Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 23 kwietnia 2009

Liczba wpisów: 13

nortus
 
Dlaczego Szczecin jest bardziej eu, niż pl?

Dziwna strategia promocyjna miasta

We wtorek rano chciałam sprawdzić, o której godzinie na Uniwersytecie Szczecińskim rozpoczyna się wykład lidera Solidarności Lecha Wałęsy.

Byłam przekonana, że informację o tym wydarzeniu znajdę na stronie szczecińskiego magistratu. A tam cisza.

Na stronie www.szczecin.pl nie było nawet komu-nikatu, że Wałęsa został Honorowym Obywatelem Szczecina.Informacji zabrakło mimo że tytuł przyz-nali radni, gratulacje składał prezydent Piotr Krzystek, a strona www.szczecin.pl o działalności radnych i prezydenta miasta informuje.

Jak dowiedziałam się od szefa promocji Piotra Wachowicza, ten brak to sprawka zmiany strategii reklamowania i rozsławiania miasta. Od listopada
ubiegłego roku Szczecin ma dwa internetowe oblicza.

Strona www. szczecin.pl - donosi o prozie życia codziennego, naborze do szkół, przedszkoli czy sprzedaży udziałów w spółkach.

Z kolei strona www.szczecin.eu o wydarzeniach, którymi warto pochwalić się na zewnątrz - w
kraju i Europie. I tam trafił Lech Wałęsa, obok słynnego kontrowersyjnego billboardu pt. "Wyskocz z cynków i zaszalej". Tylko skąd ma o tym wiedzieć zwykły śmiertelnik?

O istnieniu dwóch domen i segregacji informacji o mieście pojęcia nie mieli do wczoraj także niektó-rzy radni z komisji promocji.

Na "eu" nie zdecydował się Gdańsk, Wrocław,Poznań a nawet stolica kraju.

Jesteśmy pierwsi. Problem w tym, że dla zwykłego śmiertelnika, jak i dla speców od infomarketingu, rozróżnienie, co jest jeszcze informacją, a co już promocją, nie zawsze jest jasne.

Wiadomość o tym, że Lech Wałęsa w poniedziałek został honorowym obywatelem naszego miasta, w środę trafiła na Szczecin.pl. Dopiero po moim pytaniu dlaczego jej tam nie ma.

===
brak słów, a to podobno sami fachowcy.
 

nortus
 
Pal buszmena, skok na Tarzana, linki rozrywające, złośliwe belki i wirujące łopatki - to tylko niektóre z atrakcji parku linowego Tarzania nad Jeziorem Głębokim

W parku, który mieści się tuż za pizzerią na plaży przy Głębokim, są trzy trasy. Różnią się wysokością zawieszenia przeszkód.

Trasa zielona (3 metry) jest przeznaczona dla dzieci.
Niebieska wisi na poziomie sześciu, a
czerwona - dziewięciu metrów.

Bawić się może każdy,jedynym ograniczeniem jest wzrost. Żeby dostać się na zieloną, trzeba mieć co najmniej 1,2 metra, na pozostałe 1,6 m.

Zakładam uprząż i kask. Krótkie szkolenie, jak przepinać ubezpieczający mnie karabińczyk i można ruszać. Wybieram trasę niebieską.

Mój instruktor Mateusz Pilarski wchodzi pierwszy (bardziej popularna jest opcja, kiedy instruktor stoi na dole). Po wspięciu się na pal buszmena,
staję na drewnianym podeście zamocowanym na drzewie. Z dołu wydawało się, że jest niżej. Ale idę dalej. Cały czas jestem przypięta karabiń-czykami do metalowej liny. Pokonuję ściankę wspi-naczkową i wiszące drewniane belki.

Staram się nie patrzeć w dół. Wreszcie najprzyjem-niejsze - tyrolka (zjazd na linie).

- Teraz Tarzan - mówi mój instruktor, po czym łapie linę i leci. Skaczę i ja, choć sześciomet-rowa przepaść budzi obawy. Przede mną rozrywające linki (wiszące w dwóch rzędach pętle, w które wkłada się stopy). Zanim zrozumiałam nazwę, już wisiałam w półszpagacie. Sunę dalej. Kolejna tyrolka,meandrujące pale (zawieszone na stalowych linach kołki).Następna atrakcja - most birmański (zrobiony ze zwisających z drzewa lin). W połowie zaczynam wątpić, czy dam radę. Wszystko mnie boli, najbardziej ręce. Ale najgorsze jeszcze
przede mną. Przeszkoda nazywa się koala. Sześć metrów nad ziemią mam zawisnąć plecami w dół? Nie ma mowy. Lęk wysokości bierze górę. Po prostu
zjeżdżam na linie do kolejnego podestu. Przede mną już łatwizna - ruszająca się kładka, ścianka z belek, siatka i koniec. Trasę pokonałam w 45 minut.

Park linowy można odwiedzać od piątku. Jest czynny codziennie od 15 do 19, w weekendy od 10 do 19. Od czerwca będzie czynny codziennie od 10 do 20.
Bilety kosztują 50 zł. Uprawniają do przejścia wszystkich trzech tras. Nie ma ograniczenia czasowego. Dzieci do 13 lat mają ulgę - jedna trasa 20 zł, dwie 35, trzy 45 zł.

---
Wreszcie coś nowego powstało. Hurrrrrrra
(z prasy lokalnej)
 

nortus
 
Towarzystwo Przyjaciół Stargardu po 10 latach wraca do pomysłu urzędowej zmiany nazwy miasta ze Stargard Szczeciński na Stargard.

"Żeby Stargard był stargardzki" - taki manifest trafił do władz miasta, powiatu, gminy, do stargardzkiego posła i do mediów. TPS, po 10 latach od pierwszej próby, ponownie walczy o skrócenie nazwy miasta na Stargard.

10 lat temu w mieście odbyły się konsultacje społeczne. Dwie trzecie głosujących było za zmianą nazwy miasta.

Dla nas zawsze Stargard był i jest tylko i wyłącznie Stargardem - deklaruje Towarzystwo Przyjaciół Stargardu. - W żadnym momencie historii
Stargardu nie byłoby możliwe "wzbogacenie" jego nazwy o przymiotnik pochodzący od jego dużego sąsiada. Jedyny taki moment, kiedy nikt nie liczył
się ze zdaniem obywateli to czasy stalinowskie i właśnie w roku 1950 wprowadzono zmianę nazwy naszego miasta.

Wśród argumentów wymieniają też identyfikację z miastem, jego promocję, czy krótkość nowej nazwy, ułatwiającą wiele urzędowych formalności.

TPS zwróciło się do władz miasta z wnioskiem o wznowienie działań na rzecz skrócenia nazwy miasta o przymiotnik "szczeciński". Prezydent przyznaje, że droga jest długa, procedur do przejścia wiele, ale nie zraża się tym.

Rozszerzenie nazwy naszego miasta na"szczeciński" nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia - uważa Sławomir Pajor,prezydent Stargardu Szczecińskiego

- W Polsce jest jeden jedyny Stargard. Taka zmiana nazwy byłaby dla wszystkich dużym uprosz-czeniem. Jestem za!

Pomysłodawcy wystąpili też do władz powiatu i gminy Stargard oraz do stargardzkiego posła o poparcie ich działań.

- Bezwzględnie to popieram! - zapewnia poseł na Sejm RP Sławomir Preiss. - Gdy byłem dyrektorem muzeum, konsekwentnie unikałem w urzędowych pismach przymiotnika "szczeciński". Argumentów za tym, by był tylko Stargard jest dużo, są ważne i prawdziwe. Uważam, że skoro można odróżnić Żary i Żory, to można i Stargard od Starogardu.

Jak mówi poseł, władze powiatu stargardzkiego są przychylne temu projektowi.
===
I bardzo słusznie. Jest kilka miejscowości o nazwie Szczecin. To może ten nad Odrą nazwiemy Szczecinem Szczecińskim? Stargard jest dosyć dużym, szybko rozwijającym się miastem i znanym. Nie ma potrzeby dowartościowywania go bo to Szczecin mógłby się dużo od Stargardu nauczyć.
 

nortus
 

"Solidarność": Tego człowieka wykorzystują

Stoczniowiec, który w spocie PiS ze łzami w oczach rozpacza nad losem swego zakładu, ma niewiele wspólnego z "Solidarnością".

To Zbigniew Wysocki, znany w Szczecinie z kontro-wersyjnych zachowań.Zasłynął między innymi pobi-ciem byłego prezesa Odry i okupacją gabinetu wojewody.

Mężczyzna pojawia się w spocie wyborczym PiS w czarnym kasku z krzyżem.To jeden ze stoczniowców, którzy kilka lat temu zostali oskarżeni o pobicie
prezesa firmy odzieżowej Odra.Tłumaczył,że zrobił to pod wpływem nerwów.

Chciał należeć do NSZZ "Solidarność", ale związek nie zgodził się na jego przyjęcie.

Dlaczego? "Wcześniej został usunięty z OPZZ.

To jest bardzo barwna postać, która angażuje się we wszystko. Miał kilka razy różne kłopoty" - mówi szef regionalnej "S" Mieczysław Jurek. "My jako NSZZ <S> nie możemy się identyfikować z takimi osobami" - dodaje Jurek.

Zarząd stoczniowego OPZZ nie chciał się wypowiadać na temat Wysockiego.

O stoczniowcu było głośno nie tylko przy okazji procesu o pobicie prezesa Odry. Kilka miesięcy temu w proteście przeciw likwidacji stoczni okupo-wał gabinet wojewody. Groził, że go nie opuści, dopóki do Szczecina nie przyjedzie Donald Tusk. Okupację zakończył po tym,jak na miejsce przyje-chał lekarz, który stwierdził niestabilny stan zdrowia, ale Wysocki nie zgodził się na hospita-lizację.

Szef zakładowej komisji NSZZ "S" Krzysztof Fidura wspomina, że Wysocki chciał się szkolić jako kucharz. "Po czym pytał w telewizji, jak można
szkolić stoczniowców na kucharzy" - mówi.

Opowiada też, jak Wysocki postanowił jechać z
"Solidarnością" do Brukseli."I w końcu pojechał. Nawet telewizje pokazywały, jak się pakuje, a przecież on do nas nie należy.Wysocki zasłynął też zbieraniem podpisów przeciw wprowadzeniu w Szczecinie płatnej strefy parkowania."

Dlaczego Wysocki zgodził się na wykorzystanie zdjęć z jego udziałem w ostatnim spocie PiS? Jurek nie ma wątpliwości: "Tego człowieka wykorzystują.

Jak ktoś pozna jego historię, to cały spot jest strzałem w kolano" - mówi.

Jego zdaniem spot wykorzystuje też krzywdę stocz-niowców dla celów kampanii.

Podobnego zdania jest Krzysztof Fidura. "Myślę, że ten człowiek został użyty przez kogoś znacznie bardziej sprytnego niż on sam."

Pytamy Joachima Brudzińskiego z PiS, co wie o Wysockim. "Jest członkiem komisji zakładowej <S>, znany był z okupacji gabinetu wojewody" odpowiada.

Kiedy mówimy, że "S" uważa, że PiS wykorzystało w swoim spocie wizerunek stoczniowców, Brudziński się oburza: "Nie rozumiem tych głosów. Powinni być
wdzięczni, że PiS walczyło o stocznie. Ich powin-nością związkową jest walczyć o miejsca pracy, a nie o wizerunek."

Politycy Platformy i Lewicy zarzucają PiS cynizm.
"To, że pan Wysocki został wykorzystany, nie ulega wątpliwości. Może chciał ponownie zabłysnąć.
Pytanie, czy zgodził się na to w pełni świadomie, czy został omotany" - komentuje Stanisław Wziątek z SLD. "To skandal, że na nieszczęściu ludzi PiS
robi kampanię" - dodaje.

Podobnego zdania jest Sebastian Karpiniuk, szef regionalnej PO. "Jeśli Joachim Brudziński postano-wił wykorzystać w sposób cyniczny i przedmiotowy
stoczniowców, to byłby skandal" - uważa.

Spot PiS od początku wywoływał kontrowersje. Platforma zdecydowała się pozwać za niego partię Kaczyńskiego w trybie wyborczym. Przez kilka dni
sprawdzała, jakie ma szanse.
--

Nie rozumiem tych ludzi z PiS. Przecież kłamstwo ma krótkie, takie kacze, nóżki. Zawsze wyjdzie prawda na jaw. Po co tak głupio kłamać?
Później jest tak jak z Kamińskim czy Kownackim: robi aferę, obraża cały świat a następnie sam przeprasza, za to co powiedział. Po co? Tak się nie robi polityki. Chyba że chce się być Dodą.

Wracając do tego spotu. Pomijam już fakt, że większość wypowiedzi PiSowców to pomówienia i obrażanie. Ale mają swoich ludzi tam, nie mogli oni wystąpić w spocie? A może się wstydzą?
 

nortus
 

W niemieckim supermarkecie LIDL można już kupić... samochód.


Wywodząca się z Niemiec sieć dyskontowa Lidl od kilku dni oferuje drogą internetową samochody Opel Corsa oraz Volkswagen Cross Polo.

Potencjalnych klientów skusić mają ceny o około 25% niższe niż u dealerów.

Dostępny za pośrednictwem strony Lidl model Opel Corsa z silnikiem 1.0 60 KM (wyposażenie to m.in. klimatyzacja, radio CD, sześć poduszek powietrz-nych i centralny zamek) kosztuje od 10 570 EUR.

Natomiast Volkswagen Cross Polo 1.4 80 KM (m.in. klimatyzacja, odtwarzacz CD i cztery poduszki powietrzne) został wyceniony od 13 645 EUR.

Niezależni specjaliści zalecają jednak niemieckim klientom dokładne przeanalizowanie oferty, która według niektórych przypomina przysłowiowe kupowa-nie kota w worku.

Warto dodać też, że wcześniejsze próby sprzedaży aut na podobnych zasadach jak dotąd nie wzbudziły w Niemczech zbyt dużego zainteresowania ze strony potencjalnych klientów.
===
Idziesz po chleb a wyjeżdżasz autem.
 

nortus
 

Rozwód czołowego chrześcijanina Hollywood
Moralny upadek Mela Gibsona

Rozwód Mela Gibsona to coś więcej, niż tylko temat dla kolorowej prasy.

Decyzja tego popularnego aktora załamała konserwa-tywnych amerykańskich chrześcijan. Dlaczego? Bo podkreślający swą głęboką wiarę Gibson był dla
nich niedościgłym wzorcem. A teraz ideał sięgnął bruku.

Michele Combs z Chrześcijańskiej Koalicji Ameryki podkreśla, że dotąd pozostawał dla nich wielkim wzorem, więc odkąd sprawa wyszła na jaw, nie
kryją rozczarowania. Combs pociesza się tylko, że jeśli Gibson tak łatwo zaprzeczył temu, w co wszyscy wierzą, to jego wiara, o której tak chętnie mówił, w rzeczywistości nie była mocno ugruntowana.


450 milionów - tyle kosztować będzie "najdroższy rozwód świata", jak już dziś określają go media. Żona reżysera po 28 latach małżeństwa złożyła
właśnie pozew. Oficjalny powód: różnice nie do pogodzenia. W rzeczywistości Robyn Gibson, która od trzech lat żyje z Melem w separacji, nie przeł-knęła publikacji pikantnych zdjęć męża z piosen-karką Oksaną (nazywaną "rosyjską Britney Spears") zrobionych im podczas wspólnych wakacji na Kosta-ryce. Mniej lub bardziej głośnych rozwodów jest w hollywoodzkim show-biznesie co roku przynajmniej kilkadziesiąt, ale ten budzi emocje szczególne.

Dotąd Mel Gibson był najbardziej znanym katoli-kiem w USA, a wizerunek ten ugruntowała "Pasja", która zdobyła przychylność nawet w Watykanie. Ale
Gibsonowi ze Stolicą Apostolską nie zawsze było po drodze. Choć deklarował,że jego największym autorytetem religijnym jest Jan Paweł II,w rzeczy-wistości bliżej mu do lefebrystów nieuznających wielu założeń Soboru Watykańskiego II. Reżyser na terenie swojej posiadłości ufundował kaplicę, w
której odprawiana jest msza w przedsoborowym rycie trydenckim,wychowaniem w duchu przedsoboro-wym tłumaczono również jego antysemickie zachowa-nie, gdy po pijanemu zwyzywał policjanta od"piep-rzonych Żydów", którzy "są odpowiedzialni za wszystkie wojny na świecie". Na początku lat 90.
pogardliwie wypowiadał się na temat homoseksua-listów, co również zbliża go do nurtu tradycjona-listycznego. Takie poglądy Gibson wyniósł z domu -jego ojciec jest znanym sedewakantystą (gorący przeciwnik zmian posoborowych, nie uznaje władzy papieża), autorem książki "Czy papież jest katolikiem?".

Hutton Gibson tak bał się upadku moralnego w Ameryce, że pod koniec lat 60. przeprowadził się z rodziną do Australii.


Poza tym amerykańscy katolicy w ostatnich latach byli wystawieni na dużo cięższe próby niż rozwód reżysera, który na każdym kroku podkreśla swoje
przywiązanie do religii, nawet jeśli nie idzie ono w parze z rzeczywistymi zachowaniami. "Trzeba pamiętać, że Kościół w USA zmagał się z dramatem
pedofilii wśród księży. Jeśli udaje się przejść coś takiego, ciężko mówić o masowym kryzysie wiary z powodu skoków w bok nawet najbardziej zaangażowanej religijnie gwiazdy Hollywood" - mówi Jarosław Makowski, publicysta od lat
obserwujący katolicyzm za oceanem.

Jak wynika z ubiegłorocznego sondażu przeprowadzo-nego na zlecenie "Washington Post" i ABC News, prawie dwie trzecie ankietowanych katolików dekla-ruje, że ich poglądy rozmijają się z nauką Kościoła. W USA więc rozwody mało kogo dziwią.
"Co więcej, paradoksalnie dużo częstsze są w stanach tradycyjnie religijnych, takich jak funda-mentalistyczna Południowa Karolina,niż w zeświec-czonych. A w ostatniej kampanii prezydenckiej tylko Obama i mormon Mitt Romney nie byli rozwod-nikami. Inni kandydaci republikańscy głoszący obronę rodziny mieli drugie lub nawet trzecie żony u boku" - mówi Kazimierz Bem, publicysta protestancki studiujący teologię w Yale Divinity
School, podkreślając jednocześnie, że liderzy ruchów odnowy moralnej często żyją daleko od deklarowanych wzorców.

Kilka lat temu amerykańskimi mediami wstrząsnął skandal,gdy okazało się,że niestrudzony tropiciel przejawów upadku moralnego, prawicowy kaznodzieja Ted Haggard (jeden z bohaterów głośnego filmu dokumentalnego "Obóz Jezusa"),złapany został na zażywaniu kokainy i korzystaniu z usług męskiej
prostytutki. Na tym tle zachowania Gibsona wyglądają jak niewinne wybryki niegrzecznego dzieciaka.

Ton życiu religijnemu w Ameryce od kilku lat nadają radykalne ruchy chrześcijańskie. Najbar-dziej widoczni są ewangelikałowie. To fundamenta-listyczni protestanci należący do wielu różnych konserwatywnych Kościołów i organizacji takich jak Chrześcijańska Koalicja Ameryki.Jak deklarują,
ich celem jest walka o "zdrową moralność". To dlatego nie godzą się na związki homoseksualne (według nich doprowadzą do upadku instytucji
rodziny), nie uznają teorii ewolucji, masowo pikietują kliniki aborcyjne.

Część z nich deklaruje się jako new born Chris-tians (chrześcijanie nowo narodzeni dla Jezusa), tworząc trzon tak zwanej religijnej prawicy (należą do nich między innymi Chuck Norris i George W. Bush).

Według naszych rozmówców katolicy,którzy w Polsce uznawani są za konserwatywnych, za oceanem byliby postrzegani jako liberałowie. "Znajomy ksiądz
uznawany w Polsce za bardzo konserwatywnego, gdy przeniósł się do Stanów,na początku był przera-żony. W szkole, w której pracował,dzieci zmuszano do codziennego uczestnictwa w nabożeństwie, a gdy powiedział im,żeby zaczęły chodzić do kościoła tylko ze swojej rzeczywistej potrzeby,posypały się na niego gromy" - opowiada Hołownia. Makowski idzie nawet dalej: "Przy nich ojciec Rydzyk to zatwardziały liberał" - wyjaśnia obrazowo.

Tradycjonalistycznemu Melowi Gibsonowi bardziej niż do katolików zdecydowanie bliżej do radykal-nych protestantów. I to w nich rozwód reżysera
uderza najbardziej. Gibson jest dla nich ikoną - nie z racji deklarowanego wyznania,ale rzeczywis-tych poglądów i sposobu życia. "Najbardziej ucierpią telewizyjni kaznodzieje" - wyrokuje Makowski. "Oni bowiem stracili człowieka, którego cały czas stawiali za wzór odporności na zgniliznę
moralną współczesnego świata. Ale nie ma co im współczuć, bo po prostu okazali się niesamowicie naiwni, wierząc, że człowiek, który ma na co dzień
do czynienia z hollywoodzką rzeczywistością, pozostanie na nią zupełnie odporny" - dodaje.

Taktykę wykorzystywania gwiazd stosuje na Zacho-dzie wiele Kościołów, ze scjentologami na czele. Angażowanie celebrytów do promowania własnych idei
ma jednak dwa końce. "Jeśli Tomowi Cruise'owi za dwa lata coś się odwidzi lub przeżyje nawrócenie na przykład na radykalny unitarianizm, przyszłość
Kościoła scjentologicznego stanie pod wielkim znakiem zapytania" - nie ma wątpliwości Hołownia.

Milena Rachid Chehab, "Przekrój-----
 

nortus
 

Ad vocem Waryńskiego

Raz na jakiś czas BlogUE musi coś napisać nie na temat - czyli bez związku z Unią Europejską - żeby złe emocje odreagować. Tym razem odreagowuję
zajadłość lokalnych (warszawskich) polityków PiS, którzy z uporem godnym lepszej sprawy próbują zablokować powrót popiersia Ludwika Waryńskiego na ulice "robotniczej" Woli(dla niezorientowanych:
dzielnicy Warszawy, historycznie związanej z przemysłem). Można o tym przeczytać w dzisiejszym
stołecznym dodatku do "Gazety Wyborczej".

- Mamy innych bohaterów - twierdzą wspomniani działacze PiS. Ich protest i tak nie ma szans na powodzenie,bo w sprawie powrotu popiersia dogadają
się PO I SLD, czyli większość Rady Warszawy. Ale ten opór... ten upór mnie poraża. Bo co wyście, szanowni działacze PiS, robili na lekcjach w
podstawówce, a potem w liceum, kiedy o Waryńskim była mowa? Różaniec żeście klepali? Fajki po kryjomu w WC paliliście?

Ludwik Waryński walczył o prawa ludzi, którzy dziś byliby waszym elektoratem. Próbował zagwaran-tować,że robotnicy nie będą traktowani jak niewol-nicy, nie będą ginąć w wypadkach przy maszynach, pracując po 16 godzin dziennie za kopiejkę tygod-niowo. I że nie będą lani nahajkami przez kozaków
przy lada okazji,a ich żony i córki (też w fabry-kach zasuwające)nie będą traktowane przez carskie-go oberpolicmajstra Buturulina jak, za przepro-szeniem, kobiety lekkich obyczajów.

Drodzy działacze PiS, nie macie nawet tysięcznej części odwagi Waryńskiego.
On umiał sprzeciwić się złej władzy,gdy za podob-ne działania groziły kary, przed jakimi wielu z was zrobiłoby w spodnie.I zresztą za swoją odwagę zapłacił. Zmarł w lochu twierdzy szlisselburskiej prawie dokładnie 120 lat temu. Miał wtedy raptem 33 lata. I owszem, był założycielem partii o
nazwie Proletaryat. Owszem, wierzył w socjalizm, czyli pomysł na państwo, z którym tutaj, na tym blogu dziesiątki razy polemizowałem i będę polemizować.

Jednak to, że nazwa "Proletaryat" kojarzy się wam, drodzy działacze PiS, z syfem PRL-u - to już nie wina Waryńskiego.

czwartek, 23 kwietnia 2009, konrad.niklewicz

blogue.blox.pl/2009/04/Ad-vocem-Warynskiego.html
===
Rzadko zgadzam się z wpisami p. Niklewicza. Ale tym razem trudno się nie zgodzić.
Niektórym wszystko się kojarzy z PRL, PZPR i ZSRR.
Ale to że komuniści uznali go za swojego nie znaczy,że on był komuchem.Wg tej myśli niektórych trzeba zniszczyć wszystko co powstało między 1944 a 1990r. Wszystkie wiersze, powieści, piosenki, muzykę, obrazy czy rzeźby.Łącznie z ich dyplomami- razem z prezydentem. Wszyscy oni kształcili się i żyli w PRL. Niedawno chcieli burzyć pomnik na południu Polski, bo chwali Polskę Ludową. Tylko zapomnieli, że są wartości uniwersalne (nie tylko katolickie) jak np. wolność, równość, braterstwo (Francja), sprawiedliwość, uczciwość, itd.

A zauważcie, że Waryński żył 120 lat temu, kiedy idea socjalizmu była czymś pięknym, bo była tylko ideą. Czy dzisiaj nie chcemy być piękni, młodzi i bogaci? Ale to teoria. Ale nawet p. Korwin Mikke kiedyś sam stwierdził w TVP, że najbliższe socjalizmowi są ... Stany Zjednoczone Ameryki.

A pomnik ten jest faktycznym dziełem sztuki.
  • awatar Expresja: paranoja...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: wiesz, ja rozumiem pomniki Świerczewskiego, Buczka i tym podobnych. Ale niedługo trzeba będzie zniszczyć wszystko na czym nie ma kaczek. Oni popadają w paranoje - tak jak słoń gej.
  • awatar Paryżanka: świetny artyk. Jeszcze lepsza polemika.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
  • awatar antybohaterka: superanckie,zawsze takie cos lubilam ogladac xD
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @antybohaterka: jeszcze mam kilka w zanadrzu, na jutro. :) Swoją drogą jak ludzie potrafią coś takiego narysować.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
  • awatar Expresja: chyba bardzo lubisz miasta - ja wręcz przeciwnie, ale powyższe zdjęcia mają swój urok :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Expresja: jestem mieszczuch z krwi i kości. Wieś - tylko na kilka chwil. Małe miasteczko - to gorsze niż zsyłka na Sybir ;).
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
M i a u u u u u u u u u u u u u u u u u u u u u u

mmmmmhhhhhhhhhhhhhhhhhhrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr