Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 28 czerwca 2008

Liczba wpisów: 40

nortus
 
Od 1918 r. w stosunkach między Polską a Czechosłowacją dochodziło do konfliktów wokół kilku spornych terenów: Śląska Cieszyńskiego, Orawy, Spiszu, zaś po II wojnie światowej także ziemi kłodzkiej i raciborskiej.
     
Śląsk Cieszyński

Największy konflikt graniczny dotyczył ziem Śląska Cieszyńskiego i rozgrywał się w kilku etapach, głównie między rokiem 1918 a 1938.

5 listopada 1918 w wyniku uzgodnień lokalnych rad: polskiej Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego (w skład weszli: Józef Londzin, Tadeusz Reger, Jan Michejda) i czeskiej (Český Národní Výbor pro Slezsko) mieszany
narodowościowo teren Śląska Cieszyńskiego został podzielony według kryterium etnicznego z zastrzeżeniem, że tę umowę muszą zaakceptować rządy centralne.
Według tej umowy stronie polskiej przypaść miały powiaty bielski, cieszyński i część powiatu frysztackiego.

Konflikt zbrojny w 1919 r.
Ustaleń tych nie uznały władze czeskie w Pradze i zażądały wycofania oddziałów polskich, aby uniemożliwić przeprowadzenie w polskiej strefie
wyborów do Sejmu. Wobec odmowy, wykorzystując zaangażowanie Polski na wschodzie oraz powstanie wielkopolskie, w dniu 23 stycznia 1919 na rozkaz
premiera Karla Kramářa i prezydenta Tomasza Masaryka wojska czeskie w liczbie 16 tys. żołnierzy, z pociągiem pancernym i artylerią (pod dowództwem płk. Josefa Šnejdarka ), wkroczyły na Śląsk Cieszyński. W pierwszym dniu ofensywy Czesi zdobyli Bogumin i kopalnie Zagłębia Karwińskiego, które były bronione przez miejscowych górników i polską młodzież szkolną. 24 stycznia Czesi zajęli Karwinę, Orłową, Suchą i Jabłonków. Oddziały polskie liczyły wtedy w tym rejonie tylko 3 tys. żołnierzy pod dowództwem gen. Latinika. O świcie 26 stycznia, w dniu polskich wyborów, Czesi skutecznie natarli pomiędzy Zebrzydowicami i Kończycami Małymi na 60 osobowy oddział kpt.
Cezarego Hallera (brata gen. Józefa Hallera). Jednak wkrótce około godz. 8:00 ich natarcie powstrzymała polska kompania piechoty z Wadowic por. Kowalskiego. Około południa wojska czeskie natarły na Stonawę, z której na skutek braku amunicji musiała wycofać się kompania wadowicka. Po uzupełnieniu amunicji w Smolkowicach Polacy podjęli nieskuteczną próbę odbicia Stonawy. W natarciu zginęło około 75% polskiej kompanii, z której Czesi wymordowali następnie kilkunastu polskich jeńców (pochowano ich w Stonawie). Wkrótce w rejon walk przybyły polskie posiłki pchor. Królikowskiego ze spieszonymi szwoleżerami, którzy kontratakiem odzyskali
utracony teren i uniemożliwili wojskom czeskim dalsze natarcie od frontu. W związku z ponawianymi atakami czeskim od strony lewej flanki w rejonie Suchej Góry i Olbrachcic, bronionej przez 30 miejscowych milicjantów ppor.
Pawlasa, gen. Latinik około godz. 17 wydał rozkaz wycofania wojsk na linię Wisły i opuszczenia oskrzydlonego Cieszyna. Następnego dnia wojska czeskie zajęły Cieszyn, Goleszów, Hermanice, Ustroń i Nierodzim. W dniach 28-30 stycznia doszło do nierozstrzygniętej bitwy pod Skoczowem, w związku z czym wieczorem, na wniosek Czechów, nastąpiło zawieszenie broni. W dniu 3 lutego
podpisano polsko-czeski układ o tymczasowej granicy na Śląsku Cieszyńskim, w myśl którego ustalono linię demarkacyjną wzdłuż linii kolei
koszycko-bogumińskiej. Ostatnie walki zostały podjęte przez wojsko czeskie pomiędzy 21-24 lutego. W dniu 25 lutego wojsko polskie ponownie wkroczyło do Cieszyna.

Podział Śląska Cieszyńskiego w 1920 r.
3 lutego 1919 władze czeskie zgodziły się w Paryżu pod naciskiem przedstawicieli Ententy na ogłoszenie plebiscytu. Jednak latem 1920 podczas
ofensywy Tuchaczewskiego na Warszawę, minister spraw zagranicznych Edward Benesz wymusił podział Śląska Cieszyńskiego (wzdłuż linii rzeki Olzy) oraz spornych terenów Spisza i Orawy. W tej sytuacji planowany plebiscyt został odwołany i 28 lipca 1920 r. obradująca w Paryżu Rada Ambasadorów sama dokonała podziału tego obszaru. Polski rząd uznał aneksję Zaolzia przez
Czechosłowację ze względu na pogarszającą się sytuację na froncie wojny polsko-bolszewickiej pod warunkiem przepuszczania przez Czechosłowację
transportów z bronią dla Wojska Polskiego.

44% terenu o pow. 1002 km2 ze 139,6 tys. mieszkańców przypadło Polsce.
Większość ziem, o pow. 1280 km2, zamieszkiwaną przez 295,2 tys. osób, w tym liczącą ok. 75-100 tys. mniejszość polską (czeski spis ludności wykazał 69 tys.) znalazło się w granicach Czechosłowacji. Powstało tym samym zamieszkane w większości przez Polaków tzw. Zaolzie - część powiatów frydeckiego, frysztackiego i cieszyńskiego wraz z połową Cieszyna (odtąd
Český Tešín). Nieprzychylna mniejszości polskiej polityka władz czeskich doprowadzała do konfliktów narodowościowych i emigracji części ludności polskiej, głównie najbardziej prześladowanych polskich działaczy narodowych
i społecznych.

Jedną z głównych przyczyn sporu była strategiczna dla Czechosłowacji linia kolejowa z Bogumina do Koszyc - tzw. Kolej Koszycko-Bogumińska, wówczas
jedyne połączenie czeskiej sieci kolejowej ze Słowacją, które wobec węgierskich roszczeń do terytorium tej ostatniej mogło stanowić o być albo nie być państwa czechosłowackiego. Ze względu na słabo rozwiniętą motoryzację, linia ta stanowiła jedyny sposób na szybkie przerzucanie wojsk w wypadku wybuchu wojny.


Konflikt rozegrał się w 1938 r., kiedy korzystając z nacisków, jakie Adolf Hitler
wywierał na Czechosłowację, władze polskie rozpoczęły realizację przygotowywanych od 1934 r. planów rozwiązania siłowego (Komitet Siedmiu
przy Sztabie Generalnym). 21 września 1938 r. Polska zażądała oddania zamieszkanej przez Polaków części Zaolzia (termin ultimatum: 30 września).
Żądaniom towarzyszyła koncentracja na granicy tzw. Samodzielnej Grupy Operacyjnej Śląsk (dow. gen.Władysław Bortnowski), dywersje przygraniczne
(ataki na posterunki i urzędy) oraz kampania propagandowa - w Katowicach powstały Legion Zaolziański oraz Komitet Walki o Śląsk Zaolziański. Rząd czechosłowacki ugiął się przed ultimatum 1 października, oddziały polskie
wkroczyły na Zaolzie następnego dnia, zajmując jednocześnie leżącą na Słowacji, a będącą kiedyś częścią Śląska, Ziemię Czadecką aż pod
przedmieścia miejscowości Čadca. W tym czasie Niemcy zajmowały Kraj Sudecki (naprz. Sudety, Śląsk Opawski, tzw. Kraik Hulczyński i inne ziemie przyznane im w Monachium).

Sprawa Zaolzia powróciła także po II wojnie światowej, w czasie której było ono wcielone - jako dawne posiadłości habsburskie - do tzw. Wielkich Niemiec (jako część rejencji katowickiej w prowincji górnośląskiej). W 1945 r. mimo
polskich starań tereny te pozostały przy
Czechosłowacji.


Orawa

Przed I wojną światową cała Orawa należała do Węgier, górną Orawę jednak zamieszkiwała ludność polska. Początkowo Rada Ambasadorów planowała
przeprowadzenie tu plebiscytu.

Podział etniczny na Orawie odzwierciedlał także podział religijny, Górna Orawa z ośrodkiem w Trzcianie była katolicka, zaś Dolna skupiona wokół Dolnego Kubina - protestancka.

W 1920 r. Polska walcząca z ofensywą Tuchaczewskiego uległa naciskom Benesza
i zgodziła się dokonać podziału terenu bez plebiscytu. Konferencja Ambasadorów uznała te ustalenia i zrezygnowała z plebiscytu. Polsce
przypadła część terenu Górnej Orawy - łącznie 12 wsi z Jabłonką. W 1924 doszło do wymiany terytoriów - Polska otrzymała Lipnicę Wielką, a
CzechoSłowacja wsie Głodówka i Sucha Góra.

W 1938 po wystosowanym ultimatum przyłączono do Polski niewielkie terytorium Orawy (m.in. oddane w 1924 dwie wsie) - niepodległa Słowacja odzyskała je już rok później, biorąc udział w ataku na Polskę u boku III Rzeszy.


Spisz

Zmiany granicy na obecnym pograniczu polsko-słowackim w I połowie XX wieku:
1 - teren wokół Czadcy, zajęty razem z Zaolziem w 1938,
2 - Lipnica Wielka, w latach 1918-1924 do Czechosłowacji,
3 - teren polskiej Orawy, przyłączony
formalnie w 1920,
4 - wsie Głodówka i Sucha Góra, do 1924 i w latach 1938-1939 należące do Polski,
5 - rejon Tatr, będący w 1902 przedmiotem
roszczeń węgierskich (w 1902 r. potwierdzono przynależność do Galicji, od 1918 do Polski),
6 - terytorium Jaworzyny, 1938-1939 do Polski,
7 - polski Spisz, od 1920 w granicach Polski,
8 - Leśnica Pienińska, w latach 1938-1939
należąca do Polski.
W 1918 roku teren stał się kolejnym przedmiotem sporu. W 1920 Ententa przekazała większą część Spiszu Słowacji, a północno-zachodni fragment
(łącznie teren 195 km2) przypadł Polsce (Polski Spisz).

Konflikt przygasał i wybuchał do 1925 r., kiedy ustalono ostateczną granicę. W 1938 r. doszło jednak do korekty - Polska przejęła od Słowacji
miejscowości Jaworzyna Spiska i Podspady (obecnie część Jaworzyny) oraz wieś Leśnica. Po wybuchu II wojny światowej całość Spiszu hitlerowcy przekazali Słowacji, będącej satelitą III Rzeszy.


Ziemia kłodzka i raciborska

Teren dawnego czeskiego hrabstwa kłodzkiego historycznie nie jest częścią Śląska. Po wojnach śląskich ze względu na swe strategiczne znaczenie obronne wraz z ogromną większością Śląska został na mocy pokoju wrocławskiego odebrany Habsburgom przez Prusy (od 1871 w granicach Niemiec).

Po zakończeniu II wojny światowej Czesi wystąpili z pretensjami do ziemi kłodzkiej oraz powiatów prudnickiego, głubczyckiego, raciborskiego i
kozielskiego - na tych terenach żyła wciąż niewielka liczba Czechów (okolice Lewina Kłodzkiego i Kudowy-Zdroju, tzw. Czeski Zakątek) oraz Morawian (powiaty głubczycki i raciborski).

W czerwcu 1945 roku doszło do ruchów czeskich wojsk w kierunku Kłodzka (do Międzylesia wysłany został pociąg pancerny) oraz Raciborza, w okolicach którego mieszkała pewna liczba ludności morawskiej. W ramach kontrposunięcia rząd polski koncentrował oddziały na linii Olzy, doszło do jednodniowego, wzajemnego ostrzeliwania pozycji. Spodziewano się bowiem uzyskać od Czechosłowacji koncesje terytorialne na Śląsku Cieszyńskim kosztem ziemi kłodzkiej (rokowania praskie 16-25 lutego 1946), jednak ostatecznie nie udało się uzgodnić żadnej wymiany. Wobec nacisków Moskwy doszło do wycofania się czeskich wojsk za linię rzeki Opawy. W maju strona czeska poszerzyła
swoje żądania o port rzeczny w Koźlu, Głuchołazy oraz tereny wałbrzyskiego i jeleniogórskiego.


Zakończenie

10 marca 1947 pod naciskiem Moskwy doszło do podpisania układu o przyjaźni między Polską a CSRS, jednak kwestie graniczne (ziemia kłodzka, Zaolzie) pozostawiał on nieuregulowane. Dopiero 13 czerwca 1958 rządy PRL i CSRS podpisały porozumienie zamykające spory graniczne i zatwierdzające:

 a.. na Śląsku Cieszyńskim polsko-czeską granicę z roku 1920
 b.. na Spiszu linię ustaloną w roku 1924
 c.. w pozostałej części linię graniczną sprzed roku 1938 z ziemią kłodzką po jej północnej - wówczas już polskiej - stronie
 d.. korektę graniczną z Czechosłowacją z 1958 roku.
Morawianie żyjący na Śląsku w okolicy Raciborza i Opola oraz Czesi z Kotliny Kłodzkiej i okolic Strzelina, podczas akcji weryfikacyjnej zostali w
większości pozytywnie zweryfikowani.


Jak widać Polska jak mogła to starała się uszczknąć trochę ziem sąsiadów. Jak wiadomo granice Polski w historii były bardzo zmienne.
Miejsmy nadzieję, że już zostanie tak jak jest obecnie.
  • awatar maciek: Polska nie chciala "uszczknac" ziemi sasiadow, poniewaz ziemie te zamieszkane przez Polakow byly ziemiami polskimi
  • awatar gość: stardoll-hooop.blogspot.com
  • awatar kemi14: genialna stronka!
Pokaż wszystkie (4) ›
 

nortus
 
Jak to absurdalne, wydawałoby się. Gdy słyszymy takie zdanie to włos na głowie się jeży.Przecież do morza jest jeszcze około 85 km. Ale wielu osobom Szczecin jako miasto portowe kojarzy się z morzem. Rozumiem, gdy słyszę to z ust ludzi niewykształconych, czy jako żart typu o blondynkach. Ale osobiście kilka lat temu słyszałem coś takiego wsiadając do pociągu w Warszawie. A mówiła to studentka UW (żeby ciocia, która właśnie wracała do Szczecina załatwiła jej pokój od strony morza, z widokiem na morze - w Szczecinie).
Ale, ale .....
okazuje się że jednak ludzie mówiący o nadmorskim Szczecinie mają rację - formalnie.
Otóż polska granica morska przebiega w granicach jeziora Dąbie - wielkiego oraz nabrzeża przy moście Trasy Zamkowej w Szczecinie. A całe jezioro dąbie leży w granicach Szczecina.
Czyli formalnie - Szczecin leży nad morzem.

---------------
ROZPORZĄDZENIE RADY MINISTRÓW
z dnia 23 grudnia 2002 r.

w sprawie granic między śródlądowymi wodami powierzchniowymi a morskimi wodami wewnętrznymi i wodami morza terytorialnego. (Dz. U. z dnia 31 grudnia 2002 r.)

ZAŁĄCZNIK- WYKAZ GRANIC MIĘDZY ŚRÓDLĄDOWYMI WODAMI POWIERZCHNIOWYMI A MORSKIMI WODAMI
WEWNĘTRZNYMI I WODAMI MORZA TERYTORIALNEGO
punkt:
19)  na jeziorze Dąbie - linie prostopadłe w miejscach ujścia wód kanału Iński Nurt i Nurtu Babina (z Czapiną) do rzeki Odry oraz w ujściu wód rzeki Duńczyca i cieku Przesmyk Orli do Przekopu Mieleńskiego;
 20)  na rzece Święta - linia prostopadła do osi koryta rzeki, w odległości 60 m powyżej ujścia do rzeki Odry;
 21)  na rzece Parnica - linia przecinająca oba brzegi rzeki Parnica w miejscu jej połączenia z rzeką Regalica i biegnąca wzdłuż linii zachodniego brzegu rzeki Regalica oraz linia biegnąca wzdłuż wschodniej krawędzi mostu
Portowego w miejscowości Szczecin;
 22)  na rzece Odra Zachodnia - linia biegnąca wzdłuż północnej krawędzi mostu Trasy Zamkowej w miejscowości Szczecin;
 

nortus
 
Buenos Aires to nie tylko tango i steki. W 2000 roku tuż obok lotniska krajowego - Aeroparque - otwarto nietypowy park rozrywki o tematyce ... religijnej. Park ten nosi nazwę Tierra Santa, czyli Ziemia Święta i poza tematyką nie różni się bardzo od podobnych, typowo rodzinnych przybytków

Ale to właśnie tematyka sprawia, że warto się temu fascynującemu miejscu przyjrzeć z bliska. Podobno park nie ma na co dzień wielu gości. Ba, słyszeliśmy nawet plotki, że jest pralnią brudnych pieniędzy! Jednak w Wielki Piątek wraz z nami przybyły tłumy.

Po przejściu przez kasę wkraczamy w makietę bliżej nieokreślonego miasta bliskowschodniego. Wokół plastikowe palmy, co trochę dziwi, bo w Buenos Aires nie brak palm naturalnych. Gdzieniegdzie plastikowe kukły apostołów, tu i ówdzie przestrzeń zapełniają też Jezus na osiołku, Judasz czy figury szeregowych mieszkańców Jerozolimy

Na zwiedzających czekają liczne atrakcje inspirowane zarówno Starym jak i Nowym Testamentem. Pokazywane w jednej z sal Stworzenie Świata zrealizowane jest w formie multimedialnej, z efektami świetlnymi i dymnymi oraz ruchomymi lalkami. Efekt dla wszystkich oprócz najmłodszych jest dość komiczny, bo kukły poruszają się sztywno i niezgrabnie, ale to chyba dzieci są głównymi odbiorcami spektaklu.

W podobnym stylu przygotowano też Narodzenie Jezusa, łącznie z wizytą Trzech Króli, a także Ostatnią Wieczerzę, także z ruchomymi kukłami. Potem jest już jednak trochę bardziej makabrycznie, bo na świeżym powietrzu na wysokiej scenie odgrywany jest z aktorami Sąd nad Jezusem, łącznie z biczowaniem. Po plecach aktora grającego Chrystusa ścieka sztuczna krew, a z głośnika odgrywane są krzyki bólu. Surrealizm całej sceny potęguje jeszcze to, że co jakiś czas tuż nad makietą rezydencji Piłata przelatuje Boeing startujący z pobliskiego lotniska

Później publiczność przesuwa się do kolejnej sceny, czyli wędrówki na Golgotę, podczas której oglądać można malownicze makiety rzymskich żołnierzy z papier mâché, którzy ze znudzonymi minami rzucają kości o szaty Chrystusa. Scena ta, jak było do przewidzenia, kończy się ukrzyżowaniem, również dosyć brutalnym. Chrystusa gra już jednak inny aktor, bo wszystkie sceny odgrywane są non stop w tym samym czasie. Na złapanie oddechu wyświetlana jest też w parku multimedialna scena Zmartwychwstania, ale przybyliśmy tu akurat w Wielki Piątek i przedstawienie jest wyjątkowo odwołane

Oczywiście jak w każdym parku rozrywki, i tu nie może zabraknąć posiłków. Ponieważ jesteśmy na Bliskim Wschodzie, serwowana jest rzecz jasna shoarma (przy czym to chyba jedne miejsce w mieście, gdzie można ją dostać) z nieodłączną coca-colą. Alkoholu naturalnie brak. Jest też sklep z pamiątkami sprzedający różne religijne gadżety i dewocjonalia, nie zawsze w dobrym guście.

Czy taki park rozrywki jest w ogóle komuś potrzebny? Odpowiedź, jakiej udzielicie na pewno nie zależy jedynie od waszych przekonań, bo zarówno wierzący jak niewierzący mogą uznać, że oferowana w Tierra Santa rozrywka ociera się o tani kicz i groteskę. Możliwe jednak, że dzieci, do których większość atrakcji jest skierowana, tego nie zauważą i wizyta w parku będzie dla nich dużym wydarzeniem (nie wspominając o walorze edukacyjnym). Niezależnie od kwestii światopoglądowych, uważam, że park warto odwiedzić, choćby dlatego, że niewiele takich miejsc na świecie i żeby się przekonać ?czego to ludzie nie wymyślą".

AUTORZY: ŁUKASZ OLCZYK, JOANNA ŁUCZAK
www.bermudy.pl/(…)Lunapark_z_Jezuskiem.html…
----------------

Gdyby coś takiego powstało w Polsce pewnie byłaby to obraza i urażenie czyich uczuć religijnych. Ale w katolickiej przecież Brazylii to jednego nikogo nie obraża. Zresztą wyobrasza sobie, że w Polsce dzieci nosiły imiona Jezus czy św.Rodzina?
 

nortus
 
The problems with "HE" as thought by "SHE"


If u TREAT him nicely, he says u are IN LOVE with him;
If u Don't, he says u are PROUD.

If u DRESS Nicely, he says u are trying to LURE him;
If u Don't, he says u are from VILLAGE.

If u ARGUE with him, he says u are STUBBORN ;
If u keep QUIET, he says u have no BRAINS .

If u are SMARTER than him, he'll lose FACE;
If he's Smarter than u, he is GREAT.

If u don't Love him, he tries to POSSESS u;
If u Love him! , he will try to LEAVE  u.(very true huh?)

If u don't MAKE LOVE with him., he says u DON'T LOVE him;
If u DO!! He says u are CHEAP.

If u tell him your PROBLEM, he says u are TROUBLESOME;
If u DON'T, he says that u don't TRUST him.

If u SCOLD him, u are like a NANNY to him;
If he SCOLDS u, it is because he CARES for u.

If u BREAK your PROMISE, u Cannot be TRUSTED;
If he BREAKS his, he is FORCED to do so.

If u SMOKE, u are BAD girl;
If he SMOKES, he is GENTLEMAN.

If u do WELL in your exams, he says it's LUCK;
If he does WELL, it's BRAIN.

If u HURT him, u are CRUEL;
If he HURTS u, u are too SENSITIVE!!
  • awatar Milka & Mops: great words...and sooooooo true!!! love this one: If u do WELL in your exams, he says it's LUCK; If he does WELL, it's BRAIN
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Tym, czym dla Polski jest Gdańsk, tym dla Szwecji jest Goeteborg. Tak jak po naszej stronie Bałtyku, tak i tutaj na kształt miasta wpływ miało wiele nacji: Holendrzy, Szkoci, Niemcy. Teraz Goeteborg jest drugim miastem pod względem ludności w kraju oraz głównym portem Skandynawii.

Goeteborg jest miastem rozległym. Coś, co można określić jako centrum, jest równie rozwlekłe. Główna ulica – Kungsportsavenyn, zwana potocznie Avenyn, ciągnie się od nieistniejącej już Bramy Królewskiej (od której ulica wzięła nazwę) aż po obecne centrum kulturalne Goetaplatsen. Po obu jej stronach mieści się całe mnóstwo pubów, restauracji i klubów, gdzie można siąść przy kawie bądź czymś mocniejszym i cieszyć się widokiem tętniącego życiem miasta. Na Goetaplatsen stoi jeden z symboli miasta – pomnik Posejdona. Tuż obok jest Muzeum Sztuki, mające największe zbiory sztuki skandynawskiej. Z jednej strony muzeum siedzibę ma Goeteborska Orkiestra Symfoniczna, z drugiej Teatr Miejski. Dwa kroki dalej mieści się Biblioteka Miejska. A na placu odbywają się koncerty, tu dzieją się wszelkie ważne dla miasta wydarzenia kulturalne.

Goeteborg to miasto nadmorskie. Mimo że centrum leży nad rzeką i dość daleko stąd do otwartego morza, czuć tu silny z nim związek. Żeby lepiej poznać tę stronę miasta, najpierw trzeba się wybrać na targ rybny. W budynku, który chyba nieprzypadkowo wygląda jak kościół, można kupić wszelakie specjały, jakie tylko da się znaleźć w oceanach. Jeśli ktoś chce, może się nimi rozkoszować już na miejscu. Z targu niedaleko jest do nabrzeża. Tu znajduje się budynek opery, tu też cumują wycofane już ze służby okręty wojenne, teraz zamienione na muzeum. Przy nabrzeżu na wielkim placu porośniętym trawą wyleguja sie i czytaja książki mieszkańcy Goeteborga. Jeszcze kilka lat temu w tym miejscu była wielka ulica, po której jeździło tak dużo samochodów, że kładkę dla pieszych nad nią obudowano ze względu na spaliny. Dziś ruch kołowy odbywa się długim na ponad półtora kilometra tunelem wzdłuż rzeki.

Najsłynniejszy park Skandynawii leży właśnie w Goeteborgu i zwie się Liseberg. Odbywają się tu festyny, na których można kupić rękodzieło, ale też miody, sery, napoje, również te wyskokowe. Jednak kramy nie są główną atrakcją tego miejsca. Tym, co przyciąga tu całe rzesze ludzi, jest lunapark i jego niesamowita kolejka górska, której tor, wszystkie góry i doliny zostały wykonane z drewna. Efekt jest nieziemski, gdy wagoniki mkną z zawrotną prędkością, a spod ich kół wydobywa się stukot potęgowany przez specyficzną konstrukcję toru. Ponoć budowniczowie tej kolejki przemierzyli cały świat, jeżdżąc wszystkimi drewnianymi kolejkami górskimi, by po powrocie do Goeteborga wybudować najlepszą. Zdecydowanie im się to udało. Jednak gdy ktoś dojdzie do wniosku, że jego kiszki nie zostały dostatecznie poprzewracane, może je sobie dodatkowo pomęczyć drugim rollercoasterem, metalowym, ale za to jeszcze bardziej zakręconym.

Cała historia miasta zaczęła się na początku XVII w. Wtedy to tereny dzisiejszego zachodniego wybrzeża Szwecji były podzielone między Norwegię na północy a Danię na południu. Jedynie ujście rzeki Gota niczym wioska Asteriksa stanowiło punkt styku Szwecji z Morzem Północnym.

Pierwszym portem w tym miejscu było miasteczko Lorose leżące ok. 40 km w górę rzeki. Niestety jego położenie nie było korzystne dla żeglugi, więc król szwedzki Gustaw II Adolf zapragnął przenieść je bliżej ujścia. Jak postanowił, tak też uczynił. Z Holandii sprowadził inżynierów, żeby wybudowali port na bagiennym, południowym brzegu Goty. Zaprawieni w budowaniu miast na trudnych podłożach na dalekiej Jawie Holendrzy poszli na łatwiznę i wzięli do rąk plany Batawii (dzisiejsza Dżakarta, stolica Indonezji) i według nich wybudowali Szwedom miasto. Niepewny grunt również tutaj ustabilizował się, gdy wbili w ziemię drewniane pale. Komunikację wewnątrz miasta usprawniło wykopanie sieci kanałów.

Brama dla emigrantów

Goteborg, ze względu na bezpośrednią bliskość dwóch ówczesnych potęg, był bardzo dobrze obwarowany. Od północy dostępu broniła rzeka, od południa rozbudowany system fortyfikacji. Na trzech okolicznych wzgórzach stały warowne zamki. Niecałe 40 lat po założeniu miasta traktatem z Roskilde tereny norweskie na północy i duńskie na południu przeszły w ręce Szwedów. Goteborg już nie miał żadnych przeszkód na drodze do rozwoju.

W XVIII w. miasto dostało kolejny zastrzyk dobrej energii. Było to zaraz po klęsce w wojnie północnej, w której Szwecja utraciła dużą część terytoriów. W roku 1731 szukając nowych źródeł zarobku, kupcy z Goteborga założyli Kompanię Wschodnioindyjską. Jej głównym zadaniem było prowadzenie handlu z Dalekim Wschodem, głównie z Chinami. Ze Szwecji eksportowano drewno i żelazo, przywożono natomiast lakę, porcelanę i przemycaną do Anglii herbatę. O tym, jak ważny był Goeteborg może jeszcze świadczyć fakt, że Francja w zamian za możliwość handlu w tym mieście na swych prawach, oddała Szwecji w 1785 karaibską kolonię Saint-Barthelemy. W XIX wieku port stał się główną bramą dla emigrujących do Ameryki Szwedów.

Goeteborg jest siedzibą znanych na całym świecie firm (SKF, Volvo), centrum sportowym północnej Europy – kluby piłkarskie z tego miasta wiele razy zdobywały mistrzostwo kraju (teraz w I lidze grają aż 4 goeteborskie drużyny) i triumfowały w europejskich rozgrywkach klubowych. Tu też rozegrały się tegoroczne zawody Grand Prix Szwecji na żużlu.

Do paszczy rekina

Zwykle do muzeum idzie się, gdy pogoda jest nie najlepsza albo wszystko inne już się po prostu zwiedziło. W Goeteborgu wygląda to zupełnie inaczej. To właśnie muzea są tu jedną z tych atrakcji, dla których naprawdę warto przyjechać. Na pierwszym miejscu bez wątpienia jest Universeum. Nie jest to zwyczajna placówka z kapciami, gdzie nie wolno nic dotykać. Tu wręcz trzeba wszystkiego próbować, bawić się, chłonąć.

Muzeum składa się z dwóch części. Pierwsza to szereg pięter, na których można dowiedzieć się, jak zbudowana jest komórka, czy jak wygląda wnętrze statku kosmicznego. Można też usiąść za kierownicą radiowozu i ciężarówki. Jest tu kamera reagująca na podczerwień, dzięki niej widzi się, które części ciała są najgorętsze.

Druga część muzeum, to coś czego nie ma w Polsce. To fragment prawdziwego lasu deszczowego wraz z żyjącymi zwierzętami, roślinami, ale też z odpowiednią temperaturą i wilgotnością powietrza. Kilka kroków w mrocznej dżungli, gdzie naprawdę trudno oddychać, a kolorowe papugi przelatują nad głowami, robi niesamowite wrażenie. Tuż obok wielkie akwaria, w których można obserwować krwiożercze rekiny, tropikalne płaszczki i inne wodne zwierzęta. Na najwyższym pietrze znajduje się część poświęcona dzikiej faunie i florze Skandynawii.

Miasto w mieście

W XIX w. ludność wiejska zaczęła emigrować do miast w poszukiwaniu pracy. Goeteborg szybko zaczął zwiększać liczbę mieszkańców. Ze względu na ograniczoną przestrzeń w obrębie murów miejskich, dla przyjezdnych założono nową, robotniczą dzielnicę – Hagę. Od początku i tutaj jednym z problemów było przeludnienie. Mieszkania składały się z jednego pokoju z kuchnią, zaś toalety były wspólne na podwórzach. Ze względu na zagrożenie pożarami w latach 50. ubiegłego wieku zakazano wznoszenia budynków drewnianych wyższych niż dwa piętra. Sprytnie obchodzono ten przepis, budując pierwsze piętro murowane, a na nim dwa drewniane. Później stawiano tu już tylko budynki z cegły. Dziś stojąc na ulicach Hagi, można prześledzić, jak budowano kolejne domy.

W latach 60. ubiegłego wieku ktoś wpadł na pomysł, by wyburzyć nieco podniszczoną i nienowoczesną Hagę, i zastąpić ją domami z prawdziwego zdarzenia. Zawiązała się grupa miłośników tego miejsca, która wywalczyła u władz miejskich jego ocalenie, a nawet doprowadziła do tego, że ją odremontowano. Dzielnica zyskała nowe oblicze, mieszkania zostały powiększone przez połączenie kilku starych klitek i dobudowanie łazienki. Podwórkowe sławojki przerobiono na garaże dla rowerów. W nowych domach zamieszkali studenci, którzy szczególnie upodobali sobie haski klimat. Dolne piętra zajęły stylowe sklepiki, kawiarenki i piekarnie słynące z pysznych precli.

Świętują jak trzeba

Goeteborg tak jak resztę Szwecji zamieszkują... nie jest to zbyt odkrywcze, ale Szwedzi. Potomkowie srogich wikingów, dziś już nie są tacy groźni jak kiedyś. Trudno ich nawet porównywać do tych srogich wojsk z potopu szwedzkiego. Jest to chyba najsympatyczniejszy naród Europy, który nie potrafi rozmawiać, nie uśmiechając się przy tym. Niech nikogo nie zdziwi, gdy na ulicy usłyszy od obcej osoby typowe tu przywitanie „hej hej”.

Szwedzi to naród bardzo zabawowy i to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jeśli jest jakieś święto, to świętują po prostu na ulicach. Nie ma przy tym burd ani agresji, ale po prostu się cieszą i bawią. W dniu, w którym odbywają się goeteborskie juwenalia, poprzebierani studenci biegają po całym mieście, robiąc przy tym mnóstwo szumu. Wieczorem zbierają się na wielkiej imprezie, w której każdy może uczestniczyć. Wlany do fontanny płyn do kąpieli zamienia się we fruwającą pianę. Co odważniejsi wskakują do niej i się pluskają. Raczej niewielu przychodzi na imprezę z kostiumem, więc śmiałkowie pływają... bez niczego.

Jak z wikińskich sag

Jednym z ciekawszych miejsc miasta są wyspy goeteborskie zwane po prostu archipelagiem. W weekend spora część mieszczuchów wybiera się właśnie na tam, żeby odpocząć od codziennego zgiełku. Wyspę Branno wspominają ponoć skandynawskie sagi. Wiadomo, że już w czasach wikingów była strategicznym punktem leżącym przy ujściu rzeki. Teraz na łąkach skalistej wysepki pasą się owieczki. Domów jest sporo i są niesamowite. Najwyżej jednopiętrowe, drewniane, wyglądają jakby były przyklejone do gdzieniegdzie wystającej nagiej skały. Na wyspie jest tylko jeden samochód, który spełnia rolę taksówki/autobusiku. Mieszkańcy poruszają się flakmopedami, czyli motorowerami, których przód jest zastąpiony przez dwukołowy wózek albo zwykłymi rowerami. Branno sprawia wrażenie sennej wioski, której tylko przez przypadek trafiło się być wyspą.

Najciekawszą i największą wyspą archipelagu jest Styrsoe. Temu kawałkowi skały wbitemu w morze udało się w jakiś przedziwny sposób utrzymać na powierzchni nieco więcej gleby. Dzięki temu sprawia wrażenie przyjaźniejszej, rosną tu drzewa a wewnątrz wyspy uchował się nawet uroczy lasek.

Domki, tak jak na pozostałych wyspach archipelagu są drewniane. Spacerując uliczkami między z rzadka rozrzuconymi chatkami, przypominam sobie wioskę z książki „Dzieci z Bullerbyn”. Mniej więcej pośrodku stoi śliczny kościółek. Jest biały niczym prześcieradło z reklamy proszku do prania. Przy nim mały cmentarzyk, a całość jest ogrodzona kamiennym murkiem. Między nagrobkami leży ogromna kotwica, która przypomina o tych, którzy nie wrócili z morza. Wszak jesteśmy na wyspie... Na brzegach Styrsoe znajduje się kilka plaż, na których złaknieni słońca Szwedzi wystawiają ciała na jego działanie, obserwując manewrujące żaglówki.

Ważne informacje dla jadących do Goeteborga

• Komunikacja

Komunikacja w Goeteborgu jest bardzo dobrze zorganizowana. Samymi tramwajami można dojechać prawie wszędzie, ale oprócz nich są jeszcze autobusy. Ponadto kanałami pływają łodzie paddan, na których przewodnicy opowiadają o mijanych zabytkach. Ich przystań znajduje się przy Kungsportsbron (przystanek Kungsportsplatsen linii tramwajowych 3, 4, 5, 7, 10). Do nabrzeża, z którego odpływają promy na archipelag, dojeżdża linia 11 (pętla Saltholmen).

• Goeteborg Pass

Najlepszym sposobem na podróżowanie jest wykupienie karty Goeteborg Pass. Dzięki niej można podróżować po całym mieście wszystkimi środkami komunikacji miejskiej bez ograniczeń, łącznie z promem na archipelag i łodziami paddan. Oprócz tego umożliwia darmowy wstęp do muzeów i korzystanie z innych płatnych atrakcji w mieście. Pozwala też parkować samochód za darmo w niektórych miejscach. Goeteborg Pass można zamówić przez internet na co najmniej 14 dni przed wyjazdem (żeby przesyłka zdążyła dojść),albo zamówić na swój telefon komórkowy przez stronę www.goteborg.com .

Cena karty:

Dorosły 1 doba – 225 SEK 2 doby – 310 SEK

Dziecko 1 doba – 160 SEK 2 doby – 225 SEK

• Pieniądze

Szwecja nie przystąpiła do strefy euro i płaci się tu cały czas koronami szwedzkimi (SEK). Przelicznik wynosi 1 SEK = ok. 0,36 zł. Do Szwecji można lecieć ze złotówkami i wymienić je na miejscu. Działa tu sieć kantorów Forex z charakterystycznymi żółtymi frontami, w których kurs jest korzystniejszy niż w Polsce.

• Zakupy

W centrum miasta trudno jest znaleźć zwykły sklep spożywczy. Szczególnie w godzinach wieczornych, gdy wszystko zaczyna się powoli zamykać. Pamiątki można zakupić w biurach informacji turystycznej, ale też na Dworcu Centralnym. W Goeteborgu znajduje się największe w Skandynawii centrum handlowe Nordea. Położone jest tuż przy Dworcu Centralnym. Ceny są wyższe niż w Polsce.

• Gdzie spać

Pakiet Goeteborg to nocleg w wybranym hotelu połączony ze śniadaniem i kartą Goeteborg Pass. Rezerwacji można dokonać przez stronę www.goteborg.com, dzwoniąc pod numer +46 31 61 25 00 lub przez e-mail turistinfo@goteborg.com.

• Gdzie zjeść i wypić

Ze względu na wieloetniczność miasta, można tu spróbować smaków z każdego zakątka świata.

Godne polecenia są:

Hemma hos w Hadze
ul. Haga Nygata 12

Babar & Restaurang
Kungsportavenyn 29

Wypić coś bursztynowego w rytm muzyki można w

Excet
Vasagatan 52

Restaurang Tradgarn
Nya Allen 11

• Ważne kontakty

Ambasada RP w Sztokholmie
Karlavaegen 35
S-114-31 Stockholm
tel. +46 8 50 57 50 00
faks +46 8 50 57 50 86
e-mail info.polen@tele2.se
www.sztokholm.polemb.net
========================================
Ponieważ ja tylko przejeżdżam przez to miasto więc trudno mi coś polecić. Dofam na razieże ten bdunek będący wizytówką miasta nazywają ..... tak jak na nazwie zdjęcia.
 

nortus
 
"Kochany komuchu, jesteś po prostu bezczelny!" - tak senator PiS Zbigniew Romaszewski zwrócił się do posła SLD Jerzego Wenderlicha na antenie TVN24. "Krzyczeć to pan może w PiS-ie" - ripostował Wenderlich, który zdenerwował Romaszewskiego, bo zarzucił mu doprowadzenie w latach 90. do trzymilionowego bezrobocia w Polsce

"To kłamstwa, bezczelne insynuacje" - mówił polityk PiS. "Cieszę się, że mnie jeszcze pan nie uderzył i nie oblał wodą" - jątrzył działacz lewicy.

"Pan już mnie oblał pomyjami, bezpodstawnie. Całkowicie nie mając zielonego pojęcia o czym pan mówi" - grzmiał zdenerwowany Romaszewski w audycji, która miała być poświęcona... prawom człowieka.

Zaczęło się niewinnie. PIerwszy zaatakował Romaszewski:

"Wasze przywiązanie do praw człowieka mnie wzrusza i zaraz się rozpłaczę. Dwa miliony ludzi z PGR-ów pozbawiono zajęcia, wyeliminowano ich i ich dzieci i nasza lewica ani słowa. Fajnie jest. Koszty transformacji" - kpił z Wenderlicha Romaszewski.

"Takiej niepamięci to ja dawno nie widziałem. Otóż gdy w 1993 roku SLD obejmowało władzę, pan przez cztery lata będąc już senatorem, dokładał rękę do likwidacji PGR-ów, do tego, że bezrobocie osiągnęło poziom trzech milionów. Wstydziłby się pan teraz..." - odpowiadał Wenderlich.

"To pan by się wstydził kłamać! Bo to już przechodzi ludzkie pojęcie, co pan mówi! To kłamstwa wszystko, wszystko bezczelne insynuacje!" - krzyczał Romaszewski.

Dalej było już naprawdę ostro. Prowadząca program zdawała się być bezsilna, a uczestnicząca w dyskusji Julia Pitera z PO w ogóle zamilkła:

Jerzy Wenderlich: Krzyczeć pan może w PiS-ie
Zbigniew Romaszewski: Tak, jeśli ktoś jest atakowany insynuacjami. Kochany komuchu, jesteś po prostu bezczelny
Jerzy Wenderlich: Oto poziom senatora Romaszewskiego. Słuchajcie państwo. Oto senator Romaszewski i poziom całego Prawa i Sprawiedliwości.
Zbigniew Romaszewski: Oto poziom posła SLD, który jest w stanie w oczy kłamać ludziom
Jerzy Wenderlich: Ciesze się, że mnie pan jeszcze nie uderzył. Cieszę się, że mnie pan jeszcze nie oblał wodą.
 

nortus
 
Poszedłem sobie na spacerek z kijkami, czyli Nordick Walking, całkiem fajna zabawa. A ponieważ ja i tak lubię łazić, sportowcem to ja nigdy nie byłem głównie z powodu astmy, więc spacerek jest OK. A z kijkami fajnie się łazi a do tego mają one jedną zaletę - chodząc generalnie ruszają się tylko mięśnie poniżej pasa a z kijkami rusza się cały kręgosłup, kark i barki oraz mięśnie ramion i brzucha.
Miałem sobie jak zwykle połazić godzinkę po lasku arkońskim a tu mi zeszły dzisiaj 2 godziny. Jest ciepło, bez słońca, a że po drodze zaczął kapać deszczyk to nic, a że później (w połowie) zaczął lać - to nic. Fajnie było. A napadła mnie Majewska Alicja ze swoimi odkryciami. A potem dobiła mnie swoimi białymi żaglami a że ja żagle kocham - co widać na moim blogu - to byłem happy.


"Odkryjemy miłość nieznaną". Alicja Majewska


Agnieszka Włodarczyk - Odkryjemy miłość nieznaną


Alicja Majewska "Jeszcze się tam żagiel bieli"
 

nortus
 
Ciekawoska:

Każde miasto i każda nacja ma swoje dziwadła. Warszawa nie znosi Krakowa (i vice versa) a Norwedzy nie cierpią Szwecji i wszystkie co szwedzkie. Pewnie wynika to z historii - wiele dziesiątków lat byli pod butem Sztokholmu, udało im się uniezależnic 103 lata temu. Nawet mają swój odpowiednik sklepów IKEA żeby robić zakupu nie u szwedów. Ale jedni i drudzy kochąja festiwal Eurowizji i zespół A-HA.
 

nortus
 
  • awatar tami57@o2.pl: sinądal sinondal dla kochasia ,piękne widoki a jakie lustro wody,migły/mgły/,no i droga do pracy na odwierty i ssaammee widoki iciszaaaa,pozdrawiam buziak
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Coś norweskiego - fajna muzyczka, choć najważniejszy jest tekst, ale Norwedzy lubią tego dziwaka.


Ravi & DJ Løv - E-Ore


Ravi og DJ Løv - Tsjeriåu
  • awatar euphory:*: co za debilskie filmiki :/ :/ :/
  • awatar Nortus & Potworna spółka: ale oni lubia dj ravi bo to jest pewna parodia i ich życia i znanych u nich artystów i polityków.jest bardzo kontrowersyjny, przyznaję.
  • awatar :->: Pierwszy mi nie działa:P a drugi to wsumie taki oo :P dziwaki jakieś gdybym chociaż wiedziała o czym to:D a tak to taki średni bełkot mi przez uszy przechodzi:P
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
Norge i rødt, hvitt og blått - Norway in red, white and blue - Tromso

 

nortus
 
  • awatar :->: Park Vigelanda... brak słów:> tak piękne
  • awatar Nortus & Potworna spółka: pieknie i czas leci tak szyyyyybkoa, tyle ogladania, sluchania, lazenia
  • awatar :->: Ahh gdyby Polsce zrobili taką reklamę... :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 
hmmmm. no to Lidl norweski już nawet zamknął swoją stronę internetową.
Szkoda, bo w Lidlu zawsze był asortyment towarów bardziej zbliżony do tego, jaki znamy z Polski i Europy. Ale mam nadzieję, że po przejęciu ich sklepów przez REMA1000 jednak część oferty towarowej zostanie. Norwegii mówi (mówiło) się idąc do Lidla , że się idzie do niemieckiego sklepu.
Lidl podobno ma również wycofać się z Polski, chociaż na razie rozwija swoją sieć, ale szuka kupca na swoje sklepy.
 

nortus
 
Tydzień mody w Mediolanie

Projektanci już teraz pokazują co będzie modne latem przyszłego roku. W Mediolanie podczas tygodnia mody zaprezentowane zostały kolekcje na wiosnę lato 2009

wptv.wp.pl/wid,10085641,lifestyle.html?ticaid=1626b
 

nortus
 
Seksualna rewolucja dała kobietom wolność, ale wiele z nich czasami tego żałuje. Szczególnie po romansie na jedną noc czują się wykorzystane i "brudne". Dlatego na seks na pierwszej randce decydują się raczej, gdy jest szansa na rozwój związku.

Naukowcy długo utrzymywali nas w przeświadczeniu, że kobiety - biorąc na siebie ciężar rodzicielstwa - drobiazgowo dobierają partnera i są mu wierne. Między innymi po to, by nie dawać mu powodów do nieufności, że potomstwo mogłoby pochodzić od innego samca. I tak kobiety żyły siebie w przekonaniu o swojej monogamiczności.

Do czasu, kiedy nie pojawiły się argumenty, że kobiety mogą czerpać dużo korzyści z poligamii. M.in. miała kobietom dawać możliwość wyboru różnych genotypów dla swojego potomstwa, nawet gdyby partner nie miał zostać z kobietą "na zawsze". Jednak okazuje się, że tradycyjne teorie są bliższe kobiecej naturze.

Jak wynika z badań profesor Anne Campbell z uniwersytetu w Durham, połowa kobiet żałuje jednonocnej przygody. Dla porównania, prawie 80 procent mężczyzn po seksie na jedną noc czuje się bardzo dobrze. Dla kobiet to jednak duże rozczarowanie - czują się wykorzystane, a przypadkowy seks obniża ich samoocenę. Do tego stopnia, że 58 procent kobiet nigdy nie zamierza tego doświadczenia powtórzyć.

W odróżnieniu od kobiet tylko 23 procent mężczyzn odczuwa żal po takim wybryku. I to głównie dlatego, że partnerka, którą sobie wybrali nie była zbyt atrakcyjna.

Kobietom wyczuwają ten brak akceptacji. "Bo nie chodzi o im o krótkotrwały kontakt fizyczny, tylko chcą być przez mężczyzn docenione" - powiedziała Campbell.

Co pokazują wypowiedzi ankietowanych przez profesor kobiet. "Czułam się zbrukana i nieszczęśliwa” - powiedziała jedna z uczestniczek badania.

Cóż okazuje się, że w odróżnieniu od mężczyzn kobiety po prostu cenią są jakość zamiast ilości.
  • awatar buncik: cos jest ... ale ktore zdanie sie zgadza to nie powiem :P
  • awatar gość: lekko.o2.pl/marzenie/823 kliknij na ten link i oddaj swój głos na mateusza-proszę
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 
Przepiękne Alesund -to portowe miasto handlowe położone na zachodnim wybrzeżu Norwegii, nad Störfjordem, prowincja Bergen, region Møre og Romsdal.Położone na półwyspie i kilku wyspach, tworzących dogodny port.
W tej chwili centrum rybołówstwa Norwegii. Wiele zakładów przetwórczych. Ośrodek turystyczny. Miejsce zawijania wielu promów pasażerskich głównie z wysp brytyjskich ale także z Ameryki Północnej.



Brosundet
www.virtualalesund.com/(…)ale_pano1.asp…

Apotekertorvet
www.virtualalesund.com/(…)ale_pano2.asp…

Fjellstua
www.virtualalesund.com/(…)ale_pano3.asp…

Skateflua
www.virtualalesund.com/(…)ale_pano5.asp…

Trappene til Fjellstua
www.virtualalesund.com/(…)ale_pano6.asp…

Atlanterhavsparken
www.virtualalesund.com/(…)atlanterhavsparken_pano.a…
 

nortus
 
Tromsø [ˈtrumsø] jest stolicą regionu Troms, jest również największym miastem północnej Norwegii, siódmym największym miastem kraju. Miasto leży na wyspie Tromsøya, za kołem podbiegunowym. Znajduje się tutaj najdalej na północ wysunięty uniwersytet - Universitetet i Tromsø. Mimo swojego położenia, 350 km za kołem polarnym, klimat nie jest wyjątkowo surowy, ze względu na silny wpływ Prądu Zatokowego. Noc polarna trwa w Tromsø od 27 listopada do 19 stycznia, dzień polarny od 19 maja do 27 lipca.


Panorama centrum:
www.norway.com/html/pan_tromso_1.html

Slajdy z kolejki linowej:
www.virtualtromso.com/(…)slideshows.asp…
 

nortus
 
Ten hotel w Tromso położony jets w samym porcie. Jak dobrze trafisz to tuż za oknem będziesz miał wielki statek.

Polaków jest już tak dużo, że na stronach internetowych wielu kommun są zakładki napisane w języku polskim. Czyż nie jest to miłe z ich strony? Ostatecznie nie muszą, zawsze jest zakłądku po angielksu dla turystów, a tu nagle tekst napisany w normalnym języku Słowian.
  • awatar zakochaniwsobie: Meg zatkało mnie ,przepiękne ... :) słów brak aby wyrazić co widzę ! szczególnie gra świateł ...hmmm
  • awatar gość: nie moge znalezc klasztoru karmelitanek.na jakiej ulicy jest
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Klasztor Sióstr Karmelitanek Bosych w Szczecinie jest przy ul. Strzałowska 26b, w raczej zakazanej dzielnicy. Obok szpitala leczącego nowotwory.
Pokaż wszystkie (3) ›