Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 25 sierpnia 2008

Liczba wpisów: 3

nortus
 
Witam,
schodzę na psy a raczej na koty.

Od rana latawica z załatwianiem ostatnich spraw.

Kot - załatwiony w 1/3, tzn byłem po ostatni wpis do paszportu al eokazało się, że pani doktor będzie od 15 dopiero wręc załatwiam inne rzeczy.

Poczta - pełnomocnictwo załatwionee. Na poczcie kolejka na ulicy do jednego czynnego okienka. Po wielkich awanturach pani kierownik pokazała się nieśmiało ludziom i od razu powiedziała, że nie ma kogo posadzić do okienka a będzie jeszcze gorzej, niech się ludziska przygotują. Dobrze że nie musiałem tego załatwiać w okienku tylko u kierowniczki. Podpisała, przyjęła, nadała numerek i skasowała. Poczta będzie odbierana. Uffff.

Teraz kawunia i jagodzianka. Za oknem pięknie świeci a ja zaraz jadę do energetyki i gazowni żeby nie wystawiali rachunków za zerowe zużycie prądu i gazu. Zapłacić oczywiście będę musiał za opłaty stałe i abonamenty, ale to później, chociaż wiem że gazownia będzie mordę darłą żeby od razu zapłacić im z góry.

Potem idę do lekarza, w zasadzie żeby pożegnać się i pogadać sobie. Miła starsza pani bardzo sympatyczna i ludzka.A ma chyba z 60 lat jak nie więcej. To jest inna klasa ludzi, miłych, uczynnych, sympatycznych, wspomagających ludzi młodych, sami wiele przeszli w życiu łącznie z wojną więc wiedzą że nie jest łatwo. Nie wygłapiają się jak niektórzy młodzi co to nagle z niczego stali się panią/panem doktor/rem i woda im odbija do łba, pustego zresztą. I tylko patrzą jak tu wyciągnąć jeszcze parę złotych. Ona przyjmuje w spółdzielni, wizyta kosztuje 64 zł a ile z tego dostaje lekarz? Jak sądzicie? Aż 20 zł. Resztę kasuję spółdzienia  wszystko lekarz musi mieć własne. Spółdzielna daje tylko pokój, pusty. A kasę bierze.

Później idę do kina na film 3D Wyprawa w głąb ziemi. Ciekawe jaki będzie. Kiedyś byłem już na filmie 3D i wrażenia były nieziemskie. To był przyrodniczy film. Zobaczymy.

Później powrót do weterynarza z załatwianiem ostatniego wpisu do paszportu.

Potem dalej pakowanko.

Ale to nie wszystko jeszze do załatwienia, o nie. Nie ma tak lekko. Jutro też będę miał zabójczy dzionek, tym bardziej że daję samochodzik na ostatni przegląd wnętrzności więc będzie dzień pieszego. Ale sprawy do załatwienia będą tak w promieniu 8 km od domu więc pożna połazić sobie.

Cóż, czas spadać do miasta.

Życze miłego dzionka i ładnej pogody.

PS. Kociak coś przeczuwa, chdzi i dziwnie się lumpi na mnie. Jest bardzo miły, wczoraj nawet położył się koło mnie na wersalce jak buszowałem po necie i grzecznie spał.
Dzisiaj nie było śniadanka, tylko jogurcik więc była niepocieszona, że nie dostała szyneczki.

Wczoraj wymieniłem kartkę w przywieszce przy jej smyczy. Cały czas spokojnie spała sobie ale jak zobaczyła że wziąłem do ręki smycz to od razu uciekła i schowała się tym razem włazience. A musiałem wpisac wielojęzycznie, że gdyby kociak postanowił iśc własną drogą a nie ze mną samochodem to żeby znalazca zadzwonił i dał znać. Wersja w 5 językach ludzkich.

Nara

Wiem, ze świat się zmienia i język ludzki również. Ludzie jak kończą rozmowę przez telefon to różnie się żegnają z rozmówcą. Ale ostatnio usłyszałem: "no to ściana".  Nie powiem, dziwnie.

Takimi drogami na razie nie będę jechał. Na razie.
  • awatar chcebycchuda: nie...no... drogi pierwsza klasa xDDD^^ pewnie nasze . !!! POLSKIE xDDD^^
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
No i minął dzionek. Wróciłem po 7 do domku. Załatwiłem co miałem załatwić. Kot ma już wszystkie stempelki i podpisy z właściwymi datami a nawet godziną podania leków. Co prawda godzina ma znaczenie dla Anglików, ale co tam, lepiej niech będzie niż mają się czepiać. Lekarz mówił, że Szwedzki celnik z Ystad potrafił nam sam dzwonić do gabinetu i potwierdzać odrobaczanie psa czy kota. Taki upierdliwy. No więc gotów, tylko on jeszcze nie wie o tym. Ale coś czuje bo ciągle szwenda mi się pod nogami i mnpie pieści swoim ogonkiem. Próbuje się podlizać. Cwaniak.

Jutro oddam samochodzik na przegląd i załatwiam resztę papierów i potem tylko szykowanie do pakowania.

Byłem na filmie, tak jak planowałem. "Wyprawa do wnętrza ziemi" film wersji 3D. I musze powiedzieć, że wrażenia dobre, a nawet lepsze. Można na nim się popłakać, pośmiać i dostać zawału z efektów. Fajny film wizualnie, bo fabuła jak to filmu. Chociaż film chyba raczej dla dzieci a na sali sami dorośli, prawie. Wersja dubbingowana i dobrze. W sumie miłe 1,5 godziny.

Pozdrawiam i mówię dobranoc.
 

nortus
 
Wylenzek poszedł w ślady Podolskiego

Thomas Wylenzek, kajakarz, który zdobył w Pekinie srebro i brąz, kiedyś występował z orzełkiem na piersi, a teraz pływa dla Niemiec. I nie ma
litości dla systemu szkolenia w olsce. "Rozmawiam z polskimi zawodnikami i muszę powiedzieć, że jest mi ich żal. Chłopcy mają wrażenie, że ktoś ich cały czas w d... kopie. Od tego, jak trenuje się w Polsce, chce się rzygać" - mówi sportowiec.

Wylenzek pochodzi ze Świerklańca i kiedyś był reprezentantem Polski juniorów. Kiedy miał 17 lat wyjechał do Niemiec, gdzie mieszkała jego mama.
Zaczął pływać w niemieckiej drużynie narodowej i zdobywać medale. O polskim systemie szkolenia wypowiada się ostro.

"Polscy zawodnicy są utalentowani i waleczni, ale ich praca się marnuje. Za dużo pieniędzy idzie na niepotrzebne rzeczy. Za dużo chce się osiągnąć przez obozy. 250-300 dni w roku poza domem - do Wałcza, za granicę, kto to wytrzyma? Przecież prawie każdy polski zawodnik jest żonaty, ma dzieci.
Człowiek przyjeżdża po pół roku do domu i widzi, że jego dziecko jest dwa razy większe, niż jak wyjeżdżał. Myślę, że gdy zawodnik chce pracować, to na pewno będzie lepszy w domu niż na obozie" - mówi w "Gazecie Wyborczej".

Wylenzek opowiada, jak robi się zgrupowania w Niemczech. "Ostatnio przyszli do mnie ludzie ze związku i powiedzieli, że szykowane jest czterotygodniowe zgrupowanie w Kalifornii. Powiedziałem, że mogę jechać tylko na trzy.
Czterech nie wytrzymam i jeśli się uprą, to ja zostanę w domu. Zgodzili się na trzy tygodnie. I oni byli zadowoleni, i ja" - mówi.

Niemiec pochodzący z Polski uważa, że nie samym sportem człowiek żyje. Sam pracuje na pół etatu w straży granicznej. "Jak się ma coś poza sportem, to nawet dobrze dla głowy. Głowa jest ważniejsza niż mięśnie. Jak się tylko i wyłącznie trenuje, to chce się rzygać, a tak właśnie jest w Polsce" -podkreśla.



Ale przecież za klęski polskich sportowców sa winni wszyscy inni tylko nie oni. Oni, sportowcy, nie wiedzieli że świat idzie naprzód, że trzeba trenować i nie widzieć tylko przeciwności. Na imprezy nie jeżdżą dla przyjemności, tylko po zwycięstwa. Ich praca to trening a nie wyjazdy.
  • awatar taki: A mi się chce rzygać jak słucham takich pajaców!
  • awatar greerwebia: Lekarz z ekipy naszych pływaków stwierdził, że Chinki pokonały Otylię, bo zostały zmodyfikowane genetycznie.
Pokaż wszystkie (2) ›