Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 22 grudnia 2008

Liczba wpisów: 18

nortus
 
Miniony rok obfitował w wiele niezwykłych infor-macji, tak niesamowitych, iż czasem trudno było uwierzyć, że są prawdziwe. Wystarczy wspomnieć chociażby o mężczyźnie w ciąży, kobiecie, która zmieniła grupę krwi, odnalezieniu martwego Yeti czy 9-letniej dziewczynce noszącej w brzuchu swojego brata-bliźniaka.

Zobacz 10najbardziej szokujących, nieprawdopo-dobnych i niezwykłych wiadomości roku 2008.

1. Mężczyzna, który urodził dziecko i ponownie jest w ciąży 34-letni Thomas Beatie urodził się na Hawajach jako Tracy Lagondino -kobieta. Obecnie jest mężczyzną i żyje w zalegalizowanym związku małżeńskim z kobietą - Nancy. Kiedy Nancy przez długi czas nie udało się zajść w ciążę,
Thomas postanowił, że to on urodzi dziecko. Było to możliwe, ponieważ przy zmianie płci zachował damskie narządy rozrodcze. Para kupiła nasienie w
banku spermy. Pierwsza próba zajścia w ciążę zakończyła się niepowodzeniem, ale za drugim razem już się udało. W czerwcu Thomas bez większych komplikacji urodził córkę. Obecnie jest w ciąży po raz kolejny. Dziecko ma przyjść na świat w czerwcu 2009 r.

2. Człowiek-drzewo już nigdy nie będzie wyglądał jak drzewo 37-letni Indonezyjczyk Dede zasłynął w 2007 r., kiedy świat poznał go jako człowieka-drzewo. Wszystko za sprawą ogromnych narośli na jego ciele, które przypominały konary drzewa. Specjaliści stwierdzili, że jego choroba to
rzadka odmiana wirusa brodawczaka ludzkiego. W tym roku Dede przeszedł szereg operacji, podczas których lekarze wycięli mu 6 kg brodawek. Dzięki
temu Indonezyjczyk może już samodzielnie jeść, pisać czy używać telefonu. I chociaż możliwy jest nawrót choroby, to mężczyzna już nigdy nie będzie
wyglądał jak drzewo.


3. Narodziny czarno-białych bliźniąt
W Berlinie przyszły na świat wyjątkowe bliźnięta - jeden z chłopców jest czarnoskóry, a drugi biały. Jak tłumaczą lekarze, dzieci są bliźniakami
dwujajowymi. U jednego z nich przeważyły geny ojca, zaś u drugiego - geny matki.Takie narodziny zdarzają się raz na milion.

4. Kobieta, która urodziła pierwsze dziecko w wieku 70 lat 70-letnia hinduska Rajo Devi w skutek zapłodnienia in vitro urodziła swoje
pierwsze dziecko. Kobieta wyszła za mąż w 1954 roku, ale przez ponad 50 lat małżonkowie nie doczekali się dziecka. Jak twierdzą, przez ten czas czuli się społecznie napiętnowani jako bezdzietni.Obecnie, podeszli w latach rodzice mogą się cieszyć urodzoną w listopadzie zdrową córeczką. 72-letni mąż Rajo zapewnił, że nie obawia się o przyszłość dziewczynki, gdyż posiada
dużą rodzinę, która w razie konieczności zajmie się dzieckiem.

5. Odnaleziono chłopca-ptaka
W Rosji odnaleziono 7-letniego chłopca, który nie potrafił mówić i komunikował się za pomocą ćwierkania. Dziecko nie tylko mówiło jak ptak, ale
też się tak zachowywało -chłopiec skakał,machając ramionami i popiskując.
Jak się okazało, dziecko dorastało wśród klatek z ptakami. Jego matka traktowała go jak zwierzę, karmiła go, lecz nigdy z nim nie rozmawiała. To
już drugi przypadek, kiedy w Rosji zlokalizowano dziecko tak podobne w zachowaniu do zwierzęcia. Pierwszym był chłopiec-wilk, odnaleziony dwa lata
temu.

6. Dziewczyna, której szkodzi śmiech
20-letnia Kay Underwood, studentka z Leicester-
shire dla własnego dobra nie może się śmiać. Dziewczyna cierpi na katalepsję. To choroba, która przez silne emocje, takie jak np. śmiech, powoduje osłabienie napięcia w mięśniach, a w rezultacie objawy od lekkiego opadnięcia szczęki przez ogólne osłabienie, aż po upadek na podłogę. Katalepsja to bardzo rzadka choroba,zaś jedynym na nią sposobem wydaje się nie posiadanie poczucia humoru.

7. 9-latka nosiła w brzuchu swojego bliźniaka
Do szpitala w centralnej Grecji trafiła 9-latka cierpiąca na bóle brzucha. Okazało się, że dziewczynka nosiła w sobie bliźniaczy embrion z uformowaną głową i oczami. Lekarze po zbadaniu dziecka chirurgiczne usunęli narośl,która później okazała się ponad 5-centymetrowym embrionem. Po operacji dziewczynka odzyskała zdrowie. Raz na 500 tysięcy urodzeń zdarza się, że jeszcze w macicy jedno z bliźniąt wchłania drugie.

8. Kobieta, która zmieniła grupę krwi Austra-lijskiej pacjentce, w wyniku przeszczepu wątroby, zmieniła się grupa krwi.Zdaniem lekarzy z Sydney, jest to pierwszy znany przypadek takiej reakcji organizmu. Nigdy dotąd nie odnotowano bowiem zmiany grupy krwi u człowieka.

9. Mężczyzna wystawił swoje życie na sprzedaż w internecie Pewien Australijczyk chcąc sprzedać swoje życie,wystawił je,włącznie z domem w Perth, pracą i całym dorobkiem, na aukcji na eBay w internecie. Ian Usher, z urodzenia Brytyjczyk, po rozwodzie chciał w ten sposób zacząć nowe życie. Niedługo później w jego ślady poszli kolejni użytkownicy serwisu eBay. Swoje życie wystawiła na sprzedaż również m.in. 19-letnia Polka. Ale
czy na pewno wszystko jest na sprzedaż?

10. Amerykanie znaleźli ciało martwego Yeti
Amerykańscy naukowcy specjalizujący się w poszu-kiwaniach i badaniach "Wielkiej Stopy", Matthew Whitton i Rick Dyer twierdzą, że znaleźli ciało
martwego Yeti. Znalezisko zostało odkryte w USA, na południu stanu Georgia.
Stwór mierzy 230 cm, waży prawie 250 kilogramów, ma pięć palców u rąk i stóp. Badacze umieścili niecodzienne znalezisko w ogromnej lodówce w celu
przeprowadzenia dokładnych badań. Yeti uważany jest za pół człowieka,pół zwierzę. Według różnych źródeł ma zamieszkiwać Himalaje, ale także niektóre tereny USA.
  • awatar absyntowa: O większości słyszałam/czytałam, ale kilka było dla mnie nowością ;]
  • awatar Kapibara: aż trudno w to wszystko uwierzyć
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne w wypadku, do którego doszło w niedzielę około południa w... przejściu podziemnym w mieście Makiejewka na wschodzie Ukrainy - podało Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

Winnym był kierowca samochodu terenowego, który stracił panowanie nad pojazdem, zjechał po schodach do przejścia podziemnego i potrącił tam trzy osoby, w tym jedną śmiertelnie.

Nie zważając na ofiary kierowca, który także ucierpiał w tym niecodziennym zdarzeniu, próbował uciec z miejsca wypadku, wyjeżdżając z przejścia na wstecznym biegu po tych samych schodach, którymi tam wjechał.

Gdy wydostał się już na powierzchnię, jego pojazd zdążył jeszcze pokiereszować pięć samochodów, po czym wpadł w ręce milicji.

Ukraiński resort ds. sytuacji nadzwyczajnych nie poinformował, czy sprawca wypadku był pod wpływem alkoholu.




No to mamy godną konkurencję. Zresztą Wschód zawsze z nami konkurował.
 

nortus
 

Firmy i biura księgowe w całym kraju zasypywane są prośbami o przełożenie wypłat po Nowym Roku. Kilkudniowe przesunięcie wynagrodzeń sprawi, że
pracownicy zarobią od kilkuset do ponad tysiąca złotych więcej!

- Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale nie chcę wypłaty przed świętami - mówi Magda Jeziorowska, senior account manager w agencji 247 PR z Warszawy
- Niedawno wkroczyłam w drugi próg podatkowy, dlatego wolałabym grudniową pensję dostać na początku stycznia.

Dzięki temu, że od 1 stycznia będą obowiązywać niższe stawki podatku PIT (zamiast trzech: 19, 30 i 40 proc., będą dwie: 18 i 32 proc.), pani Magda
zyska kilkaset złotych. Wszyscy, którzy dostaną grudniową pensję w styczniu, zyskają. I tak zarabiający 5 tys. zł brutto po zapłaceniu zaliczki podatku według nowych stawek otrzyma ponad 500 zł więcej. Przy pensji 10 tys. zł
brutto to już 2,2 tys. zł. Otrzymujący średnią krajową dostanie więcej o 276 zł, a minimalną płacę o 72 zł.

Prośby o wypłatę pensji w styczniu zatkały działy kadr w wielu firmach. Tylko jednego dnia dział HR dużej firmy branży telekomunikacyjnej w Warsza-
wie otrzymał ponad 200 próśb o "opóźnienie" przelewu. Zarząd się naradził i na przedświą-tecznym spotkaniu dyrekcja oznajmiła, że spełni tę
nietypową prośbę: w grudniu nie będzie wypłat. Wszyscy pracownicy zaczęli bić brawo. Dzięki temu w styczniu otrzymają wyższe pensje - od 500 zł do 1 tys. zł netto.

- To bardzo dobry pomysł. Kto nie chciałby zarobić więcej? Jeżeli są takie możliwości,
to nie widzę żadnych przeszkód - mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. - Znam wiele osób, które się na to zdecydowały.

Jego zdaniem wystarczy, że pracodawcy przeleją pieniądze ostatniego dnia grudnia w sesji popo-
łudniowej. - Polacy postępują tak jak Słowacy pięć lat temu, gdy wprowadzali podatek liniowy. Wówczas większość pracodawców płaciła pensje, by te doszły po Nowym Roku - dodaje Sadowski.

- Jeżeli pracownik wyraża zgodę, to firma może tak postąpić - mówią w biurze prasowym Ministerstwa Pracy.

Na kilkanaście e-maili w sprawie "możliwości opóźnienia wypłaty pensji grudniowej" codziennie odpisuje Agnieszka Żmijko, dyrektor działu HR w
firmie BLStream w Szczecinie. - Najczęstsze pytania: czy to zgodne z prawem i ile na tym zyskam - mówi.

Dlatego też biura podatkowe w całym kraju obłożone są prośbami o pomoc w naliczeniu pensji z opóźnieniem. - Zmiana terminu wypłaty musi się odbyć się za obopólną zgodą pracodawcy i pracow-
nika. Wypłata powinna nastąpić najpóźniej do dnia 10 stycznia 2009 roku - mówi Ewa Kołodziejska, kierownik działu kadr i płac w firmie Extor z Warszawy specjalizującej się w obsłudze księgowej
oraz płacowej. - Jest tyle próśb, że musieliśmy oddelegować do tego dwie osoby - dodaje.

To, że rozwiązanie jest lege artis, potwierdza prof. Witold Orłowski, ekspert w dziedzinie ekonomii i polityki gospodarczej.

Jest jednak mały haczyk. Jeśli pracownik złoży wniosek o przesunięcie wypłaty, da fiskusowi sygnał, że już w grudniu mógł dysponować wypłatą. A wtedy powinien zapłacić wedle starych stawek. Dlatego zdaniem niektórych ekspertów to do firm powinna należeć inicjatywa.

==
I tu jest ten mały haczyk polskiego prawa. I wszystko zależy kto przyjdzie na kontrolę do firmy
 

nortus
 
PiS-owska wigilia za 30 tys. zł; posłowie: było skromnie

Niewielu stać na taką wystawną wigilię! Ale widocznie klub Prawa i Sprawiedliwości na świętach nie oszczędza. Blisko 30 tysięcy złotych - tyle kosztowało spotkanie opłatkowe klubu PiS - podaje "Super Express".

"Super Express" dotarł do faktury za spotkanie opłatkowe PiS, które odbyło się w Centrum Szkoleniowym w podwarszawskim Wawrze. Z dokumentu wynika, że w wigilii klubu PiS uczestniczyło 250 osób. Ich kolacja kosztowała 24,5 tys. zł. Nie zabrakło też alkoholu. Jego koszt to 3570 zł. Sami posłowie twierdzą, że ich wigilia była... bardzo skromna.

Dla porównania koszt tegorocznej Wigilii dla 800 osób bezdomnych w Krakowie to ok. 20 tys. zł. Spotkanie opłatkowe posłów PiS było finansowane z
funduszy klubu parlamentarnego tej partii. A te pochodzą m.in. ze składek oddawanych z poselskiej pensji. Warto jednak przypomnieć, że na
wynagrodzenia posłów pieniądze idą... z naszych podatków. A więc pośrednio to my zapłaciliśmy za ucztę PiS - konkluduje gazeta.

===

Bo to jest partia dbających o biednych,walcząca dla ich dobra więc paraliżują każdą decyzję rządu ale zawsze w imię dobra dla tych biednych.
Przecież 120 zł na łepka to żaden wydatek - za 2-3 godzinne spotkanie. Na zdrowie Sprawiedliwi.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: Wiesz jeszcze nie spotkałem, żeby na spotkaniu w firmie (partia to też firma) tak żarto i chlano na 2-3 godzinnym spotkaniu WIGILIJNYM. Przecież świętuje się DUCHA ŚWIĄT a nie żre i chla.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: widać inaczej pojmujemy chrześcijaństwo i jego czczenie.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

nortus
 

Kiedy w październiku premier Turcji przespacero-
wał się nowo oddanym tunelem pod dnem cieśniny Bosfor, musiał czuć, że dzieje się historia

Po pierwsze, był to pokaz determinacji przywódcy kraju starającego się o wejście do Unii Europejskiej.
Po drugie, wielomilionowy Stambuł - miasto
dwóch kontynentów, które są sobie bliskie, ale jednocześnie tak odległe -został przez inżynierów zszyty w jeden organizm.
I po trzecie wreszcie, spełniły się marzenia tureckich inżynierów, którzy już w 1860 r. -
wyprzedzając swoje czasy - rozmyślali, jak - nie korzystając z szabli -nadać imperium osmańskiemu europejski charakter.

Jednym słowem, Azja spotkała się z Europą, a Wschód z Zachodem.

Pierwsze projekty-te z połowy XIX w-przewidywały, że tunel kolejowy w cieśninie Bosfor zostanie położony na filarach. Byłby to więc podwodny most.
Ówczesne technologie nie pozwalały na położenie tunelu na dnie morza, a tym bardziej na zakopanie go pod dnem. Już na początku następnego stulecia w USA zastosowano jednak technologię, którą dzisiaj wykorzystano do spięcia europejskiej i azjatyckiej części Stambułu. W latach 1906-10 Amerykanie wybudowali podwodny tunel kolejowy w rzece Detroit łączący miasto o tej samej nazwie w USA z kanadyjskim Windsorem. Do jego konstrukcji wykorzystali żelbetowe moduły wylewane w suchym doku, a potem spławiane rzeką na miejsce budowy i tam zatapiane.

Od tego czasu owa metoda była wykorzystywana wielokrotnie - m.in. podczas budowy drogowego tunelu Maas w Rotterdamie w 1942 r. Turcy pobili jednak rekord głębokości dla tej technologii. Swój tunel zagrzebali w piasku aż 58m pod poziomem Morza Marmara.

"Projekt Marmaray" (linia kolejowa pod Morzem Marmara) zaczęli planować w 1987 r. Już na początku lat 80. przeszło dziesięciomilionowa metropolia spięta przez cieśninę Bosfor ledwie dwoma mostami i ciągle zatłoczonymi promami zaczęła domagać się nowej arterii transkontynen-talnej. Podwodny tunel miał rozładować korki w rozrastającym się mieście.

W końcu lat 90. znaleziono fundusze. Budowa ruszyła w 2004 r. Cztery lata później ułożono ostatni,11. segment konstrukcji,usunięto metalowe grodzie dzielące moduły i uroczyście otwarto tunel.To jednak nie koniec prac. Turcy budują jeszcze przeszło 12 km tuneli podziemnych, kładą lub remontują 76 km torów kolejowych, budują trzy podziemne stacje i odnawiają 37 naziemnych.
Dopiero w 2012-13 r. ma powstać trasa kolejowa, która w każdym z kierunków w godzinie szczytu będzie przewozić 75 tys. pasażerów. Jej koszt sięgnie 3,5 mld dol.

Wyzwania technologiczne stojące przed tureckimi inżynierami są ogromne. Podwodny i podziemne tunele zostały zaprojektowane tak, aby wytrzymały
powtarzające się w tym rejonie silne wstrząsy tektoniczne. Budowniczowie musieli też zwracać baczną uwagę, by nie zniszczyć zabytków historii.
Najstarsze ślady cywilizacji z okolic dzisiej-
szego Stambułu sięgają 8 tys.lat. Przez ponad tysiąc lat miasto to - najpierw jako Bizancjum, a potem Konstantynopol - było stolicą wschodniego Imperium Rzymskiego. W 1453 r. zdobyte przez sułtana Mehmeda II (potem nazwanego Zdobywcą) stało się centrum świata osmańskiego i muzułmańskiego.

Tunel pod cieśniną Bosfor to jeden z wielu projektów inżynieryjnych ery globalizacji. Stanie się symbolem łączącym Europę z Azją, podobnie jak tunel pod kanałem La Manche (50 km długości) w 1994 r. symbolicznie scalił Wielką Brytanię z Kontynentem. Projektanci planują już kolejne podmorskie przeprawy - pod dnem cieśniny Beringa pomiędzy Azją a Ameryką (byłby to najdłuższy tunel na świecie - 103 km) czy tunel pod dnem Cieśniny Gibraltarskiej łączący Europę z Afryką (byłby najgłębszy - do 450 m pod poziomem morza).

====

I tak Europa nam się powiększa. Można już rowerem pojechać do Anglii a teraz do Egiptu. Ale wrócić przez Maroko nam się nie uda. Jednak Hiszpanie pracują nad budową tunelu. A Amerykanie chcą nas połączyć tunelem do Nowego Jorku. I biorąc pod uwagę, że trwają prace nad budową tunelu z Rosji na Alaskę (będzie miał około 200 km - prace trwają) to poza Australią będziemy mogli jeździć w kółko po Ziemi.
Więc chyba czas zakończyć tą ludzką cywilizację. Do 23 grudnia 2012r zostało niewiele czasu.

Wesołych Świąt!  Gol Jul !
 

nortus
 

Stojąc w kolejce po pstrąga spotkałem dzisiaj po raz pierwszy swojego .... klona.

Kilka razy słyszałem, że mam sobowtóra. Ale dzisiaj pierwszy raz się spotkaliśmy.

Gostek jest nawet podobnej postury, też okularnik - bo w tej chwili wyjąłem swoje oczka i przepro-
siłem się z okularami. Nawet ma bardzo podobne zarost i włosy na głowie.

Trochę dziwne uczucie ... widzieć siebie.
 

nortus
 

Porównywarki cen - do niedawna cudowne narzędzie do tanich zakupów w internecie - tracą zaufanie kupujących. Dlaczego? Coraz łatwiej można się w nich natknąć na oszustów.

Porównywarki to serwisy, za pomocą których można sprawdzić, ile ten sam towar kosztuje w różnych sklepach internetowych. Kilka kliknięć i nawet kilkaset złotych oszczędności. A przy większych zakupach - tysiąc czy nawet dwa.

Pojawiły się w Polsce trzy lata temu i zachwyciły internautów.Z najpopularniejszej na rynku Ceneo.pl
korzysta miesięcznie grubo ponad 3 mln osób.

Ale w cudownym narzędziu coraz głośniej zgrzyta.

- Na tym rynku wszyscy wszystkich oszukują - wylewa żółć w blogu Rafał Janik, przedsiębiorca internetowy,niegdyś związany z porównywarką Nokaut
Chciał kupić laptop i telewizor. Po poszukiwaniu taniego sprzętu w internecie wyciągnął jeden wniosek: porównywarki naciągają sklepy, a sklepy klientów.

Nasz czytelnik Piotr w porównywarce wytypował sklep, w którym odpowiadająca mu pralka była najtańsza. Trik polegał na tym, że gdy sprzedawcy standardowo za dostawę liczyli sobie 50 zł, ten rzekomo najtańszy - prawie 300 zł. - Okazało się, że sklep był w rzeczywistości dużo droższy od pozostałych.

Na forach internetowych przybywa narzekań na podobne sytuacje. - Sklepy zorientowały się, że porównywarki mogą nagonić im mnóstwo klientów, więc koniecznie chcą dobrze wypaść w rankingu - mówi Piotr z serwisu Sklepy24.pl, specjalista od handlu internetowego.-Dlatego wystawiają nieistnie
-jące oferty z fikcyjnymi cenami, za które nie mają zamiaru niczego sprzedać.

Rzetelność ofert w porównywarkach sprawdziliśmy na chybił trafił. Telewizor Samsung LCD 40 cali - najtańszy e-sklep oferuje go za 3190 zł.Dzwonimy. - Wyprzedane.To egzemplarze bez polskiej gwarancji
Kiedy będą? Po Nowym Roku. Ale są takie same po 3399 zł z polską gwarancją - zachęca pracownik sklepu.

Oszustwo? Tego nie wiemy. Wiemy za to,że z wyższą ceną sklep nie znalazłby się nawet w pierwszej dziesiątce rankingu porównywarki.

Podobnie z zakupem internetowego routera Linksysa - sklep,który mógł nam sprzedać towar,był dopiero na piątym miejscu. Ci z pierwszych pozycji nie mieli towaru w deklarowanej cenie.

Gorzej, jeśli fikcyjne są nie tylko ceny, ale całe sklepy.W ostatnich tygodniach policja aresz-
towała oszustów,którzy wyłudzili po kilka tysięcy złotych od klientów za sprzęt RTV. Ucierpiało blisko 2,5 tys. osób. Jak udało się nabrać aż tyle osób?

Jeden z pokrzywdzonych napisał forum:"To opinie z Ceneo.pl kosztowały mnie tyle kasy". Chodzi o to, że oszuści, udając klientów, wstawiali sobie w serwisie doskonałe recenzje. Litania entuzjastycz-
nych komentarzy urywała się w pewnym momencie jak nożem uciął. "Oszustwo", "To jacyś złodzieje, idę na policję" - brzmiały kolejne wpisy.
===

Niestety w Polsce trzeba uważać na każdym kroku żeby cię nie oszukali. W przeciwieństwie do więk- szości europejskich sklepów. Kupując dwie harbaty razem spakowane po promocyjnej cenie zapłacisz więcej niżbyś kupił dwie oddzielnie herbaty. Normalka.
 

nortus
 

Franz Paternosta trzyma bombkę choinkową.

Jednak odpowiedniejszym określeniem wydaje się słowo "bomba", ponieważ choinkowa dekoracja waży 20 kg i ma średnicę 65 cm.

Niemiecka firma Joska w Bodenmais produkuje największe bombki na świecie
  • awatar agusiaczek: wow...świetna
  • awatar ...::MagdA::...: fakt, bobka zajebista, tylko no dziwi mnie co robią z taką bombką potem....
  • awatar gość: Super ale to i choina musi byc gigantyczna do takiej bomki
Pokaż wszystkie (3) ›
 

nortus
 

Jasio pyta ojca:
- Kiedy jest Wigilia Bożego Narodzenia?
- 24 grudnia.
- O cholera! Więc jednak katecheta miał rację!


Nauczycielka pyta dzieci gdzie chciałyby mieszkać. Jedno mówi - że w Warszawie, drugie - że w Londynie, trzecie - że w Chicago.
- A ty Jasiu, gdzie chciałbyś mieszkać?
- Na Biegunie Północnym.
- Jasiu, przecież tam przez cały rok jest zima!
- Możliwe. Ale tam mieszka święty Mikołaj, a w czasie dużych mrozów dzieci nie chodzą do szkoły.



Spotykają się dwaj znajomi.
- Co robisz w Sylwestra?
- Idę do więzienia.
- Znowu wpadłeś?
- Nie, ale Nowy Rok wypada spędzić z rodziną.
- Dlaczego ojciec dyrektor jeździ Maybachem?
- A czym ma jeździć? Papa-mobilem?



Nauczycielka pyta dzieci, kim chcą zostać, gdy dorosną. Dzieci mówią, że chcą zostać piosenkarzami, kosmonautami, aktorami, strażakami...
- A ty - nauczycielka zwraca się do Jasia - kim chciałbyś
zostać?
- Świętym Mikołajem.
- Czy dlatego, że święty Mikołaj rozdaje prezenty?
- Nie. Dlatego, że pracuje tylko jeden dzień w roku!
 

nortus
 
Skorodowana, potężna kratownica z drogowskazami rozpięta nad arterią zawaliła się na jezdnię, omal nie zabijając kierowcy auta.Wyjazd z centrum został zablokowany, a miasto się zakorkowało

To, co zdarzyło się w poniedziałek po południu na Trasie Zamkowej, stawia pod znakiem zapytania bezpieczeństwo konstrukcji w innych częściach estakady.

Do wypadku doszło około godz. 16.20. Włodzimierz Szulc, na co dzień operator szczecińskiej TVP, wjechał swoim oplem na Trasę Zamkową. Podążał w kierunku prawobrzeża. Minął potężny dąb rosnący między jezdniami i wtedy zobaczył, że przed nim ląduje na ulicy długa na około 20 m potężna, stalowa konstrukcja.

- Zacząłem hamować, ale nie miałem już szans - opowiadał nam wkrótce po wypadku zdenerwowany Szulc.

Kamerzyście na szczęście nic się nie stało, ale przód samochodu został kompletnie rozbity.

To co zwaliło się na jezdnię, to ważące kilka ton stalowe kratownicowe przęsło, rozciągnięte nad wjazdem na Trasę Zamkową. Przykręcone do niego duże zielone drogowskazy informują, którą nitką pojechać w stronę prawobrzeża, którą w stronę Pomorzan czy też Dworca Morskiego. Takich konstrukcji jest na Trasie Zamkowej kilka. Oparte są na wysokich, stalowych słupach.

- Kratownica wyrwała się z nich, przeleciała kilkanaście metrów i zwaliła się na jezdnię wylotową z centrum, blokując ją na całej szerokości - opisywał nam pracownik zabezpieczenia ruchu z Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego, kiedy przyjechaliśmy na miejsce zdarzenia.

- Niewiele brakowało, by to wszystko spadło mi na dach, a wtedy to już byłby koniec - denerwował się kierowca opla.

Stalową konstrukcję wyrwał z posad podmuch silnego wiatru. Strażacy, którzy przyjechali na miejsce, kręcili z niedowierzaniem głowami. I pokazywali na skorodowane końcówki "mostu", które osadzone były na słupach.

- Pozostaje pytanie, w jakim stanie są pozostałe takie konstrukcje na Trasie Zamkowej - mówili strażacy.

===
No właśnie, droga ma kilkanaście lat, przeszło 10 lat budowana a drogowskazy już same się składają.
Ciekawe kiedy pod samochodami zawali się całe przęsło, o co zresztą były wcześniej już podejrzenia i awaryjnie naprawiano wiadukty.
 

nortus
 
This cat,
Is cat,
A cat,
Good cat,
Way cat,
To cat,
Keep cat,
An cat,
Idiot cat,
Busy cat,
For cat,
20 cat,
Seconds cat !...
Now read it without the word cat
 

nortus
 
Dwa lata temu o względy szczecinian rywalizowały dwa bożonarodzeniowe jarmarki: na deptaku Bogusława i pl. Orła Białego. W ubiegłym roku świąteczne stoiska czekały już tylko na tym pierwszym. W tym roku Szczecin w ogóle nie zorganizował imprezy.

W wielu miastach trwają jarmarki, które bardzo często mają bardzo długą tradycję. Odbywają się co roku w tym samym miejscu. Są doskonale zorganizowane, kolorowe, kuszą regionalnymi przysmakami. A przede wszystkim ściągają tłumy.

Szczecińskie imprezy rozmachem nie dorównywały innym ośrodkom. Choć miało być regionalnie, nastrojowo, ekologicznie, ostatecznie było dość bezbarwnie. Między innymi krytyka sprawiła, że w tym roku mieszkańcy miasta muszą zapomnieć o zakupach na świeżym powietrzu.

- Wiele osób woli centra handlowe. Na jarmarku jest chłodno, pada na głowę. Ludzi to nie zachęca do odwiedzin - przekonuje Zbigniew Uciechowski, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Szczecińskim Centrum Renowacyjnym, które w ubiegłych latach organizowało bożonarodzeniowy jarmark. - Również wśród wystawców nie odnotowaliśmy dużego zainteresowania. Tylko kilku przyklasnęło pomysłowi. Nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy do zaoferowania produkty z zaledwie kilku stoisk.

Nie tylko SCR, ale także miasto Szczecin zrezygnowało w tym roku z przedświątecznej imprezy.

- Chciałbym, aby w przyszłości był u nas jarmark z prawdziwego zdarzenia- bez chińskich bibelotów, za to z produktami ręcznie wyrabianymi i ekolo-giczną żywnością:miodami drahimskimi oraz chlebem prosto z pieca - marzy Z. Uciechowski. - Taki konkretny, porządny jarmark powinien mieć swoje stałe miejsce, może na Łasztowni?

Na razie szczecinianom w poszukiwaniu świeżych świątecznych przysmaków najbliżej za miedzę

Na kiermasz tylko do Berlina

Grzane wino, buły z kiełbaskami wprost z ogniska, baśniowy nastrój i tysiące ludzi. Tak jest na kiermaszach świątecznych, które potrwają do końca roku.
Półtorej godziny jazdy samochodem ze Szczecina
W tym roku w Szczecinie nie zorganizowano żadnego ulicznego kiermaszu świątecznego. Wielu szczeci-
nian, chcących choć skosztować europejskiej
atmosfery bożonarodzeniowych jarmarków, wyjeżdża więc do Berlina (widać to najlepiej w powiatowych urzędach po niemieckiej stronie granicy, gdzie za 5 euro trzeba zaopatrzyć się w stosowną plakietkę uprawniającą do wjazdu do stolicy Niemiec). Tam swój świąteczny kiermasz,z obowiązkowym diabelskim
młynem, ma prawie każda dzielnica. Te największe rozłożyły się na Kudammie i w centrum.

Jest przysłowiowe mydło i powidło, choć prawie w ogóle nie widać produktów "Made in China". Pajdy chleba ze smalcem tańsze niż w Polsce. Karuzele
obsługiwane przez wąsatych mężczyzn mówiących w słowiańskich językach.
Świeże truskawki w karmelu. Góry gadżetów dla dzieciaków.

Kosmopolityczny strumień berlińczyków i jednodnio-
wych turystów zatrzymuje się przy gastronomii. Są uliczne, bożonarodzeniowe filie restauracji i
hoteli (można zjeść np. deskę serów zapijając lampką białego wina, wszystko za kilka euro). I zwykłe budki, gdzie prawie wszystko kosztuje 2,5 euro. Tyle zapłacicie za kiełbaskę prosto z ognia w chrupiącej bułce, szklanę berlińskiego pilsa czy kubek grzanego wina z korzeniami.

Uwaga! Niemcy to naród znany z dobrej organizacji
Właściciele ulicznej gastronomii wprowadzili system: ujednoliconą w całym mieście kaucję za
"szkło",tym samym zmuszając klientów do oddawania kubków i szklanek (odpadł też im etat człowieka od znoszenia szkła). W całym Berlinie obowiązuje
kaucja 2 euro od kubka czy też szklanki. To działa.

W racjonalnym Berlinie nie marzą o pływających ogrodach 2050. Tam wolą się cieszyć tym, co można zrobić już.


Tak więc na jarmark ze szklaneczko ciepłego grogu zapraszam do sąsiedniego Berlina.
 

nortus
 
Dwa lata temu o względy szczecinian rywalizowały dwa bożonarodzeniowe jarmarki: na deptaku Bogusława i pl. Orła Białego. W ubiegłym roku świąteczne stoiska czekały już tylko na tym pierwszym. W tym roku Szczecin w ogóle nie zorganizował imprezy.

W wielu miastach trwają jarmarki, które bardzo często mają bardzo długą tradycję. Odbywają się co roku w tym samym miejscu. Są doskonale zorganizowane, kolorowe, kuszą regionalnymi przysmakami. A przede wszystkim ściągają tłumy.

Szczecińskie imprezy rozmachem nie dorównywały innym ośrodkom. Choć miało być regionalnie, nastrojowo, ekologicznie, ostatecznie było dość bezbarwnie. Między innymi krytyka sprawiła, że w tym roku mieszkańcy miasta muszą zapomnieć o zakupach na świeżym powietrzu.

- Wiele osób woli centra handlowe. Na jarmarku jest chłodno, pada na głowę. Ludzi to nie zachęca do odwiedzin - przekonuje Zbigniew Uciechowski, specjalista ds. komunikacji marketingowej w Szczecińskim Centrum Renowacyjnym, które w ubiegłych latach organizowało bożonarodzeniowy jarmark. - Również wśród wystawców nie odnotowaliśmy dużego zainteresowania. Tylko kilku przyklasnęło pomysłowi. Nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy do zaoferowania produkty z zaledwie kilku stoisk.

Nie tylko SCR, ale także miasto Szczecin zrezygnowało w tym roku z przedświątecznej imprezy.

- Chciałbym, aby w przyszłości był u nas jarmark z prawdziwego zdarzenia- bez chińskich bibelotów, za to z produktami ręcznie wyrabianymi i ekolo-giczną żywnością:miodami drahimskimi oraz chlebem prosto z pieca - marzy Z. Uciechowski. - Taki konkretny, porządny jarmark powinien mieć swoje stałe miejsce, może na Łasztowni?

Na razie szczecinianom w poszukiwaniu świeżych świątecznych przysmaków najbliżej za miedzę

Na kiermasz tylko do Berlina

Grzane wino, buły z kiełbaskami wprost z ogniska, baśniowy nastrój i tysiące ludzi. Tak jest na kiermaszach świątecznych, które potrwają do końca roku.
Półtorej godziny jazdy samochodem ze Szczecina
W tym roku w Szczecinie nie zorganizowano żadnego ulicznego kiermaszu świątecznego. Wielu szczeci-
nian, chcących choć skosztować europejskiej
atmosfery bożonarodzeniowych jarmarków, wyjeżdża więc do Berlina (widać to najlepiej w powiatowych urzędach po niemieckiej stronie granicy, gdzie za 5 euro trzeba zaopatrzyć się w stosowną plakietkę uprawniającą do wjazdu do stolicy Niemiec). Tam swój świąteczny kiermasz,z obowiązkowym diabelskim
młynem, ma prawie każda dzielnica. Te największe rozłożyły się na Kudammie i w centrum.

Jest przysłowiowe mydło i powidło, choć prawie w ogóle nie widać produktów "Made in China". Pajdy chleba ze smalcem tańsze niż w Polsce. Karuzele
obsługiwane przez wąsatych mężczyzn mówiących w słowiańskich językach.
Świeże truskawki w karmelu. Góry gadżetów dla dzieciaków.

Kosmopolityczny strumień berlińczyków i jednodnio-
wych turystów zatrzymuje się przy gastronomii. Są uliczne, bożonarodzeniowe filie restauracji i
hoteli (można zjeść np. deskę serów zapijając lampką białego wina, wszystko za kilka euro). I zwykłe budki, gdzie prawie wszystko kosztuje 2,5 euro. Tyle zapłacicie za kiełbaskę prosto z ognia w chrupiącej bułce, szklanę berlińskiego pilsa czy kubek grzanego wina z korzeniami.

Uwaga! Niemcy to naród znany z dobrej organizacji
Właściciele ulicznej gastronomii wprowadzili system: ujednoliconą w całym mieście kaucję za
"szkło",tym samym zmuszając klientów do oddawania kubków i szklanek (odpadł też im etat człowieka od znoszenia szkła). W całym Berlinie obowiązuje
kaucja 2 euro od kubka czy też szklanki. To działa.

W racjonalnym Berlinie nie marzą o pływających ogrodach 2050. Tam wolą się cieszyć tym, co można zrobić już.


Tak więc na jarmark ze szklaneczko ciepłego grogu zapraszam do sąsiedniego Berlina.
 

nortus
 
Transportowane w nieludzkich warunkach, podduszane
patroszone żywcem, nieumiejętnie uśmiercane. W świątecznym czasie miłości, pokoju i pojednania miliony karpi przechodzą prawdziwą gehennę w drodze na wigilijny stół.

Typowy przedświąteczny obrazek w supermarketach to basen z zielonkawą wodą i kilkudziesięcioma trzepoczącymi się karpiami w zbyt małej ilości wody lub wyłożona lodem lada, z której na kupujących patrzą zimne oczy martwych ryb.

Jak się okazuje nie zawsze martwych. W warszawskim hipermarkecie Carrefour na Targówku klientka wśród szarej masy martwych ryb wypatrzyła karpia ruszającego skrzelami. Kiedy zapytała sprzedawcę czy ta ryba jest martwa, ten zaprezentował jej rozciętą część brzuszną i puste wnętrze. Ryba próbowała jednak łapczywie złapać powietrze. - Myśmy go nie zabili, jeszcze żyje - poinformował sprzedawca.

Zszokowana klientka próbowała interweniować u kierownictwa. - W sposób humanitarny nie możemy karpi zabijać.Taki sposób nie istnieje - wyjaśnił przełożony. Był wyraźnie zirytowany, że ktoś zawraca mu głowę losem karpia. Poradził klientce, żeby zgłosiła tę sprawę gdzie chce.

====

Rozumiem, że człowiek zabija żeby jeść. A do tego robi to dla przyjemności - jako jedyne bydło na świecie(z szacunkiem dla bydła i innych zwierza-ków i innych żyjcych istot). No bo jak nazwać takie zachowanie.
Ale przecież zabijając nie musimy przyprawiać o te istoty dodatkowego cierpienia.

Dodam, ze uwielbiam ryby ale karpia nie jem. I to dziwne, bo jadłem już chyba wszystkie gatunki pływające, łącznie z rekinami i wielorybami. A jedynie po zjedzeniu ułamka kawałka karpia ląduję od razu w szpitalu na "ratunkowym". Dlatego nie jem karpia i nie znam smaku tej ryby, którą chyba tylko Polacy jedzą.
Pierwszy raz zdarzyło się to przypadkiem (lądowa-nie w szpitalu). Za drugim razem było to świadowe eksperymentowanie (oczywiście byłem wtedy jeszcze dzieckiem) bo wszyscy, łącznie ze znajomym lekarzem mówili, ze to niemożliwe. SKoro jem wszystkie ryby to karp nie może mi szkodzić. Więc było naukowe badanie przypadku szczególnego. Uczestniczyli: ja - ten najważniejszy, rodzice, brat starsz tylko o 18 lat, lekarz, oraz dodatki w stylu antustina, wapno i coś tam coś tam. I było .... bombowo. Talerz, widelec ryba i ręka podnosząca widelec z kawałkiem ryby na widelcu. Tajemnicza, magiczna chwila, widelec z rybą wchodzi do ust, dotyka rąbkiem rybki kawałek ust, podniebienia, dziąsła (cholera wie) i zaczęło się.
Opuchlizna i niemożliwość oddychania. Natychmiastowy skurcz płuc czy czegoś tam i zastrzyk z antistiny z wapnem i czymś jeszcze. I za chwilę mogę już oddychać.
I jak tu wierzyć lekarzom, zabobonom i nauce.

Tak więc mogę opowiadać jak smakuje każda inna ryba ale nie karp. I tak karpie, które powinienem teoretycznie i statystycznie zjeść są WOLNE.

Wesołych świąt karpie moje.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 

Kaczyński i Brown spotykają się w żołądku Busha.

Brown pyta:

- Co, ciebie też połknął?

Kaczyński:

- Nie, ja przyszedłem od drugiej strony...
 

nortus
 

Jasio pyta tatę:
- Jak myślisz, ile jest kilometrów z Warszawy do Lublina?
- Sto osiemdziesiąt.
- A z powrotem?
- Tyle samo!
- Niemożliwe! Przecież między gwiazdką a Nowym Rokiem jest tylko jeden tydzień, natomiast między Nowym Rokiem a gwiazdką - prawie cały rok!
 

nortus
 

Pytanie z ostatniej ankiety opublikowanej przez ONZ brzmiało: "Proszę szczerze odpowiedzieć na pytanie, jak pani/pana - zdaniem, należy rozwiązać problem niedostatku żywności w wielu krajach na świecie?". Ankieta okazała się totalną porażką, ponieważ:

1. W Afryce - nikt nie wiedział, co to jest żywność.
2. We Francji nikt nie wiedział, co to jest szczerze.
3. W Europie - Zachodniej nikt nie wiedział, co to jest niedostatek.
4. W Chinach nikt nie wiedział, co to jest własne zdanie.
5. Na Bliskim Wschodzie nikt nie wiedział, co to jest rozwiązanie problemu.
6. W Ameryce Południowej nikt nie wiedział, co to znaczy proszę.
7. W Ameryce Północnej - nikt nie wiedział, że są jeszcze jakieś inne kraje.
8. W Europie Wschodniej powiedzieli, że nic nie będę wypełniali dopóki ankieter z nimi nie wypije, a jak wypił, to dostał w mordę, bo wyglądał na Niemca.