Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 15 listopada 2009

Liczba wpisów: 13

nortus
 

Witamy Was!

Za oknem słonecznie, okno otwarte - czyli wrota raju Xiężnej żeby mogła buszować po wolnym świecie
taki jej własny Wolny Tybet - i niech nie marzy o Chinach.

Dzisiaj wstawaliśmy tylko ... godzinkę.
I to chyba dlatego, że słońce daje po oczach :D




Zaraz kawunia a później się obaczy.
  • awatar Xerkses: Dzień doberek :) mi tez kawa by się przydała bo ciężko z rana jest :P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: to wpadaj na kawunię. jeszcze jest. miłego dnia
  • awatar Xerkses: O dziękuje skorzystam z miłą chęcią :)
Pokaż wszystkie (9) ›
 

nortus
 

Chcesz, żeby kierowana przez ciebie firma odnosiła sukcesy w Norwegii?
Lepiej żebyś nie miał na imię Przemysław, Jerzy bądź Marcin!


Norweski portal E24 opublikował artykuł, w którym korzystając z danych statystycznych z ostatnich lat imię dyrektora firmy zestawiono z prawdopodo-
bieństwem jej bankructwa.
Autorzy tekstu zaznaczyli, że ich zamiarem nie było stawianie naukowych tez czy też wyciąganie poważnych wniosków, a jedynie statystyczna zabawa danymi.Nie oceniano kompetencji czy wykształcenia
pod uwagę brano jedynie imiona i liczby.

Wypowiadający się w artykule językoznawca z berneńskiego uniwersytetu, Ivar Utne stwierdził co prawda, że pewne imiona są przez niektórych kojarzone z gorszym statusem społecznym niż inne, jednak jego zdaniem imię nie determinuje w znaczący sposób losu człowieka w żadnej z dziedzin życia.

Bo na chrzcie dali Ronny.

Na potrzeby zestawienia przestudiowano dane szefów firm zarejestrowanych w Norwegii, sprawdzając zarówno podmioty sprawnie działające na rynku, jak i te które w ostatnich latach roku ogłosiły bankructwo.

Zestawienia statystyczne podzielono na pięć grup w zależności od tego, jak liczna grupa norweskich dyrektorów nosi dane imię.Wśród szefów o imionach najbardziej w Norwegii popularnych (co najmniej 500 osób o takim imieniu szefuje jakiejś firmie) największego pecha zdają się mieć Ronny, Tommy i
Roger. Na wszystkich 100 Rogerów szefujących firmom, niemal 5 ogłaszało upadłość. W tym zestawieniu połowa z 10 "pechowych" imion ma angielskie brzmienie. Gdyby wierzyć zestawieniu, to statystyczne prawdopodobieństwo upadku firmy kierowanej przez Rogera wynosi 4,25%.

W grupach imion mniej popularnych niechlubne czołowe pozycje zajmowali:
Roger, Frank oraz Vidar, Kim, Ingar oraz Ulf, a także Marek, Piotr oraz Soren.

Przemek, największy pechowiec

Zdecydowanie największym pechowcem całego zestawienia jest Przemysław.
Statystyczne prawdopodobieństwo, iż kierowana przez niego w Norwegii firma upadnie to aż 42,86%!
W grupie najmniej popularnych imion (minimum pięcioro kierowników firm zarejestrowanych w Norwegii nosi dane imię) 9 na 10 pechowców ma polsko brzmiące imiona. Na siedmiu Przemysławów, którzy szefowali firmie zbankrutowało trzech, na dwunastu Jerzych upadłość firmy ogłosiło czterech,
a na dwudziestu Marcinów splajtowało pięciu. Szczęścia w biznesie nie mieli też Michałowie, Rafałowie (statystyczne prawdopodobieństwo upadku to 25%) i Sławomirowie (23,53%). Zaraz za nimi na
liście bankrutów uplasowali się Kenneth,Zbigniew, Marek i Piotr.

Autorzy zestawienia podsumowali wyniki w ostatniej
grupie stwierdzeniem, iż wyjątkowo rzadkie imię szczęścia w norweskim biznesie nie przynosi. Jeśli dodatkowo jest trudne do wymówienia, to upadłość może nie tyle pewna, ale bardziej prawdopodobna niż w przypadku firm zarządzanych przez Emilów, Jonasów, Magnusów czy Tobiasów.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl - Sylwia Skorstad
--
Ciekawy aspekt. O takim wpływie imienia na biznes jeszcze nie słyszałem. Ale w sumie nie ma co się dziwić jeżeli nie potrafisz wymówić imienia swoje partnera w biznesie nie będzie specjalnie chciał z nim współpracować. Czyli pierwszy krok do upadku
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Seandvaenti: taki to ma przechlapane. I jeszcze urodzony w Szczebrzeszynie, powiat Szczypiorski, województwo Szczecińskie :D
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 


    Kot i myszka
     Marek Majewski
   

Mój kot Sam, gdy weń wstąpił zapał
na moim biurku mysz raz złapał

i zdziwił się ogromnie, gdyż
była to jakaś dziwna mysz.

Trochę za duża na mysz zwykłą,
ogon tak długi miała, że
ciągnął się, ciągnął, potem niknął
i Sam nie wiedział nawet gdzie.
Być może przez to ta istota
nie mogła zwiać na widok kota,
że ogon przytwierdzony był
a zerwać go nie miała sił.
Brak jej też było wąsów, uszek
i oczek. Miała płaski brzyszek,
a gdy w grzbiet kot jej dawał pstryk
mówiła cicho - klik, klik, klik.
Sam się przestraszył. Skoczył w górę.
Spadł na otwartą klawiaturę
i wcisnął małpę. A tak bywa,
że małpa umie być złośliwa.

Więc do tej pory, gdy Sam słyszy,
że każdy kot to pies na myszy,
wnet miauknąć gniewnie jest gotowy:
- Z wyjątkiem tych komputerowych.


Kocie wczasy w mieście
Marek Majewski

Przed wakacjami, w kącie, na strychu,
kot tak do kota mówił po cichu:

Ludzi mam niezłych. Bawię się z dziećmi.
Nawet nie każą whiskasa żreć mi,
ani tych innych fast - foodów z puszek...
Myszami dzielić też się nie muszę.
Czeszą mnie, głaszczą, szanują spokój...

Jest pewien feler... Bo raz do roku
coś im odbija. Szajba prawdziwa.
"Jechać na urlop" to się nazywa.
Straszna choroba, co wciąż ich dręczy.
Najpierw przez parę długich miesięcy
liczą, wzdychają, coś kombinują,
bardzo się kłócą nim zdecydują,
potem kataklizm w całym mieszkaniu,
kiedy się kłócą przy pakowaniu,
aż stary problem wraca z powrotem:
Co zrobić z kotem?

Siedzą nade mną z okiem ponurym,
ja o neseser ostrzę pazury,
a oni radzą - co rok tak samo:
Z babcią Janeczką? A może z mamą?
Nie? No to może tej... wiesz... Bożenie?
Coś ty, jej mała ma uczulenie.
Z ciocią Ludwiką? Nie, nie wypada...
No to zostawmy go u sąsiada.
Nie! To jest pijak. Na skórkę sprzeda.
Schronisko? Drogo. A to ci bieda.
Michalski tak zostawił... na klatce
i zwierzak przeżył... To co? Też tak chcesz?
Nie... tylko mówię... Głupoty gadasz!
Tu już się w sprzeczkę zmienia narada,
ta w awanturę całkiem karczemną,
wreszcie, nie wiedząc, co zrobić ze mną,
toboły swoje rozpakowują i... rezygnują.

Zostają w domu. A ja nareszcie
mam to, co lubi kot.
Wczasy w mieście.

Kaja się bawi
Joanna Kulmowa
Koty są po to,
żeby rzucać papierki kotom.
Po to bywają kocurki,
żeby piórka im dawać i sznurki.
Po to zdarzają się kotki,
żeby szpulki toczyć i motki.
To dla kota
najlepsza robota:
papier pogryźć,
motek zamotać.
A gdy kotek pragnie czegoś jeszcze,
można pisać mu i mruczeć wiersze.
 

nortus
 

Znalazłem "ciekawą" stronę o Jareczku.
www.jaroslawkaczynski.pl

Jest tam trochę humorów, trochę głupot, mało co się nadaje do publikacji.

Ale seria dowcipów o Chucku Norrisie i Jarosławie
Kaczyńskim :)


Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu 6.
A tak naprawdę 7, ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg się dostosował.


Chuck Norris potrafi trzasnąć obrotowymi drzwiami.
Jarosław Kaczyński potrafi zaskrzypieć wodnym łóżkiem.


Co Chuck ma pod brodą? Kolejną pięść
Co Jarosław Kaczyński ma pod brodą? Pasek od spodni.


Tylko Chuck Norris potrafi polizać swój łokieć.
Tylko Jarosław Kaczyński potrafi pocałować klamkę stojąc wyprostowany.


Chuck Norris jest mistrzem półobrotu!
Jarosława Kaczyńskiego jest w ogóle pół!


Lecą Putin i Łukaszenko samolotem. Nagle zaczynają się potężne turbulencje.
Putin pyta: Jak sadzisz? Jeśli zginiemy w katastrofie, gdzie będą najbardziej rozpaczać, w Rosji czy na Białorusi?
W Polsce" - odpowiada Łukaszenko.
Dlaczego - dziwi się Putin. Przecież nas tam nie lubią ??
Bo będą żałować , że nie było z nami Kaczyńskiego



Do żołnierza pilnującego wejścia do kancelarii premiera podchodzi staruszek i prosi:
"Panie oficerze, ja tak bardzo chciałbym się widzieć z premierem Kaczyńskim...
"Proszę pana" - tłumaczy wojak. - "Jarosław Kaczyński nie jest już premierem. "No tak. Dziękuję" - mówi staruszek i odchodzi.

Następnego dnia sytuacja się powtarza: "Panie oficerze, ja tak bardzo chciałbym się widzieć z premierem Kaczyńskim..."
"Proszę pana. Pytał pan już wczoraj, a ja panu odpowiedziałem, że ze pan Kaczyński nie jest już
premierem...

Staruszek znów dziękuje i odchodzi. I tak przez kilka dni. W końcu po kolejnym pytaniu żołnierz nie wytrzymuje: "Przychodzi pan tu od tygodnia i
za każdym razem tłumaczę panu, że pan Jarosław Kaczyński nie jest już premierem".

"Wiem panie oficerze"- uśmiecha się staruszek . "Ale ja tego po prostu uwielbiam słuchać". Żołnierz salutuje, uśmiecha się i mówi: "Zatem do
zobaczenia jutro!"
 

nortus
 
Zestawienie jaboli,których etykietki na butelkach siekają banię równie mocno, co zawartość.


Wyróżnienie.
*Sperma Szatana* - coś jak z wykładowcą, który każe odpowiadać z szafy albo miłą panią w ZUSie. Nikt nie widział na własne oczy, ale każdy ma
kolegę, który zna kogoś, kto pił Spermę Szatana. Niemniej chcemy wierzyć, że wino takie istniej. Tak, jak chcemy wierzyć, że istnieje Yeti, a wokalista Tokyo Hotel naprawdę jest mężczyzną. Jeśli dostarczycie dowodów, że nie jest tylko miejską legendą, natychmiast wędruje na pierwsze miejsce.


10. *Strzał Mocny* - *Widziewiak Mocny Strzał* - trudno coś dodać, bo wino mówi samo za siebie. Miałoby szansę na wyższą lokatę, gdyby producent poszedł dalej i nazwał je Kop w Czachę lub Pad na Ziemię.


9. *Dobre* - stare indiańskie powiedzenie brzmi: "tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie". Wino Dobre jest więc jabolowym archetypem niczym wino Wino. No chyba, że istnieje też Tanie albo Dobre i Tanie. Dostrzegamy jednak pewien problem - jeśli poprosi się w sklepie o wino Dobre, można usłyszeć "Wszystkie są pyszne".


8. *Expert* - już sama nazwa wskazuje dla kogo przeznaczony jest trunek i że początkujący buzonomaniacy powinni nabrać trochę doświadczenia nim po niego sięgną. Dostępny jest w wielu smakach - cytrynowym, porzeczkowym i wiśniowym. A najlepsze jest to, że na etykiecie jest laska w bikini, które można zdrapać - coś dla ciała, coś dla ducha.


7. *Komandos* - nazwa może sama w sobie średnio szokująca, ale za to klasyczna i rewelacyjnie dopasowana do produktu - atakuje znienacka i powala skuteczniej niż stado pędzących imadeł. Świetnie wpisuje się przy tym w tradycję win militarnych, którą prócz niego tworzą takie klasyki jak T-34, F-16, Granat czy Komandor.


6. *Skurczy-byk* - podobno przepowiednia mówi, że jeśli ze sklepów znikną wina z bykiem w nazwie,  to reaktywują się Just 5. By do tego nie dopuścić
producenci mózgozgonów od lat raczą ludzkość takimi specyfikami jak Byk, Byx, Bycza Moc, Byczek czy Bycza Krew, nas najbardziej urzekł jednak Skurczy-byk. Mamy tylko jakieś niejasne przeczycie, że w nazwie tej może być ukryta groźba impotencji.


5. *Menello* - przyznajemy, że nie piliśmy i na własne oczy nie widzieliśmy, ale mamy kolegę, który... No cóż trochę boimy się, że może być to fake, niczym wino Komuna z hasłem "i ty możesz obalić komunę". Jeśli nie to jest to ewidentnie jedna z najlepszych nazw trunków i czekamy na twory w stylu Chateau de Lump albo  Beaużulais Noveau.


4. *Odlot/Kosmos* - to miłe, że ktoś postanowił nazwą zasugerować jakie są efekty picia tego trunku. Ewentualnie jaki będzie kierunek odlotu. Niestety, z tego co wiemy kosmos w rzeczywistości często okazuje się ubikacją, sedesem, rowem albo miejscem znanym jako "gdzie ja do cholery jestem i czemu tu mówią po albańsku?"


3. *Sen sołtysa* - nie wiemy, jak zwykli sypiać sołtysi, bo nie znamy ich zbyt wielu. Ten z etykietki wygląda jednak na całkiem zadowolonego. Sen sołtysa daje nam też odpowiedź na bardzo ważne pytanie - co stało się z Cypiskiem
jak dorósł.


2. *Dar PGR-ów* - piękna nazwa odwołująca się do tradycji i przypominająca jakie było jedno z największych osiągnięć poprzedniego ustroju. Obawiamy się jednak, że gimbusy młode pokolenie może zastanawiać się co do cholery wino ma wspólnego z grą na Xboxa?



1. *Czar teściowej* - teściowa to obok byka i sołtysa najczęstszy bohater jabolowych etykiet - tych istniejących na sklepowych półkach i tych
dostępnych tylko na internetowych forach, gdzie ludzkość przytacza nazwy win, które na pewno pił ich kolega (pewnie ten sam, który wie gdzie można
kupić Spermę Szatana). Czar teściowej to jednak napój autentyczny, a sama jego nazwa pokazuje jakie spustoszenie pod czerepem powoduje. Bardziej nierealne wizje powodowałby pewnie tylko bełt "Polska Mistrzem Świata w Piłce Nożnej", ale podejrzewamy, że tak silny trunek samym zapachem
powodowałby eksplozję głowy.


Update.
*Chateau de Jabol* i *Chateau de Patyk*



bazyl dla logo.pl



0. Chateau de Jabol.jpg




0. Chateau de Patyk.jpg



Jakby co przypominam numer ratunkowy 112 oraz 999
  • awatar Edelweiss: A gdzie filozoficzny, kultowy "Platon"? :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Jak to jest.
Można śmiać ze wszystkiego, nawet z kościoła.
Tylko jak jest humor o kaczorach lub PISSie to od razu są żałosne komentarze PISSowców.

Wiem, że ich poziom ogranicza się do obrażania i poniżania.
Spieprzyli nawet swoją sztandarową stronę posmiejmysie.pl - żeby publikować stronę w necie z podstawowymi błędami ortograficznymi.
Czyżby podstawówek nawet nie skończyli? Czy chodzą na obiat do Jarka?


Kiedyś śmialiśmy się z PZPR - dziś z PIS bo to jedno i to samo. Niczym się nie różnią a im bardziej PISS wymyśla swoje programy to mam wrażenie że po prostu przepisują je z dokumentów PZPR. Tylko współczesnym językiem.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: i do tego wstydzą się swoich przekonań bo jakoś nikt nie ma odwagi się podpisać pod swoimi miłymi komentarzami. tylko anonimy.
  • awatar krzyslav: ja tam sie nie wstydze - za komuny moje poglady uchodzily za niebezpiecznie prawicowo-liberalne, nie pamietam abym je zmienial a dzis wielu nazywa mnie czerwonym komuchem, elegancko nazwalbym je egalitarnymi ;-)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @krzyslav: ale jakoś komentarze z wyzwiskami są zawsze anonimowe. nikt nie ma odwagi się podpisać, choćby zmyślonym imieniem. Ale wtedy bierze się jednak jakąś odpowiedzialność za swoje słowa.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Pokaż wszystkie (12) ›
 

nortus
 
  • awatar princessAna: Nie jest tak najgorzej z tymi naszymi drogami ale Polakom nic nigdy nie dogodzi :/ Pozdrawiam cieplutko
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @princessAna: bo wszystko chcemy mieć jak Niemcy. Pensje, drogi, samochody. Tylko daleko na do nich. Niemcy budowali autostrady nie z powodów ekonomicznych tylko politycznych i wojskowych. Kiedyś może będziemy mieć, kiedyś.
  • awatar verak: Drogi faktycznie mają superanckie, ale kultury, gustu i smaku to te troliska NIE MAJĄ!!! pzdr.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Jakby ktoś był samochodem w Oslo to w jego okolicach jest Drammen. Jest świetna atrakcja.
Spiralny tunel samochodowy.

Niezwykłością Drammen jest m.in. "Spiralen" - tunel drogowy w kształcie sięgającego 200 metrów n.p.m. korkociągu (lub śruby) łączącego miasto ze
szczytem wznoszącego się nad nim wulkanicznego wzgórza Bragernesasen.

Wlot do tunelu znajduje się na wysokości ok. 50 m n.p.m., wylot 213 m.n.p.n., jego długość we wnętrzu góry - 1650 m, przy czym "śruba" o promieniu kilkudziesięciu metrów zwinięta jest w sześć zwojów.
[ sześć razy pełne okrążenie wokół osi ! ]

Wysokość tunelu, 3,65 m, umożliwia przejazd nim
autobusów wycieczkowych. Wybudowano go w roku 1961, na 150-lecie miasta (projektowano go już w połowie lat 50., kiedy uznano, iż istniejący w tamtym czasie kamieniołom, znajdujący się tylko 200 metrów od miejscowego szpitala powinien zostać przeniesiony w inne miejsce, mniej uciążliwe dla pacjentów), a wydobyty z wnętrza materiał skalny (kwarce i porfiry z dolnej części, bazalty - z górnej) wykorzystano do budowy pobliskich dróg.

Na szczycie wzgórza znajduje się doskonały punkt widokowy, restauracja Aspaviljongen oraz wymierzona w port armata model Cocherill 1904, jedną z dwunastu, ustawionych tam w 1905 do obrony miasta w związku z obawami przed inwazją po rozpadzie unii ze Szwecją. Armata ta obecnie strzela co roku na wiwat w związku z norweskim świętem państwowym, przypadającym 17 maja.

Poniżej filmiki z przejazdem tym tunelem - ciekawe
że tylko filmiki nagrane przez .... Polaków są w necie :D










Spiralny tunel jest też w Oslo.


Co jest dla nas dziwne, bo w Polsce nie mamy wiele tuneli, w Norwegii pod ziemią są rozjazdy, skrzyżowania, ronda. I ... dużo kamer policyjnych.
  • awatar amator.fotografii: genialne:) istny raj dla drifterów. Niekończący się zakręt:P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @amator.fotografii: to trzeba samemu, za kierownicą, przejechać. Efekt zarąbisty. Jedziesz w kółko, i w kółko, i w kółko, ...
  • awatar KALIPSO: Ja koło Oslo jechałam podobną trasą cały czas spiralą w góre ,bałam się bo wjeżdzało się w skalne tunele ,ALE widok z góry był piękny ...:)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
24 listopada rozpoczyna się proces o usunięcie krzyża na osiedlu Młodynie w Stalowej Woli (Podkarpackie). Biskupi sandomierscy i księża w Stalowej Woli wezwali wiernych do wspólnej modlitwy w intencji pozostawienia krzyża. W liście czytanym w miejscowych kościołach duchowni apelują też do prezydenta miasta i radnych o wzięcie pod uwagę uczuć religijnych mieszkańców.

Krzyż na osiedlu Młodynie został ustawiony podczas Drogi Krzyżowej, która 27 lutego tego roku przeszła z udziałem około 10 tysięcy osób ulicami miasta.

Prezydent miasta uważa, że krzyż w tym miejscu narusza własność miasta i dlatego skierował pozew do sądu. Proces w tej sprawie ma ruszyć 24 listopada przed sądem w Stalowej Woli.

Działa kościoła poniżej:

Jest i papież, i Strasburg, godność i korzenie - czyli tradycyjne pierdółki:

wiadomosci.wp.pl/(…)kat,title,Proces-o-usuniecie-kr…


Prezydent Stalowej Woli A. Szlęzak powiedział, że *Kościół zaczął się rządzić na terenie miejskim jak na swoim i dlatego do sądu trafił pozew o naruszenie własności*
Według prezydenta, wzmiankowana w liście uchwała Rady Miasta nie dotyczyła budowy nowego kościoła, tylko planu zagospodarowania przestrzennego i została uchylona przez Wojewódzki Sąd Administra-cyjny. Teren "zielony", na którym ustawiono krzyż, nie jest przeznaczony pod zabudowę - oznajmił prezydent. - Tu nikt z krzyżami nie walczy. Włączanie Stalowej Woli w kontekst Strasburga jest manipulacją - dodał.
 

nortus
 
Przyszliśmy po ciało mego syna. Zostaliśmy obrażeni, urażeni, zbezczeszczeni, pozbawieni godności, zlekceważeni i odarci ze wszystkiego. I my, i nasz zmarły. Doniosła, niepowtarzalna chwila zamieniła się w Zakładzie Medycyny Sądowej w koszmar.



Szanowna Redakcjo,

Jest 1 listopada, właśnie wróciłam z grobu syna i czuję, że muszę to opowiedzieć. Syn zmarł w styczniu tego roku. Nagle. Młody, zdrowy, zasnął i już się nie obudził. W takich sytuacjach jest wykonywana sekcja zwłok w Zakładzie Medycyny Sądowej w Warszawie przy ul. Oczki. Po sekcji zakład pogrzebowy odbiera ciało w towarzystwie członka rodziny, który potwierdza tożsamość.

W tym dniu, rano, wszyscy najbliżsi: żona, matka, ojciec, brat z żoną, zrozpaczeni, w podniosłym nastroju pojechali pożegnać drogą osobę i towarzyszyć Jej w ostatniej drodze.

Zakład Medycyny Sądowej, 8.30 rano. Zaplecze budynku. Obskurne, odrapane ściany i brud. Nigdzie żywego ducha. Schodzimy podjazdem w dół. Otwarte drzwi do sutereny. Obok drzwi stoi ławka parkowa, a na niej

leżą niedbale, jedna na drugiej, porzucone dwie trumny.

Na każdej z nich umocowana jest tabliczka z imieniem, nazwiskiem, datą śmierci. Daty z lipca i sierpnia 2008 r. Jest styczeń 2009 r. Refleksje - czy te trumny są pełne, czy puste? Czy służą do powtórnego użytku? Jak mogą tu stać?!

Wchodzimy przez otwarte drzwi. Z prawej i lewej strony dwie salki, a w nich po dwie trumny na stojakach. Czujemy się nieswojo. Do sal wstęp wolny bez ograniczeń. Nikogo nie ma. Na wprost wejścia zamknięte drzwi. Cicho i pusto. Wychodzimy na zewnątrz, bo źle się czujemy. Czekamy zdezorientowani i zdenerwowani obok tych dwóch trumien na ławce? Wchodzimy. Znów wychodzimy...

Po kwadransie zamknięte drzwi na wprost wejścia otwierają się i wychodzi mężczyzna: zaniedbany, w brudnej kurtce, obdartych adidasach, wczorajszy i nieświeży. Pali śmierdzącego papierosa. Zwraca się do nas: "A wy tu po co?". To "co" to przecież określenie ciała naszego Ukochanego Zmarłego! Bo chyba nikt nie przyjeżdża rano całą rodziną w innym celu niż po odbiór ciała!

Pierwszy z szoku otrząsa się mój mąż i z trudem zaczyna wyjaśniać, że przyjechaliśmy w celu potwierdzenia tożsamości pana X. Na te słowa indywiduum, cały czas paląc papierosa, patrzy na nas z pretensją i pogardą, że jesteśmy tacy niezaradni i mówi: "No, przecież tu stoi!!!". Po czym rusza w stronę jednej z trumien. Z papierosem.

Patrzymy skamieniali.Ten człowiek wygląda odraża-
jąco, cały czas pali tego ohydnego papierosa, nie okazuje żadnego szacunku dla sytuacji, w jakiej się znajdujemy!

W głowie kołacze mi tylko jedna myśl:

„On tego nie zrobi z tym papierosem”!

A jednak robi. Z papierosem w ręku mężczyzna usiłuje otworzyć wieko trumny. Po drugiej nieuda-
nej próbie wsadza papierosa to ust,otwiera wieko, stawia je obok, wyjmuje papierosa wolną ręką i dmucha dymem nad ciałem. Patrzy na nas i mówi: "No, jest".

Stoimy zszokowani - nie możemy zebrać myśli ani zrobić kroku w kierunku trumny. Typ patrzy jeszcze chwilę i odchodzi.

Do dziś mam do siebie pretensję, że nie powiedzia-
łam nic temu mężczyźnie na temat niestosowności jego zachowania. Ale, gdy spojrzałam na twarze męża i syna, to przestraszyłam się ich wyglądu. Jedna iskierka mogła spowodować, że chyba by go pobili, zabili, nie wiem... Synowe drżały i płakały w szoku. Wszyscy mieliśmy poczucie, że zostaliśmy obrażeni, urażeni, zbezczeszczeni, pozbawieni godności, zlekceważeni i odarci ze wszystkiego. I my, i nasz zmarły. Doniosła, niepowtarzalna chwila zamieniła się w koszmar.

To zdarzenie z Zakładu Medycyny Sądowej zapamię-
tamy do końca życia jako horror. Gdzie jest szacunek dla śmierci, zwłok, rodziny? Gdzie jest godność ludzi, i zmarłych, i żywych? Uroczystą i przyjmującą chwilę pożegnania ze zmarłą, ukochaną osobą przyćmiła trauma, która będzie zawsze nas prześladować.

To, co nas spotkało, nie jest wyjątkowe. Zakład Medycyny Sądowej tak właśnie działa. I taka historia może być udziałem każdego.

Co na to Główny Inspektor Sanitarny - zwłoki stoją bez dozoru, w ogólnodostępnym miejscu, każdy może wejść, zaglądać do trumien, zrobić, co chce. Co było w tych porzuconych trumnach, chyba powtórnego użytku?

Co to na to Rzecznik Praw Obywatelskich? Co na to wrażliwi posłowie? Co na to rektor Akademii Medycznej, wielki etyk i humanista, któremu podlega Zakład Medycyny Sądowej?

Wszyscy tak spontanicznie i z oburzeniem protestowali przeciwko wystawie preparowanych zwłok w Blue City. Bo to takie spektakularne i medialne - demonstrowanie walki o godność i szacunek dla ludzkiego ciała. To wielka hipokryzja.

Nie wierzę w to, że żadna z ww. osób nie zdaje sobie sprawy z opisanego przeze mnie procederu. Ale te koszmarne realia w Zakładzie Medycyny Sądowej muszą się zmienić! To, co tam się dzieje, powinno z urzędu zainteresować prokuraturę, gdyż jest to bezczeszczenie zwłok, odzieranie z godności.

Wiem, że wymienione osoby i instytucje nie zrobią nic. Problem dotyczy zmarłych, a ci nie stanowią już elektoratu. Rodziny w szoku po takich doświad-czeniach też chcą jak najszybciej zapomnieć i nie szukają winnych.

Cała moja nadzieja w "Gazecie". Jestem to winna pamięci Syna. Nasze ostatnie pożegnanie nie tak miało wyglądać...

*(proszę o zachowanie do wiadomości redakcji moich danych osobowych)


wyborcza.pl/(…)Zaklad_Bezczeszczenia_Zmarlych.html…

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 

nortus
 

Co tam, nie ważne co byle o nas mówili. To chyba zasada w PISSie. Proponuję rejestrację w kinach, teatrach, pubach (jako legitymacja do AA) i in.



Wprowadzenie rejestracji klientów, tablice informujące o szkodliwości i wyposażenie każdego lokalu w melanometr - tego dla solariów domaga się poseł PiS Waldemar Andzel. Swoje propozycje przekazał już ministerstwu zdrowia - donosi TVP Info.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości uważa, że korzys-
tanie z solariów może prowadzić do raka skóry i w razie wystąpienia choroby każdy powinien mieć prawo do udowodnienia przed sądem jakie jest źródło jego choroby. Umożliwić to ma proponowana przez posła konieczność rejestrowania wszystkich swoich klientów przez solaria. Poseł jednak idzie dalej - chce, aby w lokalach zawisły obowiązkowe tablice informujące o szkodliwości opalania, oraz wyposażenia solariów w melanometry - urządzenia, które badają odporność skóry na promieniowanie UV.

- Być może za kilkadziesiąt lat klienci solariów będą masowo wytaczać salonom sprawy cywilne na wzór dzisiejszych sądowych zmagań palaczy z kon-
cernami tytoniowymi.Ewidencja klientów pomogłaby
zabezpieczyć dowody - cytuje posła TVP Info.



A tak poza tym to może by jednak odwiedzali służbowo psychiatrów? Wręczając legitymację PISS powinni mieć zaświadczenie o normalności. Tylko wtedy nikt by tam nie należał :D
Czyżby uroda Leppera im się nie podobała? Przecież i Jareczek tam chodzi - widać na zdjęciach.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
tffuuuu, miało być kolorowych snów, czyli

dobranoc   :D
  • awatar Anukett: dobranoc:) to jest ciastko? czy figurka? ale wygląda jakoś smakowicie:)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @Anukett: tort. miłych snów ;)
  • awatar Głupia Blondynka: No ja bym się nie odważyła takiego tortu pokroić ;) A już tym bardziej zjeść.
Pokaż wszystkie (6) ›