Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 7 stycznia 2009

Liczba wpisów: 9

nortus
 

Libacja alkoholowa w szkole

W elitarnym liceum w Łodzi młodzież na szkolnej wigilii obdarowywała się butelkami pełnymi alko-holu - czytamy w "Fakcie". Uczniowie, niektórzy jeszcze niepełnoletni, dumnie pozowali do zdjęć z wysokoprocentowymi napojami wyskokowymi. Byli tak dumni z tych zdjęć,że zamieścili je w internecie .

Oczywiście, że poznaję, kto jest na tych fotogra-fiach - nie kryje oburzenia Katarzyna Felde, dyrektorka IV LO w Łodzi.W rozmowie z reporterami Faktu zapowiada, że wyciągnie wobec uczniów surowe konsekwencje.

Tuż przed świętami w maturalnej klasie odbyło się świąteczne spotkanie. To właśnie wtedy powstały skandaliczne zdjęcia z trunkami w roli głównej.
Zadowoleni z siebie uczniowie prezentowali na nich całą baterię alkoholową, której nie powsty-dziłby się chyba żaden bar. Mieli wódkę, koniak, a w rękach - otwarte butelki z piwem. Po imprezie zdjęcia umieścili w internecie.

==
A później dziwimy się, że się urodziło dziecko już z procentami w organiźmie.
 

nortus
 
Palestyńskie dzieci bawią się w terrorystów

Mali Palestyńczycy i Palestynki nie odgrywają pod-czas szkolnych przedstawień scenek z Kopciuszka. One z kałasznikowem i nożem w dłoniach pokazują między innymi,jak mordować izraelskich żołnierzy.

Na jednym z portali można zobaczyć film pokazujący zabawę palestyńskich dzieci.

Ich świat to bomby,huk wystrzałów, krew i śmierć. I może dlatego mali Palestyńczycy tak ochoczo wcielają się w swoje role.

Jeden z chłopców ubrany w tradycyjny strój Hamasu macha plastikowym kałasznikowem, a jego koleżanka dumnie prezentuje pas szachidek ze atrapami ładun-
ków wybuchowych.Mała Palestynka groźnie wymachuje przy tym nożem, odgrywając scenę zarzynania izraelskich żołnierzy.

A wszystko przy klaszczących w rytm muzyki rodzicach.




Atak czołgowy na szkołę. 42 osoby nie żyją

Izraelski czołg ostrzelał budynek szkoły Organi-zacji Narodów Zjednoczonych w Strefie Gazy. Setki Palestyńczyków z rodzinami szukały tam schronie-nia przed wojną. Co najmniej 42 osoby nie żyją. Martwi i ranni ludzie leżą na ulicy w kałużach krwi - opowiadają świadkowie.

Czołg wystrzelił dwukrotnie. Pociski eksplodowały tuż przed szkołą, rażąc odłamkami Palestyńczyków stojących przed budynkiem i część osób w środku.
Oprócz 42 zabitych jest przynajmniej 50 rannych.

Nie wiadomo, dlaczego izraelski czołg ostrzelał szkołę ONZ w Dżabaliji. Zdaniem wojskowych w budynku ukrywali się bojownicy Hamasu. Palestyńczycy twierdzą jednak, że szkoła wypeł-niona była uchodźcami. Kilkadziesiąt osób w
momencie ataku stało przed budynkiem - opowiadają agencji Reutera świadkowie.

Izraelska szefowa dyplomacji Cipi Liwni usprawied-liwia ten atak. "Niestety, wśród cywilów ukrywali się bojownicy Hamasu" - nie ma wątpliwości.

To nie jedyny dziś atak na szkołę w Strefie Gazy. Wcześniej izraelskie samoloty zbombardowały inną szkołę, również prowadzoną przez ONZ. W tym
ataku zginęły trzy osoby.

Skierowana przeciw Hamasowi operacja "Plynny ołów", która trwa od 27 grudnia, pochłonęła już życie 635 Palestyńczyków. Tylko we wtorek zginęło 77 mieszkańców Strefy Gazy.

===
Dlaczego dzisiaj się strzela i bombarduje meczety
kościoły, szkoły, szpitale?
To jasne przecież.
W nich są lokalizowane obiekty wojskowe czy militarne. Co z tego że konwencja Genewska zabrania tego. Zobaczcie w swoich miastach, ile
jednostek wojskowych (obiektów, tzw. budynków szkoleniowych, zarządzających itd - nie samych koszar, choć i one) jest zlokalizowanych przy samych szpitalach, szkołach. Czasami, jak np. w Koszalinie, szpital jest praktycznie na terenie jednostki wojskowej - wojewódzki szpital, jedyny i największy w mieście. I jak nie bombardować takiego obiektu w czasie wojny? Nie ma wyjścia,
trzeba. Ale to jest celowe założenie, to nie przypadek że szpital jest w pobliżu wojska. Podobnie jak np. w Szczecinie generalny konsulat ZSRR był tuż przy szpitalu a po drugiej stronie ulicy żołnierze się mieszczą. I tak w wielu miastach jest A że nie wolno? Kto nam zabroni u siebie tak rozmieszczać wojsko.
Pamiętacie z filmów jak  samochody Czerwonego Krzyża były oznaczane, żeby samoloty widziały że to pomoc, cywile itd. A w środku jechali .... żołnierze. Wprowadzili ten zwyczaj zarówno Hitlerowcy jak i Rosjanie. Najbardziej chyba tego przestrzegali Amerykanie, ale do czasu. We
wszystkich chyba wojnach po 1945r obiekty cywilne zostały przerobione na wojskowe. A później wielkie larum w mediach, że zbombardowano meczet czy szkołę. Ale nikt nie powie, no powiedzmy rzadko kiedy dziennikarze zauważą jednak, że w tym budynku byli żołnierze/powstańcy/terroryści/ bandyci/do wyboru. Zależy kto jaką wojnę omawia.

Szczytne zasady ochrony cywili w konfliktach są tylko na papierze. Co z więzieniem w Guantanamo? Co z tego że nie wolno torturować jeńców? Czy
Amerykanie się tym przejmują? Dopiero jak kogoś zamęczą na śmierć i wyjdzie to na światło dzienne to powołują komisję, która bada, i bada, i bada i
wreszcie orzeka że faktycznie naruszono zasady ale to dla wyższego celu i to nie ma znaczenia. Takie dzisiaj mamy czasy. Człowiek się nie liczy.
 

nortus
 


Aż 55 proc. Polaków nie zna żadnego obcego języka. Najwięcej z nas mówi po rosyjsku - 22 proc., i po angielsku - 20 proc.

Trzeci język najmniej obcy Polakom to niemiecki (14 proc.)

Najzdolniejsza jest polska młodzież - w grupie 18-24-latków aż 77 proc. osób zna języki obce, a wśród studentów - 89 proc.

Znajomość języków obcych ma też związek z wykształceniem. Aż 83 proc. respondentów, którzy ukończyli studia, potrafi porozumieć się w języku obcym. W grupie osób ze średnim wykształceniem może się tym pochwalić się 56 proc. osób. Wśród osób z wykształceniem zawodowym tylko 34 proc. zna jakiś język obcy, a badanych z taką umiejęt-nością mających wykształcenie podstawowe jest jedynie 28 proc.

26 proc. Polaków twierdzi, że zna dwa języki obce, a 5 proc. - trzy lub więcej.

(badania CBOS, 2007 r.)


No właśnie, ja bym się zatrzymał nad słówkiem "TWIERDZI". Z tych liczb to bym je jeszcze podzielił przez 2 to może byłaby realna liczba (odsetek) Polaków znających języki obce.

Straszne to. Ale niby tyle się uczymy. A później wyjeżdżają do Anglii i tworzą nowy język tzw. ponglish.
 

nortus
 

U-boot stanie przed Sejmem

Niezwykły budynek sejmowy powstaje przy al. Na Skarpie. Lekki ażurowy pawilon będzie wejściem do trzech dużo większych kondygnacji ukrytych pod
ziemią.

Zaprojektowała go lubelska pracownia architekto-niczna Bolesława Stelmacha,który wygrał konkurs na projekt rozbudowy Sejmu. - Po rozstrzygnięciu
konkursu podszedł do mnie Andrzej Kiciński,sędzia konkursu, dziś już nieżyjący, i powiedział: "Panie kolego, bardzo dobry projekt, ale w jednym
miejscu chciałbym pana namówić na poprawkę" - wspomina Bolesław Stelmach. -Wskazał mi budynek, który planowaliśmy od strony al. Na Skarpie, i
tłumaczył, że psułby widok. I mocno namawiał, żeby budynek w tym miejscu schować pod ziemię. Przyznałem mu rację.

Ze względu na sąsiedztwo skarpy projekt był trudny technicznie. Na powierzchni stanie tylko ażurowy przeszklony pawilon, niewiele większy od
kiosku. Zmieści się w nim recepcja, skaner do przesyłek oraz windy. Będą one zjeżdżać do trzech podziemnych kondygnacji z sejmową sortownią listów, magazynami oraz garażem. Dwa piętra, na których będą pracować ludzie, mają mieć dostęp do światła dzięki kwadratowemu atrium-studni. W tym atrium będzie jeździć panoramiczna winda.

W przekroju budynek będzie przypominać okręt podwodny płynący tuż pod powierzchnią, wystawiając
ponad fale tylko kiosk.

- Zakończenie budowy planowane jest na grudzień 2009 r. Koszt inwestycji wyniesie około 35 mln zł - informuje Tomasz Nowocień z biura prasowego
Kancelarii Sejmu.

==
Dobrze, że chociaż nie zeszpecili otoczenia jakimś gmaszyskiem.
Ale teraz będzie trudniej zrobić rewolucję. Będzie jak na filmach SF w przyszłości.
A ile będzie można sobie obok manifestować nie zakłócając prac parlamentu.
 

nortus
 

W Lyshav uczczono pamięć ludzi, którzy zginęli w ruchu drogowym setką rac pamięci.

W niedzielę kierowcy jadący drogą E18 w Stokke w komunie Vestfold zobaczyli niesamowity widok.

Droga przez komune Vestfold w miejscowości Stokke była całkowicie zaciemniona, oświetlona tylko
racami. Dodatkowo wprowadzono ograniczenie prędkości do 30 kilometrów na godzinę.

Było to święto myśli.

W kościele Skjee przemówił do Dyrekcji Dróg m.in. Tom Lowehr. Lowehr stracił w listopadzie 2004 swoją 16 letnią-córkę w wypadku.

Około 200 osób wzięło udział w obchodach. Obecni byli między innymi przedstawiciele w policji, straży pożarnej, NAF, Viking i pogotowia ratunkowego, urzędów lokalnych.

W 10 stopniowym mrozie przeszli oni w pochodzie w dół do drogi europejskiej E18.

15 rac pamięci dotyczyło tych, którzy stracili życie tylko po Vestfold-drogach w 2008 roku.

W sumie 256 osób straciło życie w ruchu drogowym w 2008 roku. Spośród nich 67 młodych ludzi w
w wieku od 15 do 24 lat. Liczba młodych zabitych wzrosła o 52 procent z 2007 do 2008 r.
 

nortus
 
W Wielkiej Brytanii ruszyła ateistyczna kampania propagandowa, finansowana ze zbiórki publicznej. Inicjatorzy planowali, że zbiorą na nią 5 i pół
tysiąca funtów - zebrali 150 tysięcy.

We wtorek na ulice Londynu wyjechał pierwszy auto-
bus z napisem "Boga przypuszczalnie nie ma, więc przestań się martwić i ciesz się życiem".W środę w Londynie ma ich być już 200 plus 600 w innych miastach Wielkiej Brytanii. Wkrótce w londyńskim metrze pojawi się też tysiąc plakatów podobnej treści.

Inicjatorką kampanii jest autorka komediowa Ariane Sherine, oburzona akcją reklamową jednego ze stowarzyszeń ewangelicznych, które straszyło
niewierzących ogniem piekielnym.Rzecznik Kościoła Anglikańskiego powiedział, że każdy ma prawo szerzyć swoje poglądy, ale dodał, iż wiara chrześ-
cijańska nie ma nic wspólnego z umartwianiem się.


Metodyści poszli o krok dalej, mówiąc, że będzie dobrze, jeśli kampania ateistów skłoni ludzi do poważnej refleksji i że świadczy ona o niesłab-
nącym zainteresowaniu Bogiem. Niepokojem może jednak napawać trudna do przewidzenia reakcja brytyjskich muzułmanów.


===
a zauważyliście subtelną różnicę między Anglikami a Polakami? Nikt nie wzywa żeby myślących nie-pokatolicku (w naszym przypadku, bo tu się uważa że tylko katolicy są na świecie), nikt nie pozywa nikogo za obrazę uczuć religijnych a sami księża (pastorowie) mówią, że to dobra akcja bo skłania ludzi ateistów do refleksji. I to jest najważniejsze, żeby ludzie zaczęli myśleć a nie wierzyć na słowo komuś. Gdy będą samodzielnie myśleć być może dojdą do wniosku że Bóg jednak jest.Albo do innego. I co po raz kolejny potwier-
dza Kościół Anglikański, że Chrześcijaństwo to nie umartwianie się. I straszenie ogniem piekielnym. Bóg jest przecież Miłością.
  • awatar Miss Jacobs :): jestem jak najbardziej za.. ale u nas kosciół ma za duże wpływy w państwie więc to wykorzystuje, ja sama jestem ateistką i spotykałam się z różnymi opiniami, reakcjami co do mojej osoby ....
  • awatar Szkoła optymistycznego pesymizmu: Akcja świetna, i mówię to jako człowiek wierzący (który 90% znajomych ma ateistów, bo z katolami to się po prostu nie da na dłuższą metę wytrzymać ; P ). Ale poza granice krajów objętych zjawiskiem tzw. "cywilizacji" to raczej nie wyjdzie, więc polscy fanatycy religijni mogą spać spokojnie (oby Wam się misiaczki ogień piekielny nie przyśnił ; ))
  • awatar gość: Co Wy jadacie, że tak gadacie!
Pokaż wszystkie (6) ›
 

nortus
 

“Uwaga na polskie izby wytrzeźwień!”



Jakie jest największe zagrożenie czyhające w Polsce na turystów? Według brytyjskiego MSZ, to ... izby wytrzeźwień. Perspektywa pobytu w tym miejscu tak przeraża urzędników, że w specjalnym raporcie piszą o izbach dużo więcej niż o złodzie-jach.

Wzmianka o zupełnie nieznanej w Zachodniej Europie
instytucji znalazła się w raporcie "2009 Travel Trends Report". Resort spraw zagranicznych nie tylko pokazuje, co warto zobaczyć w tym roku, ale także przed czym się bronić.I tak np. w Hiszpanii należy uważać na piratów drogowych, w USA strzec się huraganów, a we Włoszech uważać na podróbki
markowych towarów.

Rozdział poświęcony Polsce (17.miejsce w rankingu najciekawszych miejsc) wymienia jedno zagrożenie.
"Polska policja bardzo restrykcyjnie podchodzi do
osób pijących w miejscach publicznych" - czytamy w dokumencie"Jeśli zatrzymają cię pijanego możesz być odwieziony na wytrzeźwienie do specjalnej
kliniki i przebadany. Nie będziesz zwolniony dopóki nie wytrzeźwiejesz - co oznacza całonocny pobyt (za który będziesz musiał zapłacić)".

Dla Polaka nie ma wątpliwości. Ta "specjalna klinika" to wytrzeźwiałka. Jak się dowiedzieliśmy,
Brytyjczycy od pewnego czasu bywają w powołanych w latach 60. instytucjach częstymi gośćmi.
"Ostatnio goście z Wielkiej Brytanii poznawali nasze izby wytrzeźwień osobiście i bardzo dokład-nie. Na przykład w Krakowie trafiają tam często i nie są z tego zadowoleni" -powiedziała prezes Stowarzyszenia Dyrektorów i Księgowych Izb Wytrzeźwień Danuta Gadziomska.

Według statystyk tylko w popularnym wśród Brytyj-czyków Krakowie do listopada 2008 na izbę wytrzeź-wień trafiło aż 43 obywateli Zjednoczonego Króles-twa.Rzecz jasna stanowili niewielką część bywalców
ale większość z nich nawet nie rozumiała gdzie się znajduje.

Większość była zszokowana warunkami panującymi w izbach wytrzeźwień i policyjnych aresztach. Nie jest bowiem tajemnicą,że opiekunowie wobec swoich pacjentów stosują często takie nietypowe metody jak chociażby tzw. zimne prysznice. Potwierdza to zresztą ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli,  który mówił o tym, że polskie izby wytrzeźwień łamią prawa człowieka.

"Taka instytucja, jak izba wytrzeźwień jest po prostu Brytyjczykom nieznana" - mówi Sławomir Cybuski z helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Jego zdaniem jednak ostrzeganie przed izbami jest sporą przesadą."W Polsce wobec pijanych i najczęś-ciej źle się zachowujących osób stosuje się takie
same środki jak w innych krajach" - dodaje.

Obok izb wytrzeźwień,brytyjski raport przestrzega również przed grasującymi w polskich pociągach kieszonkowcami oraz przed mandatami za przechodze-nie przez ulicę w niedozwolonym miejscu.

--------------------------------------------------
Barbara Mińska: Poznał Pan warszawską izbę wytrzeźwień na ul. Kolskiej od środka..
Greg z Wielkiej Brytanii*: Tak i nigdy tego nie zapomnę. To jedna z najgorszych rzeczy, jaka spotkała mnie w życiu.

Od czego się zaczęło?
Na początku ubiegłego roku w Warszawie wracałem do domu ze spotkania z przyjaciółmi.Rzeczywiście, trochę wypiliśmy. Gdy przechodziłem koło Galerii
Centrum w Warszawie zatrzymało mnie dwóch polic-jantów. Nie rozumiałem, co do mnie mówili, bo mówili po polsku.

Widać był Pan pijany, skoro wzbudził ich zainteresowanie.
No, miałem problemy z równowagą. Zataczałem się po prostu. Policjanci kilka razy powtórzyli słowo "Kolska", a potem zapakowali mnie do radiowozu i zawieźli do tej całej izby.

I jak tam było?
To był koszmar! Próbowałem rozmawiać z ludźmi z izby, prosiłem, żeby mnie wypuścili, ale nie znali angielskiego, więc mnie ignorowali. Gdy zacząłem krzyczeć, że chcę iść do domu, najpierw zrobili mi zimny prysznic - oblewali zimną wodą, a później przywiązali mnie do łóżka pasami. A na koniec wystawili mi rachunek. Tyle pieniędzy za takie traktowanie? To jakiś żart! W Wielkiej Brytanii takie rzeczy się nie zdarzają.

A jak traktuje się pijanych ludzi na Wyspach?
Zupełnie inaczej niż u was. Pijanych ludzi pogoto-wie odwozi do szpitala, gdzie są odtruwani. Gdy tylko dojdą do siebie, są wypuszczani do domu. No i nikt nie wystawia za to rachunków.

Greg pracuje w Polsce jako nauczyciel języka angielskiego. Nie chce, by ujawniać jego nazwisko.

Ilona Blicharz, Barbara Mińska, dziennik.pl