokojem patrząc w niebo.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
Mama mówi do Jasia:
- Dzisiaj wychowawczyni znów się na ciebie skarżyła.
- To niemożliwe! Dzisiaj cały dzień byłem na wagarach.



Turyści spotykają bobra.
- Ahoj, panie bobrze! Co trzeba robić, żeby mieć takie mocne zęby?
- A hoj was to obchodzi! - odpowiada bóbr.
Na lekcji plastyki uczniowie wykonują rysunek na dowolny temat. Nauczycielka zatrzymuje się przy ławce Jasia, przygląda się jego rysunkowi i mówi:
- Doskonale narysowałeś te postacie w ruchu. Ale dlaczego narysowałeś akurat Zorro walczącego z żołnierzami? Przecież mogłeś narysować coś innego.
- To nie żaden Zorro ani żołnierze! To moja rodzina zaraz po obejrzeniu mojego świadectwa szkolnego.



Grupa przedszkolaków przyszła zobaczyć jak wygląda budowa.
Nagle majster krzyczy:
- Józek, podaj k...a to wapno!
Zgorszona wychowawczyni zwraca mu uwagę:
- Niech pan przy dzieciach wyraża się ładniej!
Po chwili majster krzyczy:
- Józek, podaj k...a to wapienko!
  • awatar Rakszasa: Z wapnem jest takie... zyciowe ;D Ale ja stawiam przed soba wielkie zadanie. Klnac mniej.Albo przynajmniej w innym jezyku.
  • awatar DeadAngel: ten kot jest piekny!!!!!!!!
  • awatar karta: fajny blog zapraszam do mnie
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

Policja poszukiwała pluszowego pieska i misia

Wielu policjantów z Nadrenii Północnej- Westfalii i z Dolnej Saksonii uczestniczyło podczas weekendu
w poszukiwaniach ... dwóch pluszowych zwierzątek,
które trzyletnia dziewczynka i jej mama pozosta-wiły na dachu samochodu, odpoczywając na parkingu przy autostradzie.

Mama i dziecko pojechały dalej,a brązowy pluszowy piesek i biały miś spadły z dachu. Dziewczynka dopiero po 150 kilometrach zorientowała się, że
straciła ukochane zabawki. Jej mama zadzwoniła po pomoc na policję.

Policjanci ruszyli do akcji i wkrótce znaleźli pluszowe zwierzaki na poboczu autostrady.

Następnie szybko zorganizowali "sztafetę", wioząc dziewczynce zabawki przez dwa kraje związkowe.

Dziecko nie posiadało się ze szczęścia, gdy odzyskało pluszowych przyjaciół.

Policjanci otrzymali bardzo serdeczne podziękowania.

--
A u nas?
 

nortus
 
Nazwać grypę "świńską" można prawie na całym świecie, ale nie w Izraelu.

- My nazwiemy ją grypą meksykańską - oświadczył izraelski wiceminister zdrowia Jakow Litzman, który jest ortodoksyjnym żydem.

Wiceminister zapewnił, że izraelska służba zdrowia jest przygotowana do walki z "meksykańską grypą".

Dla żydów świnia jest zwierzęciem nieczystym i ich religia zakazuje jedzenia wieprzowiny, choć to niekoszerne mięso można kupić w niektórych sklepach w Izraelu.

Nowy szczep wirusa, który w Meksyku zabił już ponad 100 ludzi, zawiera DNA wirusów świńskich, ptasich i ludzkich. Dla choroby, którą wywołuje,
powszechnie używa się nazwy "grypa świńska".

---
I tak w PRL-u nie mówiono, czyli nie było, narkomanii, mordów, gwałtów, bandytyzmu.


Inna sprawa, że wg słów minister zdrowia Polska ma odpowiednią ilość lekarstw na leczenie świńskiej grypy. TO bardzo dobrze, wręcz cudownie.
Bo na świecie takie lekarstwa będą najwcześniej za 2 miesiące, jeszcze nie mają - a my już mamy.
  • awatar Tomasz Wójcikowski: Dwie uwagi: 1. Choroba nie przenosi się przez mięso, chyba, że jest świeże i surowe. 2. Ortodoksyjni muzułmanie także nie spożywają mięsa wieprzowego.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: oczywiście. I nie tylko ortodoksi nie spożywają wieprzowiny. Ale grypa przenosi się z człowieka na człowieka. Surowego mięsa nie jemy a wieprzowiny NIE WOLNO dawać kotom.
  • awatar A r i a n n a: I dodam jeszcze to , co usłyszałam dziś w radiu -nasze wspaniałe ministerstwo zapewniło , iż dysponuje łóżkami dla wszystkich, którzy zachorują - w razie wybuchu epidemii (i dodam , że ,,owe'' łóżka znajdują się w zakaźnych placówkach , których mamy w Polsce 89 ) - miło czasem posłuchać bajek nie tylko na dobranoc ale i jadąc do pracy ;-)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 

Odkryto jedyny na świecie gatunek mrówek, który
pozbyło się samców.

Amerykańscy naukowcy dowiedli, że kolonie mrówek żyjących w Amazonii składają się wyłącznie z samic.Ich zdaniem jest to pierwszy odkryty gatunek
mrówek, który w procesie ewolucji pozbył się  .... samców.


Badacze z Uniwersytetu w Arizonie testowali DNA mrówek z gatunku Macrocephalus smithii. Okazało się, że materiał genetyczny wszystkich osobników jest taki sam, jak DNA królowej. Oznacza to, że każda mrówka jest klonem matki.

Rozmnażanie bezpłciowe występuje u wielu owadów, jednak u mrówek jest ono niezmiernie rzadkie. Amerykańscy naukowcy podkreślają, że pozbycie się
samców ma swoje zalety - samice mogą na przykład wydawać nawet dwa razy więcej potomstwa. Wadą jest jednak to, że każdy osobnik jest identyczny,
przez co cały gatunek jest bardziej narażony na ataki pasożytów czy choroby.


Amerykańskich biologów zafascynowały też"rolnicze"
umiejętności Macrocephalus smithii; okazało się, że w stworzonych przez siebie "ogrodach" uprawiają
one pewien rodzaj grzybów - w celu zapewnienia sobie pożywienia.

Według ekspertów, mrówki zajęły się "rolnictwem" na długo przed powstaniem człowieka - około 80 milionów lat temu.

Wyniki badań publikuje tygodnik Brytyjskiej Akademii Nauk (Proceedings of the Royal SocietyB).

---

Panowie - jesteśmy zagrożonym gatunkiem !
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Zahipnotyzował kasjerkę i ukradł diamentową biżuterię

Policja w Bombaju poszukuje mężczyzny, który zahipnotyzował pracownicę sklepu z biżuterią i ukradł diamentowe naszyjniki i bransoletki warte 160 tys. dolarów - podaje serwis alarabiya.net.

Katrina Sunil Purswami, która pracuje w sklepie jubilerskim w Bombaju twierdzi,że oszust powie-dział jej, że chce wybrać prezent. Zapytał, czy kobieta może wybrać najładniejsze komplety biżuterii i przynieść je do pobliskiego hotelu, gdzie w spokoju będzie on mógł dokonać wyboru. Kobieta zgodziła się.

Kiedy przyszła do hotelu,mężczyzna zahipnotyzował ją i uciekł z biżuterią.

Zdezorientowana Purswami nie mogła zrozumieć, co się wokół niej dzieje.

Okradziony sklep jubilerski został otwarty niedaw-no. Jego właściciel zgadzał się, by pracownicy odwiedzali klientów hotelu, licząc, że w ten sposób sprzeda więcej diamentów.

Policjanci przeglądają taśmy z hotelowych kamer, licząc że zarejestrowały one oszusta. Kamery zainstalowane w sklepie nie działały.
  • awatar Tomasz Wójcikowski: Niezła "ściema" z tą hipnozą. Na 99% złodziej i "zahipnotyzowana" byli w zmowie.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: tam nie ma Polaków, to można chyba jednak założyć że nie była to do końca zmowa. Chociaż pierwszą myśl miałem identyczną.
  • awatar Rakszasa: @nortus: A Ty mnie oskarżasz o brak patriotyzmu ;D Swoją drogą, piękna ta biżuteria T_T
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Spam
niechciane lub niepotrzebne wiadomości elektroni-czne. Najbardziej rozpowszechniony jest spam za pośrednictwem poczty elektronicznej oraz w
Usenecie. Część użytkowników doświadcza także spamu w komunikatorach (np. ICQ czy Gadu-Gadu). Zwykle (choć nie zawsze) jest wysyłany masowo.

Istotą spamu jest rozsyłanie dużej ilości infor-macji o jednakowej treści do nieznanych sobie osób. Nie ma znaczenia, jaka jest treść tych wiadomości.
Aby określić wiadomość mianem spamu, musi ona spełnić trzy następujące warunki jednocześnie:

1.. Treść wiadomości jest niezależna od tożsamości odbiorcy.
2.. Odbiorca nie wyraził uprzedniej, zamierzonej zgody na otrzymanie tej wiadomości.
3.. Treść wiadomości daje podstawę do przypuszczeń
iż nadawca wskutek jej wysłania może odnieść zyski nieproporcjonalne w stosunku do korzyści
odbiorcy.


Etymologia słowa spam

SPAM - Konserwowa mielonka wieprzowa

SPAM to nazwa bardzo popularnej konserwowej mielonki wieprzowej produkowanej nieprzerwanie od lat 30. XX wieku przez amerykańską firmę Hormel.

Wcześniej mielonka tej firmy nazywała się po prostu Hormel Spiced Ham,jednak ta nazwa została
zmieniona, by zwiększyć atrakcyjność produktu (nowa nazwa być może wywodzi się od skrócenia Spiced Ham lub w innej wersji słów Shoulder Pork
and Ham, które opisują zawartość konserwy). Zgodnie z oczekiwaniami, powołana do życia marka odniosła znaczący sukces, a produkt stał się między innymi kluczowym elementem racji żywienio-wych wojsk USA w czasie II wojny światowej, co zapewne przyczyniło się do dalszego wzrostu jego znaczenia kulturowego.

Nie jest do końca jasne, w jakich okolicznościach termin ten został po raz pierwszy zastosowany w odniesieniu do wiadomości elektronicznych. Możliwe jest jednak, że wiązało się to przede wszystkim ze znanym skeczem Monty Pythona. W skeczu tym klient, gdy pyta o menu restauracji, dowiaduje się, że w każdym daniu znajduje się trochę mielonki. Gdy klient chce zamówić coś bez
mielonki, okazuje się jednak, że nie jest to proste - grupa wikingów zaczyna śpiewać "SPAM, SPAM, lovely SPAM, wonderful SPAM", zagłuszając normalną rozmowę.

Jak w przypadku wielu podobnych terminów, po fakcie tworzono rozwinięcia tego hasła (np.stupid person advertisement, stupid pointless annoying
messages).

Firma Hormel, w obawie przed utratą praw do znaku towarowego, wytoczyła proces firmie Spam Arrest oraz innym podmiotom gospodarczym, domagając się zaniechania komercyjnego wykorzystania nazwy produktu. Sprawy te jednak przegrała.


Historia spamu

Spam, jako zjawisko, istniał praktycznie od początku istnienia sieci komputerowych.

Pierwszy odnotowany w historii sieci spam został wysłany przez Einara Stefferuda 1 maja 1978 roku. Wysłał on, korzystając z dostępu do kompletnego
zbioru adresów mailowych w sieci ARPANET,ok. 1000 maili z zaproszeniem na swoje urodziny, co urucho-miło serię złośliwych i zabawnych odpowiedzi, które zablokowały twarde dyski na serwerze pier-wszego spamera.

Pierwszy reklamowy spam napisał 1 maja 1978 r. Gary Thuerk, a wysłał go 3 maja. Była to reklama producenta mini-komputerów,firmy Digital Equipment
Corp., która zapraszała wszystkich użytkowników Arpanetu z Zachodniego Wybrzeża USA na "dzień otwarty" - prezentację najnowszych produktów firmy.

Pierwszy odnotowany spam w Usenecie miał miejsce w 1988r, kiedy to Rob Noha wysyłał systematycznie post z tytułem "HELP ME!" do wszystkich możliwych grup. W poście tym prosił o pomoc finansową dla swojego kolegi, któremu zabrakło funduszy na kontynuowanie studiów.

Słowa "spam" w Internecie zaczęli prawdopodobnie używać jako pierwsi w latach 80. gracze tekstowych
MUD-ów działających w sieci BBS-ów, piętnując w
ten sposób tych graczy, którzy - zamiast uczest-niczyć w grze - wysyłali do innych bezsensowne komunikaty, wyłącznie w celu blokowania serwerów.

Następnie termin ten przeszedł do Usenetu, gdzie spamem zaczęto nazywać sposób zwalczania nielubia-nych dyskutantów poprzez zarzucanie ich setkami
maili o bezsensownej treści.

Pierwszą osobą z Usenetu, w stosunku do której użyto określenia spamer, był Richard Depew. W 1993r próbował on napisać skrypt,który automatycz-nie usuwał z grup newsowych posty niezgodne z netykietą danej grupy. Skrypt wymknął mu się spod kontroli i zamiast kasować,wysłał ciąg 200 postów na grupę news.admin.policy. Wiele z osób czytają-cych tę grupę było też zapalonymi graczami w MUD-y i zastosowali oni znane z mudów pojęcie spamer
do Richarda.

Pierwszy gigantyczny spam,który zablokował serwery
Usenetu, miał miejsce 18 stycznia 1994r. Został on rozesłany w liczbie kilkunastu tysięcy do
wszystkich grup newsowych, a także na setki tysięcy prywatnych adresów mailowych. Miał on tytuł: "Global Alert for All: Jesus is Coming Soon" i został wysłany przez chorego psychicznie studenta z uniwersytetu stanowego Ohio.

W tym samym roku miał miejsce pierwszy gigantyczny
spam o charakterze komercyjnym. Firma adwokacka, prowadzona przez Laurence'a Cantera oraz Marthę Siegel z Phoenix w stanie Arizona, rozesłała do wielu grup Usenetu swoją ofertę usług w zakresie wypełniania formularzy amerykańskiej loterii
wizowej. Reakcja internautów była jednoznacznie negatywna. Skrzynki prawników zostały zasypane listami od tysięcy adresatów ich reklamy, którzy
w ten agresywny sposób wyrażali swoje niezadowo-lenie z tego typu praktyk. W efekcie dostawca usług internetowych firmy prawniczej zablokował jej dostęp do kont pocztowych.

Od czasu afery Cantera i Siegel, która była opisy-wana szeroko w mass mediach, słowo spam stało się znane ogółowi opinii publicznej w USA.


Pochodzenie spamu

Największa liczba wiadomości spamowych wg firmy Sophos zajmującej się śledzeniem przebiegu wiadomości spamowych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych.
W 2007r było to 28,4% wszystkich wiadomości (w 2006 19,8%).
Kolejnymi krajami skąd nachodzi spam są: Korea Południowa (5,2%), Chiny (4,9%) Rosja (4,4%), Brazylia (3,7%), Francja (3,6%), Niemcy (3,4%), Turcja (3%), Polska (2,7%), Wielka Brytania (2,4%), Rumunia (2,3%) i Meksyk (1,9%)- (pozostałe
kraje (33,9%)).

Według szacunków z marca 2008 roku,20% światowego spamu pochodzi z botnetu Storm.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

a jutro o 8 rano

ja Wam pokażę

(kiedy mój kocur będzie jeszcze spał).

Nu pagadi zajac !