Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 18 sierpnia 2008

Liczba wpisów: 9

nortus
 

Witam,
wróciła normalna pogoda to i od razu jest lepiej.
Wróciłem, po dwóch tygodniach przerwy, do porannych spacerków po lesie z nordiciek. Teraz śniadanko i na zakupy oraz do miasta załatwiać ostatnie ważne sprawy.

Życzę miłego dnia, dużo słońca i radosnych chwil z usmiechniętą mordką na twarzy
  • awatar taki: Miłego!
  • awatar greerwebia: Dzień dobry :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Kolejna odsłona sporu prezydenta i rządu o tarczę. A konkretnie o podpisanie umowy z Amerykanami. Wiadomo tylko, że nastąpi to w środę w Warszawie w obecności Condoleezzy Rice. W niedzielę trwały gorączkowe konsultacje, jak ma wyglądać ta uroczystość. Prezydent i rząd kłócą się m.in. o miejsce ceremonii. Belweder, gdzie gospodarzem jest prezydent? Czy też pałacyk MSZ na Foksal, jak chce rząd? Na tym problemów nie koniec. Kwestią sporną jest też, czy przemówi Lech Kaczyński.

Strona rządowa planuje, by ostateczne sfinali-zowanie umowy w świetle kamer odbyło się w pałacyku MSZ przy ulicy Foksal. Dlaczego? Wytłumaczenie jest proste: umowy międzypaństwowe podpisują szefowie dyplomacji. A pałacyk jest najbardziej reprezentacyjnym budynkiem MSZ. Tyle, że umowa o tarczy ma zupełnie wyjątkowe znaczenie, a prezydent jako jej główny orędownik, czuje się ojcem tego sukcesu. Co prawda jeszcze niedawno Lech Kaczyński zapewniał, że może się nawet zrzec swojego udziału w tym sukcesie, byle tarcza była, ale dziś jego współpracownicy tego sobie nie wyobrażają.
Tylko znowu się okaże że nikt dobrze nie zrozumiał prezydenta, jak zwykle. Nigdy nikt go nie morze zrozumieć co on mówi, a jeszcze bardziej co sam myśli - póki nie zadzwoni brat.
  • awatar taki: Oj nie lubisz Ty Pisu!.....nie lubisz!
  • awatar Nortus & Potworna spółka: nie lubię. tak jak nie lubie szczucia ludzi na siebie, poniżania, oszukiwania,megalomanii, udawania i typ podobnego zachowania.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: co nie znaczy że kocham PO, SLD, PSL, UPR, S,LPR i wszelkie inne dziadostwo któe mysli tylko o sobie i korycie. Ale w każdej partii są pojedyńcze godne osoby, tylko szkoda że nie myslą głową dla państwa tylko główką dla siebie (a gdzie jest gówka to przecież wiesz).
Pokaż wszystkie (5) ›
 

nortus
 
Obserwując brawurowa wyprawę Lecha Kaczyńskiego do Gruzji, jego natchnioną twarz, sycącą się poklaskiem tłumów (nigdy nie widziałam pana prezydenta tak pozytywnie podnieconego!) zaczęłam się zastanawiać, po co nam w ogóle prezydent? Prezydent Francji ma realną władzę, prezydent Niemiec - wyłącznie symboliczną. W Polsce, prezydent – to taka bańka wstańka, jego władza zależy od politycznych układów i prywatnej osobowości. I to nie zawsze od osobowości samego prezydenta. Teraz rządzi nami Wielki (mały) Brat, lub – jak kto woli – jedna partyjna wola, w dwóch ciałach.

Wałęsa prezydentem zostać musiał, bo obawiano się szkód, które poczyniłby gdyby nie został osadzony w jakiejś ważnej roli. Pamiętam, że wiele osób żałowało, że nie mamy w Polsce monarchii konstytucyjnej, bo rola króla lub królowej we współczesnych państwach jest idealną synekurą dla osób wielkich, lubiących pompę i ornamentykę władzy, choć niekoniecznie realnej. Jednak Wałęsa, mimo swoich „wojen na górze”, fatalnej znajomości polskiej gramatyki i nadmuchanego do granic niemożliwości „ego”, jakoś się sprawdził. Bo to - mimo wszystkich swoich wad – wielki człowiek. Ostatnio nawet Ludwik Stomma, przyznał, że jego kaprysy, dziwaczne maniery i fochy nie przeszkodziły mu stąpać po ziemi obiema nogami. Prawą i lewą.


Kwaśniewski, z którego wyboru nie byłam początkowo zadowolona, bo naiwnie myślałam, że już nigdy żaden komunistyczny działacz nie będzie miał w wolnej Polsce władzy, okazał się być prezydentem pełnym godności i zdrowego rozsądku, przede wszystkim zaś osobą ponad wszelkimi podziałami. Wiele osób złośliwie wypomina mu jego „wpadki”, ale patrząc na dzisiejsza prezydenturę, sądzę, że nie było ich jednak aż tak wiele. Pamiętam natomiast poczucie dumy, jakie miałam, gdy zobaczyłam prezydencką parę swobodnie rozmawiającą po angielsku z prezydentem Clintonem i jego żoną. Kwaśniewscy wyglądali i zachowywali się doskonale, bardzo też pracowali nad swoim wizerunkiem i sami nad sobą. Myślałam, że przynajmniej ten standard zostanie zachowany, że każdy kolejny prezydent będzie lepszy od poprzedniego. Bo prezydent, który nie ma w Polsce określonej do końca roli powinien troszczyć się (przynajmniej!) o standardy etykietalne, reprezentacyjne no a przede wszystkim o zachowanie równowagi między różnymi siłami politycznymi i stanie na straży jedności państwa.

Bo prezydent, który nie ma w Polsce określonej do końca roli powinien troszczyć się (przynajmniej!) o standardy etykietalne, reprezentacyjne no a przede wszystkim o zachowanie równowagi między różnymi siłami politycznymi i stanie na straży jedności państwa. Bo Polska – jak mi się wydaje – to nie tylko naród, którego idealne elementy umieszcza się w muzeach i podręcznikach historii, czcząc jako ostoje polskości. Polska to nasze dziś i jutro, to nieudolne elity polityczne i świetna młodzież zwrócona ku przyszłości, Polska to również PO i SLD i święty Gowin i homoseksualiści, ludzie z lewa i z prawa i ci pośrodku.

Reprezentowanie ich wszystkich wymaga troski, bezstronności i odwagi. Przynajmniej takiej, jakiej dowody dał pan prezydent jadąc na odsiecz Gruzji, mimo że jej obywatele nie są wszak członkami PiSu.

Magdalena Środa specjalnie dla Wirtualnej Polski



Wiem, wiem, że zaraz będzie krzyk. Bo M. Środa jest często kontrowersyjna w swoich wypowiedziach - i bardzo dobrze. Ludzie różnie myślą i mają prawo wypowiadać to co myślą. Nie ma jednego modelu Polaka i myśli tylko właściwych.

Ale trudno nie zgodzić się z tą wypowiedzią o prezydencie. To jest urząd który ma godzić obywateli a nie dzielić. Ale cóż bracia umieją jedynie dzielić (vide ZOMO itp). No i właśnie bolący temat "ego". Wałesa miał bardzo rozbudowane,ale trudno mu się dziwić w sumie. Prosty robotnik, który zmienił historię i zasiadł na najwyższym urzędzie w państwie, przyjmowany z honorami przez wszystkie dwory i urzędy.
Kwaśniewski był chyba jednak trochę zagłuszony przez swoje wcześniejsze środowisko polityczne, był i jest lewicowcem, nie zmienia poglądu jak wiatr zawieje i z ławki w KW nie przesiadł sie do ławki kościelnej. Nie robił na pokaz mszy niedzielnych. Nie byłem zwolennikiem Kwaśniewskiego ale uważam że w sumie spisał się godnie na urzędzie, nie było mi wstyd w czasie jego wizyt państwowych za granicą, zna języki obce i biegle się nimi posługuje co w polityce jest ważne, nie zawsze można rozmawiać przez tłumacza a poza tym to jest standard normalnego świata. I co ważne nie dzielił ludzie, nie napuszczał ich na siebie, starał się jednoczyć.
Zaraz będzie krzyk o jego wpadki - były. I o weta - były, ale 29 w ciągu 10 LAT a nie 2 lat, jak się wybiela obecnego. A pamiętacie jak obecni obrońcy czci prezydenta nazywali Kwaśniewsiego? Ale czy policja ściagała wtedy bezdomnego przez kilka miesięcy bo powiedział o prezydencie to co myśli? Nie. A rok temu szukano takiego jednego pijaczka w tych obiecanych 3 milionach mieszkań przez kilka miesięcy aż go dopadli i skazali.

Obecnego "ego" jest jeszcze bardziej rozbudzone niż Wałęsy, choć często mi się wydaje że najbardziej podjudza go min. Kamiński (na marginesie, zwróciliście uwagę że w PiSie są albo Kamińscy mają 150 cm wzrostu?). To jest chyba człowiek, który najbardziej szkodzi urzędowi prezydenta.

Wracając do pytania, no właśnie po co nam preydent z nieokreślonymi kompetencjami? Może rzeczywiście trzeba sę wreszcie opowiedzieć za jakimś modelem władzy w Polsce. Wiem, że Wałęsie marzył się system amerykański, tam przecież prezydent jest jednocześnie premier i rządzi krajem. Europa ma trochę inne rozwiązania.
Osobiście wydaje mi się, że system francuski jest chyba najlepszy - jest jeden organ władzy i koniec
  • awatar taki: Coś się dziś od samego rana uwziął na tych naszych biednych prezydentów?!...... Monarchii Ci się zachciewa?!....Czy co?!
  • awatar taki: Co ty chcesz od tych drągali z Pisu!.... Chłopy jak się patrzy!
  • awatar taki: Ale masz dzisiaj paskudny humor?!....Nic Ci się nie podoba! Napisz coś wreszcie optymistycznego! Lubie Cię czytać, ale nie dołuj mnie z samego rana! Proszę!
Pokaż wszystkie (7) ›
 

nortus
 
Miał być cmentarz na miarę XXI wieku, a może być katastrofa. Mowa o nowej nekropolii dla Szczecina, jaka ma powstać przy ul. Bronowickiej. Okazuje się, że ziemia tam nie do pochówków, bo z mnóstwem podziemnych cieków wodnych i nieprzepuszczalna, gliniasta. To znaczy, że gdy popada deszcz, groby będą płynąć. Ponoć w magistracie nie znalazł się jeszcze odważny, który by o tym poinformował prezydenta Krzystka.

Nad budową cmentarza przy ul. Bronowickiej najwyraźniej ciąży jakieś fatum. Od dekady jest wokół niego szum. Pierwszy projekt techniczny okazał się tak fatalny, że realizację wstrzymano. Miasto straciło na tym ok. 3 mln zł. Bezpowrotnie, bo urzędnicy przegapili termin dochodzenia roszczeń odszkodowawczych od jego twórców.

- Zanim zaczęto tam stawiać konstrukcje domu pogrzebowego, musiały być przeprowadzone badania gruntu. Przecież nie mogło być tak, że wtedy ktoś pominął czy ukrył dane, z których wynikało, że ziemia na tym terenie nie nadaje się pod pochówki. To przecież byłaby sprawa kryminalna - słyszymy od naszego informatora. - Ale z drugiej strony... Ktoś w magistracie zatwierdził do realizacji projekt z ewidentnymi błędami. Dziwnym trafem z pracą w urzędzie pożegnali się wszyscy, którzy z budową „Bronowicka” byli związani - pouciekali do innych firm.

Niezależnie od podejrzeń nt. kulisów tej inwestycji, którymi faktycznie powinna się zająć prokuratura, budowa nowej nekropolii dla Szczecina to konieczność. Już w połowie października zabraknie miejsc pod groby nawet na przejętych w tym roku dwóch działkach od strony ul. Mieszka I. Do grudnia kolejne kwatery od tej strony cmentarza też się zapełnią mogiłami. Co wtedy? Będą jeszcze miejsca z tzw. odzysku, miejsca na niestandardowe, np. urnowe pochówki, Cmentarz Centralny wchłonie kolejny przyległy teren. To razem daje czas do końca 2009 r. Potem Cmentarz Centralny dla pochówków zostanie zamknięty.

- Podziemna woda to najmniejszy problem. Można grunt osuszać, stosować drenaże, cieki przekierować, choćby w sztuczne jezioro - słyszymy od informatora. - Najgorsza jest glina, bo nieprzepuszczalna. Wody opadowe nie będą wsiąkały, tylko stały. Jak dzieje się czasami na tzw. popoligonowej części CC. Może zabrzmi to okropnie, ale... zamiast wizji pływającego ogrodu będziemy mieli w Szczecinie pływający cmentarz.



No to już wiemy, że będzie nowa grupa emigrantów ze Szczecina - pochówek za granicą. Może w Anglii a może w Niemczech - zależy od poglądów i fobii.
  • awatar taki: No!...Nie!....Ty chcesz mnie wykończyć!?
  • awatar Zamówienia ;): ;)
  • awatar greerwebia: Będziecie mieli taką jakby Wenecję i Chytrus może pochodzi po wodzie ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Górnicy są mało wymagający.
Szczególnie jeśli w mieście przy ogromnej kopalni na jedną kobietę przypada dwudziestu sześciu mężczyzn. Do takiego wniosku doszedł burmistrz australijskiej osady Mount Isa. I zaprosił
"brzydkie kaczątka", by przyjechały i rozjaśniły swoje niezbyt ładne twarze uśmiechem. A miłość górników pozwoli im przerodzić się w piękne łabędzie.

"Bardzo często można zobaczyć, jak ulicą idzie niezbyt piękna dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy. Może to być wspomnienie albo myśl o następnym wieczorze. Ale tak czy inaczej widać, że jest szczęśliwa" - zachwalał swoje miasto w jednej z australijskich gazet burmistrz, John Molony.

A jest to miasto specyficzne. Mount Isa to górnicza osada pośrodku australijskiej głuszy. Obok jednej z największych podziemnych kopalni węgla na świecie mieszka ponad 20 tysięcy ludzi. Zdecydowana większość to mężczyźni.

"Z pięcioma facetami przypadającymi na jedną dziewczynę, sugeruję, by te niezbyt piękne przyjechały do nas" - zaprasza gorąco burmistrz, którego cytuje serwis BBC. Tylko że oprócz dobrych manier przydałaby mu się lekcja matematyki. Bo w 22-tysięcznym mieście jest tylko niewiele ponad 800 kobiet. A to znaczy, że na każdą przedstawicielkę płci pięknej tak naprawdę przypada 26 górników.

"Niektóre z kobiet z innych części Australii powinny przyjechać do Mount Isa, bo tu czeka na nie szczęście" - zachwalał swoje miasto Malony. "Uroda to tylko powierzchowne piękno. Nie tylko w bajkach brzydkie kaczątko zamienia się w cudownego łabędzia" - rozmarza się.

Gorące zaproszenie burmistrza odniosło niestety skutek zupełnie inny od zamierzonego. Zamiast armii "niezbyt pięknych" kobiet miasto musi się teraz zmagać z lawiną skarg. Od słów burmistrza odcięła się już Rada Miasta. "To absolutny skandal" - mówi radny John Ferris. "To nie jest opinia Rady ani moja" - podkreślił. A burmistrz Molony milczy i już się publicznie nie wypowiada.




Dobrze, że to nie u nas. Docipas, ale pomysłowy.
  • awatar taki: Pamiętaj Nortusie!..... Nie ma brzydkich kobiet!.....są tylko zaniedbane!
  • awatar greerwebia: Ciekawe ilu z tych górników to geje ;D
  • awatar Nortus & Potworna spółka: nie ma brzydkich kobiet tylko czasami wina brak. Zgadzam się.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
A teraz wracam do rzeczywistości.

Będzie mi potrzebny akt urodzenia dla podjecia legalnej pracy za granicą. Jedni mówią potrzebny, inni że nie potrzebny. Lepiej zabrać ze sobą, tym bardziej że oficjalnie jest potrzebny - jak twierdzi ambasada. Byłem w USC zapytać się jak to jest potwierdzają i mówią żeby zabrać świeży, stary jest ważny ale lepiej mieć świeży. OK.
Dopiero na forum za granicą dowiedziałem się, że jest jakiś akt na drukach unijnych. WYszukałem na stromach rządowych - fakt, jest coś takiego. Tylko dlaczego nie powiedzieli mi tego w urzędzie? To pierwsze.
Drugie. Ponieważ urodziłem się w innym mieście to mogę albo pojechać (w sumie byłoby 400 km) albo załatwić pocztą. Znalazłem na stronie USC w K. odpowiedni formularz na druku międzynarodowym. Dla pewności zadzwoniłem, powiedziałem co chcę, pani potwierdziła i pyta się po co mi on. Cóż, myślę sobie wścipskie babsko. ALe mówie, że żeby się zarejestrować w urzędach, podjąć pracę i cholera wie co jeszcze. No to mi mówi, żebym napisał że potrzebuję do podjęcia pracy (święta prawda) to będę miał za darmo (normalnie kosztuje około 20 zł). OK. Wysłałem i czekam. Faktycznie po tygodniu dostaję pismoz USC listem zwykłym, co mnie zdziwiło póki nie otworzyłem koperty. A tam pismo, że zgodnie z zalecenia MSWiA mój akt urodzenia wysłano do USC w Szczecinei do odbioru. Brrrrrr. Dzisiaj poszedłem, odczekałem 3 dni żeby nie okazało się że jeszcze nie dostali. Idę do urzędu a tam kolejka na około 4 godziny stania. Wszedłem do pokoju obok i mówię, że przyszedłem po odbiór aktu wysłąnego z innego miasta czy musze czekać czy ktoś inny może mi wydac. Ależ oczywiście, prosze do pokoju obok i dowód osobisty. I słucham, pani szuka, szuka i wreszcie się pyta koleżanki a macie wysłane 6 sierpnia do wydania? Tak, właśnie przyszły i leża na dole. Dobra, myślę sobie, jest. No i pani podaje mi mój akt urodzenia ale na druku polskim a nie unijnym/międzynarodowym!!!!!!!!!!! Pytam się, a po co mi on? Taki to mam. o proszę wyjaśniać z K. Dobrze, że nie wykasowałem numeru z komórki. Dzwonię z korytarza, wszyscy oczywiście słuchają i widzę jak kiwają głową jak mówię, że dostałem zły akt (tzn. na złym druku). Pani z K. najpierw prbuje mi wciskać,że źle pan zamówił. No to jej wyjaśniam, ze ściągnąłem druk zamówienia z ich strony w internecie, gdzie pisze że na druku MIĘDZYNARODOWYM i w celu podjęcia pracy za granicą. No to wtedy mnie przeprasza i prosze złożyć nowe zamówienie. To mówię pani że za tydzień wyjeżdżam. I słyszę: to wie pan co, to niech mi pan poda adres to ja jutro wyślę do domu. Ale przecież do domu nie wolno (kretyńska ustawa o ochronie danych osobowych) a tu się okazuje nagle, że jednak można jak się chcę.
ZObaczymy, powinien dostać do piątku.

I powiedz mi jak tu się nie wkurwiać?
Wiem, że człowiek może się pomylić, zdarza się nikt nie jest nieomylny (o przepraszam, z jednym podwojonym wyjątkiem). Ale qurwa, dlazego zawsze na mnie się muszą wszyscy mylić?!
A porafią wypisywać takie bzdury w dokumentach, ze normalnie aż strach się bać.
  • awatar greerwebia: No dobra, urzędnicy to dziwna grupa społeczna. Niektórzy to takie Gapcia i Kłapouszki. Współczuję użerania się z nimi. Ja na szczęście nie muszę się jeszcze męczyć w urzędowych kolejkach. Mam dla Ciebie dobrą piosenkę którą pewnie znasz, idealna na takie sytuacje (u mnie, ostatni wpis)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Wracając do wcześniejszych uwag. Ktoś mnie pytał czy się nie boję pisać co myślę - odpowiadam: nie nie boję się. Wiem, że w tym kraju to nie jest mile widziane, bo trzeba kadzić szefowi, władzy wszelakiej i tej najwyższej również. Więc wyjaśniam, mówię to co myślę i to już od dawna. Nie obchodzi mnie czy to się komuś podoba czy nie. Ale oczywiście mówię prawdę a nie kłamstwa. Nigdy nie podlizywałem się przełożonym w pracy ani na uczelni. Ze miałem przez to trudniej- tak, czasami tak. Ale ja stosuję jedną miarę do wszystkich i do siebie. Każdy jest człowiekiem i może się pomylić, zdarza się. Ale trzeba mieć odwagę się do tego przyznać i odkręcić pomyłkę. Nie raz mi się zdarzyło, że zrobiłem w pracy coś nie tak. Trudno trzeba ściągnąć uszy pod siebie, przeprosić i ratować sytuację. Miałem to szczęście w życiu że nigdy nie trafiłem na złych ludzi (z jednym wyjątkiem, qurewskiej dyrektorki w Szczecinie - ale to temat na oddzielny wpis, a będzie). Zawsze szefowie doceniali, że jeżeli ja mówię coś że trzeba zrobić tak a nie inaczej to wiedzieli że mam rację. W pracy jestem legalistą i staram się robić dobrze to co robię. I tego też wymagam od pracowników. Wiem, że jestem śmieszny w dzisiejszych czasach ale słowo dyrektora "dziękuję
panu, panie x" były dla mnie naprawdę ważnym wyróżnieniem. A zwłaszcza wypowiedziane publicznie wśród moich pracowników. Nie wyciągałem tylko łapę po premię i nagrodę. Oczywiście to mile dostać ekstra kasę,ale nie to jest najważniejsze. Nie wiem, może dlatego że nigdy nie zarabiałem jakiś 500 zł, z pracy z niewielkim kredytem kupiłem mieszkanie czy inne rzeczy. I nie miałem tak, ze nie mogłem przeżyć miesiąca za pensję, może dlatego. Choć w moim życiu były różne chwile.
Jak pisałem, nigdy się nie podlizywałem i później nigdy tego nie tolerowałem. Jeśli pracownik starał mi się przypodobać w taki sposób to miał przechlapane. Pracownik ma dobrze pracować a nie mówić jaki mam dzisiaj ładny garnitur, a jaki pan mądry, i inne pierdoły. A sam się spotkałem jak dziewczyny podlizywały się w taki sposób owe pani dyrektor a ta jak głupia kupowała to. A za jej plecami mówiły co innego. Jak nienawidzę takie obłudy. Jak nie mogę szczerze powiedzieć czegoś miłego komuś to po prostu nie mówię, a nie zmyślam a później przed współpracownikami ratuję twarz mówiąc coś innego. Takie zakłamanie. A wstyd mi było jak pracownice tak kadziły dyrektorce a klientka banku jak ją kiedyś zobaczyła na sali operacyjnej (a dodam że klientka była młoda, mądra, naprawdę piękna, wykształcona, wiedziała co chce od życia i innych - współwłaścicielka dużej firmy)to spytała się mnie, kto to jest ta pani w czerwonym żakiecie? Powiedziałem, że dyrektor banku. A Asia pod nosem sobie powiedziała :i w takich zużytych butach? Spojrzała na mnie, zorientowała się że to usłyszałem, zaczerwieniła się, rzekła przepraszam ale ... Jak spojrzałem na buty pani dyrektor, która mówła zawsze o sobie że ma dusze artystyczną to przyznam się że i mi się zrobiło głupio. Ja nie zwracam uwagi na takie rzeczy, ale
zrobiło mi się naprawdę głupio. A dziewczyny chwaliły w kółko jej ubieranie się. I jak to wygląda w takiej sytuacji.
Wracając do tematu. Czasami mi się oberwało, ze powiedziałem wprost co myślę. Mogę szczerze powiedzieć, że przez Wałęsę straciłem pracę. A dlaczego? Była druga turów wyborów. W ringu stali Wałęsa i Tymiński. I powiedziałem, że mam do wyboru między jednym a drugim wariatem. Byłem wtedy na pierwszej umowie, mijał mi drugi miesiąc próbny. Na drugi dzień rano dzwoni do mnie kadrowa: panie X dyrektor prosi pana do siebie. OK, poszedłem i w sekretariacie kadrowa mówi do mnie: tylko niech pan mądrze rozmawia. Zdziwiony wchodzę do gabinetu. Pan dyrektor prosi żebym usiadł. I mówi: panie X, wiem pan nie przedłużymy z panem umowy dalej. I patrzy się na mnie. A szczerze mówiąc nie zależało mi na tej pracy, poszedłem bo miałem dodatek wyrównawczy i było mi obojętne gdzie pracuję bo i tak miałem wyrównanie do poprzednich zarobków i gdybym nie pracował to bym stracił dodatek. Więc jak była oferta w firmie X (zgodnej z moją pracą, doświadczeniem i wykształceniem) to powiedziałem w urzędzie: zgoda. Po wojnie z kadrową, której musiałem udowodnić że ja mam rację w przepisach i należy mi się dodatek w takiej a takiej wysokości -  musiała zlecić księgowej wypłacanie mi dodatku większego od pensji dyrektora. Nie mogła się z tym pogodzić, ale takie były przepisy.A udowodnienie polegało na tym, że napisałem pismo do urzędu pracy, podałem wszystkie dane z poprzedniej pracy, podstawę prawną i wyliczyłem dodatek. I urząd napisał uwagę, ze taki stan jest zgodny z prawem. Dopiero wtedy kadrowa zmieniła zdanie. Ale w sumie była to dobra kobieta, tylko nie mogła się pogodzić że pracownik zarabia więcej od dyrektora, ale nie była zawistna.
Ale skaczę.
No więc dyrektor prosił bym usiadł i powiedział, że nie przedłużą ze mną umowę o pracę. A że jak pisałem nie zależało mi szczególnie na tej pracy, sam nie wiem jak to zrobiłem, ale powiedziałem: OK, czy to wszystko? Facet zdębiał, bezrobocie, dobra praca a ja mówię OK i chcę odejść. Zaraz słyszę: bo wie pan, w księgowości pracują same kobiety i uraził pan je źle mówiąc o prezydencie, a ja chcę mieć święty spokój więc muszę pana zwolnić, bo mi nie dadzą żyć, będą ciosać kołki. A ja już stary jestem i ....
Wyszedłem, kadrowa dopadła do mnie, i pyta się: i jak było, jak było? Mówię: dobrze, odchodzę z pracy. Zszokowana usiadła na krześle, a mówiła żeby dobrze pan rozmawiał, przeprosił. Mówię do niej: pan Marysiu, nic się nie stało. Nie ta, będzie inna a takiej atmosferze nie idzie żyć i pracować. Bo jakaś paniusia się obraziła, ze nazwałem Wałęsę wariatem. Na temat Prezydenta Wałęsy wypowiem się kiedy indziej, i prezydenta Kaczyńskiego również. Szanuję Prezydenta Wałęsę za całokształt.
Odszedłem z pracy, jakiś miesiąc może dwa odeszła szefowa kredytów i zadzwoniła do mnie czy nie chcę dalej z nią współpracować ale w innym banku. Stworzyliśmy razem, tzn. zorganizowaliśmy razem pierwszy prywatny bank w K. Tam praca była super. Aż do czasu gdy podjąłem najgłupszą swoją decyzję w życiu, tak jestem przekonany to była najgłupsza decyzja w moim życiu: przeniosłem się do Szczecina

Nie dziwię się, że to miasto się wyludnia. Z dużych miast polskich Szczecin najszybciej traci mieszkańców. Oczywiście część przeprowadza się do okolicznych miejscowości ale masę ludzi i to młodych ucieka stąd jak najdalej. Tak jak na wykresie załączonym wygląda rozwój miasta - dane ze strony urzędu miasta i wykres od nich, oficjalny. W 1999r ostatni raz to miasto liczyło 400.000 mieszkańców, teraz ma około 385.000 stałych mieszkańców. Ale jakby odjąć tych co wyjechali do EU to byłoby jeszcze mniej.
Temat rozwoju Szczecina będzie kiedy indziej.

Ale kończąc, bo muszę jechać coś odebrać. Uważam, że opłaca się być szczerym i uczciwym. W sumie to bardziej opłaca, ale trzeba się liczyć z kłopotami. Chlubię się tym, choć wiem że jestem głupi, ale NIGDY nie brałem łapówek i NIGDY nie dawałem łapówek. Choć to dziwne w tym kraju.
W stanie wojennym koleżanka pracowała w sklepie AGD. Potrzebowałem dla kogoś maszynę do szycia. To mimo, że koleżanka z klasy tam pracowała nie poprosiłem jej żeby mi odłożyła (wiem, ze mogła by mieć kłopoty ale w tamtych czasach to normalne było kupowanie spod lady) ale stałem 3 doby (dni i noce) na dyżurze żeby to kupić. Dyżury były co 8 godzin i trzeba było się podpisać na liście - takie to były czasy.
Jestem głupi? Tak, wiem o tym. Ale mam czyste sumienie. I nie muszę pamiętać co komu powiedziałem.

Koniec częsci pierwszej. Gdy mnie ktoś sprowokuje to może szybciej będzie częśc druga, a może nie.
  • awatar taki: O Matko!... jakie to wszystko zawiłe, żeby być uczciwym?
  • awatar greerwebia: Ja niestety nie jestem. Od kiedy zauważyłem, że wszyscy wokół mnie oszukują, kłamią i robią świństwa, ja zacząłem kłamać i wpuszczać ich w głupie sytuacje. Na dodatek czerpię z tego satysfakcję.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: ha ha ha. podpuszczasz mnie Greer. Ja wychodzę z założenia, że to iż wszyscy kradną to nie znaczy że i ja mam kraść. Mam takie wypaczenie. Dlatego m.in. odpowiada mi Skandynawia, gdzie się wywala ministra za to że pożyczył sobie służbową kartę na chwilę i coś sobie kupił prywatnie. To jest kradzież a więc wont ze społeczeństwa. Dobranoc na dziś.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Ale zwariowany dzień. Chyba doba jednak jest za krótka - już kiedyś mi się tak wydawało ale teraz to już jestem pewien. Brakuje mi przynajmniej 3-4 godzin dziennie.

Ale dzień za to był udany w sporcie.

Polacy mają kolejne złotko - podobno całkowicie zaskoczeni byliśmy a Norwedzy mają kolejnie niespodziewany brąz w jeździectwie.

Dobranoc Pingerki i netowcy.
 

nortus
 

Gimnastyk Leszek Blanik (AZS AWFiS Gdańsk) został mistrzem olimpijskim w konkurencji skoku przed stół. Srebrny medal - z taką samą notą jak Polak -
zdobył Francuz Thomas Bouhail, a brązowy Rosjanin Anton Gołocuckow.

To drugi olimpijski medal Blanika. W Sydney w 2000 roku był trzeci. To jednocześnie pierwszy złoty medal olimpijski w historii polskiej gimnastyki i czwarty w ogóle.

Blanik w eliminacjach uzyskał trzeci rezultat 16,587. Ze zdecydowanie najwyższą notą awansował trzykrotny mistrz świata w tej konkurencji Rumun
Marian Dragulescu - 16,762.

W finale (dwa skoki, nota średnia z obu) Polak w pierwszym skoku popełnił niewielki błąd przy lądowaniu i otrzymał notę 16,600. W drugiej próbie
Blanik także nie ustrzegł się błędu - uzyskał 16,475, co dało mu łączną notę 16,537. Identyczny rezultat miał występujący przed nim Francuz Thomas
Bouhail, ale ponieważ Polak miał wyższą odrzuconą notę (odrzuca się skrajne noty sędziów), objął prowadzenie.

Po chwili perfekcyjny skok wykonał Dragulescu. Otrzymał za niego ocenę 16,800, najwyższą w historii tej konkurencji. Wydawało się, że losy złotego medalu są rozstrzygnięte. Tymczasem w drugiej próbie Rumun upadł przy lądowaniu co kosztowało go nie tylko tytuł mistrza olimpijskiego, ale nawet miejsce na podium. Zajął czwarte miejsce, co jest dużą niespodzianką.

W tym momencie w rywalizacji pozostał już tylko Białorusin Dmitrij Kasperowicz, który w kwalifikacjach miał identyczna notę jak Blanik. Nie wytrzymał jednak nerwowo, w drugim skoku miał bardzo poważne problemy z lądowaniem i został sklasyfikowany na szóstym miejscu.

Złoty medal olimpijski 31-letniemu Blanikowi wręczyła była świetna włoska narciarka Manuela di Centa.
Po raz pierwszy gimnastyk z Polski na olimpijskim podium stanął w 1952 roku w Helsinkach. Jerzy Jokiel zdobył srebrny medal w ćwiczeniach wolnych.
Cztery lata później w Melbourne brązowy medal w ćwiczeniach drużynowych z przyborem wywalczyły Helena Rakoczy, Natalia Kotówna, Dorota Jokiel, Danuta Nowak-Stachow, Barbara Ślizowska i Lidia Szczerbińska. W 2000 roku swój pierwszy olimpijski medal wywalczył Blanik.

Wyniki olimpijskiego konkursu w skoku przez stół:
1. Leszek Blanik (Polska)             16,537 pkt
2. Thomas Bouhail (Francja)           16,537
3. Anton Gołocuckow (Rosja)           16,475

Skok jaki wykonał Leszek Blanik to jego autorska produkcja - dwa i pół salta w przód w pozycji łamanej, na wyprostowanych nogach. Zawodnik nazwał go nawet swoim nazwiskiem. "Blanik"
wyszedł Blanikowi jak zwykle doskonale i rywale nie mieli szans.


Norwedzy zostali podobno całkowicie zaskoczeni swoim brązowym medalem w jeździectwie w skokach przeszkodach drużynowych.


JEŹDZIECTWO

skoki przez przeszkody drużynowo:
złoty - USA
srebrny - Kanada
brązowy - Norwegia


Najserdewczniejsze gratulacje dla Polaków i Norwegów na Olimpiadzie w Beijing 2008.
Pokaż wszystkie (4) ›