Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 13 września 2008

Liczba wpisów: 12

nortus
 
Witam.
Jestem znowu w domku. Czy odpocząłem? I tak i nie. Fajnie było nad morzem. Od wtorku do czwartku było słonecznie i cieplutko. Nawet w Mielnie, nad samym morzem jak było słoneczko był niewielki wiaterek i cudonie było zjeść placek po węgiersku w Omedze. Pychota. Jak będiecie w Mielnie poleam Omegę - na głównej alejce, niedaleko głównego wejścia na plażę. Smażone rybki nie robią w cieście (co jest rzadkością, bo porcja jest lżejsza) a placek po węgiersku - prawie jak u Madziarów. Pychota.
A gdy słoneczko zaszło to myślicie, że było chłodno? Błąd. Gdy słoneczko uciekło ucichł całkowicie wiatr i nawet o 22 chodzilismy w krótkich rękawkach i spodniach po promenadzie i plaży - a było wtedy jeszcze 21 stopni. Ale w piątek było słońce ale niestety już tylko 16 stopni. Chłodno, by nie powiedzieć że zimno.

Zrobiłem prasówkę i widzę, że dostaliśmy się na czołówki niektóych gazet norweskich - a nie jets to łatwe.
O czym piszą? O naszych zwyrodnialcach. Kochanych tatusiach gwałcących swoje córeczki najdroższe. Najpierw ten tatusiek Alicji z Grodziska, co zmjstrował jej 2 dzieci a teraz taus ze Stargardu Szczecińskiego.
Artykuł krótki i bez zdjęć, ale w czołówce.



Ny incest-tragedie i Polen
Mann skal ha fått fem barn med datteren.
Dagbladet.
 

nortus
 
Norwedzy jak głupi buduja ciagle nowe drogi i mosty, poszerzaja stare drogi, które sa wąskie, kręte i niebezpieczne dla tak dużego ruchu jaki jest od kilku lat. Inna prawa, że chyba głównie Polacy im je budują. To może niech Norwedzy wybuduja drogi w Polsce zamiast Chińczyków?

To fotki z przebudowywnej drogi E18 odcinek Grimstad-Kristiansand. Roboty ida pełną parą.
 

nortus
 

Wysoki jak 10-piętrowy wieżowiec łuk będzie zdobił wjazd do Szczecina.Złoto-srebrna, podświet-lana konstrukcja najefektowniejsza będzie nocą.

- Warszawa ma swój most Siekierkowski,my będziemy mieli łuk na wjeździe do Szczecina - Ta chara-kterystyczna konstrukcja stanie już za rok niemal dokładnie na granicy administracyjnej miasta, którą wyznacza autostrada A6.

Łuk będzie przypominać nieco ten nad sceną Teatru Letniego. Ma być jednak bardziej strzelisty, ostro zakończony. - Stąd nazwa tej konstrukcji
"łuk gotycki".

Łuk powstanie nie tylko dla ozdoby. Jego najważ-niejszym zadaniem będzie podtrzymywanie wiaduktu w ciągu ul. Bielańskiej.
- To lokalna uliczka przecinająca dotąd tylko autostradę.Teraz będzie także przecinać jezdnię wjazdową od strony Gorzowa w kierunku węzła w Podjuchach. Łuk będzie ustawiony ukośnie ponad obiema drogami.

Planowana wysokość konstrukcji - prawie 30 m. Jezdnia ulicy Bielańskiej będzie wisiała 5,4 m ponad drogą łączącą S3 z A6. Bielańska będzie zawieszona na srebrnych, stalowych linach.

- Właśnie zdecydowaliśmy, że szersze płaszczyzny łuku będą koloru złotego, a węższe - srebrne - mówi Matecki. - Gdy światła będą oświetlać całą konstrukcję, powstaną refleksy, które sprawią, że łuk będzie "migotał".

Drogowcy już zaczęli budowę. Po dwóch stronach jezdni wybudowali potężne stopy betonowe, na których stanie metalowa konstrukcja.

- Sam łuk wykonywany jest w stoczni. Przyjedzie stamtąd w elementach i na miejscu zostanie połączony.

Cały węzeł łączący S3 z A6 będzie gotowy wiosną przyszłego roku.

Nowa droga ekspresowa pomiędzy Szczecinem i Gorzowem zostanie oddana do użytku rok później. Za zbudowanie (81,2 km) GDDKiA zapłaci 1 mld 943,5 mln zł. W unijnym programie Infrastruktura i Środowisko na budowę tej drogi zapisano 433,19 mln euro dotacji unijnej.


Pożyjemy zobaczymy. Ile to już cudów miało powstać w Szczecinie. Taki punkt fajnie będzie się prezentował. Czekamy.
 

nortus
 
Dom do góry nogami otwarty w Niemczech

Polak to ma fantazję - tak pewnie myślą Niemcy zwiedzający dom, który nasi rodacy wybudowali w niemieckim Trassenheide. Budynek jest nietypowy, bo... stoi na własnym dachu.

Budowlę otwarto dla publiczności w tym tygodniu. Dom, zaprojektowany przez Klaudiusza Golosa i Sebastiana Mikiciuka, jest w pełni umeblowany. Są w nim krzesła, stoły i dywany: wszystko przymocowane do sufitu. - Nie wybudowaliśmy go dla żadnego konkretnego powodu. Po prostu chcieliśmy zrobić coś innego - wyjaśniał Mikiciuk.

Dom cieszy się dużą popularnością, mimo że wizyta nie przynosi przyjemnych wrażeń. Większość zwiedzających mówi o mdłościach i kompletnej dezorientacji. - Dom jest całkowicie bezpieczny, ale nikt nie będzie w nim mieszkał na stałe - uspokaja Mikiciuk.

Trassenheide leży na wyspie Uznam / Usedom niedaleko Zinnowitz - rzut beretem od Świnoujścia.
  • awatar elenai: Widziałam taki gdzieś na Kaszubach, nie pamiętam miejscowości. Wrażenie po wejściu do środka jest niesamowite, całkiem traci się orientację i... równowagę :)
  • awatar arbuzik: Kretynskie! jakby nie bylo lepszych pomyslów, na co moznaby przeznaczyc pieniadze.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Para wrocławian codziennie musi czołgać się po schodach do swojego mieszkania na I piętrze. Od lat walczą o parterowe, ale według miejskich kryteriów, które decydują o przyznaniu lokali socjalnych, szanse na nie mają niewielkie .

Mateusz i Ewelina Żmudowie, mieszkańcy jednej ze wrocławskich kamienic, poruszają się na wózkach. W pokonywaniu stromych schodów pomagała im mieszkająca z nimi babcia Mateusza, kobieta ma już jednak 77 lat i nie radzi sobie z dźwiganiem 20-kilogramowego wózka.

- Teraz każde wyjście okupione jest wielkim trudem i ogromnym wstydem. Bo muszę pełzać po schodach w specjalnie uszytych w tym celu spodniach i prosić o pomoc w niesieniu wózka sąsiadów lub przypadkowych ludzi - mówi Mateusz Żmud.

O mieszkanie na parterze Żmudowie walczą od 10 lat. - Byłem już wszędzie, ale na każdym kroku spotykam się z bezdusznością urzędników. Zasłaniają się przepisami, bo nie spełniamy kryteriów, by je dostać - twierdzi Mateusz.

Mieszkania socjalne przyznaje Wydział Lokali Mieszkalnych i Użytkowych Urzędu Miejskiego Wrocławia. Wnioskodawcy wypełniają i składają specjalną ankietę i na jej podstawie naliczana jest punktacja. Dokumenty sprawdza jeszcze komisja weryfikacyjna.

Punkty przyznawane są na podstawie uchwały rady miejskiej z 2005 roku. Maksymalnie można otrzymać ich 69. Aż 10 punktów dostają np lokatorzy tzw. mieszkań przegęszczonych. Tyle samo przyznawane jest za wieloletnie zamieszkiwanie w granicach Wrocławia.Natomiast za pięcioletni staż małżeński albo wychowywanie dzieci w wieku szkolnym w warunkach przegęszczenia poniżej pięciu m2 na osobę można dostać dodatkowe sześć punktów.

Żmudowie uzbierali w sumie kilkanaście punktów na 69 możliwych. Tylko sześć dostali za pierwszy stopień niepełnosprawności. Premii dla osób na wózkach mieszkających na wyższych piętrach uchwała już jednak nie przewiduje.

Szanse Eweliny i Mateusza obniżał też fakt, że byli zadłużeni. Czynszu nie płacili, bo aby pójść do stałej pracy, musieliby jakoś wydostawać się z mieszkania. Uzbierało się aż 10 tys. zł.

- A radni zdecydowali, że za zaległości w opłatach są punkty ujemne. - Za to dodatkowo postanowili premiować zaradność.

Mateusz Żmud postanowił więc być zaradny. W zeszłym roku znalazł pracę przez internet. Dzięki niej wziął kredyt i spłacił dług. Jego szans na mieszkanie socjalne to jednak nie zwiększyło. - Przeciwnie, okazało się, że teraz nasze dochody o 10 zł przekraczają limit i możemy starać się tylko o mieszkanie do remontu.W tym roku oglądali ich już kilka. - Do wszystkich prowadziły jednak schody, a poza tym to były meliny, gdzie smród był taki, że urzędniczka otwierała drzwi i uciekała - opowiada Ewelina.

Żmudom próbował pomóc poseł PO S.Piechota.
"Gorąco proszę o podjęcie wszelkich możliwych działań w celu znalezienia wyjścia z tej tak już prawdziwie dramatycznej sytuacji" - napisał w maju 2005 roku do wiceprezydenta Wrocławia Adama Grehla. Do dziś Żmudowie nie doczekali się żadnej reakcji na ten list. - Wciąż jesteśmy więc skazani na pełzanie albo siedzenie w domu - mówią.

Mają bezczelność przeszkadzać urzędnikom w pracy. A kto im każe wychodzić z domu? Przecież moga podziwiać miasto przez okno. A co to jest I piętro
Bezduszność urzędasów jest potworna. Wiem, że prawo trzeba przestrzegać, ale są sytuacje kiedy trzeba pomysleć a nie tylko patrzeć na paragrafy. Ale polscy urzędnicy nie sa od myślenia, bo tak jest w całym kraju.
  • awatar shara232: glupie chuje:/ u nas niepelnosprawni maja jednym slowem przejeb...:(
  • awatar arbuzik: Zyczylabym takim by kiedys spotkal ich taki sam los
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Przesłuchania, zarzuty, proces karny to wszystko spotkało krakowiankę, która w hipermarkecie otwarła opakowanie, by obejrzeć biustonosz.

Pani Anna ma 56 lat. Nigdy wcześniej nie miała styczności z policją, o przestępstwach i sądowych procesach czytała jedynie w gazetach. Teraz przez osiem miesięcy musiała udowadniać na policji i w sądzie, że otwierając opakowania w sklepie, niczego nie zniszczyła.

Jej kłopoty zaczęły się, gdy w styczniu wybrała się na zwykłe zakupy do hipermarketu Real. W sklepie zatrzymała się na dłużej przy stoisku z damską bielizną. Chciała kupić biustonosz. Sęk w tym, że staniki leżały zapakowane w pudełkach i nie bardzo było wiadomo, jak prezentują się w rzeczywistości. - Nie chciałam kupować w ciemno, bo na opakowaniu niewiele było widać. Zresztą zamierzałam sprawdzić, czy rozmiar podany na pudełku odpowiada faktycznemu - tłumaczyła potem.
Ponieważ na stoisku nie było żadnej informacji ostrzegającej, że nie wolno otwierać opakowań i oglądać ich zawartości, pani Anna delikatnie odkleiła kawałek taśmy samoprzylepnej, zabezpie-czającej opakowanie i wyjęła stanik. Obejrzała go, po czym wsunęła do opakowania, zakleiła taśmą i odłożyła na półkę. Podobnie uczyniła z kolejnym biustonoszem. Po obejrzeniu dwóch staników wybrała w końcu trzeci i włożyła do koszyka. Przejrzała jeszcze figi, po czym ruszyła do kasy. Niczego nieświadoma kobieta nie wiedziała, że stoisko z biustonoszami i figami czujnie lustruje w tym czasie sklepowy detektyw (mężczyzna).

W kasie zapłaciła za biustonosz. Gdy chciała wyjść z hipermarketu, nagle podszedł do niej sklepowy detektyw wraz z ochroną i oświadczył, że ma się razem z nimi udać do... pokoju zatrzymań. - W środku stał stos około 10 rozerwanych opakowań ze stanikami i damskimi majtkami - relacjonowała później w sądzie pani Anna.Od detektywa i ochrony usłyszała, że jest podejrzana o ich celowe znisz-czenie i że ochrona dysponuje nagraniem z monito-ringu sklepowego. Kobieta próbowała tłumaczyć, że niczego nie zniszczyła, a jedynie obejrzała dwa z nich, starając się nienaruszyć opakowań. W końcu usłyszała, że ma zapłacić za dwa - zniszczone zadaniem obsługi - pudełka z biustonoszami. Pani Anna odmówiła. Ochrona wezwała więc policję. Detektyw w notatce ze zdarzenia napisał, że "zauważył kobietę z kilkoma opakowaniami, która potem zerwała z nich plomby i wyjęła z biustonosze"! Sklep napisał do policji, że towar nie nadaje się już do dalszej sprzedaży, bo został w ten sposób uszkodzony.

Co uczynili policjanci? Kobiecie wytoczyli sprawę o umyślne uszkodzenie biustonoszy o wartości 29 zł. Sprawa trafiła do sądu rejonowego z wnioskiem o ukaranie pani Anny. Kobieta nie zdążyła się nawet stawić w sądzie, gdy dostała wyrok w trybie nakazowym, bez przesłuchania. Zgodnie z nim została uznana winną "umyślnego uszkodzenia staników poprzez rozerwanie opakowań i wyjęcie biustonoszy na zewnątrz". Krakowianka natychmiast złożyła sprzeciw. I rozpoczął się proces. Choć w jego trakcie okazało się, że hipermarket wcale nie ma nagrania z tego dnia ze sklepowego monitoringu, zaś pani Anna ponownie tłumaczyła, że otwarła pudełko w taki sposób, by go nie uszkodzić i... została powtórnie skazana. Za karę miała zapłacić 100 zł grzywny, 29 zł za staniki i 130 zł kosztów sądowych. Czyli ponad osiem razy więcej niż wartość nieszczęsnych biustonoszy!

Z opresji wybawił ją dopiero sąd odwoławczy, do którego złożyła apelację. Uznał, że nie ma mowy o celowym uszkodzeniu opakowań i uniewinnił kobietę. Wytknął, że wcale nie było nagrania potwierdzającego wersję detektywa i ochrony, nie bardzo wiadomo też na jakiej podstawie uznano, że staniki nie nadawały się już do sprzedaży

Dla pani Anny na szczęście wyrok ten jest już ostateczny.



Głupota ludzka nie zna jednak granic.
 

nortus
 

Bóg to Adonai - nowe rozporządzenie Watykanu.

Bóg nie ma nosić już imienia Jahwe, ale Adonai - takie dyrektywy w sprawie liturgii wydała Kongre-gacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów - czytamy w "Tygodniku Powszechnym".

Prefekt watykańskiej Kongregacji kard. Francis Arinze przesłał do wszystkich konferencji episkopatu na świecie rozporządzenie, zgodnie z którym na polecenie Papieża w obrzędach liturgii należy unikać stosowanego dotąd biblijnego imienia Boga: Jahwe. Zamiast niego, w trzeba używać odpowiednika żydowskiego słowa Adonai, czyli Pan.

"Jahwe", zgodnie z dyrektywą, ma zniknąć z liturgii słowa, pieśni kościelnych i modlitw, oraz z tekstów i przekładów biblijnych gdzie dotąd używano starotestamentalnego tetragramu JHWH

W liście skierowanym do biskupów Stolica Apostolska przypomina, że zgodnie z hebrajską tradycją imię Boga ma pozostać niewypowiedziane. W obszernym uzasadnieniu kard. Arinze podkreśla, że Żydzi unikali wypowiadania imienia Boga, uważając je za zbyt święte.Używano,więc tetra-gramu składającego się z czterech spółgłosek - JHWH. Hebrajskie określenie dostało się do greckiego przekładu Starego Testamentu, tzw. Septuaginty, i funkcjonowało na przemian ze słowem Kyrios (Pan).

W ostatnich latach do liturgii zakradła się praktyka wypowiadania Imienia Boga. Powinna ona zniknąć - czytamy w dyrektywie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.


Koniec z Jahwe i Jehową. Papież zdecydował się zmienić imię Boga. Od teraz księża podczas mszy muszą używać imienia Adonai, co po hebrajsku znaczy Pan - donosi "Tygodnik Powszechny". Wszystko dlatego, że Watykan uznał,że trzeba przychylić się do hebrajskiej tradycji, mówiącej,
że imienia Boga wymawiać nie można.

Rozporządzenie o zmianie boskiego imienia Watykan wysłał do episkopatów całego świata. W ten sposób Kościół katolicki zbliżył się do religii
żydowskiej, w której zwyczajowo imienia Jahwe wymawiać nie wolno. Żydzi używają właśnie imienia Adonai.

Jak pisze "Tygodnik Powszechny", imię Jahwe, zgodnie z poleceniem papieża,ma zniknąć z liturgii słowa, pieśni kościelnych i modlitw, oraz z tekstów i przekładów biblijnych.

W Polsce od dawna księża mówią o Bogu "Pan", więc dla wiernych dekret papieski nie oznacza wielu zmian. Problemy będą za to za oceanem, bowiem
Amerykanie bardzo często sławią imię Jahwe, choćby w popularnych pieśniach religijnych "Będę chwalił Jahwe" (I will Bless Yahweh) czy "Jesteś blisko Jahwe" (You are near Yahweh).

"Decyzja papieża nawiązuje do tradycji Starego Testamentu i jest dobra. Pokazuje bowiem wielką wrażliwość Kościoła katolickiego na naszych braci
Żydów" - mówi amerykański duchowny Ronald E.Brassard z jednej z waszyngtońskich parafii na łamach magazynu "Catholic".


Papież reformuje

Benedykt XVI zmienił modlitwę dla Żydów
Będzie nowa modlitwa na Wielki Piątek, którą odmawia się podczas mszy w rycie trydenckim - po łacinie. Papież wysłuchał prostestów Żydów, którym nie podobało się, że nazywano ich w niej "zaślepionymi" i żyjącymi "w ciemnościach". Teraz te słowa znikną.

W starym tekście modlono się o nawrócenie Żydów prosząc Boga: "Wysłuchaj modły nasze za ten lud zaślepiony, aby wreszcie, poznawszy światło prawdy,którym jest Chrystus, z ciemności swoich został wybawiony".

Środowiska żydowskie uznały jednak, że słowa o zaślepieniu i ciemnościach są dla nich obraźliwe i zwróciły się do papieża, by zmienił tekst tej modlitwy. A Benedykt XVI postanowił uczynić zadość ich żądaniom. I wykreślił sporne
określenia.

Sam duch modlitwy został jednak zachowany. W Wielki Piątek katolicy uczestniczący w trady-cyjnej mszy łacińskiej będą się modlić o nawrócenie Żydów.



Swiat się zmienia. Nie ma już Murzynów (są AfroAmerykanie), nie ma teraz i imienia Boga. Niedługo może Watykan ustali dla  Niego numer pesel i ogłosi wybory na stanowisko Boga.
Patrząc czasami na poczynania B16 odnoszę wrażenie, że Niemiec chyba postanowił wyprzeć wszystko co wprowadził Polak. Począwszy od swojego stroju, dumnego pawia w skórach biednych zwierząt po liturgię i doktryny wiary. Zaraz może przywróci nieomylność papieży i zarząda oddania mu całych Włoch na państwo kościelne.
  • awatar orionblues: a to mi zabiłeś klina, pierwszy raz słyszę, o tej rewolucyjnej zmianie, no ciekawa sprawa, zaraz się w to wgłębię, zobaczymy czym to pachnie, co tam zaszyli pod podszewką, co spowodowało te zmiany, bo wiesz my ziemskie pieski, ingerujemy w to o czy mało wiemy, chyba że podejść do tego, że to tylko nasze dzieło, a to już zupełnie inna sprawa, bardziej ziemska niż Boska, a czy Bogu zalęży na tym, jak my do nazywamy, nikt tego nie doświadczył osobiście, kolejnie mielenie ozorem o świętości, nie doznanej osobiście,,,, pozdro,,,
  • awatar gość: "Zaraz może przywróci nieomylność papieży" i ten cytat prezentuje poziom felietonu. A raczej jego brak :) Przecież dogmat o nieomylności papieskiej dalej obowiązuje.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: oficjele KK w Polsce twierdzą, że dogmat nieomylności został dawno zniesiony.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

nortus
 
Słyszeliśmy już o wielu sposobach na uniknięcie wymiaru sprawiedliwości, i musimy przyznać, że ten jest bardzo pomysłowy. No bo który policjant odważy się aresztować mężczyznę, który podaje się za wielkiego władcę, imperatora, rządzącego fikcyjnym narodem? Jak się okazało, ta wymówka nie zmyliła funkcjonariuszy.

Amerykanin znany policji jako William McRae wymyślił wyjątkową wymówkę, mającą zapewnić mu nietykalność. Mężczyzna, zamieszkały w stanie New Jersey, powoływał się na immunitet dyplomatyczny i swoją wielką władzę, aby uniknąć odpowiedzial-ności, za trzymanie w swoim ogrodzie stada koni bez pozwolenia. Dodatkowo, będzie musiał odpowie-dzieć za prowadzenie samochodu bez prawa jazdy i niepłacenie alimentów trzem różnym kobietom.

Jaki dokładnie był genialny plan? McRae powie-dział policjantom, że tak naprawdę nazywa się El Bey i jest... imperatorem rządzącym narodem
"Indian-Aborygenów Abannaki". W USA spotkać można indian Abenaki - nie jesteśmy pewni, czy
"imperator" miał właśnie ich na myśli. Może pomylił się w określeniu własnych poddanych? Dla stróżów prawa to nie miało specjalnego znaczenia. Policjanci oczywiście nie przejęli się specjalnie potęgą imperatora i aresztowali go bez najmniej-szych skrupułów.

McRae przebywa obecnie w areszcie i oczekuje na rozprawę sądowa.Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, gdy ktoś powołuje się na tajemniczy naród. Rok temu czterech mężczyzn również próbowało uniknąć sprawiedliwości, pod pretekstem należenia do narodu, nad którym rząd USA nie ma żadnej władzy. Oczywiście policja i w tamtym przypadku nie była wyrozumiała...


Czyżby miał jakieś polskie geny? Cwaniaczek.
 

nortus
 

Jeśli jesteś Polską, można oczekiwać od ciebie dwóch rzeczy:
- albo zostaniesz rozbity przez swoich potężniejszych sąsiadów, albo
- będziesz okupowany, lub nawet w całości pożarty"

"Z czasem nawet sami Polacy nieźle przykładali do tego rękę, pomagając we własnym unicestwieniu takimi sposobami, jak liberum veto - innowacją, która pozwalała jednemu członkowi parlamentu zamknąć jego sesję i unieważnić wszystkie uchwalone dotąd ustawy"



To opinia o nas profesora Davida Michaela Greena amerykańskiego politologa, wykładowcy Hofstra University, prywatnego college'u na Long Island koło Nowego Jorku. Jego analiza ukazała się na stronach liberalnego portalu Opednews.com.

A opinia dotyczy wyborów w USA i Demokratów (OBama)
 

nortus
 
600 metrów - tyle liczy znalezisko Google na granicy Rosji i Kazachstanu. Gigantyczny napis ku pamięci Włodzimierza Ilicza Lenina można odczytać tylko z lotu ptaka - lub z kosmosu. Kto posadził lub wyrąbał napis ku czci wodza rewolucji?
Odkrycie gigantycznego napisu wzbudziło sensację. W kartograficznym serwisie Google Earth internauci znaleźli gigantyczny napis "100 lat Lenina" ułożony (lub wyrąbany) z drzew.

Napis znajduje się na granicy Rosji i Kazachstanu, między miejscowościami o nazwach Trud i Wiedza oraz Zwierinogołowsk.

Znalezisko ma 600 metrów długości, a każda z liter ma rozmiar 100X50 metrów. Nadal nie wiadomo, kto w ten sposób oddał hołd wodzowi rewolucji. Biorąc pod uwagę, że Lenin urodził się w 1870 roku, gigantyczny napis mógł powstać kilkadziesiąt lat temu.
 

nortus
 
Miesięcznych opłat - nawet po tysiąc złotych - żąda od internautów stowarzyszenie autorów ZAiKS. Jeśli nie zapłacą mogą pójść do więzienia - podaje TVP Info. Stowarzyszenie zablokowało już część stron internetowych, bo twierdzi że ich twórcy muszą wykupić specjalną licencję.

ZAiKS zablokował strony publikujące chwyty i tabulatury gitarowe. W ten sposób tysiące osób, które chcą zagrać swoją ulubioną piosenkę straciło taką możliwość. Według stowarzyszenia autorzy takich stron muszą im płacić. Nie jest to tanie.

"Warunki licencyjne są dla nas drakońskie. ZAiKS żąda od nas odprowadzania 10 proc. zysków, ale nie mniej niż 1000 zł. miesięcznie. Nasze strony to dzieła fanów, którzy na tym nie zarabiają. Poza tym ustawa o ochronie praw autorskich wyraźnie wskazuje, że odprowadzane tantiemy muszą być adekwatne do dochodów" - mówi TVP Info Bartosz Jóźwiak, redaktor serwisu Tabulatury.net.

Stowarzyszenie ma inne zdanie. "Ochronie z tytułu praw autorskich podlega utwór ustalony, a więc wyrażony w jakiejkolwiek postaci. W konsekwencji utwory muzyczne zapisane przy zastosowaniu zapisu tabulatorycznego korzystają z ochrony na zasadach ogólnych" - to fragment opinii podpisanej przez Wydział Licencji i Inkasa ZAiKS-u.

Według TVP Info ZAiKS żąda też comiesięcznych raportów z dokładnymi wyliczeniami odwiedzin danej strony, zestawienia przychodów i umieszczaniu przy każdym z utworów informacji o autorze muzyki, tekstu i nazwy wydawcy albumu.



W myśl najlepszych idei wszystko można zniszczyć.
 

nortus
 

Kiedyś było takie hasło, które wymyślili wdzięczni pasażerowie:

LATAJ LOTEM - BĘDZIESZ POTEM

"Dobre" zwyczaje LOTu teraz przejęło jej dziecko

CENTRALWINGS. Odwołuje, można chyba powiedzieć masowo, loty samolotów nie powiadamiając pasażerów i wtedy ich rzecznik mówi, że zgodnie z regulaminem, warunkami, zakupionym biletem itd itd pasażerom należy się tylko zwrot za bilety i KONIEC. Radź sobie sam, zwłaszcza jak jesteś zagranicą. A co to ich obchodzi, że zostajesz z walizami np. w Bolonii (jak dzisiaj). Możesz iść pieszo. A że firma obracała twoimi pieniędzmi (jeśli bilet wykupiłeś wcześniej, a taka jest przecież idea tzw tanich linii, że kupujesz bilet miesiąc czy wcześniej a za to taniej) to możesz ich pocałować pod ogonem.
Kilka dni temu 800 turystów zostało na jakiś wyspach, dziś inni dowiedzieli się że samolot nie wyzedł z bazy z naprawy więc .... nawet przepraszam nie powiedzieli. NIE MUSZĄ. A CZY MY MUSIMY LATAĆ TYMI LINIAMI LOTNICZYMI? NIE!!!!!

Wniosek. OMIJAĆ CENTRALWINGS i LOT szerokim kołem