Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 25 czerwca 2008

Liczba wpisów: 24

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Jak to się zmieniają najkrótsze plany. Jak człowiek ma zrobić coś, co sobie zaplanował jak odetną go od świata , czytaj internetu?
No nic, już dostęp do netu wrócił, i miejmy nadzieję że nie będzie przerw. Życzę miłego dnia.
Do nas nad morze, jak się niektórym wydaje, czyli do Szczecina wróciło słoneczko tylko upały gdzieś odeszły. Cały czas jest wiatr, ale świeci a to już sprawia że jest przyjemnie na dworze.
 

nortus
 
letzteregen napisał:
A tak jeszcze z pytań, które na bieżąco mi się nasuwają: jak to jest z tą pogodą? Bo słyszałam różne wersje i opinie.

Witam. Jeśli chodzi o pogodę to w zasadzie klimat w Vestlandzie jest taki jak w Szczecinie. Są to tereny położone nad morzem, czyli wilgotny. Bergen słynie z tego że tam 300 dni w roku pada deszcz (sic). Takie są opinie, fakt że są tam automaty uliczne sprzedające parasole - tak jak coca colę. Ja tam nigdy nie trafiłem na deszcz. Po sztormach faktycznie nabrzeże potrafi być dokładnie zalane, w zeszłym roku osunęła się góra i to na domki, było dużo ulewnych opadów. Ale, w Stavanger w zasadzie od wielkanocy do zeszłego tygodnia były non stop upały, po 30 stopni w cieniu i i 20 w nocy. Teraz się ochłodziło. Lata są teraz nieprzewidywalne, podobnie jak w Polsce. ANomalie są nieziemskie w stosunku do tego co było pewne 2-3 lata temu-jeśli chodzi o pogodę. Jedna uwaga: tereny te leżą bardziej na północ niż Polska i jest inne nachylenie słońca. To powoduje że inaczej odbiera się też temperaturę. Sama się przekonasz że 15 stopni w Polsce to jest zimno a tam chodzi się rozebranym. To dziwne wiem, ale sam byłem w szoku jak na początku miałem informacje, że jest np. w Oslo (na początku rodzinka tam mieszkała jakiś czas) 15 st.C i wszyscy chodzą ubrani jak u nas w czasie upałów i jedynie moi bliscy chodzili w długim rękawie po ulicy. Szybko jednak przestawili się i ubierali się nie patrząc na termometr tylko wychodząc na balkon. Ja sam to odczułem trochę później i ubierając się nie patrzyłam na termometr bo byłem przyzwyczajony że w maju 12-15 st. to raczej chłodno a tam chodziłem w krótkich spodenkach, t-shircie i sandałach. To chyba jednak naprawdę zależy od położenia geograficznego. Jak będzie w tym roku? może wróżka jakaś odpowie bo synoptycy nie są w stanie przewidzieć. Zeszłoroczne lato było dupne, mokre i zimne a wiosna była gorąca. Najbardziej urlopowym miesiącem w Norwegii jest lipiec, w zasadzie każdy idzie na urlop i nie daj boże zaatwiać coś w urzędach. Nic nie załatwisz bo większość jest na urlopach. Pracują tylko ci no muszą, bo np. nie mają już urlopu bo wykorzystali, nie przysługuje im jeszcze, ustawili sobie na później itp. Wyobraź sobie, że w dyrekcji wojewódzkiej nadzoru służby zdrowia (tak mówiąc po polsku) telefony odbierał i wysyłał pocztę osobiście dyrektor bo nie było pracowników - okres urlopowy. A tam jest podział obowiązków. Więc to chyba obrazuje jak tam się pracuje w okrsie urlopowym. W zeszłym roku np. na północy, za kołem podbiegunowym zimą było cieplej niż w Oslo!!! Oczywiście okresowo, nie stale. Dlatego nie mog powiedzieć jak trafisz tak będzie. Loteria. 3-4 lata temu pogoda była przewidywalna, podobnie jak w Polsce. Dzisiaj czytałem, że teraz w Austrii używano pługów śnieżnych po opadach deszczu i gradu - a przecież jets koniec czerwca.
 

nortus
 
Kilka tygodni temu była głośna na świat afera z pisaniem przewodników wydawanych przez jakąś tam światową, czołową firmę - nie pamiętam nazwy, nie ważne. Chodziło o to, że dziennikarze chyba wykryli że przewodnika ich "pisarz" tworzył na miejscu, w ogóle nie jeździła tam co opisywał jakieś kraje i miejsca. Firma typu Pascal, coś takiego. W każdym razie światowa czołówka w tej branży.
I tak sobie pomyślałem, że chyba te przewodniki które u nas są dostępne są pisane chyba w ten sam sposób. Gdy kupiłem pierwszy przewodnik po Norwegii, jadąc tam pierwszy raz, to trudno mi było ocenić czy on jest OK. Ale jak tam trochę pobyłem, zobaczyłem, zajrzałem na strony internetowe wielu miast i kommun, i to później porównałem z tym co jest w przewodnikach to doszedłem do takiego samego wniosku. Gdyby autorzy przewodników opierali się chociaż tylko na internecie to napisaliby teksty o wiele bliższe prawdy niż w tych książkach można przeczytać. Byłem dzisiaj w Empiku coś kupić i przy okazji, jak zawsze zresztą, przeglądam co mają nowego o Norwegii. Bo jak jest coś fajnego to kupuję. Zawsze to wygodniej mieć książkę po polsku niż w innym języku. I tak czytałem pprzewodnik MarcoPolo i Pascala również i w pewnym momencie nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. Bzdura tak totalna, że nie mogła dotyczyć Norwegii a jeśli już to Szwecji. To był rozdział o zakupach, knajpach itd. Pomijam już, że to co autor napisał np. Bergen czy Stavanger to wymienił tylko 2 rzeczy do obejrzenia w kazdym z tych miast. I to wcale nie najważniejsze (w Stavanger to było muzeum ropy i konserw). Muzeum ropy można obejrzeć interaktywnie w internecie - przy okazji. Jeśli to kogoś interesuje ta branża i technika to podobno jest to interesujące muzeum. Polecam, bo na pewno to rzadkość. Nie powiem, Oslo było w Pascalu dosyc ładnie opisane ale strasznie wybiorczo. Opierając się na tych przewodnikach to człowiek nic by nie zobaczył. Wiem, że przewodniki za 30 zł nie mogą powiedzieć wszystkiego, ale niechby chociaż autor wymienił w punktach,jak w książce telefonicznej. To już byłaby cenniejsza informacja niż ta która jest opublikowana.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Jak pewnie zauważyłaś często nie umieszczam własnych zdjęć w blogu a posiłkuję się znalezionymi w sieci. Wynika to z tego, że najczęściej na prywatnych fotkach jestem ja albo moi znajomi i rodzina i nie chcę publikować tych zdjęć. Wtedy miałem inny aparat, o mniejszych możliwościach i problem z kompem, żeby je zczytywać. Teraz już jest inaczej, mam kombajn nie aparat fotograficzny i będę mógł klepać własnych fotek bez ograniczeń.
W Bergen, gdzieś na południu miasta, nie potrafię tego zlokalizować teraz, jest śliczny stary kościółek. Typowa staronorweska architektura. Warto go odszukać, jakaś dzielnica Paradis, coś takiego. W centrum miasta jest targ rybny, sprzedający świeżo złowione stworzonka, bo nie tylko ryby. Warto tam zrobić zakupy ale jest to fajne miejsce do zwiedzenia. Tyle rodzajów ryb i stworzeń nie widziałem wcześniej. Pomijam zapaszek rybny. Na zdjęciu jets letnia rezydencja króla w Bergen - warto się tam wybrać. Wcześniej na zdjęciach pokazałem muzeum i dom dzie tworzył Grieg. To jest niedaleko miasta. Jest tam teraz zadbane i kolorowe muzeum, a w małym domku nad brzegiem stoi czerwony domek, w którym tworzył muzykę. Jest tam oryginalne wyposażenie, fotel, stolik, kanapa - można to obejrzeć tylko przez szybę. A obok jest ich grób rodzinny. Pochowani są w grocie na wysokości jakiś  metrów nad ziemią w taki sposób że mogą podziwiać widok zalewu/jeziora. Miłe spokojne miejsce gdzie można napić się kawy a jak się zna porę to i posłuchać muzyki.
 

nortus
 
W każdym norweskim mieście i miasteczku warto powłóczyć się wieczorem. Słońce zachodzi tam znacznie później i długo jest jasno. Dlatego życie towarzyskie trwa tam dłużej, do późnych godzin. Bergen, włóczenie się po gamla - starówka i tych wąskich uliczkach wieczorem jest bardzo przyjemne. Jest dużo małych knajpek i lokali gdzie można wejść na chwilę, odpocząć i coś przekąsić. Warto zajrzeć do sklepów bo często mają różnego rodzaju przeceny i można kupić wiele fajnych rzeczy. Tam przeceny robi się inaczej niż w Polsce i jeśli towar jest przeceniony to naprawdę jest przeceniony. W Bergen kupiłem np. świetne buty za 100 kr gdy normalna cena była 700 kr. A powodem przeceny była zmiana wystroju sklepu. Wiem, że w Bergen jest akwarium i fokarium. Ja osobiście nigdy tam nie dotarłem, zawsze zabrakło czasu, ale wiem że warto tam iść - więc polecam. Może i ja się wreszcie tam wybiorę?
 

nortus
 
Zagadka: jak myślisz, jaki budynek jest najbrzydszy w mieście? Normalnie w każdym mieście na świecie jest to raczej wizytówka miasta, stara albo nowa, ale wyróżniająca się raczej pozytywnie. A w Bergen jest to bez przesady najbrzydszy budynek. Zrobiłem mu dwa zdjęcia ale jedno tylko udało mi się zachować, drugie kazano mi wykasować, żeby nie psuś opinii o mieście (cha, cha cha). Juz odpowiadam - siedziba władz miasta. Brzydki, szary, 15 piętrowy wieżowiec. W samym sercu miasta, brrrr
 

nortus
 
Mogę z czystym sercem polecić kupno żółtego sera o nazwie Norvegia. Jest świetny, zwłaszcza świeżutki. Jest dużo droższy od innych, to fakt, ale uważam że jest wart swojej ceny.
 

nortus
 
Witam, zauważyłem właśnie, że mój skromny blog został zauważony i zaliczony do ciekawych blogów. Jest mi niezmiernie miło z tego powodu. Dziękuję wszystkim, którzy raczyli zwrócić uwagę na moje bazgroły. Dobrze, że blog się prowadzi na komputerze bo gdybym pisał odręcznie to nikt by nic nie odczytał. Zawsze mówiłem, że mam piękny charakter pisma - ale na komputerze. Dziękuję.
 

nortus
 
Bergen - jak w prawie w każdym mieście parkowanie tam jest oczywiście płatne. Generalnie można powiedzieć, że w Norwegii można najczęściej bezpłatnie zaparkować w dwóch miejscach: parkingi przed dworcem kolejowym i koło władz miasta. Oczywiście formalnie jest to parkowanie ograniczone czasowo - chyba do 1 godziny. Ale nie ma jakiś zegarów, więc najczęściej to uchodzi zwłaszcza gdy widzą obcą rejestrację. Ale gwarancji nie ma i zawsze jest niewielkie ryzyko.
Bergen - tu wjeżdżaliśmy do miasta od południa, drogą E39. Serce miasta leży na takim powiedzmy półwyspie, z trzech stron otoczone jest wodą. My parkowaliśmy samochód w okolicach wiaduktu, przed kanałem. Jak spojrzysz na mapę to miejsce do parkowania jest w okolicach skrzyżowania dróg E39 i 582. My trafialiśmy jakoś tak, że pod wiaduktem były znaki zakazu parkowania a specjalnie zrobiony parking (nie wiem dlaczego, cos tam pisało ale nie chciało się nam podchodzić) więc stawialiśmy samochód w uliczkach obok. Od miejsca parkowania do portu - serca miasta jest około 2 km, więc spokojnie można przejść się i zwiedzać. A nie trzeba się martwić, że trzeba znowu uiścić opłatę. A po Bergen naprawdę fajnie się łazi, włóczy - jest co podziwiać i zwiedzać. Wbrew temu co się w Polsce myśli o Norwegii to tam nie chodzą białe misie po ulicy a miasta są bajecznie kolorowe, nie tylko dlatego że elewacje są kolorowe (a nie szare jak nie dawno jeszcze w Polsce!) ale jest tam mnóstwo kwietników, trawników, klombów. Raj dla oczu. I jeszcze jedno: sama zauważysz że w Norwegii rosną niby te same gatunki kwiatów co i w Polsce: róże, tulipany, bez, bratki,rododendrony, fiołki, i co by tam jeszcze nie wymieniać (nie znam się na kwiatach, poza tymi postawowymi) ale tamte kwiaty są jakimiś "mutantami". Kielich czy kwiaty mają większe a ich zapach o wiele bardziej intensywny. Zwłaszcza wiosną, ale nie tylko. W czasie mojego pierwszego wyjazdu jak głupi fotografowałem kwietniki i ogrody, klomby po to właśnie by udowadniać znajomym jak tam jest bajecznie kolorowo. Teraz tylko wspomnę, później będzie czas wrócić do tego. W Stavanger rosną rośliny egzotyczne, południowe łącznie z palmami i agawa i innymi.
Koniecznie musisz zajrzeć do domu, czytaj pałacu Ole Bulla. Jest bajeczny, jakby się przenieść w inny świat.
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Na razie kończę wstawianie zdjęć bo system nie chce wczytywać wpisów ze zdjęciami. Same wiadomości przyjmuje ale już obciążone - niestety nie. Pewnie to wina mojego operator sieciowego. Codziennie są przerwy w łączach a oni nic nie potrafią znaleź i wyjaśnić co się dzieje. Tak to jest jak się ktoś bierze za bisnes bez wiedzy i pieniędzy.
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: Mężczyzna wszedł w parku na ławkę i krzyczy:
- Precz z hipokryzją!
Ludzie patrzą zdziwieni, a facet:
- Precz z pazernością!
Coraz więcej gapiów przystaje obok, a ten dalej:
- Precz z pedofilią!
W końcu jakaś babcia nie wytrzymała i mówi:
- Panie, coś się pan tak do tych księży przyczepił?
 

nortus
 
Nortus & Potworna spółka: najbardziej pokurwione, zjebane, obleśne, zakazane, okrutne, straszne, śmieszne mordy

www.mp3s.pl/aleryj2/
 

nortus
 
KOCHANIE - JAK SIĘ DO CIEBIE ZWRACAĆ? PENIS NIE JEDNO MA IMIĘ

     Nasz kochany, nasz najdroższy, nasz wspaniały, nasz najlepszy, nasz cudowny... i tak można by w nieskończoność tu wymieniać. Jakby na to nie spojrzeć "kochamy go", zarówno tego naszego, własnego, jak i tego drugiego -
naszego partnera. To dzięki niemu - głównie dzięki niemu - odczuwamy wielką rozkosz, zadowolenie i satysfakcję z seksu. Można nawet rzec, że jeśli chodzi o seks to on gra w nim główną rolę. Penis bo o nim mowa, o którego
dbamy w szczególności codziennie, traktujemy go jako naszego kompana czy nawet przyjaciela nie jedno ma imię.

     XV wieczny polski kronikarz określa penisa mianem muchy lub trzosła. W tym właśnie wieku, kiedy to umiejętność pisania stała powszechna wśród szlachty zmieniane sięgnęli po pióra i zaczęli pisać różnego rodzaju fraszki
erotyczne. Wtedy to właśnie pojawiły się pierwsze określenia naszej męskości takie jak: bełt, korzeń, kosa, pachołek, tłuk czy nawet wiosło. W XVII wieku do tego już dość bogatego wykazu dołączyły takie określenia jak: blondas,
stempel, kluczyk, kopyść. W XVII wieku natomiast poeci tacy jak Naruszewicz, Trembecki, Bohomolec używali takich określeń jak: korzeń, flinta, wyżeł. Mickiewicz czy Słowacki już nie kontynuowali tej tradycji. O męskim członku bardzo często wspominał tez Chopin w listach do swojej kochanki. On natomiast określał go mianem: dzyndz.

     A jak z tymi określeniami jest dzisiaj? Wielu mężczyzn wykazuje się dużą pomysłowością przy nazywaniu swojego penisa. Uczymy się ciał naszych partnerów i chcemy czerpać rozkosz z tego, co odkrywamy. Ale czasem w chwili
zbliżenia podniecenie może odebrać mowę. Przyczyną może być też brak odpowiednich słów, by bez skrępowania nazywać intymne części. Określenia, które stosujemy w odniesieniu do genitaliów podkreślają zarówno entuzjazm,
jak i lęki przez nie wywołane. Niezbędne wydaje się więc stworzenie własnego słownika - o ile tak można to nazwać. Często nawet używamy takich słów, nie mając pojęcia co one oznaczają.

     Bywa, że cały męski świat kręci się wokół penisa, dlatego ważne jest by nadać mu imię. Istnieje mnóstwo określeń na męskie genitalia, co oznacza, że każdy mężczyzna nadaje przyrodzeniu takie imię, które byłoby najbardziej dla niego charakterystyczne. "Pyton" świadczy o męskości, a "rozbójnik" o temperamencie. "Jednooki walet", "dolna jedynka", czy "interes" też wskazują na pewne cechy. Ciężko jednakże zrozumieć skąd biorą się takie nazwy jak np.
"Wacek"?

     No właśnie - "Wacek, Johny, pyton, generał, strażak, maczuga, Edzio" - a może jeszcze inaczej? Z takich bardziej nietypowych nazw jakich też czasami używamy królują "ampułka, chińczyk, dobrodziej, dyliżans, grzechomierz, hawajski z bakami, obywatel ze znakiem Q, odmrażacz, pokrywka, przecinek, spychotechnik, taktomierz, zaczep, zagończyk". Okazuje się, że
wystarczy przejechać kilkadziesiąt kilometrów aby penis zmienił swoją nazwę np. z pisiorka na Wacusia czy też z patafiana na kuśkę.

     I tak w Małopolsce dominują takie nazwy jak: Wacek, patafian, ciurek.
Na Kaszubach z kolei pindel, strażak. Z kolei na Śląsku bardzo popularne określenie to magazynier, policjant, kierownik, pyrtek. W Poznaniu i
Wielkopolsce na męskość mówi się np. manyroł. Ponoć określenie to wzięło się od bardzo popularnego folklorystycznego zespołu i piosenki w której padają słowa "manyroły mogą mężczyźnie wisieć aż po stopy".

     Pewna codzienna gazeta zrobiła nawet sondaż na ten temat. Tak mówimy na nasz interesik:

     KASZUBY - PINDEL (76%), STRAŻAK (19%)
     WIELKOPOLSKA - MANYROŁY (89%)
     LUBELSZCZYZNA - SIURDAK (58%), SIURDOL (32%)
     ŚLĄSK - PYRTEK (66%), CIULIK (21%)
     MAŁOPOLSKA - WACEK (71%), PATAFIAN (18%)
     PODHALE - PIŚKOREK (81%), CIUREK (11%)

     W owym sondażu zapewne brały udział tez kobiety więc nie wiadomo które z tych nazw wymyśli faceci. Jedno można wywnioskować, że fantazji i wyobraźni nam nie brakuje. Bo np. co oznacza słowo SIURDAK czy CIUREK? W słowniku języka polskiego nie oznacza po prostu nic, ale tylko w takim, bo w potocznym słowniku to inne określenie penisa, wymyślne przez ludzi.
 

nortus
 
Quizmania (ITV)

Greg Scott: Zawód na literę "T"

Zawodnik: Doktor.

Scott: Nie, na "T". "T" jak Tango, "T" jak Tommy.

Zawodnika: Aaa, no tak... eeee.... doktor?



Beg, Borrow or Steal (BBC2)

Jamie Theakston: Jak myślisz, gdzie znajduje się uniwersytet Cambridge?

Zawodnik: Geografia nie jest moim mocnym punktem.

Theakston (delikatnie): W nazwie uczelni jest pewna wskazówka.

Zawodnik: Leicester!



University Challenge (BBC2)

Jeremy Paxman: Kogo dotyczą określenia "cherrypickers" i "cheesemongers"?

Zawodnik: Homoseksualistów.

Paxman: Nie. To regimenty brytyjskiej armii, z którymi będziesz miał duuuży problem...



Beacon Radio

DJ Mark: Pytanie za 10 funtów. Jakiej narodowości jest papież?

Słuchacz: Myślę, że wiem. Jest Żydem.




GWR FM

Prowadzący: Co stało się 22 listopada 1963 r.?

Słuchacz: Nie wiem, nie oglądałem wtedy telewizji.



Magic 52

Prowadzący: W którym roku zamordowano prezydenta Kennedy'ego?

Zawodnik: Eeeeee....

Prowadzący: Ujmijmy to tak: 1964 r. już nie dożył.

Zawodnik: W 1965?



Daryl Denham's Drivetime (Virgin Radio)

Daryl Denham: W którym kraju płaci się szeklami?

Słuchacz: W Holandii?

Denham: Spróbuj z następną literą alfabetu.

Słuchacz: Islandia? Irlandia?

Denham (pomocnie): Powiedziałeś Izrael?

Słuchacz: Nie.



Steve Wright in the afternoon (BBC Radio 2)


Wright: Jakiego bohatera kołyszącego się na lianach i ubranego tylko w
przepaskę biodrową grał Johnny Weissmuller?

Słuchacz: Jezusa?
 

nortus
 
Rozmowy pilotów z wieżą - podobno prawdziwe...

Wieza: Żeby uniknąć hałasu, odchylcie kurs o 45 stopni w prawo.
Pilot: Jaki hałas możemy zrobic na wys. 35000 stóp?
Wieza: Taki kiedy wasz 707 uderzy w tego 727, którego macie przed sobą...

Wieza: Jesteście Airbus 320 czy 340?
Pilot: Oczywiście, że Airbus 340.
Wieza: W takim razie niech pan bedzie łaskaw właczyć przed startem pozostałe
dwa silniki.

Pilot: Dzień dobry Bratysławo.
Wieza: Dzień dobry. Dla informacji - mówi Wiedeń.
Pilot: Wiedeń?
Wieza: Tak
Pilot: Ale dlaczego, my chcieliśmy do Bratysławy.
Wieza: OK w takim razie przerwijcie ladowanie i skręćcie w lewo...

Pilot: Alitalia, ktoremu piorun wyłączył pół kokpitu: "Skoro wszystko
wysiadło, nic juz nie dziala, wysokosciomierz nic nie pokazuje...."
Po pieciu minutach nadawania odzywa sie pilot innego samolotu: "Zamknij sie,
umieraj jak mężczyzna"

Pilot: Mamy mało paliwa. Pilnie prosimy o instrukcje...
Wieza: Jaka jest wasza pozycja. Nie ma was na radarze.
Pilot: Stoimy na pasie nr 2 i juz cała wieczność czekamy na cysterne.

Pilot: Prosimy o pozwolenie na start.
Wieza: Sorry, ale nie mamy waszego planu lotu, dokąd lecicie?
Pilot: Do Saltzburga, jak w każdy poniedzialek...
Wieza: DZISIAJ JEST WTOREK
Pilot: No to super, czyli mamy wolne...

Wieza: Wasza wysokosc i pozycja?
Pilot: Mam 180 cm wzrostu i siedzę z przodu po lewej...

Wieza: Macie dosc paliw czy nie?
Pilot: Tak
Wieza: Tak, co?
Pilot: Tak, proszę pana.

Wieza: Podajcie oczekiwany czas przylotu.
Pilot: Wtorek by pasował....
 

nortus
 
Najnowocześniejszy Bank świata miał super-sejf. Któregoś razu właściciele
banku postanowili przetestować zabezpieczenia. Zaprosili ekipy najbardziej
znanych złodziei świata z Francji, USA, Niemiec i Polski. Zebrali wszystkich
i powiedzieli:
- Zgasimy światło przed sejfem na pół minuty. Jeśli po zapaleniu światła
sejf będzie otwarty, ta ekipa może zabrać zawartość sejfu.
Pierwsi próbują Francuzi... Światło się zapala - nie udało się. Drudzy są
Amerykanie. Światło zapala się... nawet sprzętu nie zdążyli wyjąć. Trzeci w
kolejności są Niemcy. Światło się zapala - nic z tego.
Kolej na Polaków. Światło gaśnie, mija pół minuty... Próbują zapalić
światło - nic, próbują po raz kolejny - nic... Nagle z mroku słychać szept:
- Kurde, Stefan! Mamy tyle kasy, po cholerę ci jeszcze ta żarówka?

W sądzie.
- Oskarżony, dlaczego udusiliście własną żonę? Nie było innego sposobu na
rozwiązanie problemu?
- No był. Poprzednio usiłowałem ją otruć, ale się nie udało.

Lotnisko w Nowym Jorku. Do windy wchodzi podróżny z bagażem, a za nim jakaś
ładna stewardesa. Podróżny pyta:
- Hello, you fly USA airways?
Kobieta nie odzywa się. Facet próbuje jeszcze raz:
- Flugen sie Lufthansa, ja?
Kobieta znów nie odpowiada, więc facet próbuje jeszcze raz:
- Volare sinora Alitalia?
Wtedy kobieta odzywa się po polsku:
- A w mordę chcesz, palancie?!
Facet:
- Aha, nasze linie!
 

nortus
 
Nie jestem przystojny jak Brad Pitt, nie mam tyleczka jak Mel Gibson, nie
jestem szybki jak Jean-Cloude van Damme, nie jestem bogaty jak Bill Gates...
ALE ZA TO LIZE JAK LESSIE!!!

Mysle o tobie codziennie! Chcialbym Cie miec codziennie! Nie moge bez Ciebie
zyc!!! Brakuje mi Ciebie... MOJA MALA... WYPLATO!!!

SEX jest jak NOKIA connecting people, jak PEPSI ask for more, jak NIKE just do it, jak SAMSUNG everyone is invited...... A dziewice sa jak IDEA - poza zasiegiem.

To byl moj pierwszy raz. Kazales otworzyc sie szerzej. Potem wsadziles gleboko i zaczales ruszac. Cierpialam, ale uradowalam sie gdy go
wyciagnales. Ci Dentysci!

Chcesz byc kochany(a) prawdziwa i szczera miloscia??? TO KUP SOBIE PSA!!!

Nauczycielki to najlepsze dupy bo maja klase, potrafia pieprzyc przez 45 minut, co 3 minuty stawiaja pale i maja tylko dwa okresy w ciagu roku.

Czy wiesz jak zrobic glupie dziecko??? Nie??? To zapytaj rodzicow!!!

Zamienie 36-letnia zone na dwie po 18.

Trzy etapy w zyciu mezczyzny: 1. Chce ja miec !!! 2. Mam ja !!! 3. Mam jej juz dosyc!!!!!!!
 

nortus
 
Takie polskie
W Polsce jest aż 80% sfrustrowanych ludzi.
Reszta wyjechała do Anglii.

Przychodzi baba do lekarza, a lekarz w Irlandii.

Hrabia przyjmuje w zamku grupę turystów. Wśród nich jest mężczyzna bardzo
podobny do hrabiego. Hrabia pyta go:
- Czy w pańskim domu mówiono kiedyś o mojej rodzinie?
- Tak.
- Zapewne pańska matka pracowała tu jako służąca?
- Nie, mój ojciec pracował tu jako stajenny.
 

nortus
 
Poniżej zamieszczam kilkadziesiąt tzw. lapsusów językowych zasłyszanych podczas licznych wizyt lekarskich:

1. Ten pacjent operowany umrze - nieoperowany też umrze, ale trochę mniej.

2. On umie jeździć na rowerze... Tylko pedałować nie umie.

3. To tak jak byś miał dwie wątroby - jedną na piwo a drugą na resztę.

4. Ja też grałem w siatkówkę - w ataku.

5. Tu było "sine jelit".

6. Wszystko jest dobrze, tylko koło tych drenów jest nieetycznie.

7. Zinnat stosuję nieźle en block w ciemno, ale po antybiogramie.

8. Perystaltyka taka, że aż łomot jest.

9. Firma "Knoll"? - nie wiem z czym mi się to kojarzy, ale na zjazdach dobre
jedzenie dają.

10. Kowalski miał sześć przetok, a teraz ma jedną... albo półtorej.

11. W pęcherzu na pięcie Kowalskiego należy zrobić małą dziurkę, żeby nie weszło dużo bakterii.

12. "Panie doktorze, pacjentka ma ponad 200 ciśnienia." "Aha. To proszę jej trzy razy dziennie mierzyć i dać 600 masy."

13. Cooo? kupki nie było.... sześć dni? siostro, damy czopik petardę...

14. Noszczyk, Noszczyk! No ten to już nie wie co z pieniędzmi zrobić. Co otworzę książkę to Noszczyk.

15. Chirurg to taki internista, tylko jeszcze operować potrafi.

16. To nie jest katar. To była operacja.

17. Gips to nie futerko.

18. Panie Kowalski, co pan tak zapuszcza brodę? Chce Pan dogonić Fidela Castro?

19. Żeby powstał stolec trzeba dać kompotu z jabłek bez jabłek.

20. Kowalski jest chirurg jako taki i na hakach stać nie musi.

21. Jak tam nasze jądro?

22. W soboty krwi nie podajemy.

23. Kupka była?. Nie było. No to damy dynamit.

24. Zwracam uwagę na dzieci - normalny człowiek przecież...

25. Trzeba wyjąć cewnik, bo się "ten mały" rozleniwi.

26. Proszę się położyć i pokazać serce.