Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 6 sierpnia 2008

Liczba wpisów: 9

nortus
 
Za oknem znowu świeci słoneczko. Aż bije po oczach. Ale w nocy wiało, ooooo wiało. Dobrze że domku nie z wiało.

Dzień zaczynam dzisiaj od urzędasów. Ale coż zrobić, musze wreszcie pozałatwiać pene sprawy na które ja, normalny śmiertelnik nie mam żadnego wpływu bo jaśnie pańscy urzędnicy wszystko wiedzą najlepiej.

Wszystkim co dzisiaj będą walczyć z urzędami życzę wielkiej wytrwałości.
  • awatar Milka & Mops: powodzenia!! 11.07 składałam wniosek do US o nadanie nip... po 4tyg okazało sie ze numer zostal nadany 21.07...ale przez ponad 2 tyg jakos nie mogli go wyslac...wiec musialam osobiscie odebrac ;/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Tak było dzisiaj ładnie a teraz pięknie .... leje. I to porządnie. Ale dobrze, chyba, trochę roślinki podleje i będzie znowu kolejny pretekst do podniesienia cen na warzywa i owoce na rynku - no bo panie deszcz padał i musi być drożej. A ja nie pada - no bo panie susza straszna, więc muszę podnieść ceny. I tak w kółko. A niektórzy docipni mówią, że on by nie podnosił cen ale Unia zmusza.

Miałem zacząć od czegoś innego ale chyba wpierw podam link do ciekawej wypowiedzi polskiego turysty, który wrócił z Rodos. Wycieczka z Triadą. Radzę obejrzeć i wyciągnąć wnioski.
 

nortus
 
Przez dwa dni 18-letnia licealistka pracowała w barze fast-food. - Podejrzewałam, że z higieną będzie na bakier, ale żeby aż tak? Było jak w
chlewiku. Długo będę omijać takie jedzenie z daleka - mówi zszokowana dziewczyna.

Ewa ma 18 lat. Uczy się w jednym z wrocławskich liceów. Po wakacjach idzie do trzeciej klasy, po maturze planuje studia prawnicze lub filologię. W
wakacje czasami sobie dorabia. Roznosiła już ulotki, pomagała w schronisku dla zwierząt i cioci malarce w pakowaniu płócien do wysyłki. Dwa tygodnie temu przeczytała ogłoszenie i zgłosiła się z koleżanką do jednej z lokalnych firm gastronomicznych. - Szukali młodych ludzi do obsługi na wyjazdy. My załapałyśmy się na festyn w jednej z okolicznych gmin - opowiada. Warunki
dziewczynom pasowały: pracodawca nie wymagał ani książeczek zdrowia, ani żadnych zaświadczeń. Za pracę "na czarno" dostały - 100 złotych za dzień
(około 8-9 godzin pracy). - Czy to była ciężka praca? Średnio, ale do tej pory nie wierzę, że fast foody mogą być przygotowywane w tak kiepskich warunkach - mówi Ewa.

Zgniłe wytnij, pleśń nie zabija

Ewa i Monika zostały rzucone od razu na głęboką wodę. - Festyn zaczynał się o jedenastej, ale my zaczęłyśmy pracę o ósmej. Trzeba było przygotować
składniki - opowiada Ewa. - W życiu nie robiłam wcześniej takich rzeczy do jedzenia, ale właściciel szybko nas przeszkolił. Pokazał dziewczynom zaplecze kontenera, w którym mieści się bar: zlewozmywak, lodówka, na niej kuchenka mikrofalowa, druga na podłodze. Kuchenka z gazową płytą i elektrycznym piekarnikiem. Przy zlewie płyn do mycia naczyń i sterta jednorazowych talerzy i sztućców. W szafce powyżej serwetki. W reklamówkach warzywa, trzeba je obrać i pokroić. Szybka instrukcja robienia hot-doga: długa bułka, parówka, musztarda, włożyć do mikrofali na trzy minuty, na koniec keczup, majonez lub musztarda. Knysza: do pity wlewamy trochę sosu czosnkowego (na spód), na to sporo kapusty pekińskiej, czerwonej, trochę mięsa, parę plasterków ogórka, ze dwa pomidora i znów sos. Zapiekanki: są
gotowe w lodówce, od razu wkłada się taką do kuchenki mikrofalowej, po chwili wyjmuje i polewa keczupem. I pizza z pieca, w cenniku oznaczona jako hit dnia. - Ale pan Michał mówił, że najwięcej będzie zamówień na pizzę i knysze, dlatego pizzę mamy robić nie z pieca tylko z mikrofalówki - tłumaczy Ewa. - Zażartowałam, żeby wobec tego zmienić nazwę na "pizza z
mikrofalówki". Ale tylko wzruszył ramionami i poszedł.

Dziewczyny zabrały się za mycie i krojenie warzyw. - Jak otworzyłam reklamówkę to myślałam, że pomylił torby. Kapusta pekińska wyglądała jak mop do podłogi, była tak bardzo zwiędnięta. Pomidory poobijane i pognite, chyba tylko jeden ogórek był w dobrym stanie, reszta też jakaś stara. W domu mama kazałaby mi coś takiego wywalić - opowiada dziewczyna. - Poszłam do pana
Michała przerażona i mówię, że potrzebujemy świeżych warzyw, bo te się popsuły. Zaśmiał się tylko i powiedział: jak coś zgniło to odetnij ten
kawałek, a kapustę trzeba pokroić i namoczyć, to będzie lepiej wyglądać. W tym czasie Monika wyjmowała bułki do knysz. - Pokazała mi coś szarego, z boku bułek. Myślałam, że to jakaś pajęczyna, potem patrzę: pleśń. I znów do
pana Michała, a on: zdrapać albo odkroić, pleśń nie zabija. Byłyśmy w szoku, to było jak z czarnej komedii - mówi licealistka.

gazetapraca.pl/(…)Plesn_nie_zabija___czyli_praca_w_…

za chwilę część 2.
 

nortus
 
Pizza nie tylko z pieczarkami

O jedenastej zaczął się festyn. Do budki zaczęli przychodzić klienci.
Pierwsze zamówienie: knysza. Warzywa leżały już pokrojone w pojemnikach, w obok w innych sos czosnkowy (rozrobiony wcześniej plastikowym wiaderku po śledziach, bo innego w kontenerze nie było). Na specjalnym grillu przypiekała się wołowina w przyprawach. Ewa: - Jeśli chodzi o mięso, jestem bardzo wybredna, ale takiego nie dałabym nawet psu. Widziałam daty ważności
na paczkach, bo pan Michał kupił je w jakimś supermarkecie. Z reguły bierze podobno świeże, z rzeźni. A to mięso cuchnęło! Dobrze, że zaczęło się piec już o dziewiątej, bo chyba ludzi by ten widok i zapach nie przyciągnął. W budce nie było klimatyzacji, więc już po godzinie w środku panowało ze 40 stopni. - Warzywa nie zmieściły się do lodówki, więc zwiędły do reszty.
Najgorzej wyglądały pieczarki, które trzeba było pokroić i razem z serem dodać do pizzy. Były tak pokurczone, że nie dało się ich pokroić, starłyśmy na tarce. I okazało się, że są... robaczywe! - wzdryga się Ewa. - Łaziły po
nich małe, czarne robaczki. Chciałam wywalić wszystkie do kosza, ale znów okazało się, że to standard w tej firmie - mówi. W ciągu kilku godzin dziewczyny zrobiły ponad 30 knysz i prawie tyle samo zapiekanek. Uwijały się jak w ukropie, nie miały nawet chwili, by usiąść i odpocząć. Zamówienie na pierwszą pizzę padło przed godz. 13. Ewa: - Monika wyjmowała i wrzucała do
mikrofalówki kolejne zapiekanki, a ja miałam minutkę, bo podgrzewałam trzy bułki do knysz, więc poszłam wstawić też pizzę. Do piekarnika, bo mikrofale były zajęte. Na górę dałam ser i pieczarki, tak jak zalecił pan Michał.
Starałam się nie patrzeć na te pieczarki. Po kilku minutach Ewa wyjmowała pizzę z pieca. - Nie miałyśmy specjalnych, grubych rękawic, więc żeby się nie poparzyć, musiałam wziąć ścierki do rąk. Brudne jak nie wiem co. W dodatku, żeby wyłożyć potem pizzę z blachy, musiałam ją dotykać tą samą
ścierą. Sama bym tego nie zjadła, ale klientowi musiałam podać z uśmiechem - wspomina. Jakby tego było mało, na środku pizzy, zatopiony w serze, leżał ogromny komar. Musiał wpaść tuż przed włożeniem do pieca. - Budka była z przodu otwarta, owady wpadały w strasznych ilościach. Wyciągnęłam komara, a raczej to co się dało i polałam keczupem. Klientowi chyba smakowało, bo
potem przyszedł jeszcze po drugą - śmieje się Ewa. I dodaje: - Wiem, że to nie jest śmieszne. Ale wtedy, przez to tempo i głupie zachowanie właściciela baru ogarnęła nas głupawka. No bo jak można komuś podać pizzę z pieczarkami, czarnymi owadami i komarem na środku?

Sos wiecznie świeży

Drugi dzień pracy dziewczyn prawie niczym nie różnił się od poprzedniego. Z tą różnicą, że co chwilę do knysz wpadały muchy i przeróżne, mniejsze owady. - Na szczęście, przygotowując to, byłyśmy odwrócone do klienta plecami - mówi Ewa. - Nalałam sosu i zobaczyłam, że coś w nim pływa. Mucha się topiła. Ale że nie było za dużo czasu, a klient był bardzo chamski, zostawiłam ją. Następną muchę, miłej kobiecie już wyjęłam - przyznaje się licealistka. Razem z Moniką zbuntowały się tylko przeciwko używaniu tego
samego sosu, zrobionego dzień wcześniej. Zostało go mniej niż pół metalowej miski i pan Michał kazał im dorobić nową porcję do tego samego. - Tam było mnóstwo majonezu, po całym dniu w upale na pewno nie był już zbyt zdrowy - oburzyły się. Tym sposobem klienci nie wylądowali masowo na oddziale zatruć.
Po dwóch dniach pracy uczennice dostały po 200 złotych. Pan Michał zaproponował im też zjedzenie posiłku. Tak samo, jak dzień wcześniej -
grzecznie podziękowały. - Chyba już nas nie zatrudni, a ja długo nie zjem zapiekanki z budki - mówi Ewa.

koniec. Smakowało? To omijaj fast foody.
 

nortus
 

Myślę, że to co zacytowałem przed chwilą jest jednak prawdziwe. Niestety.

Oosbiście nigdy nie lubiłem makdonaldów i innych fast foodów. Wiem, że czasami człowiek chce coś zjeść, ale mimo nigdy mnie takie jedzenie nie ciągnęło. Pamietam jak się pojawiły kiedyś pierwsze mc donaldy. Nie powiem, spróbowałem ale nigdy mi to nie smakowało. Lubię jedynie, jesli można powiedzieć że lubię, to kurczaki w KFC. Przynajmniej wiem, że to jest kurczak a nie jakieś mielone szczury czy inne świństwo. Zakładam, że tam jets kurczak. Chociaż słyszałem od eks-pracownika, że kurczaki przywożone są w 2 różnokolorowych skrzynkach: białe i różowe. Białe- są jako łagodne a więc lepsze jakościowo a różowe są na ostro. Przy takiej ilości przypraw fakt, że i zgnilizny się nie poczuje.
Mam nadzieję, ze tak nie jest jednak bo ja lubię ostrą kuchnię.

A wiecie, ze w całej Norwegii ne ma ani jednego KFC? Sa McDolady i Burger King a KFC nie ma.
  • awatar Azureshika: Zacytowany przez Ciebie tekst dotyczył festynowej budki z żarciem, gdzie rozsądny człowiek raczej nie jada, bo sam się domyśla, jak wyglądają warunki. Wszystkie małomiastowe knajpy czy stoiska omijałam zawsze i omijać będę, natomiast miejsca takie jak KFC czy McDonalds - stałe, pod dachem i higieniczne (ja w to wierzę, propaganda i tak idzie z obu stron) - czemu nie? Z umiarem oczywiście.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: mam nadzieję, że te stałe fast foody są lepsze jakościowo. Choć trochę wątpię bo najważniejszy jest ZYSK. Te firmowe bardziej dbają ale McD czy KFC to są franszyze a nie firmowe knajpy. Tylko logo jest ich i przepisy ale przestrzeganie ich to odrębny temat.
  • awatar anita2: a bądxmy szczerzy w lepszej knajpie tez Wam mogą napluć do zupy..a ja się KFC nie boję, i nawet lubię, od czasu do czasu , twistera wszamać :)..bo wierzę w normy..oni tam maja tak wszystko wyliczone ,ze starcza im na styk...no może sie łudzę, jak tak, to nie chcę znać szczegółów ;)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Berta Helene Amalie "Leni" Riefenstahl (urodzona 22 sierpnia 1902 - zmarła 8 września 2003)- żyła 101 lat - niemiecka reżyserka filmowa znana z nowatorskiej estetyki.
Jej osoba i twórczość budziła często kontrowersje z powodu filmów propagandowych, jakie nakręciła w okresie hitleryzmu.

Początki kariery
Urodzona w Berlinie w Niemczech, Riefenstahl rozpoczęła karierę jako tancerka - w wywiadzie udzielonym w roku 2002 wspominała, że taniec dawał jej poczucie prawdziwego szczęścia. Gdy kontuzja zmusiła ją do porzucenia tańca, Riefenstahl zainteresowała się kinem.

Od początku zainteresowana była filmami fabularnymi. Gdy nadarzyła się jej sposobność reżyserowania filmu skorzystała z niej, tworząc obraz (niem. Das Blaue Licht) - "Błękitne światło".

W latach 1933 - 1939 kręciła filmy różnorodne. Fascynowało ją ciało człowieka i jego ruch. Kręciła również filmy propagandowe. We wrześniu 1939 r. wraz ze swoją ekipą filmową zjawiła się na krótko w Polsce. Filmowała paradę zwycięstwa w Warszawie. 28 września 1939 r. była obecna w mieście Końskie (obecnie woj. świętokrzyskie) podczas egzekucji 30 osób dokonywanej w odwecie za napaść na niemieckich żołnierzy. Zachowały się
zdjęcia przedstawiające zrozpaczoną twarz Leni. Nie mogąc akceptować terroru wobec cywilów wróciła natychmiast do Niemiec przerywając swoje prace.

Mimo jej kontrowersyjnych filmów propagandowych Riefenstahl zdobyła uznanie w historii filmu jako twórczyni nowej estetyki filmowej, zwłaszcza w
sposobie filmowania ludzkiego ciała i, choć propaganda jej wczesnych filmów budzi niechęć wielu ludzi, to ich estetyka każe twórcom filmowym określać je mianem wybitnych.

Olympia (Prologue) - Leni Riefenstahl & Vangelis



Riefenstahl- Olympia Diving Sequence



Leni Riefenstahl: Olympia Turner



Fencing Sabre from 1936 Olympics



Olimpiada 1936r odbywała się w Niemczech. Panowały specyficzne warunki polityczne, niektórzy Chiny porównują z uwczesnymi Niemcami. Dlatego w filmie widać Adolfa i kilku polityków tamtych czasów. Ale taka jest historia.

Leni fascynuje ruch ciała, męskiego i kobiecego. Światowe kino bardzo wiele zawdzięcza spojrzeniu Leni i kierowanie okiem kamery.

Olympic games in Berlin 1936 - Opening ceremony
 

nortus
 
Jak obliczyć wiek kota?

 Generalnie koty żyją dłużej niż psy. Średnia długość życia kota waha się od 12 do 14 lat, choć nie należą do rzadkosci koty dożywajace nawet do 20 lat. Długość życia naszych ulubieńców zależy od wielu czynników takich jak m.in. tryb życia (koty "wałesające się" żyją średnio 8 lat).

 Odżywianie, opieka weterynaryjna, czynniki genetyczne itd. Przyjęło się uważać, że siedmioletni kot to "kot w średnim wieku", a dziesięcioletni to to już niestety - staruszek.


 Poniższe zestawienie pomoże Ci przeliczyć wiek kota na "ludzki" wiek.

 Wiek kota: ...............Wiek człowieka:

 6 miesięcy................10 lat
 8 miesięcy................13 lat
 1 rok ....................15 lat
 2 lata....................24 lata
 4 lata....................32 lata
 6 lat.....................40 lat
 8 lat.....................48 lat
 10 lat....................56 lat
 12 lat....................64 lata
 14 lat....................72 lata
 16 lat....................80 lat
 18 lat....................88 lat
 20 lat....................96 lat
 21 lat...................100 lat
  • awatar abeline: No to moja Lucyna jest gorącą piętnastolatką.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Wydawałoby się, że powody są dla których ludzie uprawiają seks są proste: by się rozmnażać, dla przyjemności, by rozładować napięcie. Jednak ostatnie badania naukowe dowodzą, że to dużo bardziej skomplikowania sprawa. A powodów - od wysublimowanych po wręcz skandaliczne - jest 237.

Niektóre są bardzo przyziemne ("Dla przyjemności fizycznej"), inne wręcz duchowe ("By przybliżyć się do Boga"), altruistyczne ("By partner dobrze się poczuł") albo wredne i egoistyczne ("Żeby zrewanżować się za zdradę").

Główny - dla obu płci - jest dość banalny: "Bo podobała mi się dana osoba".

Badania przeprowadzili Cindy Meston i David Buss z wydziału psychologii na Uniwersytecie w Austin. Naukowcy zapytali 203 mężczyzn i 241 kobiet w wieku od 17 do 52 lat, o wszystkie powody, dla których uprawiali w życiu seks. W sumie uczestnicy ankiety podali ich 715 - naukowcy skompresowali listę do 237 najczęściej powtarzających się. Okazuje się, że seks jest dla ludzi głównie przyjemnością, bo wśród najczęściej wymienianych powodów trafiały się m.in. "Bo dobrze całował/ całowała", "Bo miał/a piękne oczy", "Bo był/a inteligentna".

Okazuje się jednak, że czasami seks jest dość przypadkową czynnością - wśród często wymienianych powodów pojawiły się: "Bo miałam huśtawkę hormonów" (kobiety), "Bo nadarzyła się okazja", "Poniosło mnie", "Byłem/byłam pijany/a", "Z ciekawości", "Bo się założyłem/ założyłam".

Zdarza się też, że seks staje się narzędziem w walce o władzę, rywalizacji między partnerami i metodą osiągania korzyści, także finansowych. Na
szczęście powody w typie: "Bo ktoś ode mnie tego zażądał", "Żeby dostać pracę", "Z zazdrości", "Z litości", "Żeby dostać podwyżkę", "Żeby
zaimponować przyjaciołom", "Żeby zyskać popularność" były wymieniane najrzadziej.

10 głównych powodów, dla których ludzie uprawiają seks

     KOBIETY

     1. Podobała mi się dana osoba

     2. Dla fizycznej przyjemności

     3. Bo to miłe uczucie

     4. Żeby okazać uczucie danej osobie

     5. Żeby okazać miłość danej osobie

     6. By zaspokoić podniecenie

     7. Bo byłam "napalona"

     8. Bo to fajnie

     9. Bo zrozumiałam, że się zakochałam

     10. To był chwilowy zawrót głowy


    MĘŻCZYŹNI

     1. Podobała mi się dana osoba

     2. Bo to miłe uczucie

     3. Dla fizycznej przyjemności

     4. Bo to fajnie

     5. Żeby okazać uczucie danej osobie

     6. By zaspokoić podniecenie

     7. Bo byłem "napalony"

     8. Żeby okazać miłość danej osobie

     9. Żeby osiągnąć orgazm

     10. Żeby zaspokoić drugą osobę