Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 17 września 2008

Liczba wpisów: 12

nortus
 
Chcemy wychować syna w kraju, który jest bezpieczny dla dzieci. Ludzie w Polsce są z roku na rok coraz bardziej agresywni i prostaccy. Narkomania w szkołach, pijaństwo, przestępczość na ulicach, seks w parkach. Materializm, brak tolerancji, zanik duchowości. Taka jest Polska. Nie będę za nią tęsknił - Piotr Kalwas (ur. 1963).


Osobiście uważam, że trochę przesadził. Ale wiele racji ma. Życie w Polsce, zwłaszcza w większych miastach jest strasznie nerwowe i chamskie. Wszystko trzeba zrobić już nie na wczoraj ale na przedwczoraj. Chamstwo szefów przekracza już chyba wszystkie granice. W Szczecinie ciągle pracownik słyszy, że jak ci się nie podoba to wypier... - wiem, że w innych miatsach to się zmienia. Zaczyna się szanować pracowników bo nie ma kto pracować, tylko z tego powodu a nie przyrostu kultury u szefów. Zmusza ich sytuacja.
Rodzice zapierniczają od rana do nocy, dzieci chowają się na ulicy bezpańskie a na życie i tak brakuje. Chociaż są i wyjątki. Ale jak wyżyć za 1000 zł miesięcznie gdy na mieszkanie idzie połowa pensji albo i więcej. Owszem średnia przekroczyła 3100 zł brutto miesięcznie. Ale większość tylko może marzyć o takiej pensji (a to daje jakieś 2000 zł na rękę). A jeśli ktoś jest sam? I ma za to wynając mieszkanie i żyć?
To jedna strona medalu.
Pijaństwo i chołota na ulicach, menele okupujący ławki w parkach i na deptakach (owszem spokojnie, nie awanturują się ale ich wygląd wywołuje często już torsje). Bród na ulicach, niekoszone trawniki w centrum miasta, śmieci walające się po chodnikach i nikogo co by to sprzątał. Co kilkanaście metrów sklep monopolowy, w większości czynny całą dobę (i nie można tego ograniczyć bo to naruszenie swobód obywatelskich), szczanie po klatkach i wprost na ulicach jest normalne. W Każdym razie władzom to nie przeszkadza. Radni Szczecina żeby zobaczyć że jest bródno na ulicach i przystankach muszą wynajmować autobuś i robić wycieczki po mieście bo w czasie prywatym jak jeżdżą swoimi samochodami to tego nie widzą. I są zdziwieni że jest jak jest. Postała specjalna komisja ds. czystości w mieście i zrobiła - nic.
Przez rok. To może wróćmy do czynów społecznych?

Zaraz się odezwą głosy (zwłaszcza młodych ludzi - to już wiem z praktyki) że to nieprawda, że szkaluję itd. Ale tak jest. Nie wszędzie oczywiście, ale często tak właśnie wygląda Polska. I to jest obraz jaki idzie w świat. Pisałem już o właścicielu restauracji co gości wita "wypierd.." - że to wyjątek? Wiem, mam nadzieję że wyjątek. Ale co my widzimy w Polsce o Europie, Ameryce itd. Mordy, gwałty, napady, rabunki - bo tylko to intereuje media, zwłaszcza TV wszelkiej maści. Sensacja i pogoń za nią.
Jaki jest obraz kraju trzeba poszukać na lokalnych mediach nie ogólnokrajowych. Ten sektor żyje polityką i kłótniami między pałacami. Prasa lokalna pokazuje jaki jest kraj.
To że na moim osiedlu jest ładnie i czysto i spokojnie (może dlatego że mieszka tu prezes spółdzielni) nie znaczy, że mam nie widzieć co się dzieje już w centrum miasta, gdzie żyja m.in. menele, patologia i ekstraelita City.

Jeszcze niedawno więcej zaglądałem na strony prasy w internecie. Teraz zacząłem to ograniczać (co widać i po mniejszej ilości wpisów na blogu) bo żyć się odechciewa od tego co człowiek się dowiaduje. Jeszcze trochę faktycznie wyłączę TV i wiadomoci w necie i wyłączę się z tej społecz-ności - jak robią Polacy za granicą - bo ileż można tego znieś. I z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej. Partyjniactwo króluje już na całego - co najlepiej właśnie widać po ostanich decyzjach PISu (vide: nortuspol.pinger.pl) gdzie nie liczy się co jest dobre dla kraju ale tylko dla partii. I nie wolno inaczej mysleć.
  • awatar taki: Może niech tam pojedzie? http://www.youtube.com/watch?v=f6UPxdK65JU
  • awatar Nortus & Potworna spółka: a żebyś się nie zdziwił. Czekam na powrót znajomych, którzy teraz objeżdżają Ukrainę i są zaszokowani tym co tam zastali a co myśleli że tam zobaczą. Porządek, czystość, brak pijaków na ulicy, bardzo duzo się buduje, bezpieczeństwo w parkach. Wyobrażenia Polaków są bardzo mylne. Ukraina,nie cała oczywiście, jest już w Europie zachodniej.
  • awatar taki: A może tu...do pięknego Neapolu? http://images.google.pl/images?hl=pl&client=firefox-a&rls=org.mozilla:pl:official&hs=pFG&q=%C5%9Bmieci%20neapolu&lr=lang_pl&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=wi
Pokaż wszystkie (18) ›
 

nortus
 
Od wtorku cała Polska żyje makabryczną historią z Siemiatycz. Cała? Nie. "Nasz Dziennik" ani słowem nie zająknął się o tym, że ojciec przez ponad 6 lat wykorzystywał seksualnie swoją córkę. Bo niby po co straszyć patologiami? "Nasz Dziennik" dba o każdą polską rodzinę i nie pozwala jej krzywdzić propagandzistom, którzy "chcą ustawiać dzieci przeciwko rodzicom".
W piątkowym wydaniu bierze więc na tapetę książkę
"Mam prawo! Czyli nieomal wszystko, co powin-niście wiedzieć o prawach dziecka, a nie macie kogo zapytać". Alarmuje, że ma ona trafić do kanonu lektur IV, V i VI klasy podstawówki. Poświęca czołówkę i dwie kolumny na wykazanie, że wiedza zawarta w tej książce daje dzieciom
"wolność do zła".

"Czytając książkę Grzegorza Kasdepkego, dzieci dowiadują się, że mogą zostać sprzedane, uprowa-dzone za granicę albo wykorzystane seksualnie" - pisze autorka tekstu zdumiona, że książka omawia art. 34 konwencji praw dziecka, który brzmi:
"Nikt nie może wykorzystywać cię  seksualnie"
"Po co zwracać uwagę dzieci na dewiacje  seksualne? Czy problematyka seksualności - w dodatku mocno zaburzonej - jest normalnym kręgiem zainteresowań uczniów szkoły podstawowej?" - pyta retorycznie.

Ewentualne wątpliwości czytelników "Naszego Dziennika" rozwiewa dr Urszula Dudziak, psycholog z Instytutu Nauk o Rodzinie KUL: "Mówienie o jakichś zboczeniach, o molestowaniu, to nie jest sprawa dla małego dziecka - to jest sprawa dla klinicystów, seksuologów, lekarzy. Ważna jest kwestia uwrażliwienia rodziców czy wychowawców, natomiast dla dziecka podejmowanie takich tematów jest niedopuszczalne i może być niebezpieczne".

Czy bardziej niebezpieczne niż to, co działo się w Siemiatyczach?


Źródło: Gazeta Wyborcza



No właśnie, pamietacie jak w PRL było dobrze? Nie była napadów, narkomanii, przestępczości, złodziejstwa, pijaństwa itd. Kraj był szczęśliwy, mlekiem i miodem płynącym. Dlaczego? Bo nikt o tym nie pisał na pierwszych stronach ani w TVP nie pokazywali. Czyli gdy o tym nie będziemy mówić nie będzie w kraju źle. I po co dzieci uświadamiać, że mogą być .....  że mają jakieś prawa, że coś im wolno albo nie. Dzieci są własnością rodziców i koniec. I dlatego kochany tatuś mógł robić sobie z córką kolejne dzieci, ale byli szczęśliwi i kochani.
Obłuda.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
W zeszłym roku odkryłem przez przypadek, że we wrześniu są w Polsce Europejskie Dni Dziedzictwa. Dni, kiedy można poznać historię swojego miasta czy regionu pryz pomocy profesjonalistów -  histo-ryków, konserwatorów zabytków. Są organizowane wycieczki po mieście i okolicy(dodam,że za darmo. Info: www.edd.pl). Warto z nich skorzystać.  
W każdym razie zwiedziłem budynki i ich wnętrza z profesjonalną informacją tam, gdzie śmiernik rzadko jest wpuszczany.
W tym roku zwiedzamy najdłuższą ulicę Szczecina - al. Wojska Polskiego. Ulica liczy sobie 7 km. Przy niej powstawały piękne wille i obiekty po zakończeniu żywota Twierdzy Stettin w XIX wieku.
Wracając w niedzielę ze zwiedzania towarzyszyła mi bardzo miła p. Alicja Witkowska. Opowiedziała swoją historię spędzania czasu na emeryturze: pasji poznawaniu historii miasta.
Opowiedziała mi m.in. jak odkryła historię nagrobku rodziny Riess w Szczecinie.
Pomnik tej jets niezwykły (vide foto). Sa na nim postaci 4 chłopców. Do niedawna były one bez głowy bo polska dzicz niszczyła wszystko co niemieckie, nawet groby. Im te głowy odcięto i zniszczono. Dzięki staraniom p. Alicji nagrobek odtworzono a historia jest piękna. Ale zacytuję tu zapis ze strony www.sedina.pl:

"Pierwszy ślad - napisy

Pani A Witkowska. Od kilkunastu lat chodzi na Cmentarz Centralny na grób męża. Kilka lat temu zapuściła się w dół skarpy biegnącej wzdłuż al. Lipowej. Nagle zarośla odsłoniły jej nagrobek z chłopcami.

- Zaczęłam tam przychodzić, zapalałam znicze - mówi. - Zauważyłam, że i inni ludzie z dużym ciepłem pochylają się nad tym grobem. A jak zoba-czyłam jeszcze fotografie pomyślałam, że może spróbuję wyjaśnić tę historię?

Kiedy pani Witkowska zaczęła przyglądać się nagrobkowi ze wszystkich stron, odkryła, że oprócz wykutego z przodu dużymi literami nazwiska "Riess" z boku są znacznie mniej wyraźne napisy: Walter Riess (12.8.1896 - 8.8.1940), Erna Riess (10.12.1904 - 19.01.1995). Zwłaszcza ta druga data musiała wzbudzić jej zainteresowanie - wszak to zaledwie dziesięć lat temu.

Trzech braci żyje

W Archiwum Państwowym zajrzała do niemieckiej książki teleadresowej z 1938 r. Wyczytała w niej, że przed wojną Walter Riess miał zakład - plisowa-nie i hafciarstwo na Breitestrasse 85 (naroże ul. Wyszyńskiego i Sołtysiej). Dowiedziała się też, że był właścicielem kamienicy przy Philipstrasse 2 (Małkowskiego), gdzie mieszkał z rodziną. Potem w Książnicy Pomorskiej przejrzała niemieckie gazety. W jednej z nich z 1940 r. znalazła nekrolog - Waltera Riessa żegnała w nim Erna Riess oraz Hans Georg, Wolfgang, Peter Jürgen i Udo. Czyż nie byli to żona i czterej chłopcy z nagrobka?

Pani Alicja odwiedziła następnie parafię ewange-licką i dyrekcję Cmentarza Centralnego. Udało jej się zdobyć adres niejakiego pana Wolfganga Riessa. To on dziesięć lat temu załatwiał pogrzeb Erny Riess na Cmentarzu Centralnym. Napisała do niego list.Do listu dołączyła kartkę z życze-niami, zdjęcie grobu z chłopcami i nieśmiało zapy-tała o historię nagrobka. Miesiąc później, już osobiście, żona pana Wolfganga opowiadała jej, że po raz pierwszy w życiu widziała męża ze łzami w oczach. Czytał list od pani Alicji. Pani Alicja wiedziała już na pewno, że czterej chłopcy z nagrobka to bracia, a jednym z nich jest właśnie Wolfgang (rocznik 1933). Okazało się, że żyją jeszcze dwaj inni bracia: Peter Jürgen (rocznik 1935) oraz Hans Georg (1932). Najmłodszy, Udo (1937), zmarł w 1987 r.

W styczniu tego roku dwaj bracia Riessowie Wolfgang i Peter Jürgen przyjechali do Szczecina. Pani Alicji opowiedzieli historię nagrobka rodziców.

Rzeźba ze zdjęcia

Ich tato Walter zmarł w sierpniu 1940 r. na cztery dni przed swoimi 44. urodzinami. Jeszcze w lipcu tego roku Riessowie byli z synkami nad morzem w Ahlbecku. Fotograf zrobił chłopcom kilka zdjęć, żeby była rodzinna pamiątka. Zdjęcia miały być prezentem dla taty na urodziny.

Walter Riess zachorował i wcześniej wrócił do Szczecina. Niedługo potem zmarł. Zdjęć już nie obejrzał. Rodzina postanowiła, że jedno z nich w formie rzeźby będzie ozdobą nagrobka ojca. Wykonania figur podjął się dyrektor szczecińskiej szkoły rękodzieła i rzemiosła artystycznego Walter Müller (dziś to szkoła przy pl. Kilińskiego). Nagrobek gotowy był rok później. Na prośbę rodziny postacie chłopców nie miały jednak autentycznych rysów.

W połowie roku 1943 wdowa po Riessie zabrała synów i przeniosła się do Hartzburga (w górach Hartz),do szwagierki. Bała się, że jej, samotnej, naziści odbiorą dzieci.

Zamieszkali w malutkim domku o powierzchni 24 m kw., który udało się wybudować z oszczędności. Za mąż nigdy nie wyszła. Sama wychowywała i wykształ-ciła czterech chłopców. Hans Georg został inżynie-rem górnictwa, Wolfgang właścicielem gospodarstwa przetwórstwa owocowo-warzywnego, Peter Jürgen lekarzem, Udo inżynierem górnictwa i drogownictwa.

Nie mogła dostać wizy

W 1968 r. najstarszy syn Hans Georg przyjechał do Polski na Targi Poznańskie. Wymknął się na jeden dzień do Szczecina, żeby odnaleźć grób ojca. Po kilku godzinach błądzenia i cięcia scyzorykiem chaszczy znalazł. Nagrobek był przewrócony, a pomnikowi chłopcy bez głów. Podobny los spotkał po wojnie niemal wszystkie niemieckie nagrobki ozdobione postaciami. Kto z taką nienawiścią pozbawiał ich głów? Nie wiadomo.

Syn opowiedział o wszystkim matce. Erna Riess dwa razy pisała prośbę do polskiego konsulatu w Berlinie o wizę do Polski. Dwa razy rozpatrywaną odmownie (mieszkała na terenie RFN). W końcu udało się jej dostać do Szczecina w sierpniu w 1973 r. z niemiecką wycieczką z Lubeki. Znalazła zakład kamieniarski przy Ku Słońcu 21 i ubłagała żonę kamieniarza, która za 2 tys. marek zrekonstruowała głowy w nagrobku. Latem 1975 r. odnowiony stanął na swoim miejscu. Wapienia muszlowego, z jakiego zrobiono go pierwotnie, wtedy w Szczecinie nie było, więc głowy dorobiono z mieszanki cementu.

Żona obok męża

Ostatnim marzeniem Erny Riess było spocząć przy mężu. Przez wszystkie powojenne lata sumiennie opłacała miejsce na cmentarzu. Władze w Szczecinie kręciły nosem, ale jednak wyraziły zgodę.

Erna zmarła w styczniu 1995 r. Jej ceremonia pogrzebowa odbyła się w nowo odbudowanej kaplicy głównej na Cmentarzu Centralnym - w tej samej kaplicy, w której ona sama 55 lat wcześniej żegna-ła swojego męża Waltera.Prochy Erny zgodnie z jej życzeniem spoczęły na szczecińskiej nekropolii obok męża.

Państwu Ernie i Walterowi Riess dane było przeżyć ze sobą tylko 9 lat,ale bardzo się kochali. Dochowali się czterech synów, a pani Erna 11 wnuków i czterech prawnuków.

Taka jest nasza historia

I tak oto dzięki pani Alicji Witkowskiej wyjaś-niona została zagadka nagrobka rodziny Riessów.

- Synowie Erny i Waltera pytali mnie, czemu to zrobiłam. Czemu zadałam sobie tyle trudu, aby poznać ich historię? Odpowiadałam, że na cmentarzu jest historia naszego miasta: niemiecka i polska. Pomyślałam, że może przy okazji dowiem się czegoś nowego - tłumaczy Alicja Witkowska.

W liście do pani Alicji panowie Riessowie napisali: "Zrobiło to na nas ogromne wrażenie, że polska mieszkanka Szczecina zadała sobie tyle trudu, żeby poznać historię grobu naszych rodziców. Bardzo dziękujemy".

Z tego co wiem, rodzina Riessów po wojnie była bardzo przyjaźnie nastawiona do Polaków i wielu z nich pomagała. Wtedy jeszcze nie było mowy o nagrobku. Zawsze znajdą się dobrzy i źli ludzie, bez względu na narodowość. A dodam, że p. ALicja nie jest osobom młodą i myślę, że przyżyła gehennę wojny jako dziecko albo tuż po wojnie.

Historia Szczecina, i nie tylko, jest nasza wspólna: niemiecka i polska. Tu jeszcze można dodać że i szwedzka, duńska, francuzka i pruska. Taka jest i nie można jej zacierać i mówić, że to odwiecznie miasto polskie a co było wcześniej zniszczyć. Ile my krzyku podnosimy, że polskie cmentarze na wschodzie są niszczone, że nikt o nie nie dba. A sami jak postepujemy? Minęło już 70 lat i czas przestać zionąć nienawiścią.
Dzisiaj powstają w Polsce lapidaria niemieckie, żydowskie i inne, w zależności od regionu przyłączonego do Polski po II wojnie.
Ale ile grobów zniszczyliśmy?
Gdy napisałem kilka tygodni temu o cmentarzu-pomniku żołnierzy niemieckich w Glinnej koło Szczecina to dostałem m.in. wpisy że należy pluć im w twarz, niszczyć i zatrzeć. I zapytałem się: Czy tak samo mają postępować Irakijczycy wobec naszych żołnierzy? Dla nich my jesteśmy okupantami, my uważamy że im przyniesliśmy demokracje. Ale to my tak myślimy. Odpowiedzi się nie doczekałem.
Pamięć zmarłym należy się zawsze i wszędzie. Jeśli ktoś z nich był bandziorem - należy się sąd lub osąd, jesli nie żyje. Ale nie wolno niszczyć grobów i fałszować historii.

Wracając do nagrobka: ja bym się nie odważył umieścić na nim postaci żyjących jeszcze dzieci. Choć przyznaję,że motywy zobiły na mnie wrażenie. Tak pożegnali się z ojcem. Miłe to.


Dodam, że:Największy cmentarz w Polsce, a trzeci w Europie,oficjalnie otwarty dnia 6 grudnia 1901. Wzorowany na nekropoliach Hamburga i Wiednia. Obecnie zajmuje powierzchnię: 167,8 hektara. Od założenia cmentarza spoczeło tu ponad 300 tyś. zmarłych. Obecnie jest jedenym z najpiękniejszych parków przyrodniczych naszego Miasta. Grobów niemieckich jest tylko trochę. Kiedyś przewróco-nych i zarosłych chaszczami. Dzięki temu przetrwały. Po wojnie budowano z nich murki na mieście, chodniki a wiele utopiono w stawach. Groby zostały zniszczone spychaczami a miejsca niemieckich zmarłych zajęli Polscy zwyciężcy. Nawet na cmentarzu.
  • awatar apetyczna: myślałam, że ten cmentarz jest najwiekszym w Europie. moja ciocia jest tam pochowana.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Dzień 12 września 2008r przejdzie do historii Norwegii, ale nie tylko.

Tego dnia biskup Kościoła Norweskiego pobłogosławił związek zawarty pomiędzy Lassem (lat 32) i Gardem (lat 29).

Do tej pory mogli oni zawrzeć jedynie związek parnerski zatwierdzany przez odpowiednik polskiego urzędu Stanu Cywilnego, inaczej mówiąc w Ratuszu. Od tego dnia pary homoseksualne mogą zawierać związki w kościele.

Dość szeroko opisywała to prasa norweska, bo jako nowość jest interesująca. Wkrótce stanie się normalnością i nikogo nie będzie to interesować.

W bieżącym roku wprowadzono nowe przepisy dotyczące związków jednopłciowych. Przyznano im szereg uprawnień, zrównując prawnie z małżeństwami.




Kościół Norweski jest Kościołem protestanckim tradycji ewangelicko-augsburskiej i państwowym kościołem Norwegii. Zwierzchnikiem Kościoła Norweskiego jest król Norwegii. Dzieli się na 11 diecezji (norw. bispedømme lub bispedøme).
  • awatar littlelillyl: o.O... takie czegoś to jeszcze nie było! nie wiedziałam, że istnieje gdzieś tak tolerancyjny kościół;) zmieniam wyznanie;P
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Ty przeciwko?!
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Poza kosciołem katolickim, w każdej odmianie inne kościoły trochę inaczej patrzą na świat. Kościoły się różnią między sobą bardzo. Zwłaszcza ewangelickie/luterańskie są bardziej przyjazne. Nie ma tam np. kupowania odpuszczenia grzechów. Geje są oficjalnie pastorami, mają rodziny, kobiety sa pastorami. A w Katolickimi są przecież geje ale to się ukrywa a później płaci miliony odszkodowań za molestowanie. W innych kościołach chrześcijańskich nie ukrywa się gejów, ale ich usuwa.
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Ponieważ motorem powstania tego blogu była Norwegia, to czas wstawić kilka nowych fotek z kraju Trolli. Tylko to są złośliwe ale jednak przyjazne Trolle. I pomagaja ludziom a czasami sobie robią z nich jajca.
 

nortus
 

Brrrrrrrr, jak zimno się zrobiło.

Ale dobry drink rozgrzeje wszystko. A gin Bombay Saphire z dodatkami jest wyśmienity.

Zdrówko!
 

nortus
 
  • awatar szczecinskastudentka: Już dobrzy graficiarze zamalowali trochę tego potworka.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Warto śledzić aukcje internetowe, bo trafiają się tam wyjątkowe okazje. Najlepszym dowodem na to jest transakcja resortu spraw zagranicznych w serwisie eBay. Polskie MSZ kupiło Order Orła Białego z brylantami, który należał do Ignacego Paderewskiego.

Cenne odznaczenie wystawił na aukcję w amerykań-skim serwisie Polak mieszkający w Stanach Zjedno-czonych. "To wspaniały eksponat. Pochodzi z osiem-nastego wieku,jest wysadzany brylantami i należał kiedyś do Ignacego Paderewskiego".

Order udało się kupić za cenę wywoławczą, która i tak była niebagatelna - siedem tysięcy dolarów. Ale nawet gdyby trzeba było się targować na aukcji, nie byłoby problemu. MSZ podkreśla, że na tak wyjątkowe przedmioty pieniędzy nie można żałować.

Order Orła Białego, który niegdyś nosił nasz znakomity pianista i polityk, będzie jednym z eksponatów na wystawie poświęconej historii polskiej dyplomacji, którą przygotowuje resort spraw zagranicznych.
 

nortus
 
Ministerstwo Środowiska zamierza radykalnym krokiem nauczyć piknikujących rodaków czystości. Aby zmniejszyć produkcję odpadów, planuje wprowadzić w przyszłym roku "podatek piknikowy".

Miałby on obejmować produkty z plastiku, który nie podlega recyklingowi, czyli np. plastikowe talerzyki, kubeczki i sztućce. Do każdego kilo-grama takiej jednorazowej zastawy będzie doli-czane 90 eurocentów.

360 kg śmieci rocznie pozostawianych przez przeciętnego Francuza to zdecydowanie za dużo, dlatego minister środowiska zapowiedział w poniedziałek niechybny koniec beztroskiego piknikowania. "Nie chcemy tego nazywać podatkiem. To raczej dodatkowa składka na produkty, po których zostaje góra śmieci" - próbował łagodzić ewentualną krytykę.

Na ludzi tymczasem padł blady strach, bo jedzenie i imprezy na dworze to coś, co mieszkańcy znad Sekwany lubią najbardziej. W każdy weekend fran-cuskie parki zapełniają się amatorami jedzenia na świeżym powietrzu. Słowa Borloo od razu spotkały się z gwałtowną reakcją opozycji"Dlaczego zamiast opodatkować bogaczy, którzy mogą sobie pozwolić na jadanie w restauracjach, atakujemy biedniej-szych, którym musi wystarczyć piknikowanie?".



Na razie wymyślili to Francuzi. Ale pewnie niedługo rozszerzy się to po Europie.
 

nortus
 

Z udziałem byłego prezydenta Polski Lecha Wałęsy i mera Jerozolimy Uriego Lupoliańskiego zainaugu-rowano Park Tolerancji i poświęcony jej pomnik.

Monument Tolerancji, którego pomysłodawcą i ofia-rodawcą jest polski biznesmen Aleksander Gudzowaty, powstał według projektu Czesława Dźwigaja, znanego z autorstwa kilkudziesięciu pomników papieża Jana Pawła II.


Wałęsa powiedział, że odsłonięcie monumentu to
"ciekawa inicjatywa, która zauważa, że w świecie jest brak tolerancji, że jesteśmy podzieleni". Z tego pomnika ma iść w świat impuls o tym, żeby było więcej tolerancji i zrozumienia. Zaproponowano mi, żebym był szefem tej akcji, mającej poparcie mera Jerozolimy i prezydenta Izraela - dodał b. prezydent.

Pomnik stanął między osiedlem żydowskim, a arabskim, na wzgórzu Armon Hanatziv, w najlepszym punkcie widokowym Jerozolimy, odwiedzanym przez setki tysięcy ludzi rocznie. Rozpościera się stąd ku północy widok na Stare Miasto, a na południe - na Pustynię Judzką i rzymski pałac Heroda.

Nazwa wzgórza - Armon Hanatziv - oznacza Pałac Komisarza i związana jest z leżącą u jego podnóża siedzibą byłego Wysokiego Komisarza Brytyjskiego ds. Palestyny z czasów protektoratu brytyjskiego. Po proklamowaniu państwa Izrael w pałacu utwo-rzono kwaterę Narodów Zjednoczonych.

Odsłonięciu pomnika przez dzieci z sąsiednich osiedli towarzyszyło wykonanie przez zespół Jerusalem Israel Camerata "Hymnu Tolerancji", skomponowanego specjalnie na tę okazję przez Zygmunta Krauzego.

Sam pomnik, o wysokości 15 metrów, przedstawia połówki rozłupanej kolumny, z której wyrastają gałązki oliwne o złotych listkach. Monument okolony jest ścieżką spacerową i parkiem otoczo-nym "Murem Tolerancji". Pojawiają się na nim nazwy miast, które wyraziły poparcie dla idei budowy Monumentu Tolerancji. Swoje tablice mają tam Kraków i Wrocław.



My w Polsce doczekamy się kiedyś pomnika tolerancji? A może chociaż wybaczenia? Czy w Polsce moga powstawać tylko pomniki klęsk?

Dziś jest specyficzna data: 17 września.
I płacz dookoła, że Ruskie napadli na Polskę. Ale czy tylko? Dlaczego nikt nie pamięta że 17 września wojska Rosyjskie opuściły terytorium Rzeczyspolitej w 1993. Czy tego też nie należy świętować? A to przecież radosna rocznica. No tak ale w Polsce obchodzi się tylko klęski.

A 13 grudnia" pamiętamy tylko o stanie wojennym. A że tego dnia podpisano traktat Unijny to juz po co pamiętać.

Daty mają różne znaczenie. Trzeba żyć nie tylko pamięcią o klęskach ale również o zwycięstwach. A co zrobiono z datą 31 sierpnia? Zniszczoną ją bo była radosna. NIe dla wszystkich. Dla ludzi małych była klęską.


Pomnik tolerancji stoi w Berlinie i Amsterdamie, Amerykanie budują wyspę tolerancji.

Natomiast napewno nie można tolerować faktu, że młodzi Polacy, w tym studenci Uniwersytetu  Warszawskiego nie wiedzą co się stało w 1939r. Czego uczą teraz w szkołach?