Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 2 kwietnia 2009

Liczba wpisów: 11

nortus
 

Rzeczny cruiser Ms Johannes Brahms, który przybił wczoraj do Wałów Chrobrego, otworzył tegoroczny sezon odwiedzin statków wycieczkowych w Szczecinie

Jednostek śródlądowych będzie w nim więcej, ale ubędzie pełnomorskich wycieczkowców. Znacznie lepiej pod tym względem ma być w przyszłym roku.

Na pływającym pod szwajcarską banderą Ms Johannes Brahms do Szczecina przypłynęło prawie 100 osób, z których 76 to pasażerowie z Niemiec.

Zbudowany w 1988 r. statek jest przeznaczony do pływania po trasach rzecznych. Ma 82 m długości i 9,5 m szerokości. Może rozwijać prędkość 18 km/h. [panie redaktorze chyba miało być węzłów na godzinę, statki nie płyną z szybkością kilometrów na godzinę ! - ja].
Do 40 kabin zabiera maksymalnie 80 pasażerów.

Rozpoczęty wczoraj sezon wycieczkowców ma trwać do 7 października. W tym czasie do Szczecina przypłyną 93 cruisery rzeczne, czyli o 8 więcej niż przed rokiem.Najwięcej,bo aż 29 - w sierpniu. Drugi pod tym względem ma być lipiec, w którym zaplanowano 24 zawinięcia. W sumie na ich pokładach do Szczecina powinno przypłynąć 2000 członków załogi oraz 6500 pasażerów m.in. z Niemiec, Szwajcarii, Luksemburga, Francji i Wielkiej Brytanii.

Gorzej wyglądają jednak plany dotyczące zawinięć najbardziej oczekiwanych pełnomorskich cruiserów, których w zeszłym roku było pięć. W tym przypłyną
trzy:  brytyjski wycieczkowiec Mv Black Watch (10 czerwca), Mv Silver Cloud (19 sierpnia) z pasaże-rami z USA  i Mv Delphin (20 sierpnia) z niemiec-kimi turystami. Największa z nich jest pierwsza jednostka, na pokładzie której przypłynie 750 pasażerów i 350 członków załogi. W sumie na pokładach tych trzech statków do Szczecina przybę-dzie 1400 turystów i 750 załogantów.

Zdaniem Grzegorza Włocha z Polsteam Shipping Agency,która zajmuje się przypływającymi do miasta
cruiserami, szczeciński port jest na początku zabiegów o pozyskiwanie pełnomorskich wycieczkow-ców,które rozpoczęły się dopiero cztery lata temu.

Na razie przypływają do nas statki armatorów z różnych rynków, którzy sprawdzają Szczecin. W przyszłym roku powinny być już widoczne konsekwen-cje zawinięć zeszłorocznych i pewnie pojawią się kolejni nowi armatorzy, którzy zdecydowali się na sprawdzenie Szczecina. Myślę, że pełnomorskich cruiserów powinno być wtedy ok. 10. Będzie to już znacząca różnica - ocenia Grzegorz Włoch.
 

nortus
 
  • awatar ru19: Notrusie? ja mam takiego potęznego kwiata bedę go pierwszy raz wysadzac w swoim ogródku i wiesz co? wygląda na to ze on bedzie wiekszy odemnie ::))
  • awatar Nortus & Potworna spółka: tylko uważaj żeby Cię nie zjadł na lunch. Szkoda by było. :)
  • awatar Expresja: te czerwone waniają ponoć rozkładającym się mięskiem, więc do domu nie polecam takiego kwiatuszka ;D
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Małgorzata Szejnert:
- Popłynęłam na Ellis Island parę lat temu zobaczyć muzeum. Już w pierwszych chwilach, przy mieście kufrów, poczułam ciekawość, która rosła z każdym następnym krokiem.
Co się tutaj działo?
Kim byli ludzie wyspy - strażnicy wrót?
Jak wyglądało ich spotkanie z przybyszami napiera-jącymi na te wrota, jak godzili cnoty wyniesione z domów i demokratycznych instytucji z okrucień-stwem,którego wymagała nieraz ich służba?Po powro-cie do Polski zaczęłam szukać książek o wyspie. Byłam przekonana,że jest ich wiele,także polskich autorów. Nie znalazłam niczego. W katalogach największych polskich bibliotek nazwy wyspy nie było w ogóle,podczas gdy w wielkich księgozbio-rach Anglii i Ameryki pozycje o Ellis Island bardzo łatwo znaleźć, a trudno policzyć. Są to prace dokumentalne, naukowe, wspomnienia, albumy, filmy, wiersze, powieści. Nie trafiły one jednak do Polski ani w oryginalnych wydaniach, ani w
tłumaczeniach. Tak jakbyśmy zajęci obrotami wypadków u siebie nie zwrócili uwagi na Ellis Island.

Postanowiłam więc zrobić w tej sprawie coś na miarę swoich możliwości - napisać reportaż o wyspie.

6 grudnia 1912r do portu nowojorskiego wchodzi statek "Königin Luise", dwa maszty, dwa kominy, zbudowany w stoczni Vulcan w Szczecinie. Ma dwieście dwadzieścia pięć miejsc w pierwszej klasie, dwieście trzydzieści pięć w drugiej, tysiąc dziewięćset czterdzieści w najgorszej - na "steerage".
Należy do Północnoniemieckiego Lloyda i wypłynął z Bremy pod flagą niemiecką.

Pasażerowie "steerage" przechodzą z bagażami na prom Ellis Island i wysiadają na wyspie.

Gdyby na tym świecie panowała jakakolwiek równowaga, powinny się teraz odezwać wszystkie dzwony i dzwonki - na promie, na nabrzeżu Ellis, w rękach dozorców i na biurkach sekretarek. Prom powinien być ozdobiony chorągiewkami, przynajmniej
tak pięknie jak dwadzieścia lat temu, gdy na
stacji postawiła nogę pierwsza jej klientka, Annie Moore z Irlandii.

Z promu schodzi Franciszka Jagielska. Wiemy o niej tyle co z listy pasażerów zwanej manifestem, ale wystarczy, żeby mieć pewność - to ta sama Franciszka Jagielska, którą mąż przywoływał do siebie, strasząc, że w "Ameryce dużo żonów można nabyć za małe pieniedze". Franciszka nie mogła się przestraszyć tej groźby, bo list do niej nie dotarł. Zatrzymała go wraz z setkami innych
listów z Ameryki carska cenzura.

"Pochodzenie: Rosja, polskie
Ostatnie miejsce zamieszkania: Dulsk, Rosja
Wiek w dniu przybycia: 42
Stan cywilny: Mężatka
Wzrost: 5 stóp, 3 cale [metr sześćdziesiąt]
Ile ma pieniędzy: Nie ma
Czy była przedtem w Stanach: Nie
Z kim płynie: Sama
Kto kupił bilet: Mąż
Gdzie mąż mieszka: W Pensylwanii, Pittsburgh [nazwa miasta niezupełnie czytelna]
Dokąd się udaje: Do męża
Umie czytać, pisać: Nie
Poligamistka, anarchistka: Nie, nie
Zdeformowana, kaleka: Nie
Stan zdrowia, fizyczny, umysłowy: Dobry
Budowa ciała: Foremna
Włosy: Blond
Oczy: Niebieskie
Znaki szczególne: Brak"

Nikt jednak nie wita Franciszki Jagielskiej ani dzwonkiem, ani chorągiewką. Być może przyjechał z Pittsburgha mąż Józef. Miejmy nadzieję, że Franciszkę wpuszczono do Stanów. Nie ma kaucji dwudziestu pięciu dolarów wprowadzonej niedawno przez komisarza Williamsa, ale na pewno mąż przywiózł jakieś pieniądze. Nie grozi jej za to test z czytania,ciągle nie został wprowadzony.

Peter Mac

Bagażowy Peter Mac w okrągłej służbowej czapce, w białej koszuli i spodniach na szelkach (posada jest dobra i Peterowi zarysował się brzuszek) kieruje ruchem dobytku przywiezionego z różnych stron świata. Niektóre rzeczy, które obserwuje, są oczywiste, a inne ciągle go dziwią. Przyzwyczaił się na przykład do tego, że każda nacja inaczej obwiązuje sznurami swoje toboły - i
wie, które pętle i supły zrobiono w bliskiej jego sercu Irlandii (skąd ma żonę), które w Szwecji, które we Włoszech, a które w Szwajcarii.

Bagaże Duńczyków, Szwedów i Norwegów są upchane najbardziej. Według Petera ci ludzie biorą ze sobą więcej niż ktokolwiek inny: materace, piernaty, łóżka, szuflady, krzesła kuchenne, i choćby się im tłumaczyło, że zapłacą krocie za ich transport do miejsca przeznaczenia, nie chcą się z tym rozstać, jak z życiem.

Walizki Anglików i Francuzów są w lepszym stanie niż inne i zdecydowanie najbardziej nowoczesne. Grecy i Arabowie mają toboły wielkie jak góry,
zbierają pięćset lub sześćset funtów rozmaitych rzeczy, ugniatają je razem i zawijają w dywany i chusty. Taką sztukę musi czasem nieść sześciu mężczyzn.

Peter, który stoi na straży waliz i tobołów i twierdzi, wbrew rachunkowi prawdopodobieństwa, że nigdy nic nie zagubił,dziwi się zachowaniu Polaków. Wprawdzie w dokumentach podróży są oni zapisani jako Rosjanie, Austriacy lub Niemcy, ale po tylu latach pracy w Castle Garden Peter Mac rozróżnia brzmienie różnych języków. Otóż ludzie, którzy mówią po polsku, nie lubią zdawać bagaży na przechowanie i taszczą je wszędzie ze sobą. Największą wagę przywiązują do pierzyn. Niosą je nieraz na głowie albo ramieniu i podtrzymują jedną ręką, podczas gdy drugą ciągną kufer z uczepionymi do niego dziećmi.

Potokowi ludzi i rzeczy przygląda się także uważnie doktor Victor Safford,któremu zaproponowa-no posadę lekarza na Ellis Island. Widowisko na Ellis Island tak go fascynuje, że gotów jest przyjąć pensję dużo niższą niż ta, którą ma obecnie, aby poznać bliżej to niezwykłe miejsce. Przewiduje, że dostarczy mu ono wyzwań zawodowych.

Jego także, jak Petera Maca, uderza to, że imigranci nie chcą się rozstać z dobytkiem, i jak przystało na chirurga, zwraca uwagę na niebez-pieczne skutki tego uporu. Pół biedy, gdy człowieka taranuje wiklinowy kosz, bo wiklina jed-nak ustąpi i nie połamie żeber.Gorzej,gdy nacie-rają pudła i paki najwyraźniej pełne żelaznych
obiektów. Należy także uważać na wielkie toboły
na ramionach silnych słowiańskich dziewcząt. Te bele "zdają się miękkie i puszyste, ale poza jedną lub dwiema pierzynami zawierają prawdopodo-bnie parę rusztów do pieca, żelazne czajniki lub garnki i różne inne wschodnioeuropejskie lary i penaty o podstawowym praktycznym znaczeniu".

Jeśli dziewczyna weźmie nagły skręt, każdy, kto ma nieszczęście znaleźć się blisko, odczuje energię, jaką uzyskał ładunek w trakcie obrotu.
Najzłośliwsze są jednak zdaniem doktora Safforda te wysoko oceniane przez Petera Maca zgrabne kuferki Anglików - nie tylko twarde, lecz na dodatek okute na rogach, tak że zadają rany.

Sześciosekundowi

Imigranci weszli do wielkiego westybulu na parterze głównego gmachu stacji, a teraz wspinają się na pierwsze piętro (w amerykańskim porządku - na drugie) pod uważnym wzrokiem lekarzy, którzy, jak już wiemy, noszą uniformy przypominające mundury wojskowe. Przybysze z podbitych państw Europy niczego i nikogo nie boją się bardziej niż mundurowych,uosabiających opresję w ich miastach i wioskach, więc czynią wszystko, by zniknąć z pola widzenia,schować się za kimś większym, wsiąk-nąć w kapotę,zasłonić tobołkiem.Te naiwne sposoby zostały szybko odkryte, skatalogowane, opisane w instrukcjach i lekarze dobrze wiedzą, kogo wyłuskać z tłumu do dalszych badań.

Lekarz inspekcyjny, który obrzuca imigranta szybkim spojrzeniem, musi zwrócić uwagę na sześć elementów:skórę głowy, twarz, szyję, ręce, sposób
chodzenia i ogólną kondycję-fizyczną i psychiczną Jeśli któryś z tych elementów nie jest widoczny gołym okiem, lekarz zatrzymuje imigranta, aby
się upewnić, czy nie ma w tym czegoś podejrzanego.

Wysoki kołnierz. Należy go rozpiąć i sprawdzić, czy nie czai się pod nim wole lub wrzód.

Kapelusz. Kryje często strupień woszczynowy albo grzybicę.

Bujne loki. Jak wyżej.

Czapka z daszkiem nasunięta na oczy.Może osłaniać zapalenie spojówek albo jaglicę.

Ręka schowana pod płaszczem, szalem, bagażem. Może się okazać zdeformowana, sparaliżowana, bez palców, ze strupniem.

Bagaże. Mogą maskować wady postawy. Imigrant musi zostawić je na podłodze i przejść bez nich około dziesięciu stóp.

Dzieci powyżej dwóch lat uczepione matki. Matka ma postąpić jak wyżej.

Obliczono, że w dniach większego napływu, kiedy Ellis przyjmuje cztery - pięć tysięcy osób, każdy lekarz ma na zeskanowanie wzrokiem jednego
człowieka mniej więcej sześć sekund. O doktorach inspekcyjnych, zwanych także liniowymi, mówi się coraz częściej - "sześciosekundowi".

Jeżeli "sześciosekundowy" coś zauważy i uzna, że potrzebne są dalsze, dokładniejsze badania, musi im nadać kierunek za pomocą kredy. Na ubraniu
osoby podejrzanej o defekt psychiczny rysuje X. Jeśli defekt psychiczny jest bardzo prawdopodobny
- ujmuje X w kółko. B to grzbiet (back), C - zapalenie spojówek (con junctivitis),CT - jaglica (trachoma), E - inne choroby oczu (eyes), F - twarz (face),Ft - stopy (feet),G - wole (goiter), H - serce (heart), K - przepuklina (hernia), N - szyja (neck), P - badanie i płuca (physical and lungs), Pg - ciąża (pregnancy), Sc - skóra głowy (scalp), S - otępienie (senility).

Czasem nie stosuje się kamuflażu, lecz maluje kredą całe słowo, na ogół na piersiach lub plecach imigranta: ręka, noga, skóra, paznokcie (krótki rzeczownik: nails).

Osoby oznaczone kredą obserwuje teraz inny lekarz, ustawiony w dobrze oświetlonym miejscu, przy wielkim oknie. Nazywają go na wyspie
"człowiek oko". Bada dokładniej podejrzane oczy, głowy i ręce. Czasem o coś zapyta - z pomocą tłumacza. Może uwolnić imigranta od podejrzenia albo je potwierdzić.
W tym drugim przypadku kieruje pacjenta do któregoś z pokoi lekarskich na dalsze badanie, czasem psychologiczne.

Do 1998 roku historia wyspy nie znała przypadku, by komuś udało się wymknąć z niewoli znaków kredowych. W tymże roku przypłynęła na Ellis
osiemdziesięcioczteroletnia Hiszpanka Espuga Manuela Carnero. Wyemigrowała do Ameryki w 1920 roku z matką i bratem. Miała sześć lat, ale zapamiętała,że inspektor oznaczył kredą płaszczyk braciszka. Matka tak szybko i zręcznie ściągnęła z niego ten płaszcz, że nikt niczego nie zauważył. Nie wycofano chłopca z szeregu i nie rozłączono z rodziną. Espuga Manuela Carnero
przypłynęła na Ellis, by to opowiedzieć i nagrać, ponieważ nigdy nie jest za późno na mówienie innym, że trzeba walczyć do końca, nawet gdy opór wydaje się beznadziejny.

William Williams

Komisarz Williams podpisuje swoim nazwiskiem regulamin sprzątania na Ellis Island.

Każdy pracownik jest wyposażony w wiadro, twardą miotłę, szorstką gąbkę, szorstkie ręczniki i szmaty, i trzy szczotki różnego rodzaju.

Wszyscy mają pracować z energią, jakiej wymagają prywatne korporacje i indywidualni pracodawcy w mieście Nowy Jork. Kto tego zaniedba, spadnie z
listy płac.
Najpierw myje się toalety. Potem dormitoria męskie.
Zdjąć koce.Odłożyć te,które wymagają czyszczenia. Wytrzepać i porządnie złożyć pozostałe. Wszystkie koce zmieniać w poniedziałki i w piątki (to
zdanie dopisano ręcznie na dokumencie).
Oczyścić ramy łóżek terpentyną i naftą. Umyć ściany.
Podwiesić równo łóżka na pasach.
Umyć podłogi.

Teraz wszyscy przechodzą do dormitoriów kobiecych Robią to samo co w męskich.

Potem rozchodzą się do swoich rewirów. Zdezynfeko-wać podłogi karbolem. Zdezynfekować toalety. Umyć pokój zatrzymań kobiet, pokój dochodzeń, pokój
agentów kompanii okrętowych.

Między siódmą piętnaście a dziewiątą piętnaście rano napełnić wszystkie zbiorniki na lód.

Stale opróżniać kosze i spluwaczki. Po pierwszym obchodzie zrobić następny. Także w nocy. Wszystko spalić.


We wtorki, czwartki i soboty usunąć insekty z łóżek, grzejników i szczelin.

Zrobić to specjalną maszyną.

Co dziesięć dni umyć okna.

Sprzątacze dzienni (sześćdziesiąt sześć osób, w tym dziewięć kobiet) wypływają na wyspę z Manhattanu o szóstej dwadzieścia rano i pozostają na Ellis Island do piątej trzydzieści po południu. Przerwa na lunch od dwunastej do dwunastej czterdzieści pięć. Załoga nocna liczy piętnaście osób, w tym pięć kobiet.

Nie wiemy, czy komisarz zlecił spisanie tych zasad swemu pracownikowi, na przykład Byronowi Uhlowi, czy sporządził to sam. Nie można wykluczyć
że sam. Jest drobiazgowy.

Kwiatuszek La Guardia

W okresie szczytu imigracyjnego na Ellis Island pracuje trzydziestu sześciu tłumaczy. Według listy sporządzonej w biurze komisarza posługują się następującymi językami: angielskim, arabskim (syryjskim), ormiańskim, albańskim, czeskim, morawskim, słowackim, bośniackim, chorwackim,
hercegowińskim,dalmatyńskim,serbskim, słoweńskim, czarnogórskim,macedońskim,węgierskim, bułgarskim, rumuńskim,rosyjskim,rusińskim,polskim, litewskim, duńskim, norweskim, szwedzkim, holenderskim, fińskim,flamandzkim, francuskim, niemieckim, greckim, włoskim, portugalskim,tureckim, perskim, jidysz.

Jednym z najlepszych tłumaczy jest Fiorello, Włoch z pochodzenia, niewysoki,okrągły, ruchliwy, o pogodnej twarzy.Wszyscy go nazywają Kwiatuszek, naruszając poniekąd powagę służby. Nikomu także nie przyjdzie do głowy, i przyjść nie może, że pomijane nazwisko Kwiatuszka będzie kiedyś znane na całym świecie jako nazwa jednego z najbardziej ruchliwych lotnisk w Ameryce, a on sam spoglądać będzie na pasażerów z marmurowego pomnika; rzeźbiarz nadał okrągłym rysom modela energiczną twardość.

Fiorello Raffaele Enrico La Guardia zna następują-ce języki: włoski, serbsko-chorwacki, niemiecki, jidysz, trochę francuski i naturalnie angielski, bo urodził się w Nowym Jorku. Pracuje na wyspie od niedawna.
Przedtem przez parę lat był amerykańskim konsulem w Fiume nad Adriatykiem.

Wszyscy tłumacze są w służbie rządowej USA, ale ciągle jeszcze należą duchowo do kraju, z którego wyszli,do środowiska,które opuścili,i powinność pracy na rzecz rządu i jego ustaw walczy w nich z litością dla przybyszy. To straszny ciężar, bo od przekładu wiele zależy. Zeznania przed radą do specjalnych dochodzeń mogą człowieka uratować, kiedy są zręczne, i mogą pogrzebać, gdy są naiwne, zwłaszcza że rada rozstrzyga setki spraw
dziennie i zawsze się śpieszy.

Niektóre ustawy budzą zresztą tyle wątpliwości, że trudno im się podporządkować. Tak jest na przykład z pracą kontraktową.

Na wyspie pracuje grupa inspektorów, którzy pilnują, czy imigranci nie przypłynęli do Stanów Zjednoczonych jako konkurencyjna siła robocza. Według La Guardii ustawa jest sprzeczna ze zdrowym
rozsądkiem. Wiadomo, że człowiek emigruje po to, żeby pracować.

Fiorello uważa, że nigdy dosyć ostrożności, gdy się jest imigrantem przed komisją.

"Odpowiadając na pytania inspektorów, imigranci muszą bardzo uważać, bo jeśli ich oczekiwania będą zbyt entuzjastyczne, mogą zostać zatrzymani jako osoby, które przybyły z pogwałceniem prawa o pracy kontraktowej.Ale mogą być także wykluczeni, jeżeli będą zbyt enigmatyczni, nie będą nikogo znali,nie będą wiedzieli, dokąd się udać, aby dostać pracę ".

Tłumacz nie może niczego doradzać, nie może być stroną. Może jednak w odpowiedniej chwili dać do myślenia zawieszeniem głosu albo spojrzeniem.
Może rozładować napięcie spokojem, stonować pytanie albo odpowiedź. Jednym słowem - czuwać. To jest potrzebne nie tylko tym, którzy podlegają śledztwu,ale i inspektorom, ponieważ, jak twierdzi
La Guardia, większość z nich to porządni ludzie i chcą zachowywać się przyzwoicie.

Tymczasem komisarz Watchorn, którego Fiorello bardzo szanuje i który dał mu od razu bardzo dobrą pensję (tysiąc dwieście dolarów rocznie, zwłaszcza za tak potrzebny język chorwacki), jest stanowczym zwolennikiem ustawy-jako były działacz związkowy. Wprawdzie sam przyjechał przed laty pracować w kopalni, ale wtedy ustawa jeszcze nie obowiązywała, a poza tym wynalazł sobie robotę na własną rękę - no, może z pomocą braci metodystów.

La Guardia, który dziwi się ustawie, dopuszcza jednak do siebie myśl (być może pod wpływem komisarza), że ten akt, ograniczający dopływ siły roboczej, ogranicza też wyzysk w kopalniach, stalowniach, fabrykach samochodów, tkalniach i rzeźniach Ameryki.


Komisarz nie pozwala na to, by pobożni chrześci-janie podchodzili na wyspie do Żydów i wciskali im do rąk religijne teksty przetłumaczone na hebrajski lub jidysz. Wyjaśnia, że większość Żydów uciekła do Stanów przed dyskryminacją, także z religijnych powodów, i że zainteresowanie misjonarzy musi w nich budzić niepokój, zwłaszcza gdy okazują je na terenie placówki rządowej. Zyskuje wdzięczność organizacji żydowskich, ale jedno z towarzystw chrześcijańskich skarży się na niego do Białego Domu.

Wyrzuca z Ellis Island prawników, którzy wyciągają z imigrantów ostatnie pieniądze, obiecując im załatwić beznadziejne sprawy. Tę czystkę rozpoczął już William Williams; od roku 1904 do 1908 pozbyto się dwudziestu pięciu
takich adwokatów. Tutaj komisarze nie mogą się spodziewać niczyjej wdzięczności.

Robert Watchorn odnosi się do zarządzeń organizacyjnych Williama Williamsa z wielkim szacunkiem, ale wycofuje nałożony przez niego na imigrantów obowiązek pokazania dziesięciu dolarów wraz z biletem do miejsca przeznaczenia w Stanach. Stwierdza, że wiele sprawnych osób deportowano tylko z powodu braku pieniędzy - jako potencjalny ciężar społeczny, podczas gdy z innych względów zasługiwali oni na przyjęcie. Organizacje etniczne przyjmują to z uznaniem, ale zwierzchnicy z niechęcią, bo ich zdaniem
komisarz rozluźnił gorset inspekcji.

Za to podczas kadencji Roberta Watchorna w kwietniu 1906 roku z Ellis Island odpływa tysiąc imigrantów wydalonych jako robotnicy kontraktowi. Deportacje budzą rozpacz odrzuconych, gniew wytwórców potrzebujących taniej siły roboczej i aprobatę związkowców.

Trudno odmówić racji Watchornowi, kiedy skarży się swemu zwierzchnikowi w rządzie: - Na tym miejscu nie zadowoliłby nikogo nawet święty z nieba, wspierany przez całą swoją świątobliwość.

Thomas Salmon

Doktor Salmon, którego nie można posądzić o żadne uprzedzenia, twierdzi, że stan zdrowia psychicznego nowej imigracji jest niepokojący. Kiedy jeszcze pracował na Ellis Island, zbadał statystyki oddziałów psychiatrycznych w stanie Nowy Jork.Okazało się,że jest w nich nieproporcjo-nalnie dużo pacjentów urodzonych poza Stanami Zjednoczonymi Przybysze spoza Ameryki stanowili dwadzieścia sześć procent populacji stanu, ale aż czterdzieści sześć procent chorych psychicznie w nowojorskich szpitalach.

Doktor Salmon przedstawił następujący rachunek: deportacja pięćdziesięciu dziewięciu imigrantów z powodów psychiatrycznych w 1905roku zaoszczędziła
stanowi Nowy Jork prawie dziewięćdziesiąt tysięcy dolarów. Obliczył to na podstawie kosztów leczenia, utrzymania i oczekiwanej długości życia tych chorych. Była to wówczas ogromna suma. Według doktora Salmona roczna inspekcja imigrantów kosztuje mniej, a na dodatek wydalenie chorych jest aktem profilaktyki wobec USA.

Jak jednak poradzić sobie z oddzieleniem (żeby nie używać słowa "selekcja") chorych umysłowo od zdrowych? Felery fizyczne łatwo zauważyć, załoga Ellis Island ma w tym doskonałą praktykę. Choroby umysłowe są tajemnicze i często ukryte. Ale i w tej dziedzinie medycyny wynaleziono narzędzia diagnozy.
Postępowi lekarze w wielkich miastach Europy stosują testy na inteligencję. Pionierem tej metody jest francuski psycholog Alfred Binet. Jego prace trafiają do Stanów dzięki Henry'emu Goddardowi, który rozpoczął karierę życiową jako trener futbolu, nauczyciel łaciny, historii i botaniki w południowej Kalifornii, a z czasem, już jako doktor filozofii, został dyrektorem do spraw badawczych w szkole dla upośledzonej młodzieży w stanie Nowy Jork.

Pracując w tej szkole, tłumaczy na angielski skalę Bineta i rozpowszechnia ją w dziesiątkach tysięcy kopii w Stanach Zjednoczonych.

Wiadomość o tym musi zainteresować Williama Williamsa, nie tylko jako komisarza wyspy imigrantów, ale także jako członka światłego Klubu Uniwersyteckiego. Tak więc w 1910 roku Williams zaprasza Goddarda na Ellis Island w nadziei, że pomoże w diagnozach.

Henry Goddard, mimo iż stosuje postępowe metody badawcze, jest radykalnym eugenikiem i chętnie propagowałby sterylizację upośledzonych. Ale ponieważ obawia się krytyki społecznej, proponuje tylko ich odosobnienie, najlepiej w specjalnych ośrodkach-koloniach.

Zastosowanie na wyspie testów na inteligencję przynosi natychmiastowy efekt - liczba deportacji dramatycznie rośnie.

Połowa imigrantów żydowskich, włoskich i rosyjskich nie radzi sobie z testami. Zostają uznani za "feeble-minded" - upośledzonych umysłowo.

W 1912 roku "New York Times" informuje nie - jak przedtem doktor Salmon - o oszczędnościach wielotysięcznych, ale o milionowych. W tym roku zarządzono prawie o pięćdziesiąt sześć procent deportacji więcej niż w poprzednim.

Liczba chorych psychicznie w szpitalach stanu Nowy Jork zmniejsza się z około dwóch tysięcy trzystu do pięciuset siedemdziesięciorga trojga. Według Stanowej Komisji Szpitalnej cytowanej przez dziennik od 1904 roku pozbyto się ze stanu Nowy Jork prawie pięciu i pół tysiąca pacjentów. Prawie trzy tysiące stu deportowano, a około tysiąca pięciuset wysłano do innych miejsc
w Ameryce. Gdyby pozostali w stanie Nowy Jork, kosztowaliby go prawie milion sto tysięcy dolarów rocznie.


Dziewczynka z gór

Fiorello La Guardia zapisał w autobiografii:
"Kilkunastoletnia dziewczynka z gór w północnych Włoszech znalazła się na Ellis Island. Nikt nie znał dobrze jej szczególnego dialektu, a ponieważ
wahała się przy odpowiedziach na pytania, których nie rozumiała, została odesłana do szpitala na obserwację. Mogłem wyobrazić sobie skutek, jaki to wywarło na dziewczynce, zawsze starannie chronionej, której nigdy nie pozwolono na przebywanie z mężczyzną sam na sam, gdy lekarz nagle opukał jej kolana, zajrzał w oczy, obrócił na plecy i połaskotał grzbiet, aby wywołać
odruchy. Dziecko zbuntowało się - i jak! To był najokrutniejszy przypadek, jaki widziałem kiedykolwiek na wyspie. W dwa tygodnie to dziecko zupełnie oszalało, chociaż kiedy przybyło na Ellis Island, było rozsądne i normalne".

Henry James

Kiedy pisarz Henry James w 1904 roku przypływa z Europy, gdzie spędził większość dojrzałego życia, do Ameryki,z której pochodzi,jest po sześćdzie-siątce i cieszy się sławą. Wydał powieści "Daisy Miller", "Portret damy", "Dom na placu Waszyngtona", "Bostończycy". Przygląda się zmianom w swoim starym kraju. Porusza go napływ nowej ludności. Chce zobaczyć bramę Ameryki, stację na Ellis, i komisarz Williams chętnie mu ją pokazuje.

James określa Williama Williamsa jako "wybitnego komisarza tej wspaniałej służby" (imigracyjnej) i składa mu w ten sposób podziękowanie w powieści-
eseju "The American Scene" wydanej w 1907 roku.

Jest mu wdzięczny za gościnność i swobodę, za to, że Williams pomógł mu zobaczyć dramat tego miejsca, "przejmujący i niezapomniany".

"Przed tymi drzwiami - pisze James o imigrantach na Ellis - które otwierają się dla nich tylko ze stokrotnymi formalnościami i ceremoniami, z mieleniem i zgrzytaniem klucza, stoją, błagając i czekając, uszeregowani,zbici w stado, podzieleni, podpodzieleni, posortowani, przesiani, obszukani,
odkażeni ".

Henry James jest przekonany, że wrażliwy obywatel Stanów Zjednoczonych,któremu zdarzyło się widzieć pracę Ellis Island, nie będzie po powrocie z
wyspy tym samym człowiekiem. "Zjadł owoc z drzewa poznania i ten smak na zawsze pozostanie mu w ustach".

* Fragmenty książki-reportażu "Wyspa klucz" Małgorzaty Szejnert, która ukaże się 6 kwietnia nakładem wydawnictwa Znak

wyborcza.pl/1,75480,6436812,Amerykanska_selekcja.html

===

To może być bardzo ciekawa książka.
  • awatar antybohaterka: Nortusie aleś zaszalał z wpisem,to gorzej niż 10 zdjęc,za które kiedyś nakrzyczałeś osób stop pięć;p
  • awatar Nortus & Potworna spółka: fakt, że wpis jest baaardzo długi.Ale to widać dopiero po jego wysłaniu. Ale mimo wszystko uważam, że warto było go zamieścić bo jeżeli ktoś to przejrzy to może trochę zrozumie jaka jest prawda o najcudowniejszym naszym wielkim bracie. Ale mimo wszystko za długość przepraszam. A tak na marginesie skoro wszyscy mają tu wszystkich w d... to dlaczego ja mam się przejmować. Skoro wszyscy kradną w tym kraju i ja zacznę. Pozdrawiam
  • awatar antybohaterka: @nortus skandynawski: no jasne;) przynajmniej widac z daleka taki wpis;) wolność tomku w swoim blog-omku?!? Rowniez pozdrawiam
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Precedensowy rozwód - rozstają się, bo mąż ciągle sprząta

Pewna Niemka rozwodzi się, bo ma dość sprzątania, któremu bez przerwy oddaje się jej małżonek - donoszą niemieckie media.

Od 15 lat trwania małżeństwa mąż w kółko czyści meble i je przestawia.

- Pani domu straciła do tego cierpliwość, kiedy mężczyzna zburzył i na nowo postawił ściankę działową, bo się zabrudziła - powiedział sędzia Christian Kropp z miasta Sondershausen w środkowych Niemczech.
 

nortus
 
Nowe sposoby na oszukiwanie klientów taksówek

Podczas nocnych kontroli taksówek w Szczecinie w dwóch przypadkach policja stwierdziła nieprawidło-wości,które mogą być nowym sposobem na oszuki-wanie klientów.

Wystarczy, że w pojeździe zamontowane zostaną mniejsze opony niż te,które były podczas wymaga-nej prawem legalizacji taksometru. W efekcie i koła i taksometr "kręcą się" szybciej.

Taksówkarze bronią się i twierdzą, że nie
wszyscy są nieuczciwi.

Policja nałożyła kary administracyjne, ale to nie koniec sprawy.Szef szczecińskiej drogówki komisarz
Dariusz Zejdlewicz wyjaśnił, że w uzasadnionych przypadkach policja ma prawo wnioskować o cofnięcie licencji.

Arkadiusz Kuzio z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przyznał, że z pozoru niewielkie zmiany powodują większy zarobek.

Zatrzymani taksówkarze zapłacą kary po tysiąc złotych.
 

nortus
 

Zamienili dzieci w szpitalu - wreszcie wyrok


1 mln 900 tys. zł zadośćuczynienia- plus odsetki - przyznał sąd w procesie o zamianę 25 lat temu niemowląt w szpitalu przy ul. Niekłańskiej w
Warszawie.

Mocą nieprawomocnego wyroku sądu, spośród siedmiu osób poszkodowanych w sprawie, pięć ma otrzymać po 300 tys. zł, a dwie - które ucierpiały według
sądu w mniejszym stopniu - po 200 tys. zł. Pieniądze mają solidarnie zapłacić wojewoda mazowiecki i Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Do zamiany dzieci doszło w styczniu 1984, gdy na oddział w tym samym czasie trafiły bliźniaczki państwa O. oraz córka rodziny W. Dzieci, urodzone w grudniu 1983, były chore na zapalenie płuc. Po dwóch tygodniach rodzice odebrali dziewczynki ze szpitala.

Po 17 latach okazało się, że Nina O. - formalnie siostra bliźniaczka Katarzyny O.-jest biologiczną córką rodziny W,natomiast wychowywana w tej rodzi-
nie Edyta W. jest biologiczną córką państwa O. Sprawa wyszła na jaw dzięki koleżankom dziewcząt.

Doszło do trwałego pozbawienia prawa do życia w rodzinie, dlatego zadośćuczynienie nie może być symboliczne - uznał sąd.

Jak mówiła sędzia Ewa Malinowska w ustnym uzasad-nieniu wyroku, w sprawie "zawiódł system służby zdrowia". - Najgorsze jest to, że powodowie nie
uzyskali wcześniej żadnej pomocy - dodała.
===
Ciekawe jak potoczyło się ich życie gdy sprawa wyszła na jaw. Siostra - okazuje się osobą obcą. A koleżanka okazuje się siostrą bliźniaczką.
Ale porąbane.
  • awatar Expresja: taaa... ciekawe - byle nie dowiedzieć się na własnej skórce ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Expresja: później usłyszałem w TVP, że jedna z bliźniaczek odcięła się wszystkich, byłej i właściwej rodziny. Jej rodzina się rozleciała całkowicie. Druga siostra też ma problemy z rodziną. W sumie obie rodziny się rozleciały. Pieniądze mają być na zakup dla nich mieszkań, żeby od nowa tworzyły sobie same rodziny. Smutne. Przez czyjąś głupotę 7 osób straciło sens życia i rodzinę.
  • awatar Expresja: @nortus skandynawski: okropna historia... żeby aż do tego stopnia to wydarzenie wpłynęło na losy tylu osób - wierzyć się nie chce...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Oddam za ciebie życie

Mecenas: - Nie mam najmniejszej wątpliwości, że dzieci były molestowane w żłobku. Co poradziłem jego Kierowniczce? Jak dziecko zrobi siku, to myjemy pupę - tak trzeba mówić

Adwokat jest jak żołnierz najemny. Płacisz mi, a ja stoję po twojej stronie i staram się, żebyś był ze mnie zadowolony, panowie spoczną sobie - Mecenas sadowi się w fotelu w swojej kancelarii w centrum Lublina.Stół kompletnie zawalony papie-rzyskami,z radia na parapecie dobiega cicha mod-litwa. Nad okazałą meblościanką portret Marszałka w mundurze galowym, pozłacana metaloplastyka przedstawiająca Matkę Boską oraz krucyfiks.

Mecenas - przed sześćdziesiątką,potężna sylwetka, tubalny głos.

Tak więc gdy przyszła do mnie Kierowniczka Żłobka z Lublina,natychmiast odezwał się we mnie natural-ny instynkt obrońcy. A chciałbym podkreślić, że
Kierowniczka wiedziała,że wykonuję zawód adwokata
gdyż prowadziłem pewną sprawę dla jej siostry. No więc od razu,gdy wtedy pojawiła się w mojej kance-larii, poczułem się obrońcą, bo oczywiście nie mogłem wykluczyć, że będzie moją klientką.

Mówiła zdenerwowana, że jakiś rodzic oskarża opiekunkę i jej męża o molestowanie jego dziecka. W żłobku.

"Mam znajomości w komisariacie policji-oświadczy-ła Kierowniczka -i to wszystko będzie załatwione. Ale poradzić się na wszelki wypadek chciałam. Bo
my, to znaczy ta opiekunka na policji mówiła, że tam w ogóle nic nie było.
Tego dziecka nikt nie dotykał!". A ja jej na to, bo - jak już wspominałem -obudził się we mnie instynkt obrońcy: "To źle mówicie! To znaczy procesowo źle! Niech pani pamięta, w sądzie im bliżej prawdy zeznajesz,tym lepiej wypadasz".

To jest tak jak z gwałtem. Nie można absolutnie mówić,że nic nie było,jak kobieta jest rozdziewi-czona, mają twoje nasienie, nic nie poradzisz po
prostu. Trzeba mówić: Tak! Był stosunek! Sama chciała! I już wtedy śledczy są w trudniejszej sytuacji procesowej.Więc poradziłem Kierowniczce, jak powinni zeznawać na policji w sprawie tego żłobka.

Mecenas lekko zdenerwowany ociera pot z czoła.

Matka Adasia na początku nie skojarzyła, dlaczego jej trzyletni synek codziennie rano, gdy miał iść do żłobka, rozpaczliwe krzyczał.

Płakał i łapał się klamki. Nie chciał puścić. Musiałam go prawie po ziemi ciągnąć. A synek sąsiada z góry, który chodził do tego samego żłobka, miał tak samo. Potrafił drzwi windy się schwycić,żeby nie jechać. Krzyki na całej klatce było słychać.

Ja to wszystko poukładałam sobie dopiero dwa lata później.Jak już dostałam wezwanie do prokuratury. Przepytałam dokładnie synka, co się działo w
żłobku. Powiedział, że pan od rytmiki, jak go uczył grać na pianinie, to go na tym pianinie kładł i drapał w pupę. Zwaliło mnie z nóg.

Mecenas: - Staram się być osobą głęboko wierzącą. Chodzę do kościoła, na pielgrzymki. Uważam się wręcz za ortodoksyjnego katolika. Przejawia się to w tym, że staram się przyjmować bez dyskusji te nauki Kościoła, które są okrzyczane jako kontrowersyjne, jak in vitro.

Skończyłem studia podyplomowe z zakresu religio-znawstwa. Z potrzeby wewnętrznej. Bo zawsze mnie interesowało takie filozoficzne podejście do
życia. Dlaczego jesteśmy ludźmi, dokąd zmierzamy? Nigdy się nie spowiadałem z pracy, bo nigdy nie miałem poczucia, że jako adwokat popełniam jakiś
grzech.

Zawód wykonuję ponad 20 lat. Pochodzę z rodziny inteligenckiej, ojciec był wyższym urzędnikiem. Zostałem adwokatem, bo wtedy była to wielka
nobilitacja. Jakby ukoronowanie prawniczej kariery. Niestety, dziś ten zawód schodzi na psy. Zrównali nas z hydraulikami czy fryzjerkami. Standardy się obniżyły.

To chyba przez przemiany ustrojowe. Bo trudniej jest zarobić. Nikt już nie przychodzi tak po prostu po poradę. Jest internet, ludzie radzą się
znajomych, przepływ informacji lepszy.

Zostałem wychowany w klasycznej definicji prawdy. Że prawda to zgodność sądu z rzeczywistością. Ale jednak jest prawda obiektywna i niezależnie od tego jest też prawda procesowa. Która ważniejsza? Względem Boga, uczciwości - prawda obiektywna. Natomiast dla mnie jako adwokata... panowie rozu-miecie, ktoś mi zaufał, więc jak mogę go zdradzić?

Co poradziłem wtedy Kierowniczce? Że przecież żłobek to nie przedszkole. Więc jak dziecko zrobi siku, kupę, to trzeba wziąć pod prysznic, umyć pupę - tak trzeba mówić. Każdy rodzic przecież podmywa swoje dziecko! I wiem, że ta opiekunka to wykorzystała. Tę moją radę, jak zeznawać. Tak to było.

Doniesienie na policję złożył sąsiad Matki Adasia ten, którego krzyk dziecka słychać było na całej klatce. Prokuratura przesłuchała wszystkich
rodziców maluchów ze żłobka.

Pan od rytmiki miał zajęcia w najstarszej grupie, jest Organistą w jednym z lubelskich kościołów. Jego żona była w żłobku opiekunką.

Czy adwokat musi czasem wyłączać sumienie?

Użyłbym innego słowa.Trzeba być bardzo empatycznym
Wczuć się w swoją rolę, w klienta. Ja nie chcę wiedzieć, żeś ty ukradł. Ja chcę wiedzieć, żeś
tego nie zrobił! Bo żeby przekonać sąd, to ja sam muszę w to uwierzyć.
Adwokat, jeżeli chce dobrze wykonywać swoją rolę, musi uwierzyć w tę wersję, którą podsuwa mu klient, i w tej wersji klienta umocnić. A nawet niejako podpowiedzieć mu, jaka wersja byłaby dla niego najkorzystniejsza. Nawet jeśli wiem, że jest winny.

Na przykład kiedyś broniłem złodzieja, recydywistę
który ukradł ze szkoły telewizor.Policjanci zna-leźli go u niego w domu. Twierdził, że odbiornik
kupił na targu.Został aresztowany,matka przybieg-ła do mnie po pomoc z woreczkiem zaskórniaków.
"Niech pan mi syna ratuje!".Pojechałem do aresztu
Wyjaśniłem mu,na czym polega paserstwo nieumyślne.
"Musi pan mówić, że nawet panu do głowy nie przy-szło, że ten telewizor jest kradziony, bo cena
była tak wysoka".I zapytałem jeszcze, czy przypad-kiem ktoś nie widział go,jak ten telewizor kupował
Na sprawie pojawił się jego świadek.Czoło wytatuo-wane, zawodowy kryminalista. I mówi do sądu pewny siebie (bo właśnie do sądu tak trzeba, z przekona-niem!): "Oczywiście, że widziałem, jak kupował
telewizor na targu! I niech sąd sobie nie myśli, że jak jestem wytatuowany, to od razu kłamię!". No a potem, gdy mój klient jeszcze siedział, ktoś
próbował okraść tę szkołę jeszcze raz Powiedziałem
na sprawie: "To dowód, że prawdziwy złodziej jest na wolności!".I ten recydywista został uniewinniony - Mecenas skromnie spuszcza wzrok. -
Chociaż ewidentnie ukradł ten telewizor. To była pewnego rodzaju gra procesowa, system po prostu dał się oszukać. Bo z samego systemu wynika, że
oskarżony ma prawo kłamać. Rolą adwokata jest powiedzieć mu: pan może kłamać, bo pan ma się bronić.

Proces Organisty i jego żony trwa. Ze względu na dobro dzieci jest tajny.

Gdybym miał kasę,jakieś oszczędności,jakiekolwiek
to pewnie takiej sprawy bym nie przyjął. Ale mam na utrzymaniu gromadkę dzieci, żona nie pracuje,
rachunki niezapłacone. Żyję z miesiąca na miesiąc.

Zawsze trzymam się kodeksu etyki adwokackiej. Tam jest napisane, że adwokat powinien występować odważnie, bez ogródek.

Czy mam wyrzuty sumienia, że wtedy poradziłem Kierowniczce Żłobka, co mówić? Nie mam! Gdyby nie ja, jakiś inny prawnik by jej to poradził. Panowie chyba chcą widzieć tu jakiś konflikt sumienia, ale zapewniam, że go nie ma.

Akt oskarżenia w sprawie Organisty i jego żony dotyczy czterech chłopców w wieku trzech lat.

Piotruś, ten,który krzyczał na klatce, powiedział rodzicom,że Organista "dotykał go po pupci, klepał
go po pupci", "bawił się ptaszkiem i bił w pupę". Nie lubił go, ponieważ "kręcił dzieciom siurkami i wkładał do pupy czarną porcelanę".

Psycholog, który rozmawiał z chłopcem, wykluczył, by dziecko kłamało.

Adasia pan od rytmiki "kładł na pianinie i drapał po pupie".

Marcin, gdy chodził do żłobka, zaczął z nerwów obgryzać paznokcie i jąkać się. Bał się łazienki, w domu nie chciał, by kąpał go ojciec, powiedział
mamie, że "pan od rytmiki wkładał mu sikula do buzi i do pupy". Był zawstydzony i wystraszony podczas zeznań. Powiedział, że pani opiekunka w
żłobku (czyli żona Organisty) biła go, gdy nie chciał iść do łazienki.

Psycholog uznał, że Marcin jest wiarygodny i istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że był ofiarą przemocy seksualnej.

Był jeszcze Tomek, syn Mecenasa.

Mecenas cały w nerwach:- No skąd mogłem wiedzieć?!

Kiedy ruszyło śledztwo prokuratorskie,gdy rodzice dzieci ze żłobka zaczęli dostawać wezwania na przesłuchanie,Mecenas porozmawiał ze swoim synkiem
Chodził do żłobka, któremu szefowała Kierowniczka.

Wtedy,gdy do mnie przyszła, nic nie podejrzewałem-Mecenas z trudem zachowuje spokój. - Kiedy syn chodził do żłobka, ja pracowałem pod Lublinem.
Do domu przyjeżdżałem na piątki i soboty. Jednak mało z nim rozmawiałem.
Więc wtedy,jak go zapytałem o ten żłobek,w obec-ności teściowej powiedział mi, że w łazience...

Mecenas nerwowo zaciska wargi.

"Robił to jakiś pan"."Jaki pan, synku? "zapytałem
"Miał takie włoski, jak się schylał", powiedziało dziecko. I później,jak zobaczyłem Organistę,nie miałem żadnych wątpliwości.To był on. Miał długie włosy, gdy się schylał, opadały mu na policzki. Jak się tak potem nad tym zastanawiałem, to
doszedłem do wniosku, że oni celowo wybierali te dzieci, które słabo jeszcze mówiły. Żeby nie mogły opowiedzieć rodzicom.

Z aktu oskarżenia wiemy,że syn Mecenasa powiedział
jeszcze, że "po ptasiu" dotykała go pani, a "pan dotykał siurdaka".

Psycholog uznała, że dziecko nie kłamało. Nie wykluczyła molestowania seksualnego.

Mecenas: - W domu w ogóle o tym nie rozmawiamy. Synek jest całkowicie wyizolowany z tego tematu.

Proces Organisty i jego żony trwa siedem lat. Nie przyznali się do winy.Odmówili składania wyjaśnień
Zgodzili się odpowiadać tylko na pytania swojego obrońcy. Taka linia obrony.

Mecenas z desperacją:Nie mam najmniejszej wątpli-wości, że mój syn był molestowany seksualnie w żłobku. Dlaczego ten proces tyle trwa?! To jest
celowe przeciąganie sprawy. Trudno nie stracić poczucia sprawiedliwości.

Przez sprawę z Organistą Mecenas przeżył chwilowy kryzys wiary. - Chciałem przejść do jednego z wyznań protestanckich. Byłem o włos. Ale jednak
zostałem.

Organista: - Jestem niewinny. Nie będę rozmawiał na ten temat, do wyroku.

Kierowniczka Żłobka (już na emeryturze):Molestowa-nie absolutnie nie miało miejsca. Mój Boże... przysięgam na moją własną głowę. Do widzenia (trzask słuchawki).


Pytamy Mecenasa: - Jakiej sprawy by pan nie przyjął?

Przyjmę każdą. Organisty też bym bronił, jako adwokat. Gdybym wiedział, że sprawa nie dotyczy mojego dziecka. To jest tak: jeżeli przychodzi złodziej,który kradł w moim bloku,ale moja piwnica
jest nietknięta, to ja jestem po stronie tego złodzieja! Z całą gorliwością. Płacisz mi, a ja stoję po twojej stronie i staram się, żebyś był ze mnie zadowolony.Jak już wziąłem twoją sprawę,
to musisz wiedzieć, że jak mi zaufałeś, to ja życie za ciebie oddam.
Chcę, żebyś w to uwierzył! Niektórzy ludzie tego nie rozumieją. Owszem, są adwokaci, że gdzieś tam mruga do sądu albo mówi z patosem:"Mój klient jest niewinny!",i ukradkiem pokazuje sędziemu trzy
palce,by tyle lat więzienia sąd mu przyładował. No jak można być takim fałszywcem? Albo mam kolegę, który idzie na sprawę i mówi: idę bronić tych skurwysynów, powinni im przypierdolić, kurwa mać! Ale czy chcieliby mieć panowie takiego obrońcę?

Niektóre szczegóły dotyczące bohaterów reportażu, w tym personalia dzieci, zostały zmienione
====

Jak można być takim skurwysynem - mówiąc wprost. Wiem, każdy ma prawo do obrony, ale dlaczego prawnicy są tacy zakłamani, gorsi od kurwy.
Tak ja ten bohater, dopiero gdy okazało się że jego syn był molestowany to zaczął krzyczeć,że sąd przegina. Ale sam to robi- tylko dla innych.
  • awatar Expresja: córka znajomej chce zostać prawnikiem... gratulacje...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Expresja: ja też chciałem iść na studia prawnicze. Na szczęście zabrakło mi punktów na pochodzenie (rodzina wrogów klasowych- rzemiosło). Ale nie nadawałbym się na prawnika. To byłoby nieszczęście.
  • awatar Expresja: @nortus skandynawski: kto ma pieniądze na "dobrego" prawnika, ten wygrywa...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Przyjazne kontakty

Coraz więcej osób korzysta z soczewek kontaktowych
Są bardzo praktyczne, ale żeby były również bezpieczne dla naszego oka, musimy na co dzień
przestrzegać zaleceń okulisty.

Soczewki kontaktowe korygują różne wady wzroku: krótko- oraz dalekowzroczność, astygmatyzm i starczowzroczność.

Możesz wybrać jednodniowe (po zdjęciu wyrzucasz je do kosza),miesięczne (nosi się bez zdejmowania
na noc przez miesiąc, a potem wyrzuca), roczne, kwartalne,miesięczne lub dwutygodniowe(to kreśle-nie ich przydatności do użytku- nosi się je tylko
w ciągu dnia, a zdejmuje na noc).

Miseczki na miarę

Soczewki dobiera okulista. Pierwsze przepisuje po przeprowadzeniu standardowych badań. Musi ustalić ich moc i wielkość.Soczewka powinna być dopasowana
do wady wzroku, ale też do wielkości oka, wypuk-łości rogówki, właściwości płynu łzowego, wieku i stanu zdrowia pacjenta,a nawet miejsca i charak-teru jego pracy.

Po 30 minutach od założenia soczewek okulista bada,czy są one dobrze dopasowane (musisz odczytać
literki i cyfry na tablicy) i czy oko dobrze je
toleruje (ustąpiło łzawienie, zaczerwienienie, skurcz powiek). Jeśli wszystko jest w porządku - zapisuje odpowiednie "kontaktówki".

Po dwóch tygodniach noszenia soczewek trzeba zgłosić się do kontroli. W trakcie badania lekarz ogląda rogówkę i spojówkę. Bada je, gdy masz założone soczewki i bez nich. Sprawdza, jak oczy je tolerują, m.in. czy nie pojawiły się zaczerwie-nienia i obrzęki. Kontroluje też ostrość widzenia (czytasz litery i cyfry z tablicy) i czy oko jest wystarczająco nawilżone przez łzy.
Gdy nie ma zastrzeżeń - do kontroli musisz się zgłaszać w wyznaczonym terminie (zwykle co 3-6 miesięcy).

Jak zakładać soczewki

1 Umyj ręce - najlepiej nieperfumowanym mydłem lub żelem -i osusz je ściereczką albo ręcznikiem, nie pozostawiającym na dłoniach kłaczków.

2 Opuszkami palców wyjmij ostrożnie z pojemnika jedną soczewkę. Dobrze jest wykształcić w sobie nawyk zaczynania zakładania soczewek zawsze od tego samego oka, bo to zabezpiecza przed pomyleniem soczewek.

3 Ustaw soczewkę na czubku palca wskazującego i sprawdź, czy nie jest ona wywrócona na "lewą" stronę - końcówki krawędzi odwróconej soczewki lekko się rozchylają na zewnątrz.

4 Środkowym palcem tej samej ręki odciągnij w dół dolną powiekę, natomiast wskazującym palcem drugiej ręki podnieś nieco górną powiekę.

5 Delikatnie połóż soczewkę na środku oka, spójrz w górę i w dół, a potem zwolnij powieki. Pomrugaj chwilę. Soczewka sama przyjmie właściwą pozycję.

6 Jeżeli nie od razu trafi na miejsce, uciśnij delikatnie brzeg dolnej powieki i przesuń ją w centralne miejsce lub zamknij oko i lekko pomasuj
palcem górną powiekę. Gdy chcesz zrobić makijaż, soczewki włóż przed jego wykonaniem. Unikaj sypkich kosmetyków.

Jak zdejmować soczewki

1 Umyj i osusz ręce. Pamiętaj, że demakijaż możesz zrobić po zdjęciu soczewek.

2 Spójrz w górę. Kciukiem lewej ręki odciągnij dolną powiekę w dół, a palcem wskazującym lewej ręki górną powiekę ku górze. Opuszkami palców wskazującego i kciuka prawej ręki ściśnij krawędzie soczewki i wyciągnij ją z oka.

3 Jeśli soczewka jest jednodniowa - wyrzuć ją.

4 Gdy jest do dłuższego używania - najpierw ją oczyść: umieść soczewkę we wnętrzu dłoni, nalej na nią płyn wielofunkcyjny (do czyszczenia, płukania,dezynfekcji i przechowywania) i pocieraj palcem wskazującym drugiej ręki przez 20 sekund. Odwróć soczewkę na drugą stronę i powtórz czynność. Nalej więcej płynu na dłoń, by wypłukać zanieczyszczenia.Lewą soczewkę włóż do pojemni-czka oznaczonego literą L, zaś prawą do oznaczo-nego literą R (ze świeżą porcją płynu). Wymieniaj pojemnik na nowy nie rzadziej niż raz na miesiąc

Pierwsza pomoc w razie kłopotów

Zasnęłaś w soczewkach przeznaczonych do noszenia tylko w ciągu dnia

Jeśli prześpisz w nich noc, zdejmij soczewki po przebudzeniu, zdezynfekuj i włóż do pojemnika z płynem do przechowywania. W ciągu dnia chodź w
okularach.

Wpadło ci coś do oka

Najpierw spróbuj wydostać zanieczyszczenie (ale bardzo delikatnie!). Gdy to się nie uda - wyjmij soczewkę i opłucz ją płynem dezynfekującym albo solą fizjologiczną, a do oka wpuść łagodzące krople. Gdy zanieczyszczenie już wypłynie, a oko nie będzie ani piec, ani swędzić - możesz ponownie założyć soczewkę.

Wypadła ci soczewka

Jeśli nie jest zniszczona (np. rozdeptana) - zabezpiecz ją, wkładając do pojemnika z płynem dezynfekującym i schowaj. To samo zrób z drugą soczewką i załóż okulary. Wprawdzie tę "zagubioną"
najlepiej byłoby wyrzucić i zastąpić ją nową, ale jeśli nie masz takiej możliwości, po dotarciu do domu powtórz dezynfekcję.

Pracujesz w pomieszczeniu klimatyzowanym i wysuszają ci się oczy

Nosząc soczewki, możesz używać specjalnych kropli nawilżających gałkę oczną (np. ReNu MultiPlus Lubricating & Rewetting Drops, Hylo-Comod).
===
Osobiście noszę szkła kontaktowe i bardzo sobie chwalę. A mam dużą wadę wzroku. Od 3 lat jestem bardzo zadowolony, że dałem się namówić okuliście na soczewki.
Dziękuję panie doktorze.
 

nortus
 
Z 70 mld dol.,które PRL pożyczyła za granicą, "by Polska była dostatnia", do spłacenia zostało już tylko niecałe 500 mln dol. A właściwie nie do
spłacenia, tylko... do zamiany na tańszy dług

Ministerstwo Finansów poinformowało, że "formalnie
zakończyliśmy okres spłacania długu z lat 70. wobec wierzycieli rządowych", czyli krajów, które
nam wtedy pożyczały.

Uwaga! To, że spłacamy długi Gierka, nie znaczy, że mamy ten garb z głowy. Będą go spłacać nasze wnuki.

Spłacamy długi z lat 70.,sprzedając nowe obligacje
Stary dług zastępujemy nowym, gdy przypada termin jego wykupu lub gdy nowy dług jest tańszy. Poza tym pozbywamy się piętna kraju niegdyś niewypła-calnego.
Inwestorom znika z oczu pozycja "złego długu", a nam rośnie wiarygodność - wyjaśnia Piotr Marczak, dyrektor Departamentu Długu Publicznego MF.

Jak bankrutowaliśmy

Za rządów gen. Jaruzelskiego,w 1981 r.,do krajów, które pożyczały nam pieniądze, wysłano faksy, że przestajemy spłacać dług gwarantowany przez polski
rząd.Polska była bankrutem! Nadal spłacaliśmy dług zaciągnięty w prywatnych bankach ze strachu, że pójdą do sądu po nakaz zajęcia samolotu LOT lub polskiego statku.

Pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki wraz z Leszkiem Balcerowiczem poszli dalej: od stycznia 1990 r. Polska ogłosiła, że nie będzie spłacać odsetek także bankom prywatnym.

Wszyscy wiedzieli,że wprowadzamy kosztowne reformy
- przypomina prof. Stanisław Gomułka, ówczesny doradca Balcerowicza.

Polska porozumiała się z 17 krajami, w których byliśmy zadłużeni - tzw. Klubem Paryskim -w 1991r
Trzy lata później ze skupiającym prywatne banki
Klubem Londyńskim.

Klub Paryski umorzył nam połowę zobowiązań. Wciąż mieliśmy jednak 26,4 mld dol. do spłaty. - Od 1995 r. rozpoczęło się regularne spłacanie długu, a od 2001 r.przedterminowa spłata tych zobowiązań.
W ostatnim dniu marca dokonana została spłata 886 mln dol. Zostało nam tylko zobowiązanie wobec
Japonii,ok. 118 mln dolarów,które będzie spłacone do 2014 r. - wyjaśnia dyr. Marczak.

Klub Londyński także umorzył nam blisko połowę z 8 mld długu, nadal "wisimy" im 340,5 mln dol. (spłata do 2024 r.).

Jak Gierek długi robił

Gierek doszedł do władzy w 1970 r.po buncie robot-niczym, gdy Gomułka chciał podnieść ceny. - Zbliżał się wielki wyż demograficzny i komuna musiała zadbać o miejsca pracy. Gomułka chciał zwiększyć inwestycje i przykręcić śrubę konsum-pcji - przypomina ekonomista Waldemar Kuczyński. Po strajku włókniarek w 1971 r. rząd wycofał się z podwyżek i obiecał przez trzy lata nie podnosić cen.

By uspokoić naród, Gierek musiał jeszcze bardziej rozkręcić konsumpcję, partyjny aparat przekupić pieniędzmi na lokalne inwestycje - mówi Kuczyński.

Prof. Gomułka:Gierek przyjął strategię pobudzania poprzez import: za pożyczone dolary kupimy nowo-czesne technologie,pobudujemy zakłady,wyekspor-tujemy część produkcji na rynki dewizowe i spłacimy kredyty.

Szybko się okazało, że musimy pożyczać nie tylko na inwestycje, ale także na materiały potrzebne do produkcji w nowych zakładach. Ponieważ ceny były zamrożone, a płace rosły, Polacy chcieli wię-cej kupować.Popyt na mięso zżerał całą produkcję
zbóż. Wkrótce musieliśmy importować paszę, aż jedna czwarta kredytów poszła na import żywności.

I to najlepiej zachowali w pamięci Polacy. Bez względu na to, czy władzę ludową kontestowali, czy za PRL-em wciąż tęsknią. To wtedy pojawiły się soki Dodoni w puszkach, coca-cola, pepsi, gumy do żucia Donald z obrazkowymi historyjkami czy czerwone papierosy Marlboro. A przed świętami cytrusy (zadowolenia nie mąciło nawet to, że kubańskie pomarańcze były strasznie kwaśne i nadawały się raczej na sok). Były jeszcze fotele kon-tiki, magnetofony szpulowe i mały fiat. No i szosa katowicka.

Można powiedzieć, że głupi Zachód sam sobie był winien, bo nam pożyczał.Amerykanie zachęcali do dawania kredytów krajom komunistycznym,bo uważali
że jak tam będzie dobrobyt, to mniej im będzie zależeć na wojnie - mówi prof. Gomułka.

A Kuczyński dodaje: - Zachód wierzył w parasol Rosji, że w razie czego ona zapłaci.

Inwestycje były nietrafione, nasze towary gorsze od zachodnich. Zarobku nie było, ograniczono import, gospodarka zaczęła lecieć w dół, a sklepy świeciły pustkami. Skończyło się dolce vita za pożyczone dolary. W stanie wojennym, w 1982 r., ekipa Jaruzelskiego musiała gwałtownie podnosić ceny.

Większość gierkowskich pożyczek przejedliśmy i zmarnowaliśmy. Po 1989 r. pożyczyliśmy więcej niż Gierek,ale na konieczne reformy.W styczniu 2009r.
dług skarbu państwa wynosił 583,9 mld zł, z czego zagraniczny 209,7 mld zł.

I o tym powinni pamiętać apologeci I sekretarza. A także politycy, jak PiS, wzywający do życia na kredyt.
 

nortus
 

Zastanów się, nad ta obrazkową historyjką

i wyciągnij wnioski !


za chwilę część 2 i puenta.
 

nortus
 

Zastanów się, nad ta obrazkową historyjką

i wyciągnij wnioski !


część 2 i puenta.
  • awatar gość: Akurat ja nie lubię JP2 za neandertalskie podejście do kobiet i masową produkcję świętych, w tym także zbrodniarzy i ludzi którzy działali przeciwko ekumenizmowi. Przykład? Andrzej Bobola. Papież podkreślał, że wszyscy wierzymy w jednego Boga, a Endju nawracał na katolicyzm prawosławnych. I za to właśnie został świętym - bo w końcu prawosławni się wkurzyli i go załatwili. Albo taka Matka Teresa z Kalkuty - dary jakie płynęły z całego świata pozwoliłyby na otworzenie niejednego nowoczesnego szpitala, a ona z każdego robiła przytułek i umieralnię, gdzie żałowała nawet leków przeciwbólowych twierdząc, że trzeba umierać w bólach jak Jezus. Plus potajemne chrzczenie hindusów i muzułman pod pozorem chłodzenia czoła wodą itd. Może i jest dla Polaków kimś wielkim, ale w wielu swoich naukach się pogubił. No i nie oszukujmy się - jego największym dokonaniem było to że umarł, wtedy dopiero nagle się wylęgło "pokolenie JP2" i te sprawy.
  • awatar ponurnik: swietne..prawdziwe..
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Thelema: ale pokolenie JPII już nie istnieje. Ty tylko była chwilowa pokazówka,pewnie czysta w swojej istocie jak cały nasz katolicyzm na pokaz. Na pewno razem z Wałęsą i Kopernikiem jest najbardziej znanym Polakiem na świecie.
Pokaż wszystkie (10) ›