Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 1 lutego 2009

Liczba wpisów: 9

nortus
 

Witam.
Ranek rozpoczął się od dyskusji i kłótni ludzko-kociej.
Kociak postawił na bunt i powiedział,że śniadanie
mu nie smakuje i ona chce inne. A może gołąbka na ruszcie?
Trochę zjadła karmy suchej, nie za wiele ale to już jakiś dobry znak.
A dzisiaj powiedziała, że ona nie chce jedzenia z puszki, które dostała ze swojego pierwszego domu. Tam jadła a tu stawia fochy. Co ją wołałem to przyszła, powąchała i zaczęła miauczeć że jej nie pasi. I odchodziła.
Ja wziąłem swoje śniadanko i poszedłem do pokoju. No to cwaniara położyła się na oparciu fotela i nic, gapiło się przez okno.
Wychodząc z pokoju, zgarnąłem ją z fotela pod pachę i zaniosłem do kuchni. Postawiłem koło miski i powiedziałem żeby spróbowała. Ale ona hyc i uciekła. To ją zawołałem i powiedziałem, że ma zjeść i koniec. Podeszła, pomiauczała, obejrzała się do tyłu gdzie ja stałem jakieś 2 metry od niej, i zaczęła wąchać i jeść.
Wszamała połowę miseczki gdy powiedziałem do niej, że może już na razie przestać. W try miga wyleciała z kuchni.
I zaczęło się szaleństwo zabawy.
Ale wiecie, jeszcze nikt nigdy mnie tak nie słuchał jak Xylia teraz.
Widać, że czasami nie chce, czy się boi (gdy np. przyszli sąsiedzi wczoraj żeby się pobawić z kotkiem) a gdy ją zawołam to przychodzi i ewentualnie pokazuje że nie jest z tego zadowolona
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 

Wieczorem, gdy sobie leżałem już w łóżeczku, maluszek przyszedł do sypialni. Ale nie wskoczył do łóżka tylko znalazł sobie nową zabawę.
Zaczął chodzić w pionie.
Normalnie wszyscy chodzimy w poziomie, po podłodze na przykład.A ona postanowiła to zmienić i wlazła po boku materacu 2 metry po pionowej ścianie. A co tam. Grawitacja jakie ma znaczenie dla kociaka? Żadne, to tylko ludzkie przesądy.
Poszło jej to ekspresowo.
Posiedziała sobie na materacu i gapiła się z góry. Po kwadransie zeszła na dół i położyła się spać w nogach moich.
  • awatar kafepeel: Hello, usuwam cie na chwile ze znajomych, cos ostatnio jestes monotematyczny uwielbiam koty ale zdjecia lubie tylko dobre. Kicia sliczna, wez ja do profesjonalnego fotografa ;-) zasluguje na lepsze zdjecia. Nie jestem zlosliwa tylko szczera. Mam nadzieje ze sie nie gniewasz ? :-)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @agha_ciupaga: nie, nie obrażam się. Nie łatwo mnie obrazić. Koty nie są tematem blogu, chociaż są kochane i na pewno będą się pojawiać. Xylia jest nowym kotkiem, od wtorku dopiero pojawiła się w moim życiu. Wciąż się łudzę, że poprzedniczka się odnajdzie i wróci. Będą dwie wtedy.
  • awatar kafepeel: @nortus skandynawski: o rany !!! tfu tfu trzymam kciuki zeby sie znalazla.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Na to wygląda. Po śniadaniu zmogło mnie. Usnąłem. Dawno mi się nie zdarzyło żebym usnął w biały dzień, po prostu padłem.
Xylia, jak to przystało na grzecznego kociaka, grzecznie położyła się mi w nogach i spała razem ze mną. Aż się obudziłem.

Ugotowałem łososia na obiadek. Oczywiście Xylia dostanie rybkę gotowaną bez przypraw a ja przy- prawioną. Ale nie lubię gotowanej ryby. Smażona, upieczona, grillowana ale nie gotowana.
Ja już zjadłem a Xylia dostanie ją na kolację. Ciekawe czy zje?
  • awatar gość: jaki kochany kotek, moja kotka miała równie niebieskie oczy kiedy przyniosłam ja do domu :)
  • awatar badcat: fajna, a kot jak to kot ryba nie pogardzi tym bardziej lososiem, no chyba ze dasz jej zoltego kanarka:D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @badcat: wrąbała łososia od ręki. Chociaż poprzedniczka, która sama łowi ryby, nie miała ochoty na ich konsumpcje.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Jedziesz do Rosji? Przygotuj się na szok

O Rosji każdy Polak ma dużo do powiedzenia. Ja z Rosji zapamiętam sobie: oczekiwanie na granicy, biedę, dziurawe drogi, smród i pijaństwo. Zapytam
więc, z czego ci Rosjanie są tacy dumni? Ale z drugiej strony: "Nie chcesz, nie przyjeżdżaj" - odpowie każdy z nich.


Niezależnie od tego, kto raczy mi opowiadać o Rosji(a właściwie przestrzegać mnie przed Rosją), słyszę ciągle to samo (wyłączając, rzecz jasna, drobne ubarwienia). Pojechałem zatem do Rosji i przywiozłem z niej garść ciekawostek, o których jakoś się nie mówi, a które pozwalają w pewnym
stopniu Rosję zrozumieć. A w zasadzie zrozumieć, jak bardzo jest dziwna.

Perturbacje na granicy
Jak to z "Matuszką" bywa, ciekawie zrobiło się już na granicy. Zasadnicza różnica pomiędzy przejściem granicznym w Rosji, a przejściem na przykładowej Litwie jest taka, że opuszczając napchanym walizami, torbami i pudłami samochodem rodzinne strony Mickiewicza, na pytanie: "Co wieziecie?" odpowiedź "Nic" jest wystarczająca, by przejechać.
W Rosji nie ma tak łatwo. Żeby przechadzać się po tej mlekiem i miodem płynącej krainie, należy uzbroić się w cierpliwość, a słynną polską
zadziorność zostawić sobie na inną okazję. Przede wszystkim trzeba czekać.
Nerwy ludziom puszczają, bo nie wiadomo, do czego się przyczepią, może coś pozabierają, a nawet zaaresztują.

Naturalnie (bo jakżeby inaczej) trafiłem na przerwę obiadową i choć stałem jakieś sto metrów od granicy, słyszałem doskonale te flegmatyczne mlaskanie i długie ziewanie szanownych państwa celników.Gdy już się wreszcie podjedzie -pierwsze zaskoczenie. To nie oni do mnie podchodzą, jak to się robi w Europie, ale to ja muszę wyjść z samochodu, zostawić otwarte drzwi i bagażnik, a następni truchtem podbiec do oddalonej o pięćdzie-siąt metrów budki, aby tam zaprezentować mój paszport.

Pokażcie bagaż, towarzyszu
Kiedy już to zrobię i kiedy zostanę sprawdzony w jakiejś bazie albo - kto wie - do jakiejś bazy zostanę wprowadzony, szlaban się podnosi. Oczywiście, to tylko początek generalnej rewizji. Kolejnych postojów było tak dużo, że nie dbam już o chronologię, bo i tak bym o czymś zapomniał.

W telegraficznym skrócie:byłem zmuszony wypełniać jakieś karteczki napisane cyrylicą i dopiero po złożeniu uprzejmej prośby o wersję angielską podano mi takową z szuflady, dla porządku wspomnę także o konieczności wyciąganie całego bagażu z samochodu, aby pan celnik mógł sprawdzić, czy przypadkiem nie transportuję kokainy w bagażniku albo kilku kałasznikowów pod maską.
Zmęczony wyciąganiem i wkładaniem ciężkich walizek
podjechałem do następnej budki, gdzie młoda - ale w lot chwytająca socjalistyczny celniczy sposób
bycia - kobieta poczęła zadawać mi zalatujące dawnymi czasami pytania:
- A dokąd jedziesz?
- Do Petersburga.
- Ale po co ?
- Zwiedzać, na trzy dni, tylko na trzy dni?;
- A którędy wracasz?
- Przez Tallin
- A co to jest Tallin?
itp...

Gdy wreszcie zostałem zwolniony z przesłuchania, odetchnąłem z ulgą i wjechałem do Rosji.

Samochodu raczej nie stracisz.
Przed wjazdem do Rosji trzeba wiedzieć o paru elementarnych sprawach, o których nie przeczytamy w przewodniku. Szczególnie, jeśli się jedzie
samochodem osobowym. Tak w ogóle, to według wszystkich moich znajomych podróż samochodem po Rosji jest misją samobójczą, bo "zatrzymają na drodze, samochód, pieniądze zabiorą i jeszcze gębę obiją.A nawet jeśli ominie mnie taka przygoda
to z pewnością rozwalę auto na dziurach drogowych (która to wersja jest, w rzeczy samej, o wiele bliższa prawdzie).

Wracając do meritum, nie wiedziałem o żadnych elementarnych sprawach. Mało tego,nie wiedziałem, że takowe istnieją. Na moje szczęście uświadomił mnie napotkany na granicy kierowca polskiego TIR-a. Z rozmowy dowiedziałem się na przykład, że osobowych to raczej nie kradną (tym bardziej, że ja nie jeżdżę Jaguarem), bardziej już interesują ich TIR-y, ale to "na parkingu podejdą, zakradną się,plandekę rozetną,żeby zobaczyć,co w środku".

.za to przygotuj pieniądze na łapówki dla milicji

Pieniędzy absolutnie nie wymieniać na granicy, ale dwieście metrów dalej; "jest zakręt w prawo prowadzący do małego sklepiku, a za sklepikiem taka niebieska budka, tam zawsze się korzystnie wymienia". A ruble mieć trzeba, bo na trzystuki-lometrowej drodze do Petersburga co chwilę stoją milicjanci schowani w krzakach i zatrzymują każdego, kto przekroczy prędkość 70km/h (a nie
przekraczają jej tylko kierowcy traktorów.
- Ale co, mandaty wypisują? - pytam faceta.
- E tam, panie, jakie mandaty, my zawsze dajemy po pięćdziesiąt rubelków[w przeliczeniu na złote
wychodzi trochę ponad pięć złotych] i puszczają -
uśmiecha się do mnie kierowca.
- Ale mówić coś trzeba? - dopytuję.
- Panie, jakie tam mówić, wkładasz pan w paszport pięćdziesiąt rubli i już - instruuje - Raz na drodze do Petersburga to i siedem razy płaciłem - rzucił mi na pożegnanie ten przemiły człowiek.

Praca milicji w Rosji w ogóle jest bardzo specyficzna. Może się wręcz komuś zdawać, że tych panów w śmiesznych czapkach można spotkać jedynie na drogach. Takie spostrzeżenie łatwo jednak uzasadnić, bo o ile na szosie jakiś kierowca z naprzeciwka co chwilę ostrzegał mnie światłami przed kontrolą,o tyle w samym centrum Petersburga,
na Newskim Prospekcie (odpowiednik warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia) nikt nie spieszył
rozdzielić dwóch chuliganów tłukących się przed restauracją.

Wreszcie w Petersburgu
Załóżmy, że już dotarłem do Petersburga (choć w rzeczywistości o wiele dłużej się wlokłem). W przewodniku wyczytałem, że w mieście tym panuje
niepowtarzalna atmosfera, jakaś zjawiskowa mgła nad wodą, latem występują białe noce, a ludzie są bardzo sympatyczni.

Aby odczuć to na własnej skórze, pierwszego dnia pobytu ruszyłem na miasto.
W białą noc, żeby nie było. Najpierw zareagowały moje nozdrza,a ściślej,z wielu zaułków na ulicach śmierdziało fekaliami. Zaczynałem więc powoli
pojmować, na czym polega "specyficzny zapach" ulic Petersburga,opisywany przez Dostojewskiego.

Zaparłem się jednak i poszedłem w stronę centrum. A w centrum, pod wielkim i bardzo ładnym zresztą Soborem Kazańskim, stała sobie grupka petersburs-kiej młodzieży, studenci prawdopodobnie. Chlali wódkę, zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Aby uatrakcyjnić sobie spożywanie tradycyjnego trunku, zaczepiali przechodzących turystów.

Do Niemców zwracają się następująco: "Wi hajzd du ? Waz izd das? Bija  bauch?" (Jak masz na imię? Co to jest? Brzuch od piwa?). Po czym zaczynają się śmiać. W Petersburgu nie ma zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych, toteż wszyscy piją. A tajemnicza mgiełka nad wodą?To tylko owoc radosnej fantazji zamroczonych magi-cznym eliksirem poetów.Nie czułem w Petersburgu żadnej specyficznej atmosfery, może gdybym upił się wraz z tamtejszą młodzieżą, zacząłbym dostrzegać to, o czym czytam w przewodniku.

Albo taki hotel. Niby zadbany, niby miła obsługa, ale cóż mi po hotelowym szlafroku w łazience i białych papciach, skoro na śniadanie dostaję
ziemniaki i kapustę?

A co ze słynną petersburską zabudową ? Ważniejsze zabytki Petersburga nie mają więcej niż trzysta lat (zresztą podobnie jak całe miasto), ponadto są odrestaurowane. Efekt? Większość z nich, za wyjątkiem cerkwi i soborów, wygląda jak sen pijanego cukiernika, obraz totalnego bezguścia Carycy Katarzyny i spółki, natomiast ja nie czułem się jak w pełnym zabytków mieście, ale jak w Dineylandzie.

Kanały są zerżnięte z Holandii, pomniki są kopią pomników rzymskich, miasto w ogóle nie jest orygi-nalne, stanowi jedynie kopię miast europejskich.
Ambicja i pewność siebie nie mogły wystarczyć Piotrowi, aby zbudować najwspanialsze miasto na błocie, pośrodku niczego. Dostrzegalna jest za to
mania wielkości,przejawiająca się nawet w przydro-nych chwastach, które momentami sięgają trzech metrów wysokości, jak nigdzie na świecie.

Zrozumieć Rosję?
Im dłużej byłem w Rosji, tym bardziej jej nie rozumiałem. Weźmy pod lupę słynny Ermitaż. Interesowały mnie obrazy Degasa, sala z jego dziełami była jednak zamknięta. Udałem się zatem do jakiejś przełożonej, która poinformowała mnie, żebym poszedł do innej kobiety, która może otworzy, a może nie otworzy. Zdziwiony zrobiłem, jak mi przykazała. - Degas interesuje? Proszę, chodź za mną - uśmiechnęła się do mnie wskazana pracowniczka muzeum, otwierając kluczem salę. Podczas gdy pospiesznie kontemplowałem dzieła
francuskiego malarza,miła pani pilnowała wejścia, aby przypadkiem nikt się nie wślizgnął. Ja skoń-zyłem oglądać, ona zamknęła z powrotem na klucz. Jaki to miało sens, tego chyba nigdy się nie dowiem.

Artur Hellich
  • awatar Bezedura: Mimo wszystko może kiedyś tam pojadę. natomiast co do Rosji ogólnie - śniła mi się kilka razy jako wieeelka stara puszcza z piaszczystą dluga droga pośrodku (głowna arteria do Władywostoku to była) obsadzona poukrywanymi w zaroślach bandziorami uzbrojonymi w kałachy.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: na pewno Rosja warta jest zwiedzenia. Ale odległości za duże, lepiej samolotem już się wybrać.
  • awatar Marek: Jeżdżę do Rosji bardzo często, w Petersburgu też bywałem ale to co piszesz to groteskowa wyeksponowana przesada. Równie dobrze mogłeś napisać o tym, że w Ameryce jest źle, bo są Afroamerykanie... Podsumowując piszesz głupoty, Pozdrawiam!
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

“Wyobraźmy sobie,że w 2007r nie było wyborów...”



Kaczyński z kartą kredytową i narzeczoną Szczypińską, Karski formuje rząd na uchodźstwie, Dorn siedzi, a Gosiewski zamiata peron we Włoszczowie.
Janusz Palikot odpowiada na spot PiS-u.

Ale nie gorsze poczucie humoru ma Jareczek K.
Mamy zapomnieć, że rządził, że kolaborował z LPR i Samoobroną,że kryminalistę zrobił wicepremierem
że zaczął budować demokrację kaczą. Ha ha ha
Co by było, gdyby nie było wyborów w 2007 roku? Palikot się zastanawia i prezentuje na swoim blogu historię alternatywną "Rzeczpospolitej Obojga Kaczorów" (termin własny Palikota). Niejeden kabareciarz mógłby pozazdrościć
wyobraźni posła...

Nadal rządzi PiS-LPR-Samoobrona. Andrzej Lepper, Roman Giertych,Jarosław Kaczyński i trzy kobiety
"Pozostali członkowie rządu to osoby nowe, z
pierwszego składu nie został nikt, bo Ziobro zapudłował własnych kolegów pod chwytliwym PR-owsko hasłem "Aresztujemy wszystkich, zaczynamy od siebie!" - pisze Palikot.
W więzieniu siedzą Janusz Kaczmarek oraz Ludwik Dorn z Sabą.
Gosiewski - "skazany za niefortunne użycie słów: "Jarku ty mój" - w ramach
robót publicznych zamiata peron we Włoszczowie". Karol Karski zdążył uciec meleksem na Cypr i montuje tam rząd na uchodźstwie.

Najwięcej miejsca Palikot poświęcił jednak prezesowi PiS. "Jarosław Kaczyński przeżywa najlepszy okres swojego życia: zapisał się na kurs prawa jazdy i dostał kartę kredytową z PKO BP
wprawdzie jeszcze jej nie użył, ale już wybiera się do bankomatu. Poza tym, za radą Bielana, oświadczył się Szczypińskiej, a ta oświadczyny przyjęła" - czytamy na blogu.
  • awatar prawieidealnie: Oooo. Jak głowa państwa to zobaczy to będzie czuć się "nakryta". :D
  • awatar kafepeel: No dobra, nie usuwam cie ze znajomych. Ale pliz, zrob jakies ladne zdjecia twojej kici - jak nie mozesz to przyjezdzam z odsiecza :P
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Wielu polskich pracowników znalazło już pracę w Norwegii. A teraz, w dobie kryzysu, imigrantów znad Wisły... wciąż przybywa!


Zachodnia Norwegia to dwa duże centra - Bergen i Stavanger.Bergen to drugie co do wielkości miasto
z rozwiniętym przemysłem stoczniowym,rafineryjnym
oraz maszynowym.Stavanger jest stolicą przemysłu
naftowego, działa tu także branża stoczniowa i budowlana. To właśnie te regiony kraju Polacy obrali sobie jako kierunek emigracji.

Brakuje pracowników

- Ciężko tu mówić o kryzysie.Ludzi wciąż brakuje. Do Stavanger przyjechało ostatnio 20 nowych kie-rowców, odeszło 4, jest nas teraz ponad 150, a to
wciąż za mało- mówi Mirek ze Szczecina, kierowca z 2-letnim stażem z Norwegii.

Norwedzy zwalniają się, a w ich miejsce zatrudnia się przybyszów z Polski,Niemiec czy nawet Szwecji.
- Nawet dyspozytorzy są już z Polski. Podobnie w
Bergen:tutejsza firma transportowa Tide zatrudni-ła 18 nowych pracowników,mimo że już ok.30naszych rodaków jest tu zatrudnionych. Nasza szkoła pęka
w szwach - mówi Anna Maria Kolman, specjalistka ds.kursów językowych dla firm szkoły FU w Bergen.
- Mamy specjalne kursy dla polskich kierowców,
cieśli,murarzy itd. Wcale nie zauważyliśmy spadku zapotrzebowania na pracowników-imigrantów,a wręcz przeciwnie-potrzeba nam coraz więcej nauczycieli, bo osób chętnych do nauki przybywa.

-To prawda-przyznaje pracownik urzędu podatkowego w Stavanger. - Polacy stanowią jedną trzecią naszych petentów, oznacza to dziennie ok. 100-120
osób. Przekrój jest różny: od studentów, przez pracowników transportu,budowlańców,członków rodzin
inżynierów, po sprzątaczki i pielęgniarki.
Informacje w urzędzie już dostępne są w języku polskim, mamy polskiego pracownika, a nasze koleżanki w wolnych chwilach wertują polsko--norweskie słowniki - dodaje.

Praca przez agencję
Wielu Polaków znajduje pracę w Norwegii przez agencje pośrednictwa, które również zatrudniają już polski personel oraz specjalizują się w rekru-tacji do poszczególnych branż. Np. w Stavanger Adecco prowadzi nabór personelu budowlanego, a Fleksi-nabór kierowców.Firmy organizują szkolenia językowe dla Polaków(czasem nawet przed przyjazdem
do Norwegii),pomagają znaleźć lokum oraz załatwić wszelkie formalności. - Pierwsze mieszkanie załatwione przez firmę było małe, ale przyjemne i schludne - wspomina pracownik zatrudniony przez Fleksi.- Firma wynajęła cały budynek i podzieliła go nośnymi ściankami na 10 pokoi. Każdy miał przynajmniej swój własny pokój i nie trzeba było mieszkać w tłumie, jak to się słyszy od innych Polaków - Teraz będzie łatwiej - śmieje się Agnieszka, która przyjechała z dzieckiem do męża w Sandnes.-Bałam się,że nie dam rady bez znajo-mości języka... ale tu jest wszystko po polsku! Jutro posyłam dziecko do przedszkola, a sama zapiszę się na kurs! Mąż przyjechał z Trondheim do Rogaland i tu zaczynamy nasze nowe życie!

- Przyjechałem z Norwegii na studia magisterskie - zaczyna swoją historię Krzysztof Kuczyński z Poznania. - Wcześniej pracowałem w Londynie.
Planowałem jedynie studia w Stavanger, bo są po angielsku i za darmo,jednak uwzględniając tutejsze
stawki i możliwości, planuję zostać w Norwegii na
stałe - dodaje. Krzysztof jest jednym z wielu polskich studentów na Uniwersytecie w Stavanger. Polacy studiują tu praktycznie na wszystkich
dostępnych kierunkach - od turystyki i ekonomii po filologie nordyckie czy studia techniczne. - Nawet w biurze rekrutacji jest Polka! - śmieje się Krzysztof.

Michał Mazurek
  • awatar tapety: wikingowie? Oni od zawsze byli "mocni"
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Istnieją dwa sposoby ucieczki od prozy życia: muzyka i koty.

Albert Schweitzer


Czas spędzony z kotami nigdy nie jest czasem straconym.

Colette


Problem z kotami polega na tym, że mają ten sam wyraz pyszczka, kiedy widzą ćmę latającą wokół lampy i mordercę z siekierą.

Paula Poundstone
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 
Xylia zjadła łososia w tempie ekspresowym.

Od razu, jak tylko podeszła do miski, zaczęła wcinać różową rybkę. Połowę zostawiła sobie na później.
Damulka.
 

nortus
 

Kolorowych snów o ptaszkach i kurczaczkach, zielonych łąkach i cudownych klombach.

A jutro idziemy do Pana/Pani doktor na kawę, to znaczy ja na kawę a Xylcia na macanie kontrolne.

Widzę, że Xylia jeszcze młoda i głupiutka. Bo gdy ja śpię to i ona śpi i czeka aż się przebudzę. Silka ja miała interes to mnie bezczelnie deptała i budziła - ostatecznie to ona była Panią domu. Ale pewnie i Xylia niedługo będzie tak postępować.
A na razie - jak dotąd - usypia mnie swoim murmurandum.