Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 17 stycznia 2009

Liczba wpisów: 4

nortus
 
 
Jakich cech kobieta oczekuje od mężczyzny?

ORYGINALNA LISTA (w wieku 20 lat)
1. Przystojny
2. Uroczy
3. Finansowo ustawiony
4. Uważnie słuchający
5. Bystry
6. Dobrze zbudowany
7. Gustownie ubrany
8. Obdarowujący kosztownymi "drobiazgami"
9. Pełny zaskakujących przemyśleń
10. Pomysłowy, romantyczny kochanek

LISTA POPRAWIONA (w wieku 32 lat)
1. Miły wygląd (brak zakoli itp.)
2. Otwiera drzwi samochodu, przysuwa krzesła
3. Ma dość pieniędzy na miłe obiady
4. Słucha więcej niż mówi
5. Śmieje się z moich żartów
6. Nosi torby z zakupami
7. Ceni stały związek
8. Docenia dobry domowy posiłek
9. Pamięta o urodzinach i rocznicach
10. Romantyczny, upojny wieczór co najmniej raz w tygodniu

LISTA POPRAWIONA (w wieku 42 lat)
1. Niezbyt brzydki (łysa głowa - OK)
2. Nie ruszy samochodem aż nie wsiądę
3. Ciężko pracuje - ale czasami zabierze na okazjonalny obiad
4. Kiwa głową kiedy mówię do niego
5. Czasami opowiada dowcipy, które już opowiadał
6. Jest w stanie poprzesuwać meble.
7. Brzuch nie wystaje spod t-shirt'a
8. Wie, że nie kupuje się szampana, który zamiast korka ma zakręcany kapsel
9. Pamięta o opuszczeniu deski w toalecie
10. Goli się dokładnie w czasie weekendu

LISTA POPRAWIONA (w wieku 52 lat)
1. Ufortyfikowane wieże włosów w nosie i uszach utrzymuje w porządku
2. Nie beka i nie drapie się publicznie
3. Nie pożycza pieniędzy zbyt często
4. Nie zasypia kiedy wietrzę sypialnię
5. Nie opowiada zbyt często tego samego dowcipu
6. Jest w stanie dobrze wygnieść swój kształt w tapczanie
podczas weekendu
7. Potrafi dobrać skarpetki do ubioru i nosi świeżą bieliznę
8. Docenia dobry obiad przed TV
9. Pamięta twoje imię - okazyjnie
10. Zazwyczaj goli się na weekendy

LISTA POPRAWIONA (w wieku 62 lat)
1. Nie straszy małych dzieci
2. Pamięta gdzie jest łazienka
3. Nie żąda za dużo pieniędzy na utrzymanie
4. Chrapie lekko... ale tylko podczas snu
5. Pamięta dlaczego się śmiał
6. Gdy jest sam w domu, potrafi czasami sam wstać
7. Zwykle nosi jakieś ubrania
8. Lubi miękkie jedzenie
9. Pamięta gdzie zostawił swoje zęby
10. Pamięta, że to jest weekend

LISTA POPRAWIONA (w wieku 72 lat)
1. Oddycha
2. Trafia do toalety
 

nortus
 

Jesteśmy zadowoleni ze swojego życia seksualnego (9 na 10 Polaków), ale wciąż czujemy niedosyt.

Choć dziś od partnera oczekujemy przede wszystkim czułości i poczucia bezpieczeństwa, a nie wielo-krotnych orgazmów, nie pogardzamy nowoczesnymi środkami przekazu, np. internetem, by jeszcze bardziej uatrakcyjnić swoje życie seksualne i znaleźć drugą połowę. Tak czyni 1,8 mln Polaków, czyli ok. 5% populacji.

I choć jesteśmy wciąż religijni (93% ankietowanych
określa siebie jako katolików), nie przeszkadza nam to cieszyć się seksualnością i eksperymento-wać z pozycjami i technikami. Nawet jeśli dawno przekroczyliśmy już 50., do niedawna jeszcze uważaną za początek końca łóżkowych przyjemności.

Takie są wyniki badań przeprowadzonych w ubiegłym roku przez seksuologa Zbigniewa Izdebskiego. Ich wyniki ukażą się dopiero jesienią w książce
"Seksualność Polaków na progu XXI wieku. Studium badawcze". Ale specjalnie dla gazety seksuolog ujawnia to, co się zmieniło w naszych erotycznych zachowaniach. A zmieniło się sporo, choć pewne nawyki pozostają bez zmian.

Tak jak zawsze, dziś Polacy najczęściej i najchęt-niej kochają się w piątki, soboty i niedziele między godziną 21 a 24. Lato wciąż najbardziej sprzyja seksualnej aktywności.Najczęściej kochamy się w pozycji klasycznej, ale nowe jest to, że stajemy się bardziej śmiali w łóżku.


- Coraz więcej Polaków uprawia np. seks oralny.
Co ciekawe, nie wzrasta liczba osób korzysta-jących z usług prostytutek (od lat 11 %), ale nastąpiła zmiana jakościowa - teraz agencje towarzyskie częściej odwiedzają młodzi mężczyźni przed 30. Są zapracowani, zestresowani, nie mają czasu na stałe partnerki i mają kłopoty z erekcją.

Niezależnie jednak od wieku przybywa mężczyzn przeżywających lęk przed kontaktem seksualnym z kobietą. Aż 30% ankietowanych boi się, że się nie sprawdzi. To przez to, twierdzi prof. Izdebski, że kobiety stały się bardziej wymagające.

- Mężczyźni mają poczucie, że są oceniani przez kobiety, które wyedukowane na kolorowych czasopismach, dobrze wiedzą, ile czasu powinno się poświęcić na grę wstępną - mówi. I dodaje: - Cała ta metodyka dochodzenia do orgazmu kobiety jest niczym trudny test na inteligencję i powoduje, że mężczyzna czuje się spięty. Pada więc stereotyp samca, który "zawsze musi chcieć i zawsze może". Współczesnego mężczyznę coraz częściej "boli głowa" i daje sobie do tego prawo.

Jednak kobiety, choć dobrze wiedzą "jak to się robi" i jaką techniką dojść do orgazmu, wcale o nim już tak nie marzą.

- Nawet te, które wielokrotnie szczytują podczas jednego stosunku,nie zawsze uważają,że mają udane życie seksualne.Dziś ważniejsza jest dla nich więź
poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Rzadziej niż poprzednie pokolenie zmieniają partnerów.

Przestały wierzyć w hasła, że skakanie z kwiatka na kwiatek może kogokolwiek uszczęśliwić. Połowa mężczyzn (tylko 10% mniej niż kobiet) uważa tak samo.

Najbardziej uderzająca zmiana dotyczy seksu ludzi po 50. roku życia i starszych.

- Łamią stereotyp mówiący o tym, że babcie i dziadkowie nie potrzebują seksu - mówi profesor. -Dziś nawet 70-latkowie podkreślają wagę tej sfery życia. Ponad połowa kobiet po 50. roku życia uważa, że nie ma granicy wieku, po której spada ich zainteresowanie seksem. Ponad połowa mężczyzn w tym okresie życia uważa, że u nich taka granica to 62 lata.Co ciekawe,dla ludzi starszych inter-net jest większą szansą niż dla młodzieży, aby za jego pomocą znaleźć kogoś bliskiego - partnera o takich samych upodobaniach życiowych.

Zresztą internauci to odrębna kategoria badanych. Niemal wszyscy oni (97%) uważają, że seks interne-towy nie jest satysfakcjonujący, to jednak go uprawiają. Przed ekranem komputera zaspokajają się głównie mężczyźni(87%)o średniej wieku 27 lat

Profesor przebadał też zachowania Polaków w kontekście zagrożeń HIV/AIDS, m.in. grupę prosty-tuujących się chłopców i dziewcząt (120 osób). Z tych badań widać wyraźnie, że nie boimy się już zakażonych i częściej wyrażamy gotowość pomocy.

A z drugiej strony nie dopuszczamy do siebie myśli, że nasz partner mógłby nas zakazić. Ponad 75% Polaków w ogóle nie myśli o tym, aby wykonać sobie test na HIV.

Najbardziej drażliwymi pytaniami dla badanych okazały się te, które dotyczyły kontaktów homosek-sualnych, przemocy seksualnej i zdrady. To ciągle sfera tabu.

Badania Izdebskiego to część szeroko zakrojonych badań życia seksualnego Polaków, jakie odbywają się co cztery lata. W tym roku już po raz czwarty ankieterzy ruszą w teren i będą nas znów przepytywać jesienią.

70% kobiet wierzy, że możliwa jest tylko jedna miłość na całe życie
40 % Polaków przyznaje się do tego, że uprawia seks oralny
97 % internautów uważa, że seks internetowy nie daje satysfakcji
75 % dorosłych Polaków nie myśli o tym, by zrobić test na obecność HIV
60% mężczyzn wierzy, że wystarczy jedna partnerka w życiu, by seks był udany
30 % mężczyzn boi się, że się nie sprawdzi w łóżku i zawiedzie partnerkę
87 % mężczyzn o średniej wieku 27 lat onanizuje się przed komputerem
50 % kobiet po 50. roku życia uważa, że seks można uprawiać do śmierci

Z badań przeprowadzonych wśród młodych ludzi (16-35 lat) wynika, że już 14-letni chłopcy i 16-letnie dziewczyny przeżywają inicjację seksualną. Badani nie obawiają się też nowości w łóżku, śmiało zaglądają do sexshopów. Ale...10% młodych kobiet uprawia seks raz w roku, a ponad 5% nie robi tego wcale. Tymczasem aż 58% mężczyzn w naszym województwie przyznaje się do zdrady małżeńskiej. Także Ślązaczki coraz rzadziej widzą się wyłącznie w roli strażniczek domowego ogniska. W badaniach aż 46% z nich przyznało się do zdrady. A gdzie Ślązacy lubią się kochać? Z badań wynika, że podnieca ich uprawianie seksu m.in. w łazience (40% kobiet i 28% mężczyzn), samochód (połowa mężczyzn i 43% kobiet) oraz w miejscach publicznych (1/5 Ślązaków).
 

nortus
 

Lighting designer Bruce Munro will present his Field of Light installation at the Eden Project in Cornwall, England, this winter.

The installation, consisting of 6,000 acrylic tubes containing optical fibres, is inspired by the way the desert flowers after a rainstorm.

Bruce Munro’s Field of Light at the Eden Project

Visitors to the Eden Project in Cornwall this winter will have a chance to see one of Bruce Munro’s most iconic illuminated sculptures.

Munro’s ‘Field of Light’ will be installed on the grass roof of the visitors centre, between the famous Rainforest and Mediterranean Biomes from November 1st through to Spring 2009. The sculpture first came to widespread public attention when a scaled-down version was exhibited in the Pirelli Garden at the V&A in 2004.

“I’m really delighted to be working with the Eden Project” said Munro “ its a place with a unique vision, and I’m happy that my sculpture will be shown at a place which celebrates nature.”

Munro was inspired to make this piece during a trip through the Australian red desert 15 years ago. Driving along the Stewart Highway he would stop every night at roadside campsites, which are often in stark contrast to the barren desert that surrounds them: sprinkler-fed oases of green, each one displaying a larger than life sculpture of surreal design and proportions - perhaps a giant banana, pineapple or Merino sheep.
 

nortus
 
Nasza 50-letnia dziennikarka szuka pracy za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy w W-wie. Spotkani tam bezrobotni, którzy wrócili niedawno do kraju, opowiadają, jak działają pośredniaki za granicą.

A co by było,gdyby baba chodziła nie do polskiego urzędu pracy, tylko gdzieś w świecie? - To by się mniej stresowała - mówi Sławomir, bezrobotny, który niedawno wrócił z Anglii i za niedługo zamierza tam znów wyjechać. Na Wyspach korzystał z agencji pośrednictwa pracy. W Polsce tylko raz poszedł do pośredniaka. - To była porażka. Postanowiłem, że nigdy już tego nie zrobię. Sam sobie znajduję pracę, najchętniej za granicą.

Sławomir jest z wykształcenia nauczycielem historii. Krótko uczył w Polsce. Potem pojechał do Londynu. Pracował tam cztery lata - w hotelu, w parabanku i jako archiwista w prywatnej firmie. Pracy szukał przez internet albo za pośrednictwem rządowych agencji JobCenter i JobCenter Plus. - Mieszczą się zazwyczaj w centrum miasta. Oznaczone są potężnymi logo. Trudno je przegapić. Nie są to jakieś duże instytucje. Zatrudniają niewielu urzędników. - A przede wszystkim tam pracownik agencji nie wyszukuje ofert i nie decy-duje o tym, czy jest ona odpowiednia. Nikt nikogo nie straszy pozbawieniem statusu bezrobotnego.

W każdym biurze przy wejściu znajduje się recepcja, tu szukający pracy uzyska podstawowe informacje: jak się zarejestrować, gdzie i w jaki sposób uzyskać NIN (National Insurance Number). Dowie się także o przysługujących świadczeniach, o lokalnych agencjach pracy. A jeżeli pracownik recepcji nie będzie w stanie udzielić wyczerpu-jących odpowiedzi,skieruje klienta do specjalisty.

- I tu muszę na jedną rzecz zwrócić uwagę. Urzędnicy pomagają nie bezrobotnym, ale osobom szukającym pracy. To określenie już świadczy o tym, jak do tych osób podchodzą - podkreśla.

Jeśli szukający pracy chce się zapoznać z ofertami, ma do dyspozycji job pointy, czyli stanowiska wyposażone w monitory z systemem dotykowym, na których przegląda aktualne oferty. Jest kilka kryteriów wyszukiwania: region, czas pracy lub branża itd. I zaraz można wydrukować to, co jest interesujące.

- Nie trzeba być zarejestrowanym jako bezrobotny, by móc skorzystać z ofert. Od razu można też zadzwonić do przyszłego pracodawcy. Cały czas są dostępne aparaty telefoniczne. Są wyposażone w przyciski szybkiego wybierania numerów, np. z urzędu podatkowego, departamentu zabezpieczenia społecznego oraz infolinii rejestrującej bezrobotnych. To bardzo przydatne, by zebrać dodatkowe informacje.

Pracownicy urzędu pomagają też w napisaniu życio-rysu, listu motywacyjnego,wypełnieniu formularzy. W każdym oddziale JobCentre można uzyskać infor-macje,jak założyć własną działalność gospodarczą. Można mieć też własnego doradcę,który na początku jest przewodnikiem po angielskiej "rzeczywistości gospodarczej"

- A w niektórych biurach są teraz pracownicy mówiący po polsku.W Anglii bezrobotny jest osobą, której się pomaga. Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, by podejrzewać, że przyszedł wyłudzić zasiłek lub ubezpieczenie zdrowotne.

- W USA pośrednictwo pracy jest jeszcze bardziej skomputeryzowane - tłumaczy 52-letnia Marta. Mieszkała i pracowała w Stanach prawie 15 lat. Ostatnio w banku. Zajmowała się przyjmowaniem wniosków kredytowych. Parę razy trafiała do tamtejszych urzędów pracy.

- Tam pośrednik pracy jest po to, by pomóc ci wypełnić odpowiedni formularz.Informacje o tobie, o twoich kompetencjach,wykształceniu itp trafiają na stronę internetową. Jest to tak zrobione, że każdy pracodawca może tam wejść i je odszukać. I potem skontaktować się z tobą - wyjaśnia.

Na tej samej stronie są oferty pracy posegrego-wane w bardzo dostępny sposób.

- Zaskakuje mała liczba propozycji publikowanych na stronach internetowych naszych urzędów pracy. Poza tym u nas jest groch z kapustą. Nie ma żadnych kategorii typu wiek, wykształcenie kandydata, branża.

W USA bezrobotny nie jest zmuszany do tego, by co jakiś czas zgłaszać się do pośredniaka.

- Nikt w ten sposób nie weryfikuje jego "gotowości
do podjęcia pracy" - że zacytuję polski dokument. Nie ma takiej potrzeby, wystarczył telefon.

Marta dzwoniła pod numer automatycznej sekretarki określonego dnia i w określonych godzinach. Ostatnie liczby numeru,pod którym była zarejestro-wana, mówiły o tym, że ma to zrobić np. w piątki między 14 a 18.Po komendzie usłyszanej w słucha-wce wciskała odpowiedni klawisz i komputer otrzymywał informacje, że nadal szuka pracy.

Za pomocą internetu potwierdzała aktualność informacji o sobie.

- Wystarczyło kliknąć myszką na własną aplikację i już jest wiadomo, że coś się w twoich danych zmieniło - wyjaśnia Marta.

- Działanie tam tego systemu jest znacznie mniej stresujące dla bezrobotnego. Tam urzędnik pośredniaka nie jest kimś, kto dysponuje jakimś poszukiwanym, luksusowym dobrem i może go je dać lub nie.

Podstawowa różnica między polskim zasiłkiem dla bezrobotnych a brytyjskim jest taka, że angielska nazwa Jobseeker's Allowance w dosłownym tłumacze-niu oznacza "zasiłek dla szukających pracy".

za. gazetapraca.pl