Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 30 marca 2009

Liczba wpisów: 18

nortus
 
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Psiarze - nie czytać :)

Mój kociak uwielbia bawić się kulkami z folii aluminiowych oraz piórkami na kijku.
Ale od kiedy kupiłem zabawkę - patrz zdjęcie - to zabawa jest super de lux komfortowa dla nas oboje.

Rybka ma takie niby cekiny, które się błyszczą (nawet w nocy przy minimalnym świetle księżyca) i zabawa jest przedna.

Mogłaby tylko jeszcze wydawać jakieś piski, gdy kot ją złapie, ale to byłoby za dużo szczęścia.

Polecam z czystym sumieniem.
  • awatar Afro-Ditta (Panna Dorotka): Mam coś podobnego, ale z myszą. Niestety moje wydaje piski i to się wcale mojemu kocurowi nie podoba :) Za miękki chyba jest :D
  • awatar Expresja: :D co mam zrobić, skoro lubię i koty, i psy, i konie do tego, o gryzoniach i innych roślino- i mięsożernych nie wspominając? ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Expresja: to musisz wydzielić kocią część i tylko tą częścią czytać informacje dla kotów. Sorrka, inne gady, płazy i ssaki nie mogą wiedzieć wszystkiego bo będą miały przewagę na polowaniu. ;) PS również kocham psiaki ale inne gryzonie wolę nie widzieć na oczy. Niech sobie spokojnie żyją z dala ode mnie. :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Co widać wyraźnie na pierwszej fotce.

A poniżej projekt nowej filharmonii w Koszalinie.

Pewnie powstanie szybciej niż szczecińska.
  • awatar I'm a dreamer: no no
  • awatar aniaphoto: wyglada jak stare radio :)
  • awatar Paryzanka: Wysłuchamy Czajkowskiego na początek sezonu . Pewnie bedzie "Jezioro łabedzi " jak widać na smukłych i powabnych lekko stąpających po śniegu .........
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Wizualizacje nowej koncepcji biblioteki w Oslo. Będzie zlokalizowana przy nowej operze w sercu miasta.
  • awatar I'm a dreamer: bajer
  • awatar {Paryżanka: Zdjęcie 10 - na pierwszm planie na prawo - to OPERA ? Pamietam z poprzednich zdjeć.
  • awatar Paryzanka: Nortusie postaraj sie pisać nazwiska architektów tych wspaniałych konstrukcji ze szkła, zelaza i aluminium i rok realizacji.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Tylko nie mylcie kolorów z polityką. Czerwony od cegły, chociaż ostatnio rządził nim LPR.

Przed wojną były trzy ratusze w Szczecinie:
biały - obecna PAM
czerwony - obecnie urzędy morskie
szpinakowy - obecny ratusz. Za 4 lata wróci do swojego oryginalnego, szpinakowego koloru. Na razie odnawiają wnętrza, dach już jest nowy. Czas na elewację.
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
"Złamane serce" można naprawić

Dzięki pomocy lekarzy można wyleczyć "złamane serce" -informuje "American Journal of Cardiolgy".

"Zespół złamanego serca", który fachowcy nazywają kardiomiopatią Takotsubo, został po raz pierwszy opisany przez japońskich naukowców na początku lat 90. XX wieku. Występuje u osób narażonych na silny stres - prawdopodobnie wydzielane wówczas hormony są przyczyną choroby. Objawy - takie jak ból w klatce piersiowej i trudności z ddychaniem -przypominają zawał serca, ale są przemijające i odwracalne.
Zdarzają się jednak przypadki śmiertelne

Amerykańscy lekarze przeprowadzili badania 70 pacjentów z "zespołem złamanego serca", którzy zgłosili się do dwóch szpitali w Providence (stan
Rhode Island). Przyczyną zachorowania były na przykład niepomyślne wieści o kimś z rodziny, kłótnia w domu, poważna choroba czy wypadek samochodowy.

Większość przypadków miała miejsce wiosną i latem (podczas gdy zawały częściej zdarzają się zimą).

Wszystkich pacjentów udało się całkowicie wyleczyć
najczęściej za pomocą aspiryny i leków stosowanych
w leczeniu kardiologicznym (beta-blokery,statyny,
inhibitory konwertazy angiotensyny) - chociaż początkowo aż 20% wydawało się być w stanie krytycznym - mieli na przykład nieprawidłowy rytm
serca albo wpadli we wstrząs kardiogenny.
==

Więc rzuć frajera, niech spada na drzewo i możesz się wyleczyć. \PS dotyczy obu płci.
  • awatar D.J.SHAKIN BOY: Złamane czy nie każde serce trzeba leczyć i dbać o nie.. Miłego poniedziałku..
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Nie znam w Europie partii, która byłaby tak naiwna i głupia i zrobiła to, co kiedyś SLD - powiedział w rozmowie z "Dziennikiem" Leszek Miller

---
Trudno się z nim nie zgodzić.
Zawsze go lubiłem za cięty język (podobnie jak Niesiołowskiego, Dorna czy Palikota). Poglądy to inny temat.
  • awatar Expresja: niemal - to podobnie jak "prawie"... :P
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Kupuj tylko polskie towary - jeśliś głupi !

Kupowanie tylko polskich produktów grozi utratą zębów!
Reporterka DZIENNIKA próbowała w kryzysie wspierać nasz przemysł, ale nie znalazła ani jednej polskiej pasty do zębów. Tymczasem właśnie ruszyła akcja społeczna "Kupuj nasze".

Zanim rozpoczęłam eksperyment "zakupowego patrio-tyzmu" musiałam najpierw rozstrzygnąć dylemat: co to jest "polski produkt"? Możliwości jest kilka: to produkt wyprodukowany w Polsce, wyprodukowany przez polską firmę ale za granicą lub tylko ten wyprodukowany w Polsce i przez polską firmę. Wybieram opcję ostatnią, najbardziej radykalną i postanawiam przez pięć dni wspierać nasz przemysł.

[ i dodam, że to jest kluczowe pytanie, co jest polskim towarem: nazwa, surowce czy produkcja?]

Zaczynam od najbliższego bazaru. Powinno być łatwo, bo są tu głównie produkty regionalne. Pieczywo, mleko, masło, sery (nawet mozzarella) - nie ma problemu aby kupić te polskie. W sklepie mięsnym na pytanie czy "szynka polska" jest z polskiego mięsa ekspedientka reaguje zaskoczeniem ale sprawdza i na szczęście potwierdza - jest z Polski.

Problemy zaczynają się przy warzywach i owocach. Jest marzec, więc z polskich owoców są tylko
jabłka. Polskie są już na szczęście ogórki ale problem jest z pomidorami.
Krajowe kosztują 12 złotych, tureckie tylko 7. Okazuje się, że patriotyzm kosztuje.

Wtorek to dzień kosmetyków. I tu zaczynają się schody.Krem,mleczko do twarzy i płatki kosmetyczne
to nie problem, bo polskich firm kosmetycznych
jest sporo, mają swoje fabryki w kraju i co ważne ich produkty wcale nie są droższe niż te zagrani-czne. Tusz do rzęs muszę sobie darować bo używam
dwóch:marki brytyjskiej i szwedzkiej.Ale prawdziwy
problem pojawia się przy półce z pastami do zębów Colodent - Belgia, Elmex - Niemcy,Fluorodent - Rumunia. Nie znajduję żadnej wyprodukowanej w Polsce.
Patriotyzm może więc psuć zęby.

W środę postanawiam popracować nad garderobą. Ruszam od razu do sklepów polskich marek: Reserved
House i Monnari. Łudzę się, że ubrania są szyte
przynajmniej częściowo w Polsce. Ale okazuje się, że nawet jeżeli tak jest,to i tak wszystko co mi się podoba ma na metce napisane Made in China lub
Made in Tajwan.Polskie ubrania znajduję w Simple, tyle że ich ceny są niemal trzy krotnie większe niż podobnych wyprodukowanych w Azji. W imię
patriotyzmu rezygnuję z nowych ubrań.

Szukając prezentu dla przyjaciółki z góry spraw-dzam gdzie został wyprodukowany. Wycinaną ozdobę na ścianę znajduję u dwóch producentów.Ta sprzeda-wana przez szwedzką Ikeę sprowadzana jest z Chin. W Empiku na szczęście znajduję podobną polską, tyle że o 20 złotych droższą.

W piątek muszę sobie darować ulubioną kawę i herbatę.Zamiast tego kupuję zamienniki z polskich palarni kawy. Kosztują nawet odrobinę taniej niż
oryginały, ale to co udało mi się zaoszczędzić odbijam w dziale ze słodyczami.

Za polskie lody płacę 6 złotych więcej niż za tańsze niemieckie, za soki 5 złotych więcej, do worków na śmieci dopłacam 1,5 zł, galaretek, proszku do pieczenia i przypraw kolejne 5złotych. Kukurydza w puszce i oliwki (o ile w ogóle są produkowane w Polsce) nie mają informacji o kraju produkcji. Kod paskowy 590 przypisany do Polski jaki widnieje na opakowaniu może oznaczać tylko pakowanie w Polsce.

Bilans tych pięciu dni: wydałam 50 złotych więcej niż gdybym nie ograniczała się miejscem produkcji
nie kupiłam nowych ubrań, pasty do zębów a polska
herbata mi nie smakuje. Pocieszam się, że przynaj-mniej wspomagam polskich przedsiębiorców.

"Nie do końca tak jest. Więcej płacąc ludzie zaczynają mniej kupować i tym samym to co miało pomagać gospodarce jej szkodzi. Przecież po to
otworzyliśmy rynki by konsumenci mogli mieć większy wybór,a nie by się sztucznie ograniczali"
- mówi nam Henryk Michałowcz z Konferderacji
Pracodawców Polskich.

"Więc nawet dla polskich firm takie nawoływania wcale nie są krzystne.
Jeżeli Polacy zaczną kupować tylko polskie, Niemcy będą kupować tylko niemieckie, a Francuzi tylko francuskie firmy z wszystkich państw będą
ponosić większe straty w eksporcie niż zyski jakie mogą mieć w sprzedaży krajowej" - dodaje ekonomista.

Sylwia Czubkowska dla dziennik.pl
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Stan aktualny:

blokuję 743 blogi
blokuje mnie 32 blogowiczów ( w 99% na zasadzie wzajemności).

Dzięki temu mam czasami takie strony do przejrzenia jak na zdjęciu.
Pomijam takie cudowne tematy jak:
szmaty
pazurki
buty i buciory
koraliki
odchudzanie
simy
sadyzm
i kilka wyjątków (dziecięce)

Funkcja blokowania jest po prostu cudowna.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Niemiec powiesił prawie 10 tys. pisanek na drzewie. Taka tradycja.

Volker Kraft na drzewie w przydomowym ogrodzie co roku wiesza kilka tysięcy pisanek. Zbliża się Wielkanoc.

Dokładnie powiesił 9.200 jajek (osobiście policzyłem :) :) :) ).

Volker Kraft i jego żona Christa kontynuuja tradycję, która w ich rodzinie pojawiła się dobre 40 lat temu. Kraftowie dekorują drzewo w ogrodzie w okresie wielkanocnym.

W ogrodzie Ktaftów w miejscowości Saalfeld na dwa tygodnie przez świętami zawisło 9.200 (sic!) kolorowych pisanek.
  • awatar Expresja: pięknie mu to wyszło :)
  • awatar liv: Że mu się chciało *gg*
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Livee: a w Austrii nie ma takiego zwyczaju? Bo w Niemczech to popularne jest. PS. mam pytanko, bo nie wiem czy dobrze kojarzę: co oznacza w Twoich wpisach "*g*"
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Emeryt niszczył rejestracje, by zapobiec "inwazji"

Francuski sąd skazał na grzywnę tysiąca euro emerytowanego żandarma,który w Perigueux niszczył samochody z angielskimi tablicami rejestracyjnymi.

Mężczyzna twierdził, że chciał w ten sposób zapobiec "inwazji Brytyjczyków na region znany z wyśmienitej kuchni, pięknych krajobrazów i licznej
obecności Wyspiarzy".

Emerytowany żandarm oświadczył przed sądem, że sprzeciwia się obecności Brytyjczyków w regionie Perigueux, gdyż - jego zdaniem - przybysze z wysp
"kolonizują" ten departament.

Według obrońcy w grę nie wchodziły pobudki rasistowskie lecz frustracja spowodowana faktem, iż ze swojej emerytury wynoszącej 1700 euro nie był w stanie kupić domu w swoim rodzinnym Dordogne
gdzie tłumnie osiedlają się Anglicy dysponujący znacznie poważniejszymi sumami. To z kolei powoduje, że ceny nieruchomości idą w górę.

Między kwietniem a majem ubiegłego roku na parkingu przed jednym z supermarketów w Perigueux emerytowany żandarm porysował karoserie kilku
samochodów ostrym kluczem lub pomazał je napisami graffiti.Poza grzywną w wysokości tysiąca euro sąd
obciążył go kosztami procesu wynoszącymi cztery
tysiące. Zakazał mu też przez trzy miesiące zbliżania się do supermarketu.
  • awatar Expresja: jaki jajcarz :D kluczem rysował auta - kto? Żandarm! :D :D :D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Expresja: jak nasi policjanci. Zaraz będzie wpis o policji z Krakowa. Też strzegli prawa. :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Matematyczny atak na Oystera - Polak łamie londyńskie szyfry

Szyfr, którymi zabezpieczane są między innymi londyńskie karty miejskie Oyster oraz wejścia do strzeżonych budynków, można złamać w 12 sekund.
Matematycznego ataku na angielskie systemy zabiez-pieczeń dokonał polski matematyk o francuskim nazwisku, Nicolas Tadeusz Courtois.

Nicolas mówi o sobie - kryptolog, czyli matematyk,
informatyk, socjolog i lingwista w jednym.

Urodził się w Lęborku, ale uczył za granicą. Głównie w Paryżu, na prestiżowym Uniwersytecie Piotra i Marii Curie. To stamtąd ma dwie specja-lizacje i doktorat. Z kryptologii oczywiście. Teraz wykłada na UCL-u w Londynie.

Do pierwszego "ataku matematycznego" na londyńskie
systemy zabezpieczeń Nicolas zabrał się jeszcze w ubiegłym roku razem z dwoma kolegami - Sean'em
O'Neilem z VEST Corporation oraz Karstenem Nohlem z Virginia University. Ten drugi zresztą wywołał za oceanem prawdziwą burzę w szklance wody.
Amerykańska prasa ogłosiła,że złamał zabezpiecze-nia jednego z szyfrów, narażając na niebezpie-czeństwo miliony użytkowników kart kredytowych. Jedna z firm groziła mu procesem! Okazało się, że chodziło jednak tylko o karty miejskie. "Nohl zbadał jedną z londyńskich kart miejskich Oyster pod mikroskopem.Rozłożył ją na warstwy i odczytał serię cyfr. Zajęło mu to ponad rok, ale odkrył szyfr do konkretnej karty" - opowiada Courtois. "A
potem ja i Sean wzięliśmy się za łamanie kodu. Podstawienie kilku liczb zajęło nam dokładnie 12 sekund. I udało się, złamaliśmy szyfr londyńskiego
metra!" - śmieje się naukowiec.

Najnowszy eksperyment Polaka to próba sklonowania przypadkowej karty identyfikacyjnej, którą otwiera
się drzwi do budynków. Courtois przetestował
identyfikatory, używane przez tysiące pracowników na jego londyńskiej uczelni, UCL. Razem z grupą innych kryptologów doszedł do rewolucyjnego odkry-cia .

"Okazuje się, że nawet jeśli ktoś siedzi koło nas kilka minut w metrze, jest w stanie nawiązać kontakt z naszą kartą i skopiować jej wewnętrzny
kod. A potem podrobić kartę i z niej korzystać. To pole do popisu dla przestępców, którzy chcą np. wykraść dane z jakiejś instytucji" -
opowiada Polak.

Jak działa większość kart miejskich czy otwiera-jących drzwi hotelowe? Każda plastikowa płytka składa się z kilku warstw i zabezpieczona jest kodem.

Jedna karta to jeden kod. Ale we wszystkich kartach zamontowany jest standardowy czip - MiFare Crypto 1. To on broni dostępu do naszej karty intruzom, którzy chcieliby ją podrobić i używać do własnych celów.

Ten sam kod MiFare używany jest w kartach miejskich, identyfikatorach, które pozwalają nam wejść do budynków rządowych czy banków, a także w biletach pociągowych. Problem jest taki, że - jak twierdzi Courtois - MiFare jest przestarzały i nie chroni dużych systemów. "To wykopalisko z lat 90-tych, ale firmy wciąż go kupują, bo kosztuje mniej niż dolara. Postanowiłem więc udowodnić producentom zabezpieczeń, że warto inwestować w nowoczesne szyfry.

Bo hakerzy nie śpią" - tłumaczy Polak.

"Atak" na szyfr londyńskiego metra i inne zabez-pieczenia to nie jedyne sukcesy Nicolasa. Rok temu rozbroił system KeeLoq, szyfr wykorzystywany
m.in. do zdalnego otwierania drzwi i rozbrajania alarmu w Jaguarach. To właśnie ten system od lat wykorzystują złodzieje luksusowych aut. Są podobno
w stanie "złamać" zabezpieczenia samochodu w dwa tygodnie. Oczywiście włamanie do Jaguara zajmuje im dużo krócej."Nie boję się,że moje prowokacje mogą kogoś rozzłościć. Rolą naukowców jest głośno szczekać, kiedy jakiś system jest zły. Ja i moi współpracownicy byliśmy już kiedyś straszeni
więzieniem. Ale nadal rozbrajamy przestarzałe szyfry i nie zamierzamy na tym poprzestać" - mówi naukowiec z przekonaniem. "Zresztą, szyfry to polska specjalność" - dodaje mając na myśli złamanie przez Polaków Enigmy.

Szyfr do Oystera złamany.Ale o gotówkę na kontach w banku nie musimy się na szczęście martwić.

"Karty debetowe i kredytowe są chronione dobrymi,
potrójnymi szyframi" - uspokaja Courtois. "Te systemy też są stare, bo aż z lat 70-tych. Ale to produkcja IBM-u i jak do tej pory nikomu nie udało się ich złamać.

Aleksandra Kaniewska

===
A wiem, że jeden z banków w Nowym Jorku (nazwy nie podam, choć wiem) w tajnym departamencie zatrudnia wyłącznie Polaków do łamania kodów i zabezpieczeń kart kredytowych. Robią to co lubią, za olbrzymią kasę i to co lubią a do tego legalnie

Dzięki nim bank dosyć często wymienia zabezpiecze-nia wewnętrzne i karty.
Nasza specjalność?
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Pewien misjonarz z Europy był z misją humanitarną w Afryce. Któregoś dnia idąc przez dżunglę zauważył leżącego słonia. Podszedł do niego i zobaczył, że słoń ma w nogę wbity gwóźdź. Zrobiło mu się żal i wyjął mu ten gwóźdź. Słoń wstał i popatrzył na swojego ratownika z umiłowaniem, jakby chciał powiedzieć "dziękuję", a potem poszedł, lekko kulejąc. Odwrócił się jeszcze raz, jakby chciał powiedzieć "do widzenia" i zniknął wśród drzew.
- Ciekawe czy go jeszcze kiedykolwiek znowu zobaczę! - pomyślał misjonarz.
Kilka lat później misjonarz wybrał się do cyrku. Występowały tam różne zwierzęta, także słonie. Jego uwagę zwrócił jeden słoń który patrzył na niego w ten sam sposób jak ten z dżungli.
- Czyżby to ten słoń? - pomyślał. - Jest do tamtego taki podobny!
Po występie misjonarz podszedł do tego słonia, pogłaskał go w uszy, a wtedy słoń złapał go trąbą i trzasnął nim kilka razy o podłogę zmieniając jego ciało w krwawy pasztet. Okazało się że to nie był ten słoń...



Pielęgniarka mówi do pacjenta:
- Takiego chamskiego pacjenta jak pan jeszcze nie operowaliśmy! Przez całą operację klął pan jak furman.
- A to może dlatego, że zapomnieliście mi dać narkozę?


- Czym się różni blondynka od kury?
- Kura ma 50 zwojów mózgu, a blondynka 51. Pięćdziesiąty pierwszy jest po to, żeby wiedziała, że nie należy srać po całym podwórku.


Na światłach zatrzymuje się nowiutki Mercedes, a obok pyrkocze syrenka. Kierowca syrenki opuszcza szybe (uik, uik, uik) i puka w szybę merca (puk, puk). Kierowca merca opuszcza szybę (bzzzzzzzt) i pyta:
- Czego?
- Nie ma pan może jakiejś kasety video? Bo bym sobie coś obejrzał, a na satelicie lecą same stare śmieci.
- Nie mam - odpowiada kierowca merca i myśli: Skęd ten palant ma wideo w syrence?
Następnego dnia sytuacja się powtarza. (Uik, uik, uik, puk, puk, puk, bzzzzzzzt).
- Czego tym razem?
- A ma pan może jakieś kiełbaski? Grilla robię z przyjaciółmi i wyczyściliśmy już lodówkę.
- Nie mam - odpowiada kierowca merca i myśli: - Jaki kurna grill w syrence?!
Kierowca merca ciężko ugodzony w swoje ego postanowił rozbudować swój samochód o bajery z syrenki. Spotykają się na światłach. (Bzzzzzzt, puk, puk, puk, uik, uik, uik). Kierowca merca pyta:
- Może pan chce kiełbaski i chlebek na grilla? Mam też całą najnowszą kolekcje wideo i inne bajerki, co tylko panu trzeba.
Kierowca syrenki:
- K...a, to po takie g...o mnie pan z wanny wyciąga?
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Już nawet szejkom kończą się pieniądze

Oznaki kryzysu pojawiły się też nad Zatoką Perską.
Ciężkie miliardy dolarów zaangażowane w Dubaju, Kuwejcie czy Abu Zabi nie przynoszą spodziewanych zysków. Luksusowe hotele coraz częściej stoją puste, niektórym emiratom grozi bankructwo, a zagraniczni robotnicy odsyłani są do ojczyzny.

"Czy wyprzedajemy nasze srebra rodowe za bezcen? Czy odtąd najbardziej niemiecka ze wszystkich marek samochodowych będzie się nazywała Abu Daimler?
Nie! Każdy, kto ulega takim pogłoskom, jest w dużym błędzie" - krzyczała w zeszłym tygodniku wielkimi literami czołówka największej bulwarówki naszego zachodniego sąsiada. W środku kryzysu nawet "Bild" nie pozwoli sobie na podważenie ostatniej nadziei dla upadających koncernów i banków Europy i Azji: szejków z Zatoki Perskiej.

Nigdy nie było lepszego momentu na zakup akcji najbardziej prestiżowych spółek Europy i Ameryki. Ich notowania są tak niskie, że za to, co niedawno
trzeba było wydać dla przejęcia niewielkiej firmy,
dziś można kupić światowy koncern. Skrajnym przykładem jest Citibank, którego wartość spadła poniżej PKO BP.Dlatego szejkowie rozesłali wysłan-ników do Europy, Ameryki i Azji w poszukiwaniu dobrych interesów. Nie ma tygodnia, aby nie padła wiadomość o kolejnej, często spektakularnej transakcji.

Ale oznaki kryzysu pojawiły się też nad Zatoką Perską. Ciężkie miliardy dolarów zaangażowane w Dubaju,Kuwejcie czy AbuZabi nie przynoszą spodzie-
wanych zysków. Luksusowe hotele coraz częściej stoją puste, niektórym emiratom grozi bankructwo, a zagraniczni robotnicy odsyłani są do ojczyzny.
Atmosfera w Zatoce Perskiej do tego stopnia tężeje, że szejkowie zaczynają czuć się lepiej w luksusowych willach kupionych w Hiszpanii, Szwaj-carii czy Wielkiej Brytanii niż u siebie w domu.

Szejkowie nadciągają

Mercedesowi zazdrości Opel, Saab czy Volvo, dla których ta wiosna może okazać się ostatnią. Koncern ze Stuttgartu zdołał przekonać władców Abu Zabi do zakupu blisko 10% udziałów za blisko 2 mld euro żywego pieniądza. W ten sposób firma powinna utrzymać płynność i przejść przez kryzys, nie wstrzymując produkcji samochodów. Polski rząd ma nadzieję, że i jemu uda się powtórzyć sukces Daimlera. Jak dowiaduje się "Dziennik", w tych dniach w Warszawie Zjednoczone Emiraty Arabskie otwierają swoją ambasadę. Na razie Asen Mirza Rehma, wysłannik Abu Zabi, wynajmie zespół aparta-mentów w jednym z hoteli stolicy i zajmie się znalezieniem godnej rezydencji. Ale polski amba-sador w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Roman Chałaczkiewicz już teraz nie ma wątpliwości: - To sygnał, że szejkowie poważnie interesują się naszym krajem i myślą tu o inwestycjach.

Tylko w ostatnich tygodniach nad Zatokę Perską polecieli premier, minister sportu i skarbu. Liczą, że arabski kapitał uratuje LOT, sfinansuje
modernizację polskich rafinerii, zbuduje gazoport w Świnoujściu, a nawet zespół hoteli i centrów biznesowych wokół Stadionu Narodowego w Warszawie
przed Euro 2012. Nawet gdyby wszystkie te plany zostały zrealizowane, portfele szejków prawie w ogóle by nie schudły. Kapitał, jakim dysponują
władcy monarchii Zatoki Perskiej, jest bowiem rzeczywiście kolosalny.
Największy z funduszy, należący do władców Abu Zabi, ma aktywa warte przeszło 900 mld dol. To dwa razy więcej niż wszystkie towary i usługi
wytwarzane w ciągu roku w naszym kraju. A takich niewiele mniejszych funduszy w tym rejonie świata jest przynajmniej kilkanaście.

To oczywiście efekt wielu lat hossy na rynkach ropy. Gdy ceny zbliżały się nawet do 200 dolarów za baryłkę, państwa Zatoki Perskiej rozwijały się w tempie dwucyfrowym.Jeszcze latem zeszłego roku, u progu kryzysu, przeciętny mieszkaniec Abu Zabi, najbogatszego z Emiratów Arabskich,mógł się poch-walić bogactwem odpowiadającym 17 milionom dolarów


Uśrednianie danych nie oddaje jednak gigantycz-nych kontrastów w dochodach mieszkańców Zatoki Perskiej. Wciąż utrzymują się tu struktury rodowe
odziedziczone po czasach, gdy arabscy beduini żyli w skrajnym ubóstwie z pasterstwa. Formalnie całość gruntów należy do rodziny monarchy i jego
bliskich współpracowników. Dochody ze sprzedaży ropy są tak gigantyczne, że nawet po odliczeniu kosztów utrzymania niezwykłych pałaców, tysięcy służby, prywatnych jachtów i uczt na setki gości pozostaje wiele setek miliardów na inwestycje w przedsięwzięcia, które pozwolą zarabiać, gdy ropa się skończy.
A czy istnieje lepszy czas na przejmowanie euro-pejskich i amerykańskich banków i koncernów niż dziś, gdy ich ceny są rekordowo niskie?

Dubajski zamek na piasku

Aby przekonać się, na co pozwalają tak duże pieniądze, wystarcza krótka wizyta z Dubaju, najlepiej znanemu światu emiratowi. Pięciopasmowa
autostrada poprowadzona środkiem pustyni przeksz-tałca się w aleję Szejka Zajeda, arterię, wzdłuż której ustawiono niekończący się rząd wieżowców. Na wysokości przeszło 800 metrów dźwigi kończą budowę Burj Dubai, najwyższej budowli, jaką kiedykolwiek postawił człowiek. Największe sieci hotelowe, luksusowe domy mody, a także prywatni inwestorzy wykupili całą powierzchnię na pniu. Zapłacili po przeszło 40 tys. dolarów za każdy metr kwadratowy, aby móc pochwalić się tak presti-żowym adresem. Rekordzistą jest Armani, który na 24 piętrach otworzy tu sklep z perfumami,kreacjami
i biżuterią.

Nieopodal wieżowca wznosi się Burj Al Arab, jedyny siedmiogwiazdkowy hotel świata zbudowany na sztucznej wyspie w kształcie gigantycznego, szklanego żagla z kortem tenisowym na dachu. A obok zespół ultraluksusowych willi i rezydencji zbudowanych na usypanym archipelagu w kształcie palmy. Dubaj bije wiele światowych rekordów. Ma największy terminal lotniczy świata,największe centrum handlowe i największą marinę zbudowaną od podstaw. Może pochwalić się dwa razy większym od

Disneylandu w Orlando parkiem atrakcji Dubailandem
Szejkowie spełnili więc sen o zbudowaniu od podstaw na pustyni ultranowoczesnego miasta, które może przyćmić nawet Szanghaj i Nowy Jork?

"Obawiam się, że to raczej jest budowanie zamków na piasku" - mówi DZIENNIKOWI Nick Oatridge, brytyjski inżynier, który od lat nadzoruje budowę
projektów kanalizacyjnych w emiratach.

Coraz więcej jego znajomych wyjeżdża do Europy, i to w ekspresowym tempie.
Zgodnie z tutejszym prawem,gdy tracisz pracę,masz miesiąc na znalezienie nowej, a potem tracisz także wizę i musisz się ewakuować. "Ludzie zostawiają mieszkania, samochody, bo nie opłaca im się spłacać kredytów" - dodaje.
Wśród wyjeżdżających są też Polacy. "W Emiratach pracuje około dwóch tysięcy naszych rodaków, głównie inżynierów przy wielkich budowach. To największe skupisko Polaków we wszystkich krajach arabskich. Ale teraz coraz więcej z nich dostaje wymówienie" - mówi ambasador Chałaczkiewicz.

Dubaj w przeciwieństwie do swojego sąsiada Abu Zabi nie ma poważnych złóż ropy i gazu, a te, które posiada, skończą mu się najdalej za 20 lat. Dlatego szejk Maktoum,panujący monarcha,postano-wił przekształcić dawny port rybacki w megacentrum
finansowe, handlowe i usługowe, w którym będą działać największe firmy informatyczne i medialne,
a różnorodne targi nie będą miały równych sobie. Ekstrawaganckie projekty architektoniczne zostały pomyślane po to,aby przyciągnąć do miasta turystów
z całego świata gotowych zapłacić tysiące dolarów za każdy dzień pobytu,byle pławić się w luksusie, którego nie ma nigdzie indziej. Konstrukcja finan-sowa, która pozwoliła na spełnienie wizji szejka, coraz bardziej przypomina jednak piramidę Madoffa.
Tylko na jeszcze większą skalę. Przynajmniej 1/3 pieniędzy wyłożyli rosyjski oligarchowie, rzecz jasna nie dokumentując, skąd je zdobyli. Reszta środków też nie zawsze była jasnego pochodzenia. -To była taka gra w pokera:ludzie kupowali nieru-chomości, by je po paru miesiącach sprzedać, licząc na zysk.
Przegrał ten, kto był ostatni - mówi, prosząc o zachowanie anonimowości,francuski dyplomata pracujący w Emiratach.

W ciągu ostatniego roku ceny mieszkań, domów i biur w Abu Dabi załamały się o blisko 30 procent. Wiele wieżowców wieczorami pozostaje ciemnych, bo nikt w nich nie mieszka ani nie pracuje. Hotele też mają kłopoty z zapełnieniem pokoi, bo ludzi gotowych w Europie wyłożyć tysiące dolarów na wakacje jest coraz mniej. Wstrzymano także wiele prestiżowych inwestycji, jak Kanał Arabski, który miał urozmaicić centrum metropolii. - Nie ma wątpliwości:przeszarżowali - mówi o inwestycjach w Dubaju Nick Oatridge.

W lutym władze zostały postawione pod ścianą: musiały prosić Abu Zabi o ratunek przed bankruct-wem. Próba emisji obligacji na rynkach finansowych
zakończyła się niepowodzeniem, bo inwestorzy uznali, że wiarygodność zobowiązań Dubaju jest mniej więcej taka jak... Islandii. Sąsiedni emirat
wyłożył więc 10 mld dolarów na spłatę najpilniej-szych zobowiązań. Ale to tylko początek: średnio na każdego mieszkańca miasta przypada 400 tys.
dolarów długów! A banki, podobnie jak w innych częściach świata, nie chcą już wykładać pieniędzy na dokończenie faraonicznych inwestycji. Zaś szej-
kowie z Abu Zabi, którzy mają jeszcze pieniądze, wolą je inwestować w solidne przedsięwzięcia w Europie i Ameryce, nie w niepewne projekty na
pustyni.

Rewolucja służących

System zbudowany przez Szejków był nie tylko finansową, ale też etniczną ekwilibrystyką. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich 3/4 mieszkańców stanowią Hindusi, Pakistańczycy, Afgańczycy i mieszkańcy innych,najbiedniejszych krajów azjatyc-
kich, którzy za 5 - 7 dolarów dziennie budują w 50-stopniowym upale miliardowe budowle szejków. Sprzątają też ich mieszkania,opiekują się dziećmi sprzedają towary i obsługują taksówki. Zdaniem Human Rights Watch wielu z nich pracowało wręcz w niewolniczych warunkach. Jednak dziś, gdy emirat pogrąża się w recesji, jest jeszcze gorzej. Każdego tygodnia z kraju deportowanych jest 20 - 30 tysięcy Azjatów.A amerykańska agencja anality-
czna Stratfor ostrzega, że wśród zdesperowanych imigrantów zaczynają rodzić się rewolucyjne nastroje przeciwko dotychczasowym, wciąż żyjącym w
luksusie, pracodawcom. Autorzy raportu ostrzegają nawet, że w Dubaju uznawanym dotąd za jedno z najbardziej bezpiecznych miast świata mogą powstać
komórki Al-Kaidy. - To są zdesperowani ludzie, którzy często muszą spłacić dług za koszty przylotu do Dubaju i nie mogą wrócić, skąd
przyjechali. Dlatego przesłanie ekstremistów może ich skusić - tłumaczy "Dziennikowi" Kamran Bokhari, ekspert Stratfora.

Nie tylko Dubaj stanął w Zatoce Perskiej pod ścianą. Kłopoty ma też Kuwejt.
Agencja Moody's po raz pierwszy ostrzegła w zeszłym tygodniu,że obniży wiarygodność kredytową naftowej monarchii, bo grozi jej niewypłacalność. To zaskakująca wiadomość dla kraju, który jest uważany za trzeci najbogatszy na świecie i dyspo-nują kilkunastoma procentami udowodnionych rezerw naftowych ziemi.Jednak w ostatnich latach potrzeby
panującej rodziny Al-Sabahów na importowane luksu-sowe dobra tak bardzo wzrosły, że Kuwejt, aby utrzymać równowagę finansową kraju, musi eksporto-wać ropę po cenie 50 dolarów za baryłkę. Aby nie wyspowiadać się ze skandali korupcyjnych przed posłami,Szejk Al-Sabah rozwiązał w zeszłym tygod-niu parlament,cofając wszystkie prowadzone do tej pory reformy i przywracając dyktatorski system rządzenia.
Wstrzymał też budowę nowych rafinerii, bo żaden bank nie odważy się na razie ich finansować.

Desperacko swój poziom życia próbuje utrzymywać Katar, dwukrotnie zwiększając w tym roku eksport ropy i gazu. Ale nie wiadomo, jak długo zdoła
sprzeciwić się presji sąsiadów z OPEC, którym nie podoba się, że jeszcze większa podaż surowca na światowych rynkach ściąga ceny w dół.

Władcy istniejących zaledwie od 38 lat Zjednoczo-nych Emiratów Arabskich nie zdołali jak dotąd przekształcić swoich poddanych w prawdziwy naród. 1/5 mieszkańców, którzy posiadają emirackie obywa-telstwo, akceptowała absolutne rządy dynastii, bo każdy uczestniczył w powszechnej prosperity. Ale to zaczyna się zmieniać, a konstrukcja państwa przypominająca strukturą społeczną brytyjskie Indie czy belgijskie Kongo zaczyna trzeszczeć w
posadach. Czy zatem szejkowie mogą czuć się zagrożeni? - Oni od dawna kupili luksusowe wille w Hiszpanii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii. I teraz bardziej niż kiedykolwiek inwestują majątek w Europie i Ameryce,bo to polisa ubezpieczeniowa, na wypadek gdyby nad Zatoką Perską sytuacja stała się niebezpieczna - mówi francuski dyplomata. Ale Nick Oatridge zapowiada, że nawet gdyby miasta zbudowane na pustyni opuścili szejkowie i zachodni
ekspaci, on zostanie: - W Londynie pada deszcz, a tu cały rok jest słońce. I jego nigdy nie zabraknie.


Jędrzej Bielecki
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Cały świat w rękach szejków

Barclay's Bank

Na początku tego roku emir Abu Zabi, szejk Mansour Bin Zayed, przejął 16,3% akcji drugiego co do wielkości banku Wielkiej Brytanii, Barclay's. Aby stać się największym udziałowcem szacownej instytucji finansowej,monarcha wyłożył
8 mld dolarów. Zastrzegł jednak możliwość zakupu następnych 20%.

Jednocześnie fundusz należący do władców Kataru przejął kolejne 12% akcji tego banku. Londyn zgodził się na oddanie kontroli nad tak ważną
instytucją finansową szejkom, bo nikt inny nie chciał uratować banku przed nieuchronną nacjonali-zacją kosztem ogromnym środków publicznych.

Citibank

Jeszcze w marcu 2007 roku był największym bankiem USA. Ale akcje spółki stopniały przez kolejne dwa lata niemal do zera z powodu strat na rynku nieru-
chomości i ryzykownych instrumentów pochodnych. Wykorzystały to fundusze inwestycyjne z Zatoki Perskiej, przejmując w styczniu tego roku strate-
giczne udziały w banku i przy okazji ratując go przed bankructwem.
Dziś książe Al-Waleed bin Talal z Arabii Saudyjskiej posiada blisko 10% akcji Citibanku, najwięcej ze wszystkich akcjonariuszy. Kolejne 6%
kupili inwestorzy z Kuwejtu, a 4,9% z Abu Zabi. Ale postawili amerykańskiemu rządowi twarde warunki: najbardziej ryzykowne kredyty zostały
oddzielone od Cibanku i przekazane nowej instytucji - Citicorp. W ten sposób szejkowie mogą liczyć na zysk ze swojej inwestycji.

Klub piłkarski Manchester City

To był bardziej kaprys niż biznesowa kalkulacja. W listopadzie 39-letni książę Mansour bin Zayed Al Nahayan z Abu Zabi kupił za 300 mln dolarów
piłkarski klub Manchester City.Monarcha, pasjonat piłki nożnej,postanowił uczynić ze słabo radzącej sobie w ostatnich latach drużyny prawdziwą gwiazdę
brytyjskiej ligi. I nie traci czasu. Dokładnie tego samego dnia, gdy podpisano porozumienie, Al Nahayan ogłosił także transfer z Real Madryt do
Manchester City Brazylijczyka Robinho. Cena 59 mln dolarów jest rekordem w annałach światowego piłkarstwa.

Giełda Londyńska

Szejkowie posiadają już nie tylko akcje wielu z największych przedsiębiorstw i banków Europy i Ameryki, ale także parkiet, na którym handluje się ich akcjami. Pod koniec minionego roku większościowymi udziałowcami Giełdy Londyńskiej, jednej z najstarszych i największych na świecie, stały się fundusze inwestycyjne z Kataru i Dubaju. Pierwszy przejął prawie 21% akcji, drugi 28%. Udziałów w londyńskim parkiecie musieli się zrzec właściciele nowojorskiej giełdy Nasdaq z powodu wyjątkowych tarapatów finansowych.

Jędrzej Bielecki
  • awatar tapety: i tak to właśnie jest, dorobili się na produkcji ropy, za śmieszne pieniądze - następnie ta sama ropa po transporcie i udziałach spółek w giełdzie nabierała ceny do np. 70 $ za baryłkę. Teraz gdy szejkowie przejmują handel nad ropą nie dość że wyciągają 100% swojej ceny z produkcji ropy to jeszcze (w zależności od ilości akcji giełdowych ) 10 - 35% więcej na tej samej ropie którą przed chwilą sprzedali. Czyż to nie śmieszne?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @tapety: pieniądz robi pieniądz. A biedni pod most. ;)
  • awatar Paryzanka: Coś mi sie wydaje ,ze w tych Emiratach kobiety nie mają łatwego zycia. Nigdzie ich nie widać . Co one robią ? Tam jest po prostu nuuuuuudno !
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 


... zgodnie z umową zapraszam na mała czarną kawkę

oraz coś wzmacniającego ...
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Zadzwoniła dziewczyna, że być może mój Norweg jest u nich. Jakiś podobno podobny kot przybłąkał się do nich w listopadzie.
Więc poleciałem.

Rozumiem, że facet jest daltonistą ale to były same kobiety (2) i dziewczyny (2). Nie mam do nich pretensji bo o moim ogłoszeniu poinformowała je jakaś koleżanka, więc one nie widziały ogłoszenia i zdjęcia mono.
Ale jak rozmawialiśmy przez telefon to kot miał mieć długie włosy, być szary i oczy zielonkawe z żółtym.
A był: czarny, krótkowłosy, oczy biało-zielone.

No nic. Miałem spacerek. Ponieważ musiałbym czekać 25 minut na autobus to poszedłem pieszo do domu. I w sumie przeszedłem przeszło 8 km.

Ładny ten kot, podejrzewam że ma coś z angielskiego kota. Ale to nie mój Norweg.

Ciągle czekam i żyję złudzeniami chociaż rozum podpowiada, że już na tym świecie nie spotkam Silki. Ale czekam i kocham ją. Ciągle ...
  • awatar Expresja: ja też czekam i kocham, ale nie kota...
  • awatar Katerinaz: Super kompozycja z kotkiem w roli głównej. POozdrawiam gorąco. :) ;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Patrząc jak się zachowuje ostatnio Xylia zaczynam podejrzewać, że staje się już powoli dorosła.
Czyli chyba zaczyna się jej pierwsza w życiu ruja.

I trzeba będzie podjąć decyzję co robimy:
czy dopuścić faceta czy uczynić ją dziewicą wieczystą?
  • awatar tapety: to dopiero dylemat :) Dziewica wieczysta brzmi świetnie :)
  • awatar KALIPSO: Witaj ja mam jamniczke Sonie i kota Kleo pozdrawiam cieplutko ..:)
  • awatar Bezedura: Nie bądź okrutny. Zapytaj ją co woli
Pokaż wszystkie (16) ›