Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 8 grudnia 2009

Liczba wpisów: 18

nortus
 
Witam serdecznie i mgliście z przebijającym się słońcem.



Pewnie 20 złotówki są jednymi z najbardziej popularnych banknotów w naszych portfelach.

Ale życzę Wam żebyście takich 20-stek mieli jak najmniej w portfelach.


Sama moneta ma nominał 20 zł i nietypowy, prostokątny kształt. Na awersie znajduje się "Kompozycja unistyczna 13" Strzemińskiego, na rewersie profil artysty na tle "Kompozycji przestrzeni" oraz paleta z kolorowymi farbami. Wyemitowano ją w 100 tys. egzemplarzy. Kosztuje 121 zł. Można ją kupić, a na pewno wczoraj była dostępna w łódzkim oddziale NBP.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
orionblues
 
Nortus & Potworna spółka > orionblues: Kaczyński pochodzi od Mieszka I

wiadomosci.gazeta.pl/(…)Powstaje__Wielka_Genealogia…


www.dziennik.pl/(…)Kaczynscy_wywodza_sie_od_Mieszka…


tylko nie pęknij ze śmiechu.
Ty jak zwykle z polotem o tym napiszesz   pozdrawiam
  • awatar orionblues: toś mnie zaskoczył, to hierarchiczne kłamstwo tysiąclecia, parę dni temu przedstawiłem figurkę Farmazona II, znalezioną koło małej piramidki do ostrzenia żyletek, najprawdopodobniej był on właścicielem kiosku z papirusami i żyletkami dla konusów kapłańskich, przecież wszyscy golili się na łyse pały, przed wejściem do egipskiej Rydzykowni. Stąd też należy poszukiwać korzeni, a potem przesunąć się do afryki środkowej, ponieważ z tamtąd pochodzi piramidalny lud zjadaczy korzonków,,,,którzy przybrali pion w drodze obrazy osobistej, od swoich braci szympansów i goryli,,,,pozdro,,,a piramidy już były jak oni przyszli z żyletkami,,,pozdro,,
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Orionblues: nie, nie, nie. on na pewno od małpy nie pochodzi. jeżeli już to odwrotnie. ale on nie ewoluował, jego stworzył osobiście stwórca. razem z kijankami
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Wśród swoich przodków mają założyciela państwa polskiego Mieszka I.Ale również królów i książęta,
a nawet spiskowców.
O kim mowa?
O braciach Kaczyńskich. [ :D :D :D :D :D ]

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski jest za to potomkiem szwedzkiego króla Inge I.

Oto zaskakujące wyniki badań genealogicznych.

W drzewie genealogicznym rodziny Kaczyńskich można się doliczyć 30 pokoleń wstecz. A wśród słynnych praprzodków są królowie: Bolesław Chrobry i Bolesław Krzywousty, książę Mieszko I. Ale także autor wiekopomnego dzieła "O poprawie
Rzeczyspospolitej" - Andrzej Frycz-Modrzewski.

Tego wszystkiego doszukał się podczas swoich badań Marek Jerzy Minakowski - autor największego spisu genealogicznego w Polsce. Jego pracę prezentuje swoim serwisie tvn24.pl. Minakowski - doktor filozofii, pasjonat historii od ośmiu lat buduje "Wielką genealogię". To baza rodzinnych koligacji, sięgających początku wieków średnich.

Przodkami obecnego prezydenta i jego brata - szefa największej partii opozycyjnej -byli również
emisariusze królewscy, senatorowie, posłowie Sejmu
Wielkiego, kasztelani i starostowie. Nie brak też awanturniczych posłów Sejmu Czteroletniego i średniowiecznych spiskowców, jak Świętopełk I
Przeklęty. Był on starszym bratem Jarosława Mądrego, którego przepędził z tronu Kijowa, przy wsparciu wojsk Bolesława Chrobrego. Zapłacił jednak za to życiem, które stracił w niewyjaśnionych okolicznościach.

Genealogia rodziny Tusków jest nieznana, za to Marek Minkowski dokopał się do przodków marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Wiadomo, że był wśród nich przywódca Powstania Warszawskiego generał Tadeusz Bór-Komorowski. Ale jeśli sięgnąć do dalekiej przeszłości, to okazuje się, że marszałek Sejmu jest spowinowacony w 29.pokoleniu ze szwedzkim monarchą Inge I. Rządził on w latach 1070-1112 i zwalczał pogan w Szwecji.

"Każdy jest jakoś skoligacony z Mikołajem Rejem, trzeba tylko dobrze poszukać" - podkreśla w rozmowie z TVN24 Marek Jerzy Minakowski.

--
"Każdy jest jakoś skoligacony z Mikołajem Rejem, trzeba tylko dobrze poszukać" - to jest słowo klucz. Bo przecież każdy miał ojca, dziada (również tego co miał spieprzać), pra .....
Jak mnie pamięć nie myli to Hitler wywodził się, wg ówczesnych genealogów piszących na jego zlecenie wprost od Walkirii i Pierwszego Cesarza Zjednoczonej Europy - teraz pseudonaukowcy dorabiają gębę miłościwie wam panującego. Ale to błąd, co najmniej od św. Piotra pochodzą, a kto wie, jak dobrze poszukać w Judei to może i od ...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: achhhhhh to spojrzenie wodzowskie ....
  • awatar gość: Nooo... tak naprawdę to jest spokrewniony również z człowiekiem z Kromanion... a nawet z Adasiem z Edenu... :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @gość: i ciekawe z którym z braci: Kainem czy Ablem?
Pokaż wszystkie (8) ›
 

nortus
 

Oto lista płac w PZPN:

Grzegorz Lato - prezes PZPN, pensja 50 tys. zł, 2000 zł za każde posiedzenie zarządu, przewodniczący spółki Euro 2012.

Rudolf Bugdoł - wiceprezes PZPN. 8000 zł pensji w Śląskim Związku Piłki Nożnej, 15 000 miesięcznie - umowa zlecenie w PZPN, 2 000 za każde posiedzenie zarządu, wiceprzewodniczący spółki Euro 2012.

Antoni Piechniczek - wiceprezes PZPN, 15 000 zł miesięcznie umowa zlecenie z PZPN, 2000 zł za każde posiedzenie zarządu.

Stefan Majewski - członek zarządu, kontrakt trenera kadry do lat 23 – 35 tys. zł miesięcznie, 2000 zł za każde posiedzenie zarządu.

Adam Olkowicz - wiceprezes zarządu, 20 000 zł kontrakt, 2000 zł za każde posiedzenie zarządu, wiceprzewodniczący spółki Euro 2012.

Jan Bednarek - wiceprezes PZPN, umowa zlecenie w PZPN 4 000 zł, 2 000 za każde posiedzenie zarządu.

Edward Potok - członek zarządu PZPN, umowa zlecenie w PZPN 4 000 zł, pensja prezesa Łódzkiego Związku Piłki Nożnej 5 000 zł, za każde posiedzenie PZPN 2 000 zł.

Zdzisław Drobniewski - członek zarządu, 2 000 zł za każde posiedzenie zarządu, zasiada w Radzie Nadzorczej Ekstraklasy SA, jest delegatem PZPN na spotkania ligowe - 800 zł za mecz.

Mirosław Malinowski - członek zarządu. 2 000 zł za każde posiedzenie zarządu, delegat UEFA (wynagrodzenie we frankach szwajcarskich), w komisji rewizyjnej spółki Euro 2012.


za. fakt.pl
 

nortus
 

Wielokrotnie widzieliście marszałka stukającego laską trzykrotnie na rozpoczęcie obrad Sejmu. Warto dowiedzieć się więcej o tym niecodziennym
przedmiocie.


Laska już w średniowieczu była oznaką godności i władzy, tak duchownej jak i świeckiej.

W Polsce od końca XIV wieku używali jej urzędnicy królewscy - marszałkowie wielcy i nadworni. Na forum izby poselskiej, zanim jeszcze wykształciła się funkcja marszałka - jak wynika za źródła ikonograficznego (ilustracji) z początku XVI wieku - laskę trzymał poseł aktualnie prowadzący obrady. Można przypuszczać, że za wzór wzięto z obrad rady królewskiej, późniejszego Senatu, gdzie marszałek wielki lub nadworny z nieodzowną laska w dłoni z upoważnienia monarchy czuwał nad formalnym tokiem obrad.


W Rzeczypospolitej szlacheckiej laska utrwaliła się jako symbol władzy marszałka Izby Poselskiej oraz znak trwania obrad. Praktykowano zwyczaj, że
obrady izby i pracami do czasu wyboru nowego marszałka kierował marszałek poprzedniego Sejmu, nazywany wówczas "marszałkiem starej laski". W czasach saskich obrady "pod stara laską" toczyły się niekiedy kilka tygodnie, a czasami Sejm rozchodził się bez wybrania nowego marszałka. Gdy wybór nastąpił nowo wybrany uroczyście przyjmował laskę z rak poprzednika. O znaczeniu jakie przywiązywano do laski świadczy postępek posła Tadeusza Rejtana na sejmie rozbiorowym w 1773r. Chcąc zanegować legalność wyboru posła litewskiego
Ponińskiego na marszałka, Rejtan sam chwycił laskę i siadając na miejscu marszałka oświadczył, że może być tak samo samozwańczym marszałkiem jak Poniński.

Obok wymiaru symbolicznego, niemniej ważne było praktyczne wykorzystanie laski. Uderzeniem w podłogę marszałek starał się uspokoić zbyt burzliwie obradujących posłów. Bywało, że jak 4 lutego 1704 roku "dzień cały nieszczęśliwy był, bo i trzy laski marszałkowskie złamały się, gdy nimi bił o ziemię, aby się uciszyli". Stanisław Konarski opisywał w dziele " O skutecznym rad sposobie" wysiłki marszałka, który na początku sesji "zawsze z godzinę (...) szamotać się musi z ludzi gminem i z ustawiczna falą, pchająca się na środek izby, musi swymi ramionami i laką ową tak poważną, odpychać". Jeśli zacny reformator przesadził, to niewiele.
Wiemy przynajmniej dlaczego tak nieliczne egzemplarze przetrwały do naszych czasów.

Znaczenia symbolicznego nabrała laska Władysława Ostrowskiego, marszałka Izby Poselskiej doby powstania listopadowego. Jej drzewce po ostatniej sesji w Płocku pocięto na krążki, które opatrzone lakowym odciskiem pieczęci sejmowej oraz podpisem marszałka, rozdano uczestnikom jako pamiątkę
powstania.


Laską posługiwali się oczywiście marszałkowie krajowi w Galicji.
W zbiorach Muzeum Historycznego miasta Krakowa zachowała się pięknie zdobiona laska Mikołaja Zyblikiewicza, marszałka w latach 1882 - 1886. O cieszącym się ogromnym autorytetem pierwszym marszałku krajowym, Leonie KS. Sapieże posłowie włościańscy mawiali, że "gdy stuknie laską to i gubernator milczy".
Nie trzeba dodawać, że gubernator reprezentował cesarza i był pierwsza osoba w Galicji.


W II Rzeczypospolitej laska marszałkowska pozostawała symbolem godności marszałka Sejmu i używana była przy okazji otwarcia i zamknięcia sesji, do uciszania zaczęto stosować dzwonek.

Trzykrotne stuknięcie laską symbolizowało trzy stany sejmujące dawnej Rzeczypospolitej, czyli króla, Senat i Izbę Poselską.

Marszałek Sejmu Ustawodawczego, Wojciech Trąbczyński posługiwał się laską podarowaną przez posłów na imieniny 23 kwietnia 1920 roku i stanowiącą z tego tytułu jego osobista własność. W Sejmie I kadencji używano skromnej laski nieznanej proweniencji, określanej umownie jako
"laska Rataja", która służyła również w następnych sejmach II Rzeczpospolitej.

Stenogramy z obrad milczą o przekazywaniu laski nowo wybranemu marszałkowi przez marszałka-seniora, ale pozostawała ona nadal znakiem trwania obrad,gdyż - jak można wnosić ze skromnej ikonografii - w czasie pomiędzy sesjami lub w okresach międzykadencyjnych nie było jej na Sali.


We współczesnym Sejmie dość powszechne jest wyrażenie "wnieść projekt do laski marszałkowskiej" oznaczający przekazanie projektu ustawy przez wnioskodawców marszałkowi. Kiedyś, niektórzy historyk uważali, iż w dawnych laskach istniały specjalne otwory, w które wkładano spisane projekty sejmowych dokumentów. Dziś nie podziela się tego poglądu. Laska to symbol
władzy i godności marszałka.


z: sejm.gov.pl
 

nortus
 
Osiemset hektarów ziemi i 3,7 mln zł unijnych dopłat, to "dorobek" byłego wiceministra środowiska i osób z jego najbliższego otoczenia. Wszystko dzięki fikcyjnym meldunkom - twierdzi "Rzeczpospolita".

Sprawa Macieja Trzeciaka (PO) głośna jest już od roku. To wówczas "Rzeczpospolita" i "Superwizjer" TVN zarzuciły mu,że dzięki fikcyjnemu meldunkowi
kupił 206 ha ziemi, obsadził je orzechem włoskim i dostaje unijne dopłaty. Śledztwa wszczęły policja i CBA. Urzędnik zapewniał, że jest
niewinny, ale podał się do dymisji.

Teraz "Rzeczpospolita" dotarła do świadków, którzy nie kryją, że Trzeciak meldował się fikcyjnie, podobnie jak związane z nim osoby (kosztowało to ok. 1000 złotych). Jedna z tych osób powiedziała gazecie, że czyniła to tyle
razy, że już zapomniała ile.


W efekcie "spółka rodzinna" Trzeciaka kupiła na przetargach (organizowanych dla miejscowych rolników - po to potrzebny był meldunek) 800 ha ziemi, z czego na 600 ha uprawia orzechy włoskie, za które przez pierwsze pięć lat dostaje sowite dopłaty z UE.
Tylko na swoje 206 ha były wiceminister otrzymał z Unii od 2007 r. niemal 520 tys. zł.

Jego żona dostała od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ponad 800 tys. zł dopłat. Co ciekawe zgłosiła grunty, które od Agencji
Nieruchomości Rolnych dzierżawi zupełnie inna osoba.


Trzeba się umieć ustawić.
  • awatar amator.fotografii: Ty zajumasz ze sklepu mp3 za 25 zł i pójdziesz siedzieć a poseł zajuma 3 mln i poda się do dymisji:P hehe:)
  • awatar mordotymoja: Maciej Trzeciak został wiceministrem z rekomendacji PO (od grudnia 2007 r. do stycznia 2009 r. - wcześniej wojewódzki konserwator przyrody w Szczecinie) i jego przekręt orzechowy miała zbadać Pitera! Czy już napisała "raport"? Kto wie??? Ps. Podziwiam "obiektywizm" autora notki
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @mordotymoja: OK. Poprawiłem. Artykuł dotyczył PIS więc logiczne, że ta sprawa też.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Zdjęcie otyłego pasażera samolotu linii American Airlines wyciekło niedawno na blogu flightglobal.com. I sprowokowało Was do gorącej dyskusji, a nas do przyjrzenia się bliżej tej sprawie.

Żeby uzmysłowić sobie, z jak poważnym problemem mamy do czynienia, na początek cofnijmy się w czasie o sześć lat i przypomnijmy najbardziej
dramatyczne wydarzenie.


Katastrofa

Jest 8 stycznia 2003 roku. Niewielki samolot linii Air Midwest (US Airways Express) startuje z lotniska w Charlotte w Karolinie Północnej. Ma lecieć do Greenville w Karolinie Południowej. Ale już kilka sekund po starcie nos samolotu niebez-piecznie unosi się do góry, piloci nie są w stanie nic zrobić - maszyna rozbija się o hangar lotniska. Nie przeżył nikt spośród 19 pasażerów i 2 członków załogi.

Komisja badająca wypadek, wskazała dwie niezależne przyczyny katastrofy: błąd mechaników oraz przeciążenie samolotu. Ważył aż o 272 kg za dużo! I to mimo że linie przestrzegały norm dotyczących ciężaru pasażerów i bagażu,wymaganych przez amerykańską Federalną Agencję Lotnictwa (FAA).
Jak to możliwe?
Normy ustalono w 1936 roku i od tamtej pory nie były zmieniane. A społeczeństwo tyje...

Po katastrofie w Charlotte FAA postanowiła sprawdzić, ile obecnie waży przeciętny pasażer. I podwyższyła średnią wagę z 81,7 kg do 86 kg (wliczając w to bagaż podręczny). A na wszelki wypadek zaleca wszystkim przewoźnikom,którzy latają niewielkimi samolotami pasażerskimi, aby nie polegali na średniej, tylko sprawdzali rzeczywistą wagę pasażerów przed lotem.

- Po tym wypadku zdaliśmy sobie sprawę, że normy wagowe, które przyjęliśmy prawdopodobnie nie odzwierciedlały obecnej sytuacji amerykańskiego
transportu publicznego - powiedział Less Dorr, przedstawiciel FAA.

W mediach i wśród pasażerów rozgorzała dyskusja, która trwa do dziś. O bezpieczeństwie, ale przede wszystkim o komforcie podróżowania - otyłych
osób i chudszych współpasażerów. I o tym, jak linie lotnicze traktują otyłe osoby.

Problem jest najbardziej widoczny w Stanach Zjednoczonych, ale nie łudźmy się - jesteśmy coraz grubsi (i coraz częściej latamy), nas też to czeka.
Zresztą nie tylko nas. Według WHO w 2015 roku na całym świecie 2,3 mld ludzi będzie miało nadwagę.

Fotele są zbyt wąskie...

Jednak linie lotnicze zdają się tym nie przejmować
Szerokość foteli lotniczych nie zmienia się od lat. W większości samolotów pasażerskich wynosi od 43 do 46 cm. Brytyjski Urząd Lotnictwa Cywilnego (CAA) w raporcie z września 2001 r stwierdził, że taka szerokość jest "całkowicie nieadekwatna do potrzeb większych pasażerów". I zalecił powiększyć fotele do co najmniej 50 cm. Efektów na razie nie widać.


Jak kończy się podróż w takim fotelu i w towarzystwie osoby z bardzo dużą nadwagą? W najlepszym wypadku skargami typu "On ma prawo siedzieć na fotelu obok mnie. Ale nie ma prawa siedzieć na moich kolanach!" W najgorszym -
uszczerbkiem na zdrowiu.


...i podróż przypomina koszmar

Tak jak w przypadku Barbary Hewson,która spędziła 11-godzinny lot z Londynu do Los Angeles dosłownie przygnieciona przez współpasażerkę. Krwiak na klatce piersiowej, uszkodzone mięśnie nogi, rwa kulszowa, miesiąc w szpitalnym łóżku i długotrwały ból - to efekt podróży w "niekomfortowych" warunkach.

- To było okropne. Ta kobieta była tak olbrzymia, że dosłownie siedziała na mnie. Jej lewa noga przygniatała moją prawą, a jej ramię spoczywało na mojej klatce piersiowej, przyciskając mnie. (...) W połowie lotu odkryliśmy, że jej mąż siedzi tuż za nią. Dobrze wiedział, że lepiej nie siadać koło własnej żony - opowiada Hewson w rozmowie z "The Times".


Otyli płacą za dwa miejsca. Albo nie. Ale na ogół tak.

Powtarzające się coraz częściej skargi od pasażerów zmuszają linie lotnicze do działania - i wprowadzenia wymogu wykupienia drugiego miejsca przez otyłe osoby. Amerykańskie tanie linie Southwest Airlines, największy na świecie
przewoźnik pod względem liczby pasażerów (dane z 2007 r.), już ponad 20 lat temu zdecydowały się na wprowadzenie takich rozwiązań.

Zasada jest prosta: pasażer, który nie mieści się w fotelu i nie może opuścić podłokietników, musi wykupić dodatkowe miejsce. Jeśli w samolocie są
dodatkowe niewykupione miejsca - linie zwracają pasażerowi koszt drugiego biletu.
Według Southwest tak dzieje się w 97 % przypadków.


W kwietniu tego roku na sformalizowanie tego typu procedur zdecydowały się również United Airlines. Inne linie tylko "nakłaniają" pasażerów do kupna
drugiego biletu. Jeszcze inne, jak np. Air France, proponują otyłym osobom rezerwację drugiego miejsca po niższej cenie (do 33 proc.).

Air New Zealand idzie dalej - obsługa stara się zapewnić drugie miejsce bez dodatkowych opłat, nawet jeśli oznacza to przeniesienie innego pasażera do lepszej klasy. - Nie możemy odmówić lotu. To by oznaczało dyskryminację. Ale Continental Airlines twierdzi, że jak
najbardziej można odmówić wejścia na pokład osoby, która nie może bezpiecznie usiąść ze względu na swoją wagę.


Najlepiej mają Kanadyjczycy podróżujący liniami krajowymi: zgodnie z wyrokiem sądu najwyższego z końca 2008 roku taki przewoźnik ma obowiązek
zapewnić dodatkowe miejsce osobie otyłej lub niepełnosprawnej.


PLL LOT: Te sprawy ustalamy indywidualnie
- Jeżeli pasażer spodziewa się, że będzie mu niewygodnie, może wykupić dodatkowe miejsce - powiedział w rozmowie z nami przedstawiciel LOT-u. Ale nie musi. Nie ma sztywnych regulacji dotyczących sytuacji otyłych pasażerów (których, dodajmy, wśród polskich podróżnych nie ma jeszcze aż tak dużo). -Sytuacje wyjątkowe rozpatrujemy indywidualnie - usłyszeliśmy.


Jeśli samolot nie jest zapełniony, obsługa stara się tak "zagrać miejscami", żeby posadzić otyłą osobę obok wolnego fotela.Nie zdarza się jednak, by znalezienie dodatkowego miejsca wiązało się z przeniesieniem pasażera z klasy ekonomicznej do klasy biznes.


Jeśli nie ma już wolnych miejsc, w czasie odprawy pracownicy LOT-u mogą zaproponować kupno drugiego biletu. Do tej pory miał miejsce tylko jeden
przypadek, kiedy trzeba było przeprowadzić taką rozmowę (pasażer kupił drugi bilet) - zapewnia polski przewoźnik. Ale podobnej sugestii otyły pasażer nigdy nie powinien usłyszeć w czasie rezerwacji biletu. - Pytania na ten temat miałyby charakter dyskryminujący - mówi przedstawiciel LOT-u.


Nigdy też pasażer nie dowie się, że został w czasie odprawy uznany za osobę,której waga jest "znacznym odstępstwem od średniej wagi pasażera". Ze względu na bezpieczeństwo samolotu (chodzi o odpowiednie wyważenie maszyny)służby kontrolne muszą otrzymać taką informację od obsługi.


Upokorzenie

Czasem jednak dochodzi do sytuacji upokarzających dla "zbyt dużych" pasażerów. I czasem kończą się one w sądzie.Jean-Jacques Jauffret od pracowników Air France usłyszał "gdy ktoś jest gruby, musi kupić dwa miejsca". I został zmierzony za pomocą taśmy do bagaży.

- Werdykt sądu dowodzi, że linie lotnicze przewożą osoby, a nie tylko kilogramy -stwierdził adwokat Jauffreta.

Również przeprosinami skończyła się sprawa Włoszki, której w obecności innych pasażerów pracownicy linii Easyjet zaproponowali zważenie na wadze do bagażu (i kupno dwóch biletów). Australijka, która musiała wykupić dwa miejsca - nie obok siebie - także doczekała się przeprosin.


Dlaczego mam płacić? Bo inni pasażerowie się skarżą

Jedni pasażerowie potulnie płacą za drugie miejsce, inni protestują. Bo to dyskryminacja. Bo nawet wysokie osoby są traktowane lepiej niż otyli:niektóre linie lotnicze oferują miejsca z dodatkową przestrzenią na nogi -wystarczy tylko dopłacić do biletu. A otyli za dodatkową przestrzeń muszą wykupować cały bilet. Dlaczego?

Linie Southwest wprowadzenie takich regulacji tłumaczyły skargami pasażerów:dziewięć na dziesięć dotyczyło otyłych i kłopotliwych współpasażerów. A linie United Airlines w 2008  otrzymały aż 700 tego typu skarg.


Bo otyli pasażerowie są kosztowni

W 2004 roku amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób przedstawiło raport dotyczący wpływu otyłości na przemysł lotniczy. Cięższy
samolot spala więcej paliwa - i przelot więcej kosztuje. Tylko w 2000 roku przewoźnicy w USA stracili w ten sposób 275 mln dolarów.


Im bardziej jesteśmy grubi, tym więcej tracą linie lotnicze. Niezależnie od przyjętego rozwiązania. Jeśli upychają pasażerów na siłę jak sardynki,zwiększa się zużycia paliwa. Jeśli wymienią fotele na większe (a tym samym zmniejszą ich ilość), zwiększą komfort podróży i zmniejszą obciążenie maszyn - ale stracą na ilości sprzedanych biletów.

dziennik.pl
  • awatar amator.fotografii: a jak ja ważę 55 kg to powinienem placić połowę ceny a zawsze moge wziąść jakaś fajną blondi na kolana:) co do podatku dla otyłych to za sam pomysł tego kto tak chce bym za jaj... powiesił....
  • awatar kokosowy'bananek: @amator.fotografii: popieram! i współczuje tym ludziom.. A ten Pan? jak on doleciał w takiej pozycji? chyba wygodniej byłoby mu na podłodze...
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @kokosowy'bananek: ale na podłodze też nie ma dużo miejsca.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

PiS stawia na nowoczesność - to motto PiS-u, które zapowiedział Jarosław Kaczyński.

- Jesteśmy zdecydowania najnowocześniejszą partią w Polsce - chwalił się w wywiadzie dla Radia Kielce.
Widać przekonanie się do internetu, to już dla prezesa PiS nowoczesność.

Pora więc sięgnąć bliżej po wzorce. PiS stawia na Bawarię.  
- Katolicki kraj, który był najbiedniejszy w zachodniej części Niemiec, a dzisiaj jest najbogatszy.  To jest ten sukces, do którego się odwołujemy - mówi.

Nie zapomniał jednak o żelaznym elektoracie partii: - Ale oni ze swojej tradycji nie zrezygnowali. I my też chcemy, żeby Polacy nie zrezygnowali ze swojego poczucia odrębności - opisuje Kaczyński. Piwo, jak sam mówi lubi, więc nie dziwi nas jego wybór.



Co oni mu dodają do jedzenia? Nawet nie wie z czego jest marysia (nie bratówka).
A co będzie jak i tam napiszą o nim kartofel?
 

nortus
 

Nie trzeba będzie nosić kart, czy pieniędzy.
Wystarczy nam... zegarek.

Bo BZ WBK chce takie gadżety, które zadziałają jak karty zbliżeniowe rozdać klientom. Obecnie instytucja testuje te urządzenia, by sprawdzić, czy działają tak jak powinny.


"Testujemy takie urządzenia

Technologia kart dotykowych rozwija się coraz lepiej, chcemy więc zaoferować klientom nowe, bardziej osobiste rozwiązania" - rzecznik BZ WBK. Jeśli bankowcy uznają, że rozwiązanie jest bezpieczne wygodne, to pierwsze zegarki trafią do
pierwszych klientów już za kilka miesięcy.


Gadżety będą działać tak jak karty zbliżeniowe - pisze "Gazeta Wyborcza".Będzie je można załadować odpowiednią kwotą, a potem wystarczy zbliżyć rękę
do czytnika i od razu zapłacimy za zakupy. By uniknąć problemów w ten sposób można płacić do 50 złotych. Powyżej tej kwoty trzeba użyć normalnej karty.


Z cyklu ciekawostka dropsa.
  • awatar gość: Kurcze, a dlaczego tylko do 50 zl, przeciez jak juz chca ulatwic nam zycie to powinni pomyslec,ze najbardziej uciazliwe jest szukanie karty przy duzych zakupach. Wtedy rece sa zajete i taki zegarek to wtedy wybawienie ;) U nas zawsze musi byc odwrotnie :)
  • awatar gość: A i jeszcze zapomnialm napisac, ze szkoda, ze nie ma u nas by pass. Tak jak w Norwegii, ale u nas wszystko jest z duzym opoznieniem :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Blablala_blablabla: u nas kart, chyba nadal, nie honorują a Ty chcesz automatów. za 10 lat to może ...
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Norweska policja chce informować wybranych praco-dawców osób korzystających z usług prostytutek o tym, że ich pracownicy stanowią potencjalne zagrożenie, ponieważ popełniają przestępstwo o charakterze seksualnym.
Chodzi głównie o osoby wykonujące zawody zaufania publicznego, m.in. nauczycieli i księży.

Na początku tego roku w Norwegii wprowadzono przepis w myśl którego korzystanie z usług prosty-
tutek stało się równoznaczne z łamaniem prawa. Każdy przyłapany na kupowaniu usług seksualnych może zostać ukarany wysoką grzywną i pozbawieniem wolności do pół roku. W pierwszych miesiącach 2009 roku z internetu znikały ogłoszenia agencji towarzyskich, a w zaułkach dużych miast trudniej były wypatrzeć kuso ubrane panie.

Zdaniem policji, przepis nie odstraszył jednak wszystkich amatorów płatnego seksu.Choć co miesiąc w dużych miastach łapie się kilku klientów prostytutek, o czym zaraz donosi prasa (nie podając danych osobowych zatrzymanych), rozmiary procederu zdają się wracać do poziomu sprzed stycznia 2009 roku.


Zamach na swobody obywatelskie!

Policjanci z Trondheim zaproponowali wprowadzenie zmian w prawie, które dawałyby im możliwość informowania pracodawców klientów prostytutek o ich poczynaniach w wolnym czasie. Ich zdaniem w ostatnich miesiącach złapano kilka osób pełniących
na co dzień istotne funkcje wiążące się z zaufaniem społecznym. Przedstawiciel policji tłumaczył,że gdyby pracodawcy tych osób wiedzieli,
z kim mają do czynienia, na pewno nigdy nie zdecydowaliby się ich zatrudnić.

Przez norweską prasę przetoczyła się burzliwa dyskusja. Głos zabrały autorytety uniwersyteckie tłumacząc,że wprowadzenie takiego przepisu byłoby zamachem na swobody obywatelskie. Øyvind Eikrem, psycholog z uniwersytetu NTNU stwierdził, iż im mniej prawo reguluje seksualność człowieka, tym lepiej dla społeczeństwa demokratycznego. Jego zdaniem,wbrew temu,co twierdzi policja,prostytucja
nie zawsze wiąże się z procederem handlu ludźmi i nie musi być na tyle naganna moralnie, by za nią urzędowo karać, a tym bardziej informować pracodawców. Jeśli na płatny seks decydują się dwie dorosłe, świadome osoby, zdaniem Eikrema trudno mówić o przestępstwie.

Czy twój proboszcz chodzi "na dziewczynki"?

Policja odpiera zarzuty dziennikarzy i naukowców. Tłumaczy, że nie każdy amator płatnego seksu ryzykowałby posadą. Policja chce mieć prawo do zamieszczania stosownej adnotacji w dokumentach tych osób, które w pracy powinny się z zasady odznaczać nieskazitelną postawą, a ich obowiązki służbowe dają im okazje do popełniania przestępstw
o charakterze seksualnym.

- Czy będąc dyrektorem szkoły zatrudniłabyś nauczyciela, o którym wiesz, że ma nieodparty pociąg do nieletnich dziewcząt? Czy pozwoliłabyś objąć parafię pastorowi, który każdy weekend spędza z prostytutką? Zaufała urzędnikowi pracującymi z imigrantkami wiedząc, że nie umie się powstrzymać od seksu z Azjatkami nawet pod groźbą kary - pyta policjant z Trondheim chcący zachować anonimowość.
-Ludzie, których łapiemy na różnych wynaturzonych praktykach na co dzień udają świętych i dla nas to spory dylemat moralny,gdy znamy ich dwa oblicza, ale nie możemy tego ujawnić. Informacja dla pracodawcy to nie kolejny wymiar kary, a środek zapobiegawczy. Chcemy informować szefa jedynie wtedy,gdy możemy przypuszczać, że pozwoli to uniknąć łamania prawa.Nie będziemy rekomendować
wyrzucania z pracy, to szefowie podejmą decyzję, co z taka informacją zrobić - dodaje.

Norwegowie na "nie"

Pomysł policjantów z Trondheim wstępnie poparł minister sprawiedliwości zaznaczając, iż jak dotąd policjanci w żadnej sprawie nie poinformo-
wali pracodawców, bo do uruchomienia takiej procedury potrzeba szerokiej debaty społecznej, a potem ewentualnie zmian w prawie.

Na razie trudno się spodziewać, by pomysł policjantów z Trondheim zyskał poparcie społeczne.
85% osób głosujących w ankiecie regionalnego dziennika "Adressavisaen" opowiedziało się przeciwko niemu.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl Sylwia Skorstad
  • awatar gość: A Norwedzy przeciwko.. Oni kurcze sa bardzo za nie wiem jak to nazwac, ale za takim szacunkiem i wolnoscia dla drugiej osoby ( cokolwiek by nie robila ) Zadziwiaja mnie czasem, bo sa bardzo liberalni, otwarci, a tu przeciw :o
  • awatar gość: Mam na mysli, ze przeciw nawet w wypadku ksiedza, nauczyciela .. Raczej spodziewalabym sie, ze beda za..
  • awatar krzyslav: widac ani doswiadczenia komunizmu ani kapitalizmu niczego ich nie nauczyly, niech przykladem bedzie prohibicja w stanach na ktorej mafiozi zbudowali swa potege - ludzie jak pili tak pija ale mafia pozostała, a to jeszcze bardziej poroniony pomysł - próba regulowania przepisami jednego z podstawowych instynktow ludzkich
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Nieznani sprawcy pobili proboszcza parafii w Rzeczycy Ziemiańskiej w woj. lubelskim, ponieważ duchowny nie chciał powiesić w kościele tablicy upamiętniającej zabitych w Katyniu mieszkańców okolicznych wiosek.
Duchowny mimo ciężkiego pobicia nie chce, by policja ścigała bandytów.

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w sobotę. Dwaj mężczyźni weszli wieczorem na plebanię i pobili księdza Jana Andrzejewskiego. Duchowny bity był pięściami i kopany. Z jego relacji wynika, że jeden z napastników mówił, że to za tablicę, drugi miał powiedzieć, że i tak tablica w kościele zawiśnie. Ranny przez kilka godzin leżał nieprzytomny.

Proboszcz nie ma wątpliwości, że pobicie na związek ze sporem o umieszczenie w kościele tablicy z nazwiskami zabitych w Katyniu mieszkańców okolicznych wiosek.

Duchowny zmienił decyzję poprzedniego proboszcza, by umieścić tablicę w kościele. Uważa, że lepszym miejscem byłby miejscowy cmentarz.





Tego jeszcze nie było.
Kto następny?
  • awatar Anukett: ooooooo kurwa:)) już moherowi biją się z księżmi??? nie wierzę:)))))))))
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Anukett: :D, widzisz jak świat się szybko zmienia :D
  • awatar whofuckincares: to ja jestem odpowiedzialny za naglosnienie tej sprawy. Zrobiłem to dlatego by chronić poczciwego człowieka, już nawet nie chodzi o to że księdza. Nie chciałem żeby sprawie ukręcono łeb. pewnie niektórych z was boli to, że trafił się jeden ksiądz który nie zgadza sie na politykę w kościel. bella donica@ Twoja wypowiedz jest debilna. Są księża karciarze, dziwkarze, cwaniaki, ale nie ten ksiądz. skąd wiem? znam go osobiście. on rzeczywiście jest na tyle dobrodoszny żeby ludziom przebaczyć. A co do artykułu: on nie został pobity przez wiernych ze swojej parafii. Wierni z jego parafii popierają decyzję. Ta tablica to polityka, on nie chce polityki wewnątrz świątyni. Pobili go ludzie których nie znał, wysłani prawdopodobnie przez inicjatora powieszenia tej tablicy, emerytowanego księdza. A tymi kretynizmami które tu wypisujecie krzywdzicie porządnego człowieka.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
orionblues
 
  • awatar orionblues: czyżby nasze społeczeństwo wytrzeźwiało od bicia dzwonów, przetarło oczy i widzi z kim ma doczynienia? aż trudno w to uwierzyć, taki patriotyczny kosciółek i nie chce tablicy,,,to bardzo dobrze, że naród czarnym wytycza historyczną drogę postępowania, może ich to wreszcie oświeci,,po jakiej ziemi stawiają swe czarne stopy,,,to jeszcze nie watykańskie! pozdro,,,
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Kuchnia kanibala, czyli 22 potrawy z człowieka to jedyna na rynku, bogato ilustrowana książka kucharska dla nieortodoksyjnego smakosza. Już nigdy nie zaskoczy Cię niespodziewana wizyta teściów,krewnych i przyjaciół,kiedy w lodówce tylko półtusza z listonosza.

Otwórz się na magiczny świat kuchni kanibala i zajadaj, aż ci się będą uszy trzęsły!

Na kolejnych stronach przedstawiamy kilka potraw zaprezentowanych w książce oraz... znane postaci, które ze względu na swe kulinarne upodobania mogłyby je polecić.

Życzymy smacznego!


Móżdżek w burakach

Mówi się, że to potrawa artystów oraz elit politycznych, ale przecież i nam, zwykłym śmiertelnikom, należy się odrobina przepychu na domowym stole.

Do 2 litrów wrzącej wody wlewamy ocet, wkładamy mózg, obgotowujemy przez średnio 10 minut (w zależności od wykształcenia lub płci dawcy). Następnie wyjmujemy na sito i po odsączeniu obieramy z żyłek. Ugotowane buraki ścieramy drobno na tarce i wraz z pokrojoną w kostkę cebulą podsmażamy na smalcu, aż do powstania zwartej masy, którą wykładamy na półmisek. Na
wierzch kładziemy mózg i obficie posypujemy natką pietruszki. Podajemy z grzankami.

Babka piaskowa

Absolutny klasyk świąteczny, który sprawdzi się również przy każdej innej okazji. Babkę dobieramy starannie według własnych upodobań i wielkości
piekarnika. Karnacja i gabaryty są uzależnione jedynie od apetytu. Zdaniem smakoszy najlepsze są babki młode i jędrne.


Zimne nóżki

Przemierzając bogate w produkty białkowe ulice stolicy, warto zatrzymać się w jednej z restauracyjek, aby podpatrzyć tamtejszą kuchnię.



Książka Kuchnia kanibala, czyli 22 potrawy z człowieka ukazała się nakładem
Wydawnictwa Replika.

s m a c z n e g o
  • awatar Hugs/d.Wieprzny: cudowne potrawy na święta i karnawał
  • awatar abopoco: aaa.. co za zdjęcia..
  • awatar gość: Jestem wegetarianka, ale te potrawy tak smacznie wygladaja, ze bym sie skusila ;)
Pokaż wszystkie (5) ›