Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 28 sierpnia 2008

Liczba wpisów: 7

nortus
 

Poznaj źródła, na które zawsze możesz liczyć

Słońce oraz wiatr to dwa niewyczerpalne źródła energii, które każdy z nas ma na wyciągnięcie ręki. Myśląc o budowie jednorodzinnego domu, warto zastanowić się nad ekologicznymi rozwią-zaniami energetycznymi, które mogą przynieść nam spore oszczędności.

Podróżując po Polsce, coraz częściej na dachach jednorodzinnych domów można zobaczyć czarne panele.To kolektory słoneczne- proste urządzenia, dzięki którym możemy wykorzystać energię promieni słonecznych do ogrzania używanej w domu wody, a nawet do podgrzewania pomieszczeń. Czym jest kolektor? Pod zewnętrzną warstwą obudowy ze szkła oraz izolatora znajduje się jego "serce" - absorber. To płyta pokryta substancją o wysokim współczynniki pochłaniania promieni słonecznych. Pod nią znajduje się sieć rurek wypełnionych płynem, najczęściej roztworem glikolu, który nie zamarza w zimie. Działanie systemu jest proste - nagrzewająca się od promieni płyta absorbera ogrzewa leżące pod nim rurki i płynący nimi płyn.Rurki spod kolektorów biegną aż do zbiornika z wodą, oddając jej nagromadzone ciepło.

Cena urządzenia waha się od 2,5 tys. do 4 tys. zł. Ok. 2 tys. zł należy przeznaczyć na zasobnik wody,a kolejne 1000-na układ sterujący instalacją
Roczne wydatki związane z eksploatacją instalacji to wydatek rzędu kilkudziesięciu złotych. Czy więc zakładanie kolektorów słonecznych się opłaca? Przy optymalnym rozplanowaniu instalacji, szacuje się, że pomaga on zaoszczędzić do 1000 zł rocznie na ogrzewaniu wody czy domu.

Mniej popularne są wciąż przydomowe elektrownie wiatrowe. Na potrzeby domków jednorodzinnych najczęściej stosuje się siłownie o mocy do ok. 3 - 5 kW. Taka porcja energii w zupełności wystarczy do zasilenia systemu oświetlenia pomp i niektórych urządzeń. Często stosuje się rozwiązanie, gdzie prąd pozyskany z turbiny wiatrowej ma osobny obieg i zasila wydzielone urządzenia lub oświetlenie czy instalację ogrzewania podłogowego.

Podstawowym elementem systemu jest turbina o poziomej lub pionowej osi obrotu. Te drugie, choć rzadziej spotykane, są jednak bardziej wydajne, bo pracują niezależnie od kierunku wiania wiatru.

Turbiny można stawiać praktycznie wszędzie, choć lepiej poprosić o radę specjalistę, bo na to, jak wydajnie będzie pracowało urządzenie, mają wpływ
nie tylko warunki klimatyczne, ale także ukształtowanie terenu czy wreszcie bliskość domów i innych zabudowań. Minimalna prędkość wiatru umożliwiająca pracę turbiny to ok. 3 m/s, jednak pełną wydajność uzyskuje się przy prędkości wiatru 10 m/s. Koszt budowy przydomowej elektrowni wiatrowej nie jest mały - sięga od 7 do 15 tys. złotych. Na szczęście koszty eksploatacji instalacji są już praktycznie zerowe.

Osoby zainteresowane budową elektrowni wiatrowej lub instalacją kolektorów słonecznych powinny dowiedzieć się w swojej gminie, czy nie dysponuje ona unijnymi funduszami na proekologiczne inwestycje, które mogłyby sfinansować choć część planowanych przez nas rozwiązań. Warto również skorzystać z oferty banków proponujących kredyty na preferencyjnych warunkach dla osób, które realizują ekologiczne projekty. Takie pożyczki oferuje m.in. Bank Ochrony Środowiska. Na przydomowych instalacjach elektrycznych można też
zarobić. Jeśli baterie lub wiatraki produkują więcej energii, niż jesteśmy w stanie sami zużyć, jej nadwyżki można odsprzedać. Wymaga to jednak uzyskania od Urzędu Regulacji Energetyki specjalnego zezwolenia na prowadzenie działal-ności gospodarczej i zarejestrowania działalności gospodarczej. Aby nie pogubić się w gąszczu polskich przepisów, warto poprosić o pomoc
prawnika.


Coraz częściej nawet w Szczecinie widać na dachach kolektory słoneczne. Rozmawiałem ze znajomym, który sobie na dachu domku coś takiego założył. Powiedział, że to faktycznie się opłaca i nawet gdy kilka dni "nie ma słońca" to trzyma to jednak ciepło i dużo oszczędzają. Ostatnio spotkałem kolektory na szkole języków obcych w centrum miasta.
W Norwegii z wody pochodzi ponad 99% energii elektrycznej. Fakt, że warunki mają do tego super, Polska niestety nie. Ale za Niemca na terenie Pomorza prawie na każdej rzece i rzeczce były stopnie i mini elektrownie wodne i to się opłacało i dobrze funkcjnowało. Później władza ludu i socjalistycznie inżynierowie zniszczyli wszystko. Niektózy mieli odwagę w latach 80. odbudować elektrownie i funkcjonują do dziś. teraz to staje się modne i opłacalne. Ale oglądałem w TV program, w którym ktoś chciał wybudować wiatraki 5 km w głąb morza (tak jak są udowane w Szwecji i Danii) i co ? Od razu protesty mieszkańców, że wypłoszą im turystów. To typowe polskie zachowanie: nie pozwolę, zniszczę a nie dam zarobić innemu choć ja na tym nie tracę. W Koszalińskiem wybudowano dziesiątki wiatraków na Pomorzu i Wybrzeżu. I jakoś nikt nie stracił turystów z tego powodu. Ale w Dąbkach (chyba nie pomyliłem nazwy miejscowości a jeśli to sorrka) od razu krzyk i bunty. Dla zasady.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Zobacz, co Doda sądzi o polskich piłkarzach

"Blaszka, Dolce&Gabbana, fura, zegareczek, fajne dupki, najlepiej sześć" - tak charakteryzuje potrzeby piłkarzy z naszej ekstraklasy Doda. Wie co mówi, bo miała okazję poznać to towarzystwo na wylot. Wszak jej mężem był bramkarz Radosław Majdan. "Jak mówi moja babcia: gdy głowa łysieje, d... szaleje" - dodaje piosenkarka.

Jak żyją polscy piłkarze? Szybko i na bogato.

Doda była z Majdanem pięć lat i poznała zwyczaje naszych "futbolowych gwiazd" na wylot. "Te wszystkie doświadczenie, które na mnie spadły
sprawiły, że wydoroślałam" - mówi.

Coraz więcej rzeczy zaczęło ją rytować. "Radosław spotykając mnie w wieku trzydziestu jeden lat zatrzymał się w miejscu. Jak mówi moja babcia: gdy
głowa łysieje, d... szaleje" - opowiada.

Jak żyją piłkarze? Lubią się dobrze zabawić."Może ja bym chciała być wyciągana za rękę z dyskoteki, a nie odwrotnie...". Po chwili ostro ocenia zawodników ekstraklasy.

"Środowisko piłkarzy, nie mówię że wszyscy, to jest mega zepsute towarzystwo. Blaszka, Dolce& Gabbana, fura, zegareczek, fajne dupki,
najlepiej sześć" - opowiada w portalu plejada.pl.


Chyba wie co mówi, widziała to z bliska mając męża piłkarza. Zapmniała tylko dodać opinii o swoich kolegach po fachu. Chyba nie różnią się od piłkarzy.
  • awatar gość: kohana doda 14 13
  • awatar gość: pozdrawja dominika
  • awatar gość: doda dominika
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 

Lecieli przeładowanym samolotem - z Pekinu wracali jak sardynki

Polscy olimpijczycy lecieli na igrzyska do Pekinu w komfortowych warunkach.Niektórzy nawet w klasie biznes. W drodze powrotnej nie było już tak różowo. Nasi bohaterowie razem z tymi, którzy zawiedli, do samolotu zostali upchnięci niczym sardynki do puszki.

Nie było podziału na zwycięzców i pokonanych. Wszyscy mieli takie same warunki podczas powrotu do Polski. Co sprytniejsi znaleźli wygodniejsze
miejsce niż ciasne siedzenia. Położyli się w przejściu i zapadli w długi sen. Wśród uprzywile-jowanych byli ci najwięksi - siatkarze i piłkarze
ręczni. Wszystko jedno było trenerowi siatkarzy Raulowi Lozano, najmniejszemu z całej ekipy. Jemu wygodnie było na siedzeniu.

Zmęczenie mieszało się ze złością. Okazało się, że wiele osób wylądowało w Polsce bez swoich bagaży. Musiały one zostać w Pekinie, bo samolot był za ciężki.

"Były dwa sposoby obniżenia ciężaru samolotów, zostawić w Pekinie ludzi, albo bagaże. Wraz z attache olimpijskim Januszem Taterą decydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie" - wyjaśnia Kajetan Broniewski szef polskiej misji.
"Każdy mógł zabrać dwadzieścia kilogramów plus pięć kilo bagażu podręcznego. Okazało się, że ten limit został w wielu przypadkach przekroczony. Do tego doszły niewykorzystane podczas igrzysk medykamenty i zrobiła się nadwaga ponad dwóch czy nawet trzech ton".

"Część bagażu udało się wsadzić do czeskiego samolotu wyczarterowanego dla kibiców i turystów, natomiast pozostały sprzęt wysłaliśmy drogą cargo" - dodaje Tatera.

Po wylądowaniu w Warszawie nasi olimpijczycy byli kompletnie wykończeni. Uśmiech gościł na twarzach tylko tych, którzy zdobyli medale. Ale takich
szczęśliwców było niewielu.



Ostatnio pisałem jaka medalistka musiałą żebrać po firmach żeby móc trenować, bo klub nie miał pieniędzy. Taki szacunek pokazali rónież nasi organizatorzy sportowcą - czytaj wyżej.
Dziwić się, że niektórzy jak mają okazję to mają gdzieś orzełka na piersiach i wybierają kariery za granicą? Nie. Jeśli Polska nie dba o swoich zawodników i ma ich głęboko w d... to tak samo należy im odpłacić nawet strzelając gole do polskiej bramki. Jesli kraj nie potrafi zadbać o coś więcej niż tylko prywata organizatorów i trenerów to trudno, mówi się: bye bye. I niech potem jakiś "geniusz inaczej" eks-minister edukacji się wydziera i rząda odebrania polskiego obywatelstwa na cały świat.
Trzeba dbać i wymagać a nie tylko wymagać i mieć w d... innych.
 

nortus
 

Za średnią miesięczną płacę brutto Polacy mogą zatankować około 700 litrów paliwa. To więcej niż w większości krajów Europy Środkowej i Wschodniej - wynika z raportu "Gazety Prawnej".

Przodujemy w regionie pod względem siły nabywczej. Przynajmniej jeśli chodzi o paliwa. Za jedną średnią płacę brutto (3145 zł w I kwartale br. według GUS) Polak może kupić 704 l oleju napędowego i 700 l benzyny bezołowiowej 95. Więcej, 714 l benzyny, może zatankować statysty-czny Czech zarabiający średnio, w przeliczeniu na złotówki, 3150 zł brutto miesięcznie (o 5 zł
więcej niż Polak). Jeśli jednak statystyczny Czech jeździ dieslem, za miesięczną wypłatę zatankuje już mniej paliwa, tylko 665 l.

Najmniej spośród krajów regionu tankują Słowacy, zarabiający najmniej spośród branych pod uwagę państw. Za średnie miesięczne wynagrodzenie brutto
zatankować mogą jedynie 462 l oleju napędowego i niecałe 500 l najtańszej benzyny.

Jednak zarobki i siła nabywcza Polaków, Czechów, Słowaków, Litwinów, Łotyszy i Węgrów nadal nijak się mają do pensji Niemców. Nasi zachodni sąsiedzi mogą zatankować za średnią płacę brutto ponad 2,400 l oleju napędowego i niespełna 2,250 l benzyny. To ponad trzykrotnie więcej niż Polacy i Czesi oraz około pięciokrotnie więcej niż Słowacy.


Dwie uwagi: dlaczego my się porównujemy z biedniejszymi od nas? Żeby nas dowartościować czy żeby ukryć nędzę? To może porównujmy się z Mozabikiem, oni pewnie mogą kupić jeszcze mniej dóbr niż Polak.
Po drugie: takie porównywanie możliwości zakupu jakiegoś artykułu obarczone jest bardzo dużym przekłamaniem. Na siłę nabywczą waluty nie wpływa zakup paliwa czy samochodu ale jakoś życia możliwego za uzyskiwaną średnią płacę. I co z tego że Czech może kupić mniej benzyny jeśli żyje na wiele większym poziomie niż Polak z prostego powodu: życie i mieszkanie jest tam o wiele tańsze niż w Polsce. Klasyką jest już obiad dla 4-osobowej rodziny z piwem/winem za 150 zł. U nas wyjście do restauracji, i to nie 5 gwiazdek bo takiej w Szczecinie nawet nie ma, to minimum 100 zł na osobę. Bez alkoholu, jeśli wino jest alkoholem. Mówię o restauracji a nie KFC czy Pizza Hut.
  • awatar gość: Ja z moim mężem w restauracji serwującej dania środziemnomorskie (czyli włoskie, arabskie itp) wydajemy ok 50-60 zł na solidny posiłek z piwkiem. Chyba u was w Szczecinie zdzierają :)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Takie ceny w Szczecinei to były .... lat temu. W zwykłym KFC porcja dla 1 osoby kosztuje ok. 15 zł ato nie jest jedzenie tylko zapychacz. Restauracje niestety są dużo droższe. Szcecinie musi w czymś przodować, chociaż w cenach.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Chyba bardzo spada ciśnienie bo jestem jakiś senny i zmęczony. Więc proponuję małe czarne conieco.










 

nortus
 

Wyjazd zbliża się wielkimi, coraz większymi krokami.

Kogo się da uszczęśliwiam teraz kwiatami z domu.

Z jednej strony chcę zaoszczędzić roboty sąsiadowi, który będzie się opiekował mieszkankiem a z drugiej przecież to że ja wyjeżdżam to nie znaczy że kwiaty mają uschnąć, prawda?

Mój mechanik był bardzo zdziwiony jak powiedziałem, że zabieram kota ze sobą a nie oddaję go do schroniska czy kogoś obcego. No a jak tak można. Przecież zwierzak w domu, nieważne pies kot czy szczur, to jest żywa istota, nie jakaś zabawka. To jest po prostu kolejny członek rodziny. Jak można wyrzucić/porzucić kogoś bliskiego? Wiem, że są bydlaki którzy tak postępują ale podobno człowiek ma mózg i serce więc trzeba z nich korzystać. Nie tak jak jakiś starzec (chyba 82 lata) ostatnio wyrzucił kota czy psa (nieważne) przez okno bo czegoś chciał i miauczał czy skomplał. A jakby tego starucha tak wywalić za okno (co prawda to było I piętro) bo przeszkadza młodszym np. rozmawiać? Może tak należałoby postępować z kanaliami co uważają że człowiek to jest istota boska i wszystko może?

Ostatnio pewien człowiek (podobno) " którego imienia nie wolno wymawiać" mówił, że jemu się należy szacunek bo .... i argumenty. A więc panoćku na szacunek należy zasłużyć. Nie należy się on z racji stanowiska czy innych zaszczytów czy nawet wieku. Na szacunek trzeba pracować całe życie. I mówię zawsze otwiarcie: są ludzie młodsi ode mnie, których bardzo szanuję i licze się z tym co mówią (ale decyzja zawsze ja podejmuję a nie ktoś za mnie) i są ludzie starsi ode mnie których za cholerę nie da się szanować. Takie pierdoły jakie mówią i jak postępują uniemożliwiają jakikolwiek szacunek dla nich.
Wiem, zaraz będzie krzy że starszym się należy szacunek bo ... i wiele słów padnie. Z  osobami starszymi trzeba postępowac tak ąby ich nie obrażać, ustąpić miejsca w tramwaju, ułatwić im ciężkie (zazwyczaj) życie i ułomnosci. Ale to nie jest szacunek i poważanie. To jest zwyczajna kultura (ostatnio rzadkość w Polsce,ale przykłady
idą z góry, o spiepszaniu dziadów i małp w czerwonych nie mówiąc, czy klasie naszych politykierów w sejmie).
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka:
Ehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh

mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr