Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 9 stycznia 2009

Liczba wpisów: 9

nortus
 

Zima chyba odchodzi. Może zrozumiała że mrozów nie lubimy, ale śnieg owszem. Jak najbardziej.

Częsty widok u sąsiadów, począwszy od Niemiec, przez Danię, Szwecję i Norwegię. A iw Polsce nierzadki już.
  • awatar kang: Niezłe, nie widziałam nigdy 'wodnych' wiatraków
  • awatar Nortus & Potworna spółka: to Wiewiórko nie wszystko widziałaś. "wodne" wiatraki spotkasz w Danii, są na Zelandii (chyba tak się nazywa wyspa), są w Norwegii a jak dobrze pójdzie będą za 2 lata koło Darłowo - 5 km w głąb Bałtyku.
  • awatar kang: Heh, nie twierdzę, że wszystko ;), człowiek uczy sie całe życie
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Mając kasę i pomysł można fajnie zbudować nowe osiedle dla ludzi.

To jest osiedle wybudowane nad samą wodą. Mieszkanka nieduże, od 76 do 190 m2.
Wybudowane w dwa lata.
  • awatar liv: No popatrz :D Lecę do Stavanger 3lutego, tęsknię za tym miastem:)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: pozdrawiam. Możesz sobie kupić taką miejska hytte. Te koło przystani promów na ostatnim piętrze są TYLKO po 14 milionów koronek. Ich fotki dam później.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

A tak będzie wyglądać nowobudowane Word Trade Center w Stavanger Forus.

Właśnie zaczęli budowę tego wysokiego budynku, gdzie będzie oczywiście bank. No bo jakże inaczej.

A w Szczecinie właśnie się mówi, że nie powstanie Centrum Kaskada z powodu kryzysu. Ale chociaż wyburzyli część straszydła w centrum miasta i wybudowali nową siedzibę Teatru Lalek Pleciuga.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
PARODIA-Chałupy welcome to--Kaczuchy Welcome to--Szymon Kusarek




PARODIA-Serduszko puka--grypa ka cha--Szymon Kusarek




Zbereźne piosenki (parodia)



Piosenka tygodnia - nie dla wszystkich




Cejrowski kontra Frytka część 1

Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

90. rocznica nalotu na Frankfurt nad Odrą

Wczesnym rankiem 9 stycznia 1919 roku nad Frank-furt nad Odrą nadleciało sześć dwupłatowców z biało-czerwonymi szachownicami. Oniemiali Niemcy
patrzyli, jak na ich lotnisko spadają bomby pierwszego w historii nalotu polskiego lotnictwa.

Wczoraj minęła 90. rocznica tego ataku.

Polska istniała wtedy oficjalnie dopiero od dwóch miesięcy, a zachodnią granicę dopiero wyznaczali w walkach z Niemcami uczestnicy powstania wielko-polskiego. I to właśnie powstańcy polecieli nad Frankfurt.

"Historycy są zgodni, że wypad nad Frankfurt pod dowództwem Wiktora Pniewskiego, szefa 1. eskadry lotniczej, jest pierwszym historycznym atakiem
polskiego lotnictwa -emerytowany kustosz Muzeum Powstania Wielkopolskiego Włodzimierz Grajewski.

Dwupłatowe i dwuosobowe samoloty LVG CV i bomby pochodziły ze zdobytego trzy dni wcześniej przez powstańców lotniska Ławica pod Poznaniem. Atak
przeprowadzono tak, aby nie uszkodzić stojących maszyn-w efekcie w polskie ręce dostało się ponad sto samolotów,z których tylko kilka nadawało się do lotu. Ale sam nalot nie był zaplanowaną akcją -był samowolką kilku pilotów.

Niemcy bowiem zaczęli bombardować utracone lot-nisko oraz Poznań, w atakach zginęli cywile.

"Nie ma wątpliwości, że wyczyn Pniewskiego i jego kolegów bombardujących Frankfurt był odwetem za dwudniowe bombardowania Ławicy przez Niemców" -
mówi Marek Rozler, autor książki "Powstanie Wielkopolskie". "Lotnicy poddali się po prostu emocjom. Niemcy prowadzili naloty, startując właśnie z lotniska we Frankfurcie nad Odrą".

Piloci dzień wcześniej przemalowali maszyny w polskie barwy z biało-czerwonymi szachownicami na skrzydłach i kadłubie. Wystartowali wcześnie rano i po półtorej godziny lotu nadlecieli nad lotni-sko we Frankfurcie. Zgodnie z ówczesną sztuką wojenną zaczęli wyrzucać ręcznie bomby - każda z nich ważyła 25 kg. Po sześciu rundach zrobionych nad miastem wrócili do Poznania. W ich ataku nikt nie zginął, a Niemcy stracili zaledwie jeden samolot, ale dla lotników liczył się sam fakt spełnienia - jak uważali - swego obowiązku.

Po powrocie ze swojej wyprawy Wiktor Pniewski musiał się gęsto tłumaczyć przed powstańczą Naczelną Radą Ludową. Jego czyn uznano bowiem za piractwo powietrzne i samowolę."Dowództwo tuszowa-ło to zdarzenie tak skutecznie,że w przedwojennej literaturze trudno znaleźć o nalocie na Frankfurt choć drobną wzmiankę. Wiadomo także, że żaden z bohaterskich lotników z tego powodu nie poniósł żadnych, nawet najmniejszych konsekwencji" - mówi
Grajewski.

Atak ten opowiadany jest teraz m.in jako komiks.
 

nortus
 








Opowiadający o losach bojownika norweskiego ruchu oporu film "Max Manus" w ciągu niecałych trzech tygodni od premiery obejrzało niemal 15% obywa-teli Norwegii.Jeszcze nie umilkły echa po hucznej premierze, a już film zasłużył na kilka przyrostków "naj".

"Max Manus"to opowieść oparta na biografii norwes-kiego bohatera wojennego.
Manus był jednym z liderów norweskiego ruchu oporu podczas II wojny światowej.
Wsławił się między innymi śmiałymi akcjami sabota-żowymi niemieckich statków i brawurową ucieczką z posterunku gestapo.

Dla Norwegów jest kimś takim, jak "Rudy" dla Polaków, z tym że jego historia ma happy end, bowiem wojnę przeżył, a za bohaterstwo został odznaczony najwyższymi norweskimi i brytyjskimi odznaczeniami wojskowymi.

Wejście Maxa

Dla norweskiej kinematografii "Max Manus" to film niezwykły, nie tylko ze względu na szczególną tematykę. Gości na ekranach krócej niż miesiąc, a już pobił kilka rekordów.

Najlepsze otwarcie - podczas pierwszego weekendu wyświetlania filmu Norwegowie kupili aż 140 500 biletów na "Maxa". Nigdy wcześniej nie zdarzyło
się, by jakikolwiek norweski film był tak chętnie oglądany, norweską superprodukcję wybrało bowiem 55% wszystkich widzów, którzy poszli w ten
weekend do kina. Daleko w tyle został poprzedni rekordzista "Fritt vilt II" (druga część horroru w Polsce znanego pod tytułem "Hotel Zła"), który
podczas pierwszego weekendu w kinach obejrzało około 100 000 Norwegów.

Najchętniej oglądany - "Max Manus" jest od chwili premiery na szczycie norweskiego box office i nic nie wskazuje na to, że w najbliższych tygodniach mogłaby się pojawić propozycja filmowa, która go wyprzedzi.

Daleko za nim są między innymi takie hity jak
"Australia" oraz "Yes Man". Do 8 stycznia "Maxa" zobaczyło aż 662 670 widzów.

Najdroższy-na produkcję filmu wydano 55 mln koron Przez plan zdjęciowy przewinęło się 1800 statys-tów, a nad powstaniem filmu pracowało ponad 2000
osób. Na potrzeby produkcji niektóre uliczki Oslo
"postarzano" o 70 lat, co, jak donosiły norweskie gazety codzienne, okazało się silnym przeżyciem dla niektórych starszych mieszkańców stolicy Norwegii. Inscenizacja przemarszu niemieckiego wojska przez Oslo wywołała u osób pamiętających lata 40-te XX wieku tak silne reakcje, że ponoć słychać było antyfaszystowskie okrzyki.









Wzruszenie Jego Królewskiej Mości

O przyczynach ogromnego powodzenia filmu mówi Bjorn Hoenvoll z Nordisk Film:

To pierwszy, nakręcony z takim rozmachem norweski film opowiadający o czasach II wojny światowej. Postać Maxa Manusa jest w norweskiej świadomości
symbolem czynnego oporu, a sposób opowiedzenia tej historii przyciąga do kin zarówno młodych, jak i starszych widzów. Historia Manusa budzi ogromne emocje. Podczas premiery siedziałem dwa rzędy od króla Haralda i tuż po projekcji zauważyłem, że płakał ze wzruszenia. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie, król jest na ogół osobą bardzo opanowaną. Nie dziwię się jednak jego emocjom, bo przecież film opowiada również o historii jego rodziny.

Narodowa dyskusja na łamach gazet i portali o granice między filmową fikcją,a prawdą history-czną tylko przyciąga do kin kolejnych widzów. Krytycy filmowi spierają się z historykami , na ile sztuka filmowa usprawiedliwia nadmierne gloryfikowanie postaci, uproszczenia i pomijanie niektórych faktów, a tymczasem widzowie ustawiają się w kolejkach po bilety. Eksperci pokruszyli już kopie spierając się o to, czy Max przed wstą-pieniem w szeregi norweskiego ruchu oporu fakty-cznie brał udział w wojnie zimowej i czy
naprawdę podczas wojny używano konkretnych modeli karabinów,na co znawcy kina odpowiadają spokojnie
- film to nie lekcja historii sensu stricte.

Premiera filmu na dvd jest spodziewana w czerwcu. Na płycie będzie dostępna wersja z napisami angielskimi. Na razie za wcześnie mówić, kiedy film trafi na ekrany europejskie,w tym do Polski. W lutym zostanie po raz pierwszy pokazany między-narodowej publiczności na festiwalu w Berlinie.

Z Trondheim dla polonia.wp.pl Sylwia Skorstad