Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 17 marca 2009

Liczba wpisów: 22

nortus
 

Posłuchaj, jak Dorotka śpiewała 10 lat temu

Doda to postać, która dzieli. Dla jednych to kiczowaty produkt marketingowy, dla innych mózg PR-owy najwyższej klasy. Niektórzy odmawiają jej talentu wokalnego, a inni twierdzą, że to jeden z najlepszych głosów w Polsce. Jak jest naprawdę?

Posłuchaj



Oto Dorota, lat piętnaście. Słodka i niewinna. Już wtedy jednak wiedziała, że będzie gwiazdą.

Dekadę później po grzecznej Dorotce nie było śladu, a jej miejsce zajęła Doda Elektroda, której "się bzykać chciało". Zmienił się image, zmienił repertuar, ale jedno chyba jest niezmienne - głos.
  • awatar Afro-Ditta (Panna Dorotka): jej image i jej piosenki mi nie podchodzą kompletnie..ale głos ma niezaprzeczalnie.
  • awatar Kochanka Diabła: Piosenki może nie byłby takie straszne gdyby nie image jaki posiada.Wygląd sex-bomby połączony z "rockowym"brzmieniem w ogóle do siebie nie pasują...swoją drogą jest osobą dość intrygującą i chciałabym ją poznać osobiście :P
  • awatar agusiaczek: no głos ma niezły...to trzeba przyznać (a przynajmniej w tej piosence)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 


Amerykańska technologia wojskowa trafiła pod strzechy. I jak to produkt wojska jest równie atrakcyjna, jak niebezpieczna. Sprawdź, co wiesz o GPS.

1. Rozmaite alarmy i przypominaczki są już po prostu niezbędne. Masz wziąć lekarstwo - ustawiasz alarm w komórce. Zadzwonić do cioci - przypomnienie w kalendarzu. Teraz alarmy zyskały za jednym zamachem trzy dodatkowe wymiary -
poruszasz się przecież nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni.

Masz więc odebrać rzeczy z pralni. Co z tego, że jakiś dzwonek odezwie się,gdy akurat siedzisz w pracy lub kiedy dotarłeś już do domu. Tobie potrzeba czegoś,co przypomni w odpowiednim momen-cie,czyli wtedy gdy akurat zbliżasz się do pralni
Proszę bardzo -na niemal każdy telefon wyposażony w GPS znajdziesz program, który będzie śledził twoje położenie i w tym jedynie słusznym momencie narobi wrzasku, dodatkowo wyświetlając, o co mu właściwie chodzi. Bezcenne.

2. Korzystanie z komunikacji miejskiej jest ze wszech miar słuszne i godne pochwały. Bywa też kłopotliwe,bo jeśli już wywalczymy sobie,wracając ze szkoły czy z pracy, miejsce siedzące, to ogromnie rosną szanse na to, że prześpimy nasz przystanek i zwiedzimy odległą od domu pętlę autobusową.
Pomocą służą aplikacje budzące - uproszczona odmiana opisywanych wcześniej alarmów. Ot, choćby iNap na iPhone'a - wystarczy zaznaczyć na mapie punkt i określić, ile wcześniej ma się odezwać budzik.

3. Pamiętasz, jak często ładowałeś telefon sześć lat temu? Jeśli nie, to chętnie przypomnę - mniej więcej raz w tygodniu. Potem nastała epoka
kolorowych ekranów, później dużych kolorowych ekranów, aż wreszcie sieci trzeciej generacji. Teraz, jeśli masz szczęście, ładowarkę podłączasz co dwa dni,choć raczej musisz to robić codziennie.

Tymczasem moduł GPS w telefonie przebija chyba wszystko - jeśli chcesz korzystać z programu, który stale namierza twoje położenie (a tylko wtedy GPS ma sens), to zapomnij o codziennym ładowaniu komórki. Część, skądinąd bardzo przydatnego, oprogramowania morduje baterię w ciągu jakichś trzech godzin.Oczywiście teoretycz-nie można ręcznie wyłączyć działanie GPS, ale po
co on nam wtedy?

4.Zwykle o tym nie pamiętamy (a może nawet nie wiemy), ale GPS to nic innego jak sieć satelitów i stacji naziemnych zbudowanych na potrzeby amerykańskiej armii i przez nią kontrolowanych. Na co dzień nie zmienia to niczego, ale trzeba pamiętać, że jeszcze 10 lat temu Amerykanie celowo zakłócali sygnał z satelitów, tak by cywilne odbiorniki nie mogły osiągnąć dokładności większej niż sto metrów. Dziś z GPS korzysta cały świat, ale rządzi nim nadal armia USA.Jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, sygnał znowu może zostać zakłócony.
Co więcej,nie trzeba tego robić na całym świecie - błąd może pojawić się na przykład tylko na obszarze, na którym USA prowadzą działania wojenne.
Wojskowy sprzęt zachowa dotychczasową precyzję, a cywilny zgłupieje.

Niby nie ma czym się martwić, ale czemu Stany nie miałyby kiedyś użyć GPS jako narzędzia nacisku politycznego?


5.Zabawa to oprócz wojskowości jeden zsilniejszych
mechanizmów napędowych rozwoju technologicznego. No, popatrzcie choćby na układy scalone - mało co
dało im w ciągu ostatniej dekady takiego kopa jak rozwój kart graficznych.

Tylko czy GPS może być zabawą? Oczywiście. O, na przykład geocaching, czyli poszukiwanie ukrytych skarbów. Wystarczy mieć dowolny odbiornik GPS i nieco wolnego czasu.Na jednej ze stron poświęco-nych geocachingowi (na przykład Opencaching.pl lub Geocaching.com) znajdujesz lokalizację
"skarbu", czyli ukrytej przez kogoś wodoodpornej skrytki. Namierzasz ją na mapie i wyruszasz
na poszukiwania. Po kilku godzinach cierpliwego pełzania po błotnistych parowach, przetrząsania dziupli drzew lub grzebania w śmietnikach odnajdu-
jesz upragnione pudełko, w którym czeka na ciebie jakaś drobna niespodzianka oraz lista osób, które tu już dotarły.Dopisujesz się do listy, zabierasz niespodziankę i wkładasz coś od siebie. Ukrywasz znowu skarb i wracasz szczęśliwie do domu.


Jest też bardziej hi-techowa wersja zabawy. Ściągasz odpowiedni program (na przykład Joyity- na platformę Android) i dołączasz do gry. Gdy wejdziesz w obszar zabawy, twój telefon z GPS poinformuje cię,że polowanie właśnie się zaczęło. Na ekranie widzisz położenie twojej ofiary - innej osoby biorącej udział w grze. Jej pozycja pojawiać się będzie tylko co jakiś czas, a do
ciebie należy zlokalizowanie ściganego. Gdy już podejdziesz do niego na odległość mniejszą niż 25 metrów, wciskasz przycisk "fire". Ofiara jest
upolowana. Ale uważaj, bo w tym samym czasie ktoś inny poluje na ciebie!

6.Niedawno Google uruchomił usługę Współrzędne. Choć nie odbiła się ona szerokim echem, to jej znaczenie może być naprawdę duże. Niby to tylko
rozwinięcie programu Google Maps na komórki o funkcję wysyłania do Internetu danych o położeniu telefonu, ale daje ogromne możliwości.

Na początek możesz stale informować znajomych o swoim dokładnym położeniu.
Nieocenione, gdy chcecie spotkać się na mieście. Można też kogoś perfidnie śledzić - co prawda wymaga to dostania jego telefonu do rąk na parę minut,ale w końcu czego nie zrobi obsesyjnie zazdrosny mąż. Mniej kontrowersyjne zastosowanie to obserwowanie położenia dziecka - dajesz smarka-czowi komórkę z GPS,siadasz przed komputerem i widzisz, jak zamiast iść do szkoły, snuje się po parku. Oby tylko nie snuł się za długo, bo bateria w telefonie mu padnie.

7. Najlepszy aparat fotograficzny to ten, który masz akurat przy sobie.
Zgodnie z tą maksymą miliony ludzi robią miliardy zdjęć swoimi komórami. Potem wesoło wrzucają wszystko na liczne internetowe serwisy, takie jak
choćby Flickr czy Picasa Web Albums. I... niespodzianka. Wiele telefonów dołącza do zdjęć informacje o miejscu, w którym zostały zrobione. Z kolei serwisy internetowe automatycznie odczy-tują te dane i nanoszą na mapę. Co z tego? To zależy, co fotografujesz. Jeśli robisz zdjęcia drzew, to wszystko w porządku. Ale jeśli uwieczniasz twoje dziecko bawiące się w ogródku przed domem, to być może nie chcesz, by każdy mógł sprawdzić, gdzie mieszkasz. A jeśli nie masz dziecka, to może zrobiłeś zdjęcie swojego nowiutkiego samochodu stojącego na parkingu? To prawie jak zaproszenie do kradzieży.


Albo inny scenariusz. Widzisz piękną dziewczynę robiącą w parku zdjęcie telefonem. Zapamiętujesz to miejsce i po paru dniach zaglądasz na Flickra.
Wyszukujesz fotografie zrobione w danym czasie w określonym punkcie. Mała szansa, że więcej osób w tej samej chwili i miejscu pstrykało fotki. Jeśli
masz odrobinę szczęścia, to piękna nieznajoma już wrzuciła swoje zdjęcie do sieci.Gdy je znajdziesz podążasz tropem profilu na Flickrze i docierasz do
innych zdjęć autorki. Może robiła jakieś w swoim domu? Jeśli tak, to ty masz szczęście, a ona pecha - znasz jej adres, wiesz, jak wygląda, a jak się postarasz, to na pokrewnych serwisach znajdziesz prywatne informacje z jej bloga. I co, fajnie tak pstrykać zdjęcia?

Piotr Stanisławski dla dziennik.pl
 

nortus
 
Postawmy betonowiec na Łasztowni!

Ten wybudowany przez Niemców statek mógłby stać się wielką atrakcją miasta Szczecina.

Stojący na jeziorze Dąbie betonowiec zbudowano prawdopodobnie w 1941 roku.
Miał służyć m.in. do transportu benzyny syntetycznej z zakładu produkcyjnego w Policach.

Niemcy wycofując się ze Szczecina zatopili go w torze wodnym Szczecin -Świnoujście. Betonowiec został później przez Polaków podniesiony, odholo-wany i osadzony w miejscu obecnego spoczynku, czyli w wodach północnej części Jeziora Dąbie.

Kilka metrów wystaje ponad powierzchnię, reszta znajduje się pod wodą. Wrak ma około 90 metrów długości.

Atrakcja tylko dla żeglarzy

Skoro kilkadziesiąt lat temu podniesiono betono-wiec z dna toru wodnego,to tym bardziej w becnych czasach jego uszczelnienie i podniesienie wydaje się możliwe.

Zdaję sobie sprawę, że przedsięwzięcie jest bardzo trudne i wielce kosztowne - może nawet w odwrotnej kolejności. Chciałbym jednak, aby
betonowiec stał się atrakcją dla wszystkich, a nie wyłącznie dla żeglarzy. W obecnym miejscu jego znaczenie dla promocji miasta oraz z punktu widzenia turystycznego jest ŻADNE.

Żeglarze (i zapewne nie tylko oni) zaraz podniosą głos przeciwko ruszaniu go z obecnego miejsca. Przez kilkadziesiąt lat wrak "zżył" się z jeziorem i z nimi. Urządza się przy nim wyścigi lub zwyczajnie grilluje na jego pokładzie. Zadam więc żeglarzom pytanie: a gdyby betonowiec był cały zatopiony i stanowił atrakcję wyłącznie dla płetwonurków? Czy wtedy przeciwko jego wydobyciu protestowalibyście razem z nimi?

Atrakcja Muzeum Morskiego

Oczami wyobraźni widzę odnowiony betonowiec stojący przy jakimś nabrzeżu w pobliżu Wałów Chrobrego, zagospodarowany według starych projektów, zdjęć lub innych przekazów. W jego ładowniach i na pokładzie jest restauracja. Są też
tablice ze zdjęciami i informacjami o historii takich statków i tego konkretnego. Wycieczki z Niemcami odwiedzającymi nasze miasto będą
rezerwować miejsca w tej restauracji z rocznym wyprzedzeniem!

Wały Chrobrego to zresztą niejedyne dogodne miejsce, zwłaszcza że burty betonowca nie wystają zbyt wysoko ponad lustro wody, więc nie byłby tam zbyt mocno wyeksponowany.

Statek nie musi przecież wcale stać w wodzie! W centrum Władywostoku stoi stary okręt podwodny wyciągnięty z wody. Podparty ze wszystkich stron
prezentuje dumnie swe burty i robi większe wrażenie niż gdyby stał przy nabrzeżu.

Podobno będzie w Szczecinie Muzeum Morskie. Podobno na terenie Łasztowni.
Czyż nie byłaby to doskonała okazja, aby wydobyty z wody i z zapomnienia wrak betonowca postawić na terenie muzeum?Wówczas nie trzeba dbać o nieprze-makalność kadłuba, bo statek stałby na lądzie. W takim przypadku do betonowca i zarazem do muzeum można by wchodzić przez otwory wycięte w burcie. Lub niech mieści się w nim restauracja, albo choć kasy i przez otwory w burcie niech sprzedają nam bilety!

Pomysłów może być tyle, ilu mieszkańców liczy Szczecin.

Wydaje mi się, że jest to możliwe, a przynajmniej bardziej możliwe niż np. przywrócenie do życia Wieży Quistorpa wraz z zagospodarowaniem terenu wokół niej.


Uważa, że wydobycie betonowca i postawienie go na Łasztowni to dobry pomysł na promocję morskiego Szczecina. Może to być fajny wyróżnik miasta. Szkoda, ż pewnie skończy się znowu, czyli jak zwykle, na pomyśle. Ale to Szczecin.
 

nortus
 

Mam problemy,bo jestem czarny.Nie znam polskiego, ale dobrze wiem, co znaczą słowa: asfalt, bambus, szympans, goryl, czarna małpa, opona, Bambo.
Słyszę je w dyskotekach, na ulicy, w tramwaju. Na początku to był dla mnie szok, masakra, bo Wrocław to w końcu duże miasto, a nie jakaś zapyziała wieś.

To słowa Vredena,czarnoskórego didżeja z Holandii.
Przyjechał do Polski przed czterema laty. Pochodzi z Surinamu. We Wrocławiu zarabia na życie jako didżej. Ze swoją dziewczyną Kasią ma tu dwójkę dzieci.Ale ciągle czuje się jak intruz. Nie tylko on.

Nigeryjski bohater naszego tekstu wypracował specjalny sposób bezpiecznego poruszania się po mieście.

Żydowski rabin zastąpił jarmułkę czapką, żeby nie narażać się na zaczepki.

Romska matka codziennie drży o swoje dzieci, by bezpiecznie wróciły do domu.

Iracka studentka boi się samotnie wyjść do restauracji.

Strach ich wszystkich, obcokrajowców o innym kolorze skóry, innych rysach, egzotycznym dla nas sposobie ubierania się, jest prawdziwy. A ci ludzie żyją w naszym mieście, po którym my swobodnie przemieszczamy się, bawimy się w
jego restauracjach, spacerujemy po parkach. Żyją pośród nas. I to nas się boją. Dlaczego? Bo są obcy, inni, bezbronni?

W cyklu "Jesteśmy rasistami" chcemy znaleźć odpowiedź na to pytanie. Ale nie tylko odpowiedź. Chcemy, żeby nasi goście zza dalekich i bliskich granic czuli się w naszym domu jak we własnym. A to tylko od nas zależy.

Co Ty o tym sądzisz? Czy wrocławianie są rasistami w większym stopniu niż mieszkańcy innych miast?

= z prasy wrocławskiej=
  • awatar ponurnik: Ale bzdura!Wroclaw to obecnie zlepek roznych ras,kultur i narodowosci!Taka Dolnoslaska miedzynarodowka! Wyroznia sie pod tym wzg wsrod innych miast i Wroclawianie bardz to sobie cenia! Roznorodnosc widac na kazdym kroku i jestesmy z tego dumni! Przypadek,o ktorym wspominasz musi byc jakims chorym wyjatkiem! Az sie zdenerwowalam! ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @ponurnik: nie wiem, ja mam miłe wspomnienia z pięknego miasta, miłych mieszkańców, miłych wspomnień osobistych. Ale o tym pisała wrocławska gazeta, więc ... . :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Budynek jak z klocków lego

Były już budynki w kształcie pikli, żagli, jachtów i piramid. A co powiecie na taką wielokolorową instrukcję? Naszym zdaniem twórcy tego budynku musieli w dzieciństwie godzinami bawić się klockami lego.

Albo już w życiu zupełnie dorosłym zabawiać się popularną gierką na iPhone'a o nazwie "Tower". Mówiąc w skrócie, zadaniem gracza jest zbudowanie jak najwyższego budynku ze spadających z nieba segmentów. Oczywiście czasem segment upadnie krzywo lub nieco po skosie, co naraża stabilność całej konstrukcji. No i dodaje jej dość nietypo-wego wyglądu.

Takim na pewno będzie mogla się pochwalić zupełnie realna budowla, jaka ma ponoć stanąć na Oesterreichischer Platz w Stuttgarcie. Architekt nazwał swoje dziecko "Lotto Turm", czyli "Wieżą Lotto". Do jej budowy mają zostać wykorzystane puste kontenery ze statków (w sumie - 55 sztuk). Na szczycie tego nieforemnego stosu znajdzie się pomieszczenie zwieńczone szklaną kopułą, w której będą się odbywały losowania gier liczbowych.

Jak na razie Lars Behrendt, designer budynku, nie zdradził więcej szczegółów na jego temat. Ale makieta prezentuje się całkiem obiecująco.
  • awatar happygirl: w sumie idea nie jest zła, musimy jakoś zutylizoawać nasze śmieci, ale nie chciałabym w tym mieszkać
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Ultraortodoksyjni Żydzi: Albo "koszerne" samoloty albo bojkot linii

Ultraortodoksyjni Żydzi wzywają do bojkotu izraelskich linii lotniczych. A to dlatego, że El Al nie chce uruchomić dla nich osobnych
"koszernych" połączeń lotniczych.

Rabini domagali się od linii lotniczych uruchomienia połączeń, w których obowiązywałaby segregacja płciowa, skromne ubrania i zakaz oglądania filmów.
Tłumaczyli, że w sezonie dziesiątki tysięcy studentów jesziwy uczących się w Izraelu wraca do Stanów Zjednoczonych, aby odwiedzić swoich bliskich, a wiele religijnych rodzin wyrusza na wakacje za granicę.

"Brudne filmy" w samolotach

EL AL żądania rabinów odrzucił. Firma tłumaczy, że w wielu samolotach oferuje strefy "wolne od filmów", a każdy pasażer może wyłączyć swój
monitor. Przewoźnik stwierdził też, że żądania ultraortodoksów mogą zostać spełnione, gdy tylko oni będą lecieli danym samolotem. Rabini w specjalnym oświadczeniu wezwali więc do bojkotu linii lotniczych. Przekonują, że lepiej
korzystać z usług zagranicznych przewoźników, którzy pokazują w swoich samolotach krajobrazy i wodę, a nie - jak to ujmują - "brudne filmy".

To nie pierwsza akcja ultraortodoksów przeciwko izraelskiemu przewoźnikowi.
Na początku roku domagali się wprowadzenia segregacji płciowej w autobusach w Jerozolimie. Gdy firma odmówiła rabini, bez starania się o licencję uruchomili własne połączenia autobusowe.

==
kolejne religijne przegięcie.
 

nortus
 

Po 500 latach w szwajcarskiej Lucernie można znów tańczyć w Boże Narodzenie

Szwajcarski kanton Lucerna zniósł w poniedziałek zakaz tańczenia w pewne święta religijne, który w tym katolickim w większości regionie obowiązywał
od ponad 500 lat. Zakaz dotyczył m.in. Bożego Narodzenia, Środy Popielcowej,Wielkiego Piątku i niedzieli zielonoświątkowej.

Propozycję zniesienia starego prawa przedstawiła deputowana Katharina Maile,przekonując, że państwo nie powinno decydować o tym, jak spędza się dni świąteczne, ponieważ istnieje rozdział Kościoła od państwa.

Jak wskazała, istniał pewien paradoks, bo prawo dopuszczało w tych dniach granie muzyki w barze tanecznym, ale nie tańce.

===
Dla prawdziwego katolika nie potrzeba zakazów prawnych - wierzysz to kanony wiary mówią ci co możesz a czego ci nie wolno.
Dla prawdziwego katolika - a nie takiego na pokaz jak to jest przede wszystkim w Polsce.
 

nortus
 

Za oknem pięknie słoneczko świeci, cieplutko i ładniutko dzisiaj jest - jak na razie.

Więc czas poszaleć na mieście.

A propos, byłem ostatnio wreszcie w "Szczecińskim"
Auchan. Jest obrzydliwe. Urządzone chyba przez dyrektora, nie widać tam ręki plastyka czy dekoratora. Już dużo lepiej wygląda stary Carrefour na Turzynie czy Galaxy - ale w środku. Tam zrobili tylko wielką halę, jak na targowisku.
 

nortus
 

Poseł PiS o Wielkiej Brytanii: Rozpoczęło się prześladowanie chrześcijan...

"Wielka Brytania przejawia skłonności do samodes-trukcji. Instytucje rządowe i sądy rozpoczęły prześladowania chrześcijan. Tak, tak prześladowania" -

napisał na swojej stronie internetowej poseł PiS Arkadiusz Czartoryski. O tezie wiceministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jarosława
Kaczyńskiego napisał tygodnik "Polityka".

Wcześniej Artur Górski zapowiadał "koniec cywilizacji białego człowieka" ( o Obamie), a dziś poseł Arkadiusz Czartoryski z PiS, szef sejmowej komisji ds.kontroli państwowej,zapowiada

"początek końca silnej kultury i potężnej cywilizacji Wielkiej Brytanii".

"Na marginesie wielkich współczesnych wyzwań (kryzys, terroryzm, nowa >religia < zwana globalnym ociepleniem) Wielka Brytania przejawia
skłonności do samodestrukcji. Instytucje rządowe i sądy rozpoczęły prześladowania chrześcijan. Tak, tak prześladowania" - pisze poseł PiS na
swojej stronie internetowej.


"Jeszcze klika lat temu Anglicy byli syceni różnymi filmami o tym, że Boga nie ma (Kod Leonarda da Vinci i inne), potem stowarzyszenia ateistów przeprowadziły kampanie reklamowe (na przykład na autobusach miejskich Londynu), by wreszcie w ostatnim roku rozpocząć prześladowania chrześcijan w Wielkiej Brytanii" - twierdzi były wiceszef MSWiA.
O jakie prześladowania chodzi? M.in. o pielęgniarkę,która straciła pracę,gdy powiedziała swojej podopiecznej, że się za nią pomodli; o stewardessę zwolnioną za noszenie na szyi krzyżyka, czy wnuki odebrane dziadkom i oddane parze homoseksualistów - wylicza w punktach polityk.

"Wszystkie przytoczone fakty miały miejsce w Wielkiej Brytanii, ale kroku Brytyjczykom dotrzymuje również premier Hiszpanii Zapatero, władze Holandii i innych krajów z zachodu. Artur Boruc, stojąc w bramce Celtiku, założył pod
koszulką bramkarza drugą koszulkę z wizerunkiem Jana Pawła II wywołując na wyspach wielki skandal, który miał reperkusje na szczytach władzy. Boję się, że następnym razem, nasz piłkarz powędruje za przywiązanie do JPII do
więzienia... " - kończy poseł.

===
Komentarz? Dałem w tytule. Skąd PISdzielce biorą takich debili? Czy żeby wstąpić do PISu trzeba mieć IQ poniżej 20 (dwadzieście)?
  • awatar chupacambra: Ale on ma poniekąd rację, Nortus. Wiem, bo tutaj żyję już dłuższą chwilę. Religie tu (UK) współistniejące są mi obojętne, bo w zasadzie to jedno i to samo, różniące się nieco opakowaniem... ale chrześcijanie mają tu coraz....dziwaczniej?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: ale "twoja wiara to twoja sprawa" a nie głoszenie jej na pokaz. W UK jest cała mieszanka świata, byłych koloni i nie można jednych terroryzować wiarą innych. Trzeba się tolerować i szanować. Każde przegięcie jest złe i szkodliwe. Podobnie jak wypowiedzi, że czarny papież (OBama)* to koniec cywilizacji. *czarny papież oznacza prawdopodobnie prezydenta USA bo dzisiaj to jest najpotężniejszy człowiek na ziemi a kiedyś, gdy pisał swoje przepowiednie najpotężniejszym był papież.
  • awatar gość: I dobrze z tą pielęgniarką, sama nie chciałabym żeby ktoś chociażby przez sympatię miał mnie przybliżyć do tej zakłamanej religii.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Wybuchła wojna o tanie rozmowy

Operator sieci Play rozpoczął wojnę cenową pomiędzy operatorami sieci komórkowych. Obniżył opłaty za połączenia dla posiadaczy kart prepai-dowych do 29 groszy do wszystkich sieci. Inne firmy nie mają wyjścia. Też muszą teraz obniżyć ceny, by nie stracić klientów.


"16 marca to nie tylko dzień urodzin Playa, ale też dzień konsumenta usług telekomunikacyjnych. Na naszą ofertę operatorzy zareagowali wyraźną wojną cenową, niezależnie od możliwości obniżenia w ten sposób swoich przychodów" - powiedział
"Pulsowi Biznesu" Marcin Gruszka, rzecznik prasowy
operatora sieci Play. Wojna cenowa to dobra wiadomość dla posiadaczy kart prepaidowych.

Tyle że obniżki mogą nie opłacać się innym operatorom sieci. By nie tracić zysków, mogą po prostu Playa kupić i zakończyć wojnę, eliminując z rynku firmę, która postanowiła mocno obniżyć ceny. "Polityka Playa może doprowadzić do tego, że jeden z operatorów ich kupi,by nie doprowadzał do dalszej wojny cenowej. Tak było w Austrii i Finlandii.Chyba że wcześniej Play sam się wykrwawi
i zbankrutuje pod ciężarem kosztów"-mówi "Pulsowi
Biznesu" Marcin Matuszewski,partner zarządzający funduszu venture capital Future Invest


Pewne jest na razie tylko to, że najbardziej ucierpią operatorzy wirtualni,którzy do tej pory słabo radzili sobie na rynku. "Najbliższy rok - dwa to ciężki okres dla operatorów wirtualnych w Polsce i na całym świecie"

Na razie na wojnie korzystają klienci.W Simplusie można już dzwonić za 0,29 zł za minutę (do wszystkich sieci z wyjątkiem Playa) i 0,16 zł we własnej sieci, a w Heyah za 0,25 zł za minutę w pakiecie.
  • awatar promocje: i najlepsza ofertę ma Play. 29gr do wszystkich. Plus ma 29gr w sieci a Heyah 25gr ale w pakietach na 30dni.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Na zakazach i kopertach możemy stać bezkarnie

Znaki zakazu poza drogą publiczną można ignorować
o ile nie stworzymy zagrożenia w ruchu.

Według odpowiedzi udzielonej piotrkowianinowi przez dyrekcję Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Piotrkowie i popartej stanowiskiem straży miejskiej, nie trzeba ich przestrzegać, gdyż w ogóle nie trzeba ich tam umieszczać.

Nie można zatem również nikogo ukarać za niedostosowanie się do znaku stojącego przy takiej drodze. W Piotrkowie sprawa dotyczy wielu uliczek,najczęściej na osiedlach mieszkaniowych, których właścicielami są spółdzielnie.

Przepisy ogólne kodeksu na drogach innych niż publiczne obowiązują tylko wówczas, jeśli są konieczne dla uniknięcia zagrożenia bezpieczeństwa
uczestników tego ruchu,a znak zakazu zatrzymywa-nia czy koperta nie mają wpływu nabezpieczeństwo
- tłumaczy Jacek Hofman,komendant Straży Miejskiej
w Piotrkowie.

Dodaje, że sprawa dotyczy także kopert na parkingach przy supermarketach.

===
I bądź tu mądry, kierowco.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Wynik rutynowej kontroli drogowej zaskoczył nawet policjantów. Za kierownicą opla kadeta siedział trzynastoletni chłopiec, który wiózł do domu rodziców.
Zarówno ojciec jak i matka byli pijani.

Kilka minut po godzinie pierwszej w nocy, w Sokołowie policjanci zatrzymali do kontroli drogowej opla kadeta. Kierowcą pojazdu okazał się trzynastolatek z powiatu kutnowskiego. Chłopak sprawował opiekę nad swoimi pijanymi rodzicami, wiózł ich do domu po spotkaniu towarzyskim w pobliskiej miejscowości.

Policjanci sprawdzili stan trzeźwości kierowcy i pasażerów - rodziców chłopca. Wyniki badania potwierdziły trzeźwość kierującego i nietrzeźwość
rodziców. Ojciec miał 1,40 a matka 0,96 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Policjanci przekazali trzynastolatka pod opiekę jego dziadkowi.Autem zajął się trzeźwy znajomy rodziców.
Konsekwencje tego czynu poniosą rodzice, którzy nie dość, że pozwolili synowi, nieposiadającemu uprawnień do kierowania pojazdami, prowadzić
samochód, to również w nienależyty sposób sprawowali nad nim opiekę.

Sprawę policjanci przekażą do sądu rodzinnego.
  • awatar gość: No to bardzo " odpowiedzialni" rodzice. Nareszcie sie coś ruszyło - teraz dziecko bedzie napominać rodziców aby byli grzczni i ładnie sie zachowywywali .
  • awatar gość: O jacie może on sam chciał jechać? Nikt o tym nie pomyślał?
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @gość: a gdzie są rodzice? od kiedy 1 latek prowadzi samochód? to nie farma amerykańska gdzie są wertepy i tysiące hektarów pustki :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Prywatna agencja ochrony pilnuje prezydenta za ponad 300 tys. zł


Kancelaria prezydenta podpisała umowę z prywatną agencją ochrony -dowiedział się "Wprost".
Ma ona pilnować archiwum głowy państwa, któremu
szef MSWiA Grzegorz Schetyna dwa miesiące temu odebrał ochronę BOR. Koszt -ponad 300 tys. zł.

Prezydenckiego archiwum, które mieści się w Warszawie przy ul. Augustówka,będą pilnować ochroniarze z firmy Sparta Security z podwarszawskich Marek.
Na swojej stronie internetowej agencja chwali się listą dotychczasowych klientów. Są na niej m.in. supermarkety Leader Price, fabryka Daewoo-FSO,
Fabryka Okładzin Ciernych w Markach, Przedsiębior-stwo Wodociągów i Kanalizacji w Częstochowie oraz sklepy Silesia Jeans i Big Star.

===
A teraz dopiszą sobie pałac namiestnikowski.
Tak to jest jak krótkie nóżki z wielkim przerostem ambicji i manią wielkości, na którego wszyscy polują i atakują dorwie się do władzy.
To archiwum to chyba cenniejsze od archiwum Busha.
 

nortus
 
L. Kaczyński zaprosił gejów ze swojego orędzia do Polski

Jak dowiedziało się Radio Zet, para gejów znanych z prezydenckiego orędzia sprzed roku dostała z kancelarii prezydenta pismo z zaproszeniem do Polski na ... wielkanocny festiwal Ludwika van Beethovena.

Parę gejów Brendana Faya i Toma Moultona Polacy poznali przed dokładnie przed rokiem. Przedstawił ją prezydent Lech Kaczyński w swoim orędziu na
temat traktatu lizbońskiego.

Brendan i Tom poskarżyli się wtedy na prezydenta w polskim konsulacie w Nowym Jorku za to, że wyko-rzystał w orędziu zdjęcia z ich ślubu w Kanadzie.

W rocznicę tych wydarzeń reporter Radia ZET Marcin Walter rozmawiał z Brendanem Fayem. I jak się dowiedział para dostał z Kancelarii Prezydenta
pismo z zaproszeniem do Polski na ... wielkanocny festiwal Ludwika van Beethovena.

Gejowska para wciąż chce się spotkać z prezyden-tem Kaczyńskim.Brendan Fay dziękuje za zaproszenie
na wielkanocny festiwal, jednak wolałby spotkać się z prezydentem w dowolnie wyznaczonym przez kancelarię prezydenta czasie.


Kancelaria jednak ich nie zaprasza
wtorek 17 marca 2009 12:04

Para gejów - bohaterów orędzia Lecha Kaczyńskiego
- nie została jednak przez prezydenta zaproszona do Polski.Radio ZET podało,że dostali zaproszenie na festiwal z muzyką Beethovena. DZIENNIK dotarł do pisma z Kancelarii Prezydenta.

"Mam nadzieję, że podróżując po Europie wstąpią Panowie do Polski. Jeśli będzie to w kwietniu, proszę nie przeoczyć w Warszawie 13. Wielkanocnego
Festiwalu Ludwiga van Betthovena" - czytamy w liście wysłanym jeszcze w styczniu,który podpisała
prezydencka minister Ewa Junczyk-Ziomecka.

Podziękowała też Brendanowi Fay'owi i Tomowi Moultonowi za świąteczne oraz noworoczne życzenia dla prezydenta i za ciepłe słowa o Polsce i Polakach.

"Jesteśmy krajem i narodem istotnie bardzo przez historię doświadczonym.Zrządzeniami losu, przez nasz kraj przetaczały się dramatyczne i bolesne
historyczne nawałnice; na niektóre sami też zapracowaliśmy. Jednak to, co działo się w XX wieku głownie na terenach Rzeczypospolitej Polskiej, nie powinno zdarzyć się nigdy. Dramat wojen, cierpienie narodów, wielu milionów
niewinnych ofiar, Holokaustu przede wszystkim, obciąża sumienie całego cywilizowanego świata"

Informacje o zaproszeniu pary gejów dementuje też Andrzej Giza, dyrektor Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena, które organizuje wielkanocny
festiwal. "Kancelaria prezydenta nie ma wpływu na listę gości zapraszanych na koncert. Nie zwracała się też do nas z prośbą, abyśmy do tych dwóch panów wysłali zaproszenia" - mówi DZIENNIKOWI. Dodaje także, że na koncercie nie pojawi się Lech Kaczyński."Urząd prezydenta będzie reprezentowała Pierwsza Dama: Maria Kaczyńska" - podkreśla Andrzej Giza.

===
Czy ktoś może mi po polsku wytłumaczyć:
a/ zostali za proszenie czy nie?
b/ jeśli nie zaproszono ich to po co do nich pisano i reklamowano festiwal?
c/ dlaczego na papierze pałacu namiestnikowskiego?
d/ dlaczego podpisała się prezydencka minister?
e/ na cholerę do nich pisali?
f/ w jakim języku im wysłali pismo: po polsku (patrz załącznik) czy po angielsku?
g/ czy ktoś widział gdzieś głupszych urzędników?
h/ a może zaproszono ich ale wielki brat zabronił i teraz odkręcają sianem sprawę?
  • awatar ponurnik: A Ty co tak smarujesz od rana :)
  • awatar Lazy Bastard: To jest jeden wielki CYRK! A Europa standardowo się z nas śmieje. Mnie przeraża średniowiecze poglądów polityków, którzy rządzą tym krajem.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @ponurnik: nie od rana. Część materiałów zamieściłem wczoraj. Jest taka fajna funkcja publikowania wpisu o wybranym dowolnie czasie. Podobnie jak o leżeniu na dowolnie wybranym boku pod gruszą :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Wszyscy kryminaliści, ludzie zwichrowani moralnie wszelkiej maści,kapłani,którzy zbłądzili,pedofile
recydywiści,osoby biorące udział w wykonaniu kary śmierci to zbłąkane owieczki, które gdy wyrażą skruchę, wracają na łono kościoła.
Seryjny morderca może liczyć na pomoc duszpaster-ską, gdy odsiaduje karę więzienia. A kapłan może namówić go do powrotu do kościoła...

W kościele nie ma natomiast miejsca na: osoby homoseksualne, powtórnie zamężne, poddające się aborcji, żyjące w konkubinacie.

Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, lecz dostrzegam tu pewien paradoks. Jakby kościół katolicki miotał się między postępem a regresją. Jak mam rozumieć tę dwoistość rzeczy?!

Nie będę powtórnie czytać Biblii. Słuchałam nauk kościoła, gdy zbliżały mnie do Boga i pozwalały zrozumieć czym jest człowieczeństwo.Teraz odda-lają mnie od drugiego człowieka, miłosierdzia (dla ofiar gwałtów, dla zrozumienia ludzkiej
"innej" miłości,dla ludzi, którzy nie mają odwagi powiedzieć "i nie opuszczę cię aż do śmierci").

Karać za ból, miłość, która nikogo nie
krzywdzi, miłość partnerską, pomyłkę w miłości?


Świecki kodeks karny kontra prawo kościelne... Pokrywają się one w pewnych częściach, lecz czyny przewidziane w świeckim prawie zasługują na drugą
szansę.
Te których (jeszcze?) tam nie ma - kościół piętnuje. Czyżby był to delikatny nacisk na świeckie prawo? Uzupełnienie go? Przypomnienie o
moralności?

==
Czy ktoś to rozumie?
  • awatar gość: Mnie też to śmieszy - morderca, gwałciciel lepszy od kobiety po aborcji, rozwiedzionego czy homoseksualisty. To może ja kogoś zabiję - Bóg mi wybaczy, zamordowanie istoty mającej miejsce na tym padole jest lepsze niż aborcja...
  • awatar ponurnik: Mnie tam jest wstyd za ciasne umysly na wysokich stolkach.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Nie ma Pan, Panie Prezydencie, zbyt wiele do zao-ferowania naiwnym,którzy powrócili.Za wyjątkiem frustracji, zgorzknienia i stanów depresyjnych
spowodowanych lękiem o przysłowiowe jutro - pisze Ewa Krzywania.

Oto list skierowany do Prezydenta Szczecina 19 stycznia (ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru przez Kancelarię Ogólną szczecińskiego urzędu). Po
zapoznaniu się z jego treścią można zrozumieć moją
frustrację, wynikającą z bezkarnego trwonienia (między innymi moich) pieniędzy na wycieczki do Londynu i składanie ofert bez pokrycia Polakom, którzy mieszkają na Wyspach Brytyjskich [w ramach projektu "Wracać, ale dokąd?" władze Szczecina
namawiały w styczniu polskich londyńczyków do osiedlania się w Szczecinie - przyp. red. GW].

Na odpowiedź Prezydenta czekam dwa miesiące, wydaje mi się, że stanowczo za długo. Wskazanie potencjalnych pracodawców tak bardzo

“potrzebujących”



Polaków z Wielkiej Brytanii, a także miejsc, w których znajdę pomoc w walce z depresją i frust-racją oraz alternatywy dla drożyzny, szarości i
antyobywatelskich postaw urzędników szczecińs-kiego magistratu, nie powinno wymagać tyle czasu.



Szanowny Panie Prezydencie

Zdecydowałam się napisać ten list do Pana, ponieważ irytują mnie doniesienia medialne na temat tego, jak bardzo stara się Pan o powrót Polaków, zwłaszcza tych zamieszkałych na Wyspach Brytyjskich,do kraju.Taki powód miała też Pańska wizyta w Londynie 10 stycznia bieżącego roku.

Jeszcze w sierpniu 2008 r. mieszkałam w okolicach Edynburga.Zatrudniona byłam w Brytyjskim Urzędzie Podatkowym Her Majesty Revenue&Customs w dziale
podatków. Wiodłam z moją rodziną spokojne życie, pensje moja i mojego partnera pozwalały nam nie troszczyć się o chleb codzienny. Szkoła mojej
córki współpracowała z rodzicami, zapewniała nauczyciela będącego jednocześnie tłumaczem, którego zadaniem była pomoc mojej córce w nabyciu
umiejętności językowych. Zorganizowano książki dwujęzyczne, byśmy mogli czytać naszemu dziecku zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Również z inicjatywy szkoły rozpoczęto organizację
działu polskiej książki w miejskiej bibliotece, aby polskie dzieci nie utraciły kontaktu z ojczystym językiem.(...)

Coś jednak nas tchnęło i zdecydowaliśmy się na powrót. Do Polski przyjechaliśmy pod koniec sierpnia 2008 r. I, krótko mówiąc, zaczęły się
tzw. schody. Szkoła mojej córki to obraz nędzy. Zdewastowany budynek,rozbestwione młokosy, nad którymi nikt nie może zapanować. Dzieci zamyka się
w salach i nie wypuszcza na przerwy, [bo] starsi uczniowie mogliby zrobić krzywdę "zerówkowiczom". Powstaje jednak pytanie: kto obroni moje dziecko,
jak już trafi do pierwszej klasy i nie będzie go otaczał parasol ochronny ucznia klasy przedszkol-nej? Na temat szkoły można by się rozpisywać, nie
taki jest jednak cel mojej wypowiedzi.

Obydwoje z moim partnerem jesteśmy z wykształcenia
prawnikami. Nasze umiejętności językowe nie powinny budzić żadnych zastrzeżeń.Mnie się "udało"
znalazłam zatrudnienie w sferze budżetowej jako referent administracyjno-prawny z uposażeniem 2,2 tys. zł brutto, niedługo po przyjeździe. Moja pensja nie wystarcza mi jednak na pokrycie rachun-ków czy zakup żywności. Już przestałam planować wyjścia z dzieckiem na basen czy do kina - po prostu mnie na to nie stać. Jako wykształcony, pracujący obywatel nie jestem w stanie utrzymać się sama, jak wielu moich kolegów korzystam z
pomocy rodziców emerytów. Moje uposażenie dziesięć lat temu wynosiło 2,1tys. zł brutto plus premia. Z całą pewnością dla mnie warunki w tym kraju nie uległy poprawie.Mój partner od czterech miesięcy poszukuje zatrudnienia. Nie może jednak przebić się przez sieć kumoterstwa, jaka oplata szczecińskie urzędy i nie tylko urzędy. (...) Jak sprawić, by ponownie uwierzył, że jest człowiekiem
z ogromnymi umiejętnościami i potencjałem?

Niech mi Pan odpowie na pytanie: po co wizyty [na Wyspach], nagabywania do powrotu? Nie jesteście w stanie zaoferować nam, mieszkającym niegdyś za
granicami, żadnej alternatywy.W Wielkiej Brytanii może jest bardziej wietrznie i deszczowo, ale nawet sprzątacz jest w stanie utrzymać się ze
swojego wynagrodzenia. Wszystko jest relatywnie tańsze, nawet produkty sprzedawane w tych samych opakowaniach w Polsce kosztują dwa razy drożej.

Ogromnie żałuję decyzji o powrocie. Tęsknota i naiwność spowodowana medialnymi doniesieniami skłoniły mnie do najgorszej decyzji mojego życia.
Zadaniem władz samorządowych powinna być troska o mieszkańców (...). Nie ma Pan zbyt wiele do zaofe-rowania naiwnym, którzy powrócili. Za wyjątkiem
frustracji, zgorzknienia i stanów depresyjnych spowodowanych lękiem o przysłowiowe jutro.

Liczę, że zechce się Pan ustosunkować do mojego pisma i udzieli mi Pan odpowiedzi, gdzie szukać możliwości godnego życia w Szczecinie, mieście
dziurawych dróg, skorumpowanych urzędników i podejścia do obywatela jak do wroga, który nie ma i nie powinien mieć nic do powiedzenia.

Czekam na odpowiedź.

===
Nie muszę chyba pisać, że w komentarzach od czytelników GW tego najcudowniejszego miasta  została zmieszana z błotem, opluta, wyzwana od najgorszych i nierobów.
Uważam, ze zrobiła wielki błąd wracając do kraju a do Szczecina w szczególności.
  • awatar gość: brawo, ciekawy list! ale to sie tyczy nie tylko szczecina, ale calej polski.. nie jestem jakas pesymistka ale tu wszystko jest jakby niespelniona wizja politykow obiecujacych utopię.
  • awatar gość: wiesz co...szczecinianie sa cholernie specyficznymi ludzi, u was nigdy nic sie nie uda wasze wizje to niestety wciaz- mak kwaki i salony sukien slubnych, bylego soho i waszych szczecinskich kurw...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @gość: święta prawda. Wielkie g uważająca się za pępek świata. Jutro przypomnę wpis co "obcy" napisał o szczecinie i szczecinianach. Pozdrawiam :)
Pokaż wszystkie (10) ›
 

nortus
 
w prastarym polskim Szczecinie.

Budynek Sądu Okręgowego w Szczecinie.
Piękne wnętrza odkryli dopiero 2-3 lata temu.

Wiele niemieckich gmachów jest tak wykończonych.
 

nortus
 
Żenująca wpadka przed wystąpieniem L. Kaczyńskiego

Urwał się napis zawieszony nad sceną, na której miał wystąpić prezydent.
Wykład otwarty prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego dla kadry naukowej i studentów Wyższej Szkoły Handlowej w Piotrkowie Trybunalskim

---
To pewnie Ruskie zrobili zamach.
  • awatar Anya.: to w Brunatnej zawali się hala :D
  • awatar orionblues: to tylko grawitacja obnażyła spartoloną robotę dekoratorów, ta sama sił a zadziała na siły wzrostu u Panów K, to widocznie musieli podpaść kiedyś sromotnie u ziemi,,,,ona jest pamiętliwa,,,,,,podejrzewam, że palce w tym mieszał łysol z nocnego nieba, a wiecie za co,,,,proste i pozdro,
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Taran na cmentarzu

Jeden pędzący opel, a za nim kolumna radiowozów na sygnałach. W poniedziałek nad ranem w Szczecinie można było obserwować pościg jak z  filmów gangsterskich. Z niecodziennym finałem, bo na Cmentarzu Centralnym.

Na największej szczecińskiej nekropolii do tej pory ścigano zwykle tych, co kradną znicze i kwiaty,ograbiają nagrobki z metalowych elementów. Ale nie zdarzył się jeszcze pościg za domniemanymi
członkami gangu napadającego na stacje benzynowe, jak wczoraj nad ranem.

Tuż po godz. 3 ul. Mieszka I mknął czerwony opel. Za nim w pościgu policyjne wozy "na kogutach". Na wysokości skrzyżowania z ul. Białowieską ścigany
nagle skręcił w stronę cmentarza. Najwyraźniej nie spodziewał się, że o tej porze to ślepa uliczka: drogę kończy zamknięta brama wjazdowa.

- Staranował ją. Rozbił cały przód wozu, poszły szyby, ale jechał dalej. Po około 40-50 metrach wyraźnie stracił panowanie nad kierownicą, bo rozbił się na jednym z drzew alei Leszczynowej - opowiada Andrzej Przygocki, kierownik ochrony Cmentarza Centralnego z firmy "Gemini". - Auto stanęło w poprzek alei. Drzewo zamortyzowało siłę uderzenia na tyle, że samochód nie uszkodził
żadnego nagrobka.

Wszystko wskazuje na to, że w ściganym aucie sie-działy co najmniej dwie osoby. Mężczyźni zdołali wydostać się z wraku rozbitego opla.Policja urzą-dziła na nich obławę. Radiowozy ruszyły z dwóch stron, także od głównej bramy przy ul. Ku Słońcu. Do akcji włączono psy tropiące.

Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że ściganymi byli mężczyźni podejrzewani o udział w grupie dokonują-cej napadów na stacje benzynowe. W pościgu na CC
udało się ująć dwóch z nich.

===
Dziki zachód !!!!!!!!!
 

nortus
 




Dramatyczny kot wzywa pomocy

Oto koci sposób na słanie zakodowanych wiadomości w świat. Metoda jest bardzo prosta: jeden kot, jeden karton, jedna łapa. Jaka wiadomość została
uwieczniona w tym filmiku? Sądząc po minie kota, wyjątkowo ważna.
 

nortus
 

By poranna pobudka była przyjemniejsza

Budzik, który przygotuje ci śniadanie

Poniedziałek rano to chyba najgorsza z możliwych części tygodnia. Mózg działa jeszcze w trybie
"weekend", a tu już budzik wzywa nas do pracy/
/szkoły/zajęcia. O ileż łatwiej byłoby stawić czoło porannym wyzwaniom, gdyby ze snu wybudzał nas taki oto zegarek, serwujący smakowite śniadanie.


Na pomysł budzika, który serwuje śpiochom poranne co nieco, wpadli francuscy designerzy z grupy De Dietrich.


Konstrukcja tego użytecznego wynalazku jest niezwykle prosta. Autorzy projekty postanowili połączyć najprostszy elektroniczny budzik z kilkoma kuchennymi gadżetami: tosterem, czajnikiem
lub wyciskaczem soków.

Przed zaśnięciem właściciel zegarka musiałby, prócz nastawienia godziny pobudki, wybrać menu na śniadanie. Gdy nadejdzie pora pobudki, budzik nie
tylko rozpocznie swój budzący koncert, ale także uruchomi urządzenia odpowiadające za przyrządzenie
posiłku. Gdy wejdziemy do kuchni, będą na nas
czekać ciepłe tosty, szklanka soku lub filiżanka Earl Greya.

A na zdjęciach jeszcze inne cudeńka ww.
a/ idealnie kroi chleb w równiutkie kanapki
b/ idealnie odmierza ilość śmietanki do kawy
c/ dla tych upierdliwych, którzy muszą mieć wszystko idealnie ułożone, co do milimetra.

Żeby żyło się łatwiej
 

nortus
 
... nawet do łóżka, w miłym towarzystwie.

D o b r a n o c

(kiedyś dowlekę się do łóżka,na pewno nie dzisiaj)
Pokaż wszystkie (2) ›