Wpisy użytkownika Nortus & Potworna spółka z dnia 18 grudnia 2008

Liczba wpisów: 6

nortus
 
Dzień dobry wszystkim

Kiedy zajrzy tutaj taki biały puszek? Święta w Polsce podobno maja być takie jak teraz: mleko na niebie zamiast chmur, trawa zdechła, drzewa puste.

A na święta powinno byc biało i mroźnie. Zeby można było dużo spacerować przed i po obiedzie.
 

nortus
 
Pisałem wcześniej kilka razy jakie jest życie polityków w Skandynawii.
Jakimi muszą się posługiwać zasadami moralnymi i, co najgorsze z punktu widzenia czytelników mediów, przestrzegają ich.
Jak kiedyś min. finansów zrobiła drobny zakup dla siebie płacąc kartą służbową (zabrakło jej gotówki czy środków na jej własnej karcie w danej
chwili) i mimo ze na drugi dzień wpłaciła te kilkadziesiąt koron na konto karty służbowej wyleciała z roboty. Gdy dziennikarze wyniuchali to kilka miesięcy później i nagłośnili premier wywalił ją, bo bezprawnie użyła państwowych, publicznych pieniędzy. I nie ważne że je od razu oddała, ona je zdefraudowała i nie ma prawa moralnego pracować w rządzie. Tu kłania się
nasz eks-minister, który kupił sobie rybę smażoną płacąc kartą służbową. Nie stać go było wydać 18 zł przy jego pensji kilku tysięcy miesięcznie? I tu jest nasz problem. Formalnie on miał prawo do tego, był w delegacji więc formalnie tak. Kłania się etyka rządzących (na wszystkich szczeblach i od dziesiątków lat). Wyjaśniam, że podobno taki sam zakup robił minister Sikorski - pisze podobno ponieważ nie trafiłem na artykuł a tylko słyszałem o tym przy stole zakrapianym.
I to jest tak jak z prowadzeniem działalności gospodarczej. Są pewne tytułu kosztów, które można wrzucić w koszty firmy i odliczyć je od podatku. Ale oczywiście one muszą mieć związek z uzyskiwanymi dochodami/przychodami, bo to się prowadzi firmę przecież. Żeby zarabiać. A jaki związek z działalnością firmy ma np. konkretny przypadek znajomego. Ma tzw. firmę jednoosobową,
jest dziennikarzem. Firma jest zarejestrowana w domu. Kupuje i wrzuca w koszty np.papier toale-
towy (specjalnie jaskrawy przykład) z którego
korzysta cała jego rodzina. Koszt: powiedzmy 10 zł na miesiąc. Formalnie może wrzucić w koszty bo ma firmę. Ale gdyby tylko on korzystał z tego
papieru to ten zakup za 10 zł wystarczyłby mu na 1 rok, a tak idzie miesięcznie (4 osoby). Formalnie jest OK. Taki tytuł kosztów przewidział
ustawodawca. Ale czy jest OK, że z pieniędzy publicznych (podatki zmniejszone) tyłek podciera sobie cała jego rodzina? Z punktu widzenia
etyki, uczciwości - to jest kradzież. To tak samo jakby jego żona zabierała rolkę papieru ze swojego zakładu pracy do domu i ja na tym złapali. Ale formalnie jest OK.
Identycznie jest z tą rybą ministra. Formalnie mógł ja wliczyć w koszty delegacji i zapłacić kartą służbową. Ale czy to jest etyczne?
To jest właśnie różnica między Polakami a innymi nacjami. Polak patrzy jak ukraść (mówiąc wprost, bez ładnych słówek) i od razu zasłania się, że jest biedny - więc jemu kraść wolno. A oni na zachodzie są bogaci to mogą płacić.
Co ma bieda do uczciwości? Albo się jest uczciwym albo nie. I szukaj wtedy człowieku argumentów.

Inny przykład ze Szwecji. Minister pracy i coś tam coś tam została złapana przez, znowu tych wrednych dziennikarzy, że kilka lat wcześniej zatrudniała u siebie na czarno gosposię. Efekt artykułu: wyleciała z hukiem z roboty.
Jeżeli prywatnie była nieuczciwa to jak może dbać uczciwie o publiczne pieniądze?
A ile osób w Polsce oficjalnie zatrudnianie nianie, gosposie, pomoc domową czy jak ją zwał tak zwał? Mówię o stronie etycznej, nie ekonomicz-
nej. Ile osób w Polsce zgłasza wynajmowanie mieszkań? I tak można mnożyć.
Tym się właśnie różnimy od cywilizowanego świata.
Wszędzie są przekręty, wszędzie są ludzie nieuczciwi. Ale ważna jest skala i postawa obywateli. Czy w Polsce ktoś piętnuje takie zachowanie? Nie. Wręcz chwali, jaki jest zaradny, jak sobie dobrze daje radę w tych trudnych
czasach. Tyle się pisze, mówi o pijanych kierowcach. A co powiedzieć  o żonie, która razem z dzieckiem na dodatek jedzie samochodem kierowanym przez pijanego męża? I gdy dochodzi do wypadku kto jest winien? No przecież nie
pijany mąż tylko tamten idiota, które w nas walnął ( a to było np. drzewo).

Tu jest problem Polaków. Polecam do poczytania forum GW - dodatek szczeciński. Zobaczy co piszą kierowcy na każdy temat związany z bezpieczeń-
stwem na drogach (nowe mandaty, fotoradary, jazda po pijanemu, znaki drogowe i wszystko co się wiąże z drogami). Tyle chamstwa i bezmyślności nie spotkasz chyba nigdzie. Wszystkiemu są winne drogi i brak autostrad. Można odnieść wrażenie że jeżdżą po pijanemu bo nie ma autostrad.
Jeżdżą 150 km/h w centrum miasta lub 100 km/h po osiedlu - bo nie ma autostrad. Jeździ na czerwonym świetle na skrzyżowaniu bo ...
To w zasadzie jest jedyny argument. Tylko powiedz mi dlaczego jak przejadą Odrę to jadą w mieście 40-50 km/h,przepuszczają pieszych, nie wyprzedzają
na trzeciego.
I na to jest społeczne przyzwolenie. Rzadko sie zdarza, że ktoś pijanemu zabierze kluczyki od samochodu.
 

nortus
 
Dopiero w 2063 roku dogonimy Niemcy

Polska będzie jeszcze potrzebowała co najmniej 55 lat, aby osiągnąć poziom bogactwa Niemiec. Tak wynika z opublikowanych właśnie danych przez Eurostat, unijny urząd statystyczny. To oznacza, że dopiero w 2063 roku Polaka będzie stać na to, co Niemca czy Brytyjczyka.


W tym roku nasz kraj "dobił" do poziomu 55 proc. średniej bogactwa Unii, i to przy uwzględnieniu większej siły nabywczej euro w Polsce niż w państwach zachodnich. W Niemczech wskaźnik bogactwa jest dwukrotnie wyższy.

Co gorsza, bardzo powoli doganiamy Europę - średnio o zaledwie 1 punkt procentowy rocznie. Jeśli nie nastąpi gwałtowne przyspieszenie, potrzeba będzie jeszcze dwóch pokoleń, aby Polaka było stać na to samo, co przeciętniego mieszkańca Unii. I kolejne kilkanaście lat, aby zrównać się z niektórymi z najbogatszych krajów UE, jak Wielka Brytania czy Niemcy.

To nie jest tempo rozwoju, z którego Polska może być dumna. W ostatnich latach daliśmy się wyprzedzić Litwie, Estonii i Łotwie. W Unii już tylko Rumunia i Bułgaria są od nas uboższe.

Znacznie szybciej od Polski cywilizacyjne zaległości nadrabiali w przeszłości także Irlandczycy czy Hiszpanie. Pierwsi w ciągu jednego pokolenia z zacofanego kraju awansowali do ścisłej czołówki europejskiej, wyprzedzając nawet Zjednoczone Królestwo. Drugich już bardzo niewiele dzieli od tego, aby żyć na poziomie Niemców.


Dlatego my, nasze obecne pokolenie może marzyć żeby doścignąć szybko poziom Grecji czy Hiszpanii

Balcerowicz już w 1990r powiedział, że aby dogonić Unię potrzebujemy minimum 2 pokolenia, czyli 50 lat. Minimum. Kilka lat szło nam szybciej,kilka zmarnowaliśmy. Oczywiście, gdybyśmy
w 1990r wiedzieli to co wiemy dzisiaj można by reformy zrobić od razu większe. Ale wszyscy się bali czy Polacy udźwigną zmianę ustroju. Okazało się że tak. Bez rozrób i wojny z rządem. Ale cóż, wiemy to dzisiaj. Dlatego rząd nadal musi robić reformy, niestety zawsze reformy idą kosztem grup społecznych uprzywilejowanych. Wiem, że to już nudne ale jakoś nikt nie przejmował się jak kilka milionów ludzi (z rodzinami licząc) zostało wykopanych i zostawionych bez środków do życia - pisze o PGRach. Oni nie szli z łomami na Warszawę więc po co było przejmować.
Ale , dłuuuuga droga przed nami żeby żyć tak jak dzisiaj Niemcy. I tego się nie przeskoczy ale można jeszcze bardziej wydłużyć.
 

nortus
 

Bank zapłaci karę za reklamę PKO BP oszukał klientów

PKO BP naruszył prawo i poniesie karę-zadecydował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Chodzi o reklamę "Max lokaty", w której bank "zapomniał" podać istotne informacje. Teraz PKO BP zapłaci 5,7 miliona złotych kary i dwa razy opublikuje w gazecie informację o decyzji UOKiK.


Kampania reklamowa "Max lokaty" pojawiła się w mediach w styczniu i lutym tego roku. W spotach telewizyjnych bank informował o swojej fantasty-
cznej ofercie - lokacie oprocentowanej w wyso-
kości 6 procent w skali roku. Jednak PKO BP zapomniało wspomnieć o bardzo ważnej rzeczy - że okres ten jest liczony od 18 marca 2008, a nie od dnia podpisania umowy.
To bardzo istotna informacja, jednak konsument mógł się o tym dowiedzieć w placówce banku,
podpisując umowę, a nie z reklamy.

UOKiK zadecydował, że to zbyt istotna informacja, żeby ją pominąć, więc zgodnie z ustawą nałożył na PKO BP karę w wysokości 10 proc. ubiegłorocznych
przychodów, co daje kwotę 5,7 mln zł.

Dodatkowo bank będzie musiał umieścić na swojej stronie internetowej informację o decyzji urzędu, a także dwukrotnie opublikować tę informację na
pierwszych pięciu stronach dziennika o ogólnokrajowym zasięgu.




No a teraz czeka kolejna robota z super atrakcyjnymi lokatami za 18 miesięcy. Bo to kolejne "zapomnienie" kilku warunków.Chyba że się nauczą i uzupełnią.
  • awatar blyskotkiB: beznadziejny bank, zdzercy nad zdziercami, mam złe doświadczenie z tym bankiem
Pokaż wszystkie (1) ›
 

nortus
 
Święta Bożego Narodzenia są najbardziej oczeki-wanym okresem dla chrześcijan na całym świecie. Niezależnie od wyznania, zarówno katolicy, jak i
protestanci kultywują tradycje przodków i traktują tych kilka grudniowych dni jako czas zadumy i refleksji, a także jako okazję do rodzinnych spotkań w atmosferze radości i wzajemnego zrozumienia.

Co kraj,to obyczaj,mówi znane polskie przysłowie. Obchody świąt Bożego Narodzenia są jednym z najlepszych dowodów na poparcie tej tezy. Tradycje świąteczne są zróżnicowane - oddają historię,położenie i charakter danego narodu, są jego niepowtarzalną esencją.

Katoliccy Polacy i protestanccy Norwegowie traktują bożonarodzeniowe obrzędy jako wyraz dbałości o tradycję, przejaw patriotyzmu i poszanowania przeszłości. Według powstałego przed wiekami schematu rokrocznie przygotowują te same potrawy i z niezmienną niecierpliwością oczekują na nadejście świąt.

Podczas gdy polskie dzieci bacznie obserwują niebo w poszukiwaniu pierwszej wigilijnej gwiazdki, norweskie rodziny, wezwane biciem dzwonów, uczestniczą w otwierającej święta mszy. W obu krajach ogromne znaczenie ma wieczerza
wigilijna. Norwegowie, w zależności od regionu, zajadają się wtedy wieprzowymi żeberkami, suszonymi żeberkami baranimi albo dorszem. Długo
wyczekiwane kolacje mogą zakropić aquavitą, norweską anyżówką. Dzieci popijają wtedy julebrus, słodki świąteczny napój. Polacy dzielą się w tym czasie opłatkiem.

Życzą bliskim wszelkiej pomyślności i zdrowia. Po tym wzruszającym i uroczystym momencie całe rodziny zasiadają do stołu. W Wigilię Polacy
poszczą. Mimo zniesienia w 2003 roku zakazu spożywania mięsa 24 grudnia większość polskich rodzin kultywuje tradycję i kosztuje każdego z 12. bezmięsnych dań. A jest w czym wybierać. Na polskich stołach goszczą: barszcz z uszkami, karp, kapusta z grzybami, kapusta z grochem, pierogi z kapustą, paszteciki z grzybami, kotleciki z ryżu z sosem grzybowym, kluski z
makiem,kompot z suszonych owoców, zupa migdałowa, śledzie i kutia. Po obfitych kolacjach przedstawi-ciele obu nacji śpiewają kolędy na część
Nowonarodzonego. Norwegowie często także tańczą wokół choinki. I w obu krajach dzieci z wypiekami na twarzach czekają na prezenty. Polskie pociechy
dostają je od Mikołaja, Aniołka albo Gwiazdki, norweskie zaś obdarowuje Julenisse. Jednak mali Norwegowie muszą najpierw poczęstować go miseczką
owsianki, gdyż głodny lubi płatać figle.

Norwegowie wierzą, że w wiejskich gospodarstwach mieszkają gnomy. Wiedzą też, że należy odpowied-nio o nie dbać, gdyż są to istoty skore do psot i
złośliwości. W Boże Narodzenie wystawiają więc miseczki z ryżem okraszonym cukrem i cynamonem, aby zapewnić sobie pomyślny rok i nie narazić się na gniew małych lokatorów. Polacy na wsiach podają po kawałku opłatka zwierzętom gospodarskim i wierzą, że w wigilijną noc potrafią one mówić
ludzkim głosem. Ludzie nie podsłuchują jednak tych rozmów, bojąc się być może, że zwierzęta uważają ich za złych gospodarzy.


Podczas gdy Norwegowie szykują się do świątecz-nego snu, Polacy chóralnie witają Pana Jezusa w każdym, nawet najmniejszym kościółku w kraju. Jego narodziny obwieszczają całemu światu, śpiewając kolędy podczas pasterki, mszy, która odbywa się o północy. Dwa kolejne dni świąt Norwegowie i Polacy spędzają w gronie rodziny. Dyskutują, delektują się wyszukanym jedzeniem,
spacerują i odpoczywają. Ładują akumulatory na długie zimowe dni i zaczynają czekać na kolejne święta.

Mimo różnic w obu krajach Boże Narodzenie to bardzo ważny, długo oczekiwany czas. Przedświą-teczna gorączka, z roku na rok przybierająca na sile, zdaje się czasem przyćmiewać istotę świąt. Wielu ludzi w amoku wybiera prezenty,a sklepy prześcigają się w ofertach coraz to bardziej wyszukanych ozdób choinkowych. Jednak, gdy przychodzi wigilijny wieczór, ludzie na powrót
przypominają sobie, że zebrali się razem, aby podtrzymać tradycję i w chwili zadumy pomyśleć, jak uczynić swoje życie lepszym.

Ewa Stępień z trondheim
 

nortus
 
Jogurt z malinami, w którym nie ma malin - od dziś producentom nie będzie się opłacało tak oszukiwać klientów. W życie wchodzi nowa ustawa, według której producenci płacić będą za to milionowe kary - nawet do 10 proc. rocznego przychodu firmy.


Ustawa to efekt starań Marka Szczygielskiego, kujawsko-pomorskiego inspektora jakości handlowej
Badał on przypadki oszukiwania klientów przez
producentów: jogurt z malinami, w którym nie ma malin parówki cielęce, które obok cielęciny jedynie leżały, czy masło, które masło tylko udaje. - Np. pasztet z bażanta z armaniakiem. A gdy przeczytamy etykietę okazuje się, że to pasztet wieprzowy z dodatkiem mięsa z bażanta ("mięso z bażanta: nie mniej niż 15 proc."). To wprowadzanie w błąd konsumenta - mówi inspektor.

Szczygielski zbadał przypadki oszukiwania klien-tów przez producenta: jogurt z malinami, w którym nie ma malin parówki cielęce, które obok cielęciny jedynie leżały, czy masło, które masło tylko udaje. -Np.pasztet z bażanta z armaniakiem. A gdy przeczytamy etykietę okazuje się, że to pasztet wieprzowy z dodatkiem mięsa z bażanta ("mięso z bażanta: nie mniej niż 15 proc."). To wprowadzanie w błąd konsumenta - mówi inspektor.

Prace nad zmianą ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych rozpoczęły się w sejmie na początku września br.Posłowie uchwalili ją 24 października, a prezydent podpisał 14 listopada.

- Najważniejsza zmiana to wprowadzenie pojęcia produktu zafałszowanego. Dotychczas podlegało to
interpretacji i często mówiło się tylko o obni-żeniu jakości. - Teraz jest to jednoznacznie określone. Konsument kupując masło ma pewność, że to będzie masło zgodne z przepisami.

Czy nowelizacja rzeczywiście zmieni coś na rynku?
- Wprowadzono też dość drakońskie restrykcje.  Kara za fałszowanie żywności może wynieść nawet równowartość 10 proc. rocznego obrotu firmy. Dodatkowo w niektórych przypadkach informacja będzie upubliczniana. Firma nie tylko poniesie dotkliwe straty finansowe, ale w jednej chwili może stracić wizerunek. - Większość producentów trzy razy zastanowi się, zanim podejmie takie ryzyko - wyraził nadzieję inspektor.



NARESZCIE. Nareszcie kraj idzie w dobrym kierunku Tylko, żeby jeszcze egzekwować te przepisy. Dość okradania nas na każdym kroku.