Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 27 czerwca 2008

Liczba wpisów: 20

nortus
 
www.florogfjare.no/

Oto jedna z atrakcji Stavanger. Na wyspie pomiędzy Stavanger a Tau jest wspaniały ogród, w którym jest jak w raju.
 

nortus
 
www.florogfjare.no/

Oto jedna z atrakcji Stavanger. Na wyspie pomiędzy Stavanger a Tau jest wspaniały ogród, w którym jest jak w raju.
 

nortus
 
www.florogfjare.no/

Oto jedna z atrakcji Stavanger. Na wyspie pomiędzy Stavanger a Tau jest wspaniały ogród, w którym jest jak w raju.
 

nortus
 
Symbole statusu bywają różne, dziwaczne i niepojęte czasami, zależne od kultury, wychowania, pozycji społecznej i narodowości. Jak wszędzie indziej, w Irlandii oceniamy się nawzajem po tym, co widać na pierwszy rzut oka - po ubiorze, biżuterii. I samochodzie.

Poznasz Polaka po samochodzie

Odpowiednio więc można mówić o istnieniu na naszych drogach kategorii "Polak Car". Polak Cars dzielą się ogólnie na trzy podgrupy.

Grupa pierwsza: przyjechałem tu na trzy miesiące, nie mogłem się rozstać z maszyną zakupioną w ojczyźnie za ciężko uściubione złotówki. Tych jest coraz mniej, ale jednak zdarzają się jeszcze. Jeździmy nimi kolektywnie, rodzinnie: na lusterku różaniec lub medalik ze Świętym Krzysztofem, na tylnej półce rolka papieru toaletowego. Taki przenośny polski zestaw wypoczynkowy Będą owe zestawy starannie jeździć prawym pasem na drodze szybkiego ruchu, w świętym przekonaniu, że należy on do ruchu wolniejszego, i nic, ale to nic nie przekona ich inaczej. Nawet fakt, że inni zeźleni Polacy trąbią na nich i migają światłami.

Grupa druga: „wyrwałem się z jarzma i kupiłem se furę na saksach”. Tutaj dominują silniki o dużej pojemności, sterane po irlandzku karoserie i wnętrza osobiście przyozdobione to statuetką gołej babki (wszystko jedno jakiej, byle bez odzienia), tudzież pluszowe kości do gry, dyndające w sposób turpistycznie genitalny w okolicach nosa kierowcy. To te fury widzimy właśnie na zdjęciach w profilach użytkowników portali typu sympatia.pl, zamieszczane tam jako atrybuty starannie wypracowanego image'u prawdziwego mężczyzny, koniecznie podkreślone delikatnie czapką baseballówką i adidasami noszonymi do jeansów.

Wreszcie grupa trzecia: ta, stosunkowo nowa, obejmuje Polaków z karierą. Nasz nową klasę rodaka, która zadomowiła się w Irlandii, włada biegle językiem, realizuje się we własnym, w kraju nabytym zawodzie, zamiast schowawszy do szuflady dyplom magistra filozofii podawać kawę zblazowanym city dwellers przeklinając pod nosem na czym świat stoi. Grupa trzecia lubuje się w autach różnego typu, zależnie od osobistych upodobać i potrzeb, przede wszystkim jednak drogich, nowych i wypasionych. Tych najtrudniej jest rozpoznać na ulicach. Jeśli nie wypsnie im się jakieś faux pas w formie dowolnie wybranej środkowoeuropejskiej ozdoby, to trzeba się przyjrzeć twarzy (o dziwo bez wąsa ), by rozpoznać rodaka.

Samochody-zabawki i symbole statusu społecznego to ciągle jeszcze wśród Polaków głównie domena mężczyzn. Prawie zawsze, gdy dzwoni do mnie klientka, pytając jak dojechać, oddaje słuchawkę mężowi, bo to on będzie prowadził.

Polki za kierownicą

Panie znad Wisły są wożone, a nie wożą się, więc trudno objąć je w ramach jakiegokolwiek podziału motoryzacyjnego. Są oczywiście wyjątki, które lubią sobie pojeździć, lecz z mojego doświadczenia wynika, że są tak nieliczne, iż trudno przypiąć im jakąkolwiek metkę. Jedna powiada, że sprowadziła z Anglii VW 16V tylko dlatego, że było niedostępne w Irlandii - dla mocy i kopa, bo lubi dziewczyna sobie podeptać. Druga uwielbia samochody maleńkie, bo sama nie może poszczycić się wybujałym wzrostem i twierdzi, że nawet obecnie prowadzona przez nią Almera nastręcza jej swoją wielkością kłopotów. Kolejna musi mieć kabriolet, bo świetnie się w nim prezentuje (to prawda, notabene), choć nieco niepokoi mnie fakt, że następny koniecznie musi być czerwony z bordowym dachem Polki za kierownicą rozpoznaje się więc na razie jedynie po urodzie.

Tekst z serwisu: Polski Express
 

nortus
 
Kwestia biustu

Ustka nagie biusty akceptuje, Świnoujście nie ma nic przeciwko, Gdańsk zaprasza, Wrocławia to nie gorszy, a Szczecin sprawę kieruje do sądu. Mowa o
plażowiczkach topless.

Sprawa dwóch szczecinianek, które trafią przed sąd grodzki bo na kąpielisku Arkonka opalały się bez górnej części strojów kąpielowych, wywołała żywą dyskusję naszych Czytelników. Przypomnijmy. Plażujące panie przykuły uwagę policjanta i strażnika miejskiego. Panowie byli na służbie i wezwali plażowiczki by się ubrały, bo powodują zgorszenie. One poprosiły o argumenty
i podstawę prawną. Oni powołali się na paragrafy, przywołali kierownika kąpieliska i zagrozili półnagim paniom mandatem (w regulaminach naszych
kąpielisk nie ma zakazu plażowania topless, ale są przepisy wyższego rzędu - tłumaczy magistrat). One odmówiły przyjęcia kary więc trafią przed sąd.
Odpowiedzą za wybryk nieobyczajny.

Opisana we wczorajszej gazecie sytuacja sprowokowała żywą dyskusję. Do redakcji dzwonili świadkowie tego zdarzenia i czytelnicy, komentujący sprawę, głos zabierali internauci. Zapytaliśmy w innych miastach jak tam reagują na opalanie topless na plażach. Zaczęliśmy od Ustki, która kilka lat temu takim odważnym paniom wręczała drewniane półnagie usteckie syrenki. Tak
było kiedyś. A dziś?

- Do niczego nie namawiamy, ale jeśli ktoś chce, nie ma żadnych przeszkód - mówi Tomasz Laskowski z Lokalnej Organizacji Turystycznej. - Nikt pań nie będzie ścigał.

Podobnie w Świnoujściu, Gdańsku i na kąpieliskach miejskich we Wrocławiu. Wszędzie jednak pod pewnym warunkiem. Jeśli znajdzie się osoba, którą
półnagość kobiety na plaży wyraźnie zgorszy, straż miejska lub policja będą miały obowiązek na ten sygnał zareagować. O tym, czy reakcja szczecińskich stróżów prawa była uzasadniona, kogo damski biust zgorszył i kto w sporze
obyczajowym ma rację - rozstrzygnie sąd.

Anna GNIAZDOWSKA


Półnaga prawda
Przed sądem grodzkim staną dwie młode szczecinianki, które na kąpielisku Arkonka próbowały opalać się topless. Wprawdzie nigdzie nie napisano, że jest to zakazane, ale też nigdzie nie powiedziano, że tak wolno. W tej
dyskusyjnej kwestii uznano, że sieją zgorszenie.

Czerwcowe niedzielne popołudnie. 28-letnia Dorota Krzysztofek i jej koleżanka plażują na Arkonce. Topless. W sporej odległości od nich wypoczywa
kilkanaście innych, wyłącznie dorosłych osób. Minęło pół godziny, a spod administracyjnej budki, prosto w stronę plażowiczek, ruszył mieszany męski parol: policjant i funkcjonariusz straży miejskiej. Na ich widok panie zasłoniły półnagie ciała.

- Usłyszałyśmy, że mamy się ubrać, bo wywołujemy zgorszenie - mówi pani Dorota. - Poprosiłyśmy o argumenty. Wtedy panowie zaczęli rzucać przepisami.
Powoływali się na artykuł 51 Kodeksu wykroczeń. Zagrozili 150-złotowym mandatem.

Po tej wymianie zdań stróże prawa na pół godziny odeszli od plażowiczek. Wrócili z... kierownikiem kąpieliska. Ten powiedział, że nie życzy sobie
topless na tym terenie.

- Pytałyśmy, czy opalanie topless jest zabronione w regulaminie, usłyszałyśmy, że mamy się ubrać - mówi Dorota Krzysztofek. - Kierownik odszedł, a patrol zabrał się za wypisywanie mandatu, który - jak się okazało - trzeba było teraz wystawić w związku z... zażaleniem kierownika
kąpieliska. Odmówiłyśmy przyjęcia, a wtedy zaczęli nas straszyć sądem grodzkim. W końcu podbiegła jakaś pani i powiedziała, że ktoś w oddali znęca się nad dzieckiem. Wsiedli na rowery, my zostałyśmy z wezwaniem do
komisariatu.

Tam wyjaśnienie sprawy miało się skończyć zmianą kwalifikacji wykroczenia na wybryk nieobyczajny i karą 50 zł. Panie odmówiły i staną przed sądem
grodzkim. Sprawą zainteresowała się lokalna prasa.

- Gdyby na plaży były dzieci, gdybyśmy się afiszowały, krzyczały, to rozumiem - mówi Dorota Krzysztofek. - W naszej obronie stanęli nawet grający w siatkę plażowicze. Nie zrobiłyśmy nic złego.

Rzecznik straży miejskiej Joanna Wojtach nic złego nie widzi w zachowaniu rowerowego patrolu mieszanego. Zrobili, co powinni.

- Takie jest prawo - komentuje. - Panie zostały wezwane do zachowania się zgodnie z panującym zwyczajem. Nieistotne, że w regulaminie kąpieliska nie ma zakazu. Jeśli choć jedna osoba nie życzy sobie takiego zachowania w miejscu publicznym, jeśli jej to przeszkadza lub ją obraża, jest powód do takiej interwencji.

Anna GNIAZDOWSKA

============

No właśnie. Rozumiałbym takie zachowanie straży i policji gdyby te panie były leciwe i miałyby biust powiedzmy typu afrykańskiego. Ale młode i ładne (bo młode jest zawsze ładne) dziewczyny spokojnie się oplały. Nie latały po plaży, więc trudno powiedzieć że szokowały zachowaniem. WIdzę że niedługo będziemy chodzić tak jak nasze prababcie w długich sukniach na plaży albo jak w krajach islamskich, tych ortodoksyjnych. Ludzie, ratunku!!!!!!!!!!!!!
 

nortus
 
Wrocławski antyfacet chce ochrony policji


Marcin Boronowski, wykładowca na uniwersytecie, chodzi w spódnicach i butach na obcasie. - Realizuję swoją tożsamość, nikomu nie robię krzywdy - mówi. Ale spotyka się z agresją. Dlatego poprosił o ochronę policję.

Mówi o sobie "Naczelny Antyfacet Rzeczpospolitej Polskiej". Antyfacetem został kilka lat temu. Był już wtedy wykładowcą w uniwersyteckim Studium Języków Obcych i legnickim Nauczycielskim Kolegium Językowym.

Marcin Boronowski: - Nietypowe dla mężczyzn elementy ubioru wprowadzałem stopniowo. Najpierw były koszulki, halki, później buty. Koledzy z uczelni są przyzwyczajeni, studenci dziwili się tylko na początku. Od kiedy wytłumaczyłem im, dlaczego tak się ubieram, atmosfera jest sympatyczna.

Marcin chodzi w szpilkach, klapkach na obcasach, a zimą w wysokich kozaczkach. Rzadko kiedy nosi spodnie, wygodniej mu w spódnicach.

Dlaczego tak się ubiera? - Realizuję w ten sposób własną tożsamość. Jestem wolnym człowiekiem i nie mogę zgodzić się na dresiarską, sprymitywizowaną wersję wzorca faceta-macho. Nie jestem przeciwko mojej męskości, czuję się samcem. Ale chcę mieć swobodę zainteresowań i postaw i odrzucam stereotypowo narzucone wzorce zachowań i ubioru. Skoro swobodniej i lepiej czuję się w ubraniach zarezerwowanych dla kobiet, to je noszę - odpowiada.

Zwykle nie jest to łatwe. Tylko na uczelni i w ścisłym centrum miasta czuje się bezpiecznie. Rzadko zdarzają się wulgarne docinki. Najgorzej jest w najbliższym otoczeniu jego mieszkania, na Grabiszynku. Systematycznie ktoś niszczy mu samochód: urywa lusterka, rysuje lakier, różowym markerem wypisuje wulgaryzmy na szybach, a nawet drzwiach wejściowych do mieszkania.

Zanim rano Marcin dojdzie do samochodu, niemal codziennie zaczepiany jest przez bandy pseudokibiców. Straszą, że go pobiją i oszpecą.

Ataki ostatnio mocno się nasiliły, dlatego Boronowski napisał list do komendanta miejskiego, w którym prosi o ochronę na czas jego przechodzenia z klatki schodowej do zaparkowanego auta i z powrotem. Tak uzasadnia prośbę: „Obszar, który muszę pokonać, jest dla mnie niebezpieczny z uwagi na częste przebywanie w nim watah młodzieży męskiej z subkultur opartych na nienawiści i agresji wobec »obcego « lub »odmieńca «, a powszechnie określanych mianem dresiarzy i pseudokibiców”.

Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji: - Policja prowadzi różne programy ochrony osób. Obejmujemy nimi osoby, wobec których istnieje realne zagrożenie zdrowia lub życia. W tej chwili analizujemy sytuację tego mężczyzny. Jednak za zakres ochrony zawsze odpowiada policja. Nie jest tak, że osoba ochraniana decyduje, w którym miejscu i czasie ma ochronę, a kiedy jej nie potrzebuje.

O tym, czy Boronowski dostanie ochronę, policja zdecyduje najwcześniej za kilka dni.

Na razie informację o agresywnie zachowującej się młodzieży dostały policyjne patrole. Mają się częściej pojawiać w rejonie zamieszkania Marcina.


Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
===========

Nie oceniam bohatera artykułu, ale mam małą uwagę. Nie uważacie, że w sumie faceci są jednak poszkodowani w możliwościach ubierania się? No bo co my możemy na siebie włożyć? Spodnie, mniej lub bardzie wygodne lub eleganckie, nawet w zasadzie ograniczone kolorystycznie, bo jaskrawo ubierają się artyści. Do tego albo marynarka (elegancja Francja) albo koszula lub T-shirt lub sweter. W zasadzie nie ma więcej możliwości. A dziewczyny moga nosić i spodnie i marynary ale i - powiedzmy - typowo damskie stroje, Setki rodzjów sukienek, bluzeczek, itp. Może faktycznie jest jakaś możliwość złamania tego ograniczenia. Co prawda niewoybrażam sobie siebie ubranego w spódnicę, ale w zasadzie kto to wie? Szkoci mają swoje kilty i też dobrze. Jednak świat się zmienia i chba tak powinno być.
 

nortus
 
"Jeśli prezydent zablokuje drogę do dobrobytu, musi być potępiony"

- Mam nadzieję, że prezydent nie zablokuje naszej drogi do dobrobytu – powiedział w TVN 24 Leszek Balcerowicz. – Jeśli jednak będzie blokować ta drogę, to powinien spotkać się z potępieniem Polaków – dodał. Były minister finansów komentował w studio politykę gospodarczą rządu Donalda Tuska.
- Ludzie w Polsce powinni świadomie wybierać swych politycznych reprezentantów, a nie dawać się nabierać rozmaitym "Mikołajom" - podkreślił były minister.

- Obarczanie obecnego rządu za wzrost inflacji to obrzydliwa demagogia. Poziom inflacji na świecie wynika ze światowych trendów, a także z polityki części członków Rady polityki pieniężnej – ocenił Balcerowicz. - Musimy stawiać sobie ambitne cele, by osiągnąć sukces cywilizacyjny. Obecny system podatkowy zniechęca ludzi do pracy, dlatego ważna jest reforma w tej sferze. Kolejnym ważnym krokiem musi być reforma emerytalna i prywatyzacja – stwierdził Balcerowicz.

- Obecny rząd kładzie słuszny nacisk na usunięcie przepisów, które utrudniają życie przedsiębiorcom – zaznaczył były minister. W jego opinii, musi zaistnieć presja na wszystkie osoby, które odpowiadają za nieodpowiednią legislację, owocująca tego typu przepisami.


Przy okazji podaję link do strony Leszka Balcerowicza, któremu gospodarka wiele zawdzięcza:

www.balcerowicz.pl/

Leszek Balcerowicz (ur. 19 stycznia 1947 w Lipnie) – polski ekonomista (doktor habilitowany nauk ekonomicznych) i polityk, kawaler Orderu Orła Białego, przedstawiciel szkoły ekonomicznej zwanej monetaryzmem, wicepremier i minister finansów w trzech rządach, były prezes NBP, poseł na Sejm III kadencji, były przewodniczący Unii Wolności.

Znany przede wszystkim jako osoba, pod której przewodnictwem dokonała się ekonomiczna transformacja Polski z kraju o socjalistycznej gospodarce planowej do kraju o gospodarce rynkowej w stylu zachodnim.
 

nortus
 
Wykres pokazuje ceny ropy od 1988r do marca 2008r.

Drugi pokazuje ceny ropy od 1920 roku do 2005.

Czy to kiedyś wróci? WIem, że to niemożliwe, a szkoda.
 

nortus
 
No to wyjaśniła nam się sprawa jednego finalisty. W sumie szkoda, bo miałem cichą nadzieję na powtórkę z historii. Ponowny mecz Hitler - Stalin, tylko przeniesiony na boisko z polityki.

Zobaczymy kto wygra, już niedługo.
 

nortus
 
Podpalił swoje BMW, bo benzyna była za droga

Bezrobotny Niemiec podpalił w centrum Frankfurtu swój samochód na znak protestu przeciwko rosnącym cenom paliw - poinformowała niemiecka policja.

30-letni Bawarczyk przyjechał swoim czarnym, 13-letnim BMW do centrum miasta, oblał samochód benzyną, a następnie go podpalił.


Bezrobotny zeznał policji, że nie było go już więcej stać na utrzymanie auta ze względu na wysokie ceny paliwa. Po krótkim zatrzymaniu mężczyznę wypuszczono.

Litr benzyny w Niemczech kosztuje średnio 1,55 euro (5,22 zł).
 

nortus
 
Odwiedzając Bergen dobrze jest wpaść do największego centrum handlowego Bergen - Storsenter.
Poniżej podaję link do centrum


www.bergenstorsenter.no/
 

nortus
 
Hundvag - Psia zatoka.


Trzecia, największa wyspa z szeregu pięciu połączonych wysp mostami ze stałym lądem.

Po epidemii czarnej ospy wymarli wszyscy mieszkańcy. Jedynie psy zamieszkiwały wyspę.

Dzisiaj w Uslnes - jest morska baza NATO w południowo-zachodniej części wyspy. Ośrodek
szkoleniowy.
 

nortus
 
Jest nieformalną stolicą zachodniej Norwegii. Położone 485 km. na zachód od Oslo, posiada bezpośrednie lotnicze, kolejowe i autobusowe połączenia ze stolicą. Reklamowane jest jako brama wypadowa do fiordów zachodniego wybrzeża. Atmosfera miasta jest niepowtarzalna i pełna uroku.
Bergen zostało założone w 1070 roku przez króla Olafa III Spokojnego. Najciekawszą częścią
miasta jest Bryggen, będące starą kupiecką dzielnicą z drewnianymi domami z XVIII w., znajdującymi się na światowej liście dziedzictwa UNESCO, zbudowaną staranie według regularnego planu. Bryggen szczególnie pięknie wygląda
oświetlona nocą. Z góry Floyen (wjazd kolejką za 35 NOK) rozciąga się rozległy widok na miasto i port. Niemałą atrakcją jest targ rybny na Torget.

Można tu obejrzeć wszystko, co żyje w morzu. Godne obejrzenia jest również Muzeum Haenzatyckie (Hanseatic Museum), wstęp 35 NOK. Zlokalizowane w starym domu kupieckim prezentuje eksponaty z okresu dawnej świetności miasta.

Drugim obiektem uzupełniającym historię miasta jest Muzeum Bryggens, wstęp 20 NOK. Przedstawia ono dawny sprzęt domowy i marynistyczny. Niezwykłe jest także Muzeum Trądu (Lapramuseet), wstęp 20 NOK. Mieści się w starym szpitalu
Św. Jerzego, w którym tutejszy lekarz, Armauer Hansen, w 1873 r. pierwszy odkrył bakterie trądu.

Bergen, jak przystało na miasto żyjące z morza, posiada bogate Akwarium (Akvariet), wstęp 55 NOK, w którym obok wielu ryb żyją pingwiny, foki i
wiele gatunków skorupiaków. Warto być obecnym w czasie karmienia, które odbywa się o godz. 12 i 16. W dalszej odległości od centrum wznosi się
twierdza (Bergenhus), obecnie teren wypoczynkowy. W mieście znajduje się wiele galerii i wystaw czasowych, zwłaszcza latem odbywają się liczne
imprezy i koncerty. Dużym udogodnieniem dla odwiedzających Bergen jest Karta Bergen. Jednodniowa kosztuje 130 NOK, dwudniowa 200 NOK. Upoważnia do bezpłatnych wstępów do muzeów, parkowania, przejazdów autobusami oraz zniżek
przy korzystaniu z wycieczek i imprez kulturalnych.

W odległości 8 km na południe od miasta leży Troldhaugen. Znajduje się tam dom, obecnie muzeum, w którym przez 22 lata mieszkał sławny kompozytor Edward Grieg, wstęp 40 NOK. Jest to muzeum typowo biograficzne. Obok, w sali
koncertowej, odbywają się koncerty utworów Griega. W pobliżu znajduje się wykuty w skale grobowiec kompozytora i jego żony.

W Bergen bierze początek słynna całoroczna linia promowa Hurtigrute, odbywająca codziennie rejsy wzdłuż wybrzeża aż do Kirkenes nad granicą
rosyjską. Statki zatrzymują się w 34 portach. Podróż do Kirkenes trwa 11 dni, a ceny są uzależnione od sezonu, rodzaju statku i standardu kabiny.

W większości norweskich miast, będących atrakcyjnymi turystycznie można wykupić właśnie kartę miasta, dającą dużo zniżek do przejazdów, parkowania i wstepów do muzeum i sal wystawowych. Kosztują sporo ale to jest duża oszczędność jeśli chcę się dużo zwiedzić i ma sporo czasu.
 

nortus
 
Wspaniałe zdjęcia z Norwegii oraz Polski. A także świetne panoramy.
Polecamy zajrzeć, żeby zobaczyć piękno Norwegii na świetnych zdjęciach.


www.marcinkowalski.com/pl_index.php
 

nortus
 
W pogotowiu ratunkowym dzwoni telefon:
- Panie doktorze, proszę przyjechać, nasz 3-letni synek połknął korkociąg...
- Zaraz będę. A co państwo zrobili do tej pory?
- Flachę otworzyliśmy śrubokrętem...

Przez park przynależący do domu wariatów idzie ordynator i spostrzega
pacjenta siedzącego na ławce i walącego się kamieniem w głowę...
- Co robisz???
- Narkotyzuje się!!!
Idzie wiec dalej, a tam kolejny wariat siedzi i tłucze w swoja głowę dwoma
kamieniami...
- Co robisz???
- biorę podwójna dawkę dzisiejszej działki...
Poszedł ordynator dalej wzruszając ramionami, a tu patrzy, a na kupie
kamieni siedzi trzeci wariat i rozgląda się wokół...
- A Ty co robisz????
- Sprzedaje narkotyki....

Facet ze wsi dowiaduje się od lekarza, ze jest nieuleczalnie chory i wkrótce
umrze:
- Panie doktorze, ale mam jedno życzenie, aby pan napisał, że umarłem na
AIDS.
- Dlaczego, przecież pan ma raka?
- Są trzy powody: pierwszy to taki, ze nikt we wsi jeszcze nie umarł na ta
chorobę. Drugi, ze ten, który obrabiał moją żonę, będzie się teraz bał.
Trzeci, ze nikt jej już do końca życia nie ruszy.

- Panie doktorze, proszę mi powiedzieć, ile będę żył?
- Ile ma pan lat?
- Trzydzieści piec.
- Pije pan?
- Nie.
- Pali pan?
- Nie.
- A kobitki pan używa?
- Nie.
- Panie, to po diabla chcesz pan jeszcze dłużej żyć?!

Lekarz w szpitalu psychiatrycznym bada trzech swoich pacjentów.
- Ile jest dwa razy dwa? - pyta pierwszego.
- Piec tysięcy - pada odpowiedz.
- Ile jest dwa razy dwa? - pyta drugiego.
- Piątek - odpowiada chory.
- Ile jest dwa razy dwa? - pyta zupełnie zrezygnowany trzeciego pacjenta.
- Cztery.
- Świetnie! - wykrzykuje uradowany lekarz. - Proszę powiedzieć, w jaki
sposób uzyskał pan ten wynik?
- To proste - odpowiada chory. - Podzieliłem pięć tysięcy przez piątek.

- Dlaczego wypisujesz do domu tego pacjenta spod ósemki - pyta psychiatra
psychiatry.
- Bo on już jest wyleczony! Wczoraj wyciągnął z basenu innego pacjenta,
który się topił!
- Tak, ale potem go powiesił żeby wysechł!
 

nortus
 
Z drzwi gabinetu lekarskiego wypada facet kopnięty przez zdenerwowanego
lekarza.
- Następny proszę!
- Pan doktor chyba dziś nie w humorze. Może przyjdę jutro...
- Och, nie! Po prostu tamten facet, którego od dziesięciu lat leczę na
żółtaczkę dopiero dziś powiedział, że jest Chińczykiem.

Pacjent radzi się lekarza co zrobić, aby pozbyć się tasiemca.
- Proszę przez tydzień jeść ciastka i popijać je mlekiem.
Po tygodniu pacjent wraca.
- Panie doktorze, nie pomogło.
- Niech pan pije samo mleko!
Chory zrobił, jak mu radził lekarz, a tu na drugi dzień tasiemiec wychodzi i
pyta:
- A ciacho gdzie?

Zgryźliwy lekarz ślepy na jedno oko, pytał chorego:
- Jak się masz?
Chory odpowiedział:
-Jak widzisz!
A lekarz:
- Jeśli tak się masz, jak ja widzę, to już do polowy umarłeś!

Lekarz rysuje pacjentowi trójkąt i pyta się pacjenta, czym mu się to
kojarzy:
- Z gola baba - odpowiada pacjent.
Lekarz rysuje kwadrat:
- Z gola baba
Dalej następuje okrąg, sześciokąt, itp. - odpowiedz nieodmiennie brzmi:
- Z gola baba
- Panie pan jest zboczony!!! - woła lekarz.
- Tak?? A kto mi te wszystkie świństwa rysował?

Przychodzi facet do lekarza:
- Panie doktorze, brzuch mnie boli...
- Dam panu 3 czopki, na rano, południe i wieczór...
Wrócił gościu do domu i myśli:
"Wezmę od razu 3, to szybciej będę zdrowy", po czym łyknął wszystkie.
Następnego dnia facet z ciężkim bólem brzucha przychodzi do lekarza:
- Panie doktorze, boli mnie jeszcze bardziej...
- Dam panu 2 silniejsze czopki, jeden na rano, drugi na wieczór...
Wrócił gostek do domu i znowu łyknął oba...
Następnego dnia faceta w stanie ciężkim przywiozło do lekarza pogotowie.
- Tym razem dam panu supersilny czopek do użycia po południu.
Gostek nie mógł już wytrzymać, wiec łyknął czopek zaraz po powrocie do domu.
Następnego dnia faceta w szpitalu odwiedza wkurzony lekarz:
- Panie, łykałeś pan te czopki czy co?
- Nie! W dupę se wsadzałem!

Przychodzi komputer do lekarza.
-Co z panem?
-A miga mi tu coś.

U lekarza:
- Panie doktorze, czy wyleczy mnie pan z bezsenności?
- Tak, ale najpierw trzeba ustalić i zlikwidować przyczynę.
- Lepiej nie. Żona jest bardzo przywiązana do naszego dziecka.

List zrozpaczonej kobiety do seksuologa:
Panie doktorze, zupełnie nie wiem już, co robić. Mój mąż jest nadpobudliwy
seksualnie, a przy tym niezmordowany. Bierze mnie bez przerwy, kiedy tylko
się odwrócę. Nawet, gdy gotuje obiad czy zmywam, nie mam chwili spokoju.
Panie doktorze proszę mi pomoc, jestem już u kresu sił.
P.S. Przepraszam, że tak niewyraźnie pisze.

Fredek leży ciężko chory. W odwiedziny przychodzi kolega Hipek i zastaje
żonę załamana, zalana łzami.
- Ach, panie Hipolicie, Fredek leży w agonii, doktorzy nie robią żadnej
nadziei.
- Czy bardzo cierpi?
- Fizycznie nie, ale moralnie cierpi jak skazaniec.
Wie, ze jest ciężko chory i boi się panicznie śmierci. Pan mógłby podnieść
go nieco na duchu.
- Dobrze spróbuje.
Hipek otwiera drzwi do pokoju chorego i tubalnie wola:
- Serwus, Fredek! Umrzemy sobie, co?

Młody lekarz przechwala się przed kolega inżynierem:
- Lekarz to wspaniały zawód! Mogę sobie rozebrać młoda dziewczynę, oglądać
ja, obmacywać, i jeszcze za to wystawiam rachunek jej mężowi...

U dentysty w fotelu siedzi przerażony mężczyzna:
- Panie doktorze, jeszcze jedno pytanie. Czy na pewno potrafi pan
bezboleśnie wyrwać zęba?
- No, nie zawsze. Tydzień temu, na przykład, podczas wyrywania zwichnąłem
sobie rękę.

Pacjent w szpitalu do pielęgniarki:
- Ale to lekarstwo nie dobre. Obrzydliwość!
- To nie lekarstwo. To obiad.

Szpital psychiatryczny. Ordynator oprowadza młodego psychiatrę po oddziale:
- Tutaj jest sala Napoleonow, a tutaj - mechaników samochodowych...
- A gdzie oni są? Nikogo nie widzę.
- Leżą pod łóżkami i naprawiają...

Lekarz wchodzi na oddział anemików.
- Cześć orły, sokoły!
- Dlaaaczegoooo pan doktor taaak dooo nas móóówi?
- A kto wczoraj latał pod sufitem, jak siostra przełożona włączyła
wentylator?

- Co można zdjąć z pielęgniarki pracującej na nocnym dyżurze?
- Lekarza pracującego na nocnym dyżurze.

Orkiestra symfoniczna gra V symfonię Beethovena. Nagle rozlega się donośny
głos:
- Czy na sali jest doktor?
-.....
- Pytam się, czy na sali jest doktor?
-.....
- Ludzie, czy nie słyszycie, pytam się czy na sali jest doktor?
Orkiestra umilkła. W pierwszym rzędzie podnosi się mężczyzna i mówi:
- Ja jestem lekarzem o co chodzi?
- Fajnie grają, doktorku, nieprawdaż?
 

nortus
 

Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Panie doktorze jądra mnie bolom.
- Jak mówicie?
- Nie, jak używam babę.

Lekarz do pacjenta:
- Jeśli idzie o pański czerwony nos, to jedyna rada jest rzucenie picia
wódki. Niech pan spróbuje przez rok pić tylko mleko.
- Próbowałem panie doktorze, to nie pomaga.
- A kiedy pan próbował?
- No, zaraz po urodzeniu.

Przychodzi polityk do lekarza i mówi:
- Panie doktorze, mam straszny problem, od trzech tygodni mam migrenę.
A na to lekarz:
- Niech pan nie przesadza. Migrenę to może mięć profesor, nauczyciel,
artysta. Słowem - człowiek myślący. A panu to po prostu łeb napier..la.

Przychodzi facet do lekarza. Wyjmuje swój "interes" cały poobijany,
spuchnięty, zakrwawiony.
Lekarz się pyta:
- Jezus Maria, kto pana tak urządził?
- Ja sam.
- Czemu? i jak?
- Bo jestem masochista. normalnie, kładę interes na kowadle i wale ile sił
młotkiem.
- A kiedy ma pan w tym przyjemność?
- Jak nie trafie.

Przychodzi dyrektor dużego przedsiębiorstwa do tego samego lekarza:
- Panie doktorze posiniało mi podbrzusze.
- Pokazać... Hmmm...Niech pan powie sekretarce żeby przestała się podcierać
kalka.

U lekarza:
- Panie doktorze, podejrzewam, ze jestem lesbijka - zwierza się pacjent.
- Pan... lesbijka?! - dziwi się seksuolog. - A jak to się objawia?
- Dookoła mnie tylu wspaniałych mężczyzn, a mnie nie wiadomo dlaczego
ciągnie do kobiet.

Przychodzi facet do lekarza.
- Panie doktorze, ostatnio dzieje się ze mną coś niedobrego. Mam czerwone
genitalia i bardzo mnie one swędzą.
- Czy ma pan żonę?
- Tak.
- Czy pan z nią współżyje?
- Tak.
- Jak często?
- Po każdym posiłku, w soboty i niedziele częściej.
- A kontakty z innymi kobietami?
- Tez. Po kilka razy dziennie z sąsiadka i koleżanka z pracy.
- Pana kłopoty wynikają ze zbyt intensywnego życia seksualnego oraz częstych
zmian partnerek...
- Dzięki Bogu, bo już myślałem, ze to od onanizowania się...

Przychodzi starszy gościu do lekarza i mówi:
- Panie doktorze. Jestem wprawdzie trochę podstarzały, ale chciałbym jeszcze
mięć dziecko.
Lekarz na to:
- To nic dziwnego, zdarzały się już takie przypadki, ale żeby być pewnym
musimy zbadać pana nasienie. Proszę tu jest słoiczek (podaje mu małego
Twist-off'a), pójdzie pan za ten parawan i zrobi co trzeba.
Dziadek wybrał się za parawan. Po chwili słychać ciche pojękiwania, z czasem
zmieniające się w jakieś niesamowite odgłosy wysiłku, parawan zaczyna się
niebezpiecznie chwiać. Nagle wszystko cichnie. Gościu wychodzi z za
parawanu. Wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy. Mówi:
- Panie doktorze. Próbowałem prawą ręką, próbowałem lewą ręka i za cholerę
nie mogę odkręcić tego słoika.

Przychodzi facet do lekarza.
- Panie doktorze, moja baba wpadła do szamba.
- Niech się pan uspokoi - pociesza go lekarz. Na pewno się z tego wyliże!

Przychodzi facet do lekarza.
- Panie doktorze, sikam alkoholem.
- Dziwne - mówi lekarz biorąc do ręki szklaneczkę. - Proszę tu nasikać.
Po chwili lekarz wącha napełnioną szklaneczkę i stwierdziwszy, że pachnie
alkoholem wypija jej zawartość.
- Nieprawdopodobne! Prawdziwy alkohol! Spróbujmy jeszcze raz!
Po raz drugi szklaneczka napełnia się, a lekarz wypija jej zawartość.
- Wie pan co? No to na trzecia nóżkę!
Facet:
- O, nie! Tym razem, to już z gwinta!
 

nortus
 
Nie demonstrujemy, do stowarzyszeń nie należymy, nie wiemy, co to wolontariat - w badaniach aktywności obywatelskiej Polacy odstają od europejskiej średniej.

Polska wypada słabiej nie tylko od Europy Zachodniej, ale też od nowych członków Unii. - Polacy nie wierzą, że swoją aktywnością mogą coś zmienić, i to jest na pewno echo systemu, w którym przez kilkadziesiąt lat o społeczeństwie obywatelskim nie było mowy. Ale dlaczego aktywniejsi od nas są i sąsiedzi? Tu już komunizmem zasłaniać się nie możemy - rozkłada ręce socjolożka Marta Gumkowska (koordynatorka programu badania).

O ile w latach 2003-2005 aż 80 proc. Polaków skłonnych było zgodzić się ze stwierdzeniem, że osoby pracujące społecznie mogą zaoferować coś, czego nie może dać płatny personel, o tyle teraz z taką opinią zgadzało się tylko 54 proc.
Janina Ochojska, założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej: - Te badania nie są zachęcające. Myślę, że powodem braku chęci do organizowania się jest polityka, której ludzie mają dość, a to z nią społeczna praca jest często kojarzona. Niestety, te wyniki czuję na co dzień w swojej pracy. Choćby w spadku wpływów z darowizn.
- Z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego bardzo mocno skorelowany jest sukces gospodarczy kraju. Dla gospodarki lepiej, kiedy ludzie są aktywni, kiedy uczą się nie tylko w szkole, ale i organizacjach, kiedy podejmują wspólnie nowe wyzwania. Społeczeństwo obywatelskie ma możliwość równoważyć niesymetryczne układy, na przykład w relacji konsument - producent.
 

nortus
 
Jak po 1945r zmieniała się granica Polski.

Po II wojnie światowej, kiedy to ustalono arbitralnie nowe granice Polski pomiędzy USA, Wielką Brytanią i ZSRR, granice były kilka razy korygowane. Czasami o drobiazgi a czasami miało to znaczenie strategiczne  jak np. w Świnoujściu pomiędzy PRL a NRD. Ale zobaczmy zmiany granic:

Czechosłowacja / Czechy

1958

Nieczynna linia kolejowa Harrachov - Szklarska Poręba. Granica pomiędzy PRL a ČSR została ostatecznie zatwierdzona w 1958 roku.
Wcześniej w tym samym roku nastąpiła dość istotna korekta granicy między tymi państwami. Czechosłowacja zyskała od Polski wieś Tkacze (obecnie Mýtiny - część Harrachova) i osadę Zieliniec, w zamian oddając południowy stok szczytu Kocierz koło Przełęczy Szklarskiej. Do roku 1958 pociągi Kolei Izerskiej z Jeleniej Góry kończyły bieg na stacji w Tkaczach, za którymi na
moście na Izerze przebiegała granica z Czechosłowacją. Po zmianie granicy stacja kolejowa w Tkaczach, tunel oraz druga połowa wiaduktu stała się własnością ČSR, a ruch pociągów skrócono do stacji Szklarska Poręba Górna.

Z pozostałych zmian większość miała charakter kosmetyczny (wymiana dotyczyła głównie pól uprawnych i terenów dojazdowych do nich), z wyjątkiem dwóch - Czechosłowacji przekazano polską wieś Krasów (czes. Krasov, niem.
Schubertskrosse), która do wojen śląskich była częścią Vidnavy, następnie oddzieliła ją granica. We wsi znajdowało się 17 obiektów, głównie
gospodarskich, mały zakład rzemieślniczy i gospoda; większość mieszkańców przesiedlono, ale 6 rodzin wolało zostać w Czechosłowacji. Z kolei Polska otrzymała od południowego sąsiada wieś Skowronków (czes. Skřivankov), którą
włączono do gminy Głuchołazy jako przysiółek (w zamian Czechosłowacja poszerzyła swoje terytorium w pobliżu Jarnołtówka).

Umowa o ostatecznym wytyczeniu granicy państwowej (Dz.U. 1959 nr 25)weszła w życie 14 lutego 1959 r.


1976

Na mocy umowy zawartej pomiędzy Polską Rzecząpospolitą Ludową a
Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną sporządzonej w Warszawie 21 marca
1975 roku (Dz.U. 1976 nr 11), która weszła w życie 14 marca 1976 roku:

 a.. Czechosłowacja odstąpiła Polsce 249 439 m2 (0,25 km2) terytorium w rejonie miejscowości Lysá nad Dunajcom
 b.. Polska odstąpiła Czechosłowacji 249 439 m2 (0,25 km2) terytorium w rejonie miejscowości Wojkowa

2008 - 2009

Czesi oddadzą Polsce 370 hektarów ziemi

Jest szansa, że przybędzie powierzchni Opolszczyźnie. Ma to nastąpić kosztem
obszaru naszych sąsiadów Czech. Dlaczego? Czesi mają wobec Polski dług terytorialny. Jest on następstwem regulacji granic z 1958 roku.

Po wojnie podstawą wytyczenia polsko-czechosłowackiej granicy był protokół
międzyrządowy sporządzony w Pradze 23 września 1955 r. Ostatecznie przyjęto na mapie 85 poprawek. Polska zyskała 837 hektarów, a Czechosłowacja ponad 1200. Powstała różnica blisko 370 hektarów na niekorzyść państwa polskiego.


Niemiecka Republika Demokratyczna / RFN

1945


Granica z NRD ustanowiona na konferencji poczdamskiej miała w wielu miejscach absurdalny przebieg. Dlatego jeszcze w 1945 dokonano szeregu
korekt. Pierwotnie miejscowości Rieth i Altwarp miały być polskie. Przeszły na rzecz strony niemieckiej w zamian za Stolec i Buk. Polsce przyznano także w całości miejscowości Bobolin, Barnisław, Rosówek, Pargowo oraz drogę
Stobno - Kołbaskowo.


1949

Regulacja granicy na wysokości skrzyżowania i drogi Linki - Neu Lienken - Buk.

1951

Po zatwierdzeniu granicy w 1945 Świnoujście straciło dostęp do wody pitnej. Przez sześć lat sprowadzano wodę zza granicy. Sytuację zmieniła dopiero korekta granicy na wyspie Uznam w czerwcu 1951, kiedy to włączono do Polski obszar o powierzchni około 76,5 ha wraz ze stacją uzdatniania wody, tworząc wysunięty w obszar niemiecki charakterystyczny "cypel". W zamian
Niemcom przyznano podobny obszar w okolicach Gryfina.


1989
W dniu 21 maja 1989 roku, po trwającym cztery lata konflikcie, dokonano rozgraniczenia wód terytorialnych pomiędzy Polską a NRD.


Słowacja

1975, 2002
2005
Drobne zmiany granicy miały miejsce w 2005 roku. Dotyczyły w sumie trzech miejsc o łącznej powierzchni 2969m2:

 a.. W rejonie wieży widokowej na Przełęczy Dukielskiej, w pobliżu miejscowości Barwinek i Vyšný Komárnik wymiana obszarów o powierzchni 376m2 była podyktowana brakiem możliwości przywrócenia do poprzedniego stanu wspólnej drogi granicznej. Droga ta została wybudowana w 1958 roku w celu umożliwienia turystom słowackim zobaczenia miejsc walk. Po korekcie granica
przebiega środkiem drogi.
 b.. Na wyspie bezimiennej oraz wyspie Nokiel na Dunajcu, w pobliżu polskiej miejscowości Sromowce Niżne oraz słowackich miejscowości Červený
Kláštor, Spišská Stará Ves i Majere wymiana obszarów powierzchni 2289m2 była podyktowana brakiem możliwości osadzenia znaków granicznych w odpowiednich miejscach, ze względu na zmianę kształtu wyspy.
 c.. Nieopodal trójstyku granic koło Jaworzynki i słowackiej miejscowości Skalité wymiana obszarów o powierzchni 304m2 była podyktowana prośbami mieszkańców. Po roku 1953 powstała tam droga, kilkakrotnie przecięta przez granicę, co powodowało wiele utrudnień w dostępie do działek po obu stronach. Obecnie granica przebiega środkiem drogi.
Ponieważ Polska i Słowacja wymieniły się obszarami o identycznej powierzchni, terytoria tych państw się nie zmieniły. Umowa została podpisana 29 lipca 2002 roku w Starej Lubowli, a weszła w życie 23 lipca 2005 roku.


Związek Radziecki

1948

Decyzja o korekcie granicy zapadła w 1947 roku, w maju następnego roku dokonano zmiany przebiegu granicy. Do Polski trafiły miejscowości Nowodziel, Tołcze, Szymaki oraz Klimówka, obecnie należące do gminy Kuźnica.


1951

Tereny podlegające pod umowę o zamianie granic z 1951 r. Była to największa w historii powojennej Polski i jedna z największych w historii powojennej Europy korekta graniczna. Dotyczyła wymiany terenów o powierzchni 480 km2 (obszar powierzchniowo zbliżony do Warszawy).

 a.. ZSRR odstąpił Polsce fragment ówczesnego obwodu drohobyckiego należącego do USRR (obecnie jest to miasto Ustrzyki Dolne i inne oraz wsie : Czarna, Lutowiska, Krościenko, Bandrów Narodowy, Bystre, Liskowate, wraz z terenami okolicznymi)
 b.. Polska odstąpiła ZSRR fragment województwa lubelskiego z miastami Bełz, Sokal, Uhnów, Krystynopol, Waręż wraz z linią kolejową Rawa Ruska - Krystynopol. Obecnie miasta te znajdują się na terenie rejonu sokalskiego w obwodzie lwowskim.
Wedle postanowień umowy cały majątek nieruchomy (budynki, kołchozy, infrastruktura, linie kolejowe) przechodził wraz z terytorium na rzecz
nowego właściciela. Państwo odstępujące nie mogło w związku powyższym rościć żadnych pretensji o rekompensatę. Państwo odstępujące zachowywało prawo do majątku ruchomego (sprzętu rolniczego, taboru kolejowego, inwentarza żywego) pod warunkiem wywiezienia go.

Ludność z żyznych okolic Sokala została pod koniec 1951 roku przesiedlona w Bieszczady w ramach "Akcji H-T". Możliwe, że powodem wymiany były złoża węgla kamiennego na Sokalszczyźnie.
  • awatar nhcox: Witam Czy ktoś może wie na jakiej długości rzeka Izera jest granicą Polski i Czech? Proszę o informację na nhcox@o2.pl
Pokaż wszystkie (1) ›