Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 2 września 2008

Liczba wpisów: 3

nortus
 
Jeśli masz owcę albo kozę, musisz zadbać, by co najmniej raz w miesiącu zobaczyła swoich krewnych. Świnia musi mieć prysznic, a jeśli zamierzasz bezdusznie utopić złotą rybkę w toalecie, najpierw musisz ją humanitarnie
uśpić. To nie żart. Właściciele zwierząt
muszą się pogodzić z nowymi przepisami w sprawie traktowania braci mniejszych.

Zwierzęta mogą odetchnąć z ulgą - już nikt bezkarnie nie będzie ich męczył. Nowa ustawa, poza parasolem ochronnym dla rybek i towarzystwem
dla owieczek, przewiduje m.in. zakaz obcinania psom ogonów i uszu. Także właściciele, którzy chcą chirurgicznie "wyprodukować" pieskowi klapnięte uszko, będą musieli się mieć na baczności.

Ale na tym nie koniec. Według nowych przepisów, niektóre gatunki, np. papugi i chomiki, nie będą mogły żyć w samotności. Świnie dostaną za to do
dyspozycji prysznice, a konie będą musiały się nawzajem widzieć, słyszeć i czuć. Wprowadzono także zakaz używania drutu kolczastego.

Przepisy określają nawet minimalną powierzchnię przeznaczoną dla poszczególnych gatunków. I tak słonie otrzymały prawo do całych 30 metrów kwadr. W stosunku do ich partnerek czuć jednak powiew męskiego szowinizmu, bo słonice ustawowo będą musiały zadowolić się zaledwie połową tej powierzchni.


A gdzie takie przepisy wprowadzono? Spójrz na flagę a będziesz wiedzieć.
  • awatar Była Kochanka Pana M.: aż dziw bierze że to nie u nas. Tutaj nic mnie już nie zdziwi :P pozdrawiam i dzieki za fascynujące wieści :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Dlatego z tekstu usunąłem nazwę kraju. A pasuje do nas jak ulał, nieprawdaż? Pozdrawiam
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Dialog w Restauracji Antycznej w Sławie. - Dzień dobry. Czy mogę skorzystać z toalety? Zapłacę - pyta turystka. - Wyp...j stąd. I pamiętaj, sraj tam, gdzie jesz, a nie u mnie - wykrzykuje właściciel lokalu.

Letnie popołudnie na rynku w Sławie, perle turystycznej woj. lubuskiego. Kustosz Biblioteki Uniwersyteckiej w Zielonej Górze wybrała się tu z rodziną i przyjaciółmi, aby wypocząć.

Sławę widzi codziennie w pracy na starych pocztówkach. Interesuje się historią miasteczka, chciała zobaczyć, jak wygląda dzisiaj. Usiadła z
przyjaciółką w maleńkim barze z jednym stolikiem. Zamówiły kawę, porównują rynek do tego sprzed kilkudziesięciu lat. Jak wrócą do Zielonej Góry,
wymienią się pocztówkami. Ostatni łyk kawy. Pani kustosz wyrusza do toalety. Niestety, w barze nie ma. Od obsługi dowiaduje się, że klienci mogą
korzystać z toalety miejskiej 100 m dalej. Kobieta udaje się więc do sąsiedniej Restauracji Antycznej. Kulturalnie pyta o ubikację, proponuje
zapłatę.

- Co to szalet publiczny sobie znalazłaś?. To nie jest restauracja dla jakichś ku..w. Wyp...j stąd. I pamiętaj, s..j tam, gdzie jadłaś - wrzeszczy
właściciel restauracji.

Jak porażona prądem wybiega z lokalu.

Restaurator: wynocha

Restaurator miał zły dzień? A może taki jest standard obsługi turystycznej w Sławie - zastanawiam się w redakcji. Postanawiam sprawdzić.

Jest wtorek, do Sławy dojeżdżamy o godz. 13. Miasteczko prawie puste. Plastikowym, podświetla-nym szyldem kusi lokal: Stary Kormoran. Restauracja Antyczna. To tutaj rządzi Witold Sulewski, człowiek, którego nie warto pytać
o toaletę.

Z mocniejszym biciem serca wchodzę do środka. Na pomalowanych w róże ścianach wiszą pejzaże. Podłoga wyłożona czerwonym dywanem, a na stolikach nakrytych białym obrusem stoją świeczniki. Panuje półmrok, który zapewniają
okna przysłonięte kotarą. Oczom gości jako pierwsze ukazują się drzwi do sławetnej ubikacji. Nabieram powietrza i ryzykuję:

- Dzień dobry, czy mogłabym za opłatą skorzystać z toalety? - wygłaszam formułkę. Mam szczęście, trafiłam na pracownika knajpy.

- Nie - stanowczo odpowiada pulchny pan w fartuchu.

- A gdybym zamówiła herbatę? - drążę.

- Nie - nie ustępuje.

- Herbatę i ciastko? - dopytuję.

- Trzeba zamówić cały zestaw obiadowy. Wtedy toaleta otwarta - kończy podniesionym głosem.

Właściciele sąsiednich knajp i sklepików niewiele mówią o Sulewskim. Jak już to szeptem. - Wie pani, to jest choleryk. Turyści często wybiegają od niego w popłochu. Ale widocznie musi się czuć pewnie, skoro pozwala sobie na takie chamstwo - mówi mieszkaniec Sławy. Przypomina sytuację, kiedy grupa klientów chciała zamówić u Sulewskiego imprezę zamkniętą. Po omówieniu szczegółów, zanim wyszli, wstąpili jeszcze do toalety. - Sulewski wpadł w szał. Do bankietu nie doszło - opowiada.

Niewiele udało nam się zebrać informacji o restauratorze ze Sławy. Podobno przyjechał tu z Wielkopolski i nie jest tu zameldowany na stałe. Kiedyś pracował w masarni, restaurację prowadzi od kilkunastu lat.

Postanawiam jeszcze raz uderzyć do Antycznej, tym razem chcę porozmawiać z samym Sulewskim. Kucharz woła właściciela. Z czeluści zaciemnionego
pomieszczenia wyłania się filigranowy pan w okularach.

Przypominam mu historię z panią kustosz.

- Dlaczego pan tak traktuje turystów? - pytam.

Zaczęło się. Dłonie Sulewskiego zaczynają wirować w powietrzu, głos podnosi się o kilka decybeli. Ciężko za nim nadążyć. Rozumiem tylko niektóre zdania.

Toaleta jest moja, prywatna, P-R-Y-W-A-T-NA - sylabizuje Sulewski. - I mogę do niej wpuszczać, kogo mi się podoba. A kto myśli inaczej, jest komuchem.

- A gdzie dobre obyczaje? Turyści...... - nie mogę dokończyć zdania.

- Dosyć tego. Zaraz wezwę policję, nie boję się niczego, wynocha! - niemalże biega wokół własnej osi.

Burmistrz: co ja mogę?

Jednak okazało się, że pani kustosz nie trafiła na wyjątkowo zły dzień nerwowego restauratora. Niestety, Stary Kormoran wita tak turystów
codziennie.

Idę do burmistrza.

- Jako gmina nie mamy wpływu na kulturę osobistą przedsiębiorców. Nie mam oparcia w prawie, ośmieszyłbym się, ingerując w tę sprawę - uważa zaskoczony z-ca burmistrza Krzysztof Gruszewski. Przyznaje, że słyszał o impulsywnym zachowaniu restauratora. Dodaje jednak, że nie posądziłby jednak Sulewskiego o obrzucenie klienta stekiem obelżywych wyzwisk.



Sława (niem. Schlawa, 1937-1945 Schlesiersee) to miasto w woj. lubuskim, w powiecie wschowskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Sława. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. zielonogórskiego.

Według danych z 31 grudnia 2004, miasto miało 3 960 mieszkańców. Sława położona jest nad Jeziorem Sławskim (817 ha).

Przemysł drzewny, turystyczny i spożywczy. Nad Jeziorem Sławskim znajduje się wiele popularnych ośrodków turystyczno-wypoczynkowych i sportowych (pole namiotowe, baza gastronomiczna). Przemysł spożywczy to przede wszystkim duża liczba zakładów mięsnych. Sława jest znana z corocznie odbywającego się w tym mieście w lipcu Międzynarodowego Kongresu Brydża Sportowego, na który rok rocznie zjeżdża cała polska, a czasem nie tylko, elita polskich brydżystów.


A może zrobić wykaz takich kulturalnych, na światowym poziomie lokali i uczynić z tego atrakcję turystyczną. No bo gdzie jeszcze na świecie można coś takiego spotkać? Nawet na liste UNESCO wpisać.
  • awatar gość: no przykre to jak cholera... jako ,że powiedzmy jestem z ZG w Sławie bywam... i rzeczywiscie... oby takich panów jak najmniej...
  • awatar gość: Zapraszamy, zatem do Pensjonatu Słoneczko
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Przez cały weekend trwały obchody jubileuszu najbardziej polskiego portu w Szwecji. Do świętującego 100-lecie portu w Ystad pływa już pięć polskich promów.

Początek portowi w Ystad dało 100 lat temu połą-czenie ze Stralsundem. Na tej trasie pływał statek pocztowy "Helena", którego replika stoi teraz w Ystad. Jednak największą atrakcją weekendowych uroczystości była wizyta repliki
XVIII-wiecznego brygu "Götheborg". Żaglowiec zatonął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1743 r. W 2004 r. odtworzono jednostkę, dbając o
najdrobniejsze szczegóły. Gdy przybijała do nabrzeża, witały ją tłumy. Każdy chciał wejść na pokład. Na nabrzeżu i w centrum Ystad odbyło się także sporo imprez kulturalnych, m.in. koncerty i pokazy tańców tradycyjnych.

Połączenie promowe ze Świnoujścia do Ystad zapoczątkował w 1964 r. prom "Gryf" (dziś jeden z promów PŻM także nosi tę nazwę). Z czasem polscy
armatorzy wprowadzali na trasę kolejne, coraz większe i nowsze jednostki. 13 lat temu PŻM i Euroafrica do obsługi tego połączenia wspólnie zbudowały prom "Polonia". Dwa lata temu zapotrzebowanie na przewozy promowe było już tak
duże, że Unity Line oprócz rejsów do Ystad zaczął pływać do położonego 40 km na zachód Trelleborga. Od 1 września do obu portów południowej Szwecji
pływać będzie codziennie osiem promów.

Jeszcze w ubiegłym tygodniu do portu w tym małym miasteczku na południu Skanii przybijały cztery polskie promy: "Polonia", "Śniadecki" i "Kopernik"
(Unity Line) oraz "Wawel" (Polferries).1 września dołączy do nich kolejny - "Skania". Za dwa lata Unity Line chce właśnie na trasę do Ystad wstawić prom "Piast", a po nim "Patrię", które ma zbudować szczecińska stocznia.

Samo miasto liczy 24.000 mieszkańców. Średniowieczna (w większości XV i XVI-wieczna) zabudowa szachulcowa stanowi największy tego typu zespół w całej Skandynawii. Miasto leży na trasie Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego.
Stare miasto, stanowiace centrum, jest takim samym słodkim miasteczkiem jak 200 lat temu. Plan miasta wydany około 1780r jest nadal aktualny i poza nazwami niektórych ulic nic się nie zmienił.
Na zwiedzenia Ystad potrzeba około 3 godzin, więc można wypłynąć nocnym rejsem i wrócić nim następnego dnia po miło spędzonym dniu w Ystad. Warto odwiedzić to miasteczko. Polecam.